- Wyjeżdżam na tydzień do Europy.
Kurt trawił przez chwilę tę informację. Rachel uśmiechała się wyraźnie podekscytowana. Widocznie było to coś ważnego. Nie mógł jednak powstrzymać kąśliwej uwagi.
- Jake potrzebuje cię do wycierania mu nosa w samolocie?
Jake był pracodawcą Rachel, którego Kurt szczerze nienawidził. Wprawdzie miał okazję spotkać go tylko raz, ale wystarczyło to, żeby utwierdzić go w przekonaniu, że jest największym idiotą jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi. Nie podobał mu się jego sposób bycia, nie podobało mu się jego wysokie mniemanie o sobie, a już zdecydowanie nie podobał mu się sposób, w jaki traktował Rachel. Nigdy nie uwierzyłby, że ktoś zrobi z niej zwykłe popychadło, nie z Rachel Berry. Widać nie tylko Kurt zostawił wszystkie marzenia daleko za sobą.
Rachel natychmiast przestała się uśmiechać.
- Nie mów tak. To duża szansa.
„Szansa na co?" miał ochotę zapytać, ale nie miał serca bardziej podcinać jej skrzydeł. Zamiast tego powiedział:
- Może masz rację, przepraszam.
Rachel westchnęła.
- Wiem, co myślisz. Ale skoro nie wyszło mi bycie gwiazdą... Może spróbuję być dobra w tym, czym zajmuję się teraz. Chociaż tyle.
- Rachel, przecież jeszcze nie jest za późno – Kurt chwycił ją za rękę. - Wciąż możesz być gwiazdą, przecież wiesz.
- Dla ciebie też nie jest za późno – Rachel uśmiechnęła się lekko.
Zapadła cisza.
- Wciąż żadnych wieści od Blaine'a? - zapytała po chwili nieśmiało.
Kurt poczuł jak drętwieje mu całe ciało, co zatuszował gładko wzruszeniem ramion.
- Dał mi do zrozumienia, że nie ma wiele czasu - powiedział tylko. - Ma ważniejsze sprawy na głowie.
Rachel spuściła wzrok. Bała się mu spojrzeć w oczy.
- Jesteś zraniony - odezwała się po chwili. - Sam nic już do niego nie czujesz, ale w głębi ducha, chciałbyś, żeby za tobą tęsknił, żeby mu zależało. Żebyś wciąż był najważniejszy, jedyny. Jako najbardziej egocentryczna osoba na ziemi, wiem co czujesz.
Kurt zachowywał się jakby tego nie usłyszał.
- Dużo o ciebie pytała - Rachel uniosła głowę. - Claire. Była ciekawa, kim jesteś, co ci się stało, dlaczego jej tatuś rzucił wszystko, żeby do ciebie przyjechać.
- Przestań.
Tym razem Rachel udawała głuchą.
- I dlaczego tatuś płakał, kiedy cię zobaczył.
- Przestań.
- Kiedy usłyszała twoje imię, powiedziała, że to nie pierwszy raz kiedy tatuś mówi o jakimś Kurcie. Że kiedyś…
- Przestań.
- …słyszała jak mówi twoje imię przez sen.
- Skończ to.
- I że bardzo długo próbował cię odnaleźć. Nie wiem, skąd to wiedziała.
- Proszę, skończ.
- Przecież to właśnie chciałeś usłyszeć - Rachel spojrzała na niego ze złością. - Więc proszę, o to prawda. Blaine'owi na tobie zależy. Szczęśliwy?
Kurt zacisnął powieki.
- Wynoś się. Chcę być sam.
Kiedy ponownie je uniósł, Rachel stała wciąż w tym samym miejscu patrząc na niego szeroko otwartymi oczami. Przygryzła wargę, pokręciła głową, chwyciła torbę i już miała wychodzić, ale obróciła się jeszcze stojąc w drzwiach.
- Wiesz, trochę pracuję z dziećmi i… Wierz lub nie, one widzą dużo więcej niż dorośli. Powiedziała, że kojarzysz jej się z aniołem, któremu ktoś odciął skrzydła. Może powinieneś nad tym pomyśleć.
Zatrzasnęła drzwi bez słowa pożegnania.

***
Dni mijały, a Kurt coraz bardziej potrzebował pieniędzy. Stąd też pierwszą rzeczą, jaką zrobił po ściągnięciu gipsu było wykonanie jednego szybkiego telefonu do agencji. Jednak osoba, która odebrała połączenie miała głos zupełnie inny, niż ten, którego się spodziewał.
- Arlette? - zapytał głupio.
- Arlette już tu nie pracuje – usłyszał w odpowiedzi.
Kurt przełknął ślinę. Miał złe przeczucia. Zrozumiał, że nie powinien zadawać żadnych pytań. Im mniej wiedział, tym lepiej dla niego.
- Dzwonię, bo...
Nie dokończył, gdyż brutalnie mu przerwano.
- Słyszałem o tobie, Roxanne. Jesteś gwiazdą tej agencji, więc wszyscy traktują cię jak pieprzoną divę. Dlatego wyjaśnimy sobie jedną rzecz. Jesteś kurwą, nie celebrytą. Żadnych urlopów, znikania bez słowa, przebierania w ofertach. Rozkładasz nogi, kiedy ci każę i na ile centymetrów ci każę. Łapiesz?
Kurt zesztywniał. Nie wierzył w to, co słyszał.
- Łapię.
- Świetnie. Lepiej żebyś miał zapas kondomów pod ręką, bo czeka cię długa noc.

***
Była niedziela. Słońce świeciło między drzewami, nadając liściom zupełnie innego wyglądu. Wszystko było tak zielone, że wydawało się nierealne. Park pełen był dzieci, psów i innych rzeczy wywołujących zwykle ciepłe uczucie w sercu. Tak spokojne miejsce stanowiło dość dziwną scenerię dla rozmowy Pucka i Kurta, którzy sami zresztą nie wiedzieli, co ich tu przywiodło.
- Przysięgam, jeszcze jeden klient i będę musiał rozglądać się za wózkiem inwalidzkim – Kurt przeciągnął się w popołudniowym słońcu jak jaszczurka. - Ledwo chodzę.
Puck parsknął śmiechem.
- Seks nagle nie jest taki zabawny?
Kurt westchnął z irytacją.
- Czasem zastanawiam się czy kiedykolwiek był. Myślisz, że ktoś podjąłby się przeszczepu tyłka?
Puck wzruszył ramionami.
- Ja się liczę?
- Twoje zainteresowanie moim tyłkiem nieco mnie przeraża, więc nie.
- Szkoda. Lubię twój tyłek.
Kurt parsknął śmiechem.
- Chciałbym powiedzieć „Wzajemnie", ale emocje, które odczuwa teraz mój tyłek mogą być nieco ambiwalentne.
Westchnął cicho. Puck nagle zatrzymał się i spojrzał na niego marszcząc brwi.
- W zasadzie już dawno miałem zapytać... Skoro nie przepadasz za seksem, dlaczego robisz to co robisz?
Kurt wzruszył ramionami.
- Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. To znaczy... Można nie przepadać za seksem? To nie jest tak, że tego nie lubię. Chyba nie mógłbym się bez niego obejść. Po prostu... Lubię to jak klienci na mnie patrzą, a jednocześnie tego nienawidzę. Czuję, że mnie podziwiają, pożądają... Uprzedmiotawiają. I nie wiem, czasem to przyjemne. Ale zazwyczaj nie mogę patrzeć w im oczy – Kurt zamyślił się. - Chyba wciąż lubię seks, mimo wszystko. Tak mi się wydaje.
Zdrętwiał. W tyle głowy zabrzmiał mu głos ojca.
„Kiedy zaczniesz to robić, nie będziesz chciał przestać."
- Kurt?
„Musisz wiedzieć, że to coś znaczy."
- Hej, jesteś ze mną?
„To robi coś tobie, twojemu sercu."
Wciąż ignorował pstrykanie palcami Pucka.
„Twojemu poczuciu godności."
- Nie no, spokojnie. Ja mam czas.
„Mimo, że wydaje ci się, że tylko się bawisz."
- Kurt... Czy to Blaine tam w oddali?
Momentalnie otrząsnął się z zamyślenia. Podążył wzrokiem w kierunku wskazywanym przez Pucka. Rzeczywiście. Blaine siedział na ławce czytając gazetę. Miał na sobie proste jeansy, ciemną koszulkę i klasyczną marynarkę. Jego wzrok co chwila unosił się znad czytanego artykułu i podążał w stronę placu zabaw najwyraźniej kontrolując sytuację.
- Puck, zawracamy – jęknął Kurt.
- Co? O czym ty gadasz?
- Gdyby Blaine chciał mnie widzieć, zadzwoniłby. Nie zamierzam narzucać mu swojego towarzystwa.
Puck wywrócił oczami.
- Nie zachowuj się jak dziecko. Bądź mężczyzną.
Mało brakowało, a zaciągnąłby go do Blaine'a za rękę jak upartego dwulatka. Kurt jednak posłał mu urażone spojrzenie i burknął coś pod nosem o tym, że da sobie radę. Puck stłumił śmiech, kiedy zobaczył, jak trzęsą mu się przy tym ręce. Kiedy podeszli bliżej, Blaine powoli uniósł wzrok znad gazety. Starał się ukryć panikę w oczach, ale Kurt znał go zbyt dobrze. Nie nabrał się na jego udawany spokój i ciepły uśmiech.
- Och, cześć! Kurt, co tu robisz? Dobrze cię widzieć.
Kurt miał na końcu języka uwagę, że widocznie Blaine dozuje sobie tę przyjemność, skoro nawet nie zadzwonił, ale nic nie powiedział. Miał zamiar rzucić jakąś zdawkową uwagę o pogodzie, niestety jednak uprzedził go Puck.
- Delektujemy się naszą przyjaźnią w promieniach popołudniowego słońca – powiedział niewinnie. - Ostatnio nie mieliśmy dla siebie zbyt wiele czasu, jednakże przyjaźń stanowi dla mnie tak wielką wartość, że zawsze znajdę moment dla bliskiej mi osoby. Kurt potrzebował w ostatnim czasie kogoś takiego.
Blaine odchrząknął, żeby ukryć zakłopotanie.
- To twój chłopak, Kurt?
Puck wyszczerzył zęby i przyciągnął do siebie Kurta łapiąc go za pośladki.
- Preferuję określenie „partner".
Kurt odepchnął go od siebie i parsknął śmiechem.
- Blaine, to Noah Puckerman, mój przyjaciel - podkreślił to słowo. - ...z dziwnymi biseksualnymi skłonnościami. Pewnie nie pamiętasz, ale był razem ze mną w New Directions.
Blaine wstał i podali sobie ręce. Kurt był pewien, że Puck miażdży właśnie dłoń Blaine'a, mimo, że żadnemu z nich nie drgnął nawet mięsień.
- Miło cię poznać – Blaine uśmiechnął się lekko.
- Chciałbym powiedzieć, że przyjemność, po mojej stronie, ale... - zamilkł, gdy zobaczył spojrzenie Kurta. - Cholera, chyba dzwoni mi telefon.
Zaczął macać się po kieszeniach i odebrał przytknął komórkę do ucha udając, że z kimś rozmawia. Kurt obserwował tę komedię tłumiąc śmiech, toteż z ulgą pożegnał swojego przyjaciela, kiedy ten oświadczył, że wypadła mu pilna sprawa, co jakoś nikogo nie zdziwiło. Blaine uśmiechnął się pod nosem.
- Najgorszy aktor świata.
Kurt odprowadził wzrokiem Noah.
- I najlepszy przyjaciel – powiedział cicho. Wskazał ruchem głowy na ławkę. - Mogę?
- Jasne – Blaine zrobił mu miejsce zabierając gazetę. - Cieszę się, że cię widzę... Miałem dzwonić, ale...
- Bzdura – Kurt zacisnął usta. - Nie musisz kłamać.
-...ale Claire się rozchorowała, musiałem się nią zająć. Dzisiaj po raz pierwszy pozwoliłem jej wyjść z domu, jest taka ładna pogoda, a ona tak prosiła... - Blaine posłał mu ciężkie spojrzenie. - Kurt, gdybym mógł, zadzwoniłbym. Ale nie przesadzałem, kiedy mówiłem, że dziecko wywraca wszystko do góry nogami.
- Och.
Zapadła niezręczna cisza. Blaine już otwierał usta, żeby powiedzieć coś jeszcze, ale przerwał mu cieniutki głosik.
- Tatuś, Lara pyta czy... Och! Przeszkadzam.
Claire posłała Kurtowi ciekawskie spojrzenie, który z kolei z paniką w oczach spojrzał na Blaine'a. Nie był na to gotowy.
- Jesteś przyjacielem tatusia. Tym ze ślicznym głosem – wyciągnęła rączkę. - Mam na imię Claire.
Kurt niepewnie ją uścisnął, mając wrażenie, że jego dłonie nagle zrobiły się nienaturalnie ogromne, jakby mogły zmiażdżyć to drobne ciałko.
- Kurt – uśmiechnął się lekko.
- Wiem. Lepiej wyglądasz. Jesteś śliczny, kiedy nie masz już tych wszystkich opatrunków. Taki jak na zdjęciach. Tylko bardziej blady.
Zacisnęła usta, kiedy Blaine posłał jej ostrzegawcze spojrzenie.
- Co tam chciałaś skarbie? - zapytał za to.
- Lara pyta czy mogę już jeść lody. Kupiłbyś mi, tatuś?
Blaine udawał, że się zastanawia.
- Hm, no nie wiem...
Claire posłała mu długie spojrzenie spod rzęs.
- Tatuuuuuuś!
- A nie będziesz się wstydziła zabrać ze sobą starego ojca?
- Nie jesteś stary, tato. To jak?
Chwyciła go za rękę zmuszając do wstania i spojrzała wyczekująco na Kurta.
- Pójdziesz z nami?
Blaine nachylił się nad nią.
- Claire, Kurt nie jest twoim kolegą, nie powinnaś...
- Nic się nie stało – Kurt uśmiechnął się lekko. - Pewnie, że pójdę.
Kiedy Claire i druga dziewczynka (Zapewne Lara) biegły przed nimi, Blaine znów się odezwał.
- Nie przytłoczyła cię jeszcze?
Kurt przygryzł wargę.
- Jest dość...
- ...bezpośrednia?
Przytaknął.
- Tak. I niesamowicie inteligentna, jak na swój wiek. Chyba. Nie wiem. Nie znam się na dzieciach.
Blaine roześmiał się cicho.
- Po mnie tego nie odziedziczyła.
Claire znów do nich podbiegła.
- Tatuś, tak sobie pomyślałam... Może Kurt mógłby wpaść do nas w sobotę na obiad? Pokazałbyś mu...
- Claire – jęknął Blaine. - Na litość boską, możesz przestać mnie swatać?
Kurt parsknął śmiechem.
- Pozwól jej mówić.
Claire uśmiechnęła się do niego z wdziękiem.
- To jak, wpadniesz?
Blaine otworzył usta, ale Kurt nie pozwolił mu nic powiedzieć.
- Jeżeli twój tata nie miałby nic przeciwko...
- To ustalone! - Ucieszyła się natychmiast. - Pokażę ci moje rysunki!
Przerwał im głos drugiej dziewczynki.
- Claire, Claire, zobacz, gniazdo!
Dziewczynka natychmiast pobiegła do koleżanki. Znów zostali sami. Blaine uśmiechnął się do Kurta z zakłopotaniem.
- To ustalone...

***
Mieszkanie Pucka było nieco większe od mieszkania Kurta, przy czym było o wiele bardziej przytulne. Zdecydowanie brakowało tu kobiecej ręki, ale porozrzucane wszędzie papiery i nuty, nadawały temu miejscu swojskiego klimatu. Kurt czuł się tu jak w domu, a żeby być szczerym, nie czuł się tak nawet we własnym mieszkaniu.
Puck wyciągnął z lodówki dwa piwa, jednakże Kurt nawet nie otworzył swojego. Obracał butelkę w dłoniach delektując się przyjemnym uczuciem zimna na czubkach palców.
- Wszystko w porządku, stary? - Puck spojrzał na niego unosząc brwi i pociągając zdrowy łyk swojego piwa.
- Tak. Nie. Chyba. - Kurt odstawił butelkę na blat i oparł się o niego łokciami.
Posłał Noah nieco urażone spojrzenie, kiedy ten parsknął śmiechem.
- Hummel, zachowujesz się jakbyś wrócił do liceum. Nie mów mi, że to przez Blaine'a, bo ci nie uwierzę. Jesteś na to za mądry.
Kurt przygryzł wargę.
- Właśnie o to chodzi. Przy Blainie czuję się, jakbym wciąż był zakochanym nastolatkiem.
Puck posłał mu nieco zmęczone spojrzenie, ale cierpliwie powiedział:
- Bo jesteś przy nim Kurtem, a nie Roxanne. Nie rozdzielasz zbyt często tych dwóch postaci, prawda?
- A powinienem? - Kurt przesunął dłonią po włosach i zamknął oczy. - To wciąż jestem ja. Zepsuty, popieprzony ja.
- Skoro tak bardzo się nienawidzisz, to dlaczego to sobie robisz? Dlaczego pozwalasz sobą pomiatać?
Nie czekając na jego odpowiedź, podszedł do niego i jednym brutalnym ruchem odsłonił jego żebra wydając przy tym dziwny syczący dźwięk.
- Mogli by uczyć na tobie anatomii – wyszeptał przesuwając palcami po jego skórze. Kurt skrzywił się mimowolnie, kiedy dotknął jednego z licznych siniaków.
- Kurt, co ty ze sobą robisz, chłopaku?
Nie odpowiedział. Zamiast tego z irytacją obciągnął koszulę i odsunął się jak najdalej od Noah. Nigdy nie widział tyle szoku w jego oczach.
- Sprzedawanie się to jedno, ale to... Kurt, potrzebujesz pomocy – Puck wciąż przyglądał mu się z niedowierzaniem.
Zero reakcji.
- Nie mówiłem ci, ale rozmawiałem z Rachel na twój temat.
- Fakt, jest niczym Wikipedia na mój temat, wszyscy się do niej zwracacie – warknął Kurt. Puck puścił jego uwagę mimo uszu.
- Nie lubię oceniać innych, sam robię dużo błędów – powiedział cicho. - Zresztą, wszystko jest dla ludzi. Ale ty karzesz samego siebie. Narkotyki, alkohol... Kurt, nie zrobiłeś nic na tyle złego, żeby tak się nienawidzić. Spieprzyłeś parę spraw. Tyle. Przestań zachowywać się jak żałosna dziewczynka, nie chrzań się tak ze sobą, otrząśnij się.
- To ten moment, kiedy powinienem spuścić głowę, zrozumieć swoje błędy i przyznać ci rację? - Kurt zacisnął pięści ledwo hamując gniew. - Myślisz, że nie wiem tego wszystkiego? Ale co to zmienia? Co niby mam teraz zrobić? Zadzwonić do Blaine'a, kupić nam dom z białym płotkiem, golden retrievera i wychować z nim dziecko? Tego ode mnie wszyscy oczekujecie?
- Ja? Niczego od ciebie nie oczekuję. Ale byłoby cholernie miło, gdybyś przestał odpychać od siebie ludzi i traktować ich jak swoje pierdolone zabawki.
- Pieprz się, Puckerman.
Nawet nie zauważyli jak blisko siebie się znaleźli. Kurt czuł na sobie ciepły oddech Noah i nim ten zdążył zareagować, pocałował go. Był to jego naturalny mechanizm obronny, potrzebował teraz ciepła drugiego ciała. Nie chciał słuchać moralnych wykładów. Nie od niego.
Ku swojemu zaskoczeniu, nie napotkał się na żaden opór. Puck niecierpliwe rozerwał koszulę Kurta mamrocząc coś pod nosem o zbędnych ograniczeniach i przesunął dłonią po jego plecach. Po podłodze z cichym brzękiem posypały się guziki. Kurt nie mógł uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Nim zdążył się zorientować, poczuł jak ciepłe wargi Noah muskają go w okolicach sutków, jęknął głośno, gdy sięgnęły celu swojej wyprawy. Zbyt głośno. Noah zaklął.
- Hamuj instynkty – wymruczał odrywając się na moment od skóry Kurta. Ten puścił tę uwagę mimo uszu. Jego ręce powędrowały do paska przytrzymującego spodnie Pucka, który jednak odtrącił jego ręce.
- Powoli.
Popchnął go lekko w stronę kanapy i pocałował w usta. Poczuł na sobie przyjemny ciężar i miał nadzieję, że będzie mógł go czuć nad sobą jak najdłużej. Kurt przesunął ręką w kierunku jego krocza, na co ten zareagował pełnym frustracji jękiem. Kurt momentalnie skorzystał z okazji i zdominował pocałunek, ręki jednak nie zabrał.
- Nie mam czasu się z tobą bawić – wydyszał w końcu. Puck szybko wciągnął go znów pod siebie. Tym razem Kurt nie oponował. Nim zdążyli zauważyć, jedyną rzeczą, jaka oddzielała ich od kompletnej nagości, była bielizna.
- Jesteś pewien, że chcesz to zrobić? - Kurt przygryzł wargę. Puck wywrócił oczami.
- Pytasz jak napalony nastolatek swoją dziewczynę. Nie obchodzi cię odpowiedź.
- Prawda.
Puck zsunął gładko bokserki z bioder Kurta. Pierwsze muśnięcie warg natychmiast spowodowało, że jego ciało wygięło się w łuk. Przestał dbać o to, że jest za głośno. Pozwolił biodrom na to, na co miały ochotę, kompletnie nie dbając czy Puck ma coś przeciwko temu. Cóż, nie miał. Kurt nie miał pojęcia jakim cudem Noah był taki dobry w tym, co robił, ale w tamtej chwili dość średnio go to obchodziło. Powietrze wypełniał zapach seksu, któremu towarzyszyły głośne jęki Kurta. Wbił paznokcie w ramiona Noah czując, że jest już bardzo blisko. W momencie, kiedy myślał, że dłużej nie wytrzyma, wszystko ustało.
- Kurwa, Puckerman, możesz wyjaśnić mi dlaczego przestałeś? Oby powód był dobry.
Puck uniósł się na łokciach i uśmiechnął się lekko, ocierając zaczerwienione usta ręką.
-„Jestem twoją fantazją" wystarczy?
Kurt otworzył oczy. Początkowo nie wiedział nawet, gdzie się znajduje, uspokoił go dopiero widok znajomego zegarka na szafce nocnej. A więc był u siebie, dobrze. Była to jedna z nielicznych takich nocy.
Z zażenowaniem stwierdził też, że musi zmienić pidżamę i pościel. Zaklął pod nosem. Ostatnio przydarzyło mu się coś takiego, kiedy był nastolatkiem.
Był środek nocy, ale mimo tego chwycił czyste ubranie i ruszył pod prysznic. Nie widział sensu w dalszym spaniu. Lustro postraszyło go odbiciem, ale zignorował je, jak zwykle.
Kurt ucieszył się w środku, bo mimo że jego sen był nieco żenujący, przynajmniej nie była to projekcja wspomnienia, ani prześladujący go koszmar. Choć rozmowa ta rzeczywiście miała miejsce, to jak się skończyła, było jedynie fantazję wytworzoną przez mózg Kurta. Uznał to za postęp. Pomyślał, że gdyby opowiedział to Puckowi, pewnie by się śmiał.
Kiedy wyłączył prysznic, zdał sobie sprawę, że od pewnego czasu dzwoni mu telefon. Zamarł. Kto mógł dzwonić o tej porze? W końcu uświadomił sobie, że sygnał wskazuje raczej na wiadomość, nie połączenie. Zawiązał ręcznik wokół bioder i zerknął na wyświetlacz.
„Wiem, że jest późno, przepraszam. Masz ochotę na kawę rano? Cholera. Nie wiem, co mi przyszło do głowy. To jak? Blaine"

***
- Czarna kawa?
Kurt roześmiał się cicho widząc minę Blaine'a. Usiedli przy stoliku.
- To takie dziwne?
Blaine spojrzał na niego niemal z zawodem.
- A co się stało z moccą?
Kurt pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Wciąż pamiętasz moje zamówienie?
Blaine uśmiechnął się lekko, ale nie odpowiedział.
- Dobrze się czujesz? - zapytał zamiast tego i spojrzał na niego z troską.
- Dlaczego pytasz?
Jego oczy trochę poweselały.
- Bez urazy, ale wyglądasz jakby ktoś cię przegryzł i niezbyt delikatnie wypluł. Spałeś choć trochę?
Kurt potarł powieki i bez chwili namysłu odpowiedział:
- Wszystko przez pracę, klienci jeździli po mnie całą noc. Odechciewa mi się przez nich podtrzymywania wszelkich funkcji życiowych...
Wtedy zdał sobie sprawę, co na siebie sprowadził. Głos Blaine'a wywołał przyspieszone bicie serca.
- Więc czym się zajmujesz? Chyba nie mówiłeś. Studia, praca, coś?
Kurt był tym razem nieco mniej zaskoczony. Przygotowywał swoją historyjkę starannie odkąd wyszedł ze szpitala, jednakże mimo tego był nieco poddenerwowany.
- Przez pewien czas studiowałem dziennikarstwo – powiedział zgodnie z prawdą, popijając kawę. - Jednakże chyba nigdy do końca się w tym nie odnalazłem, rzuciłem wszystko już po roku. Teraz... Co jakiś czas zmieniam pracę, szukam stabilizacji, co jest dość ciężkie dla osoby z moim charakterem. Aktualnie zajmuję się tłumaczeniami z francuskiego dla pewnej małej firmy.
Kurt zdawał sobie sprawę, że nie do końca wszystko trzyma się kupy, ale chyba wystarczyło, żeby Blaine nie nabrał żadnych podejrzeń.
- A co ze śpiewaniem? - zapytał zamiast tego. Kurt parsknął śmiechem.
- Blaine, jakim śpiewaniem?
Wzruszył ramionami.
- Myślałem, że to dla ciebie ważne.
- Tak jak dla ciebie, a z tego, co wiem, nie wydałeś solowego albumu – Kurt uśmiechnął się mimowolnie. - Marzenia pozostawiam dzieciom, Blaine. Mnie wystarcza, kiedy mam czym zapłacić za czynsz.
Blaine przygryzł wargę.
- Zmieniłeś się.
- I kto to mówi.
- Z tym, że ty... - westchnął i pokręcił głową. - Ze wszystkich ludzi, myślałem, że to ty właśnie będziesz walczył o marzenia. Wiem, że nigdy do końca nie śniłeś o Broadwayu, ale nie wmówisz mi, że od zawsze chciałeś robić tłumaczenia. Chciałeś być kimś. I nie wiem czy miałby to być projektant mody, dyrektor firmy czy gwiazda ekranu, ale... Wierzyłem, że tym kimś zostaniesz.
Widząc, że Kurt nie ma zamiaru mu przerywać, kontynuował:
- Każdego dnia przeglądałem prasę codzienną, magazyny o modzie… W nadziei, że gdzieś napotkam się na twoje nazwisko. Jeżeli nie w postaci nowego redaktora naczelnego Vogue'a, czy objawienia Broadwayu to… Wiesz, liczyłem na cokolwiek. Jakieś wieści o tobie.
Kurt miał ochotę powiedzieć, że przy odrobinie szczęścia, kiedyś pewnie napatoczyłby się na nekrolog, ale zachował to dla siebie. Blaine tymczasem kontynuował:
- Kurt, nie jesteś ze mną do końca szczery, prawda? Coś ukrywasz. Mogłem nie widzieć cię parę lat, ale znam ten wyraz twarzy.
Żadnej reakcji. Dłoń Blaine'a delikatnie zacisnęła się wokół jego nadgarstka.
- Hej, wszystko w porządku. Możesz mi powiedzieć.
Była to kropla, która przepełniła czarę. Kurt zacisnął oczy i mimo narastającej irytacji, bez unoszenia głosu powiedział:
- Niby dlaczego miałbym ci mówić, co? Kim ty właściwie dla mnie jesteś? Pojawiasz się nagle, z nieznanych mi powodów chcesz odnowić przyjaźń zachowując się jak gdyby nigdy nic. Dodatkowo pieprzysz kompletnie od rzeczy, o tym jak to za mną tęskniłeś, ale powiedz mi, dlaczego miałbym ci wierzyć? Dlaczego cię obchodzę? Myślisz, że zadośćuczynienie mi tego, co zrobiłeś parę lat temu, sprawi, że to twoje życie stanie się lepsze? Jeden błąd mniej? Wyjaśnij mi, bo chyba się nie rozumiemy.
Kurt wiedział, że jest okrutny. Podobnie jak wiedział, że Blaine na to wszystko nie zasługuje. Byłoby dużo gorzej, gdyby dusił to w środku. Kiedy otworzył oczy i zobaczył wyraz twarzy Blaine'a, przygryzł wargę. Przesadził. Zranił go bez potrzeby. Może parę lat temu złamałoby mu to serce, ale teraz wywołało jedynie odrobinę poczucia winy.
I wtedy Kurt poczuł czyjąś rękę na ramieniu.
- Mogę się dosiąść?
Odwracając się zobaczył znajomą twarz Josha.