Miesiąc później.
„Aang!"- usłyszałem krzyk Zuko, który wbiegł do mojego pokoju. Przetarłem oczy i spojrzałem na niego zaspany. Od jakiegoś czasu takie pobudki były normą.
„Nie, Zuko! Nie mów że znowu ktoś z buntowników chce negocjować"- jęknąłem i schowałem głowę w poduszkę.
„Nie, teraz jest gorzej"- powiedział. Jego oczy nie wskazywały na to że żartował. „Bunt"- to jedno słowo wzbudziło we mnie strach.
Wybiegliśmy na dziedziniec pałacu. Pod bramą stał tłum ludzi którzy próbowali rozbić bramę płomieniami ognia. Znaleźli się tam nawet magowie ziemi!
„Jakieś pomysły?"- zapytałem.
„Jest tylko jedno wyjście. Musimy walczyć"- powiedział Zuko.
„Chyba muszę?"- poprawiłem go.
„Czy ty zwariowałeś?"- wrzasnął na mnie „Spójrz jeszcze raz co dzieje się za bramą! Nie dasz sam rady!". Na jego twarzy malowało się zdeterminowanie i pewność siebie. Wiedziałem że bez względu na to co powiem i jakich argumentów będę używał, on i tak pójdzie walczyć razem ze mną.
Stanęliśmy pod murem.
„Straże, otworzyć bramę!"- krzyknął władca Ognia. Mężczyźni chcieli zaprotestować, ale to na nic by się nie zdało, więc uruchomili dźwignię.
Wziąłem głęboki oddech.
„Tam może zdarzyć się wszystko"- zwrócił się do mnie Zuko.
„Jeśli coś…"- zacząłem. Nie musiałem kończyć. On doskonale wiedział o co mi chodzi.
„Tak."- odparł „Ty też musisz powiedzieć Mai, jeśli nie wrócę".
Nad naszymi głowami przeleciał jęzor ognia.
Skoczyłem do samego środka grupy i używając wszystkich swoich umiejętności próbowałem powstrzymać ludzi. Nie chciałem ich zabijać, lecz uspokoić.
Walczyliśmy kilkanaście minut, gdy poczułem ostry ból na plecach. Upadałem na ziemię i spojrzałem na toczącą się walkę. Później była tylko ciemność…
~~Katara~~
„Sokka, czy te spotkania powinny trwać tyle czasu?"- zapytałam zaniepokojona. Czułam jakby wydarzyło się coś strasznego.
„Uspokój się Kataro"- powiedział łagodnie „Aang i Zuko wrócą niedługo".
Usiadłam na krześle próbując kontrolować oddech. Przez okno wleciał jastrząb pocztowy, którego używano w Narodzie Ognia. Ten na dodatek miał na ogonie herb z płomieniem ognia. Taki znak posiadał tylko ptak samego Władcy Ognia.
Zobaczyłam list przyczepiony do nóg ptaka i… czarną wstęgę. Stało się coś niedobrego. Wiedziałam!
Szybko otworzyłam zwój.
Władca Ognia Zuko
Z trudem pisać mi ten list. Ale ty powinnaś wiedzieć.
Nie mogę pisać długo, bo im więcej o tym myślę, to mam ochotę wrzeszczeć na całe gardło i uderzyć głową w ten wielki mur, przy którym to wszystko się stało…
On zginął. Nie żyje.
Zatrzymałam się i upuściłam list. Wpatrywałam się w kąt pokoju z szeroko otwartymi oczami. Nie mogłam przyjąć tego do wiadomości… Przecież miał wrócić!
„Kataro, co się stało?"- podbiegł do mnie mój brat i babcia. Sokka od razu zobaczyła kartkę leżącą na ziemi.
„Co?"- zapytał patrząc w list. Potem przytulił mnie. „Kataro, tak mi przykro"- powiedział. Zaczęłam płakać. Miał wrócić! Miał wrócić!
„Przecież miał wrócić!"- krzyknęłam. Przez głowę przemknęły mi jego ostatnie słowa.
Otworzyłam oczy.
„On wiedział"- uświadomiłam sobie.
„O czym?"- zapytał wojownik.
„To co powiedział mi na pożegnanie… On wiedział że to może się stać. Oszukał mnie! Obije mnie oszukali!"- krzyknęłam wściekła. „Muszę zobaczyć Zuko!"- zaczęłam chodzić po pokoju. „Chcę go dorwać i zabić!"- krzyczałam.
„Uspokój się, proszę"- błagał Sokka z powrotem sadzając mnie na krześle. „Zuko pisze że za kilka dni zjawi się tutaj".
„To bardzo mnie cieszy"- powiedziałam z goryczą. „Muszę pobyć sama"- złapałam się za głowę i pobiegłam do swojego pokoju.
Przez cały tydzień prawie nie wychodziłam z sypialni. Leżałam myśląc jak będzie wyglądało moje życie bez niego. Ale nie mogę sobie tego wyobrazić. To nie mogło się stać. To na pewno jest jakiś durny sen z którego zaraz się obudzę.
Lecz dni mijają, a sen nadal trwa. Zaczyna do mnie dochodzić że teraz będę musiała iść przez życie sama. Uroniłam łzę. Miało być tak pięknie!
Usłyszałam stukanie do drzwi.
„K-Kataro, Z-Zuko przyleciał"- wyjąkał Sokka. Zapewne wiedział co się szykuje.
Wybiegłam z pokoju jak tornado i zbadałam władcę Ognia morderczym wzrokiem.
„Kataro ja…"- chciał się bronić ale podeszłam do niego i załamałam za szaty.
„Jak mogłeś na to pozwolić? Jak mogłeś! Wiedziałam że nie powinnam ci ufać! Od początku ścigałeś Aanga, chcąc go zabić i nie zmieniłeś się! Dążyłeś do władzy a kiedy Awatar nie był ci potrzebny zabiłeś go! Wiesz ile on dla mnie znaczył? A pamiętasz co mówiłam gdy dołączyłeś do naszej grupy? Jeśli zrobisz jeden krok do tyłu i stwierdzę że możesz go skrzywdzić to cię wykończę! Teraz zrobiłeś nie jeden krok do tyłu ale trzy! Wiesz co teraz zrobię?"- wykrzyczałam wszystko, ale poczułam jak mój brat odciąga mnie od przerażonego Zuko. „Ja jeszcze nie skończyłam!"- krzyknęłam i próbowałam się wyrwać z jego rąk ale przybiegła jeszcze Toph i pomogła mnie przytrzymać.
„Pozwól mi wszystko wytłumaczyć, proszę"- błagał Zuko. Wzięłam głęboki oddech i gdy uspokoiłam się moi przyjaciele mnie puścili.
„Dobrze"- odparłam i usiadłam przy stole.
„W Narodzie Ognia zaczęły się bunty. Ludzie atakowali wszystkich którzy nie chcieli przyłączyć się do ich grupy. Nie chcieli Władcy Ognia Zuko, pragnęli z powrotem Ozaia. Wtedy przybyłem po Aanga i zabrałem go. Wiele razy przychodzili do nas buntownicy i chcieli negocjować. Ale miesiąc później zaczęło być gorzej. Cała grupa zaatakowała mur otaczający pałac i razem z Aangiem walczyliśmy z nimi. Gdy odwróciłem głowę żeby zobaczyć czy nic mu nie jest… leżał tam z wielką raną na plecach. Zrobił to mag ziemi!"- zatrzymał się „Ale to nie jest najgorsze. Chciałem go stamtąd zabrać, ale zanim do niego dotarłem musiałem walczyć z kilkoma magami ognia. Gdy przybiegłem w końcu na miejsce… jego już tam nie było"- złapał się za głowę „Nie wiem co się stało. Szukaliśmy go wszędzie, ale żaden z buntowników nie zabrał jego ciała. Ja… nie wiem co się z nim stało, ale specjaliści od medycyny twierdzą że nie mógł przeżyć".
~~Aang~~
Ciemność. Tylko ciemność i okropny ból.
Otworzyłem oczy i załapałem się za głowę. Pamiętam tylko czyjeś stłumione krzyki, a potem… co działo się potem?
Zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu. Wokół było strasznie kolorowo. Zielony, niebieski i pomarańczowy łączyły się w dziwne zestawienie. Znów rozbolała mnie głowa.
„Gdzie ja jestem?"- zapytałem próbując wstać. Zauważyłem że mam bandaże przechodzące z pleców na moją klatkę piersiową. Na głowie także miałem opatrunek.
Ból był tak okropny że położyłem się z powrotem i jęknąłem głośno.
„Jak się czujesz?"- zapytała nieznajoma dziewczyna. Obok łóżka położyła miskę z wodą i jedzenie.
„No… nie za dobrze"- odparłem zgodnie z prawdą." Gdzie ja jestem? Kim ty jesteś?"- zapytałem.
„Jestem Naoki"- przedstawiła się. „A ty?"
„Właśnie nie wiem…"- odparłem. Nic nie pamiętam!
