Głupiutkie cracki, wymyślane razem z awnalią, którą kocham i uwielbiam.
Dukt
Jeleń olbrzymi Thranduila dostojnie kroczył przez Mroczną Puszczę. Czy raczej przez specjalnie wykarczowaną dla siebie trasą biegnącą przez ów teren leśny – gdyby nie regularne karczowanie drogi, o szerokości (tak na wszelki wypadek, jakby kiedy król chciał się z królewicem w siodle mijać), dobrych dwunastu metrów, nieszczęsne zwierzę plątałoby się porożem w gęstwinie i niechybnie zostałoby pożarte przez pająki. Co się podobno stało z jego prapraprzodkiem nim elfy wpadły na rozwiązanie owego drobnego kłopotu logistycznego (również podobno, w pułapkę gałęzi wpadły wówczas również włosy Thranduila, który przeżył jedynie dzięki poświęceniu swoich pukli – dekady minęły, nim owe złotogłowia odrosły, podobno-podobno było to przyczyną, dla której odtąd nie chciał się angażować w walki, zwłaszcza takie w ciasnych i ciemnych korytarzach)... Lecz to z pewnością tylko czarna krasnoludzka propaganda.
Różnice kulturowe
— Poroże tego twojego jelenia — mruknął Thorin — ewidentnie na coś wskazuje. Na kompleksy. Jak wszyscy wiemy, wielkość środka transportu jest odwrotnie proporcjonalna do innej, równie ważnej, gdzie! ważniejszej dla mężczyzny wielkości...
Królowi Mrocznej Puszczy nie drgnął ni mięsień na twarzy, lecz blada cera jakby się nieco zaróżowiła. Tak lekko. Niby niebo o świcie. Krasnolud na ów widok tylko się ponuro uśmiechnął.
— Nie odwrotnie proporcjonalne? — westchnął. — Znaczy, wprost proporcja idzie? Do wielkości, jak mniemam, rogów właściciela? A to współczuję, tak po męsku, z babami zawsze największy kłopot i cierpienie...
— Jak śmiesz! — syknął lodowato Thranduil.
— A jak mam sobie inaczej tłumaczyć używanie tak niepraktycznego wierzchowca? — zapytał niewinnie Thorin. — Przecież jemu się w tej waszej puszczy rogi plączą! Musi siedzieć w specjalnym rezerwacie, gdzieście mu wykarczowali parę hektarów i biegać sobie może, biedne, uwięzione zwierzę... No, ale jasne, wy, elfy, dla estetyki to wszystko poświęcicie!
— Straż!
'
'
— Coś ty mu zrobił? — jęknął zza krat Dwalin.
Thorin wzruszył ramionami.
— Obraziłem, jak trzeba. Im przecież wykwintniejsza obraza tym serdeczniejsze, cieplejsze uczucia... I się naprawdę postarałem, o zdradzie zapomniałem, jak najbliższego brata zacząłem go wyzywać, a ten przeklęty łotr nawet mi dokończyć nie dał! Czemu się tak na mnie patrzy... Ała! Moja broda! Moje warkoczyki! Zostaw! Aj!
