Steve przyjechał przed policją, a to był wyczyn, biorąc pod uwagę fakt, że musiał przebić się niemal przez całe miasto, natomiast posterunek był dziesięć minut od mieszkania Danny'ego, więc mieli sporą przewagę. Alfa zahamował z piskiem opon, stawiając na nogi tych nielicznych sąsiadów, którzy jeszcze spali. Danny słyszał wyraźnie, jak McGarrett wbiegł do budynku, a potem bez pukania wpadł do jego mieszkania. I dobrze, że Danny zostawił otwarte drzwi.
Alfa wpatrywał się w niego przez kilka długich sekund, a potem skinął głową, jakby chciał powiedzieć 'widzę, że jesteś w dobrym zdrowiu' . Albo cokolwiek w tym sensie, bo Danny początkowo sądził, że Steve znowu położy na nim te swoje wielkie łapy, a potem będzie go oglądał z bliska. McGarrett jednak się nie przybliżył, a jedynie wpatrywał się w niego, jakby nie wiedział, co teraz.
- Technicy zaraz będą – oznajmił Danny, ponieważ ta cisza zaczynała go irytować.
Zdążył się uspokoić, ale nie czuł się zbyt komfortowo, siedząc na niepościelonym łóżku. Przynajmniej się ubrał i podejrzewał, że raczej już dzisiaj nie zaśnie.
- Kto to był? – spytał Steve w końcu.
- Czekaj, mam gdzieś zapisany jego adres – prychnął Danny i Steve spojrzał na niego z wyraźną irytacją. – Nie przedstawił się, co mnie bardzo nie zdziwiło. Wszedł przez uchylone okno i nie wiedział raczej, że jestem omegą, bo inaczej najpierw próbowałby mnie uśpić. To nie Hesse – powiedział Danny z pewnością.
Do Victora bardziej pasowałyby granaty dymne i środki usypiające. Włam do niego nie trącił profesjonalistą. W zasadzie przez kilka minut pomiędzy telefonem do McGarretta i na policję, zdążył ułożyć przynajmniej trzy różne scenariusze. Jednego jednak na pewno nie zamierzał mówić na głos, bo Steve raczej nie zrozumiałby, dlaczego Danny tak bardzo nie cierpi jego ojca. Danny nie czuł się bardzo niechciany na wyspie, ale facet pojawił się już w wypożyczalni samochodów oraz gdy Danny był na zakupach z Rachel. Nie, żeby był śledzony, ale znał ten typ – John musiał pokazać, że to jego wyspa. A Danny wcale nie zamierzał jej nikomu zabierać. Tym bardziej, że w związku z tym, co dziecko z nim wyrabiało – najchętniej spakowałby się już teraz i odleciał do domu.
- Albo w aktach, które mam, jest coś, albo to ten gwałciciel, którego szukamy – odparł Danny, wzruszając ramionami. – Tak czy siak, jak dorwę kolesia…
- Bierzesz wolne – wszedł mu w słowo Steve.
- Chyba kpisz?! – prychnął Danny.
McGarrett patrzył jednak na niego całkiem poważnie, co oznaczało tylko kłopoty.
- Nie możesz prowadzić sprawy, w którą jesteś zamieszany – przypomniał mu alfa.
I Danny nie mógł nie zaśmiać się gorzko.
- Upadłeś na głowę? Kto to mówi? – spytał, zrywając się z łóżka. – A to z Hessem, to niby nie jest moja sprawa? Jestem w nią mniej zaangażowany?
Możliwe, że zaczął wrzeszczeć, bo policjanci przystanęli w progu jego otwartego mieszkania, jakby nie wiedzieli, czy ryzykować wejście. Ostatnim razem, gdy zaczęli ze Stevem wrzeszczeć na siebie, SWAT zajął się zbieraniem tego, co zostało z napadających na bank głupków, którzy zirytowali Steve'a. Przedostatnio McGarrett wykręcił mu dłoń, a Dennis celował do alfy z pistoletu. Nie mieli zbyt czystej historii sprzeczek. A HPD nie wiedziała nawet o połowie tego, co się działo przeważnie podczas ich spraw.
- Wszedł przez okno – powiedział Danny i wskazał przeciwległą ścianę. – Nie masz prawa mnie zawieszać, bo jakiś idiota włamał się do mojego mieszkania! – wrócił zaraz potem do krzyczenia na Steve'a.
- Nie zawieszam cię – powiedział spokojnie McGarrett. - Zgadzam się, że to nie Hesse – odparł.
I Danny czekał, aż alfa powie coś więcej, ale najwyraźniej Steve nie miał pojęcia na temat podstaw porozumiewania się. A tak dobrze im szło.
- Więc? – spytał wprost.
- Zostawimy to policji. Kono i Chin będą nadzorować śledztwo – wyjaśnił Steve.
To w zasadzie nie był najgorszy pomysł. Danny nie chciał brać aktywnego udziału w dochodzeniu. Wątpił, aby czuł się dobrze z myślą, że ściga dupka, który włamał się do jego mieszkania w środku nocy. Jego dłonie już się nie trzęsły, ale nie wypuścił pistoletu, co McGarrett musiał zauważyć. I nie powiedział na ten temat ani słowa.
- Chyba ufasz Chinowi i Kono – odparł Steve.
- Co za pytanie – parsknął Danny. – Oczywiście, że im ufam. Dobra, dobra. Zgadzam się, że ten jeden raz… - urwał, patrząc sugestywnie na Steve'a, który zaczął się w końcu odprężać. – Ten jeden raz może nie masz całkiem poronionego pomysłu. Zauważ jednak, że nie zakłada użycia granatów, więc się z tobą zgodzę. Ten jeden raz – podkreślił Danny i zamarł, gdy zobaczył, że jeden z techników właśnie zaczął obwijać żółtą taśmą połowę jego pokoju.
Wiedział, że mieszkanie jest żałośnie małe, ale to była jednak przesada. Jego rzeczy na szczęście były na drugiej połowie, ale to nie zmieniało faktu, że wszędzie kręcili się ludzie.
- Wychodzimy – stwierdził Steve.
Danny spojrzał na zegarek i zmarszczył brwi.
- Nie możesz tutaj spać. Ktoś się do ciebie włamał. Chyba nie sądziłeś, że po tym zostawię cię samego. I do tego w takiej okolicy – odparł McGarrett.
- Okolica… - zaczął Danny.
- Nie. Wiem, że zamierzasz się kłócić, ale jest trzecia w nocy i musimy się wyspać.
Przełóżmy to na jutro – poprosił Steve.
Danny zacisnął usta w wąską kreskę, orientując się, że po północy alfa nawet zaczął gadać z sensem. Sam zaczynał padać z nóg.
- Dobra. Podrzuć mnie do hotelu. Pewnie zatarasowali samochód z wypożyczalni – stwierdził, znając tutejsze zwyczaje co do parkowania.
Steve uniósł lekko podbródek, a potem całe jego ciało się spięło.
- Co? – spytał Danny.
- To potrwa dłużej niż jeden dzień – poinformował go McGarrett. – Policja pracuje bardzo wolno. Dostajemy wyniki badań tak szybko tylko dlatego, że Kono flirtuje z głównym technikiem, a gubernator od czasu do czasu wymaga od nas raportu co do współpracy z HPD. Sprawa oddana im… Cóż… - urwał sugestywnie.
Danny zacisnął dłoń w pięść i wydał z siebie długie westchnienie. Znalezienie tego mieszkania zajęło mu ponad tydzień. Nie był pewien, czy jest w stanie znowu łazić za jakimś sensownym lokum na wyspie. Tutejsi zachowywali się tak, jakby nie mieli pojęcia, dlaczego ktokolwiek chciałby wynająć mieszkanie na cały miesiąc. Cholerni turyści zepsuli rynek deweloperski – był tego pewien.
- Świetnie – mruknął tylko, zastanawiając się, jak bardzo Kono chce zacieśniać z nim więzy między omegami.
- Mam pokój gościnny. I pokój, w którym kiedyś mieszkała Mary Ann. Mój pokój przerobiłem, ale… - urwał Steve i odchrząknął. – Mam dużo miejsca. To po prostu duży dom jak dla jednej osoby – powiedział i McGarrett musiał mieć jakąś dysfunkcję mózgu.
Nikt przy zdrowych zmysłach nie mówił tak krótkimi zdaniami. I Danny nawet nie czekał na to, co alfa zaraz powie, bo wszystkie rozmowy z Carolem ponownie rozbrzmiały mu w głowie. Rozwiązanie było tak genialne, że nawet nie zamierzał się zastanawiać, jak bardzo zrobi się dziwnie, gdy przyjedzie Cath. W końcu to był związek Steve'a i jego układy z Cath nie powinny nigdy interesować Danny'ego. Mógł mieć alfę nieopodal dwadzieścia cztery godziny na dobę – przynajmniej dopóki HPD nie oczyści jego mieszkania. Obecność Steve'a mogła podziałać na niego kojąco i te czerwone lampki, które cały czas świeciły mu się w głowie – mogły chociaż odrobinę przygasnąć.
- Biorę – powiedział szybko. – To w zasadzie dobry pomysł. Przejrzymy resztę akt od China i tak dalej… - dodał, nie starając się nawet na siłę znajdować argumentów, dlaczego mieszkanie z McGarrettem przyniesie wiele dobrego ich współpracy.
Steve spojrzał na niego jakoś dziwnie, ale skinął tylko głową, zachowując dla siebie, cokolwiek chciał powiedzieć.
ooo
Danny wsadził twarz w poduszkę, usiłując nie zwracać uwagi na dźwięki, które dochodziły z dołu. Była piąta – zdążył już sprawdzić na zegarku. I wiedział, że Steve przygotowywał się do porannego pływania. Drewniana podłoga starego domu skrzypiała niemożliwie. McGarrett starał się skradać, ale niewiele to pomogło. Danny nie miał PTSD, ale jego zmysły wyostrzyły się od czasu porwania. A po poprzedniej nocy nawet nie wiedział za bardzo, jak nazwać stan, w którym były jego nerwy. Steve nadszarpywał je codziennie, a cholerny włamywacz był kroplą, która przelała czarę.
Słyszał, jak McGarrett wychodzi na to swoje lanai, jak nazywał ganek, i w domu zapanowała cisza, co wcale nie poprawiło mu humoru. Zwlókł się, lekko zirytowany, na parter i zamarł, gdy zdał sobie po raz pierwszy sprawę, jak blisko plaży się znajdują. Widział dokładnie, jak Steve rozciąga się kilka kroków od wody. Alfa uniósł do góry ręce i zaczął nimi wymachiwać na przemian, rozgrzewając mięśnie. Jego kąpielówki zwisały na biodrach tak nisko, że Danny nagle poczuł, jak zasycha mu w gardle.
Carol mówił o huśtawce hormonalnej i Danny czytał o kobietach, które w ciąży cały czas chciały seksu. Jednak nigdy nie uderzyło go to mocniej niż teraz. Nie był mnichem.
Rozwiedli się z Rachel, a wcześniej przez pewien czas żyli w separacji. I Steve był jego jedynym partnerem seksualnym od tamtej pory, ale nie oznaczało to, że Danny nie wiedział, jak korzystać z własnych rąk i prysznica.
A dzięki McGarrettowi będzie miał teraz całkiem żywe wspomnienia, które wykorzysta do budowania fantazji. Mężczyzna zresztą odwrócił się w stronę domu, jakby wiedział, że jest obserwowany i Danny zmusił się do tego, żeby nie schować się za szafką jak ostatni idiota. Wyszedł przez drzwi i pomachał do Steve'a, bo w końcu przecież nie robił nic złego. Gdyby się nie przywitał, to byłoby podejrzane.
Steve odmachał, a potem odwrócił się w stronę oceanu i popędził wprost do wody, jakby goniło go stu diabłów. Zapewne trening SEAL się w nim odezwał i mężczyzna płynął jak jakiś cholerny delfin. Przy nim to, co robił w wodzie Danny, faktycznie wyglądało na unoszenie się i pozwalanie falom robić z nim, co chcą. I to był kolejny powód, aby nigdy nie wchodzić z wyspiarzami do wody. Miał dość upokorzeń jak na jedne niezaplanowane wakacje.
Nie wiedział, jak długo Steve przeważnie pływa, więc cofnął się do środka z kubkiem parującej herbaty w dłoni. W zasadzie był zmęczony, ale jednocześnie nie potrafił się zmusić do tego, aby wspiąć się do dawnego pokoju Mary Ann – siostry Steve'a, o której nic nie wiedział. Kładł się kilka godzin wcześniej ze świadomością tego, że McGarrett śpi tylko kilka metrów dalej i to naprawdę było dziwne, bo jego ciało rozluźniło się pierwszy raz od wielu tygodni. Nie wiedział nawet, że był tak spięty. Carol miał rację i to go trochę przerażało, bo oznaczało, że gdy tylko HPD oczyści jego lokum, będzie zmuszony do powrotu. Nie będzie miał powodu, aby zostawać u Steve'a. I ta myśl nie była przyjemna. Nie widział wokół samych zagrożeń, ale jego ciało chyba rozumiało świat trochę inaczej. Wiedziało, że jest słabszy i bardziej podatny na niebezpieczeństwo. I nikt go nie chronił, więc wymuszało na nim wycofanie się do życia, którego prowadzić nie chciał. I ciągłe czuwanie powoli go wyczerpywało. Zmiany musiały następować bardzo wolno, bo nawet ich nie zauważył i gdyby nie fakt, że tej nocy cofnął się do – można powiedzieć – ustawień początkowych własnego instynktu, zapewne nie widziałby różnicy.
Nie chciał wiedzieć, co stanie się później, gdy będzie zmuszony wrócić do starego życia.
Nie wiedział nawet, jak długo siedział, dopóki nie usłyszał ciężkich kroków Steve'a. Odwrócił się akurat w chwili, gdy McGarrett wchodził wciąż mokry do domu. Mężczyzna wycierał ręcznikiem głowę, zapewne nieświadom, że dawał mu idealny widok na swoją szeroką klatkę piersiową. Mokra i opalona. Danny nie był do końca pewien, czy powinien nadal siedzieć w kuchni. Miał cholerną ochotę jednak uciec na piętro, szczególnie gdy zdał sobie sprawę, że mięśnie Steve'a pewnie za sprawą regularnych treningów nabierały tylko bardziej interesujących kształtów, a on sam tylko tył.
Albo po prostu im bardziej tył, tym przystojniejszym Steve mu się wydawał.
- Wszystko w porządku? – spytał alfa, odkładając ręcznik na poręcz krzesła.
Najwyraźniej nie zamierzał się ubierać, a mokry materiał spodenek przyklejał się do jego kształtnych pośladków. Tyłek McGarretta zawsze wydawał mu się ciut za wąski, nie zamierzał jednak narzekać, gdy mężczyzna otwierał lodówkę i pochylał się nad nią, dając mu doskonały widok na tę część swojego ciała.
- Tak, dlaczego pytasz? – spytał Danny, niemal od razu wracając wzrokiem na jego twarz, gdy mężczyzna zaczął rozkładać na ladzie podejrzane rzeczy.
Wszystko wyglądało na organiczne i zdrowe.
- Myślałem, że dłużej pośpisz. Wczorajsza noc była wyczerpująca – odparł Steve i wzruszył ramionami.
- Kono pewnie będzie chciała moje zeznania – stwierdził, chociaż tak naprawdę nie myślał o niej, gdy wstawał.
Steve zaczął wrzucać do blendera takie rzeczy, że Danny stracił apetyt. Sądził całe życie, że pewne składniki się nie łączyły. Na przykład trawa, wodorosty oraz owoce. Pojęcia nie miał, dlaczego ktokolwiek miałby jeść wodorosty, ale najwyraźniej Steve miał nie po kolei w głowie.
- Kono zbierze twoje zeznania tutaj. Nie ma sensu, żebyśmy się kłopotali do nas, skoro mamy dzień wolny – stwierdził McGarrett.
Danny zafascynowany wpatrywał się w to, jak ostre noże pocięły wszystko na jednolitą obrzydliwie zieloną papkę. Steve dolał do środka szklankę soku pomarańczowego i włączył jeszcze raz przycisk, tym razem czekając, aż breja stanie się całkiem płynna. Danny zaczął mieć podejrzenie, że to zaraz zostanie wypite i wątpił, aby jego żołądek to wytrzymał. I nagle nie chciał nawet wiedzieć, z czego składał się jego własny sok, który Steve przygotowywał mu przez pewien czas.
- Czekaj – powiedział, orientując się nagle, co usłyszał. – Też sobie robisz wolne? – zdziwił się.
Steve nalał obrzydliwej substancji do szklanki, kupując sobie czas na odpowiedź. A kiedy spojrzał w końcu na niego, alfa miał winę wypisaną na twarzy, niczym dziecko przyłapane na wykradaniu cukierków choinkowych.
- Ktoś się do ciebie włamał. Mogli obserwować mieszkanie – poinformował go, jakby to cokolwiek wyjaśniało.
I w zasadzie tak było. Alfa chciał go mieć na oku, zresztą nie po raz pierwszy. Miał jednak cholerną nadzieję, że tym razem nie jest pieprzoną przynętą. Steve miał mało humanitarne metody dorywania przestępców, chociaż Danny przyznawał w duchu , że były też cholernie skuteczne. Dlatego policja oddawała im najtrudniejsze sprawy, gdzie mieli związane ręce. Steve przesłuchiwał świadków, jakby każdy był pieprzonym jeńcem w Wietnamie i ludzie cieszyli się, gdy w końcu pozwalał im mówić.
Danny zgadzał się, że głupek, który się do niego włamał, był amatorem, więc oznaczał niewielki stopień zagrożenia. Gdyby nie fakt, że był w ciąży, zapewne nawet wyśmiałby idiotę, zakładając mu kajdanki zaraz po tym, jak dogoniłby go na osiedlu w środku nocy. Jednak pamiętał dokładnie, co się stało, gdy ostatni raz biegał w nocy po nieznanym terenie. I nawet nie był w stanie sięgnąć po swoją broń. Miał szczęście, że włamywacz przestraszył się bardziej niż on.
I nie chciał mówić o tym Steve'owi. Samo wspomnienie o strachu wprawiało go w zażenowanie. Nie był pięciolatkiem, który boi się potwora z szafy. To on miał zaprowadzać porządek i chronić tych, którzy nie mogli obronić się sami. Tymczasem był bezsilny wobec własnego ciała, które go powoli zawodziło.
- Jestem przynętą? – spytał wprost, bo jeśli tak, chciał o tym wiedzieć wcześniej.
Steve popatrzył na niego szeroko otwartymi oczami i zacisnął szczękę tak mocno, że po obu stronach jego twarzy pojawiły się linie.
- Nie – odparł krótko alfa, a potem potrząsnął głową. – Myślałeś, że wystawiłbym cię w ten sposób? – spytał i to z taką mieszanką obrzydzenia i niedowierzania, że Danny niemal natychmiast pożałował swoich słów.
W zasadzie nie wiedział, co chodziło mu po głowie. Dlaczego coś takiego prześlizgnęło mu się przez myśl. Byli w końcu partnerami i Dennis nie zrobiłby czegoś podobnego. I Steve też nie. Chociaż lubił granaty i był idiotą wysadzającym drzwi, jednak zawsze sam wchodził do środka, nie narażając nikogo więcej na niebezpieczeństwo. Nawet uzbrojonych po zęby chłopaków ze SWAT.
- Jesteś… - zaczął Steve i urwał. – Nosisz moje dziecko – powiedział tonem, którego Danny nie umiał zaklasyfikować do żadnej ze znanych mu u Steve'a emocji. – I nawet gdybyś nie nosił mojego dziecka… - urwał znowu i wpatrywał się w niego tak intensywnie, jakby oczekiwał, że Danny zrozumie ten przekaz bez słów.
I co szalone – Danny rozumiał.
- Wiem – powiedział tylko. – Miałeś rację. To była ciężka noc. Nie myślę logicznie – dodał pospiesznie Danny.
