4.

Około dziesiątej Gintoki przebudził się cały obolały. Spojrzał się w kierunku chrapiącego bruneta i próbował go zbudzić, ale bez skutku. Po lekkim zastanowieniu się zostawił go i wstał. Porozciągał się i ponownie spojrzał w kierunku bruneta. Uśmiechnął się. Udał się do łazienki.

Wrócił po pół godzinie opasany w ręcznik, a jego kochanek nadal spał. Gin ukradkiem spoglądał na to jak się uroczo wygląda, gdy śpi. Po niedługiej chwili zaczął się ubierać, gdy miał już ubrane spodnie niespodziewanie do pokoju wpadł Shinpachi. Zdumiał go widok śpiącego bruneta w łóżku jego szefa. Już miał krzyknąć, gdy Gintoki zakrył mu usta. Wypchnął go za pokój i okularnik odepchnął jego dłoń.

- Gin-san co tu robi Hijikata-san? Wiesz, że przetrzymywanie kogoś wbrew czyjeś woli to przestępstwo?

- O czym ty pierniczysz? Nie przetrzymuje go ja tylko spełniam obywatelski obowiązek pomocy bliźniemu.

- He? Ty i pomoc pierwsze słyszę.

- To prawda znalazłem go na schodach, a byłem pijany i nie chciało mi się go z powrotem tarmosić do jego koszar. A więc go położyłem do mojego wyra. Heh. - Srebrnowłosy westchnął.- No i przez te nocne igraszki jestem cały obolały. - Lekko się zarumienił.

- E? Co? Jakie nocne igraszki? Przestaniesz w końcu żartować. No i co zamierzasz z nim zrobić?

- No cóż na razie niech śpi, a potem się coś wymyśli. - Shinpachi rozłożył bezradnie ręce i poszedł do kuchni. Kwadrans później przyszła Kagura wraz z Sadoharu, który od razu się przywitał z panem domu. Gin zastanawiał się, który to raz znajduje się w jego paszczy. W końcu uwolnił się od niego i wytarł krew oraz ślinę z głowy. Kagura, gdy zobaczyła Hijikatę w łóżku to krzyknęła i uderzyła Gincia. Srebrnowłosy poleciał na ścianę. Parę minut później doszedł do siebie. Z trudem wstał, a chińska dziewczynka ponownie krzyknęła w jego stronę.

- Co u licha robi ten majoneziarz w twoim łóżku? He? To nie love hotel!

- Bla bla bla i co jeszcze? To jest moje wyro i może w nim spać każdy kto zechce. A tobie nic do tego smarkulo!

- Ta? Nie masz za grosz przyzwoitości wiesz. Swoim zachowaniem gorszysz młodzież.

- Jakby ta młodzież już nie byłaby wystarczająco zepsuta.

- Coś ty powiedział? - Kagura ponownie rzuciła się w kierunku Gina. Gintoki nie był jej dłużny i również wymieniał się z nią ciosami. Szarpali się. Jeszcze dłużej by tak zostali, gdyby nie przyszła Otae. Promiennie uśmiechnęła się do nich.

- Oja widzę, że jesteście w świetnych humorach.

- O szefowo! - Kagura pobiegła do Otae zostawiając Gincia w spokoju. Otrzepał się i ruszył w stronę kanapy i usiadł na niej.

- Gin-san ciesze się, że u ciebie wszystko w porządku. Bo ostatnio nie za dobrze wyglądałeś.

- Ta ta. Jestem jak zawsze pełny energii.

- To dobrze. A właśnie chciałam was zaprosić na festiwal latawców. Który dzisiaj jest.

- O super ja chcę! Gin-chan pójdziemy? - Kagura zaczęła tańcować przed nim. Gina zaczęło to mocno irytować i wrzasnął.

- Przestaniesz w końcu! Niedobrze mi się robi od tego! Nigdzie nie pójdziemy koniec kropka!

- Pójdziemy. - Kagura mocno ściskała dłoń Gina. Szef czuł, ze kości w jego dłoni zaczynają się łamać i uwolnił się od jej uścisku. Ale i tak złamała mu palec. Skrzywił się z bólu.

- No teraz na pewno nie pójdziemy! - Gin był wściekły na Kagurę. Shinpachi, który przyszedł z kuchni chwilkę wcześniej obserwował tą scenę z zdegustowaniem. Ponownie Kagura i Gin zaczęli ze sobą walczyć robiąc przy tym dużo hałasu. W końcu Otae położyła dłoń na ramieniu Gina. Odwrócił się w jej kierunku i ujrzał jej morderczy wzrok. Wyczuwał niebezpieczne fluidy płynące od niej.

- Gin-san nie daj się prosić. Pójdziemy razem taak? - Spojrzała na niego z groźnym uśmiechem. Przełknął ślinę.

- No dobra pójdę! Ale wy problemy robicie! - Odepchnął jej dłoń i podrapał się po karku.

- A właśnie Gin-san. A o co chodzi z tym seksuologiem? Podobno miałeś problemy, że niby impotentem jesteś. Nie to bym miała jakiś problem.

- He! Co! Kto niby ci takich bajek naopowiadał? Nie jestem impotentem. Mój wacek jest zwarty i gotowy do działania! - Popatrzyli na niego z politowaniem. - No co? Mówię prawdę jak nie wierzycie spytajcie się je...- Chciał wskazać na Hijikatę, ale ku jego zdumieniu stal w drzwiach. Srebrnowłosy dotykał palcem brzucha bruneta. Odwrócił się i ujrzał jego zniecierpliwiony wyraz twarzy. Brunet chwycił palec Gina i zaczynał go wyłamywać.

- No powtórz to draniu. A zginiesz. - Zrobił przy tym bardzo groźny wyraz twarzy i zaczął emanować czystą rządzą krwi. Ginowi udało się uwolnić palec i lekko się odsunął od niego.

- No co. Przecież to prawda. Tylko nie mów, że nie było ci dobrze. - Gin zaczął się denerwować.

- Dobrze? Nie rozśmieszaj mnie. To nawet nie było ćwierć dobrze. - Spojrzał na swego kochanka z politowaniem.

- Coś ty powiedział? Jak to nie było dobrze przecie sam mówiłeś, że jest ci dobrze. - Srebrnowłosy coraz bardziej się gotował.

- A niby kiedy? Nigdy tego nie powiedziałem. - Przewrócił oczami.

- Nie no teraz mnie wkurzyłeś. - Gin doskoczył do bruneta i zaczęli się szarpać. A reszta gości obserwowała tą scenę z nieukrywanym rozbawieniem. Otae i Kagura zaczęły głośno rozmawiać na temat pary kochanków. Co oni sami usłyszeli i zatrzymali się. Gin wrzasnął do nich.

- A wy co nie ma cie innych tematów do plotek? Tylko musicie nas obgadywać.

- Oj Gin-san przestań my tylko rozmawiamy o tym jak bardzo się kochacie. No i jak chemia między wami wisi w powietrzu. Czy to nie wspaniałe, że ktoś pożąda? - Brunet aż się zarumienił i wrzasnął.

- Dobre sobie i kto by chciał takiego starego pryka? He! I dla twojej wiadomości nie pożądam go, a jeśli nawet to nie prawda! No i jeszcze nie mam snów o nim! - Wszyscy osłupieli słysząc jego wywód. Gin był zaskoczony, ale jednocześnie szczęśliwy. Zastanawiał się „Czy on może być jeszcze bardziej uroczy?". Brunetowi trochę puls przyspieszył bo zrozumiał, że powiedział coś głupiego. Odwrócił wzrok i zapalił papierosa.

- Ah! Wiedziałam. Jesteś w nim tak beznadziejnie zakochany. - Brunet nerwowo się zaciągał. - No to Hijikata-san może pójdziesz z nami? Na festiwal. Zacieśnicie wspólne więzy i może coś więcej. - Brunet zaciągnął się tak bardzo, że aż kaszlnął.

- Daj spokój on pracuje nie znajdzie dla mnie ani chwili. - W tonie Gina było słychać zdenerwowanie i drobny smutek.

- Hmm a wiesz co. Goryl mi powiedział, że ma wolne jeszcze przez cztery dni. No i się cieszy, że ty się nim zajmujesz. A więc powinno być dobrze. - Gin był zdumiony tymi słowami i lekko się uśmiechnął. Brunet też był zdziwiony, że Kondo tak bardzo się o niego martwi. Westchnął od niechcenia. Gintoki popatrzył w jego stronę i zapytał.

- To jak Hijikata-kun idziesz? - Toshi kolejny raz zaciągnął się i oparł się o ścianę.

- No dobra i tak nie mam nic lepszego do roboty. - Odparł po krótkim namyśle. Gin ucieszył się i rozciągnął się. Po nie długiej chwili brunet poszedł się odświeżyć. Pod prysznicem czuł jak jego dupa strasznie boli i że coś pulsuje w jej wnętrzu. Powoli dochodził do siebie po wczorajszej nocy i przysiągł sobie, że nigdy więcej nie weźmie tego syropu. Po paru minutach brunet wyszedł z łazienki. Ubrał się w swoje wczorajsze kimono i zjadł miseczkę ryżu. Gdy skończył ubrali i wyszli z domu Yorozuyi. Gin i Hijikata z tyłu, a Kagura, Shinpachi i Otae z przodu. Czerwony strój Kagury jak zwykle wyglądał imponująco może trochę mniej od kimona Shinpachiego. A Otae specjalnie dzisiaj założyła różowe kimono z wzorkami i wyglądała tak jakoś odświętnie. Gin i Toshi szli nie wiedząc co ich spotka później. Po dziesięciu minutach. Gin chciał wziąć bruneta za rączkę, ale on odtrącił jego dłoń.

- Co robisz debilu? Nie pozwolę byś trzymał mnie za rękę.

- Oj na pewno? To się założymy. - Po kolejnych dwudziestu minutach w końcu Ginowi udało się chwycić jego dłoń. Szli trzymając się za rękę jeszcze przez nie wielki kawałek, gdy brunet nieoczekiwanie stanął. A Gin widząc to wkurzył się. Ale widząc jego na wpół zdenerwowany i zawstydzony wyraz twarzy, westchnął. Pomimo jego protestów dalej trzymał go za rękę i ciągnął przed siebie. Toshi czuł zażenowanie, ale przestał mu się opierać. W końcu wesoła gromadka dotarła do miejsca festiwalu. Wszędzie było pełno przeróżnych stoisk. Kagura, Shinpachi, Otae, Gintoki i Toshi szli od jednego stoiska z jedzeniem do drugiego. Nagle Kagura porwała Gintokiego do stoiska z dango, który znajdował się niedaleko. Między czasie Toshi wraz z Otae i Shinpachi chodzili po innych stoiskach. Po dwudziestu minutach Toshi zaczął się denerwować długą nieobecnością Gintokiego. Zaczął nerwowo wypatrywać go. Otae widząc to szturchnęła go i zapytała.

- Kogo Hijikata-san tak wypatruje?

- E nikogo. - Odpowiedział z lekkim wahaniem.

- Naprawdę? A Gin-san? - Toshi zaczął się lekko denerwować. - Co do niego czujesz? - Otae spojrzała na niego. A brunet się lekko przestraszył tym pytaniem i wyciągnął papierosa. Trzęsły mu się lekko ręce. Ale mimo to udało mu się zaciągnąć.

- E...eto ja go e... no. To nie twoja sprawa! - Odparł z irytacją. Otae lekko uśmiechnęła się widząc zakłopotanie w jego zachowaniu. Teraz była pewna, ze Gin nie jest mu obojętny.

- Czyli go kochasz no nie? - Spytała z porozumiewawczym uśmiechem. Toshi zachłysnął się powietrzem.

- C-c-co? Koch-cha-cham? E-e-e n-nic z tych rzeczy! Kto by kochał takiego debila! - Wykrzyknął z wahaniem. Otae pokiwała głowa z powątpiewaniem. Po długiej chwili poszła za Shinpachim do stoiska z jakimiś wyborami tekstylnymi. Zostawiając Toshia samego. Przez kolejne trzydzieści minut chodził bezwiednie od stoiska do stoiska. W końcu znudziło go chodzenie bez celu i usiadł w jakieś ławce. Siedział i patrzył się na otoczenie. Miał widok na stoisko z jabłkami na patyku i z arbuzami. Po kolejnych dwudziestu minutach siedzenia i po spaleniu dwóch papierosów zaczął trochę przysypiać. Wpatrując się w niebo rozmyślał nad obecna sytuacją. Ciągle po głowie chodziło mu pytanie „Czy go kochasz?". Sam nie wiedział czy go kocha ,czy jedynie potrzebuje go do zaspokojenia swoich potrzeb seksualnych. Westchnął. Irytowało go, że utkwił z takim nieudacznikiem w tej dziwnej znajomości. Prędzej by wolał odwiedzić królestwo majonezu niż być na zawołanie takiego roztrzepańca. Jeszcze chwile był w tej zadumie, gdy nagle poczuł podmuch ciepłego powietrza tuż przy uchu. Wzdrygnął się i odwrócił się. Ujrzał uśmiechniętego Gintokiego. Już chciał coś powiedzieć, gdy Gin pocałował go. Toshi mimowolnie odwzajemniał pocałunek mrucząc przy tym w proteście. Chwile później Gin oderwał się od niego. Ponownie uśmiechnął się do niego. Brunet był zaskoczony tym pocałunkiem i przyłożył dłoń do ust. Rozpamiętując jego niegodne zachowanie. Po chwili wziął oddech i wrzasnął.

- C-co ty wyprawiasz idioto! P-pogieło cię? Lepiej byś uma...- Toshi zaniemówił, gdy zobaczył przed sobą jabłko na patyku. - Co? Chcesz mnie przekupić? - Zapytał z drwiącym uśmiechem.

- Może i tak. - Odpowiedział z tajemniczym uśmiechem. Toshi przyjął podarunek bo niestety głód mu zaczął doskwierać.

- Dzięki.- Brunet zaczął zajadać ze smakiem podarunek. Chwile później Gin usiadł koło niego i tez zaczął jeść jabłuszko. I tak jedli przez kolejne parę minut. Toshi co jakiś czas zerkał na Gina. Zastanawiało go o czym on myśli. Aż sam się zdziwił, że się nad tym zastanawia. W pewnym momencie Gin przyłapał bruneta na zerkaniu. Srebrnowłosy przygryzał jabłuszko patrząc na niego. Po dłuższym wzajemnym wymienianiu spojrzeń, Toshi zarumienił się i odwrócił wzrok. Dalej jedząc jabłuszko. Gin odczuwał lekkie napięcie w powietrzu.

- A ty co się tak na mnie gapisz? Mam coś na nosie? - Ugryzł ostatni kęs i wyrzucił patyk gdzieś w zarośla. Brunet nerwowo przełykał kolejne kawałki jabłuszka. Gina wkurzyło to, że go ignorował. Przybliżył twarz do jego twarzy. Brunet czuł jego oddech na swym policzku i znowu nerwowo gryzł jabłuszko. Gintoki się niecierpliwił i polizał go w uszko. Brunet momentalnie wzdrygnął się i prawie zakrztusił się kawałkiem jabłuszka. Odwrócił głowę w jego stronę. Zobaczył jego intensywny wzrok. Poczuł dreszcz.

- Co ty wyprawiasz? Chcesz mnie zabić czy co?

- Ależ nie. Tylko chcę żebyś mi odpowiedział.

- Spadaj. - Ponownie odwrócił wzrok lecz Gin nie dał za wygraną. Gdy Toshi skończył swe jabłko to Gin ugryzł go w ucho. Toshi ponownie poczuł dreszcz. Jakby przyjemny. Czuł, że zaczyna mu się niebezpiecznie gorąco robić. Odepchnął go. Gin był lekko pobudzony tymi zabawami. A brunet nie chciał ponownie wpaść w jego sidła.

- Co ty wyprawiasz? Przestaniesz w końcu ze mnie żartować.

- He? W jakim momencie to był żart? CO? - Zirytował się i chwycił go za barki. - To w takim razie skończę żartować. - Mocno go pocałował. Językiem badał jego podniebienie. Brunet mruczał w niezadowoleniu, ale w jakiś sposób nie mógł mu się oprzeć. Gin widząc brak oporu z jego strony sięgnął dłonią za jego kimono. Toshi natychmiast obudził się i uderzył Gina pięścią w twarz. Jego kochanek wylądował z impetem na końcu ławki. Przez dłuższą chwilę patrzył się z lekkim wyrzutem na bruneta.

- Eh przepraszam. Za daleko się posunąłem. - Wytarł krew z wargi. Ponownie usiadł kolo niego. Brunet wciąż patrzył na niego zranionym wzrokiem.

- Zginiesz za to zrobiłeś.

- Eh to tylko był pocałunek, a ty robisz z tego wielkie halo.

- Ta bo ty robisz to przy wszystkich!

- O jeny, ale ty masz problemy. - Podrapał się po karku. - A jak bym to robił w domu to byś był zadowolony?

- T-ta Kurna! Nie pozwalaj sobie! - Gin pogładził go po udzie. Już brunet chciał go pacnąć, ale Gin zdążył wziąć dłoń z uda. - Cholera przysięgam, że kiedyś zedrę ci ten głupawy uśmieszek z twarzy.- Toshi był mocno wkurzony na swego kochanka. Ale po paru minutach lekko mu przeszło. Ponownie zapanowała cisza. Którą przerwał Gin swoim westchnięciem.

- Powiedz czego ty naprawdę chcesz ode mnie? - Bruneta trochę zdziwiło jego pytanie. Spojrzał na niego, a potem przed siebie.

- Myślisz, że jestem wstanie ci to powiedzieć. - Lekko się zarumienił.

- Ah. No tak racja. Nie ma w tobie tyle odwagi by powiedzieć, że mnie pragniesz. - Założył ręce za głowę. Toshi zdenerwował się i uderzył go w bok. Gin zauważył jego niezadowolenie i westchnął. - I w dodatku jeszcze bijesz jak baba. - Toshi jeszcze bardziej się wkurzył i ponownie go uderzył tym razem mocniej. W odpowiedzi na to Gin też go uderzył w bok. Zaczęli się szarpać na ławce. Wykonywali przy tym dość dziwne pozy. Jeszcze przez parę minut się szarpali. Ową zabawę przerwał im Otae. Chrząknęła.

- Oh widzę, że w najlepsze się bawicie. Ale wiecie, że nie powinniście robić tego przy ludziach. - Uśmiechnęła się do nich. Przerwali walkę i spojrzeli w jej kierunku.

- A ty tu czego? Nie widzisz, że zajęci jesteśmy? A poza tym co ty robisz za insynuacje? - Gin był jeszcze bardziej zdenerwowany. Irytowało go to jak inni wtrącają się do jego życia.

- Nie tym tonem bo ci rączki połamie. Wiesz to nie jest czas na seksowanie się tylko na latawce.

- He? Tu nikt się nie seksuje! - Odsunął się od bruneta i wlepił w nią mordercze spojrzenie.

- Nie? A ten pocałunek to co było? - Przyłożyła palce do ust. Zaczęła głęboko myśleć. - Widziałam jak się przed chwilą całowaliście. - Gołąbki zbaraniały. Nie wiedzieli co odpowiedzieć. Najwidoczniej ten grzech był zbyt wstydliwy by go rozważać.

- Haha! Gówno prawda! Nic nie widziałaś! Ja z nim miałbym się całować? Nigdy w życiu. On nawet nie wie jak się to robi. - Brunet zirytował się jego stwierdzeniem.

- Ah tak? To co powiesz na to? - Chwycił go za barki. Przycisnął do oparcia i mocno pocałował. Gin zdziwiony jego zachowaniem odwzajemnił go. Wzajemnie badali swe podniebienia. Po chwili brunet oderwał się od niego i zapytał. - No teraz mi nie powiesz, że było źle. Masz podniecenie wypisane na twarzy. - Gin tak był zaskoczony tym, że mimowolnie miał trochę zamglony wzrok. Ale natychmiast się otrząsnął.

- Może być, ale ni ściskaj mnie tak bo będę musiał cię gdzieś wziąć. - Pogłaskał go po plechach.. Toshi poczuł dreszcz i odsunął się od niego. Otae widząc to cale zajście chwyciła Gina za rękę,a on bruneta i pociągnęła ich za sobą. Gin i Toshi byli zaskoczeni tym i wzburzeni. Gintoki wrzasnął.

- Dokąd nas ciągniesz!

- Zobaczycie. - Ciągnęła ich dalej. Brunet próbował się uwolnić z uścisku, ale nie udało mu się to.

- Idioto po cholerę mnie ciągniesz? Nie jestem ci do niczego potrzebny! - Wrzasnął Toshi z irytacją w glosie.

- Nie będę się sam ośmieszać! A poza tym czułbyś się samotnie i znowu byłbyś zazdrosny! - Gin odpowiedział mu z nieukrywaną irytacją. Tym sposobem Otae ciągnęła ich dalej w nieznanym kierunku. W końcu dotarli na polanę. Na, której znajdowali się już Kagura i Shinpachi. Chińska dziewczyna ochoczo przywitała Otae, Gina i Toushiro. Otae puściła dwójkę kochanków i uśmiechnęła. się do Kagury. Po paru minutach i kolejnych wzburzeniach wesoła gromadka zaczęła szykować swoje latawce. Wszyscy już przygotowali swoje latawce oprócz Toshiego. Miał jako tako nawinięte na płótno linkę, ale sznurek co chwila się rozwijał. Brunet po paru próbach się wściekł i rzucił latawiec na ziemie z taką złością, że wydał zduszony okrzyk. Gin widząc, że jego kochankowi nie udaje się, podszedł do niego. Podniósł jego latawiec. Po paru dziwnych ruchach nawlekł sznurkiem na rączkę latawca. Podał go brunetowi. Toshi z niechęcią go przyjął bo jego duma została naruszona. Odburknął coś niezrozumiałego i odwrócił się w napięciu. Gintoki rozumiał jego złość, ale nie mógł go tak zostawić. Chwilę później brunet próbował puścić swój latawiec w gorę, ale znowu mu się to nie udało. Toshiemu już puszczały nerwy, gdy nagle Gin dotknął jego dłoni. Brunet poczuł dreszcz. Przez jego dotyk jeszcze bardziej denerwował się. Tylko słyszał jego słowa by się uspokoił, ale jak miał to zrobić? Wziął oddech i próbował jakoś zdusić całe napięcie jakie się wytworzyło. Gin czuł jego spięcie i pocałował go w ucho. Ale niestety Toshi zamiast się rozluźnić jeszcze bardziej się spiął. Czuł jego oddech na swoim karku. Serce waliło mu jak oszalałe. A Gin zamiast się oddalić to jeszcze bardziej się do niego przybliżył. Chwycił jego dłonie, stanął za nim i pomagał mu z latawcem. Brunetowi trząsł się ręce. Ale w końcu latawiec wzleciał w górę. Trochę chwiejnie, ale leciał. Toshiowi trochę ulżyło, ale nadal czuł napięcie.

- O widzisz udało się. Patrz leci jak nasza miłoś...- Brunet odwrócił się i zatkał dłonią jego usta.

- Cholera przestaniesz gadać głupoty i mnie męczyć. Wkurza mnie twój kretynizm. - Odblokował mu usta. Stanął troszkę dalej od niego. Ginowi wydawało się, że brunet się speszył jego pomocą. Czyżby jego bliskość wpływała na Toshiego bardzo irytacyj nie. Zastanawiał się nad tym. Postanowił czegoś spróbować. Zaszedł go od tyłu i chwycił go za pośladek. Toshi momentalnie jęknął i się wzdrygnął. Tym samym Gin potwierdził swoją teorię na temat „Toshiego podnieca moja skromna osoba". Cicho się zaśmiał, a brunet czując kolejny ścisk już chciał go uderzyć lecz zdążył uciec. Pomachał mu przed nosem i puścił swojego latawca. Przez kolejne dziesięć minut kochankowie chodzili z latawcami i patrzyli jak one lecą. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że latawiec Gina nachodził bruneta. I to w jednoznaczny sposób. Gdy Toshi zobaczył co się dzieje z jego latawcem, spojrzał się na Gina złym wzrokiem. A srebrnowłosy się uśmiechnął do niego i wyszczerzył kły.

- Haha! Patrz jak fajnie latawce na siebie się nachodzą. Super no nie? - Gin nie czuł nic prócz jego zimnego spojrzenia. Nie podobał mu się on.

- Eh. A tobie tylko jedno w głowie. No tak zapomniałem małpy mogą jedynie tylko myśleć o bzykaniu! - Brunet był zły na niego. Ale tylko przez chwilę. Spojrzał się na niego obojętnym wzrokiem i poszedł wraz z latawcem przed siebie. Gintoki nie wiedział co powiedzieć. Chciał już mu odpowiedzieć, ale ten jego obojętne spojrzenie. Co ono miało znaczyć? Czy tak się mylił w stosunku do niego? Nie to nie to. A więc czemu? Czemu nie podjął walki tak jak zawsze? Te pytania zaczęły go bardzo irytować i pobiegł za nim. Szedł za nim spory kawałek jak jakiś prześladowca. W pewnym momencie Toshi odwrócił się i Gin lekko uderzył się o niego. Toshi przegryzł wargi.

- Po jaką cholerę za mną łazisz? Co? Tobie nic więcej nie chodzi tylko o bzykanie! Mam tego dość! Zostaw mnie spokoju! - Toshi wysłał mu smutne spojrzenie i ponownie się odwrócił. Szedłby dalej, gdyby Gin nie chwycił go za przegub. Toshi odwrócił się w jego stronę.

- Puszczaj do cholery!

- Nie mam takiego zamiaru! Wiesz, że kocham cię i to się nie zmieni. A ty ciągle mi nie wierzysz.

- Trele morele! Zależy ci na mnie? To to udowodnij! A może dziewczynka umie cię bardziej zadowolić co? - Gin zdenerwował się jego słowami i pociągnął go za sobą. Szli przed siebie aż w końcu znaleźli się w ciemnej ulice i Gin rzucił go na ścianę. Chwycił za barki.

- O czym ty bredzisz? Jaka dziewczynka? - Gin wymuszał odpowiedź wzrokiem. Toshi spojrzał się na niego spode łba.

- No ta chińska dziewczyna! Byłeś z nią tak długo pewnie wolisz ją bardziej ode mnie! - Gina zdziwiły jego słowa i trochę rozluźnił uścisk. Brunet stał się lekko czerwony. Odwrócił wzrok. Gin uśmiechnął się i musnął ustami jego ucho. Toshi odczuł lekki dreszcz.

- A co zazdrosny jesteś? - Szepnął mu do ucha.

- Może trochę...ale i tak ci tego nie po...wiem..- Brunet szepnął. Ponownie czuł dreszcz i zdenerwowanie. Gin ponownie szepnął.

- Oj nie musisz być o nią zazdrosny. - Polizał go w ucho. - Bo tylko ciebie pragnę. - Ugryzł go w nie. Toshi jęknął i spojrzał się na swego kochanka. Gin uśmiechnął się do niego i pocałował go w jego lekko rozchylone wargi. Toshi z lekką niechęcią odwzajemnił jego pocałunek. Pomrukiwał przy tym głośno. Przymknął oczy. Ich języki splotły się w dzikim tańcu. Po dłuższej chwili Gin uwolnił się od niego i dłonią dotknął jego brody.

- Teraz mi wierzysz? - Spytał z lekkim niepokojem. Toshi spojrzał się na niego z błądzącym wzrokiem.

- Nie wiem czy mam ci wierzyć. Myślisz, że pocałunkiem zmyjesz to uczucie. - Odpowiedział ze smutkiem. Gintoki lekko posmutniał i wziął jego dłoń. Przyłożył ją do swej piersi.

- Posłuchaj jak mi bije serce. Wsłuchaj się w jego rytm. - Toshi był zaskoczony tym, ale dzięki temu mógł poczuć jak jego serce wali. Co prawda nie był wstanie poczuć tego wyraźnie. Czuł, ze napięcie wzrosło.

- Eh. Myślisz, że się nabiorę na to? - Gin pogładził jego włosy, a Toshi spojrzał na niego lekko rozmarzonym wzrokiem. - Na nic nie zdadzą się te twoje gierki...- Gin wodził dłonią po jego policzku i szyi. - ...nie złamiesz mnie. - A Gin się uśmiechnął dotknął jego policzka i ponownie zbliżył się do jego ust.

- Czyżby? - Jego pytanie przeszyło go do głębi. Mimo usilnych prób i tak nie mógł oprzeć się mu. Toshi czuł, że zaczyna coraz bardziej tonąć w jego zapachu. Wciąż trzymając latawiec w ręku Gin ponownie pocałował go. Znowu oddali się temu dziwnemu tańcu. Gdy zaczął całować mu szyję to wypuścił latawiec. Brunet czując coraz to większe podniecenie, rozluźnił uchwyt i też wypuścił swojego latawca. Chwilę później ich latawce porwał wiatr w nieznanym kierunku. A ich usta ponownie skrzyżowały się. Oddali się tej nieskończonej rozpuście. Po dłuższej chwili skończyli pocałunek. Łapczywie łapali oddech. Spojrzeli na siebie. Toshi miał mażący wzrok. Pragnął jeszcze więcej. Gin wygładził końcówki jego włosów. Lekko uśmiechając się.

- Co się stało Toshi-kun? Czy mój pocałunek tak bardzo ci się podobał? - Drugą ręką pogładził go po biodrze. Zszedł troszkę niżej do jego uda. Przez to kochankowi robiło się strasznie gorąco. Jęknął.

- Nie. Wydaje ci się. - Odpowiedział z lekkim wahaniem. Dotknął koszuli Gina. Dłonią badając dalszą jej kawałek. - Nie powinniśmy...- Nieśmiało włożył dłoń za jego koszulę, a Gin odpowiedzi dłonią pogładził jego udo.

- Czego nie powinniśmy robić co? Tego? - Ugryzł go w ucho i polizał. - Tego? - Pocałował go w szyję, a następnie coraz głębiej w klatę. - A może tego? - Rozwiązał mu pas od kimona i przejechał dłonią po jego brzuchu. Dochodząc do jego męskości. Lekko ją ścisnął. Brunet cicho jęknął. Przymknął oczy.

- Przestań...przecież wiesz, że ja...ja...- Poczuł jak jego kochanek stymulował mu jego penisa. - ..przestań ..nie tutaj...ah! - Usłyszał cichy szept.

- Czemu mam przestać? Przecież ci się to podoba, prawda? - Bruneta te słowa mocno zelektryzowały. Objął go i mocno ugryzł go w ucho.

- Nie chcę tego...tutaj...rozumiesz? - Szepnął mu do ucha. Ponownie ugryzł go. A Gina przeszły dreszcze. Jeszcze szybciej stymulował go.

- Ale przecież teraz i tak nie mogę przestać. Napaliłeś mnie. - Toshiego przeszły dreszcze. Mocniej uwiesił się jego szyi. Trochę głośniej jęczał mu do ucha.

- Jesteś zboczo..ny. - Wyszeptał. Gin chwycił jego penisa i bezpośrednio go stymulował. - Proszę c..ię przesta..ń.- Nogi miał jak z waty. Już miał spaść, ale usłyszał jakieś dziwne dźwięki.

- Mamo czy tak wyglądają stosunki międzyludzkie? - Chłopak pokazał palcem w kierunku Gina i Toshka. Bruneta zmroziło to jak dziecko na niego się patrzyło.

- Oj synku! To jest złe! Szatan ich opętał i nie powinieneś tego oglądać. - Zasłoniła ręką jego oczy i wraz z nim poszli dalej. Toshi czuł wstyd, a Gin nie wzruszony dalej stymulował go. Ale, gdy zobaczył naburmuszoną twarz bruneta na chwilę przestał.

- Co się stało? Co ty taki zły?

- Jeszcze się pytasz? Znowu przez ciebie wystawiłem się na śmieszność. Małpo! - Z całej siły nadepnął mu na stopę. Gin zawył. Odsunął się od niego. Popatrzył na niego spode łba. A Toshi posłał mu urażony wyraz twarzy. Odwrócił wzrok od niego, doprowadził się do porządku. Zapiąwszy pas poszedł przed siebie. Gin zdziwiony jego zachowaniem krzyknął za nim. Ale on go zignorował i zniknął za horyzontem. Srebrnowłosy ruszył za nim w pogoń. Szedł ulicą. Zaglądając w każdy zakamarek ale go nie znalazł. Po kwadransie. Nagle przy jakimś zaułku ktoś go objął i zaciągnął do ciemnego zaułka. Gin poczuł jego ciepły oddech na swoim karku. Napastnik polizał go w szyje. Srebrnowłosy poczuł znajomy dotyk.

- Nie musiałeś mnie zachodzić od tyłu Toshi. - Brunet uszczypnął go ustami w szyje.

- Zamknij się idioto. To twoja wina. Że wariuje. - Rękami wodził po brzuchu Gina. A jego kochanek odwdzięczył się mu potarganiem włosów. Brunet polizał go po szyi. A dłońmi zawędrował do jego paska. Gin czując gdzie jego ręce zapędziły się, westchnął. Dotknął jego dłoni. Pomacał je i zachęcił go by zawędrowały do jego przyrodzenia. Brunet z lekkim oporem skorzystał z zaproszenia. Mocniej zaczął poruszać jego członkiem. Gin zaczął się coraz bardziej ekscytować. Jeszcze chwile pozwolił mu na zabawę ze swoim małym i obrócił się do niego. Chwycił za jego ręce i mocno pocałował. Brunet z chęcią odwzajemnił go. Mruczeli przy tym radośnie. Gintoki przyparł bruneta do pobliskiej ściany. Nadal całowali się. W końcu Gin oderwał usta od niego. Spojrzał się na niego pożądliwym wzrokiem. Brunet również na niego patrzył tak samo. Kochanek polizał go po policzku i w ucho. Bruneta przeszył przyjemny dreszcz. Westchnął. Gintoki sięgnął do jego krocza. Brunet zareagował na to jęknięciem.

- Ho! Już jesteś w takim stanie. Ale masz zboczone myśli. - Gin jeszcze bardziej poruszał jego penisem.

- Zamknij się to twoja wina. A poza tym sam taki jesteś. - Chwycił jego przyrodzenie. Gin lekko się skrzywił. Brunet uśmiechnął się z satysfakcją. Również stymulował mu członka. Gin trochę zaskoczony tym, postanowił nie być gorszy i szybciej poruszał dłonią na jego penisie. Po chwili wyciągnął go i tarł go coraz mocniej. Brunet zaskoczony tym cicho jęknął, ale z podniecenia, odpiął jego rozporek i wyciągnął jego penisa. Chwilę później oboje tarli siebie nawzajem z dwojona szybkością chcąc w końcu zaznać uczucia spełnienia. Gintoki zbliżył się bardziej do niego i mocno pocałował. Nie przestawali wzajemnie stymulować. Brunet odwzajemnił go. Pozwalając mu na badanie jego podniebienia. Po dłuższej chwili zabawy ze swoimi penisami, oboje doszli Z cichym jękiem. Sperma wylądowała na ich ubraniach. W tej chwili ten szczegół nie był zbyt istotny. Gdy brunet wziął swą dłoń z jego penisa, wtedy Gin wsadził w niego dwa swoje palce. Wywołując u bruneta lekki ból. Toshi był zdziwiony jego zachowaniem, ale nie oczekiwanie wcale mu się nie opierał. Pozwalał mu na dalsze zabawy z jego ciałem. Ruchy jego palców były coraz szybsze i Toshi coraz bardziej się nakręcał. Po chwili poczuł, że dodał trzeci palec. Bruneta przeszył przyjemny dreszcz, gdy wszedł w niego. Trzymając go za nogi. Brunet uwiesił się go zarówno nogami i rękami. A Gin dalej kontynuował poruszanie się w nim. Stopniowo przyśpieszając. Toshi jęczał do jego ucha. Przygryzał je. Mocniej ściskał go. Cicho krzyknął, gdy Gin głębiej w niego wszedł. Gintoki nadawał coraz to szybsze tempo. Lizał go po szyi i uszku. Doprowadzając tym bruneta do szaleństwa. Pragnął spełnienia. W końcu po paru długich minutach doszedł w nim, a brunet nie co później. Trochę jego spermy wylądowało na jego ubraniu i na brzuchu bruneta. Jeszcze chwilę Toshi jęczał i sapał. Po niedługiej chwili nogi kochanków zrobiły się jak z waty i upadli na podłogę. Gin wyciągnął swojego penisa i usiadł naprzeciw bruneta.

- No i co małpo? Zadowolony? - Brunet patrzył na niego z lekka niechęcią. Na co Gin odpowiedział uśmiechem.

- Ta jestem zadowolony jak cholera. A co ty nie? - Spytał po chwili. Toshi odwracał wzrok.

- Może trochę. - Odpowiedział z wahaniem.

- Ho. Trochę? Po twojej minie śmiem twierdzić, że bardzo ci się podobało. - Toshi zarumienił się. Błądził wzrokiem.

- Nie na pewno nie. - Skłamał. A Gin jakby wyczuwał jego kłamstwo, przybliżył się do niego. Chwycił jego brodę. Zmusił go by na niego spojrzał.

- Czyżby to powtórz to patrząc mi prosto w oczy.- W jego głosie było słychać bardzo duże zdecydowanie.

- Nie.. na pewno...nie – Powtórzył z wahaniem. Serce ponownie zaczęło łomotać jak szalone. Jego intensywne spojrzenie doprowadzało bruneta do drżenia.

- Kłamca...- Mocno pocałował Toshiro. A brunet z lekkim protestem odwzajemnił go. Po paru minutach intensywnych pocałunków, podnieśli się i doprowadzili się do porządku. Toshi z trudem chodził. Ale jakoś po trzydziestu minutach nieudolnego turlania się, w końcu mógł w miarę normalnie chodzić. Szli razem przez ulice festiwalu. Docierając po około czterdziestu minutach do wielkiej polany, na której było dosyć dużo ludzi. A w jej głębi była wielka scena. Kochankowie stanęli gdzieś na obrzeżach polany, gdzie o dziwo byli też Shinpachi, Kagura, Otae. Po czułym przywitaniu typu „Gdzie byłeś dziadzie?". Dyskutowali dobre dziesięć minut, gdy nagle ze sceny było słychać „A teraz moli państwo czas na konkurs! W którym będziecie mogli wygrać darmowy zestaw obiadowy. Oczywiście na cały miesiąc! „. Kagura i Otae, gdy usłyszały co jest nagrodą to od razu spojrzały na parę kochanków. A Gin, gdy uświadomił sobie, że udział mogą wziąć tylko pary, przełknął ślinę. Toshi widząc co się szykuje postanowił cichcem uciec, lecz Kagura go powstrzymała. Trzymając go mocno za przegub zaczęła ciągnąc do sceny. Gin widząc, że jego kochanka złapali zaczął bać się o siebie. Poczuł zimny dreszcz na plecach i odwrócił się. Ujrzał straszny widok, Otae w demonicznej odsłonie. Z krzykiem zaczął uciekać w stronę sceny. Dobiegł do niej i chwilę później znalazł się obok niego Toshi. Serce waliło mu jak szalone. Obaj się zastanawiali czemu znowu dali się w ciągnąć. Chwilę później znaleźli się na scenie. Prezenter krzywo się na nich spojrzał.

- Ehm. To nie jest konkurs dla par homo. Idźcie sobie. - Przeganiał ich jak złą energię.

- Koleś gówno mnie to obchodzi czy to jest dla hetero czy homo! Jesteśmy parą i kropka! A więc możemy brać udział! - Gin wrzasnął tak głośno, że aż prowadzący zbaraniał. Dłuższą chwilę naradzał się z kolegami. Następnie podszedł do kochanków i oznajmił iż mogą oni uczestniczyć w konkursie. Prezenter zaczął objaśniać konkurencje. A była nią zjedzenie w czasie dwudziestu minut jak największej ilości lodów ze śmietaną. A gdy wybije gong ta para, która pierwsza skończy posiłek z pocałunkiem. Wygrywa. Gołąbeczki zrobiły rybie oczy i patrzyły to na siebie, a to na prezentera. Nie mogli pojąć jak to jest możliwe. Parę minut później oni i pięć innych par zasiedli do przygotowanych stołów. Na , których były już trzydzieści pucharków z lodami. Spiker powiedział jeszcze „A teraz niech mężczyźni przygotują się." Spojrzał się na kochanków.

- A teraz do was „Paro homo" pytanie który z was to mężczyzna? - Kochankowie popatrzyli na siebie i Gin wstał.

- Oczywiście, że ja! Ale nie podoba mi się ta nazwa „Para homo" co to ma być? - Odpowiedział z niecierpliwieniem.

- Dobra to facet z trwałą jest mężczyzną!

- Ej! Słyszysz co do ciebie mówię! - Gin z zdenerwowaniem na twarzy, z powrotem usiadł przy stole. Toshi ukuł go łokciem w brzuch. Gin czując to spojrzał się na niego z wyrzutem. A brunet tylko marszczył czoło w niezadowoleniu. Po niedługiej chwili zaczęła się cała zabawa. Gin jadł tak szybko jak tylko potrafił. Taka okazja nie zdarza się często, a gdy można za darmo się na jeść to trzeba korzystać ile się da. Po pięciu minutach odpadła pierwsza para, a po kolejnych pięciu następna. Po niespełna minucie odpadła kolejna para. No i po dwudziestu minutach zostały tylko dwie pary. Para niebieskich i para homo. Spiker oznajmił, że do rundy drugiej czyli „Bananowy pocałunek" przechodzą te pary, które zostały na placu boju. Po przerwie dwudziestu minutowej pary skończyły przygotowania do następnej finałowej rundy. Asystentka dała parze kochanków banana. Spiker oznajmił iż ten banan, którego otrzymali uczestniczy jest głównym punktem programu. Dziewczyny z par uczestniczących muszą w bardzo erotyczny sposób zjeść tego banana i na koniec pocałować partnera. Która z pań zrobi to bardziej efektywnie to wygrywa. Gołąbki spojrzały na siebie pytająco. Bruneta przeszły dreszcze i pytanie typu" Co? Mam to zrobić na oczach wszystkich? Nigdy w życiu!" Gintoki jakby czytał mu w myślach uśmiechnął się drwiąco.

- Co Hijikata-kun boisz się? - Spytał z kpiną w głosie.

- Ja? Też coś! Nie boję się ale...- Zarumienił się.

- Ale co? Wstydzisz się...- Szepnął mu do ucha. Bruneta przeszył dreszcz i odepchnął go. Po tej reakcji Gin utwierdził się w tym przekonaniu. Po niedługim czasie pierwsza para przystąpiła do konkurencji. Partnerka wzięła banana i zaczęła go ssać. Następnie kawałek po kawałku zjadła banana i na koniec pocałowała swojego partnera. Toshi widząc to trochę się zniesmaczył. A Gin westchnął z zrezygnowaniem. Po kolejnych minutach przygotowań i zbieraniu odwagi w sobie. Toshi spojrzał tempo na swego kochanka i wziął banana. Następnie polał go majonezem. Kucnął i przyłożył ociekającego banana do krocza Gina. Po uspokojeniu walącego serduszka zaczął delikatnie ssać banana. Czuł majonez zmieszany z smakiem banana. W tej sytuacji smak majonezu trochę go uspokajał. Pomału pochłaniał banana. Lecz zanim to nastąpiło. Ssał go i lizał jak natchniony. Doprowadzał tym Gina do ekscytacji. Gdy już się ostał ostatni kęs, wyprostował się, ugryzł resztkę, a koniec wyrzucił. Spojrzał się na Gina i pocałował go mocno. Penetrował jego usta tak mocno, że Gin aż zamruczał i przytulił go do siebie. Odwzajemniali pocałunek tak zawzięcie, że nawet zapomnieli, że patrzą się na nich tłum ludzi. Którzy co niektórzy komentowali to krzywym uśmiechem, a niektórzy nawet zachwycali się. Spiker oznajmił iż „Para homo" wygrała. Niestety para kochanków nawet tego nie usłyszała. Prezenter zniecierpliwiony ich nieustannym całowaniem się, szturchnął ich. Gin spojrzał się na niego z wyrzutem.

- Koleś nie widzisz, że zajęci jesteśmy? - Był wkurzony, że ktoś przerwał ta podniosła chwilę, ale czego mógł się spodziewać po jakimś gburze. Gospodarz konkursu był w zdziwiony jego reakcją, zdenerwował się.

- Zajęci? Niby czym? To nie miejsce na seksowanie się do cholery! Jak myślicie gdzie jesteście? Jak chcecie dalej baraszkować to idźcie gdzie indziej! - Tłum mu wtórował. Gin widząc, że są w mniejszości odebrał kupony i odeszli z Hijikatą gdzie pieprz rośnie. Twarz bruneta wyrażała niezadowolenie z niedokończonego pocałunku, a także z zaistniałej sytuacji. Ponownie musiał najeść się wstydu. Gin ciągnął bruneta gdzieś w nieznane. Dotarli do jakiegoś pagórka. Gin zatrzymał się i podziwiał widok jaki można było dostrzec z niego. Toshi raz spojrzał na swój nadgarstek, który był w szponach jego kochanka, a następnie w dal gdzie widać było jakąś dolinę. Trawiastą niedużą. Po chwili Gin puścił jego dłoń i położył się na trawie. Po chwili brunet dołączył do niego. Leżeli razem obok siebie. Z założonymi rękami za głowę. Obserwowali chmurki na niebie. Gin wciąż czuł posmak bananowy pozostawiony przez ostatni pocałunek Toshiego. Po dwudziestu minutach leżenia na wznak Gintoki obrócił się na bok w stronę bruneta, który miał przymknięte oczy. Srebrnowłosy przejechał lekko palcem po jego boku.

- Co ty robisz? - Bruneta troszkę wkurzyły te drobne gilgotki.

- Hmm jak to co dotykam cię, a co nie mogę?

- Heh. Byle byś się nie posunął za daleko. - Przymknął oczy. A Gintoki kontynuował gilgotki. Palcem wskazującym drapał go w odkrytą pachę. A drugą ręką głaskał go po brzuchu. Toshiego zaczęło bardzo irytować jego łaskotki. Chwycił dłoń, która była na brzuchu, ale mimo mocnego chwytu nadal głaskała jego brzuch. Nieoczekiwanie noga Gina zablokowała nogę bruneta. A jego twarz znalazła się blisko policzka Toshiego. Srebrnowłosy dotknął nosem jego policzka. Sprawiając u bruneta delikatne mrówki. Brunet spojrzał się na niego, który był bardzo zajęty muskaniem go w policzek.

- Przestaniesz...- Dotknął jego piersi. - ...mnie denerwować.

- He? Denerwować? Coś tego nie widać po tobie. - Raz jeszcze spojrzał mu w oczy, a następnie polizał w policzek. Przeszedł dłonią z brzucha do jego krocza, lekko go masując. Toshi ponownie poczuł dreszcz tym razem większy. Chciał coś powiedzieć lecz Gintoki polizał jego usta i wsadził język do buzi. Mocno całując go. Toshi odwzajemnił go z mała niechęcią. Po dłuższej chwili srebrnowłosy uwolnił się od niego i położył głowę na jego ramieniu. Zamknął oczy. Brunet zdziwił się bo pozycja w, której on leżał była dosyć dziwna. Głowa na jego ramieniu, a noga na kroczu Toshiego.

- Cholera złaź ze mnie.- Szepnął. - Nie możesz tak spać! - Brunet próbował go obudzić, ale zasnął. Toshi dal sobie spokój i pozwolił mu się nacieszyć spokojnym snem. Minęło już pół godziny, a Gintoki nadal leżał na ramieniu bruneta. Toshiemu zaczęło ramię sztywnieć i zrobiło mu się strasznie nie wygodnie. Na jego nieszczęście kolano, które trzyma na jego kroczu spowodował niechciany efekt. Jego mały stał się bardzo niepewny i czuł, że znowu zaczyna się podniecać. Toshi nie mógł pojąć czemu zwykłe leżenie może spowodować taki efekt. Postanowił pozbyć się niepotrzebnego balastu. Szturchał go, ale bez skutku. Spróbował czegoś innego.

- Jeśli nie wstaniesz to cię zgwałcę...- Głos mu zastygł w gardle. - Zgw...ałcę cię...- Powtórzył nieśmiało. Ale Gin nadal nie reagował. Poczochrał mu włosy. A nogą, która była w pobliżu nogi Gina szturchnął ją. Gdy to nie odniosło skutku. Zrobił coś szalonego. Drugą ręką próbował sięgnąć do jego krocza. Ale nie dosięgnął. Wkurzył się i z całą siłą zrzucił go z siebie. Dzięki temu znalazł się nad nim. W końcu niedługo po tym Gin obudził się. Zobaczył jak brunet się w niego wpatruje. Lekko zgiął nogę. Kolanem o coś zawadził, a Toshi jęknął. Gin uśmiechnął się i westchnął.

- Heh no i co teraz? Znowu chcesz się zabawić? I co gdzie podziała się twoja odwaga? Kto mówił przed chwilą, że mnie zgwałci? - Toshi poczuł presje bijąca z jego spojrzenia. Uśmiechnął się.

- Nie dam ci tej satysfakcji. - Polizał go po policzku, a następnie w wargi. Gin rozszerzył je w oczekiwaniu na pocałunek, ale dłuższym oczekiwaniu niczego nie otrzymał. Otworzył oczy i ujrzał Toshiego z wyciągniętym językiem. Który stał na nad nim i śmiał się z niego. Gintoki zrozumiał, że on zrobił go w konia .Wstał i zaśmiał się.

- Haha bardzo śmieszne! Ładnie to tak bawić się moimi uczuciami?

- O tak i to bardzo. Nie wszystko złoto co się świeci. - Podszedł do Gintokiego i położył rękę na jego barku. Uśmiechnął się. - A co myślałeś, że mówiłem poważnie? - Gintoki zdziwił się jego słowami. Ale odwzajemnił jego uśmiech.

- Ta jasne.- Brunet po chwili odszedł, a Gintoki spojrzał w jego kierunku i poszedł za nim.