Przepraszam, że tak długo nie pisałam... ale pochłonęły mnie inne sprawy.
Uwaga do opowiadania: Na tym rozdziale miało się skończyć, ale się trochę przedłużyło, więc spodziewajcie się jeszcze (max.) 2 następnych rozdziałów.
„Fajne miałeś przygody"- zaśmiała się Junko gdy usłyszała opowiadanie o jednej z naszych wypraw.
„Tak"- poparł ją Doi „Niebezpieczne, ale ciekawe i bardzo wciągające"- dodał.
„Gdzie zniknąłeś na te dwa lata?"- Junko zdała kolejne pytanie. „Wszyscy mówili że… nie żyjesz".
„Podczas walki dostałem czymś w głowę… i dostałem amnezji…"- wyjaśniłem
„Wow, to musi być naprawdę wkurzające nic nie pamiętać"- wykrzywiła się dziewczyna.
„Tak, to denerwujące"- zgodziłem się.
„A tak w ogóle to po co idziesz do Ba Sing Se?"- zapytał Doi.
„Muszę kogoś znaleźć… zanim będzie za późno"- spuściłem głowę. A c o jeśli już się spóźniłem?
„Chodzi o dziewczynę, prawda?"- spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
„Um… tak"- zaczerwieniłem się „Skąd to wiesz?"
„Doi umie wyczuć gdy ktoś jest zakochany"- zaśmiała się Junko. „To niezwykły dar"
„Tak, bardzo niezwykły"- stwierdziłem.
Po pięciu dniach tułaczki dotarliśmy pod mury Ba Sing Se.
„Spotkajmy się później, jak zrobisz swoje"- zaproponował Doi.
Skinąłem głową.
„Weź to"- Junko podała mi czarny płaszcz z peleryną. „Jeżeli wszyscy zobaczą twoje strzałki nie dadzą ci spokoju i nie zdążysz do niej"- uśmiechnęła się.
„Dzięki"- odparłem i założyłem czarną tkaninę. Na głowę zarzuciłem kaptur.
~~Katara~~
Siedziałam przed lustrem wzdychając co chwilę, gdy jedna ze służących wynajętych przez Yoishiego układała mi fryzurę. Nie wiedziałam że mój przyszły mąż jest aż tak bogaty.
Ale nie mogłam przestać myśleć o ślubie, który będzie miał miejsce za dwie godziny. Za dwie godziny popełnię wielki błąd. Najgorsze jest to że jestem świadoma tego błędu!
„Oto twoja suknia"- starsza kobieta przyniosła piękną, niebieską szatę do pokoju.
„Dziękuję. Jest śliczna"- odparłam wesoło, ale moje oczy nadal wypełniał smutek.
Dotknęłam ręką naszyjnika który wykonał Yoishi. Wcale mi się nie podobał, ale musiałam go nosić i będę musiała to robić już do końca życia…
„Panno, Kataro. Goście przybyli"- ogłosił sługa kłaniając się.
Zamknęłam oczy próbując chociaż na chwilę uciszyć burzę w moim mózgu.
Coraz mniej czasu…
~~Aang~~
Szukałem po całym mieście budynku, w którym mógłby odbywać się ślub. Minęło już półtorej godziny! A ja ciągle nie wiem gdzie mogę jeszcze szukać…
Podszedłem do straganu gdzie sprzedawano kapustę. Przy ladzie stało dwóch mężczyzn. Rozmawiali o czymś, a ja niechcąco podsłuchałem.
„Tak, ten chłopak jest naprawdę bogaty. Taki wielki ślub urządzać"- powiedział jeden.
„I musiał robić to w naszym mieście! A tutaj nie jest tak tanio wynająć salę. I to jeszcze taką wielką."
„To wesele na pewno będzie wspaniałe"- uznał drugi.
„Przepraszam, ale moglibyście powiedzieć gdzie odbywa się to wesele?"-wtrąciłem.
„W górnym pierścieniu w Sali balowej"- powiedział mężczyzna.
„Dziękuję"- ukłoniłem się i pobiegłem jak najszybciej mogłem, jednak odwracając się zahaczyłem o wózek i… wywaliłem całą kapustę.
„Moja kapustka!"- krzyknął nieznajomy i kucnął aby zebrać swój towar.
Moim oczom ukazał się ogromny budynek. Jego potężne drzwi były szeroko otwarte, więc na zewnątrz było wszystko słychać, lub widać.
Biegłem jeszcze szybciej, aż usłyszałem słowa kapłana…
„Ogłaszam was mężem i żoną"- jego głos brzmiał niezwykle radośnie.
„Nie"- krzyknąłem do siebie i podbiegłem do ogromnych wrót. Łapiąc oddech rozglądałem się po pomieszczeniu. W środku było pełno gości, składających życzenia młodej parze, które zagłuszone były przez szmer i oklaski.
Próbowałem zobaczyć kim była panna młoda. Czułem radość, ale i smutek gdy okazało się że był to ktoś inny.
Usiadłem na skalnej ławce i złapałem się za głowę. To miasto jest tak wielkie, gdzie ja ją znajdę?
Zrzuciłem kaptur z głowy i patrzyłem na ziemię. Wiem, powinienem coś robić, ale… nie wiedziałem co. Byłem zdezorientowany i przerażony. Dobrze znam to uczucie.
Obok mnie usiadł jakiś mężczyzna. Westchnął ciężko i spojrzał na mnie.
„Też kogoś zawiodłeś?"- zapytał.
Spojrzałem na niego, na twarzy mając wyrysowane pytanie „co?".
Zrozumiał o co mi chodzi więc zaczął wyjaśniać. „Bo ja zawiodłem kogoś bardzo mi bliskiego, dwa lata temu… Nie miałem dowodów i powiedziałem komuś coś strasznego. Teraz ona przeze mnie cierpi"- schylił głowę.
„Ja okłamałem kogoś także dwa lata temu i dopiero niedawno zdałem sobie z tego sprawę. Teraz pewnie ten ktoś także cierpi, chociaż… nie powinienem być tego pewien skoro wychodzi za mąż"- odparłem. Zdawało mi się dziwne, że obcej osobie mówię coś takiego, ale… to on pierwszy się przede mną otworzył. Nie miał skrupułów, aby wyznać coś obcemu, więc dlaczego by nie odpłacić tym samym? Poza tym miałem wrażenie jakby tylko on mnie rozumiał.
Mój wzrok utkwił na twarzy nieznajomego, a może raczej… znajomego…
„Zaraz…."- zacząłem, a mężczyzna podniósł głowę „Sokka?"- zapytałem. „Jak mogłem na to nie wpaść wcześniej!"- uśmiechnąłem się.
„Czekaj, czekaj skąd ty mnie znasz?"- zapytał. „Aang?"- zaśmiał się. „Nie poznałbym cię nigdy"- stwierdził.
„Powiedz mi gdzie jest ślub Katary"- popędziłem go. „Muszę ich powstrzymać".
„Zgadzam się z tobą"- uśmiechnął się Sokka. „Obok naszego starego domu od Króla Ziemi wybudowano salę balową."- wyjaśnił i oboje pobiegliśmy powstrzymać ślub.
~~Katara~~
„Gotowa?"- zapytał Yoihi podając mi rękę.
Skinęłam lekko głową i podeszłam do niego z wymalowanym uśmiechem na ustach. Ale w środku czułam się okropnie.
„Dobrze. Więc chodźmy"- oznajmił i udaliśmy się do sali, w której miałam popełnić największy błąd mojego życia.
Wokół było pełno gości z prezentami. Moja rodzina stała uśmiechnięta. Najbardziej zadowolony był mój ojciec i wujek, ale babcia… ona chyba mnie rozumiała. Chociaż nigdy nie mówiłam że nie chcę tego ślubu. Nawet jej. Lecz sama przez to przechodziła i zapewne wiedziała jak a jest prawda. Do ołtarza nie idzie radosna i szczęśliwa Katara, pełna miłości, tylko smutna i zapłakana dziewczyna z Plemienia Wody, pełna goryczy, rozpaczy i bólu… Ta pierwsza to tylko maska…
Gdy Yoihi podszedł aby przywitać się ze swoimi przyjaciółmi, do mnie podeszła babcia i przytuliła mnie mocno.
„Wiesz, że nie musisz tego robić"- powiedziała cicho. Nie byłam tym zdziwiona.
„Ale.. ja.. ja chcę"- starałam się ukryć smutek i powstrzymać łzy. Tak naprawdę miałam ochotę uciec stąd, natychmiast i schować się tam, gdzie nikt mnie nie znajdzie.
„Zaczynajmy"- ogłosił Hakoda i uśmiechnął się do mnie.
Niechętnie odwzajemniłam uśmiech i stanęłam obok Yoihiego.
„Zebraliśmy się tutaj, aby połączyć Księcia Północnego Plemienia Wody, Yoihiego i Księżniczkę Południowego Plemienia Wody, Katarę węzłem małżeńskim. Teraz ojcowie obojga niech podejdą złożyć błogosławieństwo swoim dzieciom."- powiedział Kapłan.
Obaj mężczyźni podeszli do nas i pobłogosławili, kładąc ręce na czoła.
„Na pewno będziesz szczęśliwa"- szepnął mój ojciec ze łzami szczęścia w oczach.
Spuściłam głowę.
„Teraz, gdy macie błogosławieństwo swoich rodziców, możemy przejść dalej."- starzec kiwnął głową patrząc na nas. „Księżniczko Kataro, czy chcesz poślubić Księcia Yoihiego?"- zapytał patrząc na mnie uważnie.
