Każdy kto, choć przez chwilę mieszkał w ogromnym mieście, do jakich z pewnością zalicza się Nowy Jork, powie, że życie tam jest o wiele szybsze niż gdziekolwiek indziej. Jednakże dla Kurta, dla którego ograniczało się ono do samotnego przebywania w swoim mieszkaniu i odwiedzaniu klientów, szokiem było odkrycie jak życie to może naprawdę wyglądać.
Od czasu kiedy Kurt wrócił do Nowego Jorku minęły prawie dwa miesiące. Kiedy dostał nową pracę, jego życie nabrało zupełnie innych kolorów. Czy lepszych czy gorszych jest kwestią sporną, bez względu jednak na punkt widzenia, kolory te z pewnością można było nazwać bardziej barwnymi.
Agencja, do której od teraz należał Kurt wprawdzie nie należała do tych najbardziej znanych, miała jednak swoją własną, dość dobrą reputację. Pierwszą różnicą między starą a nową agencją, było to, że klienci nie wstydzili się płacenia komuś za towarzystwo – były to w końcu ciężkie pieniądze. Co za tym szło, Kurt często towarzyszył swoim klientom na różnych przyjęciach, a nawet oficjalnych galach, dopiero później zaś odwiedzał z nimi drogie hotelowe pokoje lub czasem ich własne mieszkania. Był to zupełnie inny świat, którego reguły nie należały do najprostszych, jednakże Kurt dość szybko się ich nauczył. W pierwszym tygodniu pracy Oliver sam zabrał go na zakupy, pomagając wybrać garnitury na oficjalne okazje, jak również zwykłe ubrania, które nadawały się zarówno do klubów, jak i na inne mniej zobowiązujące okazje. Oliver uważał, że Kurt musi pozbyć się całej swojej garderoby, bo choć wciąż miał smak i wyczucie mody, jego dotychczasowe zarobki ograniczały nieco pojemność (i jakość) szafy. Nowa agencja wymagała zmiany stylu życia – Kurt nie miał nic przeciwko temu.
Wrócił do Nowego Jorku z zamiarem skupienia się na pracy… i zupełnego ignorowania wszelkich telefonów i prób nachodzenia ze strony Blaine'a. Plan ten jednak okazał się kompletnie bezużyteczny – Blaine nie szukał kontaktu. Tak więc życie Kurta stopniowo zaczęło wracać do starego trybu – klienci, sen i od czasu do czasu spotkania z Rachel, Puckiem czy Oliverem. Ten ostatni zajął dość istotne miejsce w jego życiu. Często zabierał go na różne wystawy, zapoznawał ze światem mody i show-biznesu. Czasem, kiedy Kurt miał wolny dzień, wychodzili razem na niezobowiązujące kolacje albo do teatru. Kurt kompletnie wyzbył się dystansu jaki odczuwał w stosunku do Olivera na początku ich znajomości. Poza tym, miał wobec niego duży dług wdzięczności, choć czasem, kiedy nie mógł spać w nocy, zastanawiał się jak przyjdzie mu go spłacić. Oliver jednak zdawał się niczego nie wymagać. Gdy Kurt pytał go o to, ten odpowiadał tylko, że bogaty człowiek dopadnięty fascynacją potrafi zdobyć się na wiele różnych gestów wobec jej obiektu. Ciężko było wyjaśnić ich relację. Kurt lubił towarzystwo Olivera, niejako byli przyjaciółmi… Cóż. Przyjaciółmi, którzy od czasu do czasu uprawiali seks, ale mimo wszystko.
Po jednej z tego typu nocy, zdecydowali się na wspólne śniadanie. Działo się to w mieszkaniu Kurta (bądź też, w zależności od punktu widzenia, w mieszkaniu Olivera). Oliver zaoferował się przygotować jajecznicę, co Kurt skomentował jedynie słowami „Tylko nie spal mi kuchni, milionerze", sam zaś zszedł na dół do skrzynki na listy i odebrał pocztę. Jedna z kopert zaadresowana ładnym, kobiecym pismem nadana została w Limie. Kurt wrócił do mieszkania, wszedł do kuchni i z ciekawością zajrzał do środka. Wyciągnął eleganckie zaproszenia przyozdobione białymi piórkami. Kurt klepnął się dłonią w czoło. No tak. Ślub Finna.
- Co to takiego? – zapytał ciekawie Oliver i pocałował go delikatnie w szyję, zaglądając mu przez ramię.
- Zaproszenie na ślub mojego brata – odpowiedział cicho Kurt. - To już za dwa tygodnie.
Oliver zmarszczył brwi upijając łyka kawy.
- I dopiero teraz wysyłają zaproszenie? Dość nieelegancko, bez urazy.
Kurt pokręcił głową.
- Wysłali je wcześniej. To już drugie. Chcą mieć pewność, że nie zapomniałem i przyjadę.
- Zapomniałbyś o ślubie własnego brata?
Kurt zacisnął usta.
- Tylko celowo.
Oliver posłał mu pytające spojrzenie. Kurt westchnął.
- Nie bardzo chcę się tam pokazywać. Rzeczy pomiędzy mną i Finnem układają się dobrze tylko w teorii, bo dzieli nas dystans… Ale przy moim zawodzie, dziedziny życia takie jak rodzina nieco się komplikują. Podczas… pogrzebu, zamieniliśmy zaledwie kilka słów. Chyba… Chyba nie umiemy już ze sobą rozmawiać.
Oliver pokiwał tylko głową ze zrozumieniem i delikatnie wziął w ręce zaproszenie.
- Z osobą towarzyszącą – zauważył. Kurt roześmiał się sięgając po swoją filiżankę.
- A co masz, ochotę pójść?
Ku jego zaskoczeniu, Oliver uśmiechnął się lekko.
- A żebyś wiedział…
Kurt zakrztusił się kawą.
- Co?
- To co słyszałeś. Oczywiście… Jeżeli tego chcesz.
Kurt zawahał się na moment.
- Nie będzie to ślub królewski, tego możesz być pewien. – Powiedział powoli. Oliver uśmiechnął się szerzej.
- Na to właśnie mam nadzieję.
Kurt miał jeszcze o coś zapytać, ale nagle zadzwonił mu telefon. Rachel.
- Przepraszam na moment – rzucił w stronę Olivera i odebrał połączenie. Zanim zdążył się odezwać, rozległ się podekscytowany głos przyjaciółki:
- Kurt, Kurt, nie obudziłam cię prawda? Cóż, nieważne, już za późno. Wpadłam na cudowny pomysł! Tylko posłuchaj…
***
Oliver objął go ramionami w talii i pocałował delikatnie w miejsce, gdzie kończył się kołnierzyk koszuli, a zaczynała naga skóra.
- Wyglądasz niesamowicie. Na przyjęciu będziesz błyszczał jak diament.
Kurt uśmiechnął się do niego. Faktycznie, dobrze skrojony garnitur od Armaniego leżał na nim wyjątkowo dobrze. Nie wyróżniał się z tłumu emanując dyskretną elegancją. Jego materiał był czarny i nieco połyskliwy, pasujący do butów. Garnitur Olivera był dużo prostszy (Jak sam powiedział, „I tak nie wyglądał by bardziej olśniewająco od Kurta), w odcieniu graniczącym pomiędzy szarością a czernią. Kurt był stuprocentowo pewny, że zwróci na siebie uwagę płci przeciwnej. Z jakiegoś powodu na tę myśl poczuł satysfakcję.
Znajdowali się w niewielkim pokoju hotelowym w Limie. Był wczesny poranek, ślub miał zacząć się dopiero za kilka godzin, Oliver jednak nalegał, żeby przyjechać wcześniej. Finn wspomniał, żeby zatrzymali się w starym pokoju Kurta, ten zaś jednak odmówił twierdząc, że niepotrzebnie zwalą się im tylko na głowę. Była to tylko wymówka, bo tak naprawdę nie chciał uczestniczyć w całym szumie przygotowań, a przede wszystkim – nie chciał rozmawiać ze swoim bratem.
Wprawdzie Jane i Finn nie mieszkali w Limie, ale Finn nalegał, że ślub musi odbyć się właśnie tutaj. Zaprosił wielu znajomych ze szkoły, jednakże z tego, co Kurt słyszał, nie wszyscy mogli przyjechać. Mike i Tina prowadzili aktualnie szkołę tańca, gdzieś w Europie, ale z tego co wiedział, mieli przylecieć na ślub, Artie studiujący obecnie w szkole filmowej również. Brittany powiedziała, że nie mogłaby przegapić takiej okazji i zapewniła, że przyjedzie – tajemnicą pozostawała jednak płeć osoby towarzyszącej. Z rozmowy z Puckiem i Rachel, Kurt wywnioskował, że jedno zabierze drugie i również przyjadą. Jednakże większość, rozproszona po całym kraju nie dała rady. Sam nie mógł wyrwać się z pracy, Quinn zajęta była projektowaniem domów i (Jak powiedziała) wewnętrznym rozwojem, Mercedes wykręciła się słabą wymówką i mężem, Lauren wyjechała do Azji, a Santana… Nikt nie wiedział, co się stało z Santaną. Na ślubie pojawić się miał nawet Will Schuester, który, jak wszyscy doskonale wiedzieli, stał się Michaelem Jordanem zawodów chórów doprowadzając do zwycięstwa coraz to kolejne grupy młodzieży.
Kurt był podekscytowany na myśl, że będzie mógł zobaczyć ich wszystkich po raz kolejny, a równocześnie trochę się tego bał. Nie obawiał się wprawdzie wypytywania o pracę, tę historyjkę miał już dobrze opanowaną. Jednakże kłopotliwym tematem był z pewnością Oliver. Kim dla niego był? Przyjacielem? Kochankiem? Kurt zdławił słowo „chłopak".
Miał zamiar jednak martwić się tym dopiero później. Zaproponował Oliverowi, że pojadą trochę wcześniej, żeby Kurt mógł pokazać mu swój stary pokój. Propozycja ta spotkała się z jego wielkim entuzjazmem.
Przeczucia Kurta, co do atmosfery panującej w domu były jak najbardziej słuszne – wszyscy byli nerwowi, biegali bezsensu tam i z powrotem od czasu do czasu na siebie pokrzykując. Niemal nikt nie zwrócił na nich uwagi, co Kurt przyjął z niejaką ulgą. Zamienił jeszcze kilka słów z panną młodą, która od początku przypadła mu do gustu.
- Nie wydawało mi się odpowiednie, żeby ślub był tak szybko po… takiej stracie – posłała mu współczujące spojrzenie. – Trochę to nietaktowne… Ale Finn strasznie nalegał, zresztą, zaproszenia były już rozesłane…
Kurt zapewnił ją, że to zrozumiałe i z pewnością każdy jest w stanie to pojąć. Porozmawiali jeszcze przez chwilę, po czym Kurt przedstawił Olivera rodzinie jako swojego przyjaciela i ruszył z nim do pokoju. Zatrzasnął drzwi i udał, że ociera pot z czoła. Oliver uśmiechnął się do niego i rozejrzał się naokoło. Przez chwilę patrzył na wciąż stojące na półkach zdjęcia i zapomniane książki. Jego uwagę zwróciła dość duża, czerwona z datą na okładce.
- Kronika szkolna! – krzyknął z entuzjazmem.
Kurt jęknął.
- Tylko nie to.
Oliver roześmiał się tylko i zaczął przeglądać kartki.
- I co, panie fotografie? – zapytał Kurt. - Podobają się zdjęcia?
Mężczyzna tylko uśmiechnął się w odpowiedzi i zatrzymał się dłużej na jednej stronie.
- Należałeś do chóru – zauważył, ale w jego głosie nie było śladu zdziwienia. Kurt zerknął mu przez ramię i również się uśmiechnął.
- Nie wydajesz się być zaskoczony.
- Domyśliłem się, że śpiewałeś – powiedział zamykając powoli kronikę. – Słychać po twoim głosie, sposobie mówienia. To się czuje.
Kurt miał zamiar go o coś zapytać, ale przerwało im pukanie do drzwi.
- Proszę!
Zza drzwi wyłoniła się głowa Carole.
- Kurt, to do ciebie.
Chłopak zmarszczył brwi. Oliver uśmiechnął się do niego i powiedział tylko.
- I tak muszę wykonać kilka telefonów. Będę na zewnątrz.
Kurt odprowadził go wzrokiem jednocześnie zachodząc w głowę, kto chciał go widzieć i to w tak zwariowany dzień.
Odpowiedź przyszła, kiedy napotkał parę znajomych, czekoladowych oczu.
***
Wszyscy już dawno wyszli, a Kurt i Blaine wciąż tkwili w tym niewielkim pokoju rozmawiając jak gdyby nigdy nic. Jakby nic się nie wydarzyło. W końcu Kurt odważył się zadać pytanie, które ciążyło mu od pewnego czasu.
- Nie przyjechałeś tu tylko po to, żeby pogadać, prawda?
- Jestem zaproszony na ślub – wyjaśnił Blaine. – Ja i Claire ściślej mówiąc. Zostawiłem ja na moment dziadkom, bo… Chciałem z tobą porozmawiać.
Twarz Kurta momentalnie stężała.
- Porozmawiać o czym?
- Przecież wiesz.
- Nie, nie wiem – wstał. – Już jesteśmy spóźnieni, idziemy.
- Wcale nie, została jeszcze prawie godzina. Nie zmieniaj teraz tematu!
- O czym chcesz rozmawiać? – Kurt momentalnie dał się ponieść swojemu temperamentowi. – Pogadaliśmy sobie, daliśmy buzi i mnie przeleciałeś! Potrzebujesz czegoś więcej? Dlaczego robisz z tego wielką sprawę?
- Twoja reakcja świadczy, że to jest wielka sprawa! Nie wspominając o tym, że zaraz po…
- Och, teraz jesteś zmartwiony? A gdzie byłeś przez ostatnie dwa miesiące?
Cisza. Blaine zacisnął powieki. Kiedy je ponownie uniósł, jego oczy wyrażały mnóstwo bólu, który siedzieć musiał w chłopaku od dłuższego czasu.
- Oddawałem ci przysługę – powiedział cicho.
Kurt zamrugał.
- Co proszę?
Blaine przez chwilę zbierał myśli, po czym powiedział:
- Trzymałem się od ciebie z daleka. Tak jak kiedyś tego chciałeś. Twoje zachowanie tamtego dnia, twoje łzy… To ja je spowodowałem, Kurt. Namieszałem w twoim życiu, a powinienem zostawić cię w spokoju. Próbowałem trzymać się z daleka.
- Więc dlaczego tu teraz jesteś? Obaj wiemy, że ślub Finna to tylko wymówka.
- Bo… Chcę… Muszę spędzić czas z tobą. Wiem, że to żałosne, ale Kurt…
- Nie obchodzi mnie to. Twój pierwszy plan był genialny. Powinieneś trzymać się z daleka. Nie mam zamiaru spędzać z tobą więcej czasu.
Na chwilę zapanowała cisza.
- A jeżeli ci zapłacę?
Kurt zamrugał. Musiał się przesłyszeć.
- Co proszę?
- Zapłacę ci – powtórzył Blaine. - W końcu to twoja praca. Spędzisz wtedy ze mną czas?
- Jestem dziwką, Blaine. Nie damą do towarzystwa.
Blaine przygryzł wargę. Przez chwilę nic nie mówił. Kurt obserwował go z lekkim niepokojem nawet nie mrugając. W końcu chłopak uniósł głowę.
- Chcę tego, Kurt. Chcę ciebie – powiedział cicho, wyraźnie jednak akcentując każde słowo. – Nie mogę przestać o tobie myśleć odkąd wróciłem z Limy. Próbuję funkcjonować normalnie, ale…
- Kolejny facet, który nie potrafi oddzielić uczuć od seksu, świetnie. – Przerwał mu chłodno Kurt. – Przejdzie ci, zaufaj mi. Wróć do domu, poczytaj Claire bajkę na dobranoc, połóż się do łóżka i zaśnij. Wpadniesz w rytm praca-dom-dziecko szybciej niż ci się wydaje. Jakoś przeżyłeś te lata beze mnie odkąd się rozstaliśmy. Teraz też jestem ci zbędny.
Blaine pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Więc… Ty naprawdę tego nie czujesz? Nic? Tylko ja mam problem z zapomnieniem o tym, jak się czułem, kiedy dotykałeś mojej skóry? Albo o emocjach na twojej twarzy, których nie mogłeś, po prostu nie mogłeś udawać? Albo co wywoływał mnie wyraz twoich oczu, kiedy…
- Wystarczy – Kurt odwrócił wzrok zaciskając wargi. – Nie muszę tego słuchać. Nie chcę tego słuchać.
- Potrzebuję cię – wyszeptał Blaine.
Kurt nieomal parsknął śmiechem.
- Mnie czy Roxanne?
- A kim wtedy byłeś, Kurt? Kiedy mnie całowałeś?
Kurt zignorował to pytanie.
- Obawiam się, że nie mam dla ciebie więcej czasu. – Powiedział chłodno. - Musisz iść.
Blaine zacisnął usta.
- W porządku. Skoro tak wolisz. Zadzwonię do twojej agencji, żeby jak każdy inny…
- Czego tak naprawdę chcesz? – przerwał mu znów Kurt.
- Dowiedzieć się jak to jest. Być twoim klientem. Spojrzeć na ciebie tak jak oni. I tak jak ty na siebie patrzysz.
- Blaine, to szaleństwo! A mówisz o tym, jakby to wszystko było takie proste…
- Czym różniłbym się dla ciebie od zwykłego klienta?
Kurt zacisnął usta.
- Zwykli klienci nie znają mnie od liceum i nie łączy mnie z nimi żadna dłuższa historia.
- Potraktuj to więc jako wyzwanie. Sprawdź czy umiesz wyłączyć serce.
- To nie jest śmieszne, Blaine.
- Oczywiście, że nie jest. Ale… Proszę zastanów się nad tym. Obiecujesz?
Kurt zawahał się, ale skinął głową. Blaine uśmiechnął się lekko i wstał.
- Chodź. Odbierzemy Claire i pojedziemy na ślub.
- Jedź sam. Ja… Muszę się przejść.
Blaine zawahał się przy drzwiach.
- Jesteś pewien? Jest już dość późno.
Kurt uśmiechnął się krzywo.
- Potrzebuję czasu dla siebie.
***
Blaine miał rację. Kurt spóźnił się na ślub.
Wesele już dawno trwało, toasty zostały wzniesione, nowożeńcy podzielili się tortem. Na parkiecie tańczyło mnóstwo ludzi, część z nich Kurt ledwie rozpoznawał. Stał i obserwował to wszystko z boku, nie mogąc zmusić się do przyłączenia do zabawy. Nagle poproszono wszystkich o uwagę. Na scenę wyszła Rachel. Zawahała się przez chwilę, wzięła kilka oddechów po czym powiedziała do mikrofonu:
- Wprawdzie… Wszystkie mowy zostały już powiedziane, ale jeżeli nowożeńcy nie mają nic przeciwko… O, nie mają, znakomicie… Chciałabym powiedzieć kilka słów.
Wzięła głębszy oddech.
- Kiedy byliśmy w chórze, każdy z nas miał jakieś marzenia. Jedne, których spełnienia byliśmy niemal pewni, inne, których wtedy nie uważaliśmy nawet za istotne… W każdym razie, żyliśmy z tą pewnością, że „Kiedy tylko się stąd wydostanę, to...", nie wierząc, że może być inaczej… I wtedy skończyła się szkoła. Rozdano świadectwa. Każdy z nas z dostał zdrowo po dupie i to nie w postaci lodowatego napoju wylanego na twarz. – Przez salę przeszedł śmiech. – I… Patrzę na nas wszystkich tutaj i tak sobie myślę… Z marzeniami jest podobnie jak z przyjaciółmi. Jesteś pewien, że nigdy nie odejdą, ale za kilka lat nie pamiętasz twarzy, ktoś przypomina ci imiona… Bez zbędnych wstępów… To piosenka o tym, co odeszło. Miałam ją śpiewać z… W każdym razie, wychodzi na to, że będzie to solówka.
Rachel zacisnęła ręce na mikrofonie zamykając oczy. Poczuła jak muzyka wypełnia powoli każdy nerw jej ciała. Delikatnie zaczęła kołysać się do melodii.
Memories, light the corners of my mind
Misty watercolor memories of the way we were.
Uniosła powieki i posłała lekki uśmiech w stronę młodej pary tańczącej wolno na parkiecie w rytm piosenki. Przypomniało jej się podobne wydarzenie. Wtedy też śpiewała obserwując Finna i dziewczynę, która nie była nią. Ale choć sama była tym zdziwiona, nie czuła się ani zraniona, ani zazdrosna jak wtedy. Nie była też skrępowana. Być może była to sprawa Barbry, która zawsze sprawiała, że czuła się jak w domu. A być może… Być może po prostu dorosła.
Scattered pictures of the smiles we left behind
smiles we give to one another
for the way we were.
I wtedy przerwał jej drugi głos. Trochę szorstki, ale niezwykle znajomy. Anieli.
Can it be that it was all so simple then
or has time rewritten every line?
Kurt zepsuł nieco pierwsze dźwięki. Nie śpiewał od tak dawna, miał prawo. Schował swoje błękitne oczy za zasłoną powiek, żeby nie widzieć reakcji innych. Wstydził się swojego głosu, jednak na wycofanie się było już za późno. Wszyscy wbijali w niego wzrok, jakby zobaczyli ducha. Kurt w końcu otworzył oczy i stanął na niewielkiej scenie obok Rachel. Nieśmiało zaczął śpiewać kolejne wersy, z każdym momentem jednak jego głos nabierał pewności, powróciła dawna łagodność, choć nie słychać było dawnej werwy. Dźwięki, które wypływały z jego gardła były przeraźliwie smutne, jednakże wbrew pozorom czyniło to jego głos jeszcze piękniejszym niż w młodości. Jego barwa była jak melodia, która ze radosnego rytmu mazurka przeistoczyła się w żałobne requiem. Albo jak obraz, którego twórca planował na początku sielski, wiejski pejzaż, decydując się jednak ostatecznie na morze w czasie sztormu. Głos Kurta transformował tak samo jak transformowało jego życie.
If we had the chance to do it all again
tell me would we? Could we?
Rachel jakby otrząsnęła się z szoku i dwa tak różne głosy złączyły się w jeden śpiewając:
Memories, may be beautiful and yet
what's too painful to remember
we simply choose to forget
So it's the laughter we will remember
whenever we remember
the way we were.
Kilka osób zaczęło bić brawo. Kurt objął Rachel ciepło, na co ta roześmiała się cicho.
- Myślałam, że nie przyjdziesz…
***
- Masz utalentowaną przyjaciółkę.
Kurt oparł głowę na ramieniu Olivera i uśmiechnął się wsłuchując w delikatną melodię, jednocześnie starając się skupić na wykonywaniu delikatnych kroków. Na końcu sali wyłowił oczy Blaine'a, więc zamknął swoje, aby go nie widzieć.
- Wiem - powiedział otwierając na moment oczy. - Jest niesamowita.
- Czym się zajmuje?
- Szuka pracy, właściwie...
Chwila ciszy.
- Mam kilka kontaktów, je...
Kurt mu przerwał.
- Oliver?
- Hm?
- Zapytam raz jeszcze. Dlaczego to robisz? Szczerze.
Oliver zanurzył twarz w jego włosach.
- Dowiesz się. Nie czas na to.
Przez moment tańczyli w ciszy.
- Wszystko w porządku? – zapytał po chwili Oliver.
Kurt przygryzł wargę.
- Nie do końca.
Z wahaniem opowiedział mu o spotkaniu z Blainem. Nie raz rozmawiali już na ten temat i Oliver zdawał rozumieć się go w pewnych sprawach. Kiedy skończył opowiadać, mężczyzna otworzył usta, ale Kurt natychmiast mu przerwał.
- Nie, daj spokój. Nie chcę rady. Po prostu… potrzebowałem wyrzucić to z siebie.
Oliver pocałował go delikatnie w szyję delektując się jej zapachem.
- Duża presja? – wymruczał.
- Nawet nie masz pojęcia…
Mężczyzna zawahał się na moment.
- Może jednak chcesz wiedzieć co myślę?
Kurt przygryzł wargę i skinął głową. Oliver poprowadził ich w stronę stolika, spojrzał mu poważnie w oczy, po czym powiedział:
- Spróbuj.
Kurta zatkało.
- Co?
- Daj mu szansę.
- No chyba żartujesz.
Oliver roześmiał się cicho.
- Zanim coś powiesz… Blaine ma czarne włosy, brązowe oczy i jest dość niewysoki?
Kurt zmarszczył brwi.
- Skąd wiesz? Minąłeś go na schodach, kiedy przyszedł mnie odwiedzić?
Oliver pokręcił przecząco głowo.
- Nie. Ale kiedy tańczyliśmy, zwrócił moją uwagę. Tym jak na ciebie patrzył. To coś w oczach sprawiło, że wyłowiłem go z tego całego tłumu… I Kurt… Wierz mi. Nieważne jak bardzo byś chciał, nie wyrzucisz tego chłopaka ze swojego życia.
Kurt przygryzł wargę. Nagle wstał.
- Przepraszam na chwilę.
Oliver odprowadził go wzrokiem uśmiechając się lekko.
Kurt kursował między stolikami, aż w końcu stanął przed Blainem. Ten spojrzał na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Chciał coś powiedzieć, ale przerwał mu dziecięcy głosik:
- Tato, tato, zobacz, co Rachel mi narysowała! – powiedziała Claire dumnie unosząc rękaw sukienki, który odkrył małą różyczkę. Kiedy jej wzrok napotkał Kurta, zaczerwieniła się nieco, choć jej wzrok wyrażał ciekawość. Kurt momentalnie zrezygnował z tego, co miał zamiar powiedzieć i zamiast tego uśmiechnął się w stronę dziewczynki wyciągając dłoń:
- Mogę panią prosić?
***
Kurt całował Blaine'a z taką pasją i głodem, jakiego nigdy jeszcze nie czuł. Położył go na łóżku, zrywając z niego ubrania delektując się jękami wypływającymi z ust chłopaka.
Od ślubu minął tydzień. Tyle czasu potrzebował Kurt, żeby dojść ze wszystkim do ładu, choć zadecydował, że da Blaine'owi szansę jeszcze przed rozmową z Oliverem i weselem. Nie miał pojęcia, co nim kierowało. Ale… Co tak naprawdę miał do stracenia? I tak popełnił dużo błędów. Wcześniej jednak ustalił pewne zasady. „Może ty płacisz, ale ja rządzę. Robisz, co ci każę. Nie bredzisz emocjonalnych bzdur. Nie narzekasz. Ale przede wszystkim… Nie nazywasz mnie po imieniu. W momencie kiedy płacisz, staję się dla ciebie Roxanne."
Blaine trzymał się zasad i wydawał się nie mieć z niczym problemu, choć tak naprawdę ciężko było patrzeć mu w niebieskie oczy Kurta ze świadomością, że wszystko, co wyrażają zostało kupione.
- Kim chcesz, żebym był? – zapytał przesuwając nosem wzdłuż szyi Blaine'a. Ten zaś chwycił Kurta pod brodę, pocałował go lekko i powiedział:
- Kurtem, Roxanne. Chcę, żebyś był Kurtem.
Kurt, ku zaskoczeniu Blaine'a, skinął głową.
- W porządku – powiedział tylko.
Usiadł na nogach chłopaka i rozpoczął wędrówkę językiem wzdłuż jego pleców. Kiedy dotarł do celu swej wyprawy, Blaine jęknął przeciągle. Kurt uśmiechnął się pod nosem. Tym dźwiękiem miał się z pewnością nie znudzić przez długi czas. Wspomagając się lubrykantem wsunął środkowy palec w ciasne wnętrze Blaine'a. Przez twarz chłopaka przebiegł spazm bólu.
- W porządku? – zapytał Kurt.
Blaine tylko pokiwał głową. Widząc, że chłopak powoli się relaksuje, Kurt dołączył po chwili drugi i trzeci palec. Z ust Blaine'a ponownie zaczęły wypływać jęki, które wzmocniły się tylko, kiedy palce Kurta musnęły jego prostatę.
- Proszę – wymamrotał tylko. Kurt nie miał serca się z nim drażnić i sięgnął po leżącą na szafce nocnej prezerwatywę, jednakże ręka Blaine'a go powstrzymała. Kurt posłał mu pytające spojrzenie.
- Powiedziałem, że chcę ciebie, Kurt. Całego ciebie.
Kurt uniósł brwi.
- Co proszę?
- Ufam ci. Nie potrzebujemy tego.
Kurt zacisnął oczy czując jak powoli zalewa go furia.
- Okej, mam dość!
Blaine'owi chwilę zajęło dojście do siebie.
- Co…? O czym ty mówisz…?
Kurt zacisnął szczękę.
- Możesz mi powiedzieć w co ty pogrywasz?
Blaine spojrzał na niego wzrokiem zranionego szczeniaka.
- Nie rozumiem…
Kurt wstał z łóżka i podszedł do okna opierając się dłońmi o parapet. Kiedy się obrócił, jego twarz wyrażała wiele uczuć – od pogardy, poprzez szok, na wściekłości kończąc.
- Ile ty masz lat, Blaine? Naprawdę muszę cię edukować?
- Powiedziałem, że ci ufam…
- Ufasz mi? Nie rozśmieszaj mnie! Wiadomość z ostatniej chwili! Jestem dziwką! Dziwki pieprzą się z różnymi ludźmi! Możesz mi ufać, ale ja nie ufam tamtym ludziom! Jasne, zabezpieczamy się! Jasne, robię badania! Ale nigdy nie masz pewności! A ostatnie czego potrzebuję, to mieć cię na swoim sumieniu! Mnie może szlag trafić, ale ty masz pewne zobowiązania!
Była to prawda. Kurt nigdy specjalnie nie dbał o siebie. Kiedy pracował w starej agencji, nie badał się często. Nikt go do tego nie zmuszał, a sam nie odczuwał takiej potrzeby. Czasem żałował nawet, że niczego u niego nie wykryto, były to jednak myśli, które szybko odrzucał. Nowa agencja zmuszała go do częstszych badań, miała swoją renomę, a choroby weneryczne z pewnością by jej nie polepszyły.
- Tu chodzi o coś więcej, prawda? – odezwał się Blaine. – Nie wściekałbyś się tylko o to.
Kurt zacisnął powieki.
- Blaine, nie widzisz tego jak się zachowujesz? Naprawdę muszę ci otworzyć oczy? Wracasz do mnie jako przyjaciel, jak mówisz, żeby naprawić wyrządzone krzywdy i inne bzdury w tym stylu. Pokazujesz mi swoje życie, jak bardzo się zmieniłeś, jesteś teraz taki odpowiedzialny, masz dziecko… I co robisz? Zachowujesz się jak szczeniak, gówniarz! Kiedy poprosiłem cię, żebyś mnie pocałował, wiesz co należało zrobić? Odmówić! Nawet jeśli, a może szczególnie jeśli tego chciałeś. A potem tak po prostu przeleciałeś mnie dla sportu. Czego oczekiwałeś, Blaine? Że po tym wszystkim wyznam ci miłość i założymy rodzinę? Że zapomnę o pracy, wszystkie blizny się zasklepią i zestarzejmy się razem wychowując Claire? Nie mogłeś być tak głupi. I kiedy staram się zapomnieć o tobie, po dwóch miesiącach pojawiasz się znowu i dosłownie błagasz mnie, żebym się z tobą przespał, jak pies śliniący się o…
- Przestań.
Kurt spojrzał na niego z pogardą.
- Jesteś żałosny, Blaine. Przed czym uciekasz, powiedz mi? Przed kochającą cię córką, ciepłym domem? Wiesz dlaczego tak zareagowałem? Masz powód. Wyobraź sobie, że przeleciałbym cię bez prezerwatywy. Fajnie przez moment, szybko zapomniane. Ale za jakiś czas zrobiłbym badania i wyszłoby jakieś świństwo. Teraz zastanów się - byłbyś w stanie spojrzeć w oczy swojemu dziecku i powiedzieć, że jesteś chory? A może nawet… Umierasz? Zostawiłbyś ją samą?
Blaine ukrył twarz w dłoniach. Kurt usiadł obok niego i chwycił go za ramiona potrząsając nim lekko.
- Obudź się, Blaine. Zapomnij o mnie. Znajdź kogoś z kim będziesz mógł wychować swoje dziecko i bądź szczęśliwy. Przy mnie nic dobrego cię nie czeka. Chcesz czy nie, nie odpowiadasz tylko za siebie. Musisz znaleźć kogoś, kogo pokochasz.
Blaine uniósł głowę i ze łzami w oczach spojrzał na Kurta. Na moment czas się zatrzymał.
- Ale kocham ciebie.
Serce Kurta niemal stanęło. Patrzył na Blaine'a z niedowierzaniem, jakby oczekiwał, że za chwilę chłopak parsknie śmiechem i powie, że dał się nabrać. Nie wiedział dlaczego był taki zdziwiony. Przecież to podejrzewał. Do licha, on to wiedział. Więc skąd ta reakcja? Skąd zdziwienie? Nagle jednak jego serce zwolniło. Uspokoił się. Zacisnął oczy, uśmiechnął się słabo i powiedział chwytając dłonie Blaine'a:
- Pragniesz mnie. A nie kochasz. To różnica.
- Ale…
Kurt przerwał mu pocałunkiem. Zmienił zdanie. Teraz potrzebował ucieczki. Chwycił prezerwatywę i położył Blaine'a pod sobą.
- Zapłaciłeś mi za coś, prawda? – powiedział hamując łzy, o czym Blaine nie mógł mieć pojęcia.
***
Kurt wpatrywał się w sufit ignorując nagłą bliskość ciała Blaine'a. Być może chłopak spał, nie wiedział. Zacisnął na moment powieki i odezwał się nie dbając czy go słucha:
- Spieprzyłeś to.
Jego głos zdawał się odbijać od ścian. Żadnej odpowiedzi. Jedynym odgłosem wypełniającym sypialnię były dwa ciche oddechy i tykanie zegara dobiegające z korytarza. W momencie, kiedy Kurt poważnie rozważał sen, ciszę przerwał cichy głos Blaine'a.
- Wiem.
Spod zaciśniętych powiek Kurta popłynęła łza. Blaine starł ją wierzchem dłoni i przysunął się bliżej, kładąc głowę na klatce piersiowej chłopaka.
- Prze…
- Nie – przerwał mu Kurt unosząc powieki. – Nie o to chodzi. Nie chcę, żebyś mnie przepraszał.
Blaine uniósł głowę, żeby spojrzeć mu wyczekująco w oczy. Tymczasem przez okno wpełzły powoli pierwsze promienie słońca. Już świtało. Jak szybko ten czas minął. Po chwili Blaine odwrócił wzrok i obydwaj obserwowali narodziny dnia wtuleni w swoje ciała.
- Nie wiem, co w tobie jest, Blaine. – Odezwał się ponownie Kurt. – Nie wiem, co jest w nas. W momencie kiedy myślałem, że nie umiem już płakać, nie umiem śnić, nie umiem czuć… Pojawiasz się ty i wywracasz wszystko do góry nogami.
Chwila milczenia.
- Kiedy to wszystko się zaczęło… Cała ta dziwkarska karuzela… Gdzieś zgubiłem tę część, która czuje. Nie powiem, żeby mi jej brakowało. Wtedy chyba też gdzieś zapodziało mi się poczucie własnej wartości. Choć nie, to musiało być dużo wcześniej… W końcu nie zacząłbym tego, gdybym się szanował, prawda? W każdym razie… Wszystko potem poszło jak z górki. Niczego nie czułem, a więc nie znałem już smutku, uczucia upokorzenia…
- Kłamiesz – przerwał mu Blaine. – Gdybyś faktycznie nic nie czuł, nie musiałbyś ćpać, ani pić. Robiłeś to, żeby zapomnieć.
Kurt uśmiechnął się blado.
- Touché – powiedział i delikatnie zaczął gładzić Blaine'a po włosach. – A co z panem, panie Anderson? Próbował pan kiedyś tego?
Blaine milczał tak długo, że Kurt przez chwilę myślał, że zasnął. Po chwili jednak chłopak chwycił go za rękę i zaczął delikatnie gładzić kciukiem jego palce, jakby była to najbardziej zajmująca rzecz na świecie.
- Okres przed narodzinami Claire był trudny – powiedział powoli. – Nie byłem dobrym człowiekiem, Kurt. Podejmowałem złe decyzje, zadawałem się z ludźmi, z którymi zadawać się nie powinienem… Jak już ci kiedyś mówiłem, nie chciałem jej zatrzymać. Claire. Ale z jakiegoś powodu nagle zacząłem czuć, jakby czas przepływał mi między palcami, jakby moja młodość miała skończyć się za pięć minut. Zapragnąłem żyć mocniej, intensywniej…
Przerwał na moment. Kurt domyślał się w jakim kierunku podąży ta historia, ale nie odezwał się ani słowem.
- Na imię miał Kyle – podjął ponownie Blaine. – Od niego się zaczęło. Znasz tego typu gości. Kyle-To-Nie-Moje-Prawdziwe-Imię Smith. Nikt nie wiedział kim tak naprawdę jest i skąd pochodzi. W każdym razie, zaczęło się niewinnie. Poznaliśmy się w pubie, wypiliśmy razem parę piw. Potem pieprzyliśmy się za budynkiem.
Kurt uniósł brwi. No proszę. Tymczasem Blaine kontynuował:
- Wiesz jak to jest zaraz po tym. Nie masz ochoty widzieć gościa na oczy, najchętniej zapiąłbyś rozporek i nie oglądał się za siebie. Ale Kyle nalegał, żebym poszedł z nim do jego domu. W końcu się zgodziłem. Domyślasz się, co było dalej.
Kurt pokiwał głową.
- Co braliście? – zapytał.
Moment ciszy.
- Chciałbym pamiętać.
Przez chwilę obydwaj milczeli.
- Myślałem, że tylko ja miałem ciężko. – Odezwał się po jakimś czasie Kurt. – Dobrze, że wyszedłeś na prostą.
Blaine westchnął.
- Każdy ma czarne punkty w przeszłości. Ale to nie czarne dziury, Kurt. Nie zasysają wszystkiego do środka. Nic jeszcze nie jest stracone. Może dla nas jest, ale nie dla ciebie.
- Skoro jest szansa dla mnie, to skąd ta pewność, że nie ma jej dla nas?
Blaine uśmiechnął się blado.
- Nie. Masz rację. Spieprzyłem to. Spieprzyłem wszystko. To co mówiłeś wcześniej… To też prawda. Powinienem być odpowiedzialny, powinienem myśleć nad konsekwencjami swoich czynów.
Kurt przesunął delikatnie czubkami palców po jego policzku.
- Może, ale…– Przygryzł wargę. - Wiesz dlaczego tak bardzo się wkurzyłem? Dlaczego powiedziałem to wszystko?
Blaine pokręcił przecząco głową.
- Bo tak cholernie ci zazdroszczę – powiedział Kurt zamykając oczy. – Tego wszystkiego, co masz. Stabilizacji, pracy, studiów… Mogłem mieć to życie. A ty próbujesz od niego uciec. I to dla kogo? Dla mnie. Dla nikogo.
Blaine zamyślił się na moment nad jego słowami. Nagle jego oczy pojaśniały.
- Mam pomysł – powiedział.
Kurt posłał mu pytające spojrzenie.
- Pokażę ci. Pokażę ci, co straciłeś. – Blaine spojrzał na niego wzrokiem wypełnionym nadzieją i usiadł ściskając mocniej dłoń chłopaka. – Tylko posłuchaj…
- Blaine, nie wiem, co planujesz, ale to brzmi jak okropny pomysł…
- Wcale nie! Pomyśl! Nie masz nic do stracenia.
- Blaine…
- Chcę, żebyś spojrzał na świat moimi oczami. Na krótki czas. To nie zajmie długo.
- Pokażesz mi, co straciłem? Świat twoimi oczami? – Powtórzył tępo Kurt. – To…
Blaine uśmiechnął się lekko.
- A whole new world … A new fantastic point of view… - zanucił.
Kurt uniósł brwi i niemal się roześmiał.
- Disney? Naprawdę?
- Dziecko do czegoś zobowiązuje. Proszę, Kurt. Pozwól mi.
- Nie ma mowy.
- Ale…
Kurt spoważniał.
- Dlaczego miałbym ci ufać? Udowodniłeś, że jesteś kompletnie niedojrzały, nie potrafisz dotrzymać słowa. A co najgorsze, za bardzo się przywiązujesz. Co jeżeli po wszystkim będę chciał wrócić do normalnego stanu rzeczy? Zapomnieć o tobie? Puścisz mnie? Zostawisz mnie w spokoju bez złamanego serca, histerii i całej tej greckiej tragedii?
Zapadła cisza. Kurt patrzył na chłopaka sennym wzrokiem zastanawiając się czy wciąż znajduje się w realnym świecie. Chciał się odezwać, ale to nie on przerwał ciszę.
- Daj mi szansę – powiedział Blaine łamiącym się głosem. – Proszę. Jedną.
Kurt zacisnął wargi. Nie było dla niego nic gorszego niż słuchanie błagającego o coś mężczyzny.
- To nie jest… - zaczął.
- Nawet nie wiesz, co chcę ci zaproponować.
Chwila wahania. Kurt przygryzł wargę.
- W porządku. Słucham.
Blaine skupił wzrok na kolanach. Przez chwilę zbierał myśli, a kiedy w końcu się odezwał, ostrożnie dobierał słowa.
- Chcę, żebyś dał mi dwa dni. Dwa dni na pokazanie ci normalnego życia. Możesz zamieszkać ze mną i z Claire… – Widząc spanikowany wzrok Kurta momentalnie się poprawił. - …albo mogę podrzucić ją do dziadków i pojedziemy gdzieś razem. Ty i ja. Chcę, żebyś zobaczył jak to jest budzić się obok drugiej osoby. Jak to jest chodzić rano po bułki do sklepu, czy zwyczajnie poprzytulać się z kimś przed telewizorem. Jak to jest być z kimś nie patrząc na zegarek i nie zastanawiając się, ile pieniędzy się na tym zarobi. Chcę, żebyś zobaczył, co straciłeś.
Kurt uniósł brwi.
- Dlaczego miałbym się zgodzić?
Blaine uśmiechnął się delikatnie.
- Właściwsze pytanie brzmi… Dlaczego miałbyś się nie zgodzić?
***
Nie zgodził się.
Wystarczającym błędem było pozwolenie Blaine'owi na wspólną noc. Cholera, pierwszym, podstawowym błędem był moment, kiedy to jego, a nie żadnego innego chłopca zdecydował się zatrzymać na tych przeklętych schodach w Dalton. Winił za to Pucka. To on kazał mu iść na przeszpiegi do tej szkoły. Powinien być na niego wściekły. Tak, to właśnie zrobi… Zadzwoni do Noah i ochrzani go z góry na dół. Albo lepiej. Wsiądzie w samochód i osobiście skopie mu tyłek.
Jak łatwo zgadnąć, Kurt nie był od początku do końca trzeźwy. Spędzał samotnie dzień w swoim mieszkaniu i powoli zaczynało mu odbijać. Nie było nawet dwunastej, a zdążył wypić już dwa mocne drinki.
Jego rozmyślania przerwało desperackie pukanie do drzwi. Kurt zaklął pod nosem i pobiegł w ich stronę, otwierając nerwowo zamek. W jego progu stał nie kto inny, jak Blaine.
- Kurt, musisz mi pomóc… Claire jest w szpitalu… Nie mogę sam jechać, rozbiję się na pierwszym drzewie…
Kurt momentalnie wytrzeźwiał.
- Blaine, przepraszam, ale wypiłem kilka drinków, nie mogę…
- Nieważne, ja będę prowadził… Chodzi tylko o to, żebyś mnie pilnował.
Kurt zmarszczył brwi, ale chwycił kurtkę, zamknął dom i wybiegł za Blainem.
Jechali przez chwilę w milczeniu. Kurt obserwował mijane drzewa i ulice myślami jednak będąc zupełnie gdzie indziej… kiedy nagle coś go uderzyło.
Po jaką cholerę Blaine do niego przyjeżdżał? Każdy zdrowo myślący rodzic wsiadłby w taksówkę i kazał jak najszybciej zawieźć się do szpitala. Poza tym, z tego co Kurt wiedział, Blaine mieszkał po drugiej stronie miasta, a więc tłuczenie się całą tę drogę do mieszkania Kurta…
Olśniło go, kiedy zobaczył jedną ze znajomych ulic.
- To nie jest droga na szpital… - krzyknął. - To droga na autostradę!
Odpowiedziało mu milczenie.
- Blaine… Co tu się dzieje?
Chłopak uśmiechnął się tylko.
- Nie wieje ci za bardzo? – zapytał niewinnie.
***
- To porwanie.
- Pozwij mnie. Ale przypominam, że studiuję prawo. Zakład, że się wykaraskam?
- Nie mam żadnych ubrań, dokumentów, niczego poza telefonem…
- Przeżyjesz.
- Miałeś być odpowiedzialny.
- Zacznę od jutra, mamo.
- Nienawidzę cię. Tak cholernie cię nienawidzę.
- To nienawidź mnie w ciszy, staram się kierować.
Kurt zacisnął wargi. Jechali już ponad cztery godziny, a Blaine wciąż odmawiał odpowiedzi na podstawowe pytania.
Po pierwsze – gdzie jechali?
Po drugie – dlaczego tam jechali?
Po trzecie – jak długo mieli tam zostać?
Odpowiedzi tych Kurt miał zapewne jeszcze przez długi czas nie otrzymać. Podjął jednak jeszcze jedną próbę i zapytał po raz dziesiąty:
- Dokąd jedziemy?
Przez chwilę Blaine nic nie mówił skupiony na drodze. W końcu jednak odezwał się:
- Przypomnij sobie naszą ostatnią rozmowę.
Kurtowi chwilę zajęło poskładanie wszystkich elementów układanki. Kiedy w końcu zrozumiał, co się święci, przez chwilę rozważał kopnięcie Blaine'a i skierowanie samochodu w przepaść. Blaine kątem oka uchwycił jego minę i uśmiechnął się rozbawiony.
- Delektuj się wspólnym tygodniem ze mną, skarbie.
Kurt poczuł jak zalewa go furia.
- TYGODNIEM? – krzyknął. - To miały być dwa dni Blaine!
- Dwa dni, jeżeli zgodziłbyś się dobrowolnie. A nieco się opierałeś, musiałem uciec się do podstępu.
Kurt przez chwilę na zmianę otwierał, to zamykał usta, aby w końcu złożyć ręce na piersi i mruknąć pod nosem:
- Skurwiel.
- Tak też ładnie.
***
Kiedy zajechali na miejsce, była już noc. Kurt otworzył oczy obudzony chrzęstem żwiru pod oponami i nagłym szarpnięciem połączonym z hamowaniem. Przetarł powieki i ziewnął:
- Gdzie jesteśmy?
Blaine przez chwilę wpatrywał się w domek i uśmiechnął się do wspomnień.
- To domek letniskowy należący do mojej rodziny.
Kurt zmrużył oczy i wyłowił z ciemności blask jeziora. Faktycznie. Blaine kiedyś coś o tym opowiadał. Nawet nie zauważył, że chłopak już wysiadł z samochodu i otwierał mu właśnie drzwi kłaniając się w pas.
- O panie!
Kurt zacisnął usta.
- Wciąż jestem na ciebie zły.
Blaine tylko uśmiechnął się pod nosem. Zatrzasną za nim drzwiczki, wspiął się na ganek i otworzył przed Kurtem drzwi zapalając jednocześnie światło w przedpokoju.
- Kupiłem ci kilka ubrań – powiedział podczas gdy Kurt rozglądał się ciekawie po wnętrzu. – Zdawałeś się o to martwić. Znajdziesz je w sypialni.
- Byłeś tu wcześniej?
Blaine skinął głową.
- Musiałem trochę to wszystko ogarnąć. Dawno nikogo tu nie było.
Na dole znajdowała się kuchnia i niewielka łazienka. Domek miał jednak jeszcze jedno piętro. Blaine wziął Kurta za rękę i zaprowadził go na górę. Otworzył drzwi do jednego z pomieszczeń i zapalił światło.
Pokoik był mały, ale miał swój urok. Białe ściany i proste meble nadawały mu wbrew pozorom ciekawego klimatu, jednakże uwagę przyciągało głównie okno, z którego rozciągał się piękny widok na jezioro. Kurt rozglądał się dalej. Jego wzrok spoczął na łóżku. Delikatny biały baldachim i kremowa pościel nadawały całemu pomieszczeniu czegoś w rodzaju delikatności i dyskretnego piękna. Spodziewał się dużego wspólnego łóżka i rzeczywiście, spokojnie zmieściłyby się tu nawet trzy osoby. Miał zapytać Blaine'a jak dokładnie wyobraża sobie spanie razem, jednak ku jego zaskoczeniu, chłopak powiedział:
- Mój pokój jest po drugiej stronie, gdybyś czegoś potrzebował.
Kurt posłał mu pytające spojrzenie. Blaine uśmiechnął się ciepło.
- Nie chciałem cię do niczego zmuszać. Pomyślałem, że wolałbyś mieć wybór.
- I dlatego mnie uprowadziłeś?
Blaine wywrócił oczami. Zawahał się na moment, po czym pocałował Kurta w policzek.
- Dobranoc, Kurt.
- Dobranoc, Blaine.
