Część druga jest najkrótsza ze wszystkich trzech, więc... no, oto ona xD


PART 2

Clouda obudził ból. Nie taki zwykły ból, ale Wielki Ból Otaczający Go Z Wielu Stron W Różnych Postaciach.

Pierwszy jego przejaw, na który zwrócił uwagę, odzywał się drobnymi, acz wyjątkowo uporczywymi ukłuciami na całym jego brzuchu, rękach, przednich stronach nóg i twarzy. W jego nozdrza uderzał silny, przyjemny zapach siana.

W celu dokładniejszego zidentyfikowania źródła ukłuć spróbował unieść głowę. A wtedy Ból odezwał się ponownie. Tępym, silnym impulsem rozsadzającym jego skronie od wewnątrz. Czuł się jak wstrząśnięta butelka coli. Jęknął cicho, gdyż Ból tego wymagał. Chciał czuć się doceniony.

Blondyn z niemałym trudem wyciągnął rękę spod siebie, by pomasować swoją cierpiącą głowę. Nie to, że przyniosło to jakąkolwiek ulgę, odruchy miały po prostu swoje prawa.

Gdy spróbował się poruszyć w bardziej znaczący sposób Ból dał o sobie znać niemal w całym jego ciele. Wydawało się, że żył w każdym mięśniu po kolei. Cloud jęknął nieco głośniej, dzięki czemu dało o sobie znać również drapanie w gardle.

- Zamknij się i nie ruszaj. - usłyszał niewyraźne i zaspane mruknięcie gdzieś na swoim karku.

Wtedy też Cloud odczuł coś, co sprawiło, że Ból nie zajmował już całych jego myśli. A nawet został zepchnięty na odległy margines. Było to ciepło i przyjemny ciężar drugiego ciała, leżącego w połowie na jego plecach. Jedna z rąk Cida leżała luźno przy żebrach Clouda, włosy pilota łaskotały go w kark, gdzie czuł też jego ciepły oddech.

- Jak samopoczucie? - zapytał chłopak, układając dłoń pod policzkiem. Wzrokiem udało mu się zlokalizować porozrzucane wokół ubrania.

- Mam kaca jak stąd do Wutai. - wychrypiał Cid, brzmiąc średnio szczęśliwie - I mnie suszy. Co my żeśmy wczoraj pili?

- Zakradłeś się do domku Billa i zawinąłeś flaszkę nalewki.

- A, rzeczywiście… ale żeby tak jedną butelką…?

- Potem ja poszedłem po dwie następne.

- Hmmm… to wiele tłumaczy. - Cid zamilkł, westchnął cicho, jednak nadal nawet nie drgnął, w żaden sposób nie okazując, że chciałby zmienić ich obecną pozycję. Cloudowi nawet to nie przeszkadzało.

- Nie pamiętam tego. - stwierdził po chwili pilot.

- Nie?

Poczuł, że Cid pokręcił głową, po czym znowu znieruchomiał. A potem wciągnął nagle sporą ilość powietrza i się podniósł. Najwidoczniej nieco za szybko, gdyż stęknął boleśnie. Cloud niespiesznie, wyciągając ręce i nogi, odwrócił się na plecy, by popatrzeć na Cida. Odczuł Ból w szeroko (i głęboko) pojętych okolicach pośladków. Uśmiechnął się z zadowolonym rozmarzeniem na wspomnienie tego, co było przyczyną tej, jakże tego wartej, dolegliwości.

Jednak jego uśmiech zgasł powoli, gdy zobaczył bardziej przerażony niż cokolwiek innego wyraz twarzy Cida. Mężczyzna gapił się na niego nieruchomo, na punkt znajdujący się gdzieś poniżej jego klatki piersiowej i najwidoczniej nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Cloud parsknął cichym śmiechem, uniósł się na łokciach.

- Cid? - zapytał, a wtedy pilot potrząsnął lekko głową i odwrócił spojrzenie.

- Rozbierania też nie pamiętam… - mruknął cicho i się podniósł.

- Hm… - chłopak zastanowił się chwilę nad konsekwencjami tego stwierdzenia, przyglądając się, jak mężczyzna wstaje powoli i zbiera swoje ubrania - Nic straconego. - powiedział beztrosko i posłał Cidowi niewinny uśmiech, gdy ten spojrzał na niego, jakby mając nadzieję się przesłyszeć. Cloudowi niezbyt się spodobała ta reakcja.

- Bez obrazy, młody… - zaczął zakładając swoją ciasną, niebieską koszulkę, którą (mimo że bardzo za nią przepadał) Cloud ściągnął z niego poprzedniego wieczoru z pasją, by odrzucić daleko - Lubię cię, jesteś dobrym przyjacielem i tak dalej… Ale bez przesady.

Chłopak westchnął. Czy on był aż tak kiepski w łóżku (w tym przypadku - na sianie), że niemal wszyscy następnego poranka uciekali od niego z taką desperacją…?

- Cid…

- Do zobaczenia później. - powiedział szybko pilot i nim Cloud zdążył zareagować, mężczyzna już wyszedł ze stajni, pozostawiając go samego. Blondyn ponownie odetchnął ciężko, potarł dłońmi twarz. Potem przeczesał palcami poprzeplatane złotymi kłosami włosy, ponownie opadając na siano.

No to nici z porannej powtórki z rozrywki.


Po całym zdarzeniu przeszli do porządku dziennego, jak gdyby nigdy nic, nie pozwalając innym zauważyć, że coś się zdarzyło.

No, prawie.

Przez pierwszych kilka dni Cloud nie był zbyt chętny, by gdziekolwiek siadać. Chodzić zresztą też nie miał jakoś zbytniej ochoty. Jednak wszelkie niewygodne pytania, dyplomatycznie i z tylko dla siebie właściwą finezją i subtelnością, kwitował wzruszeniem ramionami lub prostym, absolutnie obojętnym i mało przekonującym „nieważne".

Cid zaś miał nieco odrębny problem. Wspomnienia uparcie dobijały się do jego pamięci, od czasu do czasu posyłając jego umysłowi obrazy Clouda w sytuacjach i pozach dość jednoznacznych w interpretacji.

Podczas gdy Cid próbował uporać się z nawiedzającymi go wizjami, starając się nie podniecać nagle w środku dnia bez żadnego wyraźnego dla otoczenia powodu, zdawało się, że Cloudowi całe zdarzenie wycięto z myśli. Chirurgicznie.

Cid nie podchwycił ani jednego znaczącego spojrzenia, ani uśmiechu z grona (nielicznego zresztą) tych, które miał okazję podziwiać tamtego poranka na sianie. Nic, nawet najmniejszego gestu czy choćby dwuznacznego słówka podczas rozmowy.

Zdecydował więc, że należy wybadać grunt. Zaczął od podstaw, czyli zdefiniowania rzeczywistości, którą pamiętał.

Bez większych trudności przywoływał wspomnienie, gdy razem z Billem poszli do stajni, aby być świadkami narodzin Abby. Najwidoczniej z Cloudem musieli wyglądać bardzo entuzjastycznie, gdyż Bill powiedział im o nalewce swojego dziadka i Cid poszedł z nim, by zachachmęcić butelkę. Tak, pamiętał dokładnie, jak musiał wchodzić na stołek, żeby ściągnąć flaszkę z jakiegoś pawlacza. W kieliszki się nie bawił.

Potem wrócił, otworzyli napitek i wznieśli jakiś głupi toast. Cloud pił pierwszy. Hm… tak, wspomnienie wyraźnie rysowało się w jego pamięci, w sumie widział to w myślach niemal w zwolnionym tempie. Chłopak uniósł butelkę do ust, oparł ją delikatnie o dolną wargę, zapytał o coś jeszcze Cida i wziął spory łyk płynu, który natychmiast zwilżył jego usta. Pilot pamiętał, jak Cloud przełykał powoli. To wydawało mu się trochę dziwne, wyglądało nieco… sugestywnie… A może dopiero teraz, przywołując scenę z pamięci tak mu się wydawało? Nie przypominał sobie tych myśli o nim wcześniej. Na Shivę, chyba popadał w paranoję…

Hm… ach tak, potem Cloud się zakrztusił i przestał wyglądać seksownie… Chwila… Co? Nie, Cloud nigdy nie wydawał mu się seksowny! Cid prychnął sam na siebie. Dobra, nie zbaczać z tematu.

Cloud się zakrztusił, nalewka pociekła mu po brodzie. Cid pamiętał, że zaczął się śmiać, co z niego za żołnierz, ale potem okazało się, że trunek miał wyjątkowo dziwny i nieco niepokojący smak… Wspólnie uznali, że nie chcą wiedzieć, co fermentowało na jego stworzenie.

Wypili całą butelkę, w pewnym momencie smak w końcu przestał mieć większe znaczenie. Gadali o jakiś bzdurach, w większości o chocobach, Cloud pytał też o jakieś mechaniczno-elektroniczne zagadnienia, związane z jego motorem.

Jakiś czas później Cid posłał go po kolejną butelkę… tak… gorzej, ale jeszcze to pamiętał. Jak mu tłumaczył, gdzie leżakują…

Cid zamarł nagle.

O nie. Nie. Nie, nie , nie, nie , nie… To nie mogło się stać. Cholera by to… Może to tylko urojenie? Pamięć go zwodzi i się bawi tworząc nieprawdziwe wspomnienia…?

Kiedy Cloud wstał i odwrócił się, by wyjść ze stajni i udać się po nalewkę, Cid… klepnął go w tyłek…! No nie…! Więc ta cała akcja wyszła z jego inicjatywy? Niemożliwe! Nawet jeśli miałby ochotę, przecież nie przeleciałby od tak jedenaście lat młodszego od siebie dzieciaka! Prawda…? Cloud miał dwadzieścia jeden lat, gdy Cid był w jego wieku, chłopak był zaledwie dziesięciolatkiem!

Nie, spokój, chwila… To przecież nic takiego. Nie raz klepie się kogoś w tyłek dla śmiechu i nie znaczy to nic więcej niż pojedynczy żart, służący zaskoczeniu drugiej osoby. To nic wielkiego.

I rzeczywiście, Cidowi udało się go zaskoczyć, Cloud podskoczył i pisnął krótko, niemal jak panienka. Ale potem… potem obejrzał się przez ramię…

Wspomnienie tamtego spojrzenia posłało silny impuls wprost do intymnych okolic pilota. Wtedy tak to na niego nie zadziałało, ale teraz, wiedząc co miało miejsce potem…

Gdy wtedy Cloud na niego spojrzał miał lekko przymrużone oczy, w ten charakterystyczny sposób, który przyprawiał jego twarzy całkowicie nowy wyraz, a jego oczy błyszczały mocniej kolorem Mako w słabym oświetleniu stajni. Na jego ustach… Wilgotnych ustach… Cholera jasna, musiał je oblizać, skubaniec jeden, zrobił to specjalnie…!

No, w każdym razie… na jego ustach był taki mały uśmiech, jakby chłopak coś kombinował. I to wszystko w połączeniu było takie sugestywne! Tak wtedy jak i teraz!

Potem… potem jest czarna dziura. Cid nie pamiętał, jak Cloud wrócił z butelkami, jak dalej pili, o czym rozmawiali.

Miał tylko te cholerne wizje i urywki odczuć, zapachów, smaku. I chronicznie powracającą erekcję.

No dobra, teraz nie należało się na tym skupiać. Teraz trzeba było pójść do Clouda i wybadać ile on pamięta. Nie, Cloud pamiętał wszystko, Cid to wiedział. To pewnie to cholerne Mako i te inne chemikalia, których miał więcej w obiegu niż krwi.

Trzeba wybadać, ile chce pamiętać.


Fenrir miał być dziełem Clouda. Początkowo był to całkiem standardowy motor Shinry, podkradnięty z głównej siedziby, gdy stamtąd uciekali. Cloudowi udało się go gdzieś przetrzymać do czasów, gdy wreszcie mieli Highwinda i chłopak mógł zajmować się swoją maszyną w wolnych chwilach.

W tym właśnie momencie majstrował przy motorze, z porozrzucanymi na około narzędziami i częściami i cały niemal upaprany smarem. Nie znał się jakoś świetnie na mechanice, a że pragnął dorobić Fenrirowi kilka poprawek całkiem samodzielnie, ślęczał nad instrukcją, którą rozrysował mu Cid.

Gdy usłyszał metaliczne dźwięczenie w rytmie spokojnych kroków, od razu wiedział kto przyszedł mu poprzeszkadzać.

- Co cię do mnie sprowadza? - zapytał, gdy oczywistym stało się, że pan Jestem-Mroczny-Milczący-I-Emo nie podejmie rozmowy z własnej inicjatywy. Cierpliwie czekając na odpowiedź, Cloud szukał w skrzynce z narzędziami śrubokrętu z odpowiednią końcówką.

- Co robiliście w stajni całą noc?

No, to było nowe. Blondyn zamarł, zmarszczył brwi. Powoli uniósł głowę, spoglądając na Vincenta z konsternacją.

W tonie jego głębokiego głosu czaiło się coś więcej niż zwykłe stoickie opanowanie i obojętność. Może trudne do wychwycenia, ale jako że Cloud prezentował zazwyczaj podobną postawę był w stanie to wykryć. Tę nutkę… emocji. Jakkolwiek abstrakcyjnie by to nie brzmiało w kontekście Vincenta.

Gdy pogapił się na strzelca wystarczająco długo, by uznać, że ten nie rozwinie swojego zainteresowania sprawą, Cloud wzruszył ramionami i powrócił do poszukiwań śrubokrętu.

- To chyba oczywiste. - powiedział. Znalazł odpowiednie narzędzie, uśmiechnął się do siebie zwycięsko i począł dokręcać jakieś niewielkie śrubki gdzieś przy lusterku - Sądzę, że nie chcesz, żebym wdawał się w szczegóły.

Śrubka wyśliznęła mu się z palców i rozpłynęła gdzieś w czeluści metalowej podłogi. Cloud zaklął cicho. Nie to, że nie miał innych śrubek, ale te konkretne, jak na swój rozmiar, były dość kosztowne. Zawierały w sobie specjalny stop stali z dodatkiem czegoś-tam. Cid mu tłumaczył, ale kiedy to robił Cloud był bardziej pochłonięty obserwacją jego klatki piersiowej, zarysowującej się pod błękitną koszulką. Cudem było już to, że zapamiętał, jak się nazywają i gdzie można je dostać.

Jednak nastąpiła kolejna boża interwencja, gdy blondyn znalazł zaginiony kawałek metalu. Szczęśliwy podjął kolejną próbę wkręcenia go w przynależne miejsce.

- A ja sądzę, że nie chcesz mieć we mnie wroga.

Cholera. Jasna. By. To. Wzięła.

Śrubka wypadła mu ponownie.

Ale tym razem nie pochylił się, by jej poszukać. Zamiast tego powoli odwrócił się w stronę Vincenta, nawet nie próbując ukryć kompletnego zaskoczenia.

- Że co? - Cloud wstał, wytarł dłonie o znoszone jeansy, które zakładał do majstrowania - O czym ty mówisz?

Vincent poruszył się szybko, zaskoczył Clouda, głównie dlatego, że ten nie spodziewał się z jego strony żadnej agresywnej akcji, nawet po jego słowach. Mężczyzna schwycił ramię blondyna silnie, Cloud aż się skrzywił.

- Nie udawaj, że nie wiesz. - syknął cicho, raczej złowieszczo, przysuwając się do niego.

- Zależy czego. Że raz z nim spałeś? Owszem. Ale o żadnych głębszych zobowiązaniach nic mi nie wiadomo. - parsknął chłopak.

Vincent zmrużył niebezpiecznie oczy i gdyby nie zawdzięczali sobie nawzajem życia, Cloud zapewne obmyślałby właśnie najszybszą drogę ucieczki z jego uścisku. Vincent wyglądał wręcz demonicznie. Ale blondyn odpowiedział odważnie na jego mroczne spojrzenie. Jednak ta jego brawura dość szybko zaczęła się ulatniać, gdy w oczach mężczyzny zalśniło złowrogie złoto.

- Vincent. - powiedział nieco głośniej, jakby przypominając mu kim jest.

Czarnowłosy puścił go, potrząsnął głową. Odsunął się o krok. Kiedy ponownie popatrzył na Clouda jego spojrzenie było już spokojniejsze, choć nadal czaiła się tam nuta wrogości.

- Pytałem go, Vincent. - podjął po chwili blondyn, opierając się o motor - Nie jestem skończonym draniem. I widzisz, Cid… nie zdradzał się z żadnymi głębszymi uczuciami wobec ciebie. Przykro mi. - ton chłopaka całkowicie przeczył jego ostatnim słowom - Ale nie martw się. Jego stosunek do mnie najwyraźniej niewiele się różni. Tak więc droga wolna. - zrobił kpiący, zapraszający gest dłonią, po czym na powrót ukląkł przy motorze i zajął się swoimi śrubkami.

Był zły. Na Vincenta czy na Cida, trudno było stwierdzić, prawdopodobnie najbardziej na siebie samego.

Zazwyczaj nie miewał problemów z zachowywaniem swoich uczuć dla siebie. Jednak tym razem coś zdawało się go gnębić… Może rzeczywiście chodziło o to, jak Cid zachował się tamtego poranka…? Ale kurde, co mu tak zależało? To nie był pierwszy raz, gdy zdarzył mu się jednorazowy numerek, nigdy nie wymagał niczego od drugiej strony, czasem nawet sam wynosił się, nim dany facet zdążył się obudzić.

Bez konsekwencji, bez żalu, bez głupich wyznań.

Teraz było inaczej. Cid nie był obcy.

Cid był jego druhem. Towarzyszem podróży. Kimś, kto zdecydował się porzucić dotychczasowe życie, by mu pomóc.

Przyjacielem.

A jednorazowe numerki pomiędzy przyjaciółmi kończą się tylko na dwa sposoby. Cloud nie miał zbyt optymistycznych myśli, co do tego, jaki będzie finał tym razem.

- Wypadła ci. - z rozmyślań wyrwał go głos Vincenta.

Blondyn potrząsnął lekko głową, zdając sobie nagle sprawę, że od dłuższego czasu bezproduktywnie wpatrywał się w trzymany śrubokręt. Odwrócił się w stronę Vincenta, który podał mu śrubkę.

- Ta, dzięki. - odmruknął i schował ją do kartonowego pudełeczka u swoich stóp.

Czarnowłosy mężczyzna stał dłuższą chwilę nie odzywając się, ale wyglądał jakby chciał coś powiedzieć. W końcu jednak zrezygnował, odwrócił się i ruszył do wyjścia.

- Vincent. - Cloud zatrzymał go w progu, od razu przeklinając się w myślach, lecz nie będąc w stanie powstrzymać pytania - Pójdziesz do niego?

Strzelec, zgodnie z oczekiwaniami, milczał dłuższą chwilę i gdy już zaczynało się to robić irytujące, wydał z siebie krótki dźwięk. Który zapewne miał być odpowiedzią. Wszystko tłumaczącą w dodatku.

- Hn. - i uśmiechnął się. Lekko. Prawdopodobnie. Na tyle na ile można to było stwierdzić z samych jego oczu, gdyż resztę twarzy zakrywały mu czerwone szmatki.

Bez dalszego komentarza i nim Cloud zdążył zareagować na jego elokwentną wypowiedź, mężczyzna zrobił zamaszysty gest, który spowodował, że jego peleryna zafurkotała w powietrzu i wyszedł.

Blondyn westchnął ciężko, siadając na podłodze. Przed powrotem do majsterkowania postanowił pokontemplować chwilę nad swoją głupotą.

C.D.N.