Ten tekst nie jest całym rozdziałem, a jedynie fragmentem, ponieważ Fanfiction służy mi tylko za reklamę! Jeżeli was zainteresowałam, dokończenie możecie znaleźć na moim blogu:

yaoi - my - revolution .com - usuń spacje

###

Springtrap był pewny, że złodziejskie dupki nie chodzą do placówek typu szkoła. Co więcej, na sto procent złodziejskie dupki nie przechodziły procesu pączkowania!

Jakim więc cudem ostatnią ławkę w jego gabinecie zajmowała ta złotowłosa menda, która ostatnio zakosiła mu cappuccino tuż sprzed nosa? Mało tego! Arogancki szczeniak postanowił się rozmnożyć, bo tuż obok niego siedział praktycznie identyczny osobnik, z tą różnicą, że miał na sobie koszulkę w innym kolorze.

Blondyn pomasował palcami skroń i otworzył dziennik. Niby dyrektor coś mu wspominał, że doszła do nich dwójka nowych uczniów, ale skąd mógł wiedzieć, że to klony, z których jeden zdążył go już nieformalnie okraść?

Wyczytując listę obecności, co chwilę podnosił wzrok na duet, który dzisiaj mu doszedł do klasy wychowanków. Żaden z nich nie wyglądał na szczególnie zainteresowanego tym, co działo się wokół.

– Golden Freddy – wyczytał jedno z dopisanych na samym końcu, nowych imion.

– Jestem – odezwał się blondyn w czarnej koszulce.

– I Fredbear. – Tym imieniem zakończył sprawdzanie listy i zamknął dziennik. Mimo oczekiwań, chłopak nic nie odpowiedział, uniósł tylko apatycznie rękę na znak, że to on i pomimo milczenia, uczestniczy w lekcji. – Widzę, że pana Fredbeara bardziej fascynuje to, co widzi za oknem, niż odpowiadanie, jak się do niego mówi – stwierdził fizyk, wstając z fotela i powoli zbliżając się do miejsca, gdzie siedział chłopak. Zatrzymał się tuż przed jego ławką.

Dopiero wtedy uczeń podniósł wzrok i zmierzył nauczyciela trochę nieobecnym spojrzeniem.

– Mówiłem, że jestem – stwierdził wzruszając lekko ramionami.

– Kultura jednak wymaga, żeby odpowiedzieć NA GŁOS, a nie machać do mnie ręką. Nie jestem twoim kolegą, byś mógł zachowywać się w stosunku do mnie jak do równemu sobie, jasne? – Krótki wykład zakończył szerokim uśmiechem i mentalną obietnicą, że zmieni życie tego smarka w piekło. – No dobrze, przejdźmy już do lekcji. Może na początek poproszę, żeby któryś z was napisał nam wzór na przyspieszenie, tak dla przypomnienia, bo będzie nam potrzebny przy dzisiejszym temacie. Fredbear? Może ty? – Springtrap wrócił do biurka, usiadł w swoim wygodnym, wysłużonym już fotelu i gestem zachęcił blondyna by podszedł do tablicy i wykonał polecenie.

Uczeń trochę niepewnie podniósł się z miejsca, wciąż posyłając bratu błagające o pomoc spojrzenia. Stanął przed tą nieszczęsną tablicą z kredą w dłoni i zamarł w bezruchu. Minęła minuta. Potem pięć. W końcu Spring, poważnie zniecierpliwiony, wyjął nos z papierów, które aktualnie przeglądał i zerknął na Fredbeara.

– No? Dlaczego nic nie ma na tablicy? Powiedziałem chyba wyraźnie, co masz zrobić. – Zmarszczył brwi i wstał. – Z czym masz problem? Kredę trzymać umiesz, więc napisanie nią tego wzoru nie powinno być problemem. – Stanął tuż obok złotowłosego.

– Bo… my chyba jeszcze tego w starej szkole nie mieliśmy – stwierdził uczeń, odkładając kredę na małą półeczkę tuż pod tablicą.

Springtrap uniósł brwi. Mimo, że na twarzach niektórych uczniów pojawiło się nagłe rozbawienie, żaden nie odważył się na głos zaśmiać.

– Mój drogi… powiedz mi, ile ty masz lat? – zapytał nauczyciel, siląc się na spokój.

– No osiemnaście… – wydukał, trochę zbity z tropu, Fred.

– Świetnie, więc potraktuję cię jak dorosłego i zadam ci kilka inteligentnych pytań. Do której klasy teraz chodzisz?

– Em… do drugiej?

– Doskonale, widzę, że główka pracuje – pokiwał głową z uznaniem, nie kryjąc sarkazmu. – Do drugiej klasy jakiej szkoły?

– Średniej? – Uczeń nie odważył się odpyskować za tą drwinę, ale odpowiadał coraz mniej przyjemnym tonem.

– Brawo. To teraz mi jeszcze przypomnij, kiedy po raz pierwszy w szkole miałeś styczność z fizyką?

– W gimnazjum.

– Z tego co słyszę, inteligentny z ciebie młody dorosły, dlatego raczej się nie obrazisz, jak dam ci jedynkę, prawda? – Nauczyciel uśmiechnął się przesłodko i otworzył dziennik, szybko znajdując w nim odpowiednią rubrykę.

– Co? Ale jak to? Za co?! – oburzył się chłopak, nie widząc powodu dla którego miałby dostawać na starcie tak złą ocenę.

– Bo wzór, o którego napisanie cię poprosiłem, jest jeszcze z gimnazjum. A ty nie dość, że go nie znałeś, to jeszcze śmiałeś próbować mi wmówić, że nie było tego w twoim toku nauczania – wyjaśnił fizyk, nad wyraz spokojnym tonem.

Takim sposobem jego nowy uczeń zarobił sobie pałę. Springi nie był szczęśliwy, że już pierwszego dnia był zmuszony wlepić mu banię, ale gdyby po prostu Fredowi odpuścił, to jak mógłby oczekiwać z jego strony poprawy w przyszłości?

Odesłał delikwenta na miejsce i zawołał jego brata. Ten na szczęście bez problemu wykonał zadanie i blondyn mógł wreszcie zacząć prowadzić lekcję.

###

– Ty pieprzony chuju, ameba to przy tobie jebany geniusz normalnie!

– Ja się przynajmniej nie urodziłem na śmietniku, gnoju!

– Fakt, nie urodziłeś, tylko wylęgłeś!

Wuefista bez skutku próbował rozdzielić Foxy'ego i Bonnie'ego. Gówniarze nie reagowali na żadne groźby, pouczenia, nawet na wzmiankę o tym, że mają iść do dyrektora; po prostu dalej się siłowali, rzucając przy tym wyzwiskami na poziomie rozwydrzonych gimbusów.

Takiej nienawiści ta szkoła jeszcze nie widziała. Gdyby nie to, że nauczyciel od wychowania fizycznego jakoś próbował rozdzielić tę dwójkę i w miarę utrzymywał ich na dystans, skoczyliby sobie do gardeł i najpewniej trzeba by było wzywać pogotowie.

Skończyło się na tym, że odciągać ich od siebie musiała cała grupa ćwiczących na sali chłopaków, bo serio by się pozabijali.

Gdy udało się ich nieco uspokoić, wściekły wuefista osobiście odprowadził ich do gabinetu dyrektora. Pięknie. Przez bójki byli na przysłowiowym dywaniku po raz kolejny w tym tygodniu.

Freddy nie był zadowolony widząc ich u siebie. Nie chciało mu się kolejny raz robić im długiego wykładu, bo ta parka lądowała tutaj na tyle często, że nie miał im już nic nowego do powiedzenia. Poza jednym.

– Naprawdę ciężko mi to mówić… – zaczął, odchylając się nieco w tył na swoim fotelu i starając się brzmieć śmiertelnie poważnie. – Ale jeżeli jeszcze raz do mnie traficie to albo obaj, albo jeden z was pożegna się z tą szkołą. – Widząc, że chłopcy już otwierają usta, najpewniej mając dużo do powiedzenia w tym temacie, uniósł dłoń, uciszając ich tym gestem. – Nie mogę wiecznie tego tolerować. Powinienem był wam to powiedzieć masę czasu temu i żałuję, że robię to dopiero teraz, bo być może uniknęlibyśmy wielu przykrych sytuacji.

Chłopaków zamurowało na to oświadczenie dyrektora. Niby zdawali sobie sprawę, że każda wizyta u niego pociągnie za sobą konsekwencje, ale tyle razy tu lądowali, że kompletnie przestali odczuwać powagę sytuacji.

Wyszli z gabinetu, bladzi jak ściana. Lekcja już się kończyła, więc usiedli na jednej z ławek stojących na korytarzu i czekali na dzwonek.

– Ej… - odezwał się w końcu Bonnie, próbując trochę nieporadnie zacząć rozmowę. Znali się z Foxym od podstawówki, a jeszcze nigdy tak naprawdę nie rozmawiali. Wszelkie kontakty ze sobą ograniczali zawsze do kłótni, wyzwisk, a w najlepszym przypadku do „Pożyczysz drobne?". – Chyba trzeba będzie trochę przystopować, co nie?

– Przestaniesz być idiotą, to nie będę miał powodu, żeby naprostowywać ci ten krzywy ryj – prychnął rudy, najwyraźniej nie mając ochoty na zawieranie rozejmu.

– No kurwa, człowiek z sercem, a ten ujebie! – Bonnie wywrócił oczami. – Nie mam najmniejszej ochoty się z tobą dogadywać, ale jak mnie wyleją ze szkoły, to będę mógł pożegnać się z życiem, póki nie wyprowadzę się od rodziców! – warknął agresywnie, mierząc rywala nienawistnym spojrzeniem.

– No… też wolałbym tutaj zostać – przytaknął rudy po krótkiej chwili milczenia. Pomyślał o Mangle. Jak dawaliby radę potajemnie się spotykać, gdyby nagle przestał chodzić do tej szkoły?

– To jak? Sztama? – Bonnie wyciągnął rękę do swojego wroga. – Lepsze to, niż spieprzyć sobie wszystko głupimi kłótniami, nie? Szczerze mówiąc ja już nawet nie pamiętam co się stało te jedenaście lat temu, kiedy się poznaliśmy, że tak się od tamtego czasu gryziemy.

– Nie pamiętasz…? – Rudzielec zmarszczył groźnie brwi. – Pozwól, że ci przypomnę. W trzecim miesiącu pierwszej klasy odprowadziłeś mnie do mojej mamy, która pracowała w żłobku.

– No i…? – Nic mu to nie powiedziało, wciąż miał ten sam wielki znak zapytania nad głową.

– No i wepchnąłeś mnie do nocnika, chuju.

###

– Ja pierdolę, szacunek, że to ogarniasz! – Nightmarionne z niesłychanym podziwem obserwował, jak Plushtrap w ciągu minuty robi zadanie domowe z fizyki.

– Jakbyś mieszkał z moim bratem, to też byś miał to w małym palcu. Całe gimnazjum mnie tak musztrował z tą fizą, że potrafił wydziwiać jak czasem dostałem z niej pięć z minusem! – zaśmiał się, zerkając przez ramię na kolegę.

Marionne był jedynym, komu powiedział, że jest bratem Springa. Z nikim innym młody nie potrafił się dogadać. Obaj woleli trzymać się na uboczu, z dala od tych 'fajnych' i 'popularnych', do których należeli głównie bezmózdzy pakerzy i plastikowe Barbie. Ich klasa była dość stereotypowa. Oczywiście były też inne, mniejsze grupki, ale w żadną się nie wpasowali. Dlatego stworzyli własną, bo najlepiej im było we dwójkę.

Zadzwonił dzwonek. Nauczyciel pojawił się minutę później i wpuścił wszystkich do gabinetu. Facet okazał się miły i o wiele mniej surowy od Springa. W zasadzie to przy demonicznym bracie Plusha, ten fizyk wydawał się bezbronną owieczką.

– No proszę! – sprawdzając klasie zadanie, nauczyciel zatrzymał się przy otwartym zeszycie blondyna. Tylko u niego dostrzegł więcej niż dwa zdania, dlatego pozwolił sobie przeczytać jego notatkę i zacmokać z podziwem. – Wasz kolega dostaje piątkę za to zadanie. Nie tylko zdefiniował to co prosiłem, ale też ładnie i szczegółowo przedstawił w punktach przebieg całego procesu!

Nightmarionne szturchnął Plusha lekko w bok i pokiwał głową z uznaniem. Sam miał zapisane ledwo trzy linijki, bo ni jak nie ogarniał przerabianego działu.

Całą lekcję gruby psorek latał od fotela do tablicy, od tablicy przez klasę, sprawdzając czy wszyscy wykonują zlecone zadanie, a potem znowu wracał na fotel i cykl się powtarzał. Blondyn był wniebowzięty. Lekcje zapowiadały się nad wyraz przyjemnie, nie to co ze Springiem, który walił go zrulowaną gazetą po głowie za każdym razem, jak zrobił coś źle. Choć musiał przyznać, że gdyby nie jego surowe metody, to teraz miałby spore problemy ze zrozumieniem tego wszystkiego... czyli tak jak pozostała część klasy.

Gdy tylko rozległ się dzwonek, wszyscy odetchnęli z ulgą. Oczywiście chwilę po tym psorek stwierdził, że zapomniał zadać i dojebał klasie pięć stron ćwiczeń, żeby mieli szansę dokładnie zagłębić się w temat, bo przecież poza fizyką nie mieli innych przedmiotów na które trzeba było odrobić i się nauczyć.

– Ej, ty! P… Plushtrap, tak? – Blondyn wzdrygnął się lekko, gdy jakiś chłopak z jego klasy zbliżył się niebezpiecznie blisko, z podejrzanym wyszczerzem na ustach. – Ogarniasz to, nie? – Wskazał kciukiem na gabinet z którego właśnie wyszli, dając do zrozumienia, że chodzi mu o fizykę. – Słuchaj, średnio mi z tego idzie, pomógłbyś mi, żebym nie miał zagrożenia na półrocze? Stara mnie zabije, jak to zawalę.