Rozdział 8 – „ Plany… "
Naruto siedział nadal spokojnie na kolanach Itachiego, jego ręka znieruchomiała we włosach małego Tanuki. Po sześciu latach braku kontaktu z ofu-san, nagle usłyszał jego głos, ale jak to możliwe? Przecież kare-no koishii ofu-san (jego kochany tatuś) był w jego brzuszku. Więc jak? W jaki sposób słyszy jego głos.
Gaara czując jak Naru-chan przestał go drapać za uszkiem i Itachi mocno trzyma Kitsune na kolanach, spojrzał na swojego oto:san (tate) nie rozumiejąc, co się dzieje. I wtedy zrozumiał. Za jego oto:san (tatą) stał ofu-san (tatuś) Naru-chan. Nagle ogony Kitsune zaczęły powoli się poruszać, uszka demonka zadrgały lekko, a lazurowe oczy rozbłysły radością.
- Ofu-san! – Blond włosy demonek wyrwał się z ramion Itachiego skacząc wprost w ramiona ojca zapominając całkowicie o otoczeniu.
- Watashi-no chiisai kichiku…. (mój mały demonek) – rozczulił się Kyuubi tuląc do swojej piersi ukochanego synka.
- Ofu-san…. Ofu-san… - powtarzał w kółko Naruto.
Jego małe nóżki oplotły talię Kyuubiego w czasie, kiedy drobne rączki powędrowały do jego szyi. Ogony liska gładziły czule ojca okazując mu całą miłość, którą czuł, a nie mógł ją okazać wcześniej.
- Meww…. Meww … - miauczał radośnie Kitsune pocierając swój pyszczek o szyję, Kyuubiego, który szczęśliwy cieszył się uwagą, jaką mu poświęcał jego wytęskniony synek.
- Naru-chan …. – starszy jedną ręką głaskał Naruto po główce, drapiąc go okazjonalnie za uszami, a drugą ręką przytrzymywał go mocno za talię chroniąc przed upadkiem na ziemię - … Naru-chan, mój mały Naru-chan…
- Ofu … - głos Naruto załamał się pod wpływem łez, które niepostrzeżenie zaczęły spływać po zaczerwienionych policzkach - … ofu-san… watashi-no koishii ofu-san(mój kochany tatuś) wrócił do mnie … - płakał coraz bardziej Kitsune.
Rodzina Shukaku stała w ciszy ciesząc się radością chiisai Kitsune (małego liska), który odzyskał ukochanego rodzica. Temari głośno płakała wycierając zapłakane oczy do bluzy Kankuro, który jak tylko poczuł jej łzy na sobie pokręcił głową i przytulił ją do siebie pozwalając na tą chwilę słabości. W końcu był to wyjątkowy dzień, Naru-chan odzyskał swojego ofu-san.
Itachi chwycił chiisai Tanuki (małego szopa) sadzając go sobie na kolana. Gaara, który nie bardzo wiedział, co się dzieje popatrzył na niego i już miał uderzyć go piaskiem, gdy w porę uświadomił sobie, że to Itachi-niichan wziął go na kolana. Z niepewnym uśmiechem na ustach, Gaara pozwolił Itachiemu głaskać się po głowie ufnie wtulając łebek w jego rękę.
Shukaku z wielkim uśmiechem na twarzy obserwował jak jego rodzina daje ponieść się emocją, jakie wywołali Kyuubi i Naruto. Sam również dał się ponieść i podszedł do Temari i Kankuro kładąc im rękę na głowie uśmiechnął się do nich z miłością.
Wysłannik Orochimaru zakradł się niepostrzeżenie do zamku władcy demonów. Posuwając się powoli po ziemi tak, aby nikt go nie zauważył, dostał się do kuchni, a następnie do wielkiego salonu. Nie znajdując nikogo w pobliżu zaczął się ponownie przemieszczać kierując się tym razem w stronę schodów.
- Słyszałyście? – słysząc głos pokojówki, wąż zatrzymał się nasłuchując, z której strony dochodzi.
- Co takiego? – Zapytała dwie dziewczyny, które wycierały kurze z mebli.
- Nasz pan, Kyuubi-sama powrócił! – zawołała radośnie ruda.
- Lord Kyuubi?! – krzyknęły równocześnie brunetka i blondynka, które przestały wycierać kurze i podchodząc do rudej domagały się więcej informacji.
- To jest niemożliwe! – pisnęła blondynka w upiętych włosach.
- Tak – dołączyła się brunetka w krótkich włosach, chwytając rudą za rękaw mundurka. – to jest niemożliwe przecież Kyuubi-sama jest uwięziony w brzuszku naszego małego Kitsune!!
- Mówię prawdę! – Obraziła się ruda obracając się do dziewczyn tyłem.
- Kira, a skąd wiesz? – zapytały dziewczyny równocześnie próbując udobruchać obrażoną koleżankę.
- Kiedy przechodziłam obok komnat Naruto-sama usłyszałam rozmowę dwóch mężczyzn. – Opowiadała dziewczyna gestykulując przy tym dłońmi.
- I co? – Przerwała jej blondynka przestępując nerwowo z nogi na nogę.
- Nie przerywaj mi, Keiko… - oburzyła się Kira – No, więc kiedy usłyszałam, że ktoś jest w pokoju Naruto-sama, postanowiłam obadać sprawę. Przyłożyłam ucho do drzwi i słuchałam. Jak się okazało jedną z tych osób był Itachi-sama, a drugą … - ruda przełknęła ślinę i kontynuowała – …. a drugą osobą był Kyuubi-sama.
- Ale jak to?
- Kyuubi-sama opowiadał Itachi-sama jak to przez sześć lat szukał wyjścia ze swojego więzienia i, że właśnie, dlatego ostatni czasy Naruto-sama zachowywał się tak jakby właśnie przechodził okres godowy.
- Teraz wszystko rozumiemy… - odpowiedziały zgodnie dziewczyny.
- Mam pomysł! – zawołała radośnie brunetka podskakując do góry.
- Jaki Meggi? - Dopytywały się dziewczyny.
- Poinformujmy wszystkich o tym i przygotowujmy przyjęcie powitalne! Co wy na to?!
- To wspaniały pomysł! – zawołała radośnie Kira, która ciągła już za ręce dziewczyny w stronę kuchni.
Radośnie chichocząc dziewczyny nie zauważyły małego węża, który posykując cicho udał się w stronę komnat Naruto.
- Orochimaru-sama będzzzie zadowooolony zzze mnieee… - wysyczał wąż – teego się naaa peewnoo nie ssspodzieeewał….
Dwunastoletni Sasuke zbliżał się powoli do wieży Hokage. Nie miał pojęcia, o co chodzi, ale został wezwany przez Sandaime do stawienia się w jego biurze jak tylko wróci z misji.
- Byłem wezwany, przez Hokage-sama do stawienia się w jego biurze. – Powiedział chłodno Sasuke do straży stojącej pod drzwiami.
Od kilku miesięcy czarnowłosy zmienił się nie do poznania. Stał się zamknięty w sobie, stronił od ludzi. Jedynymi osobami, jakie tolerował w swoim otoczeniu byli Sakura, Ino, Itachi, Neji, jego rodzice oraz pozostałe młodziki, z którymi się zaprzyjaźnił w czasie szkoły. Mieszkańcy stali się dla niego złem koniecznym, tolerował ich tylko na tyle na ile trzeba było.
Sandaime rozsiadł się wygodnie czekając na młodego Uchihe. ' Co się z tobą dzieje Sasuke ' – pomyślał starzec. ' Czyżby brak chiisai Kitsune (małego liska) miał na ciebie, aż tak duży wpływ?'
- Hokage-sama, Sasuke Uchiha się zjawił – przerwał rozmyślania Sandaime strażnik.
- Wprowadźcie go – powiedział wstając z fotela i przenosząc się na kanapę w gabinecie.
Młody Uchiha wszedł niepewnie do gabinetu obawiając się przenikliwego spojrzenia starego Sandaime. Stanął obok mężczyzny wyczekująco.
- Chciałeś ze mną rozmawiać Hokage-sama? – Zapytał spoglądając w stare i zmęczone oczy Hokage.
- Hai (tak) chłopcze – odezwał się Sarutobi ręką wskazując na miejsce obok siebie – usiądź chcę z tobą porozmawiać.
- Hai Hokage-sama. – Sasuke usiadł obok spoglądając wyczekująco na Sandaime.
Gaara i Naruto zmienili się w swoje zwierzęce postacie usadawiając się wygodnie, Naruto na kolanach ofu-san, a Gaara w nogach swojego oto:san smacznie spał. Po tym jak wszyscy przenieśli się do salonu, Temari i Kankuro rozsiedli się na kanapie, a Shukaku, Kyuubi i Itachi zajęli fotele. Kyuubi upewnił się jeszcze, że jutsu ochronne działa i rozluźnił się rozkoszując się odzyskaną rodziną.
Naruto w swojej lisiej formie leżał na kolanach ojca zwinięty w kłębek i lizał Kyuubiego po ręce wydając przy tym ciche miauknięcia świadczące o jego zadowoleniu. Niesforne ogony Kitsune gładziły po nogach Itachiego, którego fotel został maksymalnie dosunięty do fotela Kyuubiego tak, aby kare-no koishii kuro (jego kochany czarny) był w zasięgu jego dotyku.
Kyuubi uśmiechnął się tylko na samo wspomnienie miny, kichiku (demonka), kiedy zobaczył, że Itachi siedzi poza jego zasięgiem. Wynikiem tego było małe zamieszanie gdzie Itachi przysunął swój fotel do niego i od tego czasu Naruto pieści go swoimi ogonami. Nie pozwalając na jakikolwiek ruch, a tym bardziej myśl o tym, że może wyjść z pokoju.
Tak lisy były bardzo zaborcze w stosunku do swoich wybranków, nikt nie mógł ich dotykać. Z chwilą wyrażenia zgody na ceremonię ugryzienia stawali się własnością lisiego rodu. Lisy kochają tylko raz, na całe życie są z tym wybranym i nic ani nikt nie jest w stanie tego zmienić.
Itachi uniósł się nieco, zupełnie jakby chciał wstać. Chiisai Kitsune (mały lisek) czując ruch ze strony fotela, na którym siedział Itachi, momentalnie się poderwał wskakując na kolana czarnowłosego. Stając na tylnich łapkach, przednie położył na ramionach Itachiego i groźnie popatrzył w onyksowe oczy ukochanego poruszając rozeźlony uszkami.
- MEWWW!! – Pisnął oburzony lisek przyciskając swój mokry nosek do nosa Itachiego, machając energicznie przy tym ogonami. – Meww! Meww!! – Pacnął łapką ramie czarnowłosego dając mu do zrozumienia, że nigdzie go nie puści.
Itachi widząc zaborczość, jaka odbijała się w lazurowych oczkach małego kichiku (demonka) zaczął się śmiać na całe gardło, rozjaśniając tym swoją twarz. Naruto spoglądał zafascynowany na zmianę, jaka zaszła na twarzy kare-no kuro (jego czarnego). Wszyscy obecni w ciągli głęboko powietrze nie mogąc oderwać wzroku od twarzy Itachiego. Temari zauroczona zaczęła wzdychać, myśląc o tym, że zawsze ci lepsi są już zajęci.
Itachi przedstawiał sobą iście nieziemski widok, był bardzo przystojny wręcz piękny, ale z uśmiechem na twarzy, który sięgał jego onyksowych tęczówek, był po prostu boski.
- Naru-chan … - przerwał ciszę Itachi jaka zapanowała w pokoju - … nigdzie się nie wybieram, chciałem sięgnąć tylko po herbatę.
- Meww? – Miauknął pytająco Naruto przechylając łebek na bok i polizał Itachiego po nosie.
Itachi nadal z uśmiechem na twarzy ucałował Kitsune w mokry nosek, wywołując lekkie zmieszanie na pyszczku liska i rumieniec, który zakradł się na jego pyszczek. Uspokajając się w końcu Naruto opadł na kolana czarnowłosego chodząc przez chwilę na nich, dookoła, aby znaleźć sobie odpowiednie miejsce. Będąc pewnym, że w tym miejscu będzie mu wygodnie naciągnął się mocno, a następnie powbijał pazurki, ale lekko tak, aby nie zranić anata-no kuro (swojego czarnego).
Z cichym westchnieniem Naruto położył pyszczek na łapkach, a ogonami gładził Kyuubiego po ręce, którą nie tak dawno lizał.
- Kyuubi – odezwał się Shukaku spoglądając na śpiącego już liska – jakie masz plany?
- Musimy umieścić Naruto w bezpiecznym miejscu … - zaczął Kyuubi bawiąc się ogonami synka - … od dłuższego czasu czułem obecność Orochimaru w pobliżu mojego synka.
- Chcesz przez to powiedzieć, że był tu na terenie Chi no shinrin? – Przeraził się Shukaku.
- Hai. – Kyuubi przyłożył dłoń do skroni pocierając je lekko.
- Gdzie go chcesz wysłać? – Shukaku podniósł Gaare z ziemi sadzając go sobie na kolanach delikatnie tak, aby się nie zbudził.
- Myślę, że … - odezwał się Itachi - … najlepszym miejscem będzie KonohaGakure, w ten sposób będzie zawsze pod czyjąś opieką.
Shukaku i Kyuubi popatrzyli na siebie myśląc o tym samym. To był świetny pomysł. Z odpowiednią strażą Naruto będzie zawsze pod ochroną, a oni będą mogli zająć się szukaniem możliwości pokonania Orochimaru.
- Bardzo dobrze, mój mały Naru-chan uda się z tobą do Konoha i tam zostanie na najbliższe cztery lata.
- Hai Kyuubi-sama – uśmiechnął się zadowolony Itachi na samą myśl, że będzie miał Naru-chan cały czas przy sobie.
Po dotarciu pod komnaty Naruto, wąż wściekle syknął. Mógł się tego spodziewać. Pomieszczenia były chronione magią Kyuubiego i nie było żadnej możliwości dostania się do środka, a tym bardziej podsłuchania czegoś.
- Niech tooo … - wysyczał wąż – przebiegły lisss musssiał nałożyć jutsssu zabezzzpieczająceee przeed wrogamiii….
Zrezygnowany odpełznął od drzwi i upewniając się, że nikogo nie ma w pobliżu przeniósł się do Orochimaru z nowinami, których na pewno się nie spodziewał.
--
Ciszę w OtoGakure przerwał wściekły ryk Orochimaru. Najemnicy znajdujący się w pobliżu, czym prędzej oddalili się zostawiając ich pana samego. Nikt nie chciał stać się workiem, na którym Sannin mógłby się wyładować.
- Co masz na myśli … - zaczął przeraźliwie wolno wężowooki - … mówiąc, że Kyuubi jest wolny? Zurui…?
- Paaanie…. - Na dźwięk swojego imienia w ustach swojego pana, który trzymał jego los w szponiastych rękach, zadrżał.
- Zurui, co jeszcze się dowiedziałeś? – Dopytywał się Sannin.
- Nic więcej panieeee…. Maaały Kitssssune był raaaazem z Kyuuuuubim i Shuuukaku w pomieeeszczeeniuuu…
- Rozumiem… - Orochimaru odwrócił się od węża podchodząc do okna. - … jednak przydałeś się na coś. Dostarczyłeś cennych wiadomości.
- Jak tooo panieee?
- Pieczęć wytrzymała tylko sześć lat – wyjaśnił Orochimaru – w ten sposób będę mógł ulepszyć ją, aż do następnego starcia z Kyuubim i wtedy będzie to na całe życie, a nie na kilka lat… ku ku ku … - zaczął się histerycznie śmiać Sannin.
- A co z lissskiem? – dopytywał się wąż.
- Naru-chan poczeka jeszcze parę lat, ale to nie znaczy, że go nie będę obserwował i czekał na okazję, żeby go schwytać… ku ku ku!
Kabuto szybko oddalił się od pokoi Orochimaru. Będąc już daleko od wioski OtoGakure, a zbliżając się do Konoha ściągnął z siebie jutsu maskujące jego chakre od razu udając się do biura Hokage.
- Sasuke co cię trapi? – Zapytał Sandaime wyrywając chłopca z zamyślenia.
- Nic Hokage-sama. – Odparł pustym głosem Sasuke.
Sarutobi popatrzył sceptycznie na niego i postanowił nie owijać w bawełnę, tylko od razu przystąpić do sedna sprawy. Kładąc pomarszczoną rękę na ramieniu chłopca spojrzał w onyksowe oczy.
- Sasuke ja wiem, że tęsknisz za Kitsune, ale nie możesz się zamykać w sobie i odpychać od siebie ludzi.
- To nie jest takie proste Hokage-sama – odparł chłopiec spuszczając na dół głowę.
- Kochasz go. – Stwierdził spokojnie Sarutobi.
- J-jak? – Zająknął się Sasuke. – Myślałem, że nikt się nie zorientował? – Przeraził się chłopiec.
Sarutobi smutnymi oczami popatrzył na załamanego chłopca. Przytulił go do siebie w geście pocieszenia. Serce mu pękało, bo wiedział, że Naruto nigdy nie będzie jego. Chiisai Kitsune (mały lisek) jest przeznaczony dla Itachiego. Głaszcząc uspokajająco plecy Sasuke, Sandaime zastanawiał się, czy nie wyniknie z tego przepaść między braćmi. Sasuke podziwiał Itachiego, ale jeśli się dowie, że Naruto należy do niego, to będą z tego poważne kłopoty.
- Nie obawiaj się … - zaczął Sandaime - … nie zdradzę nikomu o twoich uczuciach. U mnie są one bezpieczne.
Sasuke z wdzięcznością popatrzył na Sandaime.
- Ale musisz mi coś obiecać. – Sasuke wyczekująco spojrzał na Hokage. – Przestaniesz się smucić i znowu staniesz się tym kochanym chłopcem, co dawniej. Jestem pewny, że Naruto nie chciałby widzieć cię w twojej aktualnej kondycji. Prawda?
Sasuke energicznie pokiwał głową. W końcu zdając sobie sprawę z racji wynikającej ze słów Sandaime.
- A teraz zmykaj – uśmiechnął się Sarutobi mierzwiąc włosy chłopca – i bądź znowu wesołym chłopcem.
- Hai Hokage-sama! – Podniesiony na duchu Sasuke wybiegł z biura trzaskając drzwiami.
--
- Jakie masz wieści Kabuto? – zapytał Sarutobi zwracając się do siedzącego na oknie nastolatka.
- Bardzo dobre Hokage-sama.
Po uroczystym przyjęciu, jakie zostało przygotowane przez jego poddanych, Kyuubi wycieńczony usiadł, w swoich komnatach, na łóżku.
- Dopiero, co odzyskałeś syna, a już go odsyłasz. – Powiedział Shukaku wchodząc do sypialni brata i siadając obok niego.
- Łamie mi to serce, ale muszę… - ukrył swoją twarz w dłoniach - … tutaj jest łatwym celem dla Orochimaru.
- Wiem bracie… wiem. – Shukaku objął młodszego opiekuńczo, pocieszając go w ciszy.
- Jestem pewny, że pod opieką Kakashiego, Iruki, Ino i Lee jest w bezpiecznych rękach. – Próbował przekonać samego siebie Kyuubi.
Shukaku położył brata na łóżku przykrywając go szczelnie kocem.
- Hai, z nimi będzie na pewno bezpieczny. – Pochylił się całując Kyuubiego w czoło. – A teraz śpij dobrze.
