Zbliżała się już 22:00, Geng kończył pakować swoje rzeczy. Był w pokoju sam, chłopacy wiedzieli, że to nie jest najlepszy moment, aby mu przeszkadzać, potrzebował teraz chwili spokoju. Chowając do walizki swój album ze zdjęciami z wszystkich lat spędzonych z Super Junior, nie było takiej opcji, by nie pociekła mu łza. Jedna, druga…a za nimi kolejne…spływamy wolno po kolei. W jego głowie przemykały obrazy z chwil z przyjaciółmi, jakby jego życie właśnie się kończyło. Wszystko cokolwiek do tej pory go spotkało, było zawsze w jakiś sposób związane z SuJu. Nie miał szans na zapomnienie o tych wariatach. Nie musiał wylatywać, ale nie dałby rady mieszkać dalej z nimi i tylko patrzeć jak wyjeżdżają na kolejne imprezy bez niego. W konsekwencji całe dnie siedziałby sam w domu, a zespól miałby tylko wyrzuty sumienia zostawiając go. Nie chciał im się narzucać, pragnął, by zajmowali się wciąż tym, co wychodziło im najlepiej…muzyką.
Może w Chinach znajdzie jakąś dobrą wytwórnię, która podejmie się współpracy z nim…w końcu ma wyrobioną reputację. Ciężko mu było wyobrazić sobie, że jest na scenie bez SJ, że ludzie przychodzą tylko dla niego. Nie widział już w tworzeniu piosenek żadnej przyjemności. Muzyka i wszystko co się z nią wiązało, było nieoderwalne od SuJu. Bez nich nic nie miało znaczenia, ale cóż…nie liczył się teraz on tylko jego rodzinka, chciał dla niej jak najlepiej. Miał świadomość, że przez jakiś czas chłopcy będą przygnębieni, ale w końcu im przejdzie.
Spojrzał na zdjęcie z singla „U". Wyglądali wtedy tak młodo…jak banda niedoświadczonych gówniarzy i tak też było. Ten ich buntowniczo-młodzieńczy image. Ach, te czasy były wspaniałe. Widząc Kyuhyuna przypomniał sobie sprzeciw fanów, jak oni go na początku nie lubili…teraz by się pozabijali, aby tylko dostać jego zużytą chusteczkę…tak samo będzie z Zhou Mim i Henrym- pokochają ich. Zamknął wszystkie walizki (trochę ich było) i usiadł na łóżku. Chciał jeszcze powspominać, ale dobiegające z dołu odgłosy rozpraszały go.
- Co się tam dzieje? - zapytał sam siebie i wyszedł z pokoju. Stał w drzwiach i nasłuchiwał. Jego koledzy tłukli się i darli niemiłosiernie. Wydawało się, że mają niezłą zabawę. Gwizdali, klaskali… Podszedł do schodów. Miał już zamiar zejść, kiedy zobaczył idącego w jego stronę Parka. Lider uniósł głowę, spojrzał na smutnego przyjaciela i posłał mu pełen pocieszenia troskliwy, matczyny uśmiech.
- Chodź! Na dole kroi się dobra impreza! - zrobił zachęcający gest ręką i oboje zeszli do salonu.
Hangeng myślał, że na górze jest głośno, ale co to się działo niżej…przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Jak machnięciem dłonią przestał myśleć o swoim powrocie do kraju. Stał jak wryty z rozdziawioną gębą. Ich salon zmienił się w jakiś klub Go Go. Na środku zamiast ich niskiego, drewnianego stolika stała, z metalową, błyszcząca rurą, niewielka platforma. Jej boczne ściany były obłożone migoczącymi lampkami. Oczywiście wszystko w różowej kolorystyce. Pomieszczenie rozjaśniały przeróżne kolorowe światła, okrągłe, kwadratowe.
Geng spojrzał na sufit, tam gdzie normalnie wisi żyrandol, tak teraz obracała się dyskotekowa srebrna kula. W kątach salonu stały wysokie koloroformy, a obok nich wielkie drewniane kolumny. Skąd oni to wzięli? Chińczyk nie zna się na tym, ale podejrzewał, że musiał to być dobry sprzęt, bo muzyka brzmiała głośno, a przede wszystkim bardzo czysto. Akurat, gdy zszedł leciała ich piosenka „Bonamana". Podłoga drżała, meble skakały.
Para kumpli podbiegła do Hankyunga i pociągnęła go do stołu z rurą, wtedy weszła na niego atrakcyjna młoda kobieta. Ktoś podsunął oglądającemu krzesło. Geng nie mógł oderwać oczu od tancerki, była taka jakie lubił. Chłopcy naprawdę dobrze go znają. Robiła przeróżne akrobacje na rurze…w niesamowicie seksowny sposób. Wyginała swoje ciało uwypuklając partie ciała, które najbardziej pociągają mężczyzn. Chłopacy gwizdali i krzyczeli sami ponosząc się rytmom. Ktoś, zapewne, Sungmin albo Eunhyuk, włożył dziewczynie banknot za majtki. Gengowi to się spodobało. Chciał zrobić tak samo, ale niestety portfel zostawił w pokoju. Pociągnął obok stojącego Siwona i zapytał się go, czy ma pieniądze przy sobie, lecz kolega odpowiedział, że nie. Hankyung był tak zapatrzony w kobietę, że nie dostrzegł tęsknego spojrzenia przyjaciela. Jego zrozpaczone oczy rozświetlały podróżujące po całym salonie światła. Szczurek przybliżył się do Chińczyka i bezskutecznie świdrował do wzrokiem. Przyglądał się każdej widocznej rysie twarzy ulubieńca, który wciąż nie zwracał na niego uwagi. Wyobraził sobie ich idealne pożegnanie. Nie mógł dopuścić, by jego kochanek po prostu odszedł, odjechał po upojnej nocy z…babą! Siwon nie wytrzymał, był wzburzony od wszystkich emocji, jakie ostatnimi dniami go nawiedziły. Przysunął się do hyunga i dotykając wargami jego ucha wyszeptał…w rzeczywistości krzyczał, bo było aż tak głośno, ale w normalnych okolicznościach powiedziałby to bardzo cicho.
- Może pójdziemy na pięterko? - uwodząco spytał. Hangeng czuł gorący oddech kolegi i drżenie jego ust. Starał się nie myśleć o dopiero co usłyszanej propozycji, lecz była zbyt kusząca. Powróciły obrazy z walentynkowych igraszek. Widok nagiego, drgającego z przyjemności ciała Shi Yuana…jego jęki. Nie, stop! On jest facetem, musi być z kobietą! Siwona porąbało! Hankyung odskoczył od niego jak oparzony. Zmierzył go przerażonym spojrzeniem. Gdyby nie to, że mimo wszystko było trochę ciemno, Szczurek mógłby zauważyć walkę w jego oczach…no cóż… Wiedziałby, że wystarczyłaby chociaż próba ponowienia prośby, by nerwy Chińczyka puściły.
Hyung wszedł na platformę i przybliżył się do tancerki. Położył dłonie na jej biodrach i zachodząc ją od tyłu poruszali się w rytm muzyki. Shi Yuana zżerała zazdrość. Szkoda, że nie ma laseru w oczach…przywędziłby to babsko. Przyglądał jak się radosny, najwidoczniej szczęśliwy Hankyung flirtuje z nią. Wszyscy dookoła bawili się w najlepsze tylko nie Szczurek. Nagle usłyszał drących się Jungsu i Ryeowooka. Lider uderzał otwartą dłonią o denko przeźroczystej butelki, a drugi niósł na tacy dziwne stożkowe kieliszki. Chłopcy szybko zainteresowali się nowym trunkiem. Nawet Hangeng w końcu odkleił się od kobiety na rurze.
- Co to jest? - zapytał przyglądając się alkoholowi Kangin.
- Kupiliśmy to dziś. Podobno bardzo dobre, ale nigdy tego nie piłem. - odpowiedział Park polewając.
- To się nazywa „polska wódka" - co za znajomość języków - Najlepsza jest z zagryzką i popitą. - specjalistycznie uświadomił wszystkich Henry. Spojrzał na butelkę i łamaną polszczyzną powiedział - „Sobieski" - na tym skończyły się jego umiejętności - …bardzo dobry. Bierze się kieliszek na raz. O tak. - przechylił do dna i robiąc skwaszoną minę, jedno oka mu uciekało, złapał za butelkę z Coca Colą. Wypił trochę i stękając zachwycony krzyknął - Świetne!
Każdy patrzył na niego jak na szaleńca.
- Skąd ty…kiedy? Nie jesteś za młody? - spytał zdziwiony Kibum.
- Miało się Polaków za przyjaciół w Kanadzie. Bardzo fajni ludzie. - pochwalił się Chińczyk - I tak dla twojej informacji, jestem już pełnoletni. - puknął kolegę palcem i chwiejnym krokiem poszedł na platformę.
- Mówiłem, żeby nie pił wcześniej. - wypomniał sięgający po kieliszek Cho. Cała reszta podążyła za nim. Każdemu posmakował nowy alkohol. Chłopcy chcieli poczęstować tancerkę, ale, że była w pracy, podziękowała. W sumie po kilku minutach nikt już jej nie potrzebował, przynajmniej przy rurze. Wystarczyło, że dorwał się do niej EunHae. Mężczyźni uwodzili się nawzajem erotycznym tańcem. Dotykali się każdą możliwą częścią ciała. W powietrzu aż unosił się zapach seksu. Robili to lepiej niż niejedna zawodowa striptizerka. Eunhyuk ściągnął top kochankowi i zaczął całować go po klatce piersiowej. SuJu było już do tego przyzwyczajone, ale młoda kobieta nie. Pisnęła z wrażenia do adorującego ją Hangenga:
- Oni są gejami! - było baaardzo zdziwiona, ale również usatysfakcjonowana. Chciała przyłączyć się do chłopaków, ale Donghae delikatnie ją wyprosił patrząc jak na potencjalnego przeciwnika…szybko pojęła, że ma się trzymać z dala. Zadowolony z partnera Eunhyuk pocałował go rozbierając się jednocześnie z niepotrzebnej koszuli. Donghae przechwycił ją i założył odsuwającemu się kochankowi za plecy przybliżając go do siebie. HyukJae tylko pociągająco się uśmiechnął i złapawszy za biodra mężczyzny ponownie złączył ich usta.
Siwon nie mógł patrzeć na Hankyunga wydurniającego się, by zwrócić uwagę tancerki. Chciał jakoś się jej pozbyć, ale nie wiedział w jaki sposób. Rozglądał się po salonie…Kibum, Leeteuk, Shindong…ehm…nikt nie nadawał się do tego zadania. Nagle poczuł na ramieniu czyjąś rękę klepiącą go koleżeńsko. Odwrócił się. Stał za nim Heechul przygryzający dolną wargę i obserwujący uważnie striptizerkę. Już było wiadome, że stanie się jego kolejną zdobyczą, zwłaszcza, gdy usłyszał od Szczurka aprobatę.
Kobieta błyskawicznie zapomniała o istnieniu Genga, kiedy tylko swoją bajerę rozpoczął Kim. Shi Yuan był wniebowzięty widząc, jak kolega zaciąga tancerkę do pokoju. Teraz musiał jedynie trochę upić Hankyunga i już teoretycznie należał do niego.
- Zdrówko! - Szczurek podał kieliszek przyjacielowi, który spojrzał na niego z zawodem i szybko opróżnił naczynko.
- Ona miała być moja! Ja ją sobie upatrzyłem i zaklepałem! - powiedział pełen wyrzutów z miną skrzywdzonego chłopczyka Chińczyk. Był tak zajęty użalaniem się nad sobą, że w ogóle nie zauważył, jak zbliża się do niego Siwon…no space! Stykali się ramionami, lecz on tego nie czuł w przeciwieństwie do magnae starającego się za wszelką cenę nie zwariować i powoli, na spokojnie podejść kochanka.
- Tym razem ci się nie udało, co za strata. - nabijał się Siwon - Daruj, jedna na 100 dziewczyn może cię…nie chcieć. - i tu sam zdetonował minę!
- „Nie chcieć"! Ona po prostu… - brak argumentu - nie wie, co traci! Jak można mnie zostawić dla Heechula! Ej, czy ja wyglądam gorzej niż on, coś ze mną nie tak! - zwrócił się oburzony do kumpla. „Gdybyś, ty pajacu, wiedział, co masz w sobie! Gdybyś chociaż na chwilę otworzył oczy!"- pomyślał Choi. Tak bardzo chciał stać się kimś więcej dla hyunga, był pewien swoich uczuć, tak, nie mógł tego ukrywać, lecz dlaczego on jest taki nieczuły! Zna go dobrze, są najlepszymi przyjaciółmi, nie byłby w stanie się nim zabawić, na pewno…a jednak… To musi się zmienić, magnae nie wytrzyma, zwłaszcza, gdy Geng wyjedzie.
- Może ona zwyczajnie nie jest ciebie warta. - powiedział wstrzymując wszystkie swoje emocje i polał do kieliszków. Po chwili podeszli do pijących Sungmina i Leeteuka. Mężczyźni byli już nieźle wstawieni, rozkładali się na kanapie gadając coś bez składu.
- SiHan! Chodźcie, siadajcie! - krzyknął wymachując rękoma jak kleptoman zamknięty w pełnym magazynie Park - Nie uwierzysz, normalnie mamy kolejną parę! - odezwał się tym razem do Sungmina, który natychmiastowo otrzeźwiał odrobinę i niesamowicie się zainteresował - No, w Walentynki widziałem…oni… - wyszeptał koledze na ucho, a ten usłyszawszy wieści zrobił wielkie oczy i z niedowierzaniem spojrzał na stojących nad nimi przyjaciół. Nagle zerwał się z sofy i przyciskając dłoń do ust wybiegł z prędkością światła do toalety.
- Chyba nie spodobał mu się wasz paring, przykro mi. - wytłumaczył parze Jungsu i przechylił butelkę wódki, ale długo jej nie potrzymał, bo zaraz wyrwał mu ją Hankyung sam się nią zajmując. Szczurek usiadł obok i we trójkę przyglądali się, wciąż adorującym się nawzajem Eunhyukowi i Donghae.
HyukJae popchał właśnie Lee na rurę i zjechał, dotykając jego całe ciało dłońmi, na kolana, następnie podniósł się kręcąc przy tym ponętnie tyłkiem. Donghae położył na nim ręce i teraz oboje zniżyli się przywierając do siebie namiętnie wargami. Jeden Stwórca wie, co oni wyprawialiby dalej, gdyby nie wkroczenie Henrego do akcji. Młodzik wskoczył na platformę i zaczął tańczyć…tak, to chyba był taniec… Rytmicznym krokiem przeszedł w koło EunHae, którzy odsunęli się na bezpieczną odległość…może to zaraźliwe? Henry już miał zaszpanować swoimi umiejętnościami striptizerskimi, kiedy obsunęła mu się noga. Mimo jego starań, wymachiwań rękoma, upał na podłogę. Przez chwilę wszyscy zamarli, każdy chciał się rzucił na pomoc, lecz nikt nie był w stanie…za dużo %. Sekundy leciały jak minuty, w pomieszczeniu zdawało się ciągle słyszeć głośne dudnienie po uderzeniu, chociaż w rzeczywistość głośna muzyka wszystko zagłuszała. Chłopak wciąż się nie pokazywał. W końcu ktoś do niego podszedł, chyba Shindong. Przeraził się, jak zobaczył leżącego na podłodze nieruchomego przyjaciela. Chciał spróbować ocucić go klapnięciem w twarz, kiedy ten zerwał się jak nowo narodzony i rzuciwszy coś niezrozumiale znowu zaczął wywijać swoje dzikie pląse z butelką alkoholu w dłoni. Każdemu obecnemu kamień spadł z serca, mimo braku świadomości co po niektórych jednak się martwili.
- Jeśli komukolwiek cokolwiek się stanie, to zwalę winę na was, to wasz pomysł z tą zabawą. - zażartował Geng zwracając się do uchlanego, ledwo trzymającego się Parka. Wiedział, iż lider w ogóle go nie słucha, a nawet jeśli tak, to pewnie w obecnej chwili zdolności jego mózgu były zbyt ograniczone, by coś zrozumieć. Upity wydobył z siebie tylko ciche jęknięcie, po czym usunął się jak zabity na oparcie kanapy.
- No to jeden odpadł, kto kolejny? - rozglądnął się żartobliwie po salonie Siwon, próbował jakoś nawiązać kontakt z olewającym go przyjacielem. Chińczyk nie odezwał się ani słowem. Nie miał pojęcia jak teraz rozmawiać z magnae. To durne posunięcie w Walentynki przekreśliło ich dobre, normalne stosunki. Czy musieli sobie wszystko tak komplikować, no po co? Han sączył wciąż wódkę z zamysłem stracenia świadomości, chciał odlecieć, nie myśleć o odejściu z zespołu, powrocie do domu…rozstaniu z Shi Yuanem. Bolało go serce, czuł jakby rozrywało się na pół. W rzeczywistości tak było, w końcu ogromną część siebie, swojego życia zostawi w Korei pomiędzy chłopakami.
Szczurkiem targały w tej chwili podobne emocje, chociaż on miał wrażenie, jakby całe jego jestestwo nagle zaczęło obumierać. Patrzył na całujących się i obmacujących mężczyzn na platformie, i przypominał sobie cudowny dzień…dzień, w którym naprawdę poczuł się chciany…kiedy pokochał. Wzdychnął głośno, wstał i ruszył na taras. Musiał zaczerpnąć świeżego powietrza, atmosfera między nim a hyungiem tężała. Nie odwrócił się w obawie przed tym, że zobaczy…no właśnie, nic nie zobaczy. Zero reakcji ze strony ulubieńca. Jednak nie miał racji, może gdyby wtedy jednak spojrzał za siebie, sprawy potoczyłyby się inaczej. Geng odprowadzał go wzrokiem ze smutkiem i utęsknieniem zrodzonym na samą myśl o rozstaniu. Z jednej strony coś nienaturalnego ciągnęło go do Siwona, lecz z drugie mocno trzymała go moralność, etyczność (ble ble)! Sądził, iż ignorancja i udawanie, że mu nie zależy, załatwią całą sprawę, ale sam pogrążał się coraz bardziej. Starał się znaleźć w sobie źródło tego uczucia, jakie powstało w nim w stosunku do magnae. Byłoby mu łatwiej, gdyby jeszcze dokładnie wiedział, co siedzi w jego sercu, lecz te emocje zdawały się być nieznane, nigdy dotąd nie spotkał się z czymś takim. Takie trudne do zdefiniowała i tworzące tak wiele perturbacji.
Szczurek zniknął właśnie za zasłoną drzwi tarasowych. Hankyung toczył zaciekłą bitwę w swojej głowie z myślami. Co sekundę zmieniał zdanie: „Pójdę. Nie pójdę!". W końcu wstał i po długiej chwili zastanowienia ruszył za Siwonem. W tle leciał „This Moment". W uszach chińczyka brzmiał jak determinujący głos dodający otuchy, tak, za moment rozmówi się z Shi Yuanem, ostatni raz, porządnie. Dotychczas bijące mu jak oszalałe serce, teraz uspokoiło się i nabrało silnego, dudniącego rytmu.
- QMi! - krzyknął z przerażeniem i lekkim obrzydzeniem Siwon zobaczywszy parę na tarasie… Zhou Mi leżał na drewnianym ogrodowym fotelu z mocno zamkniętymi oczami i grymasem twarzy wyrażającym niesamowitą przyjemność w połączeniu z potęgującym ją bólem. Z lekko rozchylonych ust wydobywały się stłumione stęknięcia. Po jego nagim torsie jeździły wbijając pazury dłonie kogoś poniżej. Zza zakrywającego go stołu wystawały jedynie ciemnobrązowe włosy unoszące się i opadające z zawrotną prędkością. Szczurek nie potrzebował rozmyślać nad tym kto to…zbyt oczywiste. Wszelkie wątpliwości rozwiało głośne, zwierzęce, pełne żądzy warknięcie i zachowanie Miego. Chińczyk rzucał samogłoskami wniebogłosy łapiąc się za włosy…dobrze, że ich sobie nie powyrywał (był tego bliski). Jego oczy zmieniły się w maleńkie szparki. Przygryzał ciągle wargi, kiedy tylko nie darł się jak opętany. Tego akurat Szczurek nie dostrzegł, ale z ust mężczyzny popłynęła cienka strużka krwi. Ciemnowłosa głowa zmniejszała już tempo, a Zhou cichł.
Wtedy na taras wszedł pewny siebie Hangeng. Od razu mina mu zrzedła, gdy ujrzał całą tę scenę i…wyprostowanego dumnie Kyuhyuna z cieknącą mu z ust białą cieczą. Magnae całkiem naturalnie, bez żadnej krępacji wytarł się o rękaw, wstał i rzucił ubrania Miemu. W innych okolicznościach wydarłby się na przeszkadzających, może nawet jego kochanek musiałby go trzymać, by nikomu nie zrobił krzywdy, lecz był wtedy zbyt upojony rozkoszą, jaka wciąż rozchodziła się po jego całym ciele.
Nie wiadomo kiedy wyszli oboje, a Shi Yuan z Gengiem stali dalej jak słupy z rozdziawionymi gębami i wybałuszonymi oczami. Spojrzeli na siebie każdy z pytaniem niedowierzania w oczach. W końcu ciszę przerwał Hankyung:
- Czy…ty…widź…to… - wybełkotał niezwięźle przełykając głośno ślinę. Przyjaciel nie odpowiedział, więc hyung klepnął go lekko w policzek. Szczurek dalej nie reagował. Geng zamachnął się, by przywalić ocucająco magnae, lecz ten zatrzymał jego rękę w połowie drogi.
- Widziałem… - powiedział ledwo słyszalnie Shi Yaun i oblizał wargi, jakby zgłodniał. Koledzy patrzyli na siebie głupawo. W końcu wrócili do rzeczywistości i usiedli przy stole. Spoglądali na fotel jakby był jakimś symbolem grzechu, alegorią erotyzmu. W sumie w ich głowach nic specjalnego się nie działo, po prostu bardzo się zdziwili, ponieważ jeszcze nigdy nie widzieli KyuMi w akcji, owszem, słyszeli o ich wybrykach, lecz do tej pory osobiście nie przyłapali kochanków na gorącym uczynku. Hangeng oparł się dłonią o podbródek starając sobie przypomnieć, po co to on też tutaj przyszedł. Miał już się odezwać, chociaż nie wiedział, co powiedzieć, lecz ubiegł go Siwon.
- Poczekasz na mnie jutro? Muszę odebrać mamę ze szpitala. - Geng nawet nie patrzył na niego. Wzrok miał wlepiony w stół - Proszę cię jako przyjaciela. - Hankyung podniósł oczy na przyjaciela wciąż milcząc. Nie chciał kończyc tego, jak zaplanował, ale nie widział innego wyjścia. Szczurek prosił o pożegnanie, lecz tak naprawdę kryło się za tym coś innego, a Chińczyk już podjął decyzję. Wiedział, że jeśli się nie zgodzi, to magnae i tak jakoś go dopadnie, obmyśli sposób, by zdąrzyć, dlatego musiał go zaskoczyć.
- Tak, jasne, poczekam, ale będziesz musiał się pospieszyć, bo o 12 wyjeżdżam na lotnisko. - poinformował opanowany Geng. Siwon przytaknął i na tym rozmowy się skończyły. Siedzieli w ciszy jeżdżąc palcami po blacie. Nagle Hankyung wstał, podszedł do przyjaciela i pociągnął go do siebie, by ten wstał. Shi Yuan cieszył się na same podejrzenie, co zamierza jego ulubieniec. Chińczyk bez pardonu pocałował magnae obejmując go jednocześnie za szyję. Szczurek położył dłonie na sylwetce kochanka. Ich języki ocierały się o siebie zgodnie, wargi wbijały się w siebie zdecydowanie. Każdy z nich czuł gorący oddech drugiego. Serca omal nie wyskakiwały im z klatek. Siwon wsunął ręce pod koszulkę hyunga i dotykając jego skóry wywoływał u niego przyjemne drgawki. Magnae nie zamknął oczu, chciał patrzeć na zmieniającą się twarz Chińczyka. Jak wszystkie zmartwienia odchodzą w cień i ujawnia się skrywana zaciekle chęć uwolnienia. Hankyung oblizał wargi partnera i odsunąwszy się odrobinę dał mu całusa w policzek, po czym próbował wyzwolić się z jego objęć. Shi Yuan jednak nie miał w planach tego, co on. Trzymał go z całej siły i zbliżył się, by ponownie złączyć ich usta, lecz niestety usatysfakcjonowany już hyung położył mu na wargach dłoń i agresywnie oraz ostrzegawczo wysyczał:
- Puść! - Szczurek nie mógł z nim walczyć, zmuszać go do czegoś, czego chyba tak naprawdę nie chciał. Zabrał swoje ręce, a mężczyzna zwyczajnie wyszedł.
„Teraz będzie mi łatwiej, przykro mi, Shi Yuan." - pomyślał Geng przekraczając próg.
