Arianka prosiła o muflony bitewne.


Mądra bestia po szkodzie


Łoś twierdził, że życie muflonów jest proste. Bo to niby wychodzą tylko do walki, a kto kiedy widział elfy z Mrocznej Puszczy walczące? Nie to, co on, biedny, zasuwa na każde wydarzenie dyplomatyczne, bo Thranduil musi mieć wielkie wejścia. Muflony tylko odpoczywają i są na pokaz, on jedynie pracuje w tym wariatkowie, zwanym królewskim dworem.

Ciekawe, myślał z przekąsem Finrod, jeden z muflonów, co by łoś powiedział teraz, gdy szykowano ich do szarży na zwarte szeregi wrogów, z których co jeden to wyglądał na groźniejszego i bardziej krwiożerczego. Finrod oraz reszta muflonów niemal mdlała – ale gdyby zemdleli to, tradycyjną metodą, wpuszczono by im imbir w miejsce, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Tego zwierzaki obawiały się ociupinkę bardziej niż wargów.

— Ja nie chcę umierać! — załkał obok Fingon, młody i nieco histeryczny samiec.

— Trzeba było jednak zabić te krasnoludy, jak uciekały — skomentował z westchnieniem Finarfin. — Mijały naszą zagrodę.

Ano, trzeba było.