10
Rozdział 6 – „ Spotkanie w lesie "
Po kolejnym biciu i gwałcie, Kabuto leżał nieruchomo. Który to był raz? Nie wiedział. Po sześciu latach tortur, jakim był poddawany przez Orochimaru, stracił rachubę. Za każdym razem, kiedy wracał, aby donieść o nowych wieściach z Konohy, Orochimaru korzystał z okazji do znęcania się nad chłopakiem w najokrutniejszy sposób.
Hokage Sandaime, kiedy widział, w jakim stanie wraca nastolatek od zdradzieckiego Sannina żałował, że wysłał go na tę misję. Ale nie sądził, że Orochimaru był by zdolny do takich okrucieństw. A jednak. Kolejny dzień, kolejny miesiąc, kolejny rok i tak w kółko, Kabuto przynosił informacje o poczynaniach Sannina do Hokage, jak również informował Orochimaru o zmianach i planach Sandaime, a sam stawał się coraz bardziej cyniczny i zamknięty w sobie. Wstał z ziemi w laboratorium, na której leżał, podparł się o blat stołu ręką i na chwiejnych nogach udał się do łazienki.
Stanął przed lustrem, jego czarne tęczówki uważnie skanowały zmaltretowane ciało.
- Ostatni czasy – szepnął Kabuto – Orochimaru stał się bardziej brutalny.
Przejechał dłonią po klatce, a następnie po brzuchu.
- Kolejny raz żebra złamane – westchnął ciężko – tym razem cztery, do tego liczne przecięcia na klatce, plecach – obrócił się lekko obserwując swoje plecy – nie są głębokie, ale na pewno zostaną po nich blizny. Moje ciało to jedna wielka blizna, należąca do Orochimaru.
Biało włosy ściągnął z siebie resztę ubrań, które nie zostały z niego zdarte. Wszedł pod prysznic włączając gorącą wodę, pozwalając swojemu ciału rozluźnić się w jej gorącym strumieniu. Oparł ręce na płytkach, pokrywających ścianę i zamknął oczy myśląc o jednej osobie, która rozjaśniała jego ponure życie.
Naruto obracał się nerwowo w łóżku z boku na bok, nie mogąc znaleźć sobie odpowiedniej pozycji. Wszystko go drażniło, jego rozpalona skóra nie mogła znieść dotyku pościeli, która zazwyczaj pomagała. Skopał prześcieradło z siebie ukazując księżycu, który jako jedyny był świadkiem jego nagości, jak bardzo jest rozpalony i spragniony dotyku dłoni. Niepewnie przejechał ogonami po swoich nogach i rękach, czując jak bardzo jego ciało staje się coraz bardziej rozgrzane i rozgorączkowane jęknął głośno domagając się jakiejkolwiek uwagi, której nie otrzymał. W końcu poddał się i wstał zakładając na swoje nagie ciało jedwabny szlafroczek, który sięgał zaledwie do kolan. Był to prezent od Kakashiego, który stwierdził, że skoro jego kochany delfinek ma taki, to on również powinien mieć. ' Wszystkie słodkie, niewinne stworzonka powinny mieć coś, w czym wyglądają, powalająco ' – to były słowa Kakashiego kiedy ofiarował mu go. A skoro uwielbiał sypiać nago, czując na swojej skórze chłód jedwabnej pościeli, to stwierdził, że jedwabny szlafroczek będzie dla niego w sam raz. Do dziś pamiętał jak Iru-chan groźnie zmierzył go wzrokiem.
Wspomnienia Naruto
- Kashi-chan … - wymruczał zmysłowo Iruka - … a skąd wiesz, że Naru-chan sypia nago?
Spojrzałem na Kakashiego, który najwyraźniej nie wyczuł zagrożenia ze strony Iruki. Błąd, poważny błąd. Ale nic się nie odzywałem czekając na odpowiedź starszego.
- Jak to skąd? – nie ukrywał swojego zdziwienia Kakashi – Przecież jestem cieniem chiisai Kitsune (małego liska) więc jestem wszędzie tam gdzie on. – uśmiechnął się pod maską, która zakrywał pół jego twarzy. Kiedyś nosił jeszcze opaskę shinobi na lewym oku, ale oto-chan (tatuś) zabronił mu po tym jak mając dwa latka wystraszyłem się go. Opaskę zakłada tylko jak opuszcza Chi no shinrin.
- Chcesz powiedzieć, że bez mrugnięcia okiem … - na czole Iru-chan zaczęły formować się małe kwadraciki - … podglądałeś mojego małego liska?
- Hai … - odpowiedział Kakashi nadal nic nie podejrzewając, czasami zastanawiam się czy aby na pewno jestem bezpieczny w jego towarzystwie - … i muszę powiedzieć, że jest, na co popatrzyć … - rozmarzył się srebrnowłosy - … piękne, złote włosy spokojnie opadające na delikatne ciałko demonka, wielkie lazurowe tęczówki, lisie uszka drgające leciutko, a jego nagie ciało otulone w dziewięciu, mięciutkich ogonach.
Odsunąłem się nieco na bok widząc jak Iruka podchodzi do zamyślonego Kakashiego, staje za nim i mocno się do niego przytula, a następnie kładzie dłoń na jego klacie i przesuwa nią powoli na dół zbliżając się do krocza, które szybko stało się nabrzmiałe. Srebrnowłosy syknął czując ręce swojego delfinka na sobie, obrócił się szybko łapiąc usta Iruki w brutalnym pocałunku. Patrzenie na nich jak się całują sprawiło, że zrobiło mi się gorąco i zacząłem szybko oddychać. Wiedziałem, do czego Iru-chan dąży i zrobiło mi się Kakashiego żal, ale tylko na chwilkę. Nagle Iruka zaczął zmysłowo ocierać się o ciało starszego wyrywając u niego przeciągły jęk. I koniec.
- C…co – zająknął się podniecony Kakashi łapiąc szybko powietrze - … Iru-chan …
- Miesiąc… - powiedział spokojnie Iruka odsuwając się od kochanka.
- Mie-siąc? – zapytał przerażony Kakashi, do którego zaczął dochodzić sens słów Iruki.
- Hai, miesiąc bez seksu – uśmiechnął się słodko brunet podchodząc do mnie.
- Demo (ale)… demo Iru-chaaaaan! – zawył nagle Kakashi wiedząc, że nic nie wskóra.
- To jest twoja kara, a jak dowiem się, że znowu podglądałeś liska… - przerwał na chwilę przytulając mnie do siebie, a następnie ciągnąc w stronę drzwi - … bądź pewny, że na miesiącu się nie skończy.
- Dobrze – zgodził się zatrważająco szybko Kakashi – ale kiedy miesiąc się skończy del-fin-ku – powiedział zmysłowo, rozkoszując się każdą sylabą przezwiska Iruki – co najmniej przez miesiąc nie będziesz w stanie siąść na tym seksownym, ciasnym tyłku.
Iruka przełknął nerwowo ślinę zamykając drzwi, a ja mocno się zaczerwieniłem jak tylko pomyślałem o obietnicy Kakashiego.
Koniec wspomnień Naruto
Naruto przeszedł na taras siadając na rozłożonym fotelu. Usadowił się wygodniej zamykając oczy i delikatnie ponownie zaczął głaskać swoje ciało ogonami, powoli zaczął się relaksować. Itachiego nie widział już do kilku miesięcy i bardzo za nim tęsknił.
Po jego pierwszej wizycie minął cały rok za nim znowu się widzieli. Wtedy Itachi został na dłużej. Każda jego kolejna wizyta stawała się coraz dłuższa, aż w końcu z jednego dnia zmieniły się one na tygodniowe wizyty.
Mijały dni, miesiące i lata. Każda najmniejsza chwila spędzona z Itachim znaczyła bardzo wiele, jednak mimo upływu sześciu lat czarnowłosy nie posunął się ani krok dalej. Mając dziesięć lat znał tylko smak pocałunku i mimo, że były to najwspanialsze chwile w jego życiu to Naruto pragnął więcej. Pragnął poczuć jak dłonie Itachiego delikatnie i zmysłowo błądzą po jego ciele, jak język drażni jego sutki doprowadzając go do obłędu. Z ust Kitsune wyrwał się przeciągły jęk.
Wspomnienia Naruto
A wszystko zaczęło się dwa miesiące temu. Niechcący natknąłem się na Iruke, który zapamiętale ujeżdżał Kakashiego w ogrodzie. Nie rozumiejąc, co się z nimi dzieje i dlaczego Iruka jest taki… taki zadowolony skacząc na srebrnowłosym, który najwyraźniej nie miał nic przeciwko jego poczynaniom, a wręcz przeciwnie był bardzo z tego zadowolony, schowałem się za drzewem i zainteresowaniem obserwowałem poczynania pary. Bardzo byłem wtedy podniecony i nie wiedziałem, co mam z tym zrobić, mój ochinchin(dziecięce określenie penisa) był gorący i twardy. Spojrzałem ponownie na kochającą się parę i wtedy zauważyłem rękę Kakashiego poruszającą się na ochinchin Iruki. Słysząc coraz głośniejsze jęki Iruki, zawstydziłem się mocno i uciekłem do swojego pokoju.
Wbiegając szybko do swojej sypialni, zamknąłem za sobą drzwi i wskoczyłem na łóżko zwijając się w mały kłębek w samym jego centrum. Trząsłem się na całym ciele, mój ciężki oddech i rozpalone ciało nie pozwalało mi zasnąć. Uszy przyłożyłem do swoje główki wyciszając się całkowicie, jeden z moich ogonów zaczął nieśmiało pieścić moje drobne ciało dziesięciolatka. Z ust wyrwał mi się cichy jęk, wkrótce do jednego ogona dołączyły pozostałe wprowadzając mnie w euforię. Drobne rączki zacisnęły się mocno na pościeli, pozwalając swoim ogonom na subtelną pieszczotę mojego spragnionego ciałka. Ciche jęki zamieniły się w ciężkie sapanie i gwałtowne łapanie powietrza. Płakałem z bezsilności, jeden z ogonów przejechał po moim ochinchin sprawiając, że obróciłem się szybko na plecy rozszerzając szeroko nogi i unosząc wyżej swoje kimono tak, aby ogony miały łatwiejszy dostęp. Pocierania ogonów stały się szybsze, gwałtowniejsze coraz bardziej natarczywe. Zapłakany i przerażony nie wiedziałem, co się z moim ciałem dzieje, dlaczego go nie słucha? Mocno chwyciłem pierzynę w swoje małe rączki i kręcąc energicznie główką krzyknąłem głośno uwalniając się z napięcia, jakie owładnęło moje ciało wcześniej. Rączką sięgnąłem do swojego ochinchin, który był cały mokry jak również spód mojego kimona. Unosząc dłoń na wysokość oczu, spojrzałem na białą, lepką maź znajdującą się na palcach.
- Co to jest? – zastanawiałem się powoli uspokajając swój oddech.
Przechylając główkę na bok usiadłem na łóżku spoglądając na spód swojego ciała, które po raz pierwszy w swoim życiu poznało namiastkę rozkoszy. Przerażony zszedł z łóżka i pobiegł szybko do łazienki. Napuszczając wody do wanny ściągnąłem z siebie kimono i wskoczyłem do wody zanurzając się po samą szyję. Ze łzami w oczach zacząłem się szorować, próbując zmyć z siebie bród.
Od tego dnia nie dotykałem się, bojąc się, że … że…
Koniec wspomnień Naruto
Mały demonek westchnął ciężko spoglądając na księżyc, który otulał go opiekuńczo. Ta noc była inna od pozostałych. Było mu niewiarygodnie gorąco, ale nie wiedział, dlaczego. Czuł, że w jego ciele zachodzą jakieś zmiany i nie może nad nimi zapanować.
Iruka parę dni temu powiedział, że jeśli jego ciało nabierze wysokiej temperatury i będzie znajdował się w stanie mocnego podniecenia, to będzie oznaczało, że jest gotowy. Ale, do czego? Tego mu już nie powiedział, ale ostrzegł go żeby nie wychodził ze swojego pokoju przez ten czas. Później się uśmiechnął i powiedział, że ma się niczym nie przejmować, bo ma na to jeszcze parę lat spokoju.
Tylko, dlaczego miał wrażenie, że to była nieprawda.
Wychodząc z wioski OtoGakure Kabuto obejrzał się jeszcze przez ramię. Widząc ciemne postacie przy bramie, strzegące jej, chłopak zastanawiał się czy długo jeszcze wytrzyma tortury Orochimaru. Jego wiedza i umiejętności są przez niego wykorzystywane, aż po same granice, a jeśli słowem wspomni, że 'już nie ma siły' lub 'nie ma takiej możliwości'… wystarczy wspomnieć, że po sesjach z Sanninem Kabuto nigdy nie wychodzi o własnych siłach, a jak już to podpiera się o ściany.
Białowłosy wskoczył na gałąź krzywiąc się lekko na ból w plecach, ale zignorował go i ruszył w drogę na spotkanie swojego ukochanego. Uśmiechnął się lekko na wspomnienie ich pierwszego spotkania.
Wspomnienia Kabuto
- Nie Orochimaru-sama … - jęknąłem z bólu wijąc się pod nim, chcąc uciec jak najdalej, ale to było nie możliwe - … proszę nie…- kolejne uderzenie w moją prostatę sprawiło, że jęknąłem z rozkoszy, jaką odczułem. Orochimaru od dłuższego czasu stwierdził, że najlepszym sposobem na upokorzenie mnie jest sprawienie, abym odczuwał jak największą przyjemność w czasie jego zabaw ze mną.
Nienawidziłem tego. Każda chwila, w której moje ciało mnie zdradzało i całkowicie mnie oddawało w ręce tego potwora, była dla mnie największym wstydem i wężowo-oki dobrze o tym wiedział. Chwyciłem się mocniej kory drzewa, przyciskając swój spuchnięty i siniejący policzek do niej, mając nadzieję, że Orochimaru już niedługo skończy. Kolejne pchnięcie, kolejne uderzenie, kolejny ból i tak w kółko. Ciągle jedno i to samo. Nie mam siły, mam ochotę wyć z bólu i uciec jak najdalej tak, aby 'on' już mnie nie znalazł. Ale wiem, że jest to nie możliwe. Nigdy nie uda mi się uciec od tego demona.
- Ach! Kabuto … - jęknął Orochimaru do mojego ucha przygryzając jego płatek, podła gadzina dobrze wiedziała, że jest to mój słaby punkt - … po naszych wspólnych czterech latach nadal taki ciasny… - teraz przyssał się do mojej szyi, mój kolejny czuły punkt - … stałeś się taki wyczulony na mój dotyk. Boski jak zawsze.
'Nienawidzę go' – kłębiła się po mojej głowie jedna myśl.
- P-proszę Orochimaru-sama … - ciężko dysząc błagałem go - … jesteśmy w lesie, ka-każdy – sapnąłem, kiedy poczułem jak jego członek coraz mocniej uderza w moją prostatę – może nas tu zobaczyć…
- I oto chodzi malutki – szepnął mi do ucha, pochylając mnie jeszcze bardziej do przodu, przytrzymałem się mocniej drzewa, żeby nie spaść na ziemię – chcę, aby wszyscy wiedzieli, do kogo należysz. Czyją jesteś własnością!
Nagle usłyszałem dźwięk łamanej gałęzi i najwyraźniej Orochimaru również. Zacząłem szarpać się gwałtownie chcąc wyrwać się z jego szponiastych dłoni.
- Aaaa!! – krzyknąłem głośno jak tylko poczułem szpony Sannina rozrywające moją skórę na talii – Nie chcę… nie chcę, żeby ktoś mnie zobaczył w tej pozycji!! – krzyczałem nadal, próbując się od niego oderwać.
Na ustach tego podłego gada pojawił się okrutny uśmiech. Wystraszyłem się. Rzucił mną o ziemię z takim impetem, że przez chwilę nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Uniósł moje pośladki wysoko, rozszerzając je maksymalnie jak się dało wbijając swoje pazury w nie, a następnie wdarł się we mnie ponownie rozrywając mnie mocno. Już dawno 'gad' nie był taki brutalny, nie aż tak jak dzisiaj. Płakałem. Po raz pierwszy od czterech lat płakałem. Ostatni raz, kiedy płakałem było w dniu utraty mojej niewinności. Obiecałem sobie wtedy, że nie pozwolę 'gadowi' zobaczyć mojej słabości, ale teraz … teraz to wszystko legło w gruzach.
Skończył. Wstał ubierając się powoli, napawając się moim cierpieniem.
- Widzimy się za miesiąc – pochylił się nad moimi pośladkami zlizując swoją spermę, która zmieszała się z moją krwią – mój malutki, słodki Kabuto. Mmmm twoja krew z moim nasieniem to prawdziwy rarytas. Powinieneś spróbować – zanurzył dwa palce we mnie, syknąłem z bólu. Obrócił mnie na plecy brutalnie, a następnie przyłożył palce do moich ust. Odwróciłem głowę ze wstrętem. Chwycił mnie gwałtownie za włosy, odchylając moją głowę do tyłu.
- Liż. – zacisnąłem jeszcze mocniej usta – Zliż wszystko… - zwęził groźnie oczy wzmacniając swój uścisk na moich włosach - … jeśli nie… zawsze możemy powtórzyć… - sugestywnie zjechał ręką do mojego zmaltretowanego odbytu, cofnąłem się odruchowo. Zacząłem lizać jego palce, czując gorzki smak jego spermy i metaliczny posmak krwi, wzdrygnąłem się z obrzydzeniem, na co on tylko zaśmiał się potwornie.
- Grzeczny zwierzaczek… - odszedł zostawiając mnie samego.
Nie byłem nawet w stanie obrócić się na bok, a co dopiero wstać. Chciałem umrzeć, już na niczym mi nie zależało. Miałem gdzieś, że mnie ktoś zobaczy w tym stanie. Nic ani nikogo nie miałem, dla kogo mógłbym żyć. Więc, po co?
Poczułem nagle jak jakieś silne dłonie unoszą mnie delikatnie do góry. Nie otworzyłem oczu, nie miałem siły. Czułem jak te silne ręce przyciskają mnie czule do siebie. Zrezygnowany ułożyłem głowę na ramieniu obcego mężczyzny. Szliśmy, a raczej on szedł, a ja spoczywałem wycieńczony w jego ramionach. W końcu zatrzymał się, a ja usłyszałem szum wody i jej cudowny zapach. Po raz pierwszy tego dnia rozluźniłem się całkowicie i wyczułem, że sprawiłem tym, iż obcy odetchnął z ulgą.
- Yakushi-san – odezwał się czysty, melodyjny głos obcego, dziwnie znajomy – proszę… - szepnął nieśmiało - … chcę… to znaczy…ja – jąkał się teraz. Powoli otworzyłem oczy spoglądając na czarne, długie włosy, które wydawały się takie jedwabiste w dotyku. - …czy mogę… czy pozwolisz mi rozebrać się i umyć?
Obrócił głowę patrząc prosto w moje rozszerzone ze zdziwienia oczy. Blado lawendowe oczy wpatrywały się we mnie w napięciu czekając na moją odpowiedź. Kiwnąłem głową twierdząco, na nic innego nie miałem siły. Czuły uśmiech pojawił się na jego ustach. Delikatnie ułożył mnie na trawie i powoli zaczął rozbierać, ale tylko górę, ponieważ dolnej części ubrania już nie miałem na sobie. Sprawka 'gada'. Leżąc nago na trawie zauważyłem, że czarnowłosy również się rozbiera, wystraszyłem się.
- Spokojnie Yakushi-san – usłyszałem kojący głos chłopca, jego lawendowe oczy spoczęły na mnie – nie zrobię ci krzywdy, ale chcę cię umyć i nie zmoczyć się przy tym.
Uśmiechnąłem się na niewinne słowa chłopca.
- Kabuto…- szepnąłem.
- Słucham? – obrócił się w moją stronę … nago. Jego długie, sięgające pasa, czarne włosy opadały luźno na ramiona, zgrabna, postawna sylwetka z wyraźnie odznaczającymi się mięśniami, wąskie biodra i … och. Jak na dwunastolatka jest naprawdę duży, czując jak rumieniec wypływa na moje policzki obróciłem szybko głowę w drugą stronę. Mając go ciągle przed oczami i te długie, silne nogi szepnąłem ponownie.
- Kabuto, Neji-san.
- Ka-bu-to – szepnął zmysłowo Neji. Pochylił się nade mną i ponownie wziął w ramiona. Całkowicie rozluźniony, już się go nie bałem, wtuliłem głowę w jego długą szyję ' Kami-sama (Boże) – pomyślałem wtedy – jaki on jest piękny'.
Powoli wchodził do wody, tak abym miał dość czasu do przyzwyczajenia się do jej temperatury. Jęknąłem głośno, jak tylko moje rany zanurzyły się w wodzie. Ból. Przeogromny ból. Tylko to czułem, nie czułem nawet jak Neji zaczął mnie delikatnie myć. Jego ciche, czułe słowa uspakajały mnie, pozwalając całkowicie się rozluźnić. Silne ramiona trzymały mnie w swoim uścisku, kiedy mnie mył. Powoli zaczął dochodzić do mnie sens jego słów.
- Ai shiteru (kocham cię) Kabuto-kun … - zdrętwiałem w ramionach Nejiego. Nie tego się spodziewałem. - … od dawna, kocham cię już od pięciu lat. Miałem wtedy siedem lat, a ty trzynaście – zamyślił się na chwilę, a ja ponownie rozluźniłem się – wracałem z treningu do domu i zobaczyłem pięknego, białowłosego anioła stojącego w jeziorze, w tym jeziorze. Wynurzyłeś się właśnie z wody i dłońmi przejechałeś po włosach, a po twoim pięknym ciele spływały kropelki wody. Stałem i patrzyłem jak zahipnotyzowany, chciałem podejść do ciebie, ale Tenten mnie zawołała i odwróciłem się na chwilę w jej stronę. Ty ich najwyraźniej również usłyszałeś, bo jak ponownie spojrzałem na jezioro to ciebie tam już nie było.
Uniósł mnie do góry, opierałem się teraz plecami o jego nabrzmiałą męskość, zaczerwieniłem się mocno, ale byłem spokojny, bo wiedziałem, że nie zrobi mi krzywdy. Znowu mnie uniósł, ale tym razem położył mnie na nagrzanej od słońca trawie. Leżałem na plecach pozwalając się myć jego zwinnym dłonią, czułe palce myły, wręcz pieściły moją skórę. Było mi tak dobrze.
- Byłem taki zły na nią – kontynuował swoją opowieść – że przez dwa dni się do niej nie odzywałem.
Kiedy skończył myć przód mojego ciała, obrócił mnie na brzuch i zajął się tyłem, który był w dużo gorszym stanie.
- Przez ten cały czas … - nabrał wody do dłoni i delikatnie polał mój odbyt, a następnie zajął się udami i moją poranioną talią - … szukałem cię, ale ciebie nigdzie nie było. Aż w końcu zobaczyłem cię w towarzystwie Tsunade-sama. Byłem taki szczęśliwy, znalazłem swojego anioła.
Ponownie zbliżył się do mojego odbytu, na co bardzo się spiąłem.
- Wytrwaj proszę … - usłyszałem jego kojący głos przy uchu – nie chcę cię krzywdzić, ale to jest jedyny sposób, aby usunąć spermę tego obrzydliwego gada z ciebie.
Wiedziałem o tym. Przytaknąłem głową, próbując rozluźnić się na tyle na ile mogłem. Nie było to proste, ale kiedy usłyszałem jak ponownie wyznaje mi miłość, uspokoiłem się. Wiedziałem, że w jego ramionach nic mi nie grozi. Płakałem, tak mocno płakałem, a on uspokajał mnie, kiedy jego palce penetrowały moje wejście. Skończył, jak tylko poczułem, że wyciągnął ze mnie swoje palce odetchnąłem z ulgą.
- Aachh! – jęknąłem głośno kiedy poczułem jak język Nejiego liże każdą moją ranę, a następnie ją całuje. Poczułem, że moje ciało zaczyna reagować na jego dotyk. Zacząłem ciężko oddychać i sapać.
- Ne-ji… - wyjęczałem jego imię – Neji…Ne…ji…
Nagle obrócił mnie ostrożnie z powrotem na plecy i zaczął całować i lizać wewnętrzne strony moich ud. Tego było dla mnie za dużo. Nigdy jeszcze nikt nie dotykał mnie w ten sposób, tak czule i namiętnie.
- Kabuto ai shiteru… tak bardzo, że aż to boli. – polizał czubek mojego członka, krzyknął głośno, a on przytrzymał moje biodra dłońmi abym nie zrobił sobie krzywdy zbyt gwałtownymi ruchami.
- Neji... Neji… - powtarzałem jego imię jak mantrę.
- Kiedy dzisiaj zobaczyłem jak ten pedofil gwałci cię … - przerwał pieszczenie mojego ciała i spojrzał mi prosto w oczy. 'Tyle miłości' pomyślałem. - … i rani, coś we mnie pękło. Będąc już tak blisko, aby go dosięgnąć, on po prostu zniknął.
Jeżdżąc delikatnie kciukami po moich biodrach wziął mnie całego do ust. Jego dotyk był taki cudowny, taki inny… oddałem się mu całkowicie, pozwalając mu na wszystko. Bardzo szybko doszedłem w jego chętne usta, a on nie wypuszczając mnie ze swoich ust zaczął ssać mocno, aż ostatnia kropelka mojego nasienia znalazła się w nim. Wychodząc z wody położył się obok mnie. Kątem oka dostrzegłem jak bardzo jest podniecony, jego członek wręcz domagał się o uwagę.
Z rozszerzonymi oczami ze zdziwienia obserwowałem jak ten piękny dwunastolatek kładzie rękę na swoim penisie i zaczyna nią szybko poruszać dysząc przy tym ciężko.
Sięgnąłem swoją ręką do niego, na nic innego nie miałem siły. Odwrócił głowę w moją stronę.
- Zostaw, nie musisz… - szepnął całując mnie lekko w usta – wystarczy, że jesteś przy mnie…
- Ale ja chcę… - odpowiedziałem nadal ciężko oddychając.
- Szybciej … - szepnął mi do ucha, otulając je jego ciepłym oddechem. Zadrżałem. Zauważył to i pocałował mnie w nie, kiedy ja zwiększyłem tępo swojej ręki.
Przysunął się do mnie jeszcze bliżej, przygryzając i skubiąc namiętnie moje ucho. Znowu zacząłem jęczeć pod jego dotykiem. Co on takiego miał w sobie, że aż tak intensywnie na niego reagowałem? Nagle jego usta znalazły się na moich. Sapnąłem z zaskoczenia. Przygryzł nieśmiało moją dolną wargę, prosząc o wejście. Bez słowa otworzyłem usta, wpuszczając go do siebie, po moich policzkach spłynęły łzy, tylko tym razem były to łzy szczęścia. Jego język najpierw nieśmiało, a w następnej chwili pewnie i odważnie badał moje podniebienie, pieszcząc je rozkosznie, wywołując kolejne dreszcze u mnie. Zacząłem odwzajemniać jego pocałunek, nasze języki przeplatały się ze soba walcząc o dominację, która bezsprzecznie on wygrał.
Poczułem jak tężeje w mojej dłoni, a po chwili czuję jego nasienie spływające po moich palcach. Oderwaliśmy się od siebie ciężko dysząc.
- Ai shiteru Ka-chan – uśmiechnął się do mnie z taką miłością bijącą od niego, że aż zaparło mi dech w piersiach – ai shiteru… ai shiteru…
- Arigato (dziękuję) … - szepnąłem z uśmiechem na ustach za nim zawładnął mną sen.
Koniec wspomnień Kabuto
Kabuto zatrzymał się i ostrożnie zeskakując z gałęzi podszedł do ich jeziorka. Jego i Nejiego. Czarnowłosego jeszcze nie było, ale wiedział, że na pewno jest w pobliżu. Tak jak zawsze. Nagle poczuł silne ramiona obejmujące go od tyłu.
- Tęskniłeś? – zapytał Neji całując Kabuto tuż za uchem. Białowłosy zadrżał.
- Tak… - szepnął tylko, wtulając się w ukochanego jeszcze mocniej. Chwycił obejmujące go ramiona wyższego chłopaka.
- Urosłeś od naszego ostatniego spotkania – stwierdził Kabuto obracając się przodem do Nejiego.
- Hai (tak) całe cztery centymetry – uśmiechnął się wtulając w wrażliwą szyję ukochanego – jestem teraz wyższy od ciebie o trzy centymetry, a mam dopiero czternaście lat. Ty masz dwadzieścia lat, a tylko 170 centymetrów wzrostu i wiele już nie urośniesz.
- Phi! – nadąsał się Kabuto pozwalając Nejiemu ściągnąć sobie okulary. Zarzucił mu ręce na szyję i delikatnie zaczął skubać jego wargę.
- Ha…ha…ha… - zaśmiał się Neji rozpuszczając białe włosy kochanka - … a do tego rosnę również tutaj … - wypchnął znacząco biodra do przodu. Kabuto mruknął cicho jak tylko poczuł nabrzmiałą męskość lawendowookiego - … więc bądź pewny, że jeszcze przez długi czas dostarczę ci rozrywki, a nawet dłużej.
- Mam nadzieję – powiedział rozbierając ukochanego – a teraz pośpiesz się z tym rozbieraniem i wskakujmy do wody.
Rozebrali się szybko, bawiąc się ze sobą w między czasie. Będąc już w wodzie Neji wziął Kabuto i posadził na swoich kolanach. Białowłosy rozluźnił się w kochanych ramionach i kładąc głowę na ramieniu Nejiego westchnął cicho.
- Bardzo cię zranił dzisiaj – stwierdził czarnowłosy myjąc Kabuto delikatnie. Stało się to ich tradycją. Od dwóch lat po każdym razie, jak Orochimaru wypuszczał go na przeszpiegi, spotykali się tutaj. Będąc geniuszem, jakim był Neji, postarał się oto, aby nikt nie znalazł tego miejsca. Zapieczętował je i zakrył za pomocą iluzji. To miejsce było ich i nikogo innego.
- Hai, demo (tak, ale) mam ciebie i wiem, że mam, po co żyć i do kogo wracać. Wiem, że nigdy ci tego nie mówiłem… demo… ai shiteru Neji. Całym sercem.
Neji cały zdrętwiał. Czekał na te słowa dwa lata, od kąd sam wyznał mu miłość. A teraz tu w jego ramionach, jego anioł wyznaje mu miłość.
- Neji … - zaniepokoił się Kabuto, przekręcając głowę bardziej do tyłu - … czy… WHOAAAA!! – krzyknął białowłosy czując mocny uścisk silnych ramion na sobie.
- Ai shiteru Ka-chan…! - ścisnął go mocno Neji - … ai shiteru… ai shiteru!! Ai shiteru watashi-no kimi mitsukai!! (Kocham cię mój ty aniele)
- Aniki (starszy brat) znowu idziesz na misję? – dopytywał się dwunastoletni już Sasuke.
- Hai ototo (tak braciszku) – zwichrzył czarne włosy brata, na co Sasuke odsunął się obrażony- zaraz wyruszam.
- Znowu zostanę sam z rodzicami… - westchnął zrezygnowany chłopak - … tęsknię za Naru-chan – wypalił niespodziewanie Sasuke.
- Tak, ja też – rozmarzył się Itachi. Sasuke popatrzył na niego podejrzliwie. Coś mu nie pasowało, dlaczego aniki miałby tęsknić za Naru-chan, przecież on za nikim nie tęskni.
- Sześć lat minęło od naszego spotkania, a on nie odwiedził mnie ani razu – żalił się Sasuke.
Itachi widząc jak bardzo smutny jest chłopak i zrobił coś, co nie robił już od kilku lat. Przyciągnął go do siebie i mocno przytulił. Zszokowany Sasuke oparł głowę na ramieniu brata pozwalając na chwilę czułości, jaką mu Itachi okazał. Ciche westchnienie wyrwało się z ust dwunastolatka. Tak bardzo tęsknił za czułością brata, ale odkąd Itachi zaczął swoje misje praktycznie nie było go w domu. A każda oznaka czułości była dla niego na wagę złota.
Itachi trzymając brata w ramionach nie mógł pozbyć się uczucia, że go zdradza. Mimo iż Naruto i on byli sobie przeznaczeni, to nie mógł zabronić Sasuke kochać małego demonka. 'Naru-chan – westchnął w myślach Itachi, myśląc o złotowłosej istotce czekającej na niego – już nie długo się zobaczymy'. Czując jak ciało Sasuke wiotczeje w jego ramionach domyślił się, że zasnął. Ściągając jego sandały położył go do łóżka.
- Mam nadzieję, że mnie nie znienawidzisz – szepnął całując chłopca w czoło, odsuwając włosy z czoła – jak się dowiesz o mnie i Naruto. Jesteś dla mnie bardzo ważny Sasuke…
Itachi całą drogę do Naruto rozmyślał o Sasuke. Wiedział, że mimo swych nadziei, jak tylko chłopak dowie się o nich to się od niego odwróci. A co gorsze, znienawidzi go. Ale mimo tego nie mógł… po prostu nie mógł zrezygnować z Naruto. Kochał go całym sobą, nic nie było dla niego tak ważne jak mały demonek, był w stanie oddać za niego życie bez mrugnięcia okiem.
Przez te sześć lat, jakie upłynęły odkąd się spotkali po raz pierwszy, Naruto wypiękniał niesamowicie. Stał się cudną istotką, która kusiła na każdym kroku. Strzegli go najlepsi. Kakashi i Zabuza. Ci dwaj byli najlepsi w tym, co robią, a musieli się dwoić i troić, ponieważ Kitsune obrał sobie za cel wprowadzanie siebie w ciągłe niebezpieczeństwo i przyprawianie ich o zawał. Chociaż możliwość widzenia Zabuzy jak skaka koło Naruto to było coś, co się nie zapomni nigdy, a znowu jak Kakshi dostaje w kość od swojego Iruki, też było niesamowite. Musi zapytać Naruto jak tych dwoje się spiknęło ze sobą. Itachi zatrzymał się czując zbliżającą się czakrę do niego.
- Witaj Itachi – odezwał się głos po jego lewej stronie.
- Witaj Zabuza – przywitał się czarnowłosy uśmiechając się nieznacznie – jak tam Haku?
- … - Zabuza uśmiechnął się pod bandażami, które zakrywały jego twarz. Lubił bezpośredniość Itachiego – Dobrze, nie odstępuje Naruto-sama ani na krok. Co mi ułatwia sprawę i pozwala ich obu mieć na oku.
- Cieszę się, że Naruto jest bezpieczny.
- Idź – powiedział Zabuza ruchem głowy wskazując na taras Naruto – od kilku dni czeka na ciebie z niecierpliwością.
- Arigato. – Itachi skierował się w stronę Naruto, pozostawiając za sobą uśmiechającego się pod nosem Zabuze.
To było dziwne. Od paru dni czuł się niewiarygodnie gorąco, jego temperatura ciała skakała nie mogąc się ustabilizować. A teraz jak zbliżał się coraz bliżej do jego Naru-chan, czuł, że zaraz spłonie jak z tym coś nie zrobi i jeszcze jakby tego było mało to jego dolna część ciała nabrzmiała do granic możliwości domagając się uwagi.
Wskoczył z gracją na taras i stanął jak zamurowany. Wszystkiego się spodziewał, wszystkiego tylko nie tego.
Sasuke obudził się w środku nocy, cały spocony i przerażony. Itachiego już przy nim nie było 'na pewno jest na misji – pomyślał chłopiec siadając na łóżku i spuszczając nogi na dół – coś jest nie tak'.
- Do:shite… (dlaczego) – zastanawiał się czarnowłosy – …dlaczego mam wrażenie, że tracę coś cennego.
Łzy zaczęły spływać po policzkach Sasuke, których nawet nie zauważył.
- Czuję się jakby serce miało mi za chwilę pęknąć… Naru-chan… Naru-chan… - wytarł szybko spływające łzy po policzkach - … mój Naru-chan… czuję, że cię tracę, ale dlaczego. Do:shite?
Sasuke położył się ponownie na łóżku przytulając się do pluszowego liska, którego miał odkąd nie widział Naruto, czyli od sześciu lat. Cicho płacząc w maskotkę utulił się do snu marząc o ponownym spotkaniu niebieskookiego Kitsune, który skradł mu serce.
