Nie wiedział, jak od 'cześć' i 'jestem Steve' przeszli do jego mieszkania, ale nie zamierzał narzekać. Ramiona mężczyzny obejmowały go ciasno, niemal jakby alfa chciał stworzyć z nich jeden funkcjonujący zgranie organizm. Mrowienie znikło, a raczej zostało zastąpione przez to pochłaniające go bezgranicznie uczucie, którego do końca nie potrafił opisać. Może chodziło o sam fakt, że nie pamiętał, kiedy ostatnio uprawiał seks, a może to osławione feromony.
Steve nie całował – Steve kąsał. O ile to w ogóle było jego imię. Danny nie potrafił się tym jednak przejmować. Nie wtedy, gdy mężczyzna dociskał go biodrami do każdej płaskiej powierzchni, przez co droga z windy do drzwi jego mieszkania zdawała się trwać wiecznie. A Danny czuł, jakby był na półmetku tego biegu do orgazmu, bo nie nazwałby tego łatwą i przyjemną przechadzką.
Oddychał z trudem – może przez fakt, że całkiem przyjemnie zbudowana klatka piersiowa mężczyzny nie dawała mu zbyt wiele przestrzeni do wzięcia głębokiego oddechu. Albo naprawdę powinien przestać całować wszystko co znalazło się w jego zasięgu.
Steve poruszył niecierpliwie biodrami, dociskając ich erekcje do siebie i Danny'emu ponownie pociemniało przed oczami. Czyli to jednak nie był efekt deprywacji tlenu.
- Zawsze tak wiele mówisz? – wydyszał mężczyzna w jego ucho.
- Tylko gdy nie mam czymś zajętych ust – odparł, ponieważ jeszcze nigdy nie powstrzymał pchającego mu się na usta komentarza.
Steve wydał z siebie dźwięk, który nie do końca był jękiem, ale był zbyt łagodny na warknięcie i przywarł do niego ponownie. Na szczęście tym razem po odpowiedniej stronie drzwi.
- W końcu przestanę pozwalać ci się popychać – warknął Danny, ale było to bardziej zaczepne niż faktycznie agresywne.
Steve musiał pojąć to w lot, bo na jego twarzy znowu pojawił się ten szeroki, rozbrajający uśmiech, który uwiódł go wcześniej. Facet uśmiechał się całym sobą, a jego oczy wydawały się wtedy tak łagodne i szczere, że Danny miał ochotę ochronić go przed całym światem. I to by było na tyle, jeśli chodziło o plotki na temat ich niby wzajemnej dynamiki.
- Pozwalasz – odparł Steve, przeciągając ten wyraz. – Jestem ci bardzo wdzięczny – dodał i ugryzł go w płatek ucha. – Na co jeszcze mi pozwolisz?
Danny nie był do końca pewien. Jego nowe mieszkanie nie było wielkie. Ponieważ spędzał tutaj tylko noce, nie przejmował się wystrojem. Steve jednak nie rozglądał się wokół. I nawet nie spytał, gdzie jest jego sypialnia. Najwyraźniej te cholerne drzwi były wszystkim, o czym mężczyzna teraz marzył. I to było jak najbardziej nie do zaakceptowania.
O ile Danny nie pamiętał swojego ostatniego stosunku z Rachel, doskonale zdawał sobie sprawę, kto i w jakich okolicznościach miał dostęp do jego pośladów jeszcze sprzed czasów akademii . I nie zamierzał powtarzać tego doświadczenia na stojaka, jakkolwiek on i Steve nie byliby w świetnej formie.
- Łóżko – warknął krótko Danny, pchając biodrami do przodu, bo alfa kompletnie zmienił tempo ich kontaktu.
Teraz mężczyzna ocierał się o niego, jakby miał ochotę przeciągnąć te chwile jak najdłużej. I Danny normalnie byłby jak najbardziej na pokładzie – było coś niesamowitego w niespiesznych pieszczotach – ale podniecony był już w barze. I może Dennis miał rację – powinien był zainwestować w szersze spodnie.
- Twoje spodnie idealnie opinają… - zaczął Steve.
- Nie kończ – warknął Danny, czując cholerny rumieniec.
Nie był nastolatkiem, któremu miłość życia powiedziała, że dobrze wygląda. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jego ramiona są odrobinę za szerokie, ale specyfika pracy zmusiła go do wyrobienia takich mięśni. Jego tyłek jednak zachował swój kształt i pewnie nawet teraz zmieściłby się w swoje spodnie do baseballa, chociaż nie grał od dobrych ośmiu lat.
- Danny – wymruczał Steve.
- Łóżko – przypomniał mu zirytowanym tonem Danny.
Może nie było rozsądnym wkurzać swoją jednonocną przygodę, ale przecież nie randkował od lat. Mógł wyjść z wprawy. A Steve nie miał najwyraźniej nic przeciwko – a nawet lepiej; sprawiał wrażenie, że na to leci , sądząc po dźwiękach, które mężczyzna wydawał teraz.
- Zawsze się tak rządzisz? – spytał Steve wprost do jego ucha.
- Zawsze nie wykonujesz rozkazów? – odbił piłeczkę Danny.
Steve zamarł na chwilę albo było to tylko mylne wrażenie, bo Danny poczuł, że jest podnoszony. I to nie było coś, czego się spodziewał.
- Opuść mnie na ziemię, dupku! – warknął, ale Steve obejmował dłońmi jego pośladki i to wcale, ale to wcale nie było niemiłe.
Obwinął nogi wokół śmiejącego się mężczyzny, czując tylko odrobinę satysfakcji na samą myśl, że jego penis nadal był stymulowany przez brzuch Steve'a w ten słodki i niespieszny sposób. Gdy tymczasem członek alfy pozostawał zaniedbany, kilka centymetrów pod nim. Różnica wzrostu uprzykrzała życie, ale ten raz jeden nie jemu.
Steve wsunął się do jego sypialni, ignorując włącznik światła. Danny nie złożył tego dnia łóżka, podobnie jak dzień wcześniej i tydzień wcześniej. W zasadzie możliwe, że nie sprzątał w nowym mieszkaniu do czasu, gdy odwiedził go Dennis. Steve nie powiedział jednak ani słowa i rzucił go na sam środek materaca, najwyraźniej nie przejmując się ciemnościami, które ich otaczały.
- Na co mi pozwolisz, Danny? – spytał mężczyzna jeszcze raz.
Tym razem tuż przy jego ustach, gdy położył się na nim całą długością swojego odrobinę za wielkiego ciała. Danny rzadko czuł się tak przytłoczony, ale gdzieś tam znajdowały się całe metry nóg i jeśli Steve był jednym z tych proporcjonalnie zbudowanych mężczyzn – czekała go tej nocy zabawa.
- Faktycznie musisz pytać? – odparł odrobinę zirytowany, ponieważ kiedy rozmawiali, oznaczało to, że ich usta były zajęte czymś całkiem w takiej chwili nieodpowiednim.
Steve prychnął, znowu czymś rozbawiony, ale Danny miał się nigdy nie dowiedzieć, o co chodziło.
- Normalnie tego nie robię – przyznał alfa z zaskakującą szczerością. – Nie wyhaczam mężczyzn w barach.
- Ja też. Jestem detektywem. Wiem, jak to się kończy – sarknął Danny. – Ale nie martw się. Ze mną jesteś całkiem bezpieczny.
- Och, a jeśli to ja jestem tym niebezpiecznym? – spytał Steve, najwyraźniej rozbawiony faktem, że Danny zapewniał mu ochronę. – Zadzwonisz po wsparcie? – drażnił się.
- Raczej po ambulans – odparł Danny i na dowód swoich słów przewrócił ich na łóżku.
Teraz to on leżał na Stevie, dociskając do jego klatki piersiowej swoją dłoń. Oczy mężczyzny świeciły lekko nawet w ciemności i chociaż znali się tak krótko – Danny wiedział, że od alfy promieniuje rozbawienie.
Chciał jakoś zetrzeć z tych ust ten czający się w mroku uśmieszek, więc szarpnął za pasek spodni mężczyzny. I naprawdę chciał wiedzieć, kto nosił bojówki w środku stycznia w Newark. Materiał zdawał się wytrzymały, ale dziwnie cienki. Może to i lepiej, bo Danny bez przeszkód zsunął go z tych cholernie długich nóg. I może gdyby światło było włączone, a on nie miałby za sobą cholernego rozwodu – czułby się trochę niepewnie, czując pod palcami te wyrzeźbione mięśnie. Sam nie uważał się za słabeusza, ale jego muskulatura nie była na pokaz. Nie był modelem sprzedającym bieliznę, ale policjantem z New Jersey.
Ciało Steve'a było przyjemnie umięśnione. Nieprzesadnie, bo mężczyzna nadal pozostał szczupły, a jego zakres ruchu nie zmalał, jak to się przeważnie działo z ludźmi, którzy zbyt wiele czasu spędzali na siłowni . Danny czuł się przy nim dziwnie krępy i może odrobinę zbyt owłosiony, ale najwyraźniej Steve też nie był pro to telewizyjne gówno, którym karmiono ich przez dłuższy czas, bo jego ręka wpełzła pod koszulę Danny'ego i zaczęła wodzić po niezbyt gładkich strefach jego ciała.
Sprytne palce zabrały się za guziki jego koszuli, a Steve podniósł się odrobinę i znaleźli się mniej więcej na tej samej wysokości. On na kolanach alfy, a mężczyzna po prostu siedzący na jego łóżku. Masował ramiona Steve'a, zapoznając się z ich kształtem, bo czuł, że jeśli znowu zaczną się całować – tym razem dojdzie w swoje spodnie i zabawa skończy się o wiele zbyt wcześnie. A miał konkretne plany na wieczór, odkąd zdał sobie sprawę, że Steve nie jest psychopatą i zaproszenie go do domu nie będzie ostatnim błędem w jego życiu.
- Jestem zaskoczony, że nie muszę odkładać twojej broni – zaczął alfa.
- Jestem po służbie – odparł Danny. – Zdążyłem wrócić do domu. I nie, nie powiem ci, gdzie trzymam broń – dodał, a Steve parsknął śmiechem.
- Ten pistolet, który mnie interesuje, masz wycelowany w mój brzuch – zauważył mężczyzna.
- To było słabe. Nawet jak na ciebie. To było tak słabe, że… - zaczął Danny, ale Steve pocałował go, uciszając go na chwilę – dość skutecznie, musiał przyznać.
- Zanim znowu zaczniesz i się zestarzeję… - odparł Steve. – Po cholerę ci krawat? – spytał zirytowany, szarpiąc się z cienkim materiałem.
Danny sięgnął do swojego kołnierzyka i rozluźnił węzeł, zanim Steve zacisnął go za mocno. Odrzucił krawat za siebie jednym płynnym ruchem i nie był nawet zaskoczony, że mężczyzna wykorzystał to do zsunięcia koszuli z jego ramion . Danny miał nagle ochotę powiedzieć coś głupiego i oczywistego zarazem, jak 'powinniśmy się rozebrać', ale Steve już pozbywał się swojej koszulki. I ciągnął za jego pasek. Nie minęło wiele czasu, zanim obaj leżeli nadzy w ciemności.
Dłonie Steve'a zdawały się niezdecydowane. Jakby mężczyzna nie wiedział, czego dotknąć najpierw. I może faktycznie alfa nie żartował z tym, że nie robił tego często. Może nie robił tego nigdy. Seks z przypadkowymi osobami też nie był domeną Danny'ego, ale na razie nie był po prostu gotowy na nowy związek. A jednak jego jądra ze zniecierpliwieniem czekały na opróżnienie – jakkolwiek brutalnie by tego nie określił. Był mężczyzną i miał swoje potrzeby.
Wypchnął swoje biodra na spotkanie Steve'a, nie przejmując się tym, że mężczyzna zamarł. Przyciągnął ich bliżej i położył dłoń alfy na swoim pośladku, dając mu jedyną wskazówkę, zanim bez ostrzeżenia ugryzł mężczyznę w sutek. Czuł jak penis Steve'a drgnął przy jego biodrze i to na pewno było pozytywnie odebrane, więc całował i ssał, i bawił się tym niewielkim guzkiem, wsłuchując się w westchnienia mężczyzny.
- Danny – powiedział Steve w chwilę potem. – Jesteś omegą? – spytał, co wydawało mu się naprawdę dziwne.
- To raczej oczywiste. Nie wierzę, że nie wyczułeś tego wcześniej – prychnął przy jego skórze.
- Nie, to jest oczywiste, ale wolałem zapytać – mruknął Steve.
I Danny zastanawiał się, jaką różnice mu to robiło, ale Steve bez ostrzeżenia wciągnął go pod siebie z taką siłą, że normalny człowiek skończyłby pewnie poważnie poobijany. Danny nie mógł nie parsknąć śmiechem, gdy Steve skończył z tą dziwną delikatnością i po prostu ruszył do celu, biorąc do ust jego penisa. Zaciśnięte na jego biodrach dłonie zapewne i tak miały pozostawić ślady, ale tego właśnie potrzebował. Wokół robiło się coraz goręcej, jego penis zanurzony w ciepłej wilgoci, ssany i lizany, poruszał się w krótkich skurczach, gdy próbował powstrzymać się przed zbyt szybkim dojściem. Steve musiał wyczuć jego stres, bo podniósł głowę i spojrzał na niego intensywnie, a przynajmniej tak się wydawało Danny'emu.
- Zrobimy to dzisiaj więcej niż raz – obiecał mu mężczyzna tonem tak niskim, że posłał ładunek elektryczny wzdłuż jego kręgosłupa.
Steve objął jego penisa wargami, ale Danny już się nie bronił. Zaplótł palce za swoją głową i czekał na orgazm jak na pierwsze uderzenie, bo nie było szans, aby go uniknął. I kiedy nadeszło wyzwolenie – pociemniało mu przed oczami, a jego biodra oderwały się od łóżka, niepowstrzymywane już przez ręce Steve'a. Mężczyzna przez chwilę całował jego podbrzusze, dając mu czas na uspokojenie się i kiedy jego serce przestało bić jak oszalałe, Steve przeniósł się wyżej, o wiele wyżej i zawisł na centymetry od jego twarzy.
- Gdzie trzymasz nawilżacz? – spytał wprost i Danny naprawdę zaczynał go lubić.
Więc może seks przy ścianie nie był przereklamowany. Nie był też niemożliwy. W zasadzie wszędzie chodziło jedynie o kwestie kooperacji i chociaż on i Steve ciągle na siebie warczeli – kiedy widzieli wspólny cel – byli nie do powstrzymania. Alfa potrafił nie tylko go utrzymać, ale również nie upuścić, gdy obaj doszli. I Danny był mu naprawdę wdzięczny, bo wszystkie jego kończyny bolały. Nie miał siły się ruszyć. I może to była prawda, co mówili o alfach. Steve wydawał się całkiem kontrolować nie tylko swoje ciało, ale również to należące do Danny'ego. Był również na tyle pomysłowy, że chociaż zaczynało świtać, Danny nadal nie miał go dość.
- Jestem w mieście przejazdem – powiedział nagle Steve, gdy leżeli przykryci przesiąkniętym potem prześcieradłem.
Mężczyzna miał na ramieniu ślady jego zębów, ale wcale nie wydawał się tym zaniepokojony. Danny od ponad dwudziestu lat nikogo nie ugryzł. I nie wiedział, co go napadło. Możliwe, że nie chciał w tamtym momencie doprowadzić sąsiadów do rozpaczy.
- Nie musisz przeprowadzać ze mną tej rozmowy – odparł Danny. – Nie mam nic przeciwko, żeby to była jednorazowa przygoda, Steve.
Alfa uśmiechnął się krzywo.
- Tak jakby odniosłem takie wrażenie – prychnął mężczyzna. – Chodziło mi jednak o to, że gdybym przejeżdżał przez to miasto jeszcze raz…
- Wiesz gdzie mieszkam – wszedł mu w słowo Danny, unosząc się na łokciu. – Nie miałbym nic przeciwko powtórzeniu tego.
Steve zerknął na niego spod spuszczonych powiek i na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
- Ile godzin snu potrzebujesz przed pracą? – spytał szczerze mężczyzna.
Doświadczenie Danny'ego podpowiadało mu, że od jego odpowiedzi zależało naprawdę wiele. Jak na przykład kolejny stosunek. I nie miał nic przeciwko. Jego tyłek i tak już był doskonale obolały. A fakt, że Steve nie miał nic przeciwko byciu na dole – tylko mocniej go nakręcał. Widział, jak dłoń alfy rusza się na jego własnym członku pod prześcieradłem. Niemiłosiernie się kleili i może potrzebowali kolejnego prysznica. Jedna myśl jednak kołatała mu się w głowie.
- Ktoś musi wyjść po prezerwatywy – przyznał, wiedząc, że ostatnia wylądowała pełna w koszu ponad godzinę wcześniej.
Brwi Steve'a wykonały jakiś dziwny ruch, jakby mężczyzna chciał je zmarszczyć, ale niemal natychmiast znalazł rozwiązanie problemu. Danny poczuł, jak alfa układa się wygodniej między jego rozszerzonymi nogami.
- Poważnie, Steve. Nie planuję zajść z tobą w ciążę – poinformował go chłodno, ale mężczyzna wyszczerzył się.
- Mielibyśmy cudowne dzieci. Rozwrzeszczane i z tak niebieskimi oczami…
- Zamknij się, o Boże, zamknij się – zaczął lamentować Danny i próbował go wykopać, ale Steve po prostu pocałował go uspokajająco w kolano.
- Żartowałem – dodał alfa i spojrzał wymownie na jego penisa, którego akurat miał przed oczami.
Danny popatrzył na niego z góry, rozkoszując się tym widokiem, bo rzadko miał taką okazję i skinął głową, nie spuszczając mężczyzny z oka. Steve chuchnął na jego główkę ciepłym powietrzem i jeśli to nie miał być wstęp do czegoś większego, Danny miał plan, aby wypchnąć biodra do przodu i sprawdzić, gdzie go to poprowadzi. To wydawała się jedyna skuteczna metoda w przypadku Steve'a. Alfa jednak się nie bawił i przeszedł do rzeczy. Do całkowitego sedna, bo nie tylko wziął go głębiej w usta, ale wsadził w niego dwa palce, poruszając nimi niespiesznie w sobie tylko znanym rytmie. Danny czuł, że jego oczy robią się wielkie. Steve musiał czuć, jak wzrastało ciśnienie jego krwi, a jeśli nie – na pewno słyszał bicie jego serca. Ssał jednak tak mocno, że w jego policzkach pojawiły się dołeczki, a wyraz kompletnej koncentracji na jego twarzy podpowiedział Danny'emu, jak bardzo mężczyzna skupiał się w tej chwili na nim i jego przyjemności. Nikt do tej pory nie traktował go w ten sposób. Steve jednak z zamkniętymi oczami zdawał się rozkoszować jego smakiem. A jego palce pieprzyły go niespieszne, jakby mieli cały czas tego świata, a nie jedynie kilka godzin. Świtało za oknem, ale Danny miał to wszystko w nosie i nie potrafił się skupić na niczym innym, tylko na rumieńcu, który pokrywał ciemnie policzki Steve'a. Obaj mieli już na policzkach zarost i czuł na udzie lekkie ukłucia, ale to była tylko kolejna rzecz, kolejna sensacja, która zlewała się w całość.
Nie wiedział, jak długo tak trwali. Jak długo budował się w nim ten orgazm, ale kiedy Steve w końcu podniósł powieki i spojrzał na niego z wyzwaniem w oczach, jakby czekał tylko na kąśliwy komentarz z jego strony – Danny doszedł tak cicho jak, że sam był zaskoczony brakiem dźwięku.
