Oto i trzecia, i ostatnia, część mojego fika :) Mam nadzieję, że się spodoba :D
Hmm... chyba powinnam dać ostrzeżenie... nawet jeśli to spoiler... chociaż nie sądzę, wiadomo chyba do czego tutaj zmierzałam od początku XD No, to ten, ostrzegam: sex. Graphic sex.
PART 3
- Hej, młody?
Jak reszta ekipy byli właśnie na pokładzie Highwinda. Cloud siedział w swojej kajucie - zupełnie, jakby się przed kimś chował, czyżby przed nim? - i segregował na łóżku cały drużynowy zapas materii. Co jakiś czas brał którąś z niebieskich kul, wkładając ją na chwilę do broni zapewne po to, by sprawdzić jaki nosiła w sobie efekt. Potem odkładał ją do kolorowego stosu. W drugim… „stosie", o ile można to tak było nazwać, znajdowała się tylko jedna błyszcząca kula.
- Hm? - zapytał chłopak, nie odrywając się od swojego zajęcia.
Cid otworzył usta, by coś powiedzieć, ale po chwili je zamknął, jakby zmienił zdanie. Przekręcił lekko głowę i zmarszczył brwi.
- Co robisz?
- Dzielę materię.
- Tak, to widzę. - prychnął - Ale po co?
Cloud odchrząknął, rozejrzał się niepewnie.
- Nie bój się, nikogo tu nie ma. - Cid przysiadł na łóżku, podniósł którąś z materii przywołania i obrócił ją w palcach.
- Wiesz, ostatnio trochę wydaliśmy… - powiedział chłopak nieco konspiracyjnym tonem - Zajrzałem do naszych rozliczeń i coraz więcej idzie na pędy. Solidnie dokarmiamy naszą czarnulkę.
- Hm, to prawda. Co planujesz? - odrzucił czerwoną kulę, która stuknęła cicho o pozostałe.
- Sprzedać all. Te z mistrzowskim stopniem chodzą na rynku prawie po półtora miliona gil.
Brwi pilota powędrowały w górę.
- Oszalałeś. - stwierdził pewnie - Tifa cię zabije. O Barrecie nie wspominając.
- Dlatego to ty będziesz je sprzedawał. - poinformował go Cloud.
- Że co?
- Powiedziałem, że to ty…
- Słyszałem! - przerwał mu Cid i westchnął trochę poirytowany - Ale dlaczego ja? To twój pomysł. Ja nie chcę się im narażać. Przynajmniej nie aż tak.
- Jesteśmy partnerami, Cid. - pilot udał, że to słowo NIE zrobiło na nim żadnego wrażenia. Najmniejszego. Najmaciupnieńszego - Ryzyko podejmujemy wspólnie. W razie czego zwalisz na mnie.
- A żebyś wiedział! To twój cholerny pomysł.
Cloud zaśmiał się krótko i wrócił do rozdzielania.
- Chciałeś mnie o coś zapytać, Cid?
Pilot oderwał wzrok od dłoni Clouda, sortujących materię.
- Co?
- Kiedy przyszedłeś, chciałeś o coś zapytać. O co chodzi?
- A, no… hm… - Cid podrapał się w kark - Tak tylko… chciałem pogadać.
- O czym?
Pilot naprawdę wolałby, żeby Cloud dalej zajmował się materią. Gdy chłopak na niego patrzył w wyraźnym oczekiwaniu, to całe sprawdzanie gruntu wydawało się Cidowi wielce idiotyczne.
- A… tak ogólnie… - próbował dalej się wykręcać, starając się co sekundę nie powracać do przyciągającego, niebieskiego spojrzenia. Do mako dodawali magnesu czy jak? - Do motoru masz wszystko, co potrzeba? - zapytał o pierwsze, co mu przyszło do głowy i nie brzmiało tak kretyńsko jak „będziesz ze mną chodził?". Nie to, że chciał go o to zapytać, ale to było dość idiotyczne, że nadawało się do porównania. Tylko tyle. Porównanie. Przecież nie byli w liceum, seks był fajny, ale nie popadajmy skrajności. To całkiem normalne i powszechne, że dwoje dorosłych ludzi uprawia seks bez dalszych zobowiązań. Nawet jeśli to cholernie dobry seks. Nie, chwila, przecież Cid nawet nie pamiętał czy był dobry, czy zły, czy jaki. Jaki był w ogóle. Ale… musiał być dobry, skoro prześladowały go te wizje, prawda?
Spokojnie, Cid, oddychaj. Wdech, wydech. Wdeeech… wyyydeeech… Na razie rozmawiacie o motorach.
Na razie.
- Tak. - Cloud westchnął i… Westchnął? Dlaczego westchnął, czyżby…? Stop. Pilot (po raz kolejny) musiał się świadomie powstrzymywać przed nadmiernymi interpretacjami. Więc… Cloud westchnął i powrócił do przerwanej czynności. To jest: przebierania materii - Chociaż nie jestem pewny czy wszystko zapamiętałem. To całkiem specjalistyczne słowa, a poza tym umysł miałem zajęty czymś innym… - urwał. Chyba.
- Czymś innym? - podchwycił Cid.
- Piciem. - odparł chłopak szybko i zacisnął wargi.
Dobra, coś w tym musiało być. Cloud nie zachowywał się w pełni normalnie. Prawda?
- Jakbyś potrzebował jeszcze jakiś instrukcji, to wiesz, gdzie szukać. - pilot uśmiechnął się pogodnie i potargał Clouda po włosach.
Ten posłał mu dziwne spojrzenie, odepchnął jego dłoń i krótkim gestem poprawił sobie fryzurę.
- Wiem, dzięki. - powiedział, parsknąwszy z lekkim rozbawieniem.
Zapadła poniekąd niezręczna cisza, w której Cloud zajął się dalej materią, a Cid bzdurnym wpatrywaniem się w okolice podłogi i brzegu łóżka. Na swoje szczęście przestał analizować i interpretować rozwijające się wydarzenia, gdyż wtedy zauważyłby, że wciąż siedział w pokoju Clouda i chłopak nawet się nie zająknął, by spróbować go wyprosić. Gdyby pilot się zorientował istniało niebezpieczeństwo, że fakt ten rozsadziłby mu mózg.
Za to jego umysł podjął inne działania, które w efekcie przyczyniły się do mających wkrótce nastąpić kolorystycznych wydarzeń. Cid podjął kolejne próby przypomnienia sobie nocy na sianie i tym razem pamięć nie okazała się wcale taka skąpa, a raczej wręcz przeciwnie, gdy Cid przed oczyma duszy swojej zobaczył Clouda umiejscowionego bezpośrednio między jego nogami. Pilot przełknął ślinę z trudem i spojrzał na chłopaka łakomie. Mógł w tej chwili z podobnej co wtedy perspektywy (to jest z góry) podziwiać jego włosy. W tym momencie młodszy blondyn wstał, trzymając w dłoniach kilka niebieskich materii. Cid również się podniósł. Czy raczej wystrzelił do góry jak z procy.
- To mogę liczyć na twoją pomoc? - zapytał Cloud.
Mężczyzna kiwnął głową i podszedł do Clouda, by odebrać od niego zmaterializowaną energię Planety. Chłopak przerzucił ją ostrożnie w ramiona, które nachyliwszy się nadstawił Cid i gdy Cloud znalazł się bliżej niego pilot delikatnie przyłożył wargi do jego ucha, całkowicie pod wpływem impulsu chwili i ciepła, które go nagle ogarnęło. I faktu, że jego spodnie zaczęły się robić dziwnie ciasne.
Wtedy chłopcy przestali myśleć. Albo myśleli dalej, tylko nie przeznaczoną do tego częścią ludzkiej anatomii.
Cloud zdawał się tylko na to czekać, w momencie gdy wargi Cida otarły się o jego skórę, ręce chłopaka wystrzeliły do góry, natychmiast oplatając się wokół karku mężczyzny. Materia z głośnym stukiem potoczyła się po podłodze, gdy pilot mocno objął Clouda w pasie, przyciągając jego biodra do swoich i ich usta złączył gwałtowny, wygłodniały pocałunek. Cloud odetchnął głębiej, zacisnął palce w krótkich jasnych włosach. Jego kolano przesunęło się w górę po wewnętrznej stronie uda Cida. Pilot warknął, czując jego zadowolony uśmiech na swoich wargach. Przygwoździł go do ściany całując mocniej, penetrująco, jego dłonie szybko powędrowały pod koszulkę chłopaka, zdejmując ją pospiesznie. Gdy Cid niemal rzucił Clouda na łóżko, chłopak był już pół nagi, sam zajmując się pospiesznie ubraniami Cida. Ściągnął jego ciasny t-shirt i odrzucił go gdzieś na drugą stronę pokoju. Pilot przywarł do niego mocno, zasysając skórę na jego odsłoniętej szyi, Cloud czuł szybko rosnące podniecenie Cida na swoim kroczu. Zajęczał rozkosznie, przeciągając paznokciami po jego plecach, wygiął się w lekki łuk i jęknął ponownie, jednak z nieco inną tonacją.
- Au, au, au, Cid, czekaj… - mruknął szybko, gdy pilot zaczął zmagać się z jego spodniami.
- Co? - mężczyzna uniósł głowę, patrząc na niego co najmniej zdezorientowany. Chyba by umarł, gdyby chłopak nagle się rozmyślił.
- Mam pieprzoną materię pod plecami. - wyjaśnił Cloud, Cid zaśmiał się krótko, by ukryć swoją ulgę. Podparł plecy Clouda ramieniem, aby go unieść i drugą ręką wygarnął spod niego materię, która narobiła mnóstwo hałasu, staczając się na podłogę i uderzając o inne. Gdy upuścił go z powrotem, Cloud już był przyssany do jego dolnej wargi, gryząc go lekko. Tym razem Cid pozbył się jego spodni bez dalszych przeszkód, forsując pocałunek, głęboko wpychając język do ust Clouda, by w pełni go zasmakować. Chłopak szybko rozpiął jego spodnie, zsunął je w dół razem z bielizną i nim zdążył pozbyć się ich całkowicie, mężczyzna przywarł do niego mocno, a kontakt ich już w pełni twardych i pragnących zaspokojenia męskości wyrwał z obu gardeł pożądliwy pomruk. Cid zaatakował ustami, językiem i zębami skórę pod uchem Clouda, na co blondyn zareagował krótkim jęknięciem i wypchnął delikatnie biodra do góry, jednoznacznie dając mu do zrozumienia, czego chce.
- Olejek. - zażądał Cid chrapliwym głosem, drapiąc go lekko po żebrach i powracając do pieszczenia tego wrażliwego miejsca na jego skórze.
Cloud sięgnął ręką za siebie, gdzieś w okolice poduszki i zaczął przeszukiwać gorączkowo tamtą okolicę. Drugą ręką próbował ściągnąć do końca ubranie Cida, pilot na szczęście mu w tym pomógł, w sumie sam się tym zajmując i wkrótce leżąc na nim całkiem nagi. Cloud przeciągnął palcami po jego plecach i biodrze, zirytowanym stęknięciem nakazując przeklętej buteleczce, aby się odnalazła. Wcisnął dłoń pod materac w nadziei wymacania jej gdzieś tam.
Cid nie tracił czasu, oparł dłonie na kolanach Clouda i od czasu do czasu wędrując palcami na jego uda, obniżył się, by obsypać intensywnymi pocałunkami i delikatnymi ugryzieniami jego tors i brzuch. Mięśnie Clouda drżały lekko, niecierpliwie pod jego językiem i gorącym oddechem, co tylko podniecało mężczyznę jeszcze bardziej. Niespodziewanie ręce Cida powędrowały wyżej, na pachwiny chłopaka, a ustami zassał skórę na jego podbrzuszu. W odpowiedzi chłopak zajęczał głośno i wierzgnął gwałtownie, zwalając kolejną porcję materii na podłogę.
- Mam, mam! - niemal wyjęczał po chwili gorączkowo, z niejakim trudem. Wyciągnął niewielką buteleczkę i podał ją pilotowi, który bez zwłoki ją odkorkował i obficie nawilżył palce zawartością. Cloud chwycił go za ramiona, przyciągając do siebie, by stłumić kolejny jęk pocałunkiem, gdy nie wahając się długo Cid wepchnął dwa pace w jego wnętrze. Zaczął poruszać nimi rytmicznie, czując jak jego członek drga niecierpliwie za każdym razem, gdy Cloud syczał jego imię pożądliwie. Rozszerzał palce, by przygotować chłopaka dokładnie i jak najprędzej. Gdy dołączył trzeci palec, Cloud poruszył mocniej biodrami, nabijając się głębiej. Cid musiał trafić w jego prostatę, gdyż chłopaka aż zapowietrzyło i wyprężył się mocno.
- Cid, już! Starczy, na litość! Nie wytrzymam długo…! - stęknął po chwili i Cid nie miał wątpliwości czego się domagał. Posmarował hojnie swoją męskość, po czym uniósł lekko nogi Clouda.
Wszedł w niego gwałtownie i mocno, od razu cały, czując jak Cloud oplata nogi wokół jego bioder, przyciągając go do siebie. Jego mięśnie zacisnęły się mocno wokół penisa Cida, pilot jęknął przejmująco wprost do jego ucha. Ucałował go namiętnie, ich głosy i ślina wymieszały się ze sobą w pospiesznej pieszczocie ust i języków, w prędkich oddechach. Mężczyzna podtrzymywał jedną ręką udo Clouda, drugą zacisnął w jego włosach. Czuł dłonie chłopaka na swoich pośladkach, nakazujące mu szybsze tempo i Cid był bardziej niż zadowolony poddając się temu niememu rozkazowi. Zaczął poruszać się gwałtowniej, pożerając oddechy i jęki Clouda. Chłopak wychodził naprzeciw każdemu jego pchnięciu, poruszając rytmicznie biodrami. Na przemian mruczał i jęczał, gdy język Cida badał wnętrze jego ust. Palce Clouda mocno wpijały się w skórę mężczyzny, gdy Cid za każdym razem trafiał w jego prostatę, doprowadzając go niemal do szaleństwa. Bliskość mężczyzny pochłaniała wszystkie jego zmysły, że kompletnie tracił poczucie rzeczywistości, miał wrażenie, że nie istnieje nic poza tą zwariowaną i zmysłową rozkoszą, poza gorącym ciałem Cida, przypierającym go mocno do łóżka. Cloud przesunął nogi nieco wyżej, co pozwoliło Cidowi na jeszcze głębszą penetrację. Pilot jęknął gardłowo, jedna z jego dłoni powędrowała nisko, pomiędzy ich ciała, by zacisnąć się na męskości Clouda. Chłopak chciał krzyknąć głośniej, ale było to trudne, gdy jego język uwięziony był pomiędzy zębami i wargami Cida. Z każdym kolejnym pchnięciem, z każdym kolejnym gwałtownym poruszeniem jego dłoni Cloud czuł, jak przez jego ciało przebiegają fale ekstazy. Cid wypełniał go całkowicie, był duży, a Cloud ciasny, skóra pilota była gorąca i szorstka, pobudzająca wszystkie nerwy chłopaka. Czuł w swoich ustach smak jego śliny, wymieszanej z własną, i metaliczny posmak krwi. Musiał rozgryźć przypadkiem delikatną skórę jego warg podczas któregoś z ich brutalnych pocałunków.
Cid w pewnym momencie uwolnił usta Clouda, by oboje mogli zaczerpnąć tchu i przytrzymał mocno jego biodro, wchodząc w niego coraz szybciej. A wtedy chłopak zaczął krzyczeć. Krzyczał o więcej i mocniej, krzyczał imię pilota, żeby nie przestawał i że chce jeszcze i szybciej i jeszcze, jeszcze…
Cid jęczał głośno, dreszcze przebiegały wzdłuż jego kręgosłupa na sam dźwięk tych słów. Przyspieszył jeszcze, czując jak w jego podbrzuszu emocje narastają do granic możliwości, coraz prędzej poruszał dłonią na członku Clouda.
Chłopak wyprężył się nagle, wrzeszcząc coś nieartykułowanego pomiędzy „Cid" i „tak". Doszedł gwałtownie i niespodziewanie, przez co Cid dotarł do swojej granicy, a nawet ją przekroczył, również wcześniej niż się spodziewał. Gdy Cloud czuł gorące nasienie rozlewające się po jego wnętrzu, jego ciało wciąż wstrząsane było spazmami silnego orgazmu. Cid stęknął głośno, gardłowo, po chwili opadł na Clouda, szepcząc coś szybko i niezrozumiale. W nieregularnym oddechu chłopaka wciąż słychać było jeszcze pojękiwania, poczuł jak penis Cida drgnął wewnątrz niego jeszcze kilka razy w post-orgazmicznej ekstazie. Cid przyłożył spuchnięte od pocałunków wargi do szyi Clouda, z trudem opanowując swój oddech. A raczej nie opanowując, a czekając tylko aż sam się uspokoi.
Oboje leżeli nieruchomo, unosiły się tylko ich klatki piersiowe w pilnej potrzebie nadrobienia ilości tlenu w organizmie. W ich ciałach odczucie niedawnej rozkoszy wciąż jeszcze wibrowało namiętnie. Cloud powoli opuścił nogi, kładąc je luźno po bokach Cida. Nieco bezsilnym gestem bawił się włosami mężczyzny na karku. Uśmiechnął się, kompletnie nieświadomie, gdy pilot zamruczał na tę delikatną pieszczotę.
Cid uniósł się lekko, po dłuższej chwili, by popatrzeć na chłopaka, na jego przemokłe od namiętnych pocałunków wargi, policzki, na których ciągle poniewierał się rumieniec podniecenia. I te oczy. Zazwyczaj błyszczące bardziej niż u zwykłych ludzi, teraz wręcz promieniujące. Zadowoleniem, triumfem, satysfakcją. Widok był wręcz zapierający dech. Tym bardziej, że Cloud się uśmiechał, co było zjawiskiem tak rzadkim jak roztopy w Northen Crater. Pocałował go, tym razem już mniej gwałtownie, ale wciąż głęboko i powoli zaczął się z niego wysuwać. Cloud jęknął gardłowo w jego ustach, zacisnął mocniej dłoń w jego włosach. Po chwili pilot leżał obok niego, oddychał spokojniej, a jego wzrok utkwiony był w suficie.
Cloud uniósł się z wysiłkiem, podpierając na łokciach, rozejrzał się krótko po swoim pokoju, w którym panował w danej chwili chaos. Ich ubrania były porozrzucane we wszystkie strony, błękitna koszulka Cida jakimś cudem wylądowała na szafie, na podłodze poniewierało się mnóstwo materii. Jedna nawet była potłuczona, ale Cloud był zbyt zaspokojony, by się tym teraz przejmować. Kilka innych kul czuł przylegających do jego nóg i bioder - jakiś pozostałości, których nie udało im się zrzucić z łóżka. Jego wzrok na dłuższą chwilę zatrzymał się na sylwetce odpoczywającego mężczyzny, jego skórze błyszczącej od potu i feromonów. Mięśnie Cida jeszcze nie do końca się rozluźniły i Cloud pozwolił sobie popodziwiać, jak pilot był zbudowany. Wiedział, że później nie będzie miał ku temu okazji.
Nie dało się zaprzeczyć, było na czym oko zawiesić. Cid był doskonale zbudowany, zarówno dzięki ciężkiej pracy, jak i treningom, które nie raz odbywali. Wzrok chłopaka zlustrował dokładnie ciało mężczyzny, począwszy od jego stóp, łydek, przez umięśnione uda, jego wciąż imponującą (mimo, że już uspokojoną) męskość, pięknie wyrzeźbiony brzuch i klatkę piersiową, szerokie, mocne ramiona -do jego twarzy z krótkim, szorstkim zarostem, który już od dawna Clouda niesamowicie pociągał. Chociaż ex-Soldier nie przyznawał się do tego nawet przed sobą samym.
Oczy pilota były zamknięte. Na jego ustach rysował się zaspokojony, jakby zwycięski uśmiech, który to widok sprawił, że Cloud roześmiał się w duchu.
- Trzeba będzie znowu posegregować materię. - westchnął, gdy opadł z powrotem na pościel.
- Powodzenia. - odmruknął Cid.
Cloud dźgnął go łokciem w żebra. Nie miał sił na zbyt mocny cios, ale udało mu się wydobyć z pilota niezadowolone stęknięcie.
- Nie zamierzasz mi pomóc? Razem zrobiliśmy ten bałagan.
Cid poruszył się niemrawo, co chyba miało być wzruszeniem ramionami.
- Ty segregujesz, ja sprzedaję. - odparł - I ty zbierasz ochrzan. Tak się umawialiśmy.
- Hmph.
Cloud podniósł się niespiesznie, przeciągnął i, omijając materię, ruszył w stronę swojej bielizny. Cid również wstał po jakimś czasie, żeby się ubrać. Nie spoglądali na siebie, tylko zbierali sztuki swojej odzieży, omijając się skrupulatnie. Wzrok obojga wbity był w ubrania lub podłogę, dopiero po chwili ich ruchy stopniowo stały się dziwnie prędkie. Tak samo słowa, którymi zaczęli się przerzucać.
- Czy sądzisz… że powinniśmy o tym pogadać…?
- Nie, nie koniecznie.
- Dobrze, bo ja też myślę, że nie koniecznie. Bo w sumie to nie ma o czym rozmawiać.
- Właśnie. Oczywiście, że nie ma.
- Całkowicie. To ten, przejdziemy normalnie do porządku dziennego.
- Tak. A o tym nie trzeba wspominać. Ani nikomu, ani my też nie musimy.
- Właśnie, zgadzam się całkowicie. To ten… wpadniesz do mnie wieczorem?
- Jasne.
- Ok, to pa.
Gdy tylko Cid wyszedł pospiesznie, Cloud zamknął drzwi i oparł się o nie z westchnięciem. Po chwili jednak otworzyły się one ponownie, pilot wszedł do pomieszczenia i bez słowa go pocałował. Długo. Głęboko. Cloud początkowo zaskoczony nie za bardzo wiedział, jak zareagować, ale nie miał zamiaru protestować. W końcu objął mężczyznę za kark, przysuwając się do niego blisko i odwzajemniając pieszczotę.
- Do zobaczenia wieczorem. - szepnął mu Cid na ucho, podgryzając lekko. Potem odsunął się i wyszedł.
Przestań, Cloud. Skarcił się chłopak w myśli, ponownie zamykając drzwi. Natychmiast się uspokój, nie zachowuj się jak zakochana licealistka.
Po czym zaczął cicho i radośnie śmiać się do siebie.
Dym papierosowy ciągnął się cienką smużką ku górze, nie rozwiewany przez żaden, nawet najmniejszy powiew. Pokój był mały i ciasny, nieco duszny. Wzrok Cida był nieprzenikniony, skupiony na jego rozmówcy, który wyraźnie zaczynał się coraz bardziej denerwować. Pot zalśnił kilkoma kropelkami na jego skroniach.
- Mam rozumieć. - podjął pilot, wyjmując papierosa z pomiędzy warg i gasząc go na blacie - Że chcesz mnie orżnąć na czterysta tysięcy gil?
Facet oblizał nerwowo wargi. Dłoń, w której ściskał kopertę zadrżała wyraźnie.
- Gdzie tam, panie Highwind. - powiedział, próbując brzmieć pewnie, ale wyszło całkiem inaczej - To uczciwa cena.
- Dyskutowałbym. - Cid sięgnął do swoich gogli - Znam ceny rynkowe. Jeśli się nie zdecydujesz teraz, nigdy więcej nie zobaczysz tej materii. - powiedział, choć miał nadzieję, że nie przeginał. Gość był dość mocno napalony na tego mastera, ale znalezienie kogoś kto chciałby go kupić okazało się trudniejsze niż Cid sobie wyobrażał. I niż Cloud go zapewniał. Musieli dość szybko nadrobić swoje fundusze, zbliżał się sezon wyścigowy, a oni wciąż nie mieli solidnej pożywki dla Abby. Tym bardziej, że ceny kłączy poszły w górę, gdyż zbiory były bardzo kiepskie w tym sezonie, a jedyne dodatkowe źródło roślin było w Wutai. Fatalnie, bo import stamtąd kosztował wiele, szczególnie biorąc pod uwagę małą ilość terenów rolniczych w tamtych okolicach.
Mężczyzna ścisnął kopertę w dłoniach, przyglądając się, jak Cid zapala powoli papierosa.
- Ale ja nie mam całej sumy. - powiedział cicho, ocierając wargi z potu.
Pilot wbił w niego najmroczniejsze spojrzenie na jakie go było stać. Chyba zadziałało, bo typ zakołysał się niebezpiecznie na krześle.
- Więc zdobądź ją. - odparł i wstał - Masz dwadzieścia cztery godziny. - płynnym gestem zagarnął błękitną kulę ze stolika i schował ją do kieszeni, po czym odwrócił się i skierował do wyjścia.
- Czekaj…! - zawołał za nim facet, również się podnosząc.
Cid zerknął na niego przez ramię.
- Pan… pan zaczeka tutaj. - poprosił mężczyzna i zniknął na zapleczu. Po chwili kapitan mógł usłyszeć czyjś gniewny głos, dochodzący zza drzwi i krótką dyskusję. Potem facet wrócił i chociaż uśmiechał się szczęśliwie wyglądał na jeszcze bardziej zdenerwowanego i spoconego - Proszę. - powiedział, podając Cidowi kopertę, stanowczo grubszą - Milion czterysta tysięcy.
Pilot uniósł jedną brew, wziął pieniądze i poświęcił kilka minut na przeliczenie. Zgadzało się co do joty.
- Doskonale. - powiedział i uśmiechnął się lekko. Wyjął materię z kieszeni i rzucił ją mężczyźnie, który chwycił ją i trzymał jak relikwię - Rozsądny z ciebie człowiek. - powiedział Cid i opuścił wreszcie zadymioną kanciapę. Na zewnątrz przeliczył jeszcze raz sumę i uśmiechnął się do siebie szeroko. Poprzednim razem, gdy pierwszy raz podjął próbę sprzedaży i myślał, że poszło mu świetnie, dostał mały ochrzan od Clouda, bo nie wyegzekwował pięciuset tysięcy i puścił materię za biedne dziewięćset. Młodszy blondyn był wściekły i odmówił seksu. No, może słowo „wściekły" było przesadą, jeśli się mówi o Cloudzie, ale Cid zrozumiał, żeby więcej nie popełniać tego samego błędu. Teraz zostały mu już tylko trzy kule do opchnięcia. Miał nadzieję, że szybko uda mu się znaleźć kupców.
- Cid… - głos Tify brzmiał podejrzanie szorstko i groźnie, gdy dziewczyna zbliżała się do pilota szybkim krokiem. Mężczyzna odchrząknął cicho, by dodać sobie odwagi i schował się za gazetą.
- Słucham? - zapytał niewinnie nie przestając udawać, że czyta.
- Szukam materii all, mógłbyś mi pomóc? - wycedziła.
Cid taktycznie opuścił gazetę, by popatrzyć na nią z wyrazem konsternacji na twarzy.
- A niby jak ja mam ci z tym pomóc? - zapytał - Poproś Clouda, to on się tym zajmuje.
- Cid… - powtórzyła dziewczyna ostrzegawczo.
- Naprawdę! - nalegał pilot - Ja nic nie wiem. - i ponownie wbił wzrok w wydrukowane na papierze z odzysku litery.
Tifa fuknęła gniewnie jak kotka i odwróciła się na pięcie. Po chwili namysłu spojrzała jeszcze na Cida.
- Wiesz chociaż gdzie on jest?
- Nie. - skłamał gładko pilot, w sumie nie bardzo wiedząc po co.
- Ohhh…! Jesteście niemożliwi! - warknęła dziewczyna i ruszyła przed siebie z ogniem zemsty błyszczącym w oczach.
Cid spojrzał ostrożnie za nią, odetchnąwszy z ulgą. Dobra, upiekło mu się. Teraz Cloud dostanie opieprz i będą znowu mieć spokój na jakiś czas.
Cloud wyprostował się z ciężkim westchnięciem, opierając jedną z odzianych w robotnicze rękawice dłoni na biodrze. W drugiej trzymał widły, którymi przed chwilą przerzucał siano, dopóki Tifa nie przyszła, krzycząc coś na temat materii. Ubrany był w jeansowe ogrodniczki, a na głowie nosił założoną tył na przód czapkę z daszkiem, by włosy nie przeszkadzały mu przy pracy. Wyglądał w tym wszystkim wyjątkowo niecodziennie i zupełnie jak nie on i gdyby Tifa nie była tak zirytowana, być może skomentowałaby jego wygląd jakimś uszczypliwym tekstem.
Ale była zirytowana. Zmarszczyła nos w gniewnym wyrazie.
- Więc, Cloud, gdzie są materie all?
Chłopak patrzył na nią beznamiętnie. Oparł się na widłach i wzruszył ramionami.
- Tam gdzie zwykle. - powiedział - Gdzie chowamy cały nasz zapas. Nie znalazłaś żadnej?
- Oh, znalazłam! - warknęła - To może zapytam dokładniej: gdzie są wymasterowane all?
- … - Cloud odwrócił wzrok - Jedna się potłukła…
- Jedna! Było ich sześć! Gdzie jest pozostałe pięć?
Blondyn milczał.
- No powiedzże coś! Przecież chocobów nimi nie nakarmiliście!
- No nie… - przyznał chłopak - Przynajmniej nie bezpośrednio…
- Cloud…!
Blondyn chrząknął krótko i powrócił do przerzucania siana.
- Sprzedaliśmy je. - mruknął cicho.
- Że co? Czy wyście kompletnie zwariowali? Sprzedaliście materię? Sprzedaliście?
Cloud westchnął ponownie.
- Czemu aż tak cię to drażni? Kupujemy materię, to i sprzedać czasem nie zaszkodzi. Nie jest to jakaś zbrodnia przeciw Planecie ani nic…
- Może i nie, ale to jakby zaprzeczenie temu, o co walczymy!
- Czemu?
- Sprzedając materię nigdy nie wiesz, gdzie w rezultacie się znajdzie! Może z powrotem trafić w łapy Shinry, a jeszcze ta potężna? Tych na pewno szukają o wiele pilniej, myślisz, że jakiś pospolity lub skorumpowany cywil nie poleci od razu do Rufusa, by dostać za nią dwa razy więcej?
- Myślę, że nie. - Cloud ponownie przerwał swoją pracę - Jak sama twierdziłaś, ta materia jest dość potężna i jeśli ktoś już wydaje takie sumy na jej nabycie, robi to raczej dla własnych, prywatnych celów i nigdy nie odda jej w chciwe łapska Shinry. Ty i Barret przestalibyście się w końcu nas czepiać.
- Cloud, zrozum… mamy misję do wykonania. Meteor wisi nad Planetą, Sephiroth gdzieś się szwenda i nie wiadomo co robi…
- Rozumiem, Tifa. - przerwał jej- Naprawdę rozumiem… ale nie mogę cały czas… myśleć o wszechświecie. Potrzebuję chwilę odetchnąć, zając się czymś przyziemnym, czymś co… - urwał, pokręcił głową.
Tifa westchnęła lekko. Wiedziała, co Cloud chciał powiedzieć. Czymś, co sprawia mu radość. Zdawała sobie sprawę, jak niewiele takich rzeczy mu pozostało i od razu utraciła serce do jakiegokolwiek dalszego upominania jej przyjaciela. Popatrzyła na niego, Cloud ponownie zajął się widłami i sianem.
- Tylko obiecaj mi… - powiedziała, chłopak spojrzał na nią - Jak już osiągniecie z Cidem to, do czego dążycie… Będziemy kontynuować drogę do naszego celu?
Cloud milczał przez jakiś czas, po czym kiwnął głową. Podszedł do dziewczyny, położył jej lekko dłoń na ramieniu.
- Oczywiście. Obiecuję.
Tifa uśmiechnęła się krótko, po czym zmarszczyła nos. Zaśmiała się cicho, choć próbowała to ukryć. Cloud popatrzył na nią z pytającym wyrazem.
- Zobaczymy się później… - powiedziała dziewczyna, odsuwając się.
- Tifa…? O co chodzi?
- Przepraszam, ale…
- Ale co?
- Śmierdzisz stajnią…! - szepnęła, jakby nieco speszona i wybiegła z pomieszczenia.
Cloud zamrugał. Powąchał swój rękaw. No fakt, stajnia. Nie rozumiał za bardzo zgorszenia dziewczyny, więc nie przejmując się nim dłużej, wrócił do roboty.
Ich nocne spotkania stawały się coraz częstsze. Tym częstsze, im bardziej zdawali sobie sprawę, że zbliżał się nieunikniony koniec sielanki i powrót do szarej rzeczywistości (czyli ratowania świata). A wtedy nie będą mieć już tyle czasu dla siebie. Nie to, że mieli zamiar kiedykolwiek przestać się spotykać. Mimo, że nigdy o tym nie rozmawiali, oboje instynktownie wiedzieli, że żaden nie chce przerywać tego, jakże nowego i przyjemnego, oblicza ich znajomości.
Faktem było też, że z kolei im częściej się spotykali, tym trudniej to było ukryć przed resztą grupy. Jedyna osoba (oprócz Vincenta), która była świadoma tego, co się między nimi zaczęło dziać, to Billy. Ale o Billa nie musieli się martwić. Był dobrze opłacony.
Sporo przebywali teraz na farmie chocobów, gdyż niedawno wykluł się złoty chocobo i chcieli go porządnie odchować przed wyruszeniem w dalszą podróż. Cały czas nie mogli wymyślić dla niego imienia, próbowali już różnych opcji, ale jakoś nic nie przypadało im do gustu. Biorąc pod uwagę niezwykłe podobieństwo, Cid zaproponował zrobić ptaka współimiennikiem Clouda, ale chłopak żywo zaprotestował, nie pozwalając pilotowi nawet się porządnie z niego ponabijać.
Było wczesne popołudnie, właśnie odbyli mały trening i odpoczywali razem w cieniu pobliskiego drzewa. Pogoda była piękna, powietrze pachniało czystością, a obaj blondyni czuli się wyjątkowo szczęśliwi. Ich Abby w mgnieniu oka dotarła do klasy S i mimo, że nie udało jej się wygrać z Teiohem, byli z niej bardzo dumni. Byli też dumni z siebie nawzajem, ale tego w życiu by po sobie nie okazali, a już z pewnością by o tym nie mówili.
Razem z Saamem czarnulka tworzyła śliczną parę i dorobili się naprawdę pięknego potomka. Cid i Cloud byli pewni, że ten malec pokona na torze każdego.
- Musimy go jakoś nazwać. - odezwał się pilot, spojrzał na Clouda, który podparłszy kark dłońmi wpatrywał się w koronę drzewa.
- Wiem. Masz jakiś dobry pomysł? - spytał chłopak po raz nie wiadomo który.
- Miałem jeden… ale ci się nie spodobał…
- Nawet nie zaczynaj. - warknął Cloud, łypiąc na niego.
- Już przecież nic nie mówię…
Zamilkli znowu. Słońce grało promienistą mozaiką na ich sylwetkach, tu i ówdzie przedzierając się przez osłonę liści. Było przyjemnie ciepło, powietrze czasem poruszała delikatna, rozkosznie chłodna bryza.
- To mówisz, że on się wszędzie dostanie? - podjął ponownie rozmowę pilot.
- Tak. - odpowiedział Cloud - Nie wiem co prawda, jak to jest możliwe, ale Choco-Mędrzec wspominał, że złote chocoby potrafią biegać nawet po powierzchni wód.
Cid pokiwał głową. Tym razem to Cloud popatrzył na niego i odczuł nagle nieodpartą ochotę znalezienia się bliżej mężczyzny. Nie namyślając się wiele podniósł się na klęczki i, stanąwszy nad jego nogami, pocałował go nie szczędząc sobie namiętności. Cid zamruczał, uśmiechnął się krótko. Objął Clouda ramieniem, przyciągając go bliżej siebie.
- A tobie co? - zapytał z lekkim rozbawieniem, gdy chłopak przerwał pocałunek niespiesznie.
- Nic. - Cloud wzruszył lekko ramionami i ułożył się w ramionach Cida niemal jak w fotelu. Mężczyźnie raczej to nie przeszkadzało. Objął go w pasie, całując lekko w szyję. Cloud gładził go leniwym gestem po udzie, westchnął z satysfakcją.
- Rozpieścimy go. - powiedział.
- Kogo?
- Naszego nowego chocobo. Już sobie wyobrażam. Nie będziemy mogli go brać na wyścigi, bo będzie wyjątkowo nieposłuszny. Wyobrażasz sobie, żeby spróbować wpajać mu dyscyplinę? Tylko na niego popatrz… Będziemy go karmić samymi smakołykami, jeszcze utyje i nawet nie będzie mógł za szybko biegać.
- Może nie będzie aż tak źle…?
- Będzie. Wyrośnie na zarozumialca, który będzie myślał, że wszystko mu wolno. Nikt nie będzie go w stanie opanować ani przemówić mu do rozsądku… - tok mowy Clouda nieco zwolnił, jakby nagle przyszło mu coś do głowy. Obejrzał się przez ramię, by popatrzeć na Cida.
- I wszyscy zaczną go nie lubić…? - dodał pilot, wyglądając, jakby jemu też właśnie coś zaświtało.
Wpatrywali się w siebie nawzajem, ich oczy rozbłysły. Już wiedzieli. To było jedyne wyjście, najlepsza opcja ze wszystkich, oboje to wiedzieli. Jedyna słuszna decyzja. Uśmiechnęli się szeroko, wiedząc, że ta mała złośliwość nigdy nie ujdzie im na sucho, ale to sprawiało, że tym bardziej nie mieli zamiaru z niej zrezygnować.
Było tylko jedno właściwe imię dla legendarnego, złotego chocobo.
- Rufus…!
THE END~ :D
Thanks for Reading
Author's Note (dla zainteresowanych): jeśli kogoś ciekawi skąd w ogóle w moim umyśle pojawiła się myśl o pairingu Cid/Cloud, to mam zamiar się uzewnętrznić XD
Otóż: grając sobie w FFVII, bawiąc się w hodowanie kurczaków, miałam już cały czas Cida w drużynie. Zaczęłam łapać chocoby, kiedy Cloud był warzywkiem i wtedy jeszcze patrzyłam na tę dwójkę tylko jak na kumpli :3 Cid złapał Cloudowi chocobo, by chłopak się nie dołował... Ale jak potem zaczęłam chodzić na wyścigi i w pewnym momencie Cid wyskakuje i mówi: "Hey, Cloud. Let me hop on sometime.", to pomyślałam: hej... a gdyby oni tak razem hodowali chocoby? A potem...: hej, a może coś by się zaczęło miedzy nimi dziać? XDD Potem poszło już z górki i stali się moim OTP zaraz obok Tseng/Reno i Zack/Cloud XD hahaha
Yea, wszyscy kochamy szalone fangerle XD
Dobra, koniec tego ględzenia ;) mam nadzieję, że fik się podobał :D
