Walentynki - dzień miłości, czułości , przytulania, podarunków…ble ble ble…Hangeng miał już dość tego wszystkiego, gdzie nie spojrzał ciągle widział jakichś zakochanych…a on co…sam jak palce. Od dłuższego czasu nie powodziło mu się z płcią przeciwną. Nie, że nie interesowano się nim, ale jakoś ostatnio nie potrafił dogadać się z kobietami. Poza tym nie miał humoru na romanse, uniesienia miłosne, teraz dręczyły go problemy z Entertainment. Bardzo pragnął, aby ktoś okazał mu trochę uczucia. Owszem, całe SuJu trzymał pod ręką, kocha tych wariatów, ale trzeba przyznać, że to nie to samo, co posiadanie tej jedynej, wyjątkowej osoby.

- Hej, stary, rozchmurz się! Uśmiech, uśmiech, są Walentynki!

Klepnął go Shindong. Hangeng został niemiło wrobiony przez resztę członków do pomocy w znalezieniu prezentu dla żony jedynego w zespole męża. Miało to być coś specjalnego, lecz samotny chińczyk kompletnie nie wiedział, co można by kupić kobiecie, a zwłaszcza tej, którą się kocha. Akurat tutaj brakowało mu doświadczenia.

- Spójrz na te panienki.

Shindong wskazał na grupkę w sumie ładnych Koreanek, jednak zdołowany Hankyung wolał nawet nie patrzeć , bał się, robić sobie jakąkolwiek nadzieję. Przytaknął tylko kumplowi, by go dalej go nie dręczył i udawał, że jest obecny, choć w rzeczywistości odlatywał myślami. Gonił za swoimi kłopotami, ale nie miał z nimi żadnych szans.

- Chyba potrzebuję psychiatry.

Powiedział sam do siebie. Naprawdę wszystko go już dobijało. Musiał z kimś porozmawiać:

-Shindong…słuchaj, mam problem…a raczej całą ich gromadę.

Przyjaciel stanął blisko i zamienił się w słuch. Hankyung chciał już się otworzyć, kiedy nagle poczuł na plecach wielki ciężar. Prawie się załamał przez zaskoczenie, nie był w ogóle przygotowany. Już szykował się, by z góry na dół zwyzywać tego durnia, który skoczył na niego, ale powstrzymał się w ostatniej chwili, gdy do jego nozdrzy doszedł ten znajomy zapach truskawek i poczuł ciepło muskularnego ciała. Duże, męskie ramiona oplotły jego szyję lekko ściskając.

- Cześć, wybraliście już coś?

Jak zwykle radosny Siwon nudził się w domu z resztą leniów, więc postanowił, że potowarzyszy kolegom w zakupach. Gdy tylko dostrzegł Hangenga, automatycznie podbiegł i rzucił się na niego. Pomyślał o tym, co zrobił dopiero po fakcie. Obawiał się, że ostatnio nie będący w dobrym humorze hyung zdenerwuje się na niego za takie zachowanie, ale o dziwo stało się odwrotnie. Hankyung odwrócił się do atakującego, z początku trochę wkurzony, ale kiedy spojrzał na tę szczurowatą mordkę od razu serce mu zmiękło. Obdarzył Siwona szczerym uśmiechem i objął w pasie.

- Właśnie miałem zamiar pokazać Shindongowi świetny prezent dla jego ukochanej. No chodźcie chłopaki!

Hangeng zdecydowanie poweselał.

Przez cały pobyt w galerii Siwon i Hankyung nie odstępowali siebie na krok, dlatego tym bardziej dziwne wydało się nagłe zniknięcie magnae. Nie było go tylko przez krótką chwilę, ale Hangeng natychmiast odczuł jego brak. Zaczął smutnieć i szukać przyjaciela wzrokiem. Zrobiło mu się lżej, gdy w końcu go znalazł. Nie mógł się oprzeć, by do niego podejść. Położył niby niewinnie swoją rękę na jego barku, co wyraźnie zmieszało Siwona chowającego coś do torby. Hangenga bardzo to zaintrygowało, lecz doszedł do wniosku, że to nie jego sprawa.

Ciepły prysznic…tego właśnie potrzebował- zmyć z siebie wszelkie zmartwienia. Pozostali członkowie zespołu dokądś poszli, tylko on jeden, sam, biedny został. No cóż, tak już chyba musi być. Dom był pusty, więc nie martwił się o ubiór. Owinął swoje jeszcze ociekające wodą ciało ręcznikiem w pasie i boso popędził do kuchni. Miał w planach zrobić sobie samotny wieczór przed telewizorem wcinając popcorn i popijając mlekiem. Przygotował już wszystko na stole, rozłożył się wygodnie na sofie i włączył pierwszy lepszy kanał. Jakoś tak się złożyło, że natrafił na romansidło. Mimo, że stronił ostatnio, niestety nie z własnej woli, od wszelkich możliwych tematów miłosnych, nie przełączył, a wręcz wciągnął się w akcję:

-No powiedz mu wreszcie, co do niego czujesz! Jaka ty jesteś głupia!

Aż trochę za bardzo się wczuł…miał już kontynuować swoje wygłaszanie opinii o inteligencji głównej bohaterki, kiedy nagle usłyszał głośne „BUUU!". Wystraszony podskoczył na kanapie, aż spadł rozwiązując sobie przy tym ręcznik. Chwycił się gwałtownie za kroczę, by nie wyszło na światło dziennie, ale zaraz skurczył się z bólu…za mocno… Zwrócił się w stronę, skąd doszedł dźwięk…stał tam nikt inny jak Siwon- wieczne dziecko. Był ubawiony, złapał się za brzuch omal nie zapowietrzając się od niekontrolowanego śmiechu. Opadł na sofę ciągle nie mogąc się opanować.

Hangeng świdrował go morderczym spojrzeniem. Wstał, poprawił ręcznik i strasznie wściekły spoliczkował przyjaciela, który najwidoczniej w ogóle się tego nie spodziewał. Na jego twarzy rysowało się bardziej zaskoczenie niż złość, gdyby nie był tak twardy, mógłby się popłakać. Nie czuł bólu, Hankyung…nie schlebiajmy mu…wcale nie ma tak silnej ręki, ważne, że odważył się to zrobić! Jak on mógł! Często zdarzały się przeróżne kłótnie w SuJu, lecz nigdy nikt nikogo nie bił! Siwon był bardzo zawiedziony, rozumiał, że Hangeng ma od jakiegoś czasu problemy i jest przygnębiony, ale nie będzie tolerować takich incydentów, takiego traktowania! Z chęcią, by mu oddał, lecz znalazł lepsze rozwiązanie.

- Siadaj, proszę.

Spokojnie powiedział poklepując siedzenie. Starał się być jak najbardziej opanowany. Utrzymywał kamienną twarz, kiedy wciąż rozzłoszczony hyung stał nad nim z trzęsącą się dłonią.

- Przed chwilą cię uderzyłem! Nie oddasz mi!

Chyba tego właśnie chciał, dlatego tym bardziej Siwon musiał wziąć się w garść.

- Siadaj do cholery!

Warknął. Nie lubi tak się odzywać do swojej rodziny, ale to była wyjątkowa sytuacja. Zrezygnowany Hangeng w końcu zajął miejsce obok swojej ofiary nie wiedząc, że zaraz role się odmienią. Zrobiło mu się okropnie głupio, na policzkach pojawiły się rumieńce wstydu, żałował tego lekkomyślnego i dziecinnego zachowania.

- Słuchaj…przepraszam, nie chciałem…

Miał coś jeszcze powiedzieć, ułożył już sobie połowę przeprosin, ale Siwon nareszcie zareagował! Zbliżył się do skruszonego Hangenga, delikatnie położył dłoń na jego czerwonym poliku i spojrzawszy mu prosto w oczy…w te błyszczące pełne żalu i goryczy szklane oczy, zaczął powoli się przysuwać. Nie ściągał z niego wzroku, bał się, że, gdy tylko to zrobi, jego kochanek ucieknie, lecz ten siedział jak zmurowany i biernie czekał na rozwój wydarzeń. Magnae uznał to za zielone światło i nie tracąc ani sekundy więcej, złączył ich usta w pełnym uczucia pocałunku. Ich wargi zgodnie poruszały się w stałym rytmie, oddechy zrównały i stały się głębsze.

Hankyung musnął językiem suche usta partnera zdecydowanie go tym zadowalając, po czym przeniósł się w okolice jego ucha, które delikatnie złapał zębami. Siwon w zamian przyssał się do szyi kochanka robiąc mu fioletową malinkę. Obiekt jego westchnień nie protestował, więc ponownie zaciągnął jego skórę, co wywołało u partnera ledwo słyszalne jęknięcie. Hangeng błądził językiem raz po zewnętrznej części ucha, a raz wchodząc trochę głębiej powodując u Szczurka przyjemny przepływ prądu w nodze…i nie tylko. Siwon odsunął się od hyunga, który patrzył na niego z nieskrywaną rządzą (walczył ze swoimi emocjami).

- Jesteś pewien?

Zapytał pełen nadziei magnae, próbując wpłynąć na odpowiedź partnera nieśmiałych uśmieszkiem. Hankyung jednak nie powiedział nic, uniósł jedynie lekko kąciki ust i patrząc na ulubieńca ściągnął mu koszulkę, następnie delikatnie popchał go i po chwili leżeli już na sobie łącząc się w namiętnym pocałunku.

Prześcigali się w błądzeniu dłońmi po swoich ciałach. Siwon podróżował po plecach ukochanego, od czasu do czasu, w nagłych napływach uniesieniach, drapiąc jego skórę zostawiając czerwone pręgi. Hangeng nie mógł złapać tchu, był bardzo natarczywy, całował magnae bez opamiętania, gryzł jego wargi, a gdy strużka śliny pociekła po brodzie mężczyzny, zlizał ją, jakby był to najlepszy deser. Siwon nie miał w ogóle szans w walce z rozjuszonym Hankyungiem napierającym bezustannie na jego wymęczone, poranione usta i plądrującym każdą ich możliwą przestrzeń językiem.

Z gardeł mężczyzn wydobywały się coraz głośniejsze dźwięki…stęknięcia…pojękiwania…sapania. Magnae ruszył rękoma poniżej pasa partnera i zakradł się pod ręcznik dotykając napiętych, wypukłych pośladków. Mimo grubych dżinsów poczuł jak twardnieje członek kochanka…z resztą on był w takim samym stanie… Hyung zsunął się trochę z Siwona…schodził coraz niżej tworząc ścieżkę pocałunków na jego torsie. Krew pulsowała im w żyłach od przyjemności…zbierała się głównie w jednym miejscu… Hangeng z chęcią zrzuciłby z siebie przeszkadzający ręcznik, lecz zwyczajnie się wstydził ,ale nie miałby nic przeciwko rozebraniu przyjaciela (konkretnie pozbyciu go spodni). Wiedział już jak wygląda, widział go nagiego nieraz tylko, że teraz miało to znaczyć całkiem co innego. Bardzo chciał rozebrać leżącego pod sobą mężczyznę…nie był jednak pewien jak się do tego zabrać. Ciągle obdarowywał go całusami…muśnięciami języka, a gdy doszedł do pępka, magnae położył swoje ręce na jego głowie i lekko popychając w dół wyjęczał:

- Ni…żej…

Zabrzmiało to tak, jakby w tym momencie tylko to się liczyło i tak też było. Siwon musiał jak najszybciej pozbyć się tego napięcia w kroczu, pozwolić mu się uwolnić…nigdy jeszcze nie był aż tak podniecony, odkrywał w sobie coś nowego. Pragnął, by jego „problemem" zajął się nikt inny jak Hangeng.

- Ja ci dam „niżej".

Nawet w takim momencie nie mógł powstrzymać się przed droczeniem kochanka. Pewnie za chwilę sam ulegnie i spełni jego prośbę, ale do tej pory jeszcze trochę mu podokucza. Powoli zabierał się za drogę powrotną, lecz rozgrzany magnae ciągle sunął go w dół, dlatego też Hankyung poczuł się zmuszony do obrony i ugryzł wcale nielekko niecierpliwego partnera, co akurat tym razem go zabolało:

- Aaaauuuaaa!

- Cicho…o Shi Yuan…

Hyung coraz bardziej tracił nad sobą kontrolę. Chciał być wytrzymały, zabrzmieć stanowczo, ale przez przepływ prądu w jego męskości udało mu się jedynie zapiszczeć sopranem. Nie był w stanie już dłużej czekać, walczył z własnymi potrzebami…trzeba je zaspokajać! Usiadł w rozkroku i zabrał się za pasek spodni Siwona obserwującego go z nieskrywaną ekscytacją i prawie, że spełnieniem. Jego spojrzenie było naglące, usta rozchylały się w zwycięskim uśmiechu, a język co chwilę nawilżał wyschnięte wargi. Wszystko to doprowadzało Hangenga do obłędu. Pociągnął desperacko za pasek i rzuciwszy go gdzieś…dopadł rozporek. Szybko go rozpiął, jeszcze przez sekundę zastanawiał się, czy jest na to gotów…oczywiście, że tak! Ściągnął z partnera spodnie i bokserki…różowe…no racja, kiedyś takie mu kupił na urodziny, lepiej jednak mu bez nich.

Nie wiedział jak wygląda podniecony do granic wytrzymałości mężczyzna…aż do teraz. O dziwo nie czuł jakichś silnych zahamowań przed „zaopiekowaniem się" członkiem Siwona. Sam chciałby, aby ktoś zajął się jego... Z początku ograniczał się tylko do całowanie penisa, następnie jeździł po nim językiem…w dół…w górę…i wokoło- spiralka. Magnae próbował powstrzymywać się od niekontrolowanych odgłosów, lecz przegrał z własną naturą.

Hankyung wsunął członka partnera do ust, nie spodziewał się, że może to być aż tak przyjemne…rozkosz. Czuł, że za chwilę puści napięcie jego krocza, ale musiał trochę sobie pomóc. Złapał się za nie i coraz szybciej poruszał ręką. Coraz mocniej zaciskał palce, ale ból tylko potęgował podniecenie. W ogóle się nie kontrolował, myślał jedynie o tym, aby w końcu dać upust…uwolnic się! Zahaczał czasami zębami o penisa kochanka, bał się, że może to przeszkadzać Siwonowi, ale wszelkie obawy odeszły, gdy ten zaczął głośno jęczeć…nie wiedział, że magnae potrafi w taki interesujący sposób wypowiadać samogłoski. Nagle od zmęczonych i zesztywniałych nóg przeszył go aż do krocza niesamowicie silny…cholernie przyjemny prąd. Jego serce mogłoby stanąć, ale nie tym się teraz przejmował, tylko ciepłą strużką płynu spływającą mu po dłoni z jego członka, dając nigdy dotąd przeżytą ulgę.

Był naprawdę wykończony, lecz nie przestawał zajmować się kochankiem. Przyspieszał i robił coraz to bardziej wymyślne rzeczy swoim językiem. Nie mógł powstrzymać się przed stęknięciem, które zakończyło zmagania Siwona z jego twardniejącym penisem. Hyung poczuł gorącą, słoną spermę- w ogóle go nie obrzydzała. Pochłaniał rozkosz z pulsującego w jego ustach członka i szczypiącej go w gardło cieczy.

Spojrzał na partnera, który świdrował go wzrokiem…gdyby miał z czego, rozebrałby Hangenga, lecz w tej sytuacji patrzył tylko na niego i mokrą plamę na ręczniku, uśmiechając się łobuzersko. Krępował się odrobinę, ale doszedł do wniosku, że jeśli Kyuhyun i Zhou Mi to robią, to dlaczego on i Hankyung nie. Zbliżył się do kochanka z chęcią ponownego złączenia ich ust, lecz ten błyskawicznie odskoczył.

- Ubieraj się! Ktoś idzie!

Rzucił na odchodne kierując się do łazienki.

„Co to za palant przyszedł! Ja jeszcze nie skończyłem z Siwonem!"

Szczurek narzucił na siebie bieliznę i spodnie w mgnieniu oka, a koszulką wytarł białe dowody ich zabawy.

- Cześć! Siwon! Gdzie Hangeng? Wróciłem ,bo myślałem, że jest sam, ale widzę, że się myliłem…

Podejrzliwy po ostatnich wyczynach Kyuhyuna i Zhou Miego Jungsu w samym powietrzu wyczuwał, że chłopcy byli co najmniej niegrzeczni.