Siwon smacznie sobie spał pod cieplutką kołderką, gdy do pokoju wparował Park z niewytłumaczalnie szerokim uśmiechem na twarzy.
- Wstawać moje śliczne panie!- lider podchodził do każdego z chłopaków osobno i próbował obudzić ich troskliwym głaszczeniem po twarzy.
Eunhyuk i Donghae ruszyli się natychmiast, racja, nie bez problemów, ale jakoś udało im się w miarę szybko zebrać. Jedynie Siwon wciąż leżał w łóżku. Nie miał najmniejszego zamiaru wychodzić z niego, zwłaszcza, że Jungsu przerwał mu najwspanialszy sen, jaki kiedykolwiek miał i chciał do niego wrócić…w sumie nie pamiętał dokładnie, co mu się śniło, ale był w 100% przekonany, że pojawił się gdzieś Hangeng.
Po ich walentynkowym wyczynie bezustannie myślał o przyjacielu, chociaż od tamtego dnia uważał go raczej za kogoś więcej niż tylko dobrego kumpla. To co ostatnio zaszło, musiało znaczyć coś więcej…coś poważnego…przynajmniej on miał taką nadzieję. Zawsze lubił Hankyunga, miło razem spędzali czas, lecz magnae od niedawna zaczął patrzeć na niego w inny sposób. Było mu go bardzo szkoda, bo wiedział, a przynajmniej starał się zrozumieć, jak czuje się hyung teraz, gdy wytwórnia ciągle go szantażuje. Chciał się nim zaopiekować, jakoś mu ulżyć w tym całym zamieszaniu…no i tak zauważył, że bardzo mu się podoba to opiekowanie się kolegą. Stali się sobie bardzo bliscy, często rozmawiali o rzeczach ważnych i tych błahych, co Siwon szczerze uwielbiał. Nie wyobrażał sobie lepszego sposobu spędzenia wolnych chwil, jak przy Hangengu. Spostrzegł, że mają wiele wspólnych zainteresowań, że dobrze się dogadują i, że hyung jest bardzo przystojny. No tak właśnie…miał…piękne czarne włosy, ciemne intrygujące oczy…długie nogi, no może nie aż tak długie jak Zhou Mi, ale znajdują się na pewno na drugim miejscu.
Magnae przypominał sobie twarz radosnego Hankyunga, co było ostatnio rzadkim widokiem, gdy nagle usłyszał krzyk całej trójki z pokoju:
- Water screen! - i po chwili poczuł na sobie zimną wodę…taaaak, Park wie, jak postawić chłopaków na nogi. Nie ma to jak plucie na innych. No cóż, skończyło się to dobre, czas wziąć się do pracy. Siwon strasznie zniechęcony zrzucił z siebie kołdrę, wstał, popatrzył na kumpli z wielkim wyrzutem i poszedł do łazienki rzucając za sobą z lekką irytacją:
- Macie zmienić mi poszewkę, nie będę spać w takiej olanej przez was!
Tego dnia miał bardzo powolne ruchy, ale musiał dać z siebie wszystko, w końcu nie może zawieść fanów (szykowali się na kolejny duży koncert). Kiedy już chciał wyjść z ubikacji, dostrzegł swoje odbicie w lustrze i zaczął pilnie się sobie przyglądać.
„A co jeśli mu się nie spodobam? W Walentynki nic mu we mnie nie przeszkadzało, ale może tak się zdarzyć, że się mną znudzi. Co w tedy? To on jest starszy, lecz ja zawsze będę go uwielbiać…"
Naciągnął skórę nad brwiami później na polikach.
„A co jeśli nie lubi zmarszczek? Mam ich coraz więcej! Nie jestem już taki gładki jak kiedyś!"
Siwon coraz bardziej pogrążał się w swoich rozmyśleniach z coraz większym strachem. Patrzył na swoją w rzeczywistości seksowną i bardzo młodo wyglądająca twarz, kiedy z transu wyrwało go silne pukanie, a raczej walenie w drzwi.
- Co ty tam robisz tyle czasu! W Jungsu się zabawiasz?- krzyczał na żarty zdenerwowany Eunhyuk, który chyba za obrazę „szefa" oberwał w łeb, bo Siwon usłyszał stłumione „Aaauuua" i odgłos odbijającej się pustki…raperzy nie mają zbyt wiele w głowach. Shi Yuan otrząsnął się z głupich myśli i szybko wyszedł, żeby nie mówiono później, że to przez niego Eunhyuk chodzi z guzem.
- Mam dość tych ludzi! Oni uważają się za naszych fanów! Super, nienawidzę ich! - wściekły Siwon rzucił zegarkiem, który upadłszy na podłogę rozleciał się na kawałeczki. Mężczyzna ciężko opadł na fotel i spojrzał na zniszczony prezent…dostał go od SuJu.
„Co ze mnie za idiota!"
Pukał się niedelikatnie w czoło, gdy do pomieszczenia weszli pozostali członkowie pomijając Zhou Miego i Kyuhyuna.
- Nie przejmujcie się. Trzeba ich olać, to w końcu dadzą sobie spokój. - Donghae próbował jakoś załagodzić sytuację.
- Jak mamy ich olać! To jest szczyt chamstwa, zaraz tam pójdę i wszystko im wygarnę! - Szczurek, a w tym momencie rozłoszczony goryl, nie mógł opanować swoich emocji, zwłaszcza, gdy zaczął dłubać w częściach zegarka.
- Co ty zrobiłeś? - spokojnie, lecz ze słyszalnym wyrzutem zapytał siadając na podłokietniku fotela Siwona Hangeng - Kupimy ci nowy, nie martw się. - poklepał przyjaciela po plecach. Wydawało się, jakby w ogóle nie przejęła go zaistniała podczas występu sytuacją tylko stan zdenerwowanego kolegi. Nie przeszkadzało to ani trochę Shi Yuanowi, ale nie wypadało teraz zbytnio się z tego cieszyć.
- Chłopaki, doprowadzimy do końca ten koncert, ale zdecydowanie damy im do zrozumienia, co sądzimy na temat ich zachowania. Chyba pojmą, prawda! - Park wziął sprawy w swoje ręce. Nie mógł pozwolić, by show zostało przerwane ani tym bardziej, by jego rodzinka miała się na wszystko zgadzać i dać się tak obrażać - Na koniec występu powiem, że nam wszystkim jest bardzo przykro i jesteśmy nimi zawiedzeni. A Entertainment niech pocałuje nas w tyłek. - mamusia potrafi załagodzić nawet najtrudniejsza sprawę i o dziwo być twarda - Trzeba znaleźć KyuMiego i idziemy. Hangeng, Siwon, poszukajcie ich!
- Chodź! - burknął wciąż wkurzony Shi Yuan. Po chwili uświadomił sobie, że będzie sam na sam ze swoim ulubieńcem…może uda im się porozmawiać.
- Nie mam pojęcia dokąd oni poszli. Dlaczego w ogóle nie przyszli do nas? - Siwon nie był pewien jak zacząć konwersację, więc rzucił, co mu ślina przyniosła na język, patrząc kątem oka na Hankyunga.
- Ja chyba wiem, co oni robią… - interesująco powiedział towarzysz zaglądając do kolejnego pomieszczenia…pusto…
- Co masz na myśli? - on naprawdę nie wiedział…dziś nie był jego dzień na zagadki.
-Przypomnij sobie, co robiliśmy 14-tego - podpowiedział niewzruszonym tonem hyung. Dlaczego wracał do tego? Chciał coś może przekazać Siwonowi?
- Aha… Jeśli już do tego wracasz… - Szczurek jakoś błyskawicznie stracił zainteresowanie zagubioną parą - Może… - on się wstydzi? - byśmy to powtórzyli? Wiesz, było bardzo…miło…tobie też, prawda? - stanął obok skupionego Hangenga patrząc z nadzieją i jednocześnie strachem w oczach.
- No było, tylko to nie znaczy zaraz, że mamy to robić. Stało się raz i powinniśmy o tym zapomnieć. - bezduszny hyung powiedział z brakiem jakichkolwiek uczuć, jakby mówił o nudnym filmie, jaki ostatnio widział w TV w dodatku nawet niewartym wspomnienia. Czy dla niego to naprawdę nie było ważne? Siwon już całkiem stracił humor. Pragnął, by ten dzień jak najszybciej się skończył. Chciał nie pamiętać o tym…co usłyszał. Jak on…Hankyung…
Wyszli na dwór i od razu zobaczyli stojących przy płotkach Kyuhyuna i Zhou Miego. Niższy obejmował hyunga, który wyraźnie pociągał nosem.
- Chyba nie powinniśmy im przeszkadzać. - ledwo wydusił z siebie Siwon.
- Biedny Zhou Mi i Henry. Ehm…Khyuhyun…przepraszam, wiem, że nie w porę, ale Jungsu chce, byśmy poszli już na scenę. - nagle Hangeng stał cię czuły…co jest z nim nie tak?
- Dzięki, za chwilę przyjdziemy. Jak dzieciak? - nawet ten zazwyczaj wytrzymały i niewzruszony diabeł tym razem popuścił uczucia i po policzku spłynęła mu łza.
- Henry…jest przybity, ale trzyma się. - skończył Hankyung i ruszył z powrotem, nie zwracając wcale uwagi na sunącego jak cień obok niego naprawdę zdołowanego Siwona.
Z początku, gdy wrócili na koncert, „fani" wydawali się spokojniejsi, lecz wszystko się zmieniło, kiedy dwójka nowych członków zespołu zaczęła śpiewać. Ponownie ludzie skandowali ich imiona z brakiem jakiejkolwiek sympatii…zwyczajnie mówiąc, po prostu nie cierpieli ich. Cała 15-stka była dobita. Jak zawsze z ekspresją wykonują swoje utwory, tak tamtego wieczoru robili wszystko automatycznie, aby tylko skończyć. Nawet zazwyczaj niewinnie wyglądający Ryeowook porządnie się wku…zdenerwował i morderczym wzrokiem spoglądał na krzyczących ludzi.
Każdemu z SuJu ulżyło, gdy nareszcie mogli zejść ze sceny i udać się do domu. Marzyli tylko o tym, by schować się pod kołdrą i spać…pragnęli, aby ten dzień okazał się jedynie koszmarem, i słonecznego ranka obudzili się pełni wiary, że jednak będzie lepiej.
Siwon wszedłszy do pokoju, od razu, nawet się nie rozbierając wskoczył do łóżka, przykrył się i miał zamiar usnąć, ale nie pozwalały mu na to myśli…oraz gnieżdżący się i obściskujący Eunhyuk z Donghae. Czy oni muszą ciągle to robić? Dobra…na pewno to jakiś sposób na rozładowanie stresu, lecz przynajmniej uszanowaliby obecność innych osób, które nie mogą się tak zabawiać, bo ktoś ich zwyczajnie nie chce! Shi Yuan zamartwiał się bezustannie dzisiejszą rozmową z przyjacielem, który najwidoczniej ostatnie ich zbliżenie uznał za jakiś dziwny i nienormalny przypadek…chwilę słabości. Niestety magnae nie potrafił na to tak patrzeć. Serce mu pękało, musiał coś zrobić!
- Moglibyście zachowywać się odrobinę ciszej? Niektórzy próbują tutaj zasnąć, jakbyście nie zauważyli. - wysyczał pełen goryczy Siwon nie mogąc już wytrzymać ciągłych stęknięć lokatorów, którzy wyraźnie go po prostu olali, a wręcz droczyli się z nim wydając z siebie jeszcze dziwniejsze dźwięki. Tego już nie był w stanie tolerować i zwyczajnie wziąwszy swoją pościel udał się do pokoju Yesunga i Sungmina. Było tam wolne łóżko, a on musiał usnąć…jak najszybciej.
Przechodząc obok lokum QMiego usłyszał, jak magnae wytrwale pociesza płaczącego partnera. Sam chciałby wtulać się w objęcia ukochanej osoby… Przeszło mu przez myśl ,by pójść do Hankyunga, ale on przecież go nie chciał, wyrzuciłby go. Wszedł po cichu do pokoju i kiedy tylko ułożył się wygodnie, usnął.
Geng zmęczony i obolały obudził się najpóźniej, gdy pozostali członkowie już się zbierali. Henry i Shindong, z którymi dzielił pokój, siedzieli na jednym łóżku i oglądali coś na laptopie. Mimo wczorajszych zbytnio nieprzyjemnych wspomnień, tego ranka normalnie cieszyli się, jakby nic tak naprawdę się nie wydarzyło.
- Z czego się tak śmiejecie, może mi też poprawi humor? – odezwał się zaspanym głosem. Miał sucho w gardle. Sięgnął po butelkę wody, która powinna stać obok jego łóżka, ale ktoś ją zabrał. W tym momencie oberwał nią po głowie. Jego kumple mieli ubaw po pachy, lecz niego to jakoś specjalnie nie bawiło, ale by nie psuć zabawy chłopakom, udawał, że się śmieje.
- Shindong, znowu musimy uczyć cię zasad dobrych manier. Podaje się, a nie rzuca. Współczuje twojej kobiecie…biedna… - gdy tak patrzył na roześmianych kolegów, jemu też jakoś weselej się zrobiło. Szybko się ubrał i, gdy wychodził z kolegami na śniadanie (Kangin wszystkich zwoływał) przypomniało mu się, co wczoraj powiedział Siwonowi. Nienawidził siebie za to, ale nie miał innego wyjścia. Owszem, są w ich zespole już pary homo, lecz on nie umiał tego zaakceptować jeśli chodziło o niego samego. Lubił Szczurka jako dobrego przyjaciela…najlepszego, jaki mógł mu się trafić i nie chciał tego zepsuć jakąś absurdalną „miłością". Nie miał nic do KyuMi czy EunHae, ale SiHan…to nie przejdzie…
Stanął zamyślony w drzwiach i nagle usłyszał śmiech swojego ulubieńca. Shi Yuan wychodził z pokoju z Yesungiem przepychając się i klepiąc. Czy wszyscy zapomnieli o tych wrednych „fanach"? Koledzy zarzucili sobie na barki ręce i szli slalomem do kuchni śmiejąc się do rozpuku. Może na szczęście Genga Szczurek nie przejął się tym, co usłyszał z ust kochanka. Może dla niego to nic nie znaczyło…może to miało być czysto fizyczne… W sumie jak zerkał na niego podczas ich rozmowy, wszystko wskazywało raczej na to, że mężczyzna jest załamany…ale chyba się już z tym pogodził. W końcu on jest protestantem, jego religia nie zezwala na takie rzeczy…to grzech, a Siwon jest bardzo przywiązany do wszelkich przykazań, jakie oni mają, czy coś tam.
Chwila…Shi Yuan dzielił pokój z kimś innym…nie z Yesungiem i Sungminem! Co w takim razie tam robił? Pewnie wpadł rano, aby pogadać…tak na pewno…bo po co innego…
Hangeng wszedł do kuchni, w której już zebrała się cała 14-stka. Przy garach stał Jungsu z Kanginem i Heechulem…oby się nie potruli… Siwon siedział coś intrygująco blisko Yesunga, ciągle gadali ze sobą.
- Shi Yuan, gdzie ty dzisiaj spałeś? Nie było cię u siebie. - podejrzliwie zapytał Zhou Mi. Jemu też poprawił się humor, w końcu spędził miłą noc z ukochanym, który teraz bawił się jego włosami.
- Uciekł od nas! Siedzieliśmy bardzo cicho, a on zwiał! - oskarżycielsko rzucił Eunhyuk. Siwon spojrzał na niego z mordem w oczach.
- Taaa…w ogóle nie było słychać jak…popychasz Donghae. Jakbym został z wami choćby chwilę dłużej, miałbym jakieś spaczenie psychiczne do końca życia. - Hangeng dokładnie przysłuchiwał się tej wymianie zdań, a zwłaszcza temu, co mówił Siwon. On spał z Yesungiem! Nie, nie ,nie u Yesunga! Tak, z pewnością nie inaczej.
- Gdy Szczurek przyszedł do naszego pokoju w nocy, aż bałem się w ogóle odzywać. Myślałem, że zaraz coś rozwali albo kogoś. - zaśmiał się Sungmin.
- Dobra, koniec gadania. Jedzcie, smacznego. - zakończył pogawędki lider. Wszyscy chórkiem odpowiedzieli mu:
-SMACZ-NE-GO! - jak dzieci…każdy oprócz Hankyunga cieszył się wspominając różne wpadki zespołu…ich pomyłki…lecz Chińczyk czuł się jak wyrzutek. Dlaczego Siwon nie przyszedł do niego w nocy? Owszem, powiedział mu coś niemiłego, ale przecież są przyjaciółmi. Nie miał miejsca u siebie, ale…przynajmniej pogadaliby sobie. Popadał w depresję. Nic mu ostatnio nie szło. Zero kobiet, problemy z Entertainment…jeszcze ci ludzie z wczoraj. SuJu wciąż nie wiedziało, że podjął decyzję, a raczej, że wytwórnia to zrobiła. Będzie musiał ich poinformować…kupił już bilet do Chin. Miał szklane i wilgotne oczy. W kącikach na krawędzi trzymały się łezki…nie chciał, by ktokolwiek zobaczył go płaczącego. Wytarł się skrycie i dłubał w zamyśleniu widelcem w jajecznicy, nieświadom czujnego spojrzenia mamusi.
- Widzieliście ich miny? Myśleli chyba, że pozwolimy im na coś takiego. Nie spodziewałem się, że nasi fani mogą być tacy…głupi, niekulturalni. - powiedział z goryczą Donghae. Wszyscy poza Parkiem siedzieli w salonie i rozmawiali.
- Od razu się uciszyli, gdy Jungsu powiedział, że nigdy, by się nie spodziewał takiego zachowania po ludziach, dla których się tak bardzo staramy. - wspominał Eunhyuk – Dowalił im! Bardzo dobrze! - wszyscy zaczęli się cieszyć.
- Następnym razem albo się zamkną, albo nie przyjdą. Jak dla mnie może ich nie być. - skomentował trochę zdenerwowany na samą myśl o wczorajszym dniu Ryeowook.
- Nie gadajmy już o tym. Szkoda mi tych ludzi, są żałośni. Może teraz coś ciekawszego porobimy? Kyuhyun, zagramy? Założę się, że nie dasz mi rady! - wyzywająco zaproponował Donghae wyciągając rękę do Cho, który bez dłuższej chwili zastanowienia szybko ją ścisnął i zapytał:
- O co, cieciu?
- Niech no pomyślę…jeśli wygram, będziesz sprzątać nasz pokój przez…miesiąc. - z szyderczym uśmiechem odpowiedział Donghae.
- Stoi! - odparł Kyuhyun przebijając zakład. Jego wzrok lustrował przeciwnika z pewnością zwycięzcy. Był przekonany, że to on znowu, jak zwykle wygra, inaczej być nie może…w przeciwnym razie nie nazywa się Cho!
- Wooow! Kto obstawia? Zbieram zakłady, minimum 100 wonów! - krzyczał wymachując jeszcze nie zapisaną kartką Sungmin. Na początku wszyscy patrzyli na niego, jak na debila, ale w ostateczności dali się ponieść i zaczęła się walka o honor i kasę. Nawet Hankyung nie wytrzymał, lecz dla niego zabawa szybko się skończyła. W korytarzu zauważył stojącego w zamyśleniu Jungsu. Czuł, że coś się stało i dotyczy to jego osoby.
- Hej? Co jest? - ostrożnie podchodząc zapytał. Park nie odpowiedział, chyba w ogóle nie usłyszał kolegi, nic dziwnego, w całym domu, było słychać jedynie drących się hazardzistów z salonu. Opierał się o ścianę z wbitym w sufit spojrzeniem. Zniecierpliwiony Geng delikatnie go szturchnął wyrywając mamuśkę z głębokich myśli. Lider spojrzał na niego ze smutkiem.
- Dlaczego nic nie powiedziałeś? Od tygodnia wiesz, a my nic. Entertainment zadzwoniło przed chwilą do mnie i powiedzieło mi, że pojutrze mam wstawić się z tobą w sądzie, aby podpisać wszelkie papiery, bo odchodzisz. Miałem nadzieję, że jeszcze da się coś zrobić, jakoś załagodzić sytuację. - głos mu się łamał. Nie mógł dopuścić do siebie opcji, że ktoś z jego rodzinki ich zostawi. Ledwo powstrzymywał się od płaczu.
- Nic byś nie wskórał. Próbowałem jeszcze z nimi negocjować, ale nic z tego. Chyba…nie podejrzewasz, że sam tego chciałem? - patrzył na lidera z oskarżeniem.
- Nie, nigdy bym… - przygryzł dolna wargę - Ty im powiesz, ja nie dam rady, przykro mi. - to najgorsza rzecz do załatwienia…poinformowanie reszty SuJu. - Lepiej, aby stało się to jak najszybciej. Damy sobie radę. Będziemy się widywać, prawda? Pamiętaj, że twoje łóżko stoi wolne. - odwrócił głowę, by Geng nie widział jego łez, ale nie wiedział, że za chwilę nastąpi coś, czego kompletnie się nie spodziewał.
- Nie będzie mi ono potrzebne. Wracam do Chin. Kupiłem bilet. - tym razem, on skrył twarz. Czuł na sobie wzrok Jungsu…zrozpaczonego Jungsu.
- Co! - zapiszczał lider z szeroko otwartymi oczami. Nie mógł w stanie uwierzyć w to, co usłyszał.
Mi zauważył, że coś się dzieje w korytarzu i zwrócił na stojących tam mężczyzn uwagę wszystkich obecnych. Błyskawicznie odechciało im się krzyczeć i wygłupiać.
Park patrzył na Hangenga, jakby w ten sposób miał wyciągnąć z niego wszystkie wiadomości. To spojrzenie musiało boleć. Nikt nie odważył się odezwać mimo, że każdy chciał wiedzieć, o co poszło. Geng stanął twarzą do kolegów, był zmarnowany. Garbiąc się chciał jakoś chociaż trochę się schować, a najchętniej to zapadłby się pod ziemię. Nagle dostał zastrzyk adrenaliny, czuł ,że podoła i spokojnie wytłumaczy całą sytuację…taaa…wystarczyło, że zobaczył minę Siwona. Mężczyzna miał wlepione w niego oczy…proszące… Wydawało się, że wie, a przynajmniej podejrzewa, o co chodzi. Shi Yuan sam siebie błagał i przekonywał, że to nie to, że Geng nie odejdzie.
Jungsu się ewakuował, a za nim pobiegł Kangin. Hankyung został z obowiązkiem sam, ale nie dał rady. Uśmiechnął się naciągająco do chłopaków.
- Idźcie grać! Co tak patrzycie? - zrobił minę niewiniątka i szybko wyszedł z domu. Nie był w stanie im powiedzieć…powiedzieć Siwonowi! Nie mógł dłużej znieść tej pewności na twarzy Szczurka…tego jego przeczucia…jakby wiedział, że to koniec.
W domu prawie wszyscy byli oszołomieni. Nie mieli pojęcia, co się w ogóle stało. Przybity Park, uciekający Geng…co do…! Jedynie Siwon podejrzewał, co zaszło. Hangeng żalił mu się, że wytwórnia groziła mu wyrzuceniem, a po wyrazach twarzy niedawno rozmawiających, zdecydowanie nie wynikało nic dobrego.
Szczurek założył kurtkę i wybiegł za przyjacielem. Początkowo nie mógł go znaleźć, ale po chwili dostrzegł kolegę na placu zabaw w parku. Hangeng siedział na huśtawce z opuszczoną głową, ręce opierał na kolanach. Wokół niego biegało mnóstwo dzieci, ale kompletnie nie zwracał na nie uwagi. Zauważył dopiero, że coś się dokoła dzieje, gdy podszedł Siwon. Choi wygonił grzecznie jakiegoś chłopczyka z miejsca obok smutnego Chińczyka…w rzeczywistości wystarczyło tylko spojrzenie wysokiego mężczyzny…dobrze, że dzieciak nie pobiegł do mamy ze skargą…
Przyjaciele nie odzywali się, patrzyli oboje przed siebie obojętnym wzrokiem. Żaden z nich nie potrafił przełknąć guli siedzącej w gardle. Bardzo chcieli ze sobą porozmawiać, Geng pragnął wyjaśnić wszystko kumplowi, lecz nie miał aż na tyle siły w sobie. Wcześniej sądził, że pójdzie gładko. Oboje zapomną, co zaszło między nimi i pozostanie tak jak kiedyś.
Siwon położył dłoń na barku Hangenga, a następnie przysunął się, obejmując go. Zdezorientowany Chińczyk spojrzał przepraszająco na przyjaciela i uwolnił się z jego uścisku. Nie chciał, by ktokolwiek cokolwiek sobie pomyślał, zwłaszcza, że znajdowali się w miejscu publicznym…wśród dzieci… Siwon jednak nie popuszczał i przybliżył się do kolegi na tyle, że stykali się ramionami. Świdrował go wzrokiem, postanowił, że teraz dowie się prawdy albo nigdy!
- Powiedz mi, proszę. - bardzo cicho powiedział, prawie jakby szeptał.
-Przecież wiesz, ty powinieneś pierwszy się domyślić. Nie będę już z wami w zespole, odchodzę i nie wrócę. Jadę do domu. - wyznał swoje postanowienie nie bez trudu. Odczuwał coraz większy ucisk w gardle. Nie chciało mu się płakać, bo wszelkie łzy jakie teraz mogły popłynąć, wylewało jego serce. Już nie będzie wspólnego koncertowania, imprez, wygłupów…będzie tylko tęsknota za wszystkimi, a zwłaszcza za Nim.
Odwrócił się do przyjaciela i przez dłuższy czas patrzyli sobie prosto w oczy, nie potrzebowali słów. Wszelkie wątpliwości zostały wyjaśnione…chociaż nie do końca. Pozostawała jeszcze jedna kwestia…co oni czuli do siebie? Siwon wiedział, lecz bał się do tego przyznać. Wszystko czego się uczył, jego zasady tego zabranialy…a Geng nie miał pojęcia w ogóle, co o tym myśleć. Uwielbiał go, ale jako przyjaciela. Mężczyźni wlepiali w siebie wzrok, gdy przeszkodziła im młoda dziewczyna.
- Zaraz powiem temu facetowi, co cię zrzucił, jak się… - początkowo nie na żarty rozłoszczona nastolatka stanęła jak zaczarowana przed parą. Gapiła się na nich jak na jakieś UFO! Miała nieludzko rozszerzone gałki, powoli otworzyła ze zdziwienia usta i omal nie wywaliła na wierzch języka…gdyby nie kontrolowała ostatkiem świadomości czynności swojego organizmu, pewnie by się pośliniła. Mały chłopczyk, z którym przyszła, pociągnął ją za koszulkę, by w końcu coś zrobiła, lecz ona nie mogła wyrwać się z transu. Przyjaciele wstali i mieli już zamiar się wycofać do bezpiecznego domu, ale dziewczyna rzuciła się szaleńczo na Siwona obejmując jego szyję. Mężczyzna nie był w ogóle zaskoczony, SuJu już przyzwyczaiło się do takich sytuacji.
Ze względu na obecnego kolegę trzymał swoje ręce z dala od fanki. Próbował delikatnie ją odciągnąć, ale nic z tego, przykleiła się jak rzep psiego ogona! Hangeng stał z lekkim uśmiechem na twarzy obok nich, patrząc na zażenowanie Szczurka. Mimo, że tego nie okazywał, był bardzo zazdrosny, sam chciał przytulić się do niego. Dziewczyna piszczała coś niezrozumiale, pewnie, że to Super Junior, kocha ich itp. Jakoś poradziliby sobie z tą jedną małą nastolatką, ale z pewnością problem sprawiłaby im cała chmara zauroczonych kobiet, więc, gdy Geng tylko zauważył zainteresowanie pozostałych pań na placu zabaw, zaczął myśleć nad planem ucieczki, lecz nic nie przychodziło mu do głowy. Spojrzał na kumpla, który już się poddał i nie bronił się przed lepkimi dłońmi fanki, spoglądał jedynie na Hankyunga z błaganiem w oczach i wtedy olśniło Chińczyka.
- O patrzcie, tam jest cała reszta z Henrym na czele! - krzyknął wskazując w jakieś kompletnie obojętne miejsce z nadzieją, że to poskutkuje. Nastolatka automatycznie puściła Szczurka i już rozkładała ramiona, by chwycić w nie kolejnego SuJu. Wszystkie kobiety spoglądały przez krótką chwilę w jakimś kierunku. Te parę sekund pozwoliło mężczyznom uciec. Odbiegli kawałem i schowali się za drzewami. Fanki szukały ich panicznie i z rozczarowaniem, lecz na szczęście nie udało im się ich dostrzec.
- Ale żeś wymyślił. - skomentował Siwon opierając się o konar.
- Coś ci nie pasuje, to wracaj tam, mogę je zawołać! - odburknął Hangeng z zamiarem odwrócenia się i zwołania kobiet, lecz silne pociągnięcie go powstrzymało. Shi Yuan patrzył na niego ostrzegawczo…po chwili oboje wpadli w śmiech. Starali się robić to po cichu, aby nikt ich nie usłyszał.
- Dlaczego Henry na przedzie? - zapytał trochę zdziwiony magnae.
- Wszyscy zawsze mówią, że on jest do wyciskania, że ma pulchne poliki idealne do zabawy, więc uznałem, że one będą chciały się do niego dobrać i go właśnie pomiętosić. Nieważne…zadziałało. – odpowiedział z ulgą kolega i ruszyli wciąż się chowając do domu.
