Poruszał nogami, jak najszybciej potrafił. Normalny człowiek po chwili takiego wysiłku padłby, ale nie on. Nie w takiej sytuacji. Wiatr rozwiewał jego włosy wpadając między każdy kosmyk. Wysuszone oczy zaczęły łzawić, a ze szczypiące gardła wydobywał się głośny charkot. Tors podnosił się i opadał w zatrważającym tempie. Język bezskutecznie starał się nawilżyć popękane usta. Każdy kolejny krok stawał się dłuższy. Zimno późnego wieczora nie ruszało jego rozgrzanego ciała. Strumienie potu spływamy mu po twarzy, irytująco łaskocząc dochodząc do szyi. Mokra koszulka przykleiła się do jego klatki piersiowej denerwując go jeszcze bardziej, ograniczając swobodę ruchów. Poluzowany but zsuwał się powoli ze stopy, a włosy lepiły się do czoła zasłaniając przy okazji oczy. Znalazłszy się przy schodach prowadzących do głównego wejścia budynku, przyspieszył przekraczając możliwości ludzkiego organizmu. Zaplątując się we własne nogi stracił równowagę i z hukiem upadł ledwo unikając roztrzaskania głowy. Od uderzenia aż ukazały mu się mroczki, a mająca dość bliskie spotkanie z betonem szczęka odrobinę zabolała, jednak nie tracąc ani sekundy podniósł się na rękach lekko chwiejąc i nie zwracając w ogóle uwagi na przyglądających mu się ludzi popędził dalej. Dopadłszy klamkę drzwi, energicznym pociągnięciem chyba nadwyrężył sobie bark, ale co tam. Wskoczywszy do środka, nie przejmując się innymi obecnymi, pobiegł na schody. Przeskakując co drugi zdał sobie sprawę, iż jego ciało zaczyna już odmawiać posłuszeństwa, lecz nie miał czasu na odpoczynek. To byłoby samolubne, dlatego wycisnął z siebie marne resztki dochodząc do drugiego piętra. Niestety przy dużym, oszklonym wejściu z wielkim, widniejącym nad napisem „ostry dyżur" zatrzymała go jakaś bezduszna pielęgniara. Na początku kompletnie ją olał, puszczając mimo uszu jej wrzasko – piski, ale gdy pociągnęła go za T- Shift będący jego drugą skórą przez samo wycieczenie przystanął.

- Pan żartuje myśląc, że pozwolę panu w takim stroju tam wejść - jej głos ranił uszy, a te w dodatku wyczulone po prostu krwawiły. Pozostawmy bez komentarza jej wygląd… oczy bolały.

- Ale ja muszę. Siwon… tam… ja… - z każdym kolejnym słowem, wdechem gardło coraz bardziej wysiadało, na koniec całkiem uniemożliwiając wydobycie jakiegokolwiek dźwięku. Na przemian oddychający to przez usta to przez nos, starając się ulżyć płonącemu wnętrzu, Chińczyk oparł się obolałymi rękoma o ugięte kolana. Cudem w ogóle stał na niekontrolowanie trzęsących się, jak z waty nogach. Podniósłszy ostatkiem sił głowę spojrzał zawistnie na karłowatą kobietę, zmniejszająca się jeszcze bardziej pod jego bezlitosnym wzrokiem. Gdyby nie ogień palący mu krtań, powiedziałby, co tak naprawdę myśli. Czująca się pewnie, widząc jego zmęczenie pielęgniarka stanęła, krzyżując na biuście ręce, pod drzwiami. Uważała chyba, że przygryzanie wargi przy takiej pozie efektownie wygląda i owszem, nie myliła się, lecz w jej przypadku tylko upewniało to o jej głupocie.

- Nie… może pani – ból zelżał trochę, ale nadal był nie do zniesienia. Łypiące na nią spod powiek z nienawiścią oczy przeniosły się na coś szybko poruszającego się na drugim planie. Usatysfakcjonowany Chińczyk z drwiną w uśmiechu poszedł wzdłuż korytarza chowając się za rogiem. Kobieta odprowadziła go podejrzliwym wzrokiem zwycięsko strzepując dłonie na koniec.

Zdecydowane jednak zbyt delikatne pociągnięcie nawet nie zachwiało mężczyzną, ale skierowało jego uwagę na średniego wzrostu, pulchną, białą postać.

- Proszę wchodzić –ponagliła go przesympatycznie wyglądająca kobieta ok. 40-stki. Jej szczery uśmiech działał kojąco na roztrzęsionego przez nerwy Hana. Mężczyzna przekroczył próg wąskich, drewnianych drzwi dla personelu – Kogo pan szuka? – jej głos w porównaniu z tamtym skrzekiem był miękki i łagodny.

- Choi Siwo. – Geng spojrzał na nią z nadzieją i błaganiem. Pielęgniarka tylko opuściła lekko kąciki ust, dalej podtrzymując uśmiech i ze współczuciem w oczach wskazała ręką pustą uliczkę. Względnie pustą, bo w jednej z jej odnóg byli prawie wszyscy z SuJu.

Yesung wraz z kłębkiem EunHae siedzieli pod ścianą chowając twarze pomiędzy kolana. Nad nimi stał Shindong przytulający swoją żonę. Bawiąc się jej włosami próbował ją i siebie uspokoić. Za nimi na krzesłach kolejno Ryeowook wycierający właśnie zasmarkany nos chusteczką , równie przybity Henry z kamienną twarzą, gapiący się jakby nieobecnie przed siebie, a obok Kibum przecierający pięściami oczy. W sumie jedynie cisza zdawała się istnieć. Żaden z chłopaków nie był w stanie chociażby zajęczeć. Kompletnie stracili kontrolę nad swoimi organizmami zaprogramowanymi już tylko na płacz.

Zamurowany Han Geng złapany w sidła tej przesiąkniętej rozpaczą sceny, poczuł nagle silne uderzenie w ramię, od którego przeleciał nieprzyjemny prąd, a potem usłyszał, wpierw kilka niecenzuralnych wyzwisk pod swoim adresem, po czym:

- Widzisz, co narobiłeś? Gratulacje! – rozwścieczony jak rzadko Kyuhyun wymachiwał w jego kierunku rękoma, wyciągając zachłannie palce z zamiarem rozszarpania go. Dobrze, że Mi był w pobliżu i w ostatnim momencie, ratując Genga przed niechybną śmiercią, złapał swojego kochanka. Cho jednak nie ustępował, wyrywając mu się z objęć wciąż wymyślając groźby dla Hana. Po chwili jego ton drastycznie się zmienił z pełnego agresji krzyku, żądnego własnoręcznego załatwienia całej sprawy w przerywany głośnymi pociągnięciami nosem szloch pełen niezrozumienia oraz żalu. Chińczyk pierwszy raz widział, by magnae płakał z takim przejęciem. Łzy wylewane podczas ich pożegnania wydawały się sztuczne w porównaniu z tymi. Dolna warga Kyu drżała, a strumyki wody łączyły jego szklane, zaczerwienione oczy z opuszczonymi kącikami ust. Zhou Mi świadom tego, jak zaskakującym przez co dołującym widokiem musi być roniący strugi łez Kyu, ale także z czystej troski i miłości, odwrócił go w swoim kierunku, pozwalając mu wylać z siebie wszystko na jego tors. O dziwo Mi jakoś się trzymał… chociaż na pewno były to tylko pozory.

-Co tu się dzieję? Słychać was na całym oddziale – bardzo cicho spytał Kangin przytrzymując w pasie Jungsu. Teuki wyglądał najgorzej ze wszystkich. Ciemne wory pod przekrwionymi oczami, opadnięte powieki, przetłuszczone włosy, ułożone każdy w inną stronę, kurze łapki w kącikach oczodołów i spękanych do krwi warg. Blada, niewiele różniąca się od śnieżnej ściany, twarz. Hyung załamałby się pod ciężarem własnego ciała, jeżeli nie trzymałby go Kangin. Po jego minie, widać, nie na żarty przejęty stanem przyjaciela. Geng nadal nie znając szczegółów doskoczył do wykończonego lidera prosząc o wytłumaczenie. Park opowiedział mu wszystko, przynajmniej tyle, ile sam usłyszał i widział, a potem opadł na zwolnione prze Henrego krzesło. Kangin nie odstępował go choćby na krok.

- Lekarze mówią, że założyli Siwonowi szwy na wątrobie i woreczku żółciowym. Pod warunkiem, że nie wystąpią żadne komplikacje powinien jutro się zbudzić.

- A co jeśli nie? – szeptem, by nie zapeszyć odezwał się do lidera roztrzęsiony i wciąż nie dający wiary w to wszystko Hankyung.

- Nie chcę myśleć co, jeśli nie… – urwał Park zatapiając spojrzenie w złączonych, z kucającym przed nim Kanginem, dłoniach. Po tych słowach wybuchła nowa fala ryku zdesperowanego zespołu. Geng stał przyklejony do podłogi. Przed oczami przeleciało mu całe jego życie, jakby zaraz miało się skończyć… bez Szczurka to tak jak umrzeć. Nie miał pojęcia, cóż z sobą począć. Usiąść jak reszta i czekać na samoczynny przebieg wydarzeń – to nie dla niego. Musiał coś zrobić. Tylko co? Bezradność go zabijała. Choć był świadom, iż niczego tym nie wskóra i tak, dowiedziawszy się od Leeteuka, w którym pokoju leży Shi Yuan, poszedł w jego kierunku, a raczej posunął, ponieważ natłok wydarzeń pozbawił go wszelkiej energii. Przez przejęcie i bitwę z myślami nie zauważył, kiedy Kangin ostrożnie zawrócił nim, i usadowił przy skomlącym Yesungu.

„Co ja zrobiłem? Jaki ze mnie kretyn! Boże, to moja wina, błagam, zaopiekuj się Siwonem. Spraw, aby wyzdrowiał. Zajmij się mną, jeśli chcesz, ale niech on się obudzi. Ja powinienem oberwać za swoją durnotę! No dobra… zakochał się we mnie? Ale czy od razu musiało to spieszyć naszą przyjaźń na całej linii? Proszę, nie zabieraj mi go. To moja wina, moja wina… moja… Z czegoś na granicy jawy, a snu wyrwał go czuły uścisk. Przez chwilę miał nadzieję, że to ciepło bijące od bliskiego ciała należy do Szczurka, lecz zawiódł się otworzywszy oczy i ujrzawszy Jungsu. Klęczącego przed nim Jungsu, nie płaczącego już, bo nawet on ma limit, co do rozlewania łez. Coraz bliżej było mu do trupa niż żywej osoby. Wcisnąwszy się między nogi Chińczyka objął go pod pachami kładąc głowę na jego klatce. Han pragnąc miłości, opieki, poczucia bezpieczeństwa przycisnął do siebie lidera wycierając mokre poliki w jego szyję. Nawet sen nie potrafił zatamować łez. Han zaczął sobie przypominać, jak cudownie było mu przy Shi Yuanie, jego objęciach, czysto przyjacielskich, ale mimo to wiele znaczących. I to ich szaleństwo w Walentynki. Jeszcze nie czuł się aż tak szczęśliwy jak tego dnia. Oddałby wszystko, by tylko móc to powtórzyć, lecz tym razem należyty sposób.

- Każdy z nas się nie popisał. Staliśmy bezczynnie zamiast wam pomóc. Wstyd mi. – liderowi udało się w końcu zapanować nad sobą, ale zapewne nie na długo.

- Nie… to tylko m-moja wina – magnae nadaremnie próbował zatamować łzy przyciskając oczy mocno do kołnierza kolegi.

- Nie osmarkaj mnie – zaśmiał się cichutko Park rozluźniając atmosferę. Skutecznie. Wbrew niechęci Chińczyka jednak się uśmiechnął, lecz nadal nie odrywał się od przyjaciela.

- Bo będę zazdrosny.

Mężczyźni podnieśli głowy patrząc na stojącego nad nimi z butelką wody Kangina. Hyung natychmiast się do niej dorwał i na raz wyżłopał połowę. Wtedy dopiero Han zauważył, iż poza ich nimi nie ma na korytarzu nikogo innego. Kangin dostrzegłszy jego zdziwienie wyjaśnił, że reszta nie mogła zostać, a w jakiś wyjątkowy sposób udało się Jungsu namówić lekarzy, aby zgodzili się na przenocowanie w szpitalu aż ich trzech. Był środek nocy. Nie dało się wytrzymać wszechobecnej senności, która nareszcie dopadła także ich.

- Proszę pana… proszę pana… - przyjazny, łagodny głos dobiegał zza mgły sny. Gładka, mała dłoń wolno poruszała jego barkiem. Gdy podniósł ciężkie powieki ujrzał przed sobą zarażającą wesołością pielęgniarkę podającą mu plastikowy kubeczek z aromatycznie pachnącą kawą. Wyciągnąwszy rękę spod koca. Koca? Sięgnął po gorący, pobudzający napój.

- Dziękuję – kobieta odpowiedziała mu zatroskanym uśmiechem – Pani nigdy nie opuszcza tego szpitala? – cichy chichot wydobył się z wnętrza tej radosnej 40-latki trzęsąc uroczo jej ramionami.

- Kocham swoją pracę, kocham opiekować się ludźmi – wskazując pod krzesło, na którym siedział Han odbiegła od tematu – Jakiś – przyłożyła palec do warg rozmyślając nad doborem słów – kobieco wyglądający pan, przyniósł panu torbę z ubraniami. W razie czego toaleta jest na końcu korytarza po lewej. Koc proszę zostawić na siedzeniu – ostatni raz raczyła Chińczyka ciepłym, szczerym spojrzeniem. Geng rzucił jeszcze szybko pytanie, gdzie SA jego przyjaciele, a pielęgniarka robiać pocieszny piruet krzyknęła: „W bufecie!". Mężczyzna wypiwszy kawę wyrzucił kubeczek do kosza i po starannym złożeniu koca, udał się do łazienki, a następnie na poszukiwania kolegów.

Kangin z Teukim siedzieli w rogu jadalni łapczywie wcinając śniadanie. Parkowi oczy zaszły łzami, kiedy dostrzegł kroczącego w ich stronę zmarnowanego Han Genga.

- Wiadomo coś? – Chińczyk z trudnością przełykając gulę ściskającą mu gardło zwrócił się do lidera zajmując miejsce obok niego na rogówce.

- Nie… i doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu czekanie tutaj, więc pojedziemy do domu. W razie czego lekarze do nad zadzwonią – powiadomił Kangin wyręczając z tej nieprzyjemności Jungsu przypominającego kupkę gruzu. Hankyung był trochę zaskoczony decyzją przyjaciół, lecz nie chciało mu się z nimi kłócić, nie w takim stanie, poza tym mieli rację. Poprosił ich, by chociaż pozwolili mu na zobaczenie Siwona, jeśli oczywiście doktor wyrazi zgodę. Mężczyźni świadomi bólu z jakim się męczy pokiwali głowami na tak bojąc się, iż jakiekolwiek słowo mogłoby wywołać nowy napływ smutku. Po posiłku, którego w ogóle nie ruszył Geng, mimo błagań Parka, chłopcy poszli pod salę, w której leżał Szczurek. Akurat się złożyło, że wychodziła z niej para lekarzy.

- Co z nim? – od razu doskoczył do nich Han ze strachem w oczach. Mężczyźni po chwili kręcenia nosem i wymianie spojrzeń rzekli w pełni opanowani:

- Bez zmian, ale ma jeszcze czas. Jeżeli chcą panowie go zobaczyć, proszę poczekać aż wyjdzie ta… jego dziewczyna i możecie wchodzić tylko na krótko – nie reagując na zdziwienie zamurowanych słuchaczy poszli sobie.

- Dziewczyna? – zdumiony, zarazem wkurzony Chińczyk łypnął wzrokiem na gestykulującego na znak niezrozumienia Leeteuka.

Hankyung nacisnął zimną klamkę. Z zamkniętymi oczami wszedł do sali. Nawet po usłyszeniu charakterystycznego kliknięcia zamykanych drzwi nie podniósł ciążących powiek, przeciwnie mocniej je ściskając. Bicie własnego serca dudniło mu w uszach. Czuł się jakby młot pneumatyczny włączył się w jego klatce. Przerażała go perspektywa tego, co mógł zobaczyć. Rozpatrywał jeszcze opcję wycofania się, ale ciekawość, którą błyskawicznie przeklął, wzięła górę. Przy szpitalnym łóżku na metalowym stołku siedziała atrakcyjna, młoda dziewczyna. Z pozoru wyglądająca niewinnie, lecz jej wzrok… niby zaskoczony, zafascynowany, podniecony, ale z drugiej strony… oburzony i gotowy zabić. Mierzyła Chińczyka gardzącym spojrzeniem. Nie musiała się odzywać, by dać mu do zrozumienia, iż nie jest mile widziany. Jakieś 99,99% kobiet w tym wieku zapewne rzuciłoby się na Genga z piskiem, lecz nie ona. Wredność i przebiegłość to jej drugie imię, a zadufanie w sobie to nazwisko. Otworzyła już usta (pewnie, aby „wyprosić" Hana), jednak on okazał się szybszy.

- Kim pani jest? – drugie słowo ubrał w drwinę oraz odwzajemnił spojrzenie.

- Jestem szczęściarą uratowaną przez Siwonniego – całe to zdanie było tak przesłodzone, że nawet Hankyungowi niedobrze się zrobiło.

- Acha… - Han niezmiernie nią zainteresowany zdążył już zapomnieć, co w ogóle powiedziała – A czy mogłaby pani na chwilę wyjść?

Przez moment stała jeszcze przy Shi Yuanie, chyba czekając na jakieś uzasadnienie… ha! Jej wolno pracujący mózg w końcu zarejestrował wymowny ton i minę Genga, i nareszcie opuściła pokój, w którym od razu temperatura spadła, a promienie słońca znowu wesoło wskoczyły do środka. Chińczyk starał się nie patrzeć na mijającą go dziewczynę, ale niestety mimo wszystko dostrzegł jej morderczy oraz kpiący wzrok. Gdyby zmienić ją w zwierzę, byłaby żmiją.

- SiwON, co się stało z twoim dobrym gustem? – mężczyzna kiwając pytająco głową rzucił do zamykających się drzwi, po czym upewniwszy się, iż nie pozostała żadna szpara podszedł do taboretu z niepokojem na twarzy.

Szczurek leżał bez jakiegokolwiek wyrazu podłączony do przeróżnych urządzeń. Niektóre z nich naprawdę przerażały. Niedoświadczony Hankyung nie wiedział, czy pipkanie oznacza dobrze czy źle, czy kreski powinny latać. Załamany tym widokiem, wziętym z horroru medycznego, wbijając twarz w pościel przykrywającą po same pachy Szczurka, zaczął szlochać. Głośno, nie mogąc dłużej powstrzymywać swych emocji. Znalazłszy poomacku dłoń chorego schował ją między swoje przyciskając do polika. Była trupio chłodna i niesamowicie blada, jakby wszelkie życie z niej uszło… i nie tylko z niej. Chińczyk mając nadzieję na to, że magnae jakimś niewytłumaczalnym trafem go usłyszy lub przynajmniej wyczuwa jego obecność, starał się ułożyć, najpierw w myślach, odpowiednie przeprosiny. Lecz gdy podniósł głowę, by wypowiedzieć je prosto w twarz Siwona nieludzka obojętność bijąca od niej zacisnęła swoje łapska na jego krtani. Obserwując przez zalane oczy leżący przed nim posąg kilkakrotnie otwierał usta, ale za każdym razem mając wrażenie, iż rzecze do, w rzeczywistości, nikogo, rezygnował. Wcześniej, choćby pomyślał o Koreańczyku, czuł jakby ten był przy nim, a teraz, mimo że dzieliła ich znikoma odległość… nie czuł nic.

Han wiedział, ponieważ sam widział, iż przyjaciel żyje, jednak brak tej aury towarzyszącej mu zawsze przed wypadkiem dawała odczucie nicości, jakby jego dusza uleciała. Hyung wszelką swą siłę przeznaczał na ściskanie bezwładnej dłoni magnae błagając niemo o chociaż najmniejsze jej drgnięcie. Niestety każda kolejna sekunda zawodziła go coraz bardziej.

Usiadł na skraju łóżka i położył rękę, gorącą w porównaniu z lodowatą skórą nieprzytomnego, na jego poliku delikatnie gładząc palcami jednocześnie wciąż splątując ich dłonie. Całym sobą panicznie szukał, oczekiwał jakiegokolwiek znaku od kochanka. Siedział tak zaledwie kilka minut, a na błękitnej pościeli zdążyła już powstać mokra plama, nad którą wisiała bezradnie opuszczona głowa Chińczyka. Nadal nie czując niczego od ciała jak również bicia własnego serca , zaciskając do bólu powieki i zęby, wycedził ujawniając wszystkie kotłujące się w nim cierpienie:

- Wo ai…

Drewniane drzwi otworzyły się na całą swą szerokość, a w przejściu w rozkroku stała niska… Znowu ona.

- Już? Zaczęłam się martwić o Siwonniego .

Bezczelność tej dziewczyny, dokładnie widoczna w jej postaci, nie znała granic. Robiąc z ust coś na kształt poirytowanego i zniecierpliwionego kaczego dziubka oparła się o framugę. Han nie mając humoru na dziecinne konfrontacje z tą gówniarą ostrożnie położywszy trzymaną rękę wyszedł potulnie z sali nie podnosząc wzroku. Na korytarzu natychmiast podbiegła do niego dwójka przyjaciół. Wnioskując z tego, że znowu Kangin odezwał się informując, iż przed szpitalem czeka Heechul samochodem, uznał ,że lider ciągle nie może się zebrać. Na koniec do uszu Genga doszedł stłumiony głos pulchnej pielęgniarki wypominającej jakiejś kobiecie jej skandaliczne zachowanie.

Kyuhyun niezdarnie, nie do końca pewny swoich czynów, kroił ser w plasterki. Jeśli centymetrowej grubości prostokąty można tak nazwać… Co chwilę dało się słyszeć ciche marudzenie pod nosem i uderzenia noża o drewnianą deskę.

Geng zszedł właśnie ze schodów i zatrzymał się gwałtownie na widok zdenerwowanego Kyu dzierżącego ostre narzędzie w dłoni. Po zauważeniu, że magnae chyba nie ma złych zamiarów, tylko próbuje zrobić kanapki (tak w ogóle ciekawe komu, bo dla siebie już dawno by skończył, wtedy umie gotować, ale dla kogoś innego… No tak.. Mimi…) podszedł do kolegi.

- Pomóc ci? – Chińczyk patrząc z przerażeniem na ręce kumpla chciał zabrać mu nóż, ale po usłyszeniu złowrogiego warczenia błyskawicznie się cofnął – Kui Xian? – Koreańczyk traktował Genga jak powietrze.

-Nie zwracaj na niego uwagi. Przejdzie mu – głos lidera dochodził z salonu, aż mężczyzna znalazł się tuż obok przyjaciół. Położył pocieszająco dłoń na barku załamanego Hana, w trakcie, gdy Cho wychodził już z kuchni. Park widząc, jak ignorancja magnae ruszyła Chińczyka, otworzył przed nim ramiona, w które ten od razu się schował.

-Wszyscy tak mnie znienawidzą, jeżeli Siwon się nie obudzi – mówił przez łzy wtulając twarz w Jungu.

- Nieprawda. Przecież nic nie zrobiłeś. Uspokój się – hyung gładził roztrzęsionego kumpla po głowie. Łagodnością głosu, cichutko szepcząc do ucha starał się pomóc mu zapanować nad nerwami, kiedy sam był niedaleki rozpaczy.

Nagle Geng poczuł, jak lider odsuwa się od niego ustępując komuś miejsca. Gdy podniósł głowę, mimo zalanych oczu dostrzegł zawstydzonego Kyu. Magnae przytulił go do siebie jak wcześniej Teuki.

- Przepraszam. – Cho dobrze maskował swoje uczucia. Zawsze doskonale utrzymywał niewzruszony ton, lecz trudniej było ze łzami, które teraz moczyły bluzę wtulonego w niego przyjaciela.

Han został w domu kompletnie sam, mimo otrzymania paru propozycji od kumpli. Obowiązki ich wzywały, a on nie chciał nikomu przeszkadzać. Wczoraj Shi Yuan miał się zbudzić. Lekarze mieli zadzwonić, ale telefon milczał. Hankyung już zeszłego wieczoru chciał pojechać do szpitala po tym, jak omal nie zemdlał. Tym razem przegrał z przemęczeniem ,ale następnym się nie da. Po zjedzeniu szybkiego śniadania wyskoczył przed dormitorium czekając na zamówioną taksówkę. Szkoda, że zamykając dom nie usłyszał dzwoniącego telefonu.

Korytarz ciągnął się w nieskończoność, jednak i tak Geng nie napotkał po drodze żadnego lekarza. Nie przejęło go to za bardzo, bo jeśli zechciałby uzyskać jakieś informacje, sam by ich znalazł, poza tym jeżeli coś by się działo, zostałby powiadomiony, więc sytuacja nie uległa zmianie. Och jakże się zdziwił, gdy otworzywszy drzwi do sali Siwona ujrzał siedzącą, jak podczas pierwszego spotkania, dziewczynę o kruczoczarnych włosach… lecz nie ona go tak zaskoczyła. Na łóżku z minimalnie podniesionym zagłówkiem leżał Shi Yuan. Patrzący na niego, z bezgranicznym zachwytem oraz wyraźnie zadowalającym go zaskoczeniem, Shi Yuan. Han nie mógł uwierzyć. Chciał wejść do pokoju ponownie sadząc, że nawiedziły go omamy, ale paraliż objął całe jego ciało. Nie zwrócił nawet uwagi na krwiożercze spojrzenie kobiety zbyt zaabsorbowany wpatrywaniem się w uśmiechniętą, ukochaną twarz. Tak długo nie widział tej szczurzej mordki. Sam stał z opadłą na podłodze szczęką w dodatku szeroko wygiętą z radości, co wyglądało komicznie. Jeszcze te skaczące, błyszczące się gwiazdeczki w oczach. Jedynie jedna z obecnych osób nie okazywała pozytywnych emocji (chociaż dla niej nienawiść i pragnienie morderstwa to coś dobrego). Emanująca od niej złość nie pozwalała chłopakom gapić się na siebie spokojnie, więc magnae delikatnie kładąc na jej dłoni swoją, łagodnym tonem zdradzającym mimo wszystko niepohamowane szczęście, poprosił ją o wyjście. Dziewczyna wpierw spiorunowawszy chorego obrażonym wzrokiem wyszła głośno zatrzaskując za sobą drzwi. Oczywiście nie obeszło się bez niemych pogróżek skierowanych do Chińczyka, ale ważne, że poszła.

Hyung otrząsnął się trochę i podszedł do łóżka nie spuszczając z oczy kochanka także bezustannie na niego patrzącego. Chciał z nim porozmawiać, lecz wstydził się otworzyć usta z jednej strony przez świadomość o swojej winie, a z drugiej, bo Szczurek zwyczajnie go onieśmielał. Dość długo się nie widzieli, więc zdążyła pojawić się mała krępacja. Owszem, nie zdarza się coś takiego normalnym przyjaciołom… no właśnie, normalnym.

- Jak się czujesz? – zdławionym głosem, cichutko spytał Geng spuszczając wzrok.

-Nie najlepiej, ale też nie najgorzej – podobnie odpowiedział magnae nadal obserwując kolegę.

Uważał, że już nigdy go nie ujrzy, a tu proszę. To była najwspanialsza rzecz, jaką mógł dostać od losu. Z pełną uwagą skupiał się na każdym szczególe wyglądu hyunga, dlatego posmutniał ,kiedy dostrzegł ciemne wory pod oczami, spękane, blade usta i zmizerniałą sylwetkę. Zaczął już planować, że zajmie się nim, gdy opuści szpital, ale niepewien przyszłości szybko zszedł z tego tematu. Liczyło się, iż Han był ,stał obok.

- Obchodzi cie to? – głośniej, lecz z górą obaw Koreańczyk zwrócił się do nierozumiejącego kumpla.

- Co to za głupie pytanie? – poirytowany i lekko oburzony Chińczyk podniósł spojrzenie na leżącego.

- Wcześniej nie okazywałeś specjalnie zainteresowania - ciągnął dalej magnae zniżając ton. Miał zamiar na spokojnie poznać stosunek Hankyunga do niego. Marzył, aby w końcu usłyszeć prawdę, zapewne bolesną, ale wolał ją niż stertę kłamstw. Nie otrzymawszy odpowiedzi znowu sprowokował:

- Wiem, że przyjechałeś do Korei i spotkałeś się z Jungsu.

- Miałem swoje powody, by nic ci nie mówić - „W co on pogrywa?"

- Wtedy nie nadarzyła się okazja na rozmowę ze mną, a teraz tak? – kontynuował Shi Yuan.

- Tak, bo teraz leżysz w szpitalu w ciężkim stanie – hyung z irytacją wskazał machnięciem ręki na chorego. Mimo, że spodziewał się milszego powitania, to po części rozumiał zachowanie Szczurka, sam byłby obrażony na kogoś, kto go okłamał.

- Nagle zacząłeś się martwić. Jakoś wcześniej nie przejmowałeś się mną – oskarżycielko rzekł Choi wlepiając wzrok w dolne oparcie łóżka. W cale nie był zły, gniew opuścił go już dawno, tylko zżerała potrzeba uzyskania pewności o nieodwzajemnieniu swojej namiętności. Jego zdaniem osoba kochająca nie ucieka od miłości, dlatego unikanie go przez Genga stało się idealnym wyrazem uczuć Chińczyka. Racja, kochanie nie jest łatwe, ale na pewno nie da się przed nim ukryć, ponieważ w końcu samo się odzywa, a Han nie mówił nic.

-Wcześniej przecież byłeś zdrowy – coraz mniej pojmując stwierdził Hankyung. Patrzył na bawiącego się nerwowo palcami kolegę marszcząc brwi.

- Tak uważasz, bo ty nie znalazłeś się w takiej sytuacji co ja. Nie wiesz, co to znaczy. –z żalem odparł magnae. Zrobił głęboki wdech. Nie musiał usłyszeć nic więcej. Już wiedział.

- Coś się stało? No powiedz mi, jeżeli tak! – domagał się zdezorientowany hyung siadając na skraju łóżka. Ta rozmowa wydała mu się strasznie nienormalna. Czy Shi Yuan próbuje wmówić mu, że się nie interesował? Przecież każdego dnia myślał o nim, ponieważ nie umiał zapomnieć. Chciał jakiegoś kontaktu? To tylko pogorszyłoby sprawę. Teraz się zobaczyli, bo życie Szczurka było zagrożone, przez co Geng jako przyjaciel nie mógł nie przyjechać, ale przedtem chyba nic się nie wydarzyło. Chyba jednak tak.

- Coś się stało? Skąd mam wiedzieć, skoro milczysz?

Koreańczyk odwrócił głowę w bok. Spoglądał gdzieś w dal za oknem. Tłumaczenie czegokolwiek hyungowi nie miało sensu, więc wolał przeczekać, aż znudzi mu się dopytywanie.

- Dobra, dowiem się od Teukiego – skończył zrezygnowany Geng.

Starał się coś wyczytać z twarzy magnae, lecz nie widział nic poza żalem i smutkiem, których źródła nie umiał się doszukać. Dobra, nie mieli wówczas najlepszych relacji, ale w końcu wciąż byli przyjaciółmi, więc oboje powinni cieszyć się ze spotkania. Jeśli Siwon czuł się zawiedzony, ponieważ jakieś ważne zdarzenie miało miejsce, a Han nic z tym nie zrobił, to niech mu powie, o co chodzi. Przecież wiedział, że Chińczyk o niczym nie miał pojęcia.

- Nie jestem wróżką, nie domyślę się. – huyng przebił ostro powstała ciszę. Szczurek spojrzał na niego załzawionymi oczami proszącym wzrokiem.

- Przestań, proszę. I tak nie zrozumiesz.

- Dziwne, żebym rozumiał coś, o czym w ogóle nie wiem.

- No właśnie, nie wiesz, a jeżeli byś… - magnae podniósł łamiący się głos. Nie powie – Powinieneś wiedzieć, powinieneś…

Chińczyk nie mógł patrzeć na drżącą szczękę przyjaciela. Uciekł wzrokiem nie chcąc dostrzec łez na jego polikach. Łez, które były zagadką. Pragnął pojąć, ale zwyczajnie nie miał co.

- Wytłumacz mi – cicho poprosił hyung latając oczami po podłodze.

- Właśnie się staram, ale ty nie słuchasz. – rzucił oskarżycielko w stronę Hana, którego twarz zasłaniały opadające czarne włosy.

Drzwi do sali omal nie zostały wyrwane przez siłę, która je otworzyła. Do środka z euforią wbiegli Shindong, Heechul i Kibum. Ślepcy nie zauważywszy stanu obu mężczyzn rzucili się na chorego. Z radości prawie go zaduszali, gdy, korzystając z chwili nieuwagi przybyłych kolegów ,Geng wytarł dokładnie mokrą twarz.

Chłopcy zadawali Szczurkowi milion pytań. Han był wdzięczny, że nie interesowali się nim. Stanąwszy za kolegami był dla nich niewidoczny, ale on widział wszystko co najważniejsze – Siwona, który specjalnie dla przyjaciół wygiął usta w sztucznym uśmiechu, jednakże nie zwracającego w ogóle uwagi na ponurego Chińczyka. Mimo czujnego wzroku nie zdołał dostrzec skrytych spojrzeń chorego. Z trójki pozostałych tylko Heechul wraz z Shindongiem dostrzegli niepokojące zachowanie pary. Kiedy wszyscy już ochłonęli usiadłszy, gdzie mogli, w celu przerwania krępującej ciszy odezwał się Donghee.

- Nie słyszałeś telefonu? – pytanie skierował do opierającego się o parapet Genga, wlepiającego beznamiętny wzrok w podłogę. Chińczyk odpowiedział zgodnie z prawdą dopiero po chwili, co dodatkowo dało do myślenia kolegom.

- A wy skąd się dowiedzieliście? – spytał ty razem Han, bardziej by rozproszyć baczne spojrzenie magnae niż z ciekawości.

- Lekarze zadzwonili do Jungsu, a on znowuż do nas, bo sam nie mógł przyjechać.

Hankyung wyglądał tak, jakby kompletnie nie słuchał kolegi. Podniósł na niego nierozumiejący wzrok.

- Teuki dziś prowadzi audycję – wyjaśnił Shindong na co hyung tylko mruknął drapiąc się po czole.

Siwon wracał powoli do zdrowia. Doktor postanowił zatrzymać go w szpitalu przez dwa tygodnie, co było dla energicznego Koreańczyka męką. Jedynie prośby mamy tej prawdziwej i tej przyszywanej sprawiły, że jeszcze nie wyskoczył z łóżka. Pobyt w ośrodku stał się prawdziwą próbą cierpliwości. Zakaz wstawania, kroplówkowa dieta i nudzące już programy w TV doprowadzały go do szaleństwa. Gdyby nie częste odwiedziny konieczne byłoby przeniesienie na oddział psychiatryczny. Na szczęście dzień w dzień ktoś do niego przychodził. Dzień w dzień był to Geng. Szkoda tylko, że nie sam. Zawsze z kimś. Co on boi się przebywać z Shi Yuanem bez osób trzecich? Codziennie także zaglądała do niego Misa. Onieśmielała go jej wdzięczność, ale szybko przyzwyczaił się do niej i chętnie spędzał czas z tą sympatyczną (to chyba jakiś żart) dziewczyną. Wszystko szło dobrą drogą, no prawie wszystko. W sumie, całą radość z obecności najbliższych odbierało mu zamartwianie się Hanem. Tak bardzo chciał porozmawiać z nim ponownie, niestety nie nadarzała się ku temu żądna okazja. Nie potrafił zebrać się na odwagę i po prostu zadzwonić, pomówić z kochankiem o czymkolwiek więcej niż: „Dobrze się czujesz? Tak. OK.", bo nie istniała w jego mniemaniu jakakolwiek inna opcja poza odrzuceniem.

- Mi pojedziesz ze mną do szpitala? – Hankyung stał w drzwiach z miną proszącego psa. W obawie przed kolejną konfrontacją z Siwonem nigdy nie wybierał się w odwiedziny sam. Tym razem wypadła kolej Chińczyka. Zhou wstał z łóżka w towarzystwie miliona gwiazdek oraz ogromnym wyszczerzem. W połowie drogi przyległo nagle do niego ciało magnae.

- Kui Xian, idź spać. Jesteś wykończony – hyung ujął delikatnie twarz partnera w dłonie.

Cho nieprzytomnie patrzył na czule uśmiechającego się do niego mężczyznę, który pozostawiwszy mu na czole słodki pocałunek wyszedł.

Dwójka kumpli szła spokojnie między białymi ścianami. Napięcie w Gengu rosło z każdym krokiem. Kiedy tylko widział Shi Yuana, robił się od razu skonfundowany. Uważał za głupotę unikanie poważnej rozmowy, lecz cóż mógł na to poradzić? Jego myśli be przerwy biły się z sobą. Jedne kazały postawić sprawę jasno i wyznać swoje uczucia, a drugie nadal trzymać je w ryzach. Do tej pory Han nie miał większych oporów przed uciekaniem, ale teraz sprawa wyglądała inaczej. Teraz widział źródło swoich problemów dzień w dzień, w dodatku trzeba było się nim zająć, więc dla ułatwienia przynajmniej nie prowokował dyskusji.

Hankyung pchnął drzwi podnosząc zatroskane spojrzenie i stanął jak zamurowany. Mi dostrzegłszy zamrożenie kolegi zajrzał przez jego ramię do środka.

- Nic złego się nie stało, prawda? – rozpaczliwie szukał potwierdzenia hyung – Prawda? – powtórzył z nasileniem, gdy odpowiedziała mu cisza.

- J-ja nie wiem – zająknął się równie zaskoczony Mi.

Geng cofnął się jak oparzony wlepiając z przerażeniem oczy w puste łóżko. „Wszystko było dobrze. Nie mogły wystąpić żadne powikłania!"

Pielęgniarka rozpoznawszy znajome twarze oraz przyciągnięta hałasem podeszła do przerażonych mężczyzn. Han, gdy tylko ją zauważył, złapał mocno za ramię i błagał samym wzrokiem o wytłumaczenie nie mogąc wydusić ani jednego słowa. Wystraszona jego zachowaniem kobieta zwróciła się do Zhou.

- O co chodzi, chłopcy?

- Nie ma go… W sali powinien być… - nieskładnie wyjaśnił Mi.

- Co? - kobieta aż zapiszczała ze zdziwienia.

Wyzwoliwszy się z uścisku Chińczyka (co nie było łatwe), rzuciła okiem do wnętrza pokoju. Odgoniwszy od kolegów najgorsze podejrzenia, wyjaśniła, że jeśli chory zniknął, a z pewnością nie został zabrany na badania (wiedziałaby o tym), to po prostu uciekł. Rozmowa z lekarzami nie pomogłaby, więc cała trójka rozpoczęła poszukiwania Koreańczyka na własną rękę biegając po całym oddziale (trzeba dodać, że niemałym). Po ok. godzinie naprawdę wytężonej pracy, odpytawszy chyba wszystkich pacjentów oraz personel jak i gości, wrócili tam, skąd zaczęli. Pielęgniarka z wyraźnym oddaniem i przejęciem brzęczała bez przerwy coś pod nosem. Pewnie przypominała sobie te bardziej i te mniej znane kryjówki. Zrezygnowany Hankyung chciał już zaproponować powiadomienie reszty szpitala o zaginięciu jednego z chorych, kiedy to kobieta uderzyła się impetem ręką w czoło (AUREKA!). Nie mówiąc ani słowa, ruszyła w nieznanym dla mężczyzn kierunku, a oni za nią. Zatrzymali się dopiero na końcu oddziału, w małym zaułku przy oszklonych drzwiach. Geng z początku zdezorientowany szybko przyjął postawę rozwścieczonego lwa zobaczywszy na balkonie Shi Yuana z… Misą… Shi Yuana wieszającego swoje ramię na Misie!

Wejście otworzyło się tak gwałtownie, że omal nie wypadły z niego szyby.

- Co to jest? – ryknął wściekły Han o dziwo nie do dziewczyny tylko wybałuszającego oczy Szczurka – Ślepy jesteś? A może mam ci wytłumaczyć, w jakim znajdujesz się stanie? Takich baranów jak ty powinno się do łóżka przywiązywać!

Stojący za poczerwieniałym od złości mężczyzną kobieta z Zhou nawet nie drgnęli bojąc się, że dostaną rykoszetem jedną z wymachiwanych rąk.

- A ty kompletnie postradałaś zmysły? Niech cię choć jeszcze raz zobaczę, a nie ręczę za siebie! – odezwał się w końcu do winowajczyni.

Podszedł do magnae i silnie łapiąc za jego dłoń pociągnął go w stronę wyjścia, aż ten się zachwiał.

Geng pędził nie zwracając kompletnie uwagi na nikogo. Zostawiwszy na balkonie pielęgniarkę z przekonaniem, iż ona porządnie zajmie się nieodpowiedzialną gówniarą oraz nie chcącego wtrącać się do niczego Miego, udał się błyskawicznie do sali Siwona. Musieli odbyć poważną rozmowę… a właśnie tego od tygodnia się obawiał.

Magnae wszedłszy do swojego pokoju od razu stanął pod oknem za łóżkiem, które zapewniało mu jako taką ochronę przed znajdującym się po przeciwnej stronie przyjacielem. Widząc już wcześniej wyraz tej wzburzonej, zarazem zatroskanej twarzy spuścił zawstydzony wzrok. Czekał tylko na długie kazanie.

- Co to miało być, co? Dopiero kilka dni temu ocknąłeś się po ciężkim urazie, po operacji, a ty już łazisz nie wiadomo gdzie i nie wiadomo z kim! Z jakąś dzieciarnią!

- Misa nie jest tak bardzo młoda. Poza tym… - nadal nie patrzył na kochanka, wystarczyło tylko, że czuł, jak go obserwuje.

- Nieważne ile ma lat, ale co ona ci robi? Zamiast trzymać cię w łóżku, gdzie teraz jest twoje miejsce, wyciąga cię na jakieś durne spacery!

Siwon zebrał się w sobie i prosto w oczy odpowiedział z pełnym opanowaniem:

- To mój pomysł, więc odczep się od niej. Ja chciałem nareszcie wyrwać się z ciągłego leżenia. Nie wiesz nawet jakie to nużące. – spojrzenie, jakie napotkał, potrafiło spalić człowieka od środka.

- Broń jej, jasne! – zaklaskał kpiąco Han – Powinienem się domyślić, że to twój pomysł. Nikt inny nie wpadłby na coś tak durnego!

Szczurek poczuł się naprawdę dotknięty tą zniewagą ze strony najbliższej mu osoby. Obróciwszy się do okna zasłonił dłonią usta ściszając szloch w połączeniu z ironicznym śmiechem. Hyungowi pomógł ten moment milczenia. Przetrawiwszy we wnętrzu złość oraz zastanowiwszy się nad swoją głupią ripostą podszedł do przyjaciela i położył mu ręce na barkach.

- Shi Yuan, trzeba było mnie powiedzieć, że chcesz gdzieś pójść. Pomyślałbym nad tym. – jego głos nabrał kwintesencję nuty delikatności i opiekuńczości. Zapomniał już o gniewie, zależało mu teraz tylko na tym, by przeprosić i pocieszyć kumpla. Okrężnymi ruchami kciuków ledwo wyczuwalnie masował go.

- Nie było cię, a Misa akurat przyszła, więc pomyślałem…

- Następnym razem lepiej nie myśl. – palnął bez zastanowienia Geng.

Zdawszy sobie z tego sprawę, przybliżył się do kochanka na tyle, że stykali się ciałami. W pewnym momencie zauważył oraz poczuł ,iż magnae dziwnie się pochyla. Zaszedł go z boku. Cierpiętnicza mina Szczurka przywołała nową falę zmartwień. Ból może nie był tak bardzo mocny, ale podupadły organizm Koreańczyka odbierał go z podwojoną siłą. Hankyung nie wiedząc zbytnio, co zrobić powoli poprowadził go na łóżko. Magnae ściskał się za brzuch. Kiedy hyung miał już zamiar wybiec po lekarza, został stanowczo pohamowany uściskiem dużej dłoni, która załapała za jego przedramię.

- Proszę, nie. Zaraz mi przejdzie. – wycedził przez zęby Choi.

Han pogłaskał go z pełnią czułości po wykrzywionej twarzy. Widząc, że rzeczywiście już odrobinę z nim lepiej postanowił tym razem odpuścić i usiadł na skraju łóżka nie odrywając dłoni.

Po niedawnym wybryku Siwona, Han postanowił nie odstępować go na krok. Kiedy tylko był wolny, natychmiast pędził do szpitala. Nie potrzebował już nikogo do towarzystwa, uznał, że to zbyt dziecinne. Rozmowy dwójki przyjaciół powróciły do normalności, jakby zapomnieli o tym, co zrodziło się kilka miesięcy temu. Chińczyk bezustannie uważnie przyglądał się kochankowi coraz częściej łapiącemu się za okolice wątroby, jednak nic nie mówiącemu. Z trudnością milczał na temat pogorszenia zdrowia magnae, ale jeszcze ciężej było załamać dane mu słowo. Co za cholerstwo zmusiło go do złożenia tej obietnicy? Nie, niech tylko choćby raz Szczurek zaskomli, a bez wahania poleci do lekarzy.

Ostatnie dni były męczące dla Hana. Od rana do wieczora przesiadywał przy Shi Yuanie co, nieważne jak przyjemne, obdzierało z sił. W dodatku nieuporządkowane myśli nie pozwalały przespać nawet jednej całej nocy. Samego Chińczyka to nie interesowało, ale SuJu, a zwłaszcza lider nie był w stanie przyglądać się powolnemu wykańczaniu przyjaciela. Do tej pory wszelkie upomnienia oraz prośby niczym nie skutkowały, więc zespół wręcz siłą zatrzymał go w domu po tym, jak przed południem zemdlał na kilka minut.

Zadzwoniwszy uprzednio do Szczurka, hyung jak klapnął na łóżko, tak przeleżał w nim do następnego dnia. Nie pospał długo, ale ten czas pomógł mu zastanowić się nad kilkoma rzeczami. Mianowicie w końcu spojrzał prawdzie w oczy i dopuścił do świadomości ewentualność zakochania się w Siwonie, niestety dojrzał także mniej pozytywne, mające ostatnio miejsce, wydarzenia. Imię perturbacji, która pojawiła się nie wiadomo skąd, a przede wszystkim w jakim celu – Misa. Han, zapewnie podobnie jak Choi na początku, uważał ją za zauroczoną, nieszkodliwą aczkolwiek niesamowicie denerwującą fankę. Jej podejście do magnae pozostawało bez zmian, czego nie powie się o nim samym. Otóż, Koreańczyk zaczął zastanawiająco często przytulać się do dziewczyny, co gorsza w obecności Hankyunga; zdarzało się, iż przerywał rozmowę z nim, aby zająć się nią. On jest chory – nie powinien zajmować się nikim, no może poza jedną osobą…

Hankyung nie mógł doczekać się spotkania z ulubieńcem. Poganiani ciągle przez niego Heechul i Sungmin powoli żałowali, że w ogóle zgodzili się na pojechanie z nim. Dostali jeden dzień wolnego i zamiast odpowiednio go wykorzystać, będą wysłuchiwać przez najbliższe godziny zrzędzenia Genga. Nie żeby nie chcieli zobaczyć Siwona, chodziło tylko o zachowanie Chińczyka. Nie dość, że obudził ich w środku nocy, nawet jeszcze 9. nie wybiła, a oni już zostali wyrzuceni spod kołderek, to jeszcze nadał takie tempo, iż ledwo nadążali. Prawie jak w wojsku. Han stał po prostu nad nimi i bezczelnie odliczał każdą minutę. Nie przestał nawet, kiedy już wsiedli do auta. Marudził tak, jakby z ich winy powstały korki.

Dzień jak co dzień. Wszystko zapowiadało się jak zwykle, ale cóż, nikt się czegoś takiego nie spodziewał. Geng prawie modlił się, by po drodze do sali kochanka nie wpaść na Misę, niestety Bóg coś nie chciał go wysłuchać. Gdy tylko skręcił z kolegami w korytarz prowadzący do pokoju, przed oczami ukazała im się złota piękność. Może i ładna ta ignorantka, ale nawet latający za kobietami Han nie potrafił pominąć jej charakteru. Kobieta dumnie stawiała kroki. Widać, czuła się jak pani świata. Wielki, świadczący o poczuciu własnej wyższości uśmiech dodawał złowrogiego wyglądu jej łagodnym rysom. Żółta, błyszcząca, sięgająca do kolan suknia na ramiączkach idealnie dopasowywała się do szczupłej sylwetki. Była to dla dziewczyny jedna z tych chwil, kiedy człowiek ma wrażenie, iż jest niezniszczalny i nieograniczony. Mijając trójkę mężczyzn spowolniła ruch i zadziornie uniosła kąciki ust. W stronę Hankyunga pokierowała takie spojrzenie, że Chińczyk niemal poczuł jak kolce wbijają się w jego ciało.

- Co ci tak wesoło? – rzucił za plecy dostrzegłszy jej zadowolenie.

Dziewczyna zatrzymawszy się odwróciła głowię, po czym zmierzyła zaczepiającego pogardliwym wzrokiem (Czy on przypadkiem nie usłyszał prychnięcia?). Zbliżywszy się, wyszeptała mu do ucha:

- Gdybyś poczuł jedwab tych ust co ja, też nie umiałbyś opanować radości.

Po tych słowach uzyskawszy zamierzony cel odeszła puszczając jeszcze oczko do dwóch chłopaków zbierających z podłogi swoje szczęki. W Hanie toczyła się poważna bitwa ochłapów spokoju z pętającym go gniewem. Jeśliby dobrze się przyjrzeć, można by było zauważyć parę uchodzącą od jego głowy, co tam, całego ciała. W przeciągu paru sekund zdarzył obmyślić chyba z milion sposobów uśmiercenia tej… Z jego ust wydostał się stłumiony warkot.

- Czy to nie słodkie? Nasz Siwonnie ma dziewczynę – zachwycał się prawie że klaskający w dłonie Sungmin.

Zamierzał coś jeszcze dodać, ale uciszyło go silne palnięcie w łeb. Heechul spojrzał na niego tak, jak tylko on potrafi. Złe oczy wyciągnęły swoje lepkie łapska i właśnie chciały udusić wystraszonego chłopaka, gdy oboje zorientowali się, iż ich kumpel zniknął, jakby się rozpłynął. Owszem, Jungsu nie powiedział nikomu wprost, co się święci między Shi Yuanem a Gengem, ponieważ doszedł do wniosku, że to zbyt oczywiście… Jednak się mylił… Niektórzy mają naprawdę wolny zapłon.

„Całuje ją, tak? Dobre! Nie schlebiaj sobie, panienko. Jedyną osobą, która może dotykać jego usta, jestem ja! Żałosna!"- Chińczyk w porywie desperacji próbował sam siebie przekonać o swej słuszności. Zawsze dotychczas tak uważał, ale ta kobieta była do tego stopnia nieobliczalna, że kto wie, co mogło się zdarzyć. Możliwe, iż to czarownica i rzuca uroki… Oburzenie szybko przemieniło się w rozpaczliwe zaprzeczanie czegoś tak pewnego jak to, że Ziemia jest geoidą.

Hankyung wparował do sali z miną kogoś oczekującego rozstrzygającego wyroku. Szczurek dopóki nie zobaczył partnera, trzymał, w pochłaniającym go całego zamyśleniu, rękę na ustach. Dopiero, kiedy zorientował się, iż ktoś wszedł, gwałtownie ją odsunął. Nieśmiały język przesunął po wargach, a speszony magnae wytarł je wierzchem dłoni. Czyżby rumieniec wyskoczył na jego poliki?

Wszystko co zobaczył tego dnia w szpitalu, tylko dało początek nowym wątpliwościom. Jak wreszcie wygląda sytuacja pomiędzy nim a Siwonem? Koreańczyk najpierw jest gotów rzucić się pod samolot, by Han nie wyjechał, ale kiedy wraca, pełen zainteresowania i z otwartymi w trosce ramionami, woli wskoczyć w objęcia jakiejś parszywej jędzy. Pogmatwane! Wychodzi na to, że to co tak do tej pory komplikowało im życie, było bezsensowne. Nie żeby problemy miały jakikolwiek sens, lecz po co w takim razie tak się męczyli? Zmarnowali czas i nerwy.

Hankyung zaczynał już zastanawiać się czy… może jedynie fizyczność popchała ich wtedy w Walentynki do siebie. Nie, nie. To musiało być coś więcej. Coś, co narobiło tyle szumy, a później, gdy wpłynęło nieodwracalnie na nich, po prostu zniknęło? Bynajmniej nie w przypadku Chińczyka, on właśnie dopiero co został złapany w sidła tego oszusta. Oszusta, bo najpierw on, potem Misa i co, będą się tak wymieniać? „Co się wokół mnie dzieje?" Może to głupie, iż Han tak bardzo przejmował się tym pocałunkiem… a raczej pocałunkiem, przytulaniem, całymi dniami spędzonymi razem, uśmieszkami i chichotami… wiele, wiele podobnych. „Popadam w paranoję." Wcześniej głowę mężczyzny zajmował wyłącznie Szczurek, ale teraz doszła jeszcze ona. Scenariusz lepiej prezentował się bez niej. Hankyung mógłby spokojnie, zwyczajnie zapytać się magnae o jego stosunek do dziewczyny, lecz to wymagało odwagi, której obecnie mu brakowało, poza tym odbierało nadzieję na to, iż jednak to zwykłe nieporozumienie, bo co, jeśli oni… Wolał nie wywoływać wilka z lasu.

Geng wyszedł przed chwilą z pokoju. Gdy przekraczał próg oddziału, przypomniał sobie o zostawionej kurtce, a na dworze padało jak z cebra. Był późny wieczór. Niedługo pielęgniarki zaczną go wyrzucać z budynku. Potrafił od rano do kolacji siedzieć w szpitalu. Cóż, Shi Yuan znaczy dla niego dużo, jeżeli nie wszystko. Każda kolejna wizyta u chorego coraz mocniej przekonywała go o tym, że on również nareszcie wpadł. Opuszczając ośrodek czuł, pogłębiającą się z każdym dniem, pustkę. Czyżby Choi był brakującym puzzlem? Ten przyjemny uścisk w brzuchu, latający mu w myślach uroczy uśmiech magnae, jego głos brzmiący jak muzyka w uszach… dotyk ciepłej skóry, uścisk dłoni. Hyung czasami nie potrafił się opanować. Szkoda, że zmuszała go do tego obojętność przyjaciela. Wszystko się zmieniło, spojrzenie, sposób mówienia. Najbardziej niepokojące było odsuwanie ręki przez Siwona, gdy Chińczyk próbował ująć ją w swoją. Ogólnie Szczurek unikał jakiegokolwiek choćby najmniejszego muśnięcia, a jeśli takowe już się przytrafiło, stawał się strasznie skrępowany. Geng nie omieszkał tego zauważyć, co odebrało wszelką radość z nowego spojrzenia na Choi. Ironia losu…

Han otworzył drzwi sali. Na pierwszy rzut oka nie wiedział, o co chodzi. Z łóżka zniknął magnae, a przecież nie było wolno mu się ruszać. Dopiero po usłyszeniu cichego jęku dobiegającego z podłogi skierowawszy tam wzrok, ujrzał skulonego z bólu partnera. Bez wahania skoczył do niego. Mężczyzna cały zesztywniały wydawał z siebie tylko jakieś nieartykułowane dźwięki. Hankyung rozpaczliwie wołał lekarzy nie dotykając chorego w obawie przed zrobieniem mu krzywdy. Zaalarmowana jego okrzykami pielęgniarka rzuciwszy szybkim spojrzeniem po wnętrzu pomieszczenia błyskawicznie popędziła po pomoc. W mgnieniu oka w pokoju znalazło się z 6 osób z metalowymi noszami. Dwóch młodych mężczyzn przeniosło Szczurka na nie. Hankyung chciał pomóc, ale bezustannie był odciągany. W końcu, najprawdopodobniej doktor, kazał jednej z pielęgniarek przytrzymać go. Co to, to nie! Chińczyk zaciekle próbował przedostać się do grupki otaczającej jego przyjaciela. Dopiero po chwili zauważył, że stoi przed pulchną kobietą, tą zawsze miłą panią w białym płaszczyku. Patrzyła na niego przepraszająco z zalążki łez, które pokryły już rogówkę. Delikatnie prosząco położyła dłonie na jego torsie. Han nie zorientował się nawet kiedy z sali wyjechały nosze.

Park biegł korytarzem potykając się o własne nogi. Dotarłszy na miejsce oparł się jedną ręką o ścianę i głośno odsapnął. Po przeciwnej stronie na kafelkach siedział Geng wciskający twarz między kolana. Lider nie wiedział, czy mężczyzna płaczę, czy może nawet śpi. Otaczała go martwa cisza. Brak reakcji z jego strony na szturchnięcie zaniepokoiło hyunga. Dopiero za drugim razem Chińczyk ociężale podniósł głowę. Zaczerwieniona buzia była cała mokra podobnie jak rękawy bluzy. Magnae patrzył na Jungsu z miną przegranego, zmęczonego człowieka.

Pod salą operacyjną siedzieli wszyscy członkowie zespołu oczekując jakichkolwiek wiadomości. Wiedzieli tylko tyle, że Siwon leży teraz na stole i lekarze walczą o jego zdrowie, jeśli nie życie. Każda minuta była odczuwalna jak godzina, godzina niepewności i strachu. Han miał wrażenie, jakby znajdował się w innym świecie. To co się stało zwyczajnie wydawało mu się niemożliwe. Znowu zawalił. Znowu przez niego Szczurek znalazł się w takim stanie. Wszystko złe co spotyka Koreańczyka, dzieje się z jego winy. Jest dla niego po prostu niebezpieczny.

Oszklone drzwi rozsunęły się. Przed grupą przyjaciół stanął lekarz.

- Czy państwa kolega nie narzekał ostatnimi czasy na jakieś bóle? – zapytał oskarżycielsko świdrując ich wzrokiem.

- Nie, nic nie mówił – udzielił odpowiedzi lider.

Doktor zauważywszy zmieszanie Hankyunga spojrzał na niego jak na zbrodniarza kryjącego największą tajemnicę.

- Czyżby?

Pozostali powędrowali wzrokiem w stronę Chińczyka, który pod naciskiem presji spuścił głowę. Jak bojaźliwe dziecko zaczął tłumaczyć. Bał się nie tylko przygany od lekarza, ale przede wszystkim zawiedzenia najbliższych. Raz mu wybaczyli, zrobią to ponownie?

- Mają panowie szczęście, że pan Choi ciągle znajduję się w szpitalu. Inaczej mogłoby się to gorzej skończyć. Otóż, waszemu przyjacielowi pękły szwy w okolicach woreczka żółciowego przez co, żółć sączyła się do jamy brzusznej. Niepowołana ciecz wywołała zapalenie. Musieliśmy wszystko wyczyścić i na nowo zaszyć. Dla przestrogi niektórym powtórzę. Wielkie szczęście was spotkało, że on jeszcze jest w szpitalu. – wymownie rzucił okiem w kierunku załamanego oraz zawstydzonego Hankyunga ,po czym powoli się oddalił.

- Czy zapalenie otrzewnej nie jest przypadkiem śmiertelne? – krzyknął za nim Eunhyuk z pełnią nadziei na negatywny odzew.

- Owszem jest.

Geng nie wytrzymawszy napięcia po usłyszeniu tych słów wtulił się w pobliskie ramię lidera, który przysunął go do siebie troskliwie głaszcząc po plecach.