3
Hijikata przez następne pięć dni w błogiej nieświadomości intrygi wykonywał zalecenia lekarza. Ana przydrożnym straganie zdobył przypisany syrop. Tylko brunet dostał ciarków od złośliwego uśmiechu sprzedawcy. Mógł spełnić wszystkie zalecenia lekarza oprócz zażycia syropu. No to co nie. Na pewno nie wypije tego syropu! No, ale po następnych trzech dniach się przemógł i wziął dwa łyki. Ku jego uciesze nie było żadnych skutków ubocznych prócz jednego. Gdy spał śnił mu się cudowny sen. Byli uwięzieni w windzie. Po pewnym czasie Gin zaczął się do bruneta przystawiać, całować go w szyję i dotykać jego krocza. Po jakby mogło się wydawać grze wstępnej doszło od głównego punktu programu. Namiętnie i szybko go posuwał. Aż krzyknął i pragnął go coraz mocniej i więcej. Gdy Tosiek się przebudził odkrył, że jego członek dostał wzwodu. Brunet przeraził się i zaczął go stymulować lecz nic z tego. To ponownie przypomniał sobie ten sen i momentalnie doszedł. Sapał i myślał ''czemu go to spotyka?". Po doprowadzeniu siebie do ładu. Zaczął kolejny dzień nieróbstwa. Bo lekarz dal mu czternaście dni zwolnienia. Tylko, że Toshka zaczęło to poważnie irytować nie miał co robić, gdy chciał jakąś pracę papierkową to ciągle nic mu nie dawali. Przez to znał wszystkie obecne wątki w ''Modzie na sukces" i nawet zaczął się zastanawiać czy Eric wyjdzie ze śpiączki? Czy Dona naprawdę kocha Erica? Brunet westchnął zrezygnowany tą bezczynnością. Tego późnego popołudnia siedząc w swoim pokoju napił się po raz kolejny syropu i wyszedł z pokoju. Ubrał się jak zwykle w ciemne kimono, klapki i miecz miał przypasany do kimona. Szedł przez okolice bez celu. Doszedł w końcu do pobliskiego baru i wszedł do niego. Bar wyglądał jak jakaś melina, ale przynajmniej była bardziej schludna niż każda inna. Zajął miejsce przy barze. Jacyś kolesie dziwnie na niego patrzyli. Pewnie się dziwili, że jakiś obcy typ przyszedł do ich dzielnicy nie przejmował się tym zbytnio i poprosił o drinka. Po godzinie i parunastu kieliszkach później. Brunetowi już lekko szumiało w głowie. Po chwili usłyszał kroki i ktoś powiedział za jego plecami.
- Następną kolejkę proszę. - Barman podał mu kieliszek i jednym haustem wypił go. Położył rękę na ramieniu bruneta. Toshiek odepchnął jego dłoń, a Gin spojrzał się na niego. - O Hijikata-kun! - Wrzasnął wesoło.
- To znowu ty. Heh czemu musisz zawsze chodzić tam gdzie ja?
- Co ty nie powiesz. - Gin spojrzał się na niego ze zdziwieniem. - Dobra było miło Hijikata-kun, ale muszę spadać. - Brunet usłyszał jego kroki i gwałtownie odwrócił w stronę drzwi. Widział jak wychodzi z baru. Brunet zdenerwował się i szybko dopił kieliszka. Zerwał się z siedzenia i pognał za nim. Brunet szukał w okolicy Gina lecz nie mógł go znaleźć. No przecież nie mógł zapaść się pod ziemię. Gin chciał za wszelką cenę uniknąć konfrontacji z brunetem. Tosiek za nim się uganiał jak za jakąś uciekającą panną młodą. Jeszcze parę minut tak Gin przed Hijikatą uciekał aż nagle wpadli na siebie. Toushiro potknął się i upadł na Gina. Srebrnowłosy uderzył się w głowę. A Toshi leżał nad nim. Po dłuższej chwili lekko się podniósł. Widząc grymas bólu na twarzy Gina.
- Cholera co w ciebie wstąpiło? Gnieciesz mnie zejdź ze mnie! - Gin zaczął się denerwować.
- Nie będziesz mi rozkazywał. - Brunet jeszcze mocniej do niego przywarł i ścisnął jego kimono. Gina zaczęła jego bliskość bardzo przerażać. Strasznie się pocił.
- Przestaniesz w końcu do mnie tak się kleić! To jest obleśne.
- Obleśne? Może i masz rację. - Gin poczuł ulgę, że z nim się zgadza, ale czuł nie pokój.- Obleśne jest tylko to, że myślałem iż mnie kiedykolwiek kochałeś. - Brunet się skrzywił. Dotknął delikatnie jego szyi. Gin patrzył na niego pytająco. Pozwalał dłoniowi bruneta schodzić coraz niżej do jego koszuli i rozpiąć mu zamek. Poluzował mu także kimono. Gina nie ruszało to nawet nie stawał się podniecony lecz przeciwnie zaczynało go to wkurzać. Gdy brunet całował delikatnie jego szyję, Gina przeszył dreszcz i gwałtownie uderzył bruneta. Siła uderzenia odepchnęła go odrobinę w bok. Brunet był wkurzony tym co zrobił i tylko mierzył go złym wzrokiem, głaszcząc szczękę. Bo lekko go bolała. Srebrnowłosy patrzył na niego z niechęcią.
- No i na co się gapisz? Co tak bardzo chcesz grać dziwkę? - Brunet się wkurzył.
- Co takiego? Jak śmiesz? Sam to zacząłeś.
- Niby co? Tylko raz się pieprzyliśmy, a ty od razu robisz z tego halo!
- Zamknij się do cholery! Co ty chcesz udowodnić? Najpierw chcesz bym ci wybaczył, a potem wyzywasz mnie od dziwek! Może sam nią jesteś! - Gina zamurowało to stwierdzenie. Co prawda ostatnio Katsura do niego przyszedł i zrobił mu loda. Ale to nie znaczy, że jest dziwką tylko, że on trafił na dołek Gina i coś pękło. Gin zarumienił się.
- Ale jeden anal nie robi ze mnie dziwki.- Powiedział to z zawstydzeniem.
- Co do cholery? Coś ty powiedział? Zrobiłeś komuś laskę? - Brunet był jeszcze bardziej zniesmaczony. - A pomyśleć, że tylko mi śniło się, że bierzesz mnie w windzie. Całujesz mnie tak namiętnie, a ja ci obciągam z tego całego pobudzenie. A potem mnie pieprzysz aż nad ranem miałem zwód. - Gin patrzył na niego jak na idiotę tymi swoimi oczkami. Brunet zarumienił się na myśl co mu powiedział.
- Ho naprawdę? Czy ty jesteś aż tak napalony? - Srebrnowłosy patrzył na niego uważnie. Zaczynało go to bawić. Brunet zdenerwował się pytaniem i odwrócił się w napięciu.
- N-n-ie j-jestem. - Z trudem wybełkotał. Gin lekko się uśmiechnął.
- A tak wracając do tego co powiedziałeś. Nigdy nie mówiłem, że cię kocham. - Odwrócił wzrok i kontynuował.- Jedynie to co czułem do ciebie to chęć zaliczenia majonezowego samuraja. To jest coś m...
- Zamknij się! - Brunet nie wytrzymał i się zdenerwował. Trząsł się. - Co ty mi kurna nie powiesz! Zaliczyć mnie? Co to ja jakaś tania dziwka? Nie myśl sobie, że jesteś kimś wyjątkowym. Co chciałeś mnie tylko zaliczyć? Po jaką cholerę? Wiesz co jak tak stawiasz sprawę to nie jesteś nic lepszy jak tamci kolesie, którzy mnie gwałcili! - Gin poczuł się dotknięty jego słowami. Również się wściekł.
- Nie porównuj mnie do tamtych miernot! Może zgwałciłem cię, ale nie w ten sposób...
- Ha! Nie ten sposób? Nie rozśmieszaj mnie! Jak gwałcisz to nie ma żadnej różnicy czy to robisz z takich pobudek czy takich. Jak druga osoba jest do tego przymuszana!
- To nie tak..
- Nie tak, a niby jak! - Brunet wzdrygnął się. Skrzyżował nogi siedząc na ziemi i patrzył na niego zranionym wzrokiem.
- No ten ja...-Gin milczał przez dłuższą chwile nagle zirytowaniem wrzasnął. - Dość! Koniec tego! Rób co chcesz! Ale i tak nie zmienię zdania! - Spiął się, skrzyżował ręce i obrócił się w napięcie.
- Czemu...czemu zawsze próbujesz wszystkich od siebie odstraszyć? - Gin zdziwił się tym pytaniem lecz milczał. - Pewnie zastanawiasz się czemu mimo to wszyscy się do ciebie mkną jak ćmy do światła. Sądzę, że są tak głupi jak barany, które idą na rzeź. Ale..- Przybliżył się do niego. -...mimo tego swego wrednego charakterku jesteś miłym facetem, który zawsze ruszy z pomocą nawet nieznajomym. - Gin dalej milczał jeszcze bardziej denerwując się. Bo pod wpływem przemowy bruneta zaczęło coś w nim pękać. - ...Powiedz co z tego, że kiedyś byłeś Shiroyasą...- Gin na dźwięk tego przydomku napięcie się obrócił i mierzył bruneta ostrym spojrzeniem. Toshiego zaskoczyła jego reakcja lecz kontynuował. - ...jak teraz jesteś jedynie zagubionym człowiekiem, który myśli, że jest pępkiem świata. - Gintoki zagryzł wargi.
- Skąd ...skąd wiedziałeś o tym? - Spytał z wyrzutem.
- He? Jak to niby skąd? Nie zapominaj gdzie pracuje. Sprawdziłem twoją przeszłość. Z tych raportów wynikało, że byłeś bezwzględnym mordercą. Ale..- Zaśmiał się.- widząc cię tutaj śmiem w to wątpić.
- Eh i wiedząc to nadal chcesz to ciągnąć. Jestem tylko potworem, który nie potrafi nic innego od walki. - Odwrócił wzrok.
- Bla bla i co jeszcze? Wiesz co kicham na tego twojego potwora. I tak będę cię kochać za to kim jesteś nic więcej nic mniej.- Brunet lekko się zarumienił, ale miał poważny wyraz twarzy. Gina zaskoczyła jego szczerość, spojrzał się na niego. Patrzył się na niego bardzo intensywnie. Jeszcze bardziej się do niego przybliżył. Dotknęli się nosami. Gin odczuwał rosnące napięcie między nimi. Brunet zaczął niespokojnie oddychać.
- Hehe Gin-sanowi spodobało się, że tak bardzo chciałeś podnieść go na duchu. Jestem mile zaskoczony tym i w nagrodę ..- Chwycił dłońmi policzki bruneta i pocałował go w usta. Toshi poczuł przyjemny dreszcz, który rozchodził się po całym jego ciele. -...sprawię, że będziesz czuł się wspaniale. - Brunet patrzył na niego pożądliwym wzrokiem.
- Proszę pocałuj mnie...- Toshi lekko rozchylił usta i zamknął oczy. Gin widząc to tylko się uśmiechnął i polizał mu wargi. Następnie wszedł językiem w jego usta. Pieszczotliwie go całując. Brunet oddawał go z przyjemnością. Mrucząc przy tym radośnie. Mocno ścisnął włosy z tyłu głowy Gina. Oddawali się nawzajem temu długiemu pocałunkowi. Robiąc jedynie przerwy na łapania powietrza. Nie mogli od siebie oderwać jakby miał być to ostatni raz. W końcu oderwali się od siebie ich języki ociekały od śliny. Obaj byli już lekko podnieceni. Brunet dłonią ścisnął jego krocze. Całując go przy tym w szyję i w klatę. Gina przeszył dreszcz, serce zaczęło łomotać jak szalone. Jego podniecenie było większe gdyż brunet to robił. Czuł się dziwnie dobrze. Nie mógł pojąć czemu tak bardzo go pragnie. Gdy jest z nim czuje się o wiele lepiej. Toshi działa na niego jak magnez w przeciwieństwie do Katsury on jak zrobił Ginowi loda to nawet się nie podniecił i czuł się jak jakaś tania dziwka. Jeszcze trzeba dodać, że to on mu się narzucił. Ale potem jak ciężko było się jego pozbyć. Ale teraz się tym nie przejmował. Gin w końcu zrozumiał kto najbardziej go pobudza i kogo kocha do szaleństwa. Czy to tylko przez seks nie był pewny, ale nie chciał go stracić. Gin zrozumiał, że brunet też nie chcę go stracić i czuje to samo co on. Tylko jedno go martwiło czy na pewno to dobrze się skończy? A kogo to obchodzi? Nie bawisz się nie żyjesz! Gin uważał, że jak mu i jemu to odpowiada to w porządku. I tego się trzymał. Hijikata widział podniecenie, które miał wypisane na twarzy. Ucieszył się, językiem lizał jego sutki gryząc je przy tym. Zjeżdżał w dół językiem docierając do paska spodni. Odpiął go i zamek. Z bokserek wyciągnął jego penisa. Mocno go chwycił i zaczął powoli go stymulować. Wolniej i szybciej. Polizał górną część jego penisa. Lekko okrążając go. Zniżając językiem w dół. Oddech Gina przyśpieszał. Poczuł dreszcz, gdy brunet wziął go do buzi. Toshi czuł nieukrywaną satysfakcje, że może doprowadzić go do szaleństwa. Ssał go powoli rozkoszując się tą chwilą. Gintoki czuł jak traci kontrolę nad ciałem. Robi mu się coraz cieplej. Włożył dłoń w jego w losy. Czochrając je. I tym samym nadając mu rytm. Lecz brunetowi nie spodobało to, że próbował narzucić swoje tempo. Toshi kontynuował ssanie z mieszanym tempem raz wolniej i szybciej. Gin w końcu zdecydowanie poruszał jego głową by robił to w jego tempie. Toshi robił to z narzuconym tempem. Po dłuższej chwili przerwał obciąganie i wstał. Rozluźnił swoje kimono i usiadł okrakiem na nim. Gin widząc to mocno się zdziwił, ale pomimo dużego podniecenia, spytał.
- Co ty wyprawiasz? Chcesz to zrobić bez przygotowania siebie?
- Zamknij się...jestem już wystarczająco podniecony. - Toshi powiedział to z trudem. Łapał powietrze. Czuł jak jego członek był twardy. Tylko się zastanawiał czemu tak szybko? Popchnął go by się położył na ziemi. Po chwili Toshi włożył w siebie jego penisa. Czuł przy tym straszny ból. Skrzywił się. Mocno ścisnął jego kimono. Pomimo bólu wolno poruszał biodrami. Stopniowo zwiększając tempo. Gin widział, że ten cierpi i postanowił go trochę rozluźnić.
- Hijikata nie musisz się tak forsować. Powoli. Weź głęboki oddech.
- Z-zamknij się. - Wysapał z trudem. Nadal poruszał biodrami. Wprowadzając w siebie głębiej jego członka. Gin usiadł i przyciągnął go bardziej do siebie. Siedzieli razem na ziemi. Toshi poczuł jak penisa Gina głębiej w niego wszedł. Dając mu większy ból. Gin objął go, całując go lekko w policzek.
- Powoli, spokojnie, rozluźnij się. - Gintoki szepnął do jego ucha. Powoli się poruszał w nim. Brunet nie czuł się jeszcze wystarczająco rozluźniony, ale trochę napięcie zaczęło schodzić. Cicho jęknął czując coraz większe ciepło. Toshi uwiesił się jego szyi, jęczał coraz głośniej. Gintoki też był coraz bardziej rozpalony i jęknął. Raz, dwa, trzy, ziemia, niebo, spadanie i falowanie. Spletli się biodrami. Tańcząc przy tym jakiś dziwny taniec. Obaj czuli nadchodzące spełnienie. Gintoki przyśpieszył tempo doprowadzając jego i siebie do szaleństwa. Aż po chwili doszli. Brunet czuł w sobie pulsujące ciepło, a jego nasienie wylądowało na ubraniu i brzuchu srebrnowłosego. Sapali jak lokomotywy. Ginowi napięcie trochę opadło lecz Toshowi nie. Wyszeptał do Gintokiego.
- J-jeszcze raz. - Kochanek słysząc to, uśmiechnął się.
- Heh Hijikata wykończysz mnie. Tobie jeszcze zostało trochę energii?
- Nie jęcz tylko dawaj. - Szepnął mu do uszka i ugryzł go w nie.
- Oj jak będziesz tak mnie pobudzać to znowu cię wezmę. - Poczuł straszny gorąc bijący od bruneta. Zszokował się i przyłożył dłoń na jego czoło. Było rozpalone. - E czy ty nie masz oby gorączki. - Spytał z zatroskaniem w glosie.
- Nie mam...- Powiedział z trudem. Położył Toushirego na ziemie i wyciągnął swojego penisa z niego. Ponownie wsadził swego członka w spodnie i zapiął rozporek oraz pasek. Toshi nie był z tego zadowolony pragnął go raz jeszcze, a on się ubierał. Patrzy na niego zranionym wzrokiem.
- No nie patrz tak na mnie. Nie chce byś przez ze mnie był chory. Doprowadź się do porządku. - Brunet niechętnie przyznał mu racje. Chciał go, ale w domu na podłodze, a nie na ulicy. Wstał z trudem z ziemi i chwiejnym krokiem podreptał do swego kochanka. Gin wziął go pod ramię i tak szli. Nawet brunet nie protestował, że Gin tak troskliwie go trzyma.
Po po około trzydziestu minutowej przechadzce znaleźli się pod domem Yorozuyi. Gin lekko sapał od zmęczenia, a brunet jeszcze bardziej się do niego przybliżył. Srebrnowłosy westchnął i wielkim trudem weszli po schodach bo brunet ciągle się potykał i gdy wstawał ciągle chwytał się jakiś dziwnych rzeczy. Czy to spodni Gina, czy jego dłoni no i czemu gdy już na dobre wstał to jego ręka zawędrowała do penisa Gina. Wywołując grymas bólu na jego twarzy. W końcu chwycił jego dłoń i pociągnął bruneta na górę. Otworzył drzwi i weszli do środka. Wewnątrz panował jak zwykle ład i porządek. Tylko na biurku Gina leżały jakieś kocie uszy. Zdjęli buty i weszli w głąb domu. Podreptali do kanapy i Gin położył go na kanapie. Toshi nie protestował czuł coraz to narastające napięcie. Był osłabiony. Dlatego nie mógł go przyciągnąć do siebie. Gin poszedł do kuchni. Po pięciu minutach wrócił z zimnym okładem. Położył mu na czółko. Tak obserwował bruneta z dobre dziesięć minut, gdy ten zajęczał.
- Gin-toki.. - Powiedział to dość cicho lecz Gin zdołał go usłyszeć. Podszedł do niego i dotknął jego policzka. Zdziwiło go, że był chłodny, ale jego dłoń, która dotknęła Gina była gorąca. Toshi dotknął jego dłoni, która była na jego policzku.. Spojrzał na niego błędnym wzrokiem i przyciągnął go do siebie. Gin z impetem znalazł się nad nim i po chwili patrzył na niego zszokowanym wzrokiem. Brunet chwycił go za głowę i pocałował go mocno. Badał swym językiem jego podniebienie. Gin odwzajemniał pocałunek z nieukrywanym zdziwieniem mrucząc przy tym. Po dłuższej chwili Gintoki oderwał się od niego i spytał z drżącym głosem.
- A w ciebie co wstąpiło? Ty chyba raczej nie jesteś chory co? - Brunet nie odpowiadał na pytania tylko łapał powietrze. - Hijikata odpowiedz mi czemu to robisz? - Gin nagle poczuł coś twardego. - Hmm...czuję coś twardego między nami. - Brunet jęknął z bólu, gdy jego kochanek lekko dotknął jego penisa. - A więc co chcesz bym zrobił? Kochanie? - Brunet przymknął oczy i cicho powiedział.
- Czy to nie oczywiste. - Polizał Gina w policzek. - Zróbmy to..- Pocałował go i rozluźnił mu pas od kimona. -...raz jeszcze.- Wyszeptał rozpinając mu koszule. Srebrnowłosy w odpowiedzi na jego zachowanie pocałował go w szyję. Rozluźnił mu pas od kimona, a swoje kimona rzucił na podłogę gdzie leżała już mokra chusta. Całował bruneta w pierś i dalej w głąb brzucha. Ssał i przygryzał jego sutki. Brunet podniecał się coraz bardziej. Gin pogładził jego udo wzdłuż biodra. Pocałował go w nie i wyciągnął jego penisa. Zaczął go lekko trzeć. W gorę i w dół. Podkręcając poziom ekscytacji bruneta do granic możliwości. Gin rozpiął rozporek i zdjął spodnie oraz bokserki. Rzucił spodnie gdzieś w kąt. Zaczął stymulować swojego penisa. Pomimo tego, że od ostatniego ich zbliżenia minęło niespełna godzina, ale i tak ponownie się podniecił. Delikatnie wszedł w bruneta. Toshi poczuł lekki ból lecz po dłuższej chwili było mu coraz lepiej. Gin poruszał się w nim raz szybciej, a raz wolniej. Z każdą chwilą jęki bruneta stawały się coraz głośniejsze. A gdy Gin poruszył się lekko w lewo w nim, to brunet głośniej krzyknął. Gin kontynuował poruszanie się w nim. Obrócił bruneta i lekko przyśpieszył ruch bioder. Na jego twarzy widać było grymas bólu, ale mimo to było mu dobrze. Poruszali się zmiennym tempie. Gin w pewnej chwili pociągnął go za włosy. Brunet jęknął. Miał płytki oddech i czuł, że zaraz będzie szczytować. Gin poruszał w nim coraz szybciej jęcząc przy tym.
- Gin-ja-zara-z...- Brunet z trudem wykrztusił te słowa. Czuł straszny gorąc. Jeszcze chwile i oszaleje od niego.
- Jeszcze tro-chę...- Gin bardziej do niego przylgnął i pocałował go w bark. Liżąc go, a dłonią pieszcząc jego pierś. Brunet drżał i pojękiwał coraz mocniej. Przeszywały go dreszcze przyjemności. Gintoki również był rozpalony, a świadomość robienia tego z nim jeszcze bardziej podniecała. Toshi jęknął głośniej.
- Co ty r-obisz? Pośpie-sz się...- Jęknął ponownie, gdy Gin nie oczekiwanie przyśpieszył i zwolnił. Chciał dłużej w nim być. - ...chce wreszcie dojś-ah! - Gin gwałtownie przyspieszył. Przyśpieszony puls, serce łomocze jak szalone. Ich ciała wzajemnie splecione pragnące wzajemnego ciepła. Brunet już z ledwością oddychał już nie mógł dalej wytrzymać. Z krzykiem doszedł, a chwilę później jego kochanek doszedł w nim. Sapali i drżeli. Po dłuższej chwili Gin wyciągnął z niego swego penisa i usiadł obok. Serce nadal biło mu jak szalone. Brunet również usiadł koło niego. Ciężko oddychając. Mimo że tyle z niego wyciekło nadal czuł się bardzo podniecony. Siedzieli jeszcze tak przez dłuższą chwilę, gdy Gin wstał i poszedł w stronę łazienki. Brunet zdziwiony, że jego kochanek odchodzi, wrzasnął do niego.
- A ty dokąd? He?
- Jak to dokąd? Do łazienki. Nie zachowuj się jak rozpieszczona księżniczka. Nie muszę być na każde twoje zawołanie.
- Ha! Na zawołanie? Niby czyje nigdy o nic cię nie prosiłem!
- Ta akurat! A to przed chwilą niby co było? - Brunet zarumienił się.
- T-o nic ta-kiego...- Głos mu lekko drżał bo podniecenie ponownie wzrosło. Gin jedynie zaśmiał się i wszedł do łazienki. Toshi denerwował się, że on tak długo nie wraca, a więc postanowił zrobić rekonesans po jego pokoju. Wszedł do niego. Wyglądał na pusty. Urządzony w tradycyjnym japońskim stylu. Bez mebli. Otworzył ścienną szafę, w której były jego kimona. Brunet dotknął jednej z nich i powąchał ją. Po czym wyszedł z pokoju i usiadł na kanapie. Zauważył jego kimono, które wcześniej zdjął i chwycił je. Ponownie je powąchał. Było przesiąknięte jego zapachem. Truskawek i słodyczy, a przede wszystkim zapachem, którym upajał się Toshi.. Po paru minutach później wrócił Gintoki, który był mocno zdziwiony bo nie widział bruneta. Patrzył wszędzie i nic. Zauważył otwarte drzwi do swego pokoju. Stanął w nich i rozglądał się. Nie widział w nim żywej duszy. Po chwili ktoś z zaskoczenia chwycił go z tyłu. Trzymał go z całych sił. W końcu odezwał się.
- No i co robiłeś tak długo? Tęskniłem wiesz? - Brunetowi lekko drżał głos lecz po chwili brzmiał bardziej zdecydowanie. - Ponownie mi stanął..- Błądził po jego brzuchu jednocześnie całując go szyję i napawając się jego zapachem. Gin był lekko zdziwiony jego śmiałością. Lecz nie pozostawał mu dłużny. Chwycił dłoń, która błądziła po brzuchu i ją prowadził ku dołowi.
- Jak to co odświeżałem się nie widać? - Toshi faktycznie czuł jakiś świeży zapach.
- A po co to zrobiłeś? Chciałeś spłukać z siebie mój zapach?
- E-e- nie tylko...- Gin zawahał się. - chciałem się odświeżyć.
- Hmm a to ciekawe. A od kiedy myje się w zimnej wodzie? Co? - Brunet czuł chłód z jego ciała i jego drżenie.
- No ten robiłem medytacje Shiryuu. No wiesz w lodowatej wodzie. - Srebrnowłosy zaczynał się denerwować. Nie mógł mu powiedzieć, że był podniecony, że chciał zrobić to ponownie.
- Coś kręcisz. Wyczuwam niepewność w twoim głosie. - Polizał go w kark. Gina przeszył lekki dreszcz. - A może tak naprawdę chciałeś się ochłodzić by twoje podniecenie zmalało prawda? - Szepnął mu do ucha. W Gintokim ponownie rosło podniecenie. Kolejny dreszcz go przeszedł, gdy brunet macał jego pośladek i po chwili wsadził wewnątrz niego palec. Gin zszokował się tym i odparł..
- A ty co robisz? Chcesz mnie przelecieć? He? - Jego ton był zdecydowany, ale jego ciało drżało.
- Może. Dziweczko. - Gin na dźwięk tego słowa zdenerwował się. Obrócił się i rzucił go o ścianę. Przyciskał go do ściany. Mocno trzymał go za barki.
- Coś ty powiedział gnoju? Nie jestem dziwką! Może sam nią jesteś! Czy jak ciebie pieprzyli nie podobało ci się? Co? - Ścisnął jego przyrodzenie. - A może lubisz jak cię gwałcą? - Toshi był podniecony, ale jego słowa bardzo go rozzłościł i uderzył go pięścią w twarz. Gin cofnął się przytykał dłoń do rozciętej wargi. Toshi był zły na niego, że to powiedział.
- Wiesz co wtedy, gdy mi to robili chciałem jedynie byś mnie ocalił! Nie podobało mi się, że gwałcą mnie jacyś degeneraci! A ty zamiast mi pomoc przeleciałeś mnie na ich oczach! - Brunet mierzył go spojrzeniem pełnym wyrzutu. Gin patrzył się na niego poczuł ukłucie w żołądku. Poczuł się winny i po chwili podszedł do niego. Lekko dotknął jego policzka.
- Wybacz poniosło mnie, ale to ty zacząłeś.
- He? Ja? Kiedy niby?
- Nie musiałeś mnie nazywać dziwką. Jeszcze mówię, ze mi przykro.
- Phi akurat! - Odepchnął jego dłoń.
- Co nie wierzysz mi? Chciałem je...- Brunet chwycił go i pocałował w usta. Gin zdziwiony odwzajemnił go.
- Wreszcie się zamknąłeś. Chcę jedynie byś mnie nigdy więcej nie oszukiwał. - Gintoki zdziwiony tymi słowami uśmiechnął się i przytulił się do niego. Po chwili brunet odwzajemnił jego objęcie. Brunet poczuł ulgę, że sobie wszystko wyjaśnili i jak myślał teraz będzie już dobrze. Gin pocałował go w szyję i pociągnął go w stronę swego pokoju. Rzucił na podłogę materac, a następnie bruneta. Toshi nie był zadowolony jak on go potraktował, ale czuł już takie ciśnienie, że stało mu się to obojętne. Ginowi serce mocniej zabiło, gdy zobaczył go w takiej pozycji. No i jeszcze miał jego kimono na sobie. Znalazł się nad nim i polizał mu wargi, a następnie pocałował. Spletli języki w dzikim tańcu. Srebrnowłosy wodził dłonią po jego torsie, brzuchu kończąc na podbrzuszu. Skończyli pocałunek, a Gin zszedł niżej całował jego podbrzusze. Bawił się nim. Nie mógł uwierzyć, że po tym wszystkim penis bruneta jest jeszcze twardy. Ale to go również podnieciło. Kontynuował muskanie jego ud i brzucha. Jeszcze chwilę omijał jego małego lecz po chwili go chwycił. Pocałował jego czubek i językiem delikatnie polizał jego wierzchołek. Następnie polizał go wzdłuż do jąder. Wprawiając bruneta większą rozkosz. Gin po dłuższej chwili zabawy jego przyrodzeniem wziął go do buzi. Ssał go powoli z namaszczeniem. Wydając przy tym jakieś dziwne odgłosy. Tsohi coraz bardziej się podniecał i położył ręce na jego głowie. Czochrał mu włos, a sam zaczął się wiercić. Przymknął oczy. Wygiął się do przodu bo srebrnowłosy włożył swoje dwa palce w niego. Brunet poczuł ból, ale po chwili odczuwał przyjemność. Jego ciało drżało jeszcze nigdy nie czuł się tak dziwnie dobrze nie wiedział czy to przez srebrnowłosego czy przez ten syrop, ale mimo tego był już tak rozgrzany. Gintoki widząc jego reakcje i czując jego dłonie na głowie postanowił wejść w niego. Bo sam ten widok ponownie go rozpalił. Wszedł w niego z lekkim oporem. Toshi skrzywił się z bólu i po dłuższej chwili głośniej krzyknął. Zaciskał dłonie na materacu. Gin przybliżył się do niego. Pocałował go i delikatnie zaczął przyśpieszać ruchy bioder. Brunetowi serce zaczęło mocniej bić. Po dłuższej chwili Gintoki przewrócił bruneta na bok, a sam znalazł się za jego plecami. Ponownie wszedł w niego lecz tym razem gwałtowniej. Poruszał się w nim raz wolniej i szybciej. Pocałował bruneta w kark, a jedną ręką trzymał go za udo. Odczuwał coraz większą rozkosz. Czuł, że niedługo znowu dojdzie w swym kochanku. Mocniej, głębiej wypełnić go swym ciepłem. „Czym kierują się ludzie robiący takie rzeczy? Może jedynie żądzą albo faktycznie jest to miłość. Sam już nie wiem. Ale jedno wiem na pewno nie uda mi się go tak łatwo wyrzuć z serca. Ah jest tak słodki i zarazem tak gburowaty, że nie mogę się oprzeć. Czy czuję do niego pożądanie? O tak! Czy ta znajomość to tylko kolejny seks bez zobowiązań? Heh sam już nie wiem. Wydaje mi się, że to coś więcej, ale nie jestem pewien czy on tez tak to czuje. Rany jakie to wszystko jest pogmatwane. Może by było wszystko dobrze, gdybym wtedy szybciej zabił tamtych kolesi. Może albo i nie. Przynajmniej nie czułbym się winny. Niby teraz wszystko jest w porządku, ale czemu nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jednak nie. A może to tylko moje urojenia? A może faktycznie? He? Co to za wyraz twarzy? I ta ręka gładząca mnie po brzuchu. Co Toshi? Powiesz mi czy faktycznie wybaczyłeś mi?" Toshi był zniecierpliwiony jego wolnym tempem i dłonią gładził go po szyi. Gin widząc to przyśpieszył i przestał myśleć o zbędnych rzeczach. Ponownie go obrócił na plecy i znalazł się nad nim. Toshi założył mu nogi na jego plecy i mocno objął go. Gin wszedł głębiej stopniowo przyśpieszając. Przyspieszony puls, oddech.
- Gin-to-ki – Brunet z trudem wyjęczał. - Ja zara...
- Ja też... - Gin przymknął oczy i przyśpieszył. Energicznie ruszał biodrami. Obaj czyli już, że zaraz osiągną spełnianie. Po dłuższej chwili obaj doszli z lekkim jękiem. Gintoki opadł z wycieczenia na bruneta. Obaj sapali i drżeli. Toshi czuł jak jego nasienie wewnątrz siebie, a swoje na swoim brzuchu. W końcu jego napięcie opadło i ta dzika żądza również przygasła. Obaj byli w pełni spełnieni i nie mieli siły na kolejną rundę. Gin wstał z trudem, wyciągnął swego penisa i podszedł do szafy wyciągnął kołdrę. Rzucił ją na bruneta i sam położył się koło niego. Przykryli się nią i leżeli wtuleni w siebie. Po pięciu minutach Gin wymruczał.
- E śpisz?
- Nie pacanie. Ale z łaski swojej możesz dać mi się zdrzemnąć. Przez ciebie czuje się wycieńczony.
- Ha? Przeze mnie? A ty to co? Zmieniłeś się w jakiegoś ogiera i nie mogłem przestać.
- Przestań narzekać i śpij. - Odwrócił się plecami do niego i próbował zasnąć. Na szczęście dla niego srebrnowłosy skończył gadać i ucichł. Brunet zamknął oczy i po nie długiej chwili poczuł jego nos muskający jego kark. Poczuł dreszcz i zasnął. Tak samo zrobił jego kochanek.
