Ta scena ma taki potencjał polityczny (pucz! pucz!) i jest tak koncertowo marnowana na patetyczne, pretensjonalne bajdurzenie o bzdurach. Nie wiem, moja reakcja jest może symbolem różnicy między kręgami kulturowymi. ;)
Czas dojrzał do czynu
Bardowie będą twierdzić, że chodziło o miłość. Oczywiście będą mieli rację, rację najwyższą, rację pieśni, tę rację, która zostaje, tę prawdę, która przekracza prostą materię faktów i ukazuje ich ukryte, uniwersalne znaczenie, prawdę, która jest transgresją prostych faktów, ich transcendencją... No, niektórzy nazwaliby taką prawdę fałszem, ale nie byliby to bardowie, więc nikt nie przekazałby – i nie przekazał – dalej ich słów.
— Twoja bierność i polityka skrajnie historyczna doprowadziły nasze królestwo na skraj przepaści — oznajmiła zimno Tauriela, stając przed Thranduilem. — Nie obchodzi mnie, czy owa bierność wynika z wieku, szaleństwa czy niemożności odcięcia się od przeszłości, dostrzeżenia, że świat się zmienił... Czy to po prostu wino. Obchodzi mnie, że pozwoliłeś rosnąć zagrożeniu, jakim był Smaug, przez lata, odciąłeś nas od wszystkich potencjalnych sojuszników, zgodziłeś się na tyrańskie, słabe rządy w kraju ludzi, rządy, które praktycznie unicestwiły potencjał gospodarczo-militarny jedynego bufora, jaki istniał między nami a Smaugiem. I przy okazji naszego wasala, jednego z naszych najbliższych partnerów handlowych. Pozwoliłeś orkom penetrować okolice królestwa, pająkom zalegnąć się w Puszczy i uniemożliwiać nam czerpanie dochodów z tranzytu oraz turystyki! Wiem, że dla ciebie to tylko kawałek lasu, który ani się umywa do twoich poprzednich ziem, posada — to słowo wypluła — poniżej twoich aspiracji, ale dla mnie... Dla mnie to dom. To moja ojczyzna. To ojczyzna nas wszystkich! — zwróciła się do straży, straży, której wieloma członkami jeszcze niedawno sama dowodziła.
Usłyszała potaknięcia.
— I wiedzieliście, widzieliście, że broniłam jej i bronię ze wszystkich sił. Że wszystko czynię dla jej dobra. Że jestem gotowa narazić życie dla mojego kraju. Wy wszyscy jesteście.
Tym razem głową skinęli dosłownie wszyscy.
— A czy był na to gotów nasz władca, ten, który odprawił mnie, gdy ruszyłam walczyć z orkami, z wrogami naszego ludu? Który pozbawił mnie stanowiska za obronę sojuszników? Za narażanie życia w służbie kraju? Czy był gotów odłożyć osobiste swary dla dobra ojczyzny? Czy patrzył dalej niźli dno kielicha – kilka dekad naprzód, na przykład?
— Jak śmiesz... — Thranduil chwycił za miecz. — Zabić ją!
— Nie ruszać się. — Padło z boku.
Legolas stanął obok Tauriel. Gwardia, zgodnie z przewidywaniami, zamarła. Thranduil przymknął oczy. Gdy znów przemówił, jego głos był miększy, cichszy. Ale nadal spokojny:
— Oddałbym ci koronę, kiedy byłbyś gotowy, kiedy... kiedy przyszedłby czas...
— Dla ciebie czas nigdy by nie nadszedł — oznajmił Legolas. — I nie wiem, czy jestem gotowy, nikt nie może być pewnym takich rzeczy, ale wiem na pewno, że ty już rządzić zdolny nie jesteś. Popełniałeś błąd za błędem.
— Dałem ci wszystko. Dałem wszystko wam obojgu! — Dłoń króla zacisnęła się na rękojeści.
Legolas puścił uwagę mimo uszu. Tauriel uniosła własną broń. Do pozycji obronnej.
— Odłóż miecz, ojcze. Panie. Nie zmuszaj nas do rzeczy, których z całego serca pragniemy uniknąć.
— Nie zaatakujemy Waszej Wysokości — podrzuciła elfka. — Ale gwardia nie zaatakuje nas. Nikt z waszych żołnierzy za wami nie pójdzie. Rozumiecie, Wasza Wysokość, prawda? To znak.
— Doceniamy twoje zasługi, twoją wielowiekową pracę na rzecz kraju i chcemy to zakończyć uczciwie, ojcze — wtrącił Legolas — Zachowasz tytuł i pieczęć. Będziesz słał listy do Galadrieli i Elronda, i do wszystkich władców świata, podpisując je „Król Mrocznej Puszczy". Po prostu my będziemy podejmowali decyzje. Ty, panie, będziesz je zatwierdzał przed światem. Nie zależy nam na tytułach, zależy nam na dobru ludu. A czasy się zmieniły, panie. Potrzeba nam nowego spojrzenia, by prowadzić Mroczną Puszczę ku świetlnej przyszłości. Nie chcemy twojej krzywdy, ojcze.
— Prosperity królestwa oznacza więcej wina dla Waszej Wysokości. I znacznie więcej klejnotów — podsumowała bezlitośnie Tauriel.
Ktoś w gwardii się roześmiał. Reszta zachowała powagę, lecz widać było, że zgadzają się ze słowami uzurpatorów.
— Czyli zamiatacie wasz mały pucz pod dywan? Żeby nikt z elfickich władców nie mógł was powstrzymać? Napomnieć?
— Żeby nikt z naszych wrogów nie wykorzystał zamętu wewnętrznego — skontrował Legolas. — Proszę, ojcze. Pomyśl o kraju, nie o sobie. Matka by tego chciała.
— Nie mieszaj jej w to wszystko.
— Odłóż broń i wróćmy do domu pogodzeni. Jak od wieków nie. Tego matka chciałaby z pewnością.
— Nie mieszaj jej w to.
— To ty zacząłeś od wmieszania Tauriel. I od czasu, gdy wszystkie twoje polityczne decyzje stały się podporządkowane szaleństwu żałoby, nie rozsądkowi.
— Od czasu, gdy Wasza Wysokość częściej myśli o winie i klejnotach niż polityce. — Elfka posłała porozumiewawczy uśmiech żołnierzom.
Tym razem zaśmiało się kilku. Thranduil obrócił się gwałtownie, uniósł rękę...
— Ojcze!
— Wasza Wysokość!
...I upuścił broń. Upadła na ziemię z głuchym szczękiem.
