EPILOG
- AAAA!
- ON ŻYJE!
- ON ŻYJE!
Radość zgromadzonych była ogromna. Kopanie fundamentów zostało wstrzymane na kilka godzin, gdy spod wywożonych gruzów i ziemi wynurzył się triumfalnie poobijany, wychudzony, słaby, wciąż jednak żywy i pełen brawury Sirius Noir. Wyglądał wprawdzie, jakby przez czas jego pobytu w podziemiach Opery ktoś regularnie wysysał z niego duszę przez uszy, a może nawet również przez inne otwory ciała, w oczach tlił się jednak nieznużony blask mocy niezłomnego, lwiego serca Siriusa.
— Haaa! Ni dam się nigdi żiadnemu Upiorowi! Haaa!
Łaskawie zasiadł na kamieniach z ekipą budowlaną, oczekując na konny ambulans, opowiadał o swoich przejściach w Krainie Upiora i rozdawał chrupiące paluszki mięsne.
— Prziesziedłem piekło tam i naziad, ale oto jestem! Ni tak łatwo pokonać Siriusa Noir!
— Jakże pan zdołał przetrwać w tych piwnicach, monsieur?
— Ten diabeł pana nie zabił, monsieur?
— Jak pan si utrzimał przi żiciu?
— Polowałem! — Sirius wyszczerzył zęby niczym wściekły pies. — Dałem sobi radę!
— Aaaach!
— Aaaaach!
Pełne podziwu i uwielbienia spojrzenia skierowały się na mężnego inspicjenta. Ten wypiął pierś i przegryzł kolejnego chrupiącego paluszka.
— Upolowałem niezłą sztiukę, ha! Na całi pobit wistarcziło!
Jeden z robotników podrapał się w czoło, zaintrygowany.
— W podziemiach Operi...?
— W tich lochach...?
Podniósł się stłumiony szept, pełen grozy i podziwu.
— Zjadł Upiora...!
— Upiekł Upiora na rożnie!
— Aaaaa!
Sirius Noir oblizał z zadowoleniem palce.
— Za nic ni wim, co to mogło bić za stworzeni — oznajmił pogodnie — ale te macki na chrupko, to pirwszorziędni byli.
Cisza.
Upiór...? Macki...? Eeee...mmm...
Z kantyny doglądających budowy kierowników wyskoczył Monsieur D'Omble D'Or — włos miał rozwiany, wzrok pałający, ściśnięta w pięść dłoń zbrojna była w widelec. Dawny właściciel, a obecnie administrator Opery zawodził strasznym głosem, gnając w stronę cudownie zmartwychwstałego inspicjenta.
— NIEEE! MORDERCO! TYLKO NIE KAŁAMARNICAAAAA! Zjedzona! Moja kałamarniczka! TY LUDOŻERCOOOO!
koniec.
