Ten tekst nie jest całym rozdziałem, a jedynie fragmentem, ponieważ Fanfiction służy mi tylko za reklamę! Jeżeli was zainteresowałam, dokończenie możecie znaleźć na moim blogu:

yaoi - my - revolution .com - usuń spacje

###

Plush czekał spokojnie aż psorek wyczyta jego nazwisko z listy i poprosi o odebranie sprawdzianu. Z pewnością nie dostał niżej niż cztery, więc w przeciwieństwie do reszty klasy nie obgryzał z przerażeniem paznokci.

Zaczynało mu się trochę nudzić, od niechcenia omiótł spojrzeniem całe pomieszczenie, aż jego wzrok zatrzymał się na brunecie, siedzącym dwie ławki na lewo od niego. Nie zdążył go jeszcze poznać, ale domyślał się, że to ten niesławny Jack-O-Bonnie, który od września pojawił się w szkole maksymalnie trzy razy, a na Facebooka wrzucał jedynie zdjęcia swoich naprężonych muskuł po kilku godzinach spędzonych na siłce. Typ wliczający się w jedną ze stereotypowych grup dzielących ich klasę na kilka sektorów, wśród których ani Plush, ani Marionne się nie odnajdywali.

– Gratulacje, Plushtrap, jako jedyny w klasie zdobyłeś maksymalną ilość punktów! Brawo, brawo, mój drogi! – Profesor z entuzjazmem przywołał do siebie blondyna i wręczył mu jego sprawdzian.

Facet mógł sobie odpuścić tą emocjonalną paradę, bo po tym, jak blondyn wstał, odebrał swój test i wracał do ławki, usłyszał ciche: „Kujon!" i „Pupilek psorka, tylko czekać aż mu buty zacznie lizać!". Nie przejmował się, to tylko standardowe teksty padające z ust tipsiar i tępych mięśniaków, którzy w przeciwieństwie do niego nie wyciągnęli nawet na tą dwóję... ale miło też mu nie było.

Usiadł z powrotem na krześle i zerknął przelotnie na sprawdzian. Tyle dobrego, że Springi głowy mu nie będzie suszył jak wróci do domu.

– Serio kujon z ciebie – zaśmiał się Nightmarionne, który swoją pracę odebrał chwilę przed nim. – Ja mam trzy. Nie jest źle. – Wypiął dumnie pierś, najwyraźniej mocno zadowolony z wyniku.

– Bardzo zabaw… – Plush urwał w połowie zdania, bo od jego policzka odbiła się papierowa kulka. – Co do…? – Dotknął skóry w miejscu gdzie trafił pocisk.

Prędko obrócił głowę i rozejrzał się po klasie. Sporo osób się podśmiewało, ale tylko Jack zaszczycił go kpiącym spojrzeniem i aroganckim uśmieszkiem.

Skurwiel. Młodszy brat Springa już wyczuwał, że będzie miał z tym gościem problemy.

– Nie zwracaj uwagi, takiego dupka najlepiej jest po prostu zignorować – szepnął Marionne.

– Mam mu pozwolić się panoszyć? – Plush nie był przekonany co do takiej taktyki.

– Lepiej, żeby czasem rzucił zgniecioną kartką, niż wyjechał ci z gonga prosto w nos, bo po takim ciosie to ty byś już nie wstał. Uwierz, wiem co mówię.

###

Springtrap wyszedł pospiesznie z pokoju nauczycielskiego. W jednej ręce zwyczajowo trzymał kubek z kawą, w drugiej torbę z papierami i dziennik. Tuż obok niego, z podobnym - choć uboższym o naczynie wypełnione kofeiną - ekwipunkiem, szedł Puppet.

– Mówię ci, nie martw się Plushem, dzieciak pewnie się z kimś pogryzł i trochę zbyt emocjonalnie zareagował. – Wyższy mężczyzna starał się wyglądać na opanowanego. Miał nadzieję, że jego spokój udzieli się blondynowi.

– Gdyby chodziło o zwykłą kłótnię, to na pewno tak by tego przede mną nie ukrywał – westchnął fizyk. – Zresztą, nieważne. To nie twoje problemy, przepraszam za to wyżalanie się.

– No co ty, od tego tu jestem, Springi! Jak masz problem, to się żal, w towarzystwie raźniej sobie ze wszystkim radzić! – uśmiechnął się do niego szeroko.

– Może i racja… cóż, mimo wszystko, dzięki. – Nauczyciel nie odwzajemnił radosnego wyszczerzu, którym brunet wyraźnie chciał go zarazić. Zamiast tego poklepał go po ramieniu i skręcił w stronę najbliższych schodów. – Powodzenia z 3b. Mike mówił, że wczoraj wyrzucili mu kaktus przez okno, prosto na czyjeś auto.

– Taa… a dzisiaj pewnie zamiast kwiatka, to mnie przez nie wyrzucą. Do później. – Puppet pożegnał się i poszedł do swojej klasy.

Spring, niezmiernie uważając na gorącą kawę, wspiął się na wyższe piętro i głośniejszym chrząknięciem oznajmił klasie swoją obecność.

Wszyscy podnieśli się z ławek, podłogi czy parapetów i zebrali pod gabinetem. Blondyn, widząc w tłumie Bonnie'ego, odruchowo mocniej ścisnął w dłoni ucho niewinnego kubka, wciąż pamiętając jak marnie skończył poprzedni.

Otworzył drzwi i wpuścił uczniów do środka. Sam wszedł zaraz za nimi, od razu obwieszczając, że ma dla nich niespodziankę w formie niezapowiedzianej kartkówki.

Miał mieć z nimi dwie godziny, więc postanowił postraszyć dzieciarnię w ten sposób, żeby cały czas siedzieli cichutko i jak na szpilkach, nie mając pojęcia kiedy nastąpi ten sądny moment i nauczyciel zacznie podawać pytania.

– Kto odezwie się niepytany, ten zagwarantuje klasie kartkówkę z ostatnich trzech tematów, a sobie uwagę z zachowania – ostrzegł. Od rana niemiłosiernie bolała go głowa, nie miał siły na cosekundowe uciszanie rozgadanych gówniarzy.

O dziwo sposób podziałał, mógł spokojnie zacząć nowy temat, nikt nawet słówkiem nie pisnął, bo wszyscy zdawali sobie sprawę, że jak go wkurzą, to zada im takie pytania, że nawet największe asy dostaną banie.

– Na podstawie tej definicji wychodzi nam prosty wzór. – Wstał z fotela i podszedł do tablicy, na której napisał coś, co prawdopodobnie miało być jasne i oczywiste dla klasy, ale po ich minach bezbłędnie wysnuł wniosek, że widzą stonogę w tym gównie i za chuja pana bez instrukcji obsługi nie ogarną z której strony trzeba patrzeć, żeby z robala zrobiło się coś jadalnego. – No dobrze… zanim przejdziemy do zadań, może ktoś nam opisze poszczególne części wzoru? Tak dla przypomnienia, żeby wszystko dla wszystkich było jasne i żeby potem nikt mi nie napisał na sprawdzianie czegoś w stylu: „Nie umiem tego zrobić, liczby wzięte z kosmosu, nie lubię fizyki.". – Mówiąc to, spojrzał wymownie na jednego z uczniów, który nagle bardzo zainteresował się zawartością podręcznika i mimo, że fizyk nie wymienił jego nazwiska, klasa zdawała się rozumieć o kim mowa, bo u niektórych pojawiły się na ustach rozbawione uśmieszki. – Bonnie? Podejdź, mój drogi – przywołał do siebie chłopaka, na powrót zajmując miejsce przy biurku.

– Ja…? – Dzeiciak wyraźnie zbladł.

– A mamy w klasie jakiegoś innego Bonnie'ego? Bez gadania, chodź tutaj – powtórzył fizyk, z lekkim zniecierpliwieniem.

Uczeń przełknął ślinę i powoli podniósł się z krzesła. Cienko prządł z tego przedmiotu, jak znowu coś pomyli, to ten diabeł w ludzkiej skórze z pewnością nie zawaha się przed wstawieniem mu kolejnej pały. Niepewnym krokiem podszedł do tablicy i wziął do ręki kredę.

– Opisz mi proszę wszystkie elementy znajdujące się w tym wzorze – polecił Spring i przysunął się z fotelem bliżej biurka, nos chowając w jakichś papierach.

Nie było tak tragicznie, przynajmniej na początku, kiedy rozpisał tę część, którą wiedział. Potem już tylko stał i wpatrywał się tępo w tajemniczą pozostałość, której znaczeń za nic nie mógł sobie przypomnieć.

Zerknął kątem oka na nauczyciela. Facet zajął się papierkową robotą i ogólnie nie zwracał na niego uwagi. Gorzej, że podobnie było z Foxym. Chłopak szczerze liczył, że rudy jakoś go wspomoże, ale nie zapowiadało się na to, żeby w najbliższej przyszłości miał zamiar oderwać wzrok od okna. Musiał jakoś zwrócić jego uwagę.

Odchrząknął. Brak reakcji. Powtórzył to, tyle, że głośniej. Rudy na moment przeniósł na niego zmęczone spojrzenie, to na szczęście wystarczyło, żeby podchwycił błagający o pomoc wzrok Bonnie'ego, dyskretnie starającego się nie zwracać uwagi Springa, który i tak jakimś cudem olał głośne dźwięki jakimi przed chwilą uczeń był łaskaw uraczyć całą klasę.

Rudy prędko przekartkował podręcznik i już po chwili jakimiś nieokreślonymi gestami i bezgłośnym ruchem warg starał się przekazać mu odpowiedź.

Bonnie naprawdę mocno się starał, ale zwyczajnie nie był w stanie odczytać tajemniczych gestów, jakimi Foxy chciał mu pomóc.

Morze…? Fala? Nie, chyba pokazywał po prostu wodę. Czyli coś z wodą. Której… nie można dotykać? Nie, zaraz… nie można jej kopać! A może chodziło mu o prąd? Tak! Na pewno to pokazywał! Tylko jaki to miało związek z tym wzorem?

Nie mając lepszego pomysłu, napisał na górze tablicy „prąd wodny". To nic, że sam nie widział w tym sensu. Desperacja kazała mu czuć się dumnym, że w ogóle próbował cokolwiek stworzyć.

– Foxy ci podpowiadał i nawet mimo tego nie potrafiłeś poprawnie wykonać polecenia… – Spring westchnął cicho i pokręcił głową z wyraźną dezaprobatą. – Nie mam pojęcia czym w twoim świecie jest „prąd wodny", ale dobrze ci radzę, zanim następnym razem postanowisz podzielić się ze mną i resztą klasy swoją głupotą, wstrzymaj się i po prostu nie pisz nic. Lepiej byś wypadł w moich oczach dostając jedynkę za chwilową lukę w pamięci, niż za przejaw skrajnego idiotyzmu.

Chłopak już chciał zacząć protestować, ale nauczyciel uniósł dłoń, uciszając go tym gestem i odesłał z powrotem do ławki.

Bonnie wrócił na swoje miejsce naburmuszony i szturchnął łokciem rudzielca.

– Czego chcesz, nie moja wina, że nie ogarnąłeś – szepnął cicho Foxy, marszcząc brwi z niezadowoleniem. Starał się pomóc temu przygłupowi i jeszcze miał za to obrywać? Niedoczekanie!

– Jakbyś nie zaczął bawić się w nagły napad Parkinsona, to…!

– … To z pewnością i tak dostałbyś pałę – usłyszał zirytowany głos Springa, który wolnym krokiem zbliżał się do ich ławki. – Grabisz sobie dzisiaj, mój drogi. Jeżeli tak bardzo masz ochotę na rozmowy, to wiesz przecież, że na mnie zawsze możesz liczyć. – Fizyk uśmiechnął się jadowicie, stojąc ledwie krok od nich. – To jak? Uciszysz się i pozwolisz mi kontynuować lekcję, czy mam wszystkim zadać ten temat do domu, wraz z referatem na trzy strony, a ciebie wziąć sobie na prywatną pogadankę przy moim biurku?

Kilkanaście wściekłych spojrzeń momentalnie zwróciło się w kierunku biednego chłopaka.

– Nie, przepraszam. Już będę cicho – burknął pod nosem.

– Bardzo miło z twojej strony. – Blondyn nie ukrywał ironii w głosie. – No dobrze, kontynuujmy.

Reszta lekcji niemiłosiernie dłużyła się zarówno uczniom, jak i nauczycielowi. Wszyscy odetchnęli z ulgą gdy nareszcie rozbrzmiał dzwonek, ogłaszający długą przerwę. Zanim jednak ktokolwiek zdążył dopaść do drzwi i wybiec z rykiem wolności na korytarz, blondyn postanowił załamać klasę wieścią, że następną lekcję zaczną od odczytywania i oceniania zadań domowych.

###

– Kompletna porażka. – Bonnie z irytacją uderzył automat łokciem. Dopiero po tym geście maszyna zdecydowała się ustąpić i oddać mu resztę za kupione puszki z napojami.

Rzucił jedną z nich stojącemu obok Foxy'emu. Rudy był tak zaabsorbowany telefonem, że dopiero w ostatniej chwili zauważył lecący w jego stronę przedmiot, który na całe szczęście udało mu się złapać.

– Dzięki – mruknął rudzielec i wrócił do pisania. – Dobra, deklu, spadam. Mam swoje sprawy.

– Nie wyrażam zgody. – Bonnie upił łyka gazowanego napoju i posłał rudemu wredny uśmieszek.

– Bo…? – Foxy uniósł brwi, zdziwiony tym bezsensownym zakazem.

– Bo jesteś moim zapchlonym kundlem i jak mówię „waruj", to grzecznie siedzisz przy mojej nodze. Nawet jeżeli musisz przez to zrezygnować z upojnych dwudziestu minut na biurku swojej suni – stwierdził, jakby ten stan był na porządku dziennym. Cóż… ostatnio może i był. Ale nie aż do tego stopnia.

Rudzielec milczał dłuższą chwilę, na zmianę rozluźniając i zaciskając dłoń, ku rozpaczy trzymanej w niej, wciąż nieotwartej puszki. Nie był pewien, czy to kolejna próba wszczęcia bójki, których na chwilę obecną powinni unikać, czy może Bonnie mówił całkiem serio i naprawdę zaczynał traktować go jak swojego psa.

– Powtórz – warknął w końcu przez zaciśnięte zęby.

– Brzydko. – Szantażysta pokręcił głową z wyraźną dezaprobatą. – Powinieneś powiedzieć: „Proszę powtórzyć, mój Panie." – poprawił go.