- Czego się napijesz, moje dziecko? - spytał druid, niemal skacząc wokół niej.
- Ciepłego, koziego mleka, jeśli można - odrzekła nieśmiało.
- Oczywiście - rzucił wesoło i popędził po napój.
Gdy tylko Aisha nieco zagrzała się kozim mlekiem, druid zaczął bombardowac ją pytaniami.
- Jak mnie tu znalazłaś? Co z rodzicami? Czy coś się stało? Co u was słychać? Jak stado?
Pozostali nie mieli pojęcia, o co chodziło staruszkowi ze stadem, ale uznali że się przesłyszeli albo że Panoramix może się przejęzyczył.
Pytania nieco zbiły dziewczynę z tropu, ale po chwili uśmiechnęła się i zaczęła mówić.
- Wiedziałam, w którym rejonie Galii znajduje się wioska, potem pytałam każdego o drogę. Zauważyłam, że wszyscy nazywali ją "osadą szaleńców" - rzuciła pytający wzrok do wszystkich ale oni tylko wzruszali ramionami udając, że nie mają pojęcia, o co może chodzić - Szłam tym tropem i mi się udało.
Upiła łyk mleka i zapatrzyla się w ogień. Asterix zauważył jedna rzecz, gdy objęła smuklymi palcami metalowy kubek: jej paznokcie były ostro zakończone, niemal jak pazury. Nie wyglądało to źle, tylko... dziwnie, zresztą jak cała ta zagadkowa postać.
Aisha chwilę milczała i gdy już druid miał się odezwać, powiedziała ciężko:
- Rodzice nie żyją.
Panoramiksowi lekko opadły ramiona.
- Co? Jak... jak to?
Podniosła głowę; w jej oczach nie było łez.
- Zginęli w walce. I właśnie to się stało.
Zapadła cisza a w powietrzu czuć było nieznośne napięcie.
- Tak bardzo... mi przykro - szepnął druid, kładąc dłoń na jej ramieniu.
- W porządku. To było trzy lata temu. Już ich opłakałam. Teraz jestem dumna, że jestem ich córką. Dokonali niezwykle bohaterskiego czynu i oddali życie za pozostałych. I za mnie.
- Więc... co się stało?
Westchnęła.
- Zaatakowali nas Barbossa ze wschodu - rzuciła krótko.
Nikt prócz druida nie miał pojęcia, o czym dziewczyna mówi.
- Ależ... Barbossa są znacznie słabsi od was...
- Tak, ale było ich zdecydowanie za dużo.
- I co się stało?
- Przypuścili atak znienacka, było ich jakoś 4 razy więcej od nas. Wygraliśmy, ale ponieślismy ogromne straty.
Panoramix opuścił głowę i jedną ręką zaczął masować sobie skroń.
- Elena... Taka słodka i niewinna...
- Mama była niesamowita w walce - przerwała mu ostro i wyprostowała się dumnie. - Ja również brałam udział w bitwie. Broniłam najmłodszych. Gdyby nie ona, nie dałabym sobie rady. Nie dość, że walczyła w pierwszym rzędzie, to jeszcze miała chwilę by pomóc mi w obronie dzieciaków...
Głos nieco jej się załamał.
- Ja... Nie byłam tak dobra...
- Już dobrze, kochanie - uspokoił ją druid. - Jesteś jeszcze taka młodziutka, nikt nie miał prawa tyle od Ciebie wymagać.
Wzięła się w garść i uśmiechnęła z wdzięcznością.
- W każdym razie... potem... ech, sprawy nieco się pokomplikowały i... I nie mam gdzie się podziać... Dlatego szukałam Ciebie, wuju - spojrzała na niego z nadzieją. - Jesteś moją jedyną rodziną.
- Drogie dziecko, zostań tutaj. Nic Ci tu nie grozi, jest miejsca dużo, z radością przyjmę Cię pod swój dach!
- Dziękuję - widocznie jej ulżyło. Wzięła jednak głęboki wdech i przemknęła wzrokiem po pozostałych gościach, którzy do tej pory że szczękami na podłodze przysłuchiwali się przedziwnej rozmowie.
- Ale jest jedna rzecz - dodała w końcu, przenosząc znów wzrok na druida - wszyscy w wiosce powinni wiedzieć, kim jestem.
- Na pewno tego chcesz? - spytał ostrożnie jej wujek.
- Tak - odrzekła pewnie. - Nie chcę ukrywać swojego pochodzenia, nie mam zamiaru unikać różnych sytuacji ani nie chcę, żeby dochodziło do dziwacznych zdarzeń. I żeby w koncu uznali mnie za jakąś wiedźmę czy demona...
Panoramix skinął głową. Mężczyźni po drugiej stronie stołu zesztywnieli, usłyszawszy o wiedźmach i demonach nieco się wystraszyli.
- Cóż - zaczął druid, gładząc siwą brodę - Co starsi mieszkańcy wioski mogą pamietac twoją matkę, która także nie lubiła się ukrywać, więc myślę, że przyjmą Ciebie ze spokojem. Jednak ci młodsi - tu kiwnął na kolegów- mogą mieć z tym mały problem.
- Wiem - westchnęła - Ale bardzo mi na tym zależy.
- Rozumiem.
- Moment, momencik - wtrącił się wreszcie Asparanoix - o co tu chodzi, dowiemy się wreszcie? Ta cała tajemniczość zaczyna mieszać mi w głowie.
Pozostali przytaknęli. Nawet Obelix otrząsnął się chwilowo z zauroczenia, jakie wywarła na nim dziewczyna (jak zawsze zresztą) i przysłuchiwał się z ciekawością i pewną dozą strachu.
- Hmm... - odchrząknęła Aisha. Nie przyznałaby się do tego nigdy, ale potajemnie uwielbiała opowiadać o swoim pochodzeniu i wywierać tym na innych mocne wrażenie.
- Więc... Nie jestem do końca człowiekiem... - rzuciła niepewne spojrzenie na Panoramiksa. Odetchnęła nieco i kontynuowała: - Mówią na nas różnie: Wilcy, Wilcze Dzieci, Wilkorzy czy nawet... dzikusy...
- Ale dlaczego? - Asterix pochylił się nieco do przodu. Dziewczyna niezwykle go intrygowała.
- Bo my... bo ja... mam pewnego rodzaju... zdolności. Jestem ze stworzeń zmiennokształtnych, czyli potrafiących się przeobrażac wedle własnej woli. Tylko my mamy jedną możliwość przemiany...
Mieszkańcy wioski słuchali w skupieniu. Asparanoix był bliski wybuchnięcia śmiechem, gdyż uznał, że robią sobie z nich żarty.
- Czyli... W co się potrafisz zamieniać? - spytał Obelix.
- W człowieka - zachichotała cicho i dodała widząc ich nieco rozczarowane miny - Bo my uznajemy, że nasza naturą jest życie w wilczej skórze.
- Potrafisz zamieniać się w wilka? - spytał spięty do granic Asterix.
- Po krótce tak. Właściwie jesteśmy jakieś dwa razy więksi od normalnych wilków, jakie z pewnością znacie. No i różnimy się małymi detalami. Do tego zajmujemy się magią. Nic wielkiego - W tym momencie końce palców jej prawej dłoni rozbłysnęły nieziemskim ale i delikatnym, błękitnym światłem. Takie samo światło objęło znikąd metalowy kubek z kozim mlekiem, który nagle uniósł się na wysokość ich oczu. - Głównie jest to magia na pokaz, uwielbiamy jej piękno, blask, zwłaszcza gdy towarzyszy naszej muzyce, która także kochamy.
Kubek leciutko i bezdźwięcznie opadł na stół. Oczy Galów mało nie wypadły z orbit, byli w głębokim szoku.
- Więc jesteś... czymś w rodzaju maga? - zaczął nieśmiało Asterix. Chciał wspomnieć o wiedźmie ale szybko się powstrzymał.
- Nie do końca- obdarzyła go uśmiechem - na tego typu istoty mówią często 'stworzenia magiczne'. Czyli mające coś wspólnego z magią, ale nie będące magami. Nie to jest naszym żywiołem. Jesteśmy jak wy, ludzie, tylko z małymi różnicami.
- Małymi?! - krzyknął roztrzęsiony wódz - nikt nie podniósłby tego cholernego kubka w ten sposób choćby miał się zes...
- Dobra, dobra - przerwał mu w porę Panoramix. - Nie macie się czego bać. Wilkorzy znani są ze swej łagodnej i spokojnej natury oraz zamiłowania do piękna.
- Tak, oczywiście, nie zabijamy ludzi ani nie walczymy z nimi. W końcu nic o nas nie wiecie, dlatego, że tak jak inne magiczne stworzenia unikamy spotkania z wami. Wolimy żyć w lasach, jak wilki. Uważamy, że to jest nasza prawdziwa postać, tworzymy stada, zwane u was czasami watahami, mamy hierarchię, choć żywimy się tak jak wy. Tym, co daje nam las.
Asterix przetarł dłonią oczy i powiedzial:
- Dobrze. Przyjmijmy, że tak jest i że to normalna sprawa. Druid wspomniał coś o twoim stadzie, a ty mówiłaś że nie masz dokąd iść. Co się więc stało?
- Właśnie - dorzucił Panoramix, odwracając się do dziewczyny. - Dlaczego odeszłaś?
Na chwilę ukryła twarz w dłoniach.
- Mój ojciec był przywódcą stada. Miał swoich przeciwników, nie podobało im się, że jego żona i córka mają domieszkę krwi ludzkiej. Babcia Ignes - skinęła głowa w stronę druida - wyszła za mąż za wilkora. Dziedziczenie wilczych genów jest niezwykle silne i mając jednego ludzkiego rodzica, potomstwo i tak posiada pełną moc. Ale nie wszystkich to przekonuje. Niektórzy sądzą, że jestem mieszańcem i jestem słabsza od nich. W każdym razie ojciec mój był najsilniejszy że wszystkich i z łatwością zdobył swoją pozycję. Po jego śmierci władze objęli jego przeciwnicy. Chytrzy, cwani i kompletnie nieznający się na rządzeniu. Elenox, teraźniejszy wódz stada, to totalny kretyn i bałwan, osiłek z połową mózgu. Wywalczył sobie urząd wykorzystując fakt, że po wojnie z Barbossa wszyscy byli osłabieni. Zażyczył sobie jeszcze jednego.
Wzdrygnęła się z obrzydzeniem.
- Zechciał mnie na swoją żonę. Mimo, że wcześniej nazywał mnie kundlem - mieszańcem. Nie wiem, dlaczego mnie wybrał, ale kategorycznie odmówiłam. W związku z tym wygnał mnie ze stada. Zanim odeszłam, najlepsza przyjaciółka mojej mamy powiedziała mi o tobie, wujku. Żebym miała dokąd się udać.
Panoramix pogladzil dziewczynę po białych włosach.
- Dobrze zrobiłaś. U mnie zawsze znajdziesz dom.
- Więc trzeba Cię przedstawić reszcie - zaczął ochoczo Asterix. - Gdy usłyszą Twoją historię, na pewno przyjmą cię ciepło.
- Tak, tak - pokiwal radośnie głowa Obelix - a na twoje przywitanie zorganizujemy wspaniałą ucztę z mnóstwem pieczonych dzików!
- No nie wiem - sapnął Asparanoix, ciężko wstając. - To znaczy, oczywiście, że Cię przyjmiemy - zreflektował się natychmiast - Ale może być z niektórymi ludźmi problem. To barany, wierzące w przesądy i gusła, ale postaramy się przemówić im do rozumu. Pójdę pomówić z Dobrominą. Bo jak myślę, mogę już powiedzieć o tobie swojej żonie, Tak?
Gdy Aisha kiwnela głowa, on ukłonił się i wyszedł zamyślony, wpuszczając do ciepłej izby chłód deszczowego dnia.
