Tak bardzo się zmienił.
Minęło kilka godzin, a Kurt wciąż nie mógł oderwać wzroku od Blaine'a. Przez cały ten czas nic nie mówił. Był pewien, że jego głos tym razem by go nie zawiódł, ale wolał udawać, tylko po to, żeby nieprzerwanie słuchać aksamitnego głosu swojego przyjaciela i móc bezkarnie się mu przyglądać. Blaine w tym czasie opowiadał mu o swoich nowych przyjaciołach, studiach, widząc jak bardzo Kurtowi to pomaga. Kurt bowiem chwytał się wszystkiego, cokolwiek, żeby nie myśleć o tym, gdzie i dlaczego się znajdował.
Blaine niesamowicie się zmienił. Nie chodziło tylko o to, że zmężniał, dojrzał dużo bardziej niż Kurt mógłby przypuszczać. Kurt zauważył też kilka zmarszczek i mimowolnie zastanowił się, jakie zmartwienia się do nich przyczyniły. Cicha część niego, którą póki co wolał ignorować, żałowała, że nie mógł być wtedy przy nim. Sentymentalizm musiał zostawić jednak na później.
Kurt nie był pewien, co czuł patrząc na Blaine'a, podobnie jak nie był pewien, co Blaine czuje patrząc na niego. Widział swoje odbicie w jego oczach, widok ten musiał być łamiący serce nawet dla obcej osoby, podziwiał więc Blaine'a, że zachowywał się jak gdyby nigdy nic. Jakby siedzieli w jakiejś przytulnej kawiarni wspominając dawne czasy, jakby szpital był tylko koszmarem w głowie Kurta. Nie chciał naciskać na coś, o czym jak wiedział, Kurt nie ma ochoty mówić. Gdyby jednak znał wszystkie szczegóły sprawy, z pewnością nie ignorowałby tematu.
Blaine wyjaśnił Kurtowi, jakich obrażeń doznał, choć wcześniej zrobił już to za niego lekarz. Jednakże czym innym było to usłyszeć z ust przyjaciela, a czym innym z ust obcej osoby, słuchał więc w milczeniu. Miał złamane kilka żeber, rękę i kilka drobniejszych uszkodzeń, jednakże nie doskwierały mu one tak bardzo. Blaine optymistycznie przewidywał, że niedługo go stąd wypuszczą, a złamania szybko się zaleczą, co wywołało lekki uśmiech na twarzy Kurta.
Tak minął im cały poranek. Blaine opowiadał właśnie coś o rodzinie swojego brata, kiedy Kurt w końcu zdecydował się odezwać.
- Gdybym nie miał… wypadku, chciałbyś się kiedykolwiek spotkać? – przerwał mu.
Jego głos był mocno zachrypnięty i prawdopodobnie kompletnie niepodobny do tego, który Blaine zapamiętał. Kurt zobaczył w jego oczach coś, co bał się definiować, więc spuścił głowę.
- Myślałem, że nie chcesz mnie widzieć – usłyszał.
Głos Blaine'a nie wyrażał żadnych uczuć. Był dokładnym odzwierciedleniem tego, co działo się we wnętrzu Kurta.
- Blaine, mały dramat z przed paru lat nie stanowi ani przeszkody, ani wymówki jeżeli naprawdę chcesz kogoś zobaczyć.
- Kurt…
Mimo odrobiny żalu zakradającego się powoli do jego serca, Kurt zdołał zapanować nad głosem.
- W takim razie, zostawmy ten temat.
- Ale…
Kurt zacisnął oczy.
- Powiedziałem „Zostawmy ten temat".
Nagle drzwi się otworzyły i zajrzała Rachel.
- Blaine, mogę cię prosić na chwilę?
Blaine posłał Kurtowi przepraszające spojrzenie i wyszedł na moment. Kiedy Kurt zaczął się zastanawiać czy w ogóle wróci, drzwi znów się otworzyły. Blaine był nieco skrępowany i… Nie, tego wyrazu twarzy Kurt nie znał.
- Kurt, chciałbym cię komuś przedstawić.
Mała dziewczynka wyszła nieśmiało zza jego pleców.
- To… moja córka, Claire.
Nic. Zero reakcji.
Niemożliwe.
Krew gwałtownie uderzyła mu do głowy.
Córka.
Bam, bam. Serce przyspieszyło.
Blaine ma dziecko.
Zrobiło mu się niedobrze.
Blaine ma rodzinę.
Claire mogła mieć nie więcej niż trzy lata. Miała czarne, kręcone sięgające jej do połowy pleców włosy i ogromne niebieskie oczy. Gdyby nie one, równie dobrze mogłaby być kopią swojego ojca. I była równie piękna.
Ojca.
Kurt spojrzał na Blaine'a ze zdezorientowaniem. Mogli nie widzieć się przez cały ten czas, ale należały mu się jakieś wyjaśnienia. Blaine chyba zrozumiał, bo nachylił się do dziewczynki i powiedział cicho:
- Skarbie, mogłabyś pójść do Rachel na pięć minut? To ta urocza pani, z którą rysowałaś dzisiaj cały poranek.
Dziewczynka pokiwała głową, wzięła twarz Blaine'a w swoje drobne rączki i pocałowała go w policzek z głośnym cmokiem. Roześmiał się cicho i odprowadził ją wzrokiem, kiedy wdzięcznie wybiegła z sali.
- Przepraszam, nie miałem jej z kim zostawić – powiedział ze skrępowaniem, kiedy zostali sami. – Wszystko wyskoczyło tak nagle…
Kurt nie powiedział ani słowa. Był zbyt zszokowany, żeby cokolwiek powiedzieć.
- Masz… córkę? – wydusił w końcu. – Kiedy… Jak…
Blaine się zmieszał.
- Przepraszam, nie powinienem tak po prostu…
Kurt postanowił nie dać Blaine'owi poznać, co naprawdę dzieje się w jego wnętrzu i uśmiechnął się lekko. Kłamstwo było częścią jego zawodu.
- Nie przepraszaj, nie masz za co… Po prostu. Ciężko mi w to uwierzyć. Kiedy ostatnio raz się widzieliśmy, nie umiałeś nawet gotować… A teraz masz córkę.
- Powiedzmy, że jest jedyną rzeczą, która wyszła mi w życiu – Blaine przygryzł wargę. – Reszta to same błędy i spieprzone życia.
Przy ostatnim zdaniu posłał Kurtowi dziwne spojrzenie. Ten postanowił udawać, że nie zrozumiał aluzji.
- Przerwij mi, jeśli będę zbyt bezczelny, ale… Jak…
Blaine zapatrzył się w dal.
- W największym skrócie? Impreza. Byłem pijany. Najwyraźniej zbyt pijany, żeby pamiętać, że jestem gejem. I ktoś na tym ucierpiał.
- Zawsze miałeś biseksualne skłonności po pijaku – zauważył Kurt nie szczędząc ironii. Blaine to zignorował.
- Do tej pory nie wiem jak mnie odnalazła… W każdym razie, nawet nie pomyślałem, żeby jej nie uwierzyć. Powiedziała, że chce oddać to dziecko, co zaakceptowałem. Nie wyobrażałem sobie ani życia z tą obcą mi dziewczyną, ani wychowywania dziecka. Studia, praca, miałem zbyt wiele problemów na głowie… Tak mi się przynajmniej wydawało, aż do dnia porodu. Kate nie chciała, żebym był przy niej, więc czekałem na zewnątrz, tylko po to, żeby upewnić się czy wszystko dobrze się skończyło. Nie miałem zamiaru w ogóle oglądać tego dziecka. Nie czułem takiej potrzeby. Ale… Wtedy z sali wyszła pielęgniarka. Zapytała czy jestem ojcem. Chciałem powiedzieć „Nie" i odejść jak najdalej, ale… nie mogłem. Poszedłem za nią. I wtedy ją zobaczyłem. Najpiękniejszą istotę na tej ziemi. Przekrzywiła swoją malutką główkę i spojrzała na mnie tak, że… Och, ja wiem, że to nie mogła być prawda, to były tylko moje urojenia, ale zobaczyłem w nich tyle… Zaufania. Jakby wiedziała, że zrobię wszystko, żeby ją chronić. Przestraszyło mnie to na początku. Tchórz Anderson znów miał zamiar uciec. Ale wtedy dali mi ją na ręce i… chciałem, żeby została tam już na wieki.
Kurt patrzył na niego z rozszerzonymi oczami. Nigdy nie widział Blaine opowiadającego o kimś w taki sposób i nie do końca był pewien czy mu się to podobało.
- Czy ona wie, że ty…
Blaine pokiwał głową.
- Jest za mała, żeby w pełni to zrozumieć, ale… Staram się jej to delikatnie przekazać odkąd zaczęła mówić. Żeby dorastała z tą wiedzą.
- Rozumiem… Cóż. Jest śliczna – powiedział Kurt. – Będzie łamać serca, jak jej tatuś.
Blaine chyba nie dopatrzył się ukrytego znaczenia w tym zdaniu, bo roześmiał się tylko.
- Nawet mi o tym nie mów! Kiedy pani w przedszkolu powiedziała mi, że Claire zaczęła przyjaźnić się z niejakim Markiem, mało nie dostałem zawału. Pierwszą myślą było „Znaleźć i zniszczyć."
- Kto by pomyślał, że będziesz nadopiekuńczym tatą – Kurt uśmiechnął się lekko. „Czy… tatą w ogóle", dodał w myślach.
- Tak, kto by pomyślał…
Blaine zmarszczył brwi i przyjrzał mu się uważnie.
- Wybacz… Plotę tak bez sensu, to musi być dla ciebie szok, że ja…
- Nie, w porządku – Kurt skłamał gładko. – Trochę zajmie mi przetworzenie tych wszystkich informacji, ale… Tak, jest w porządku.
Zapadła niezręczna cisza. Kurt wykorzystał to, żeby zebrać w sobie odwagę na zadanie pytania, które chodziło mu po głowie kiedy tylko zobaczył Blaine'a.
- Twój chłopak nie ma nic przeciwko temu, że tu jesteś?
- Mój chłopak? – powtórzył tępo.
- Wiesz. Szczęściarz, z którym wychowujesz tego małego aniołka.
Blaine spojrzał na niego ciężko.
- Myślisz, że wychowując dziecko mam czas na życie miłosne? Studia, praca, Claire… Sam nie wiem jak to robię. W każdym razie, z chodzeniem na randki pożegnałem się po kilku nieprzespanych z rzędu nocach, kiedy kursowałem między łóżeczkiem a przewijakiem.
Kurt był pod wrażeniem.
- Wciąż studiujesz?
- Tak, prawo. Wiesz, bez studiów nie dostanę awansu, bez awansu nie utrzymam dziecka i… tak to się toczy.
Kurtowi nie podobał się kierunek, jaki przybrała ta rozmowa, w każdej chwili bowiem Blaine mógł zapytać, czym on się zajmuje. Ale nie miał wyjścia, musiał brnąć dalej.
- To… gdzie pracujesz?
- W niewielkiej firmie. Ojciec załatwił mi tę pracę, wiesz, zazwyczaj nie biorą ludzi bez studiów… Naprawdę chciałem być niezależny, ale kiedy pojawiła się Claire, nie miałem wyboru, musiałem podeptać dumę. – Uśmiechnął się lekko. - Ale skoro już mówimy o pracy, spodziewałem się pana zobaczyć na którymś z broadwayowskich plakatów, panie Hummel.
Serce Kurta gwałtownie przyspieszyło. Był wdzięczny losowi, że lekarze odpięli go od większości kabelków i nie monitorowali już pracy jego serca, bo byłby w co najmniej niezręcznej sytuacji.
- Czy tego samego nie można powiedzieć o panu, panie Anderson? – wybrnął. Westchnął z ulgą, kiedy Blaine się roześmiał.
- To nigdy nie było moim marzeniem. Wciąż jednak śpiewam w wolnych-niewolnych chwilach. Choć trochę mi wstyd, bo moja córka zaczyna być w tym lepsza ode mnie. Chyba powinienem zapisać ją w przyszłości na lekcje śpiewu.
Kurt uśmiechnął się do siebie mimowolnie, zauważając, że każda wypowiedź Blaine prędzej czy później kończy się na Claire.
- Uważaj, bo Rachel zechce wziąć ją pod swoje skrzydła. A mogę nie wierzyć w Boga, ale kiedy patrzę na nią, poważnie rozważam istnienie szatana.
Blaine parsknął śmiechem i posłał mu swój ciepły uśmiech, który przypomniał Kurtowi szkolne czasy.
- Nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłem.

***
Po tygodniu Kurt w końcu wyszedł ze szpitala. Blaine obiecał, że zadzwoni i umówią się na spotkanie, ale Kurt szczerze w to wątpił.
Nie mylił się.
Minęły kolejne dwa tygodnie, a Blaine wciąż nie dawał znaku życia. Kurt był zły na siebie, że robił sobie nadzieję. Tak bardzo przypominało to historię sprzed kilku lat. Widać życie niczego go nie nauczyło.
Dodatkowo zaczęły mu się kończyć pieniądze. W obecnym stanie nie mógł przyjmować klientów, a ostatniego miał już dość dawno temu. Na jego szczęście, Rachel była dość domyślną osobą, przychodziła więc codziennie z zakupami i gotowali razem obiad. Wychodziła dopiero późnym wieczorem, kiedy kończyły im się tematy do rozmów, a w telewizji nie było nic dobrego. Tak mijał czas.
Pewnego dnia Rachel wyszła nieco wcześniej niż zwykle zostawiając Kurta samemu sobie, co jak sam wiedział, nie mogło skończyć się dobrze. Ale w gruncie rzeczy był wdzięczny losowi, była to bowiem okazja, żeby nieco wyrwać się z domu.

***
Bar był zatłoczony. Nieco zbyt zatłoczony jak na gust Kurta. Ale tego wieczoru nie wybrzydzał, potrzebował miejsca, żeby zapomnieć o wszystkich problemach.
Zamówił swojego ulubionego drinka i usiadł przy barze. Ze swojego miejsca od razu wypatrzył kilka prostytutek, nieco lepszych i nieco gorszych. Już po paru miesiącach pracy, były dla Kurta równie łatwe do przeoczenia jak neonowe znaki.
Jakiś mężczyzna podszedł do Kurta oferując drinka, ale ten delikatnie dał do zrozumienia, że nie jest zainteresowany. Nagle za jego plecami zrobiło się małe zamieszenie. Ktoś wyszedł na scenę.
Kurt oparł się wygodniej o krzesło i zmrużył oczy. No proszę.
Noah Puckerman we własnej osobie.
Gitara, ciemne ubranie i koci uśmiech. Jak za dawnych czasów. Miał na sobie obcisłe spodnie z luźno opadającą na nie koszulą, która odsłaniała nieco (Jak Kurt szybko zauważył) bardzo umięśnioną pierś chłopaka.
„Chłopaka."
Kurt parsknął śmiechem.
Noah Puckerman zdecydowanie nie był już chłopcem. Nie poznałby go, gdyby nie gitara i irokez, sentymentalnie przypominające o czasach liceum.
Rozmyślania Kurta przerwała radosna, mocna muzyka. Puck podszedł do mikrofonu.

If you're havin' trouble with your high school head
He's givin' you the blues
You wanna graduate but not in 'is bed
Here's what you gotta do
Pick up the phone
I'm always home
Call me any time
Just ring
36 24 36 hey
I lead a life of crime

Goście przyłączyli się do niego w refrenie. Kurt uśmiechnął się pod nosem.

Dirty Deeds Done Dirt Cheap
Dirty Deeds and they're Done Dirt Cheap

You got problems in your life of love
You got a broken heart
(She's) He's double dealin' with your best friend
That's when the teardrops start - fella
Pick up the phone
I'm here alone
Or make a social call
Come right in
Forget about him
We'll have ourselves a ball

Dirty Deeds Done Dirt Cheap
Dirty Deeds and they're Done Dirt Cheap

Concrete shoes, cyanide, TNT
Done Dirt Cheap
Neckties, contracts, high voltage
Done Dirt Cheap

Kiedy Puck zszedł ze sceny, Kurt uśmiechnął się do siebie i ruszył w jego stronę.
- Nieźle się trzymasz, Puckerman.
Puck obrócił się w jego stronę. Przez chwilę był nieco zdziwiony, ale na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Chciałbym powiedzieć to samo, Hummel. Tylko nie mów, że chcesz się bić o solo.
Parsknął śmiechem.
- Powiedzmy, że nie mam na to czasu.
- Więc czekasz na klienta?
Kurt wytrzeszczył oczy.
- Skąd…
Tym razem to Noah się roześmiał.
- Po paru latach pracy tutaj, też byś wiedział.
- Gdyby faktycznie tak było, to wiedziałbyś też, że z tym – Kurt wskazał głową na swój gips. – Mogę najwyżej zrobić komuś loda w toalecie.
Puck uniósł brwi i pokręcił głową niemal z uznaniem.
- No proszę, Hummel. Kto by pomyślał. Myślałem, że do tej pory będziesz moim pracodawcą, jak się odgrażałeś.
- Nie zawsze wszystko wychodzi nam tak jak chcemy – Kurt wskazał ruchem głowy na scenę. – Nie zrozum mnie źle, ale i tak nie sądziłem, że zajdziesz tak daleko. Nowy Jork, no proszę.
- Wciąż nie jest to szczyt moich marzeń. Ale lubię to, co robię. Możesz powiedzieć to samo o sobie?
Kurt uśmiechnął się krzywo.
- Touché.
Puck spakował swoje rzeczy i wskazał w stronę drzwi.
- Mimo wszystko, nie przepadam za tym miejscem. Idziesz ze mną?
- Miałem nadzieję, że zapytasz.

***
- Ciężka sprawa, stary.
Znajdowali się w mieszkaniu Kurta. Kurt opierał się o wschodnią ścianę w dużym pokoju, podczas gdy Noah zajmował zachodnią, tak, że siedzieli po przeciwnych końcach pomieszczenia. Choć biorąc pod uwagę ilość alkoholu, którą wypili, mowa była bardziej o leżeniu.
- Wiesz, ostatnia rzecz, której się spodziewasz po swoim byłym chłopaku, który jest gejem, jest to, że przyjdzie cię odwiedzić z pieprzonym dzieckiem… - kontynuował Kurt. – Miałem prawo być co najmniej lekko zszokowany.
Puck przytknął butelkę do ust.
- Prędzej po geju niż hetero. Tak tylko mówię… - mruknął. Kiedy zobaczył, że butelka jest pusta, co zajęło mu dość sporo czasu, wskazał ruchem głowy na alkohol, który stał koło nogi Kurta.
- Puckerman, nie pij więcej – Kurt wywrócił oczami, ale poturlał butelkę w jego stronę. – To znaczy… Nie wiem, nie sądzę, żebym wciąż czuł coś do Blaine'a. To niemożliwe, prawda? Po tylu latach…
Puck podjął wysiłek i skupił na nim wzrok, jednak odezwać udało mu się dopiero po chwili.
- Hummel, przyznaj po prostu, że mu zazdrościsz.
- Zazdroszczę czego?
- Tego, że nie spieprzył sobie życia tak jak ty. Albo inaczej. Jesteś zły, że nie pomógł ci naprawić swojego. Winisz go za to, gdzie się znalazłeś.
Kurt posłał mu kpiące spojrzenie.
- Kiedy zdążyłeś zdobyć stopień z psychologii, Puckerman?
- Och, wiesz, szkoła, do której chodziłem rozdawała dyplomy na prawo i lewo. Nazywała się życie.
Kurt westchnął.
- Ja po prostu chcę…
-…go wydymać.
- To też – przyznał Kurt. Puck parsknął śmiechem. – No co? Dziwisz mi się? Po długim czasie leżenia w łóżku, byłem seksualnie sfrustrowany patrząc nawet na pielęgniarki, a nie kręcą mnie kobiety… I oczywiście Blaine nie mógł przyjść ubrany w worek na śmieci, tylko w obcisłe spodnie i jeszcze bardziej obcisłą koszulę, jakby robił to specjalnie. Ciężko mi patrzeć na niego bez chęci zerwania z niego tych cholernych ubrań paznokciami.
- To jaki miałeś problem? Nawet gdyby nie chciał tego samego, z doświadczenia wiem, że zaraz po tym jak rozsunąłbyś jego rozporek, przestałby mieć obiekcje.
Kurt uniósł brwi słysząc wyraz „Obiekcja", ale był to jedyny komentarz z jego strony.
- Z doświadczenia? Często geje rozpinają ci rozporek?
- Przeginasz, Hummel, nie jesteśmy nawet przyjaciółmi.
- Wiesz, jeśli chcesz, to dużo nie biorę.
Puck spojrzał na niego ciężko po czym parsknął śmiechem.
- Mój chłopak – chciał poklepać go po plecach, ale w ostatnim momencie przypomniał sobie, że Kurt siedzi po przeciwnej stronie pokoju i zrezygnował. Podłoga była zbyt wygodna.
- On nie ma pojęcia o tym, czym się zajmujesz, prawda? – zapytał po chwili.
Kurt pokręcił głową.
- Jak to sobie wyobrażasz? Gdybym wyskoczył z „Cześć, Blaine, zgadnij, zostałem kurwą!", mógłby być nieco zdziwiony.
- Przestań nazywać się kurwą i posłuchaj mnie przez chwilę. Prędzej czy później, Blaine się dowie. A czy chcesz to przyznać czy nie, księżniczko, wciąż ci na nim zależy.
- Wiem o tym. Ale to tylko wszystko utrudnia. I… Czy ty właśnie nazwałeś mnie księżniczką?
- Pewnie nie ja pierwszy i nie ostatni – Puck wyszczerzył zęby. Kurt miał ochotę czymś w niego rzucić, ale nie miał siły.
- Idiota – mruknął tylko pod nosem.
- Idiota czy nie, chyba powinienem się zbierać – zerknął na nadgarstek marszcząc brwi. – No tak, przecież nawet nie mam zegarka…
Kurt zebrał się z podłogi i zamówił mu taksówkę. Kiedy przyjechała, pomógł mu wstać z podłogi i pocałował go w policzek na pożegnanie.
- Dobrze było cię widzieć, Noah.
Miał już zamykać drzwi, ale Puck obrócił się w jego stronę.
- Nie oceniaj Blaine'a zbyt ostro, stary. Z doświadczenia wiem, że niewielu chłopaków zrobiło by to samo, co on na jego miejscu.
Kurt uśmiechnął się lekko.
- Doświadczony z ciebie facet, Puckerman.