„T-tak"- jęknęłam.

„A ty, Księciu Yoihi, chcesz poślubić Księżniczkę Katarę?"- zwrócił się do niego.

„Oczywiście"- uśmiechnął się do mnie szeroko.

„Czy ktoś wnosi sprzeciw?"- Kapłan zwrócił się do gości. Miałam cichą nadzieję, że ktoś się odezwie. Ale minęło pół minuty ciszy. Tylko cisza, żadnego słowa. To koniec.

Kapłan niechętnie kontynuował. „Więc…"- zaczął ale zagłuszył go krzyk.

„Ja chcę wnieść sprzeciw!"- usłyszałam głos Sokki. Uśmiechnęłam się i spojrzałam na brata.

„Sokka, co ty robisz?"- warknął Hakoda podchodząc do niego.

„To, co powinienem zrobić już dawno temu. Od początku nie odpowiadało mi to małżeństwo".- wyjaśnił.

„Ale odpowiada Katarze"- odparł Yoihi.

„Czy kiedyś ci to powiedziała?"- zapytał patrząc na niego.

Mężczyzna spojrzał na mnie, jakby chciał żebym powiedziała jak bardzo pragnę tego ślubu. Ale już dosyć kłamstw.

„Przykro mi"- zdjęłam naszyjnik i podałam Yoihiemu.

Cały tłum patrzył na tą scenę zdezorientowany, jedynie moja babcia stała spoglądając na mnie z uśmiechem i dumą. Odwzajemniłam uśmiech i podbiegłam do mojego ojca.

„Kataro, wracaj tam! Trzeba dokończyć ceremonię!"- wrzasnął.

„Ona nie pójdzie"- wtrąciła Kanna.

„Co? Dlaczego?"- zapytał Hakoda. „Musi".

„A co jeżeli ona kocha kogoś innego?"- krzyknął Sokka. „I ten ktoś czeka na nią na zewnątrz?"- powiedział mi do ucha.

Nie do końca wiedziałam o kogo chodzi, ale wykorzystałam najbliższą okazję, gdy zaczęła się rodzinna kłótnia i wybiegłam z Sali.

Stanęłam na środku drogi rozglądając się wokoło. Ale nikogo nie było w pobliżu. A… a Sokka? Przecież…

Nie wiedziałam co o tym myśleć. Okłamał mnie?

Zdjęłam wysokie buty u przykucnęłam pod murem budynku. Z opuszczoną głową rozmyślałam nad słowami mojego brata, jednocześnie słysząc całą kłótnię.

„Wstawaj"- rozległ się męski głos. Nieznajomy podał mi rękę.

Spojrzałam w górę. Wysoka postać w czarnej pelerynie, w czarnym kapturze…

Podniosłam się z ziemi i jednym ruchem zdjęłam czarny kaptur z jego głowy.

„Aang!"- krzyknęłam i przytuliłam się do niego. Zachichotałam, gdy się zachwiał.

„Hej"- uśmiechnął się patrząc na mnie i zaczął ścierać łzy szczęścia z mojej twarzy.

„A-ale jak to?"- zapytałam „Przecież zaginąłeś… dwa lata temu". „Tęskniłam za tobą".

„Przecież widziałaś mnie tydzień temu"- odparł.

„Co?"- zapytałam w ogóle nie wiedząc o czym mówi.

„Wtedy, gdy walczyłem… dostałem w głowę i straciłem pamięć. To ja byłem Kuzonem"- spojrzał mi w oczy. „Dopiero gdy przeczytałem ten list… wszystko powróciło".

„Wiedziałam! Wiedziałam że to ty!"- krzyknęłam radośnie. Ale byłam też na niego zła. „Dlaczego mnie okłamałeś?"- posłałam mu groźne spojrzenie. „Ja przez te dwa lata straciłam nadzieję w to, że żyjesz!"- powiedziałam z żale w głosie.

„Przepraszam cię, przepraszam cię bardzo"- odparł „Wybacz mi, proszę"- przytulił mnie.

„Aang, zgłupiałeś?"- wrzasnęłam „Jak mogłeś mnie tak okłamać!" „Nawet nie wiesz…

Chciałam nawrzeszczeć na niego jeszcze bardziej, ale uniemożliwił mi to pocałunkiem. Jak ja za tym tęskniłam!

Założyłam mu ręce na szyję i poczułam jak kładzie ręce na mojej tali.

Z przymrużonymi oczami zdjęłam z niego pelerynę i wyrzuciłam za siebie. Miałam z nią złe wspomnienia.

Nie zauważyłam nawet kiedy goście i mój niedoszły mąż wybiegli mnie szukać. Zdezorientowani patrzyli na nasz pocałunek.

Uśmiechnęłam się i odwróciłam się do nich, trzymając Aanga za rękę.

„Ślubu nie będzie!"- krzyknęłam. Sokka i Kanna stali uśmiechnięci szeroko. Nawet Pakku zrozumiał o co chodzi i podzielał z nimi tę radość.

Yoihi podbiegł do nas i popchnął Aanga. „Odczep się od mojej narzeczonej!"- wrzasnął.

„Jakiej narzeczonej? Oddałam ci naszyjnik, czyli nie jestem nią"- wtrąciłam się między nich.

„Więc zaraz go założysz!"- krzyknął łapiąc mnie tak mocno za rękę, że z bólu pisnęłam. Tym razem to Aang popchnął Yoihiego, uwalniając mnie z jego uścisku.

„I ty chciałeś być jej mężem?"- warknął „Nie jesteś godzien być czyimkolwiek mężem!"

„Co ty wiesz o życiu i małżeństwie! Jesteś tylko głupkowatym dzieciakiem, który przykleił się do mojej narzeczonej bez jej zgody!"

„Przypomnę ci, że różnica wieku między nami to tylko trzy lata"- odparł Awatar. „I zostaw Katarę w spokoju!"

„Kim ty jesteś żeby mi rozkazywać?"- krzyknął mężczyzna.

„To jest Awatar, jeśli chcesz wiedzieć"- poinformował Sokka patrząc groźnie na Yiohiego. „Nie wiem jak mogłem oddać moją siostrę w twoje ręce"- splunął.

Aang przewrócił oczami słysząc pierwsze zdanie. Wołał to załatwić bez takich obwieszczeń.

Yoihi spojrzał na nas groźnie. Nagle pociągnął mnie mocno za rękę.

„Idziemy dokończyć ceremonię"- warknął i zawlókłby mnie po ołtarz siłą, ale chyba zapomniał co się przed chwilą stało, lub był aż tak głupi żeby zadzierać z Sokką i Aangiem, czy resztą naszej rodziny.

Nie musiałam czekać długo na to, żeby runął na ziemię.

Aang uśmiechnął się łobuzersko i podbiegł do niego.

„Ona nie chce być twoją żoną"- powiedział do mężczyzny „Zrozum to wreszcie".

„A czyją chce być żoną?"- zapytał z sarkazmem. Miał jeszcze czelność tak zwracać się do Aanga, gdy był już na skraju samokontroli.

„Chcę być jego żoną!"- wypaliłam bez namysłu aby złagodzić spór.

„Katara! Aang!"- krzyknęła przerażona Toph próbując przepchnąć się w otaczający nas tłum. „Uważajcie on ma…"

„Więc nie będziesz niczyją żoną"- odparł Yoihi i mocnym ruchem wepchnął nóż w brzuch Aanga. Złapałam go gdy upadał na ziemię. Ale mężczyzna widząc moje łzy jeszcze bardziej się rozgniewał, chwycił mocno ostrze i rzucił je w moją stronę. Szykowałam się na koniec, ale wyrosła przede mną wielka ściana z ziemi.

Mój ojciec, dziadek i Sokka pobiegli do Yoihiego i zabrali go. Pakku jego ręce unieruchomił grubą warstwą lodu. Szykuje się rodzinna zemsta: ojciec, dziadek i brat. Brakuje jeszcze kogoś…

„Aang!"- krzyknęłam potrząsając jego ciałem.

„Iskrzące paluszki!"- jęczała Toph „Nie rób nam tego znowu!"- zaczęła płakać tak samo jak ja.

Próbowałam go uleczyć, ale rana była za głęboka.

Podeszła do nas Kanna i kilka innych kobiet z mojej wioski.

„Płacz nic tu nie da"- powiedziała moja babcia „Trzeba zatamować krwotok i zabrać go do szpitala".

Nie namyślając się długo, chwyciłam dół mojej drogiej sukni i oderwałam go. Kanna obwiązała nią ranę i poszłyśmy z nim do szpitala.

„Wyjdzie z tego"- pocieszała mnie Toph. „Jest silny, przeżył to co stało się podczas buntu, teraz też da radę".

Wtuliłam się mocno w dziewczynę. „Toph, ja nie dam rady. Muszę tam iść i go zobaczyć. Nie mogę bezczynnie siedzieć. Ja wariuję"- łkałam

„Ale wiesz że mamy zakaz wchodzenia do niego"- przypomniała mi. „Musisz być dzielna. Wytrzymasz, nie zwariujesz"- uśmiechnęła się.

„Księżniczko Kataro"- podeszła do mnie pielęgniarka. Nie lubiłam jak tak się do mnie zwracali.

Podniosłam głowę i otarłam zapłakaną twarz „Tak?"- zapytałam cicho.

„Możesz już wejść"- powiadomiła miłym głosem.

Zerwałam się bardzo szybko i zmierzałam do Sali Aanga.

„Tylko nie męcz go, jest slaby"- zatrzymała mnie kobieta. Pokiwałam głową i pobiegłam do niego.

Leżał na łóżku. Chyba spal. Był tak blady…

„Aang"- szepnęłam patrząc na niego. Podeszłam bliżej i złapałam go za rękę. On otworzył oczy i uśmiechnął się.

„Hej"- przywitał się.

„Nigdy więcej mi tego nie rób"- przytuliłam go mocno. „Nigdy więcej nie znikaj i nie narażaj swojego życia. Rozumiesz?"- zapytałam groźnie.

Chłopiec westchnął. Wiedziałam że to nie oznacza nic dobrego.

„Kataro, jestem Awatarem, muszę…"

„Ale jesteś też Aangiem!"- nie pozwoliłam mu dokończyć.

„Tęskniłem za tobą"- powiedział patrząc mi w oczy.

„Ja za tobą też".