Ten tekst nie jest całym rozdziałem, a jedynie fragmentem, ponieważ Fanfiction służy mi tylko za reklamę! Jeżeli was zainteresowałam, dokończenie możecie znaleźć na moim blogu:
yaoi - my - revolution .com - usuń spacje
###
– Plush, jeszcze nie śpisz? – Spring wszedł do pokoju młodszego brata, widząc, że u niego wciąż pali się światło. Gdy tylko uchylił drzwi, młody jak oparzony zamknął laptop i pospiesznie wstał z fotela.
– Kładę się już przecież. Daj spokój, nie mam pięciu lat, żebyś wciąż musiał mnie w tym temacie kontrolować – prychnął, zrzucając z łóżka na podłogę plecak i sterty książek, tym samym robiąc sobie miejsce do spania. Nie zawracając sobie głowy przebieraniem, po prostu zdjął koszulkę i wskoczył pod kołdrę.
– Tylko pytam, bo już prawie druga w nocy, a mówiłeś mi, że jutro masz te korki. Nie wstaniesz, dzieciaku. – Fizyk usiadł na brzegu łóżka, zerkając na obróconego do niego plecami, brata.
– Wstanę, serio. Moja sprawa o której się kładę – burknął. – A ty czemu jeszcze nie śpisz?
– Nie do końca twoja, bo wciąż jesteś niepełnoletni, a ja za ciebie odpowiadam – westchnął ciężko, nawet nie próbując mu robić przydługich, bezsensownych wykładów. Młody nie będzie ich słuchał. Jak zechce, to sam zrozumie. – Miałem robotę ze szkoły, chciałem ją szybko skończyć, żeby mieć wolny weekend i spędzić z tobą trochę czasu.
– Słodko. – Spring mógłby przysiąc, że Plush w tym momencie wywrócił oczami. – Idź już, chcę spać.
– Ta… – Nauczyciel wstał z materaca. – Jeżeli coś złego się dzieje, to mi powiedz, pomogę ci. Wiesz o tym, tak? – zapytał dla pewności. Zachowanie młodszego wydawało mu się dziwne.
– Wiem. Nic się nie dzieje, nie masz co się martwić. Dobranoc. – Nastolatek zakrył się cały kołdrą, dając tym samym znać, że nie ma chęci na rozmowy.
– Dobranoc – odpowiedział mu mężczyzna, po chwili zwlekania decydując się nie drążyć tematu i wyjść z pokoju, uprzednio gasząc światło.
###
Młody trzy razy sprawdzał adres zapisany na małej karteczce, nim w końcu odważył się wcisnąć dzwonek do drzwi.
Nie ukrywał, że widmo nadciągających korków wywoływało u niego nieciekawe sensacje żołądkowe. O ile w szkole czuł się względnie bezpiecznie, bo wokół niego zawsze było pełno ludzi i mógł liczyć, że przynajmniej jedna osoba z tłumu zareaguje, jeżeli zadzieje mu się jakaś krzywda, o tyle prywatne spotkanie w domu Nightmare'a miało się odbyć sam na sam z nauczycielem, który, bądź co bądź, potrafił go przerazić.
Miał wrażenie, że serce wyskoczy mu z piersi, kiedy usłyszał przekręcany od wewnątrz klucz. Sekundę później drzwi otworzyły się na oścież, a w progu stanął nie kto inny, jak sam matematyk.
– Dzi-dzień dobry… – Uczeń przywitał się grzecznie, zmuszając przy tym do lekkiego uśmiechu.
Mężczyzna nie odpowiedział, tylko odsunął się nieco, wpuszczając go do środka.
Nikłe nadzieje Plushtrapa, że domowa atmosfera pomoże mu się rozluźnić, prysły zaraz po wejściu do salonu. Wnętrze miało tak surowy charakter, jak jego właściciel i to do tego stopnia, że dzieciak zwyczajnie bał się usiąść na białej, skórzanej kanapie, żeby przypadkiem jej nie zabrudzić.
W pomieszczeniu przeważały zimne barwy, na domiar złego Nightmare był typem, który szafki ze szklanymi drzwiczkami trzymał chyba tylko po to, żeby jakoś zająć ogromną przestrzeń, bo chłopak niczego w nich nie dostrzegł. Żadnej kolekcji szkieł, żadnych poupychanych pierdółek… nawet kurz znudził się panującą na półkach pustką i omijał je szerokim łukiem.
Przez głowę Plusha przemknęła myśl, że może zamiast do czyjegoś mieszkania, trafił do meblowego, bo tylko tym określeniem potrafił opisać to miejsce. Było zbyt perfekcyjnie. A sądził, że jego brat to pedant.
– Siadaj – usłyszał za sobą niski głos mężczyzny. Trochę niepewnie zajął wskazane na sofie miejsce, torbę z rzeczami odkładając na podłogę tuż obok niej. Nightmare usiadł w fotelu naprzeciwko niego, po drugiej stronie szklanego stolika. – Z czym masz największy problem? – zapytał, w międzyczasie wyjmując z kieszeni paczkę fajek i odpalając jedną. Niemal wszystkie okna były pootwierane, więc uczeń w żaden sposób nie przeszkadzał wydobywający się z niej dym.
Słysząc pytanie, wyjął z torby książkę i wskazał w niej tematy oraz zagadnienia, z którymi sobie nie radził. Przed lekcją solidnie się przygotował, musiał pokazać, że mu zależy.
– Na początek chciałbym się skupić na tych dwóch tematach. Tutaj nie mam pojęcia na jakiej zasadzie z tego wyciąga się to, – wskazał palcem odpowiedni fragment – a tu nie wiem kiedy używać którego wzoru.
– Mhm. – Nauczyciel pokiwał głową, w międzyczasie strzepując popiół z papierosa do kryształowej popielniczki. – Nie jesteś pełnoletni, co nie? – zapytał nagle, kompletnie ignorując to, co młody przed chwilą do niego mówił.
– Co? Nie, mam szesnaście lat… - odparł uczeń z lekkim zdziwieniem. – Czemu pan pyta?
Odpowiedzi znowu nie dostał. Matematyk po prostu wstał i wyszedł z salonu.
No co do chuja? Co ten koleś odwalał? A jak wyszedł po jakiś nóż, żeby go tu zadźgać? Zdecydowanie wyglądał jak psychol z pierwszego lepszego horroru, więc blondyn nawet by się nie zdziwił, gdyby wrócił do niego z tasakiem.
Ku jego zaskoczeniu, gdy Nightmare znów pojawił się w pokoju, nie miał przy sobie nic ostrego. Zamiast tego postawił przed nim szklankę z jakimś sokiem, a obok pudełko czekoladek.
Plush uniósł brwi ze zdziwieniem. Takiego gestu by się po swoim nauczycielu nie spodziewał.
– Em… dziękuję? – Z grzeczności wziął sobie jedną czekoladkę.
Od razu po przegryzieniu jej wyczuł alkohol, ale, o dziwo, nie psuł on smaku jak w wypadku większości tanich słodyczy z dodatkiem trunku. Wręcz przeciwnie, nastolatek z ręką na sercu śmiało mógł stwierdzić, że to jedne z lepszych słodkości, jakie próbował.
A po pierwszej czekoladce przyszedł czas na drugą; a potem na trzecią i czwartą.
Kilka minut później młodzik sięgał już do opakowania zupełnie bezwiednie, wsłuchany w głos tłumaczącego mu temat, nauczyciela. Przecież czymś takim się nie upije, to czemu miałby sobie żałować, prawda?
###
– Wpadniesz jutro? – zapytał Mangle, zbierając ze stolika swoją wygniecioną koszulę i spodnie. Zaplecze w gabinecie od biologii nie było duże, ale lepsze to niż nic.
– Nie mogę, mam trening. Chyba, że wieczorem do twojego mieszkania. – Rudy wzruszył ramionami i zapiął spodnie. Uwielbiał takie spontaniczne zaproszenia na seks.
Tu sobie wychodzi, jakby nigdy nic, z chłopakami, a nagle dostaje od swojego miśka dwuznacznego smsa, z którego wywnioskował, że psorek czeka na niego w klasie.
Sobota rano i od razu zaruchał, najlepsze zaczęcie weekendu świata!
Szkoda tylko, że już musieli się zbierać, bo za godzinę Mangle miał umówione z uczniami poprawki sprawdzianów.
Czasami Foxy'ego lekko irytowała ta skrajność między ich pozycjami. Jeden z nich był nauczycielem, ciągle pracował, nie mogli zbyt często razem wychodzić, no bo jakby ktoś ich przyłapał to kaplica, więc spotykali się przeważnie w domu starszego z nich, czasem w szkole… Po prostu się z tym kryli. Chłopaka powoli zaczynała taka sytuacja denerwować. Poza tym nie mógł mieć stuprocentowej pewności, że facet zwyczajnie go nie oszukuje i nie ukrywa przed nim innych partnerów.
Bardziej przypominało to seks-przyjaciół, niż prawdziwy związek, na który Foxy skrycie liczył.
– No to do zobaczenia. – Mangle uśmiechnął się i pocałował krótko swojego kochanka w usta. Zaraz po tym wrócił do ogarniania swojej garderoby. Musiał jakoś wyglądać nim przyjdą uczniowie.
Rudy wziął z podłogi swoją torbę, rzucił do niego krótkie „cześć", wychodząc z zaplecza, otworzył drzwi klasy… i mało brakowało, a zaliczyłby glebę.
Tuż przed nim stał ten pieprzony jełop, Bonnie. Jego mina wyrażała więcej, niż paczka Raffaello. Gość musiał wszystko słyszeć… a może nawet widzieć.
Foxy błyskawicznie popchnął go w tył, wyskoczył z gabinetu i trzasnął za sobą drzwiami, żeby Mangle przypadkiem nie zauważył tej ameby. Jego kochanek miał dość własnych spraw na głowie, takie zmartwienia nie były mu potrzebne.
– Co ty tutaj robisz?! – wysyczał przez zaciśnięte zęby, przypierając Bonnie'ego do ściany. Chłopak nawet mu się nie stawiał, widać był zbyt zszokowany.
– Nie mów… nie mów, że ty i… TY JESTEŚ GE...?! – zaczął, ale gdy tylko podniósł głos, ręka Foxy'ego błyskawicznie wylądowała na jego buzi.
– Stul japę, pojebie – warknął agresywnie. – Nic nie widziałeś, jasne? – Odczekał chwilę, po czym ostrożnie zabrał dłoń z jego ust.
– Jak nie widziałem, jak widziałem? Stary, pochrzaniło cię do reszty? – Na szczęście jego rywal zrozumiał aluzję i postanowił współpracować, bo zszedł z tonu i starał się mówić szeptem.
Na wszelki wypadek Foxy odciągnął go jeszcze trochę dalej, aż pod jedną z pustych klas, gdzie na pewno nikt ich nie usłyszy.
– Słuchaj, to jest moja sprawa, a tobie nic do tego. Trzymasz śliczne usteczka zamknięte, bo inaczej się policzymy. – Rudy założył ręce na piersi i zmarszczył brwi, patrząc spod byka na chłopaka.
– Foxy… ja pierdolę… - Bonnie złapał się za głowę, przy okazji przeczesując palcami fioletowe kosmyki. – Ale co, on cię zmusza, ty jego, czy jak to jest?
– No kurwa, masz mnie. Mangle od roku przekupuje mnie markowymi pomarańczami z przeceny, żebym wkładał swojego szanownego fiuta w jego spragnioną doznań dupę. – Rudy pomasował palcami skroń. - To zwykły związek, idioto! Żadnego „oceny za seks", czy coś w tym guście – prychnął z irytacją. Bonnie otworzył usta z zamiarem kategorycznego podważenia jego słów, ale jak się mocniej zastanowił, to doszedł do wniosku, że chłopak raczej go nie okłamywał. Foxy od pierwszej klasy jechał z tego przedmiotu na samych dwójach, nie było szans, żeby Mangle dawał mu jakieś ekstra ocenki za stosunek. – Nie wierzę, że to akurat ty się dowiedziałeś… Obiecaj, że będziesz cicho.
– A niby czemu mam być, co? – Jego rywal oparł się plecami o ścianę.
– Słuchaj… ja wiem, że się nie dogadujemy. Nawet nie to, że nie chcę, ja po prostu NIE UMIEM się z tobą pogodzić. Ale serio, postaw się w mojej sytuacji. Wyobraź sobie, że zakochujesz się w nauczycielce, jakiejś mega ładnej, cycatej niuni, niewiele starszej od ciebie, ona to odwzajemnia, uprawiacie dziki seks w szkole, a tu nagle jakiś debil się o tym dowiaduje i rozgaduje to komu tylko się da.
– Nie za fajnie… - przyznał Bonnie. – Nawet ja nie chciałbym zrobić komuś takiego świństwa. Ale milczenie kosztuje, Foxy.
###
Kilka chwil wystarczyło, żeby odszukał w jego torbie telefon.
– Hasło? – zapytał na wpół przytomnego, rozłożonego na kanapie, Plusha. Chłopak miał kompletny odlot.
– JebSię – mruknął chłopak.
– Co proszę…? – Mężczyzna zmarszczył groźnie brwi.
– JebSię. Przez duże „j", duże „s" i pisane razem. – Uczeń wskazał na trzymany przez dorosłego, phone. – Hasło – wyjaśnił z błogim uśmieszkiem na ustach. Spróbował podnieść się na łokciach, ale niezbyt mu to wyszło. – Zadzwoń do brata, on się zmartwi jak nie wrócę… a na pewno nie wrócę, zeberki na drogach mnie pożrą! – zamarudził i obrócił się na brzuch, żeby móc ukryć twarz w poduszce. Kolejny zły pomysł, bo momentalnie zachciało mu się rzygać.
– Bez wątpienia tak będzie. – Nightmare wywrócił oczami i szybko odszukał właściwy kontakt w spisie. Nie mylił się. Ten mały był bratem Springtrapa. – Masz jakichś kolegów?
– No mam… Nightmarionne to mój pszyjaciel. Ale jego też pożrą te wstrętne zeeeebryyy!
– Mhm, mhm… nie mogę zaprzeczyć – pokiwał głową i szybko napisał do Springa krótkiego smsa.
