2.

Tydzień po wydarzeniach w parku rozrywki.

Był dość chłodny dzień i pochmurny. Dlatego też Gintokiemu nie chciało się nigdzie wychodzić. Ciągle miał w pamięci wydarzenia w parku i to, że od tamtej pory go nie spotkał. Nie był pewny co go wtedy napadło, ale wydał się wtedy taki słodki, że nie mógł mu się oprzeć. Gin siedział w swoim fotelu. Ubrany w to co zwykle niebiesko-białe kimono, czarną koszule i spodnie. W pokoju jak zwykle panował jako taki porządek. Tylko na biurku były jakieś papiery, ale Gin nie przejmował się nimi. Wpatrywał się w okno. Patrząc przez nie chciał ujrzeć coś niezwykłego może szczęśliwe numery w loterii. Zastanawiał się co teraz ma zrobić z Hijikatą. Niestety od tamtej pory uczucie pożądania nie zmalało, ale wzrosło. Z dwukrotna siłą chciał go. Westchnął. Czy to było tylko pożądanie czy coś więcej? Nie był pewny, ale o tym miał się okazję później przekonać.

Godzinę później leżał na kanapie czytając jumpa. Już mial się dowiedzieć jaka nową technikę chce nauczyć Ichiga jego ojciec. Aż nagle ktoś zaczął walić w drzwi. Chciał to zignorować, ale odgłosy były bardzo denerwujące i wstał z kanapy. Otworzył drzwi. Gdy je otworzył nie było nikogo prócz koperty. Podniósł ją i wyciągnął z niej karteczkę. Na której było napisane ''Bądź za godzinę , a nie pożałujesz. Kondo Isao". Gin-chan już chciał wyrzucić ta kartkę, ale w ostateczności postanowił pójść. Bo nie miał nic innego do roboty.

Godzinę później poszedł w umówione miejsce i już czekali na niego Okita i Kondo w swoich służbowych uniformach. Czarno- żółtych marynarkach, białych koszulach i chustach oraz w ciemnych spodniach. Goryl podszedł do Gina i lekko poważną miną stwierdził.

- Mamy dla ciebie robotę Yorozuya.

- Ha? To trafiliście pod zły adres. Jak nie płacicie to niczego nie zrobię. - Odparł obojętnym tonem.

- No, ale oczywiście zapłacimy ci. Połowę teraz, a drugą po robocie. Zgoda? - Kondo spytał się Gina nalegającym tonem. Gintoki zastanawiał się przez chwilę.

- Dobra zgoda. Co to za robota? - Powiedział to z nadzieja, że nie będzie musiał sprzątać ich brudów.

- No cóż szefie. Sprawa wygląda tak. Potrzebujemy człowieka wewnątrz antyrządowej frakcji. A my akurat nie możemy się do nich zbliżyć wystarczająco blisko, a więc tutaj zaczyna się twoja rola.- Okita wyjaśniał dosyć sprawnie.- Masz grać szpiega, zebrać informacje i przekazać nam je. Proste no nie- Kontynuował z obojętnością.

- Niemożliwe. Jak niby mam grać szpiega? A poza tym ktoś się tam u was tym zajmuję prawda? No to czemu ja? - Gin zaczął się denerwować.

- No bo jesteś najlepszy. - Odparł dumnie Kondo. - A poza tym martwię się o Toshiego. Sam podjął się tego zadania. Od tygodnia jest jakiś dziwny nie obecny. Eh martwię się. - Kondo zaczął płakać w rękaw.

- Kondo-san przestań martwić się tym idiotą. Niech umrze i ja przejmę jego stanowisko. - Okita szatańsko się uśmiechnął.

- Jak tak możesz mówić Sougo! A więc jak pomożesz nam? - Kondo chwycił Gina za rękaw i płakał w niego. Gin tym bardzo się zniesmaczył i próbował go odciągnąć.

- Dobra dobra tylko puść mnie! Śmierdzisz! - Ginowi pękła żyłka i mocno odepchnął nachalnego goryla. Chwilę potem omawiali dalsze szczegóły zadania.

Dwie godziny później. Kryjówka rebeliantów. Toshi szukał po pomieszczeniu jakiś materiałów, ale nic nie znalazł. Szukał w wszędzie :w szafach, półkach i nawet na biurku. Ale to nie przyniosło skutku. Nagle zauważył jakiś dziwny flakonik. Z napisem ''Cudowna pieśń". Otworzył ją i powąchał. Śmierdziała jak stare skarpetki. Toshi z obrzydzeniem, zakręcił flakonik i odłożył ją z powrotem. Jeszcze raz rozejrzał się po pomieszczeniu i już miał wychodzić z niego, gdy usłyszał czyjeś kroki. Czekał w napięciu aż ten ktoś się oddali. Gdy już poszedł sobie to brunet ulotnił się z tego pomieszczenia. Skrywając się zakamarkach korytarza omijając członków wrogiej frakcji. Wszystko by szło gładko gdyby nie krzyk jednego z nich.

- Aniki! Ktoś buszował w naszym magazynie! - Krzyknął mężczyzna do swego dowódcy.

- A coś zginęło? - Spytał wyższy wzrostem dowódca.

- Nie sir! Jedynie flakonik był ruszany! - Odpowiedział krępej budowy podwładny.

- To spokojnie nie mamy się o co martwić. Jak to powąchał to niedługo wpadnie w nasze ręce. - Zaśmiał się dowódca. Podwładny zgodził się z nim. Toshi był zdezorientowany. Nie wiedział o co im może chodzić. Lecz tym się nie przejmował. Dalej szedł korytarzem mijając po drodze przeszkody, ale nagle zawadził nogą o jakiś kamień i upadł na podłogę. Leżał tak przez dłuższą chwilę, gdy jeden z wrogich ludzi go nie zauważył. Wrzasnął do bruneta i zadał cios lecz nie odniósł on skutku. Bo Toshi w porę przewrócił na drugi bok. Nieco niższy intruz ponownie chciał zadać cios w Toshiego lecz brunetowi udało się odskoczyć. Toshi dobył miecza z pochwy, którą miał przyczepioną do pasa w kimonie. Hijikata obronił się przed kolejnym ciosem nieznajomego i powalił go na ziemie. Po chwili pojawili się kolejni. Atakowali bruneta ze wszystkich stron. Udawało się Hijikacie mężnie wszystkie ataki odpierać, ale w pewnym momencie poczuł się słabo i dostał pięścią w twarz. Zachwiał się i prawie upadł na ziemie. Już prawie dosiągł go następny cios tym razem z lewej, ale Toshi zdążył zareagować i uskoczył. Następne ciosy odparowywał jak pijany mistrz. Po dłuższej kilku minutowej walce udało mu się przebić przez tłum wrogów i schronił się w jakimś pomieszczeniu. Jak już stwierdził, że jest bezpieczny to nagle zrobiło mu się słabo i upadł na ziemie. Nie mogąc się z niej podnieść przeklinał swój los. Nim stracił przytomność, zdążył zobaczyć roześmiane twarze swoich wrogów, którzy by najmniej nie życzyli mu dobrze.

Gintoki nieświadom tego co przydarzyło się Toushirowi szedł z swoimi tymczasowymi kompanami. Po męczącym wyjaśnianiu wreszcie udało mu się wejść do tej organizacji. Wkurzało go to, że musiał się powołać na swoja przeszłość, ale co się nie robi by zarobić. W końcu trafili do jakiegoś pokoju. Był ciemny bez żadnych zbędnych gratów. Było w nim już czterech ludzi. Śmiali się. Jeden z nich bił kogoś biczem. Gintoki dostrzegł, że ktoś był przywiązany do ściany. Osoba ta siedziała i ręce miała skute wyżej głowy. Nie mógł dostrzec jej twarzy, ale żal mu się jej zrobiło.

- I co gnido? Powiesz wreszcie? - Wrzasnął jeden z biczem do ofiary. Ponownie uderzył ją z bicza.

- No i co nadal nic? - Spytał dowódca do podwładnego z biczem. Ten krępej budowy brunet, który od urodzenia miał kwadratową twarz, skinął głową do dowódcy. - No to czas na inne tortury. - Złowieszczo się zaśmiał i poklepał Gina po ramieniu. - A teraz zrobimy coś czego ten skurwysyn będzie żałował do końca życia... Przyłączysz się no nie? - Spytał się go z fałszywym uśmiechem. Gin lekko się skrzywił i odparł.

- Ta przyłączę się...- Lekko się zawahał i odepchnął rękę dowódcy. Wszyscy zgromadzeni zaczęli się śmiać.

- To dobrze będziesz miał okazje zabawić się z demonicznym dowódca...Czy to nie brzmi cudownie biały demon pieprzący demona shinsengumi! Haha! - Gina zamurowało to i przełknął ślinę. Rósł w nim gniew. W końcu udało się mu dostrzec twarz bosy przykutej do ściany. Tą osobą była właśnie Hijikata Toushiro. Był przykuty do ściany wyżej głowy i miał zasłonięte oczy. Miał rany na całym ciele. Krew lekko spływała mu po twarzy i piersi. Brunet lekko sapał. Wydało mu się, że słyszy znajomy głos, ale uznał, że ma omamy i je zignorował. Gin był wściekły widząc w tym stanie go, ale w tej chwili nie mógł jeszcze nic zrobić. Zacisnął pięści i skrzywił się. Dowódca widząc to poklepał go po ramieniu.

- No już spokojnie to tak groźnie wygląda, ale nic mu nie jest. No na razie. - Oblizał wargi i dal znak podwładnym. - To jak Hijikata powiesz co wiesz?

- Wal się skurwysynie! Gówno wam powiem! - Wrzasnął Toshi drżącym głosem. Próbując się wyrwać z łańcuchów. Lecz bez skutecznie. Jeszcze odczuwał skutki uboczne tego flakoniku.

- Dobra a więc przygotuj się..- Dowódca podszedł do Toshka i chwycił go za brodę. - ...na przednią zabawę koteczku...- Brunet słysząc to poczuł zimno. I przenikliwy strach. Nie był pewny co to mogło oznaczać, ale nigdy takie słowa nie znaczą niczego dobrego. Brunet nabrał ślinę i splunął mu w twarz. Dowódca od razu się zniesmaczył i odsunął się od niego.

- Masz gnido za swoje! Nic nie powiem! Takiemu palantowi jak ty! - Zaśmiał się i kontynuował. -Nie ważne co zrobicie i tak nie ulegnę się przed takimi robakami jak wy! - Dowódcę te słowa bardzo rozzłościły i mocno spoliczkował bruneta. Aż Hijikacie zrobiła się drobna ranka na wardze.

- Parszywy śmieciu! Nie będziesz na mnie pluł. Znaj swoje miejsce dziwko! Tak cię wytresujemy, że będziesz błagać o to by ktoś cie zerżnął szmato! - Wrzasnął do bruneta. Był zły na niego za to co ośmielił się zrobić. Po chwili znowu się uśmiechnął – Ale nie martw się nauczymy cię dobrych manier dziwko. - Odparł z fałszywym uśmiechem. Reszta rebeliantów zaczęła się śmiać lecz w Ginie kipiała wściekłość. Wkurzało go to, że musi siedzieć z założonymi rękami. Mógł jedynie się przyglądać jak oni mu to robią. Dowódca rozchylił nogi bruneta i chwycił jego penisa. Toshi się skrzywił, próbował się uwolnić bez rezultatu. Oprawca widząc to mocniej ścisnął jego przyrodzenie. Hijikata jęknął z bólu. Pragnął by go ktoś powstrzymał. Dowódca wciąż się śmiejąc przyspieszył stymulowanie jego członka. Brunetowi zaczęło serce walić jak szalone. Czuł wstyd, ale nic nie mógł na to poradzić. Chociaż się bronił ciało było bezsilne. Oprawca wsadził w niego środkowy palec, a Toshi poczuł lekki ból.

- I co Hijikata? Powiedz dobrze ci? - Spytał go z kpiną w głosie. - Zobaczymy czy dojdziesz z palcami w dupie. - Zaśmiał się i przyspieszył posuwanie palcem. Brunet zaciskał zęby by nie usłyszał jego jęków. Czuł się tak nie komfortowo, że łza spłynęła mu po policzku. Pragnął tylko by ktoś go uratował. ''Gintoki" przeszło mu namyśl i jęknął. Drugi rebeliant podszedł do twarzy Toshiego i chwycił ją. Napierał na jego usta swoim penisem. Brunet czując to bronił się z całych sił. Lecz ten rebeliant sam otworzył mu usta i wsadził mu penisa do ust.

- No to teraz zaopiekuj się nim dziweczko. - Odparł do bruneta. Poruszając biodrami by lepiej Toshi mógł go ssać. Brunet czul wstyd i bezsilność. Nie mógł się oprzeć gwałtowi i uczuciu hańby, która za tym szła. Rebeliant energicznie poruszał swym penisem czując przy tym przyjemny dreszcz. Lubił poniżać innych, a jeszcze bardziej nakręcał się tym, że to demoniczny wice-dowódca shinsengumi mu obciąga. Poruszał głową Toshiego i swoimi biodrami z zawziętością. Dowódca widząc, ze zabawa się rozkręca. Spojrzał na Gina, który był smutny i wewnątrz aż w nim kipiało. Dowódca tylko się uśmiechnął i wrzasnął do Gina.

- A może tak go przelecisz? Będę taki dobry i pozwolę ci pierwszemu go zgwałcić. - Spytał się z fałszywym uśmiechem na ustach. - No śmiało podejdź. - Gestem ręki zapraszał go. Gin z lekkim wahaniem z walącym sercem podszedł do niego. Teraz mógł z bliska ujrzeć żałosny widok jego kochanka cierpiącego katusze. Zrobiło mu go żal, ale nawet mając w pamięci tamte wydarzenia w tunelu nie podniecił się tym widokiem. Wręcz przeciwnie czuł żal i smutek. Jakby tamte chwile nie miały wrócić już nigdy. Dowódca widząc dąsanie się Gina, pociągnął go do bruneta i razem chwycili penisa bruneta. Gin zszokował się tym i dostał zimnego potu.

- No co jest? Wielki legendarny demon boi się przelecieć kogoś? - Dowódca spytał się Gina w drwiną w głosie.

- Ja...tylko...ten … tego... wstydzę się..- Zarumienił się, ale w środku czuł lęk przed tym co ma się wydarzyć. Dowódca zaśmiał się i poklepał go po plecach.

- Nie ma się czego wstydzić... Wyciągasz fiuta i wsadzasz mu do dupy i już. - Zaśmiał się jeszcze głośniej. - No to do dzieła tygrysie. - Wstał i zrobił gest po naglący. Oddalił się od Gina. Zostawiając go samego z brunetem.

Toshi międzyczasie obciągał tamtemu i ten znajomy głos nie dawał mu spokoju. Wreszcie rebeliant doszedł, wytryskając się na twarz bruneta. Toshi łapał oddech i próbował się uspokoić. Lecz serce łomotało mu jak szalone. Po chwili poczuł, że ktoś chwycił jego penisa. Zaczął go trzeć. Po czym ktoś przygryzał jego sutki. Brunet czuł się dziwnie jakby dotykał go ktoś znajomy. Jęknął. Poczuł dmuchnięcie w ucho. Przeszył go dreszcz. Westchnął. W końcu poczuł straszny ból. Ktoś wsadził mu penisa.

Gin nie chciał tego przyznać, ale trochę się podniecił tym. Poruszał się w Toshim delikatnie. Brunet jęknął i dreszcz podniecenia przeszył go. Gin stopniowo przyspieszał dając sobie i mu tak zwaną przyjemność.

- Prze...tań...- Brunet z ledwością wybełkotał to słowo. Czuł straszny gorąc, które przeszywało jego umysł na wskroś. Nie mógł dopuścić myśli, że jakiś parszywy rebeliant gwałcący go może wywołać w nim takie uczucie. Przygryzł wargi. Gin z trwogą w ciąż się w nim poruszał. Chciał to szybko zakończyć. Gwałtownie przyśpieszył. Szybko poruszał biodrami. Doprowadzając bruneta do szaleństwa. Czuł, że zaraz mimo to dojdzie. Gin przybliżył się do niego i przygryzł mu ucho.

- Przepraszam Toshi...- Szepnął brunetowi do ucha i liżąc je. Brunet zdziwił się tym co słyszał. Czyżby to był Yorozuya?

- Yo..ro...zu...ya? - Wysapał pytająco.

- Zaraz cię...wyciągnę...- Odparł i po chwili doszedł w nim i brunet też doszedł.

Gin lekko sapał. Dotknął jego ust. Po chwili brunet ugryzł go w palec. Gin wzdrygnął się.

- Gin...draniu...- Szepnął.

Gintoki wiedział, że był na niego zły, ale nic nie mógł na to poradzić. Dowódca zaczął się niecierpliwić i chwycił Gina za ramię i go odciągnął od bruneta.

- Jak skończyłeś to teraz moja kolej. - Zaśmiał się i wsadził swego penisa w bruneta. Toshi jęknął z bólu i kolejna łza popłynęła po policzku. Dowódca poruszał się w nim wolno nie dając mu szans na szybki koniec.

Gin widząc to czuł kipiąca wściekłość. Schował swojego penisa dobył miecza. Szybkim ruchem odciął dowódcy przyrodzenie. Dowódca z szoku nie wiedział co się stało lecz po sekundzie wrzasnął z bólu. Wstał i rzucił się w desperacyjnym akcie na Gina. Gintoki zimnym wyrazem twarzy odciął mu głowę. Patrzył jak z jego szyi tryska krew i mieczem rzucił jego zwloki w bok. Z jego drewnianego miecza kopała krew. A brunet ciężko oddychał. Nie wiedział co się stało, ale zaczął sądzić iż w końcu Gin postanowił skończyć ta błazenadę. Reszta rebeliantów widząc to od razu rzuciła się w stronę Gina. Lecz ich ataki nie odniosły żadnego skutku. Wszyscy leżeli pokonani chwilę później.

- Rzuć miecz all..bo go zabiję! - Jeden z rebeliantów przyłożył do gardła bruneta miecz. Gin widząc to stal nieruchomo. By po chwili zrobić szybką szarżę. Rebeliant znowu krzyknął i prawie by przebił się mieczem w skórę szyi bruneta, gdyby nie to, że rebeliant stracił dłoń. Srebrnowłosy odciął mu ją szybkim ruchem. Rebeliant wił się po podłodze . Gin uderzył go mocno, że ten stracił przytomność. Po chwili Gin wrócił do Toshka i przeciął łańcuchy. Brunet poczuł ulgę i bólem w nadgarstku podważył opaskę. Ujrzał twarz Gina pełną żalu i smutku. Był na niego zły, ale czuł ulgę, ze w końcu spełnił jego życzenie.

- Możesz wstać Hijikata? - Spytał się go z żalem w głosie.

- Chyba tak. - Odpowiedział niepewnie. Wstał, chwiejnie stanął na nogach. Zrobił krok i już miał upaść, gdy Gin go pochwycił. Przytulił go do siebie. Brunet poczuł słodko zapach lecz czuł pustkę.

- Przepraszam..- Gin zapłakał i łkającym głosem kontynuował. - ...nie chciałem by tak to się skończyło. Naprawdę.

- Ale stało się i tego nie zmienisz. - Brunet odparł to ze smutkiem w głosie. - Tylko czemu to zrobiłeś? Widząc to wszystko? He? - Wrzasnął mu do ucha i odtrącił go. - Jesteś draniem! Żałosnym draniem! Co kurna myślałeś jak mnie uratujesz będę ci wdzięczny? To się myliłeś! - Wrzasnął z łzami w oczach. Próbował się pozbierać, ale to nie było takie proste. Gin tylko stał ze smutną twarzą. Chciał ukryć swój smutek. Więc spojrzał w inną stronę. Brunet widział to i uderzył go pięścią w twarz. Gin cofnął się od uderzenia. Pociekła mu krew z wargi. - Durniu! Wkurzyłeś mnie nigdy ci nie wybaczę! - Toshi był wzburzony nawet wyraz twarzy Gina go nie wzruszyła.

- Przepraszam cię nie ch...- Toshi już nie usłyszał do końca tego słowa. Zemdlał. Gin zdążył go chwycić lecz i tak znaleźli się na podłodze. Próbował ocucić bruneta, ale bezskutecznie. Chwilę później zjawili się ludzie z Shinsegumi. Byli wstrząśnięci widokiem swojego wicie- dowódcy i Gina trzymającego go i płaczącego przy nim. Wzięli bruneta do szpitala, a resztę rebeliantów aresztowali. Gin towarzyszył brunetowi aż do szpitala. Gdy już stwierdził, że jest bezpieczny, wyszedł z niego. Toshi był nieprzytomny jeszcze przez parę dni. Wszyscy byli bardzo tym zasmuceni. W końcu po pięciu dniach obudził się. Lecz po ciepłym przywitaniu swoich podwładnych i tak był smutny. Na siłę uśmiechał się. A na dźwięk imienia srebrnowłosego dostawał szału.

Następnego dnia. Późnym popołudniem. Było dość pochmurnie lecz z chmur można było dostrzec nieśmiało przebijające się słońce. Gintoki patrzył się na budynek szpitala ze smutkiem w oczach. Ubrany w to co zawsze niebiesko-białe kimono, czarny podkoszulek i spodnie. Z lekkim wahaniem wszedł do szpitala. Po odnalezieniu pokoju w, którym przebywa Toshi, postanowił wejść do niego. Usłyszał wołanie kogoś, odwrócił się w jego stronę. Był to Yamazaki ubrany w swój uniform. Był mono zatroskany.

- Szefie...co się wczoraj wydarzyło? - Yaamzaki był bardzo poważny. - Hijikata-san nie chce nic powiedzieć. A więc pytam się ciebie.

- Nic poważnego...- Gin odparł z kamienną twarzą. Brunet się zdenerwował i chwycił Gina za kołnierz.

- Mówisz nic! To czemu jest smutny he! Czemu wygląda jakby dusił w sobie coś strasznego? No powiedz dlaczego? - Wrzeszczał przez łzy. Popatrzył na twarz Gina., na której gościł smutek. Yamazaki był zdziwiony i zaczął pojmować, że coś jest na rzeczy. - A więc coś wiesz gadaj! - Wrzasnął raz jeszcze. Gin przygryzł wargi i zmienił wyraz twarzy na zdenerwowanie. Chwycił ręce bruneta i je odtrącił.

- Przestaniesz tak trajkotać. Denerwujesz mnie tym. Mówisz, że ma traumę? - Spytał się z obojętnością.

- No przecież mówię. Zamknął się w sobie. Zachowuje się jakby się nic nie stało, ale..- Brunet zacisnął pięść. - ...gdy ktoś go dotyka trzęsie się jak osika.

- Eh a więc to tak. Dobra dobra spróbuje coś z tym zrobić. - Gin podrapał się po karku. Westchnął ciężko. Yamazaki od razu rozpromieniał.

- Naprawdę? Będę ci wdzięczny. Ale co się właściwie stało?- Spytał się niepewnie.

- Lepiej byś nie wiedział. To jest syndrom zranionej latawicy. - Odparł z głupim wyrazem twarzy.

- Słucham? Czym? Dobra nie ważne, ważne byś go sprowadził z powrotem. - Brunet był zdegustowany jego wypowiedział i odprowadzał go wzrokiem. Gin szedł na spotkaniem ze swoim przeznaczeniem. Wszedł do pokoju. Toshi siedział na łóżku i patrzył się w okno. Odwrócił głowę w stronę Gina. Srebrnowłosy próbował się uśmiechnąć lecz niezbyt mu to wyszło. Brunet patrzył na niego obojętnie.

- Yo! Przyniosłem ci majonez. - Pokazał mu butelkę majonezu. Brunet nie okazywał większego zainteresowania nią.

- Eh to ty. Idiota nad idiotami. Po co przylazłeś? Chcesz bym uderzył cię raz jeszcze? - Brunet mierzył go niechętnym wzrokiem. Gin krzywo się uśmiechnął i usiadł koło jego łóżka. Brunet niechętnie przyjął jego bliższą obecność.

- A więc Johny-kun mówił, że masz traumę. Czy to prawda? - Gin spojrzał na niego zatroskany.

- Ha? Trauma? O czym ty bredzisz niemożliwe bym miał co..- Gin wziął go za rękę. Tosh czuł się niepewnie. Nagle zaczął się trząść. Jego dotyk wywołał u niego atak paniki. Jego dłonie strasznie się pociły. Gin ścisnął jego dłoń.

- A więc to miał na myśli co? Boisz się mnie? - Spytał ze smutkiem.

- Nie...tylko twój dotyk doprowadza mnie do drżenia...- Odparł cicho ze smutkiem. Ginowi zrobiło się go tak szkoda, że ścisnął mocniej jego dłoń. Toshi położył swoją dłoń na jego. - ...Czemu mi to zrobiłeś? - Ścisnął jego dłoń i spojrzał Ginowi w oczy. Ujrzał łzę w kąciku oczu.

- Przepraszam cię...- Poleciała mu łza po policzku, którą od razu ją wytarł rękawem. - Wiem, że to nie poprawi ci humoru , ale nie chciałem cię krzywdzić i wtedy gdybym tego nie zrobił to mogli by cię zranić. A tego nie chciałem. - Zaczął płakać przez rękaw. Jeszcze dłużej zostałby w tej pozycji, lecz brunet dotknął jego policzka. Gin od razu przestał płakać i spojrzał na niego. Patrzył na Gina lekko pocieszającym wzrokiem.

- Nie patrz na mnie z takim politowaniem. Przecież żyję. Widzę, że tobie też jest ciężko. A więc przestań się mazać. - Brunet bardziej pogładził go po policzku. Gin położył dłoń na jego.

- Wybaczysz mi? - Spytał z nadzieją w oczach. Brunet się skrzywił i chwycił go za kimono. Przyciągnął do siebie i pocałował. Mocno musnął jego usta. Gina zamurowało na tyle, że odtrącił go. Oderwał się od bruneta.

- Nie Hijikata... nie powinniśmy. - Odparł z powagą.

- Nie? Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele. Chciałem tylko byś się zamknął. A poza tym ..- Toshi ukrywał zdziwienie. - chcę ci podziękować. - Zarumienił się.

- He? Nie ma za co. - Pomachał ręką. - Dobra będę się zbierać. A jeszcze jedno lepiej będzie jak zapomnimy o tym co się zdarzyło w parku i puścimy to w niepamięć. - Toshiego zamurowało. - Ciesze się, że nic ci nie jest. To bywaj.- Gin wstał i otworzył drzwi. Brunet momentalnie odwrócił w jego stronę. - No to do zobaczenia Toshi. - Uśmiechnął się do bruneta i chciał już wyjść, gdy Toshi zawołał do niego.

- Zaczekaj... nie odcho...- Ugryzł się w wargi. Gin słysząc to smutno się uśmiechnął i wyszedł zamykając ze sobą drzwi. Zostawiając bruneta rozbitego. Nie wiedział czemu, ale poczuł się źle. Czemu on zerwał ze mną? Czemu stchórzyłem i pozwoliłem mu odejść? Te pytania nie dawały mu spokoju i walnął parę razy pięściami w pościel.

Pięć dni później.

Toshi przez ostatnie dni snuł się jak cień nie mogąc znaleźć miejsca. Ciągle gryzło to, że Gin unika go jak jakieś niebezpieczne zwierzę. Mimo tego, że powiedział mu, że jestem mu wdzięczny. A więc czemu? Przez to wszystko nie mógł jeszcze dojść do siebie przez ostatnią akcję. Ciągle się potykał i bal się dotyku innych ludzi. Nawet swoich podwładnych. Kondo nie mógł tego znieść i wysłał go na wizytę do psychiatry. Brunet nie mógł się z tym pogodzić, ale tez chciał już wrócić do ładu. Toshi palił przed budynkiem w ,którym miał się spotkać z lekarzem. Był niespokojny, ale mimo tego zgasił papierosa i wszedł do środka. Szedł korytarzem. Jego ciemne kimono trochę mu powiewało. W końcu doszedł do jego gabinetu. Wszedł do środka. Wnętrze było dosyć schludne. Biurko, sofa i szafa. Brunet usłyszał kaszlnięcie i jego oczom ukazał się. Krępej budowy mężczyzna. Łysiejący staruszek ubrany w biały kitel i ciemny podkoszulek. Staruszek przywitał bruneta promiennym wzrokiem.

- Witam proszę usiąść. - Wskazał na sofę. - Proszę się zrelaksować i powiedzieć z czym ma Pan problem..

- No ten tego. Zostałem zgwałcony przez bandę kolesi. A najgorsze to, że jednym z nich był mój kochanek. - Westchnął i uderzył pięścią w sofę.

- Ta no to mamy do czynienia z syndromem zranionej latawicy. - Spojrzał na niego z politowaniem – Mówisz, że najgorsze było to, że to twój kochanek to zrobił tak?- Brunet zdziwiony spojrzał na lekarza. Już chciał cisnąc w jego kierunku piorunami lecz powstrzymał się.

- Tak...- Odparł z niechęcią.

- No to sprawa wyjaśniona. Teraz musisz mu wybaczyć, a jak nie to z nim zerwać raz a dobrze.

- Ha? Ja z nim pogodzić się? - Spytał zdziwiony, wybałuszając oczy na doktora.

- No tak jeśli chcesz by obcy dotyk nie powodował u ciebie konwulsji to musisz to zrobić. - Podszedł do niego i dotknął jego brody. Brunet od razu poczuł odrazę i uderzył doktorka. Starzec upadł na swój fotel, a brunet trząsł się. Starzec zaczął się śmiać. Ponownie usiadł na swoim fotelu i westchnął. - No widzisz o tym mówię. Chyba nie chcesz żyć w ciągłym strachu co?

- Nie..- Odpowiedział spokojnie.

- A chcesz nadal z nim być? - Brunet oblał się rumieńcem i wstając wrzasnął.

- Co ty sobie myślisz? J-jak mam być z takim facetem? Jak on ze mną zerwał?- Otworzył szeroko oczy i zrozumiał, że powiedział coś głupiego.

- Hai hai! Rozumiem kochasz go i chcesz by wrócił do ciebie prawda? - Toshi jeszcze bardziej się zarumienił.

- Nie! Nigdy w życiu...chyba ...może..cholera... przez niego nie mogę spać po nocach. - Jeszcze bardziej się zdenerwował i usiadł na leżance. Założył nogę na nogę.

- Widzę, że nie jest ci obojętny i fakt, że masz erotyczne sny to jeszcze to potwierdza. - Starzec zerknął na niego z lekkim uśmiechem. Brunet się spiął.

- Nie to żebym miał erotyczne sny, ale ciągle, gdy zasypiam widzę go jak całuje mnie po szyi i dotyka mnie tam. - Zarumienił się i mocniej się spiął.

- Sam widzisz. Jesteś w nim beznadziejnie zakochany. Pożądasz go całym ciałem i nawet podświadomie go pragniesz.

- He? Może to prawda, ale jak w takim układzie mam sprawić by wrócił i by jego dotyk mnie tak nie dołował? - Spytał niepewnie. Staruszek tylko się uśmiechnął i podrapał się po podbródku.

- A więc tak. Moja terapia będzie polegała na tym, że będziesz musiał oglądać telenowele, czytać vampire knight i będziesz musiał się przespać ze swoim kochankiem lub z kimś innym.

- Co takiego? J-j-j-jakto przespać?- Wybełkotał z ledwością. Zaczął się coraz bardziej denerwować.

- No normalnie. Gra wstępna i bara bara bzy bzy. Wiesz jak to się robi. Robiłeś już to ze swoim Ginem. - Brunet zbaraniał.

- Coooo? Jak to moim Ginem? A ty kurna skąd o tym wiesz? - Serce łomotało mu coraz szybciej. - Skąd o tym wiesz?

- No ten tego, a nie mówił ci, że też przyszedł na wizytę? Nawet minęliście się..- Doktorek odparł zdumiony zachowaniem bruneta. - ...on sam powiedział, że kazałeś mu tu przyjść. - Kontynuował obserwując jego reakcje.- Nawet powiedział coś takiego ''...nawet, gdy mu to robiłem czułem się strasznie jakbym był jakimś nie czułym draniem, ale mimo to nie mogłem się powstrzymać...Mimo tego wszystkiego chcę by był szczęśliwy jak nie ze mną to...eh to głupie na pewno nie eh sam już nie wiem..". Jak widzisz sam to powiedział też cię pragnie mimo tego i nawet wtedy zrobiłby wszystko by cię obronić. - Brunet był wstrząśnięty tymi słowami. Nie był pewny czy to co mówił ten starzec było prawdą czy nie. Może chciał wierzyć w to, że naprawdę mu na nim zależy. Ale jego słowa i tak go nie zadowalały chciał konkretów, a nie pustych obietnic.

- Dobra dobra rozumiem. A więc jak się z nim spotkam to załatwi sprawę? - Westchnął zrezygnowany.

- Nie do końca widzisz tutaj trzeba działać, a nie tylko patrzeć se w oczy. To tak nie działa by nawet było bzykanie to trzeba współpracy dwóch stron. No czasami nie, ale to wtedy gwałt się nazywa. Musicie się przemóc i dogadać się ze sobą jak nie to będziemy w punkcie wyjścia.

- Czemu do cholery musisz wszystko sprowadzać to seksu? - Brunet był coraz bardziej zirytowany.

- No bo to możesz lepiej zrozumieć. Psy takie jak ty to tylko rozumieją wszystko przez pryzmat seksu. - Uśmiechnął się z wyższością.

- Ha! Co to ja niby pies jestem? Cholera jak mnie jeszcze raz obrazisz dostaniesz w zęby! - Wrzasnął do niego z wyrzutem.

- Nie no spokojnie to tylko przykład był, a ty już się denerwujesz. Jesteś zbyt wybuchowy. Dobra to teraz wypiszę co powinieneś brać. - Wziął kartkę i naskrobał coś na niej. Wręczył ją brunetowi. Toshi zdumiał się treścią kartki na , której było napisane ''Oglądac telenowele, czytać vampire knight, przespać się z kimś i przyjmować syrop ''Odjazd w nieznane" raz dziennie przed stosunkiem czyli dzień przed." Bruneta bardzo zirytowała ostatnia fraza o syropie i krzyknął do doktorka.

- Co to kurna ma być?

- O co chodzi? To tylko zalecenia lekarza.

- Ha? To nazywasz zaleceniem? Co to niby ma znaczyć ''stosować dzień przed stosunkiem"? Ha? Co ty kurna seksuolog? - Bruneta zaczął szał ogarniać.

- No cóż niestety tak. Bo trafiłeś Pan do mnie czyli seksuologa! - Doktorek stracił panowanie nad sobą. - Czy z łaski swojej nie spojrzał Pan do jakiego lekarza Pan idzie? - Wskazał na tabliczkę na swoim biurku na , której widniał napis ''dr. Doc. Alojzy Zjeb, Seksuolog". Brunet przecierał oczy ze zdumienia. Zaczął podejrzewać, ze ktoś mu wyciął jakiś numer. Doktorek z politowaniem spojrzał na biednego bruneta.

- No cóż...moja wina. Ale i tak nie rozumiem o co chodzi z tym syropem?

- Po prostu ma pobudzić twoje zmysły byś był bardziej podniecony. A więc pomoże ci odpowiednio dobrze cieszyć się seksem.

- Ha? - Zarumienił się. - Jak to? Do cholery?

- Ojeny. Jak będziesz podniecony to przestaniesz przejmować swoim lękiem i go przezwyciężysz. No i złamiesz blokadę.

- No dobra kumam! Nie myśl, że je...

- Impotentem haha! No patrz a właśnie tak myślałem. - Śmiał się z niego jeszcze przez chwilę. Brunet denerwował się coraz bardziej. Teraz ta wizyta nabrała nowego znaczenia. Z leczniczej na sadystyczną. Mającą na celu zdeptanie dumy bruneta.

- Cholera przestaniesz się śmiać w końcu! Zachowujesz się jakbyś był podstawiony. - Tosiek mierzył doktorka wzorkiem.

- Jestem prawdziwy, a poza tym koniec wizyty. Minęła godzina, a więc na dzisiaj koniec. - Odgarniał go ręką jak złą energię. Brunet z niechęcią wyszedł z gabinetu. Mając złe przeczucie co do tego. Po około pięciu minutach, gdy Toshi opuścił gabinet zadzwonił telefon do gabinetu. Starzec odebrał go i głos w słuchawce spytał się '' I jak przebiegłą wizyta?''

- Bez zakłóceń. Byłem wiarygodny. Słuchał mnie jak małe dziecko. Co? Nie nie skądże znowu niczego nie podejrzewał. Muszę pogratulować dobrego pomysłu Okita-san. Normalne mistrzostwo. Ah przepraszam oczywiście miałem nie zdradzać pańskiego nazwiska. Spokojnie w niczym się nie połapią. Haha! - Doktorek odłożył słuchawkę i porozciągał się. Wyszczerzył kły w złośliwym uśmiechu.