Rozdział 2
- Woda nieustannie zmienia swoje miejsce i stan skupienia, dlatego mówimy, że krąży…
Wykład na lekcji geografii trwał. Co kilka zdań pani Hertz przerywała swój wywód i dopisywała nowe nazwy i strzałki do schematu obiegu wody w przyrodzie, który od początku lekcji z pasją kreśliła na tablicy. Klasa słuchała i notowała, mniej lub bardziej uważnie.
Z głową opartą na łokciu Ulrich przypatrywał się poczynaniom nauczycielki. Przez pewien czas zapisywał urywki zdań w zeszycie. Wkrótce poddał się jednak, nie mogąc nadążyć za w jego odczuciu coraz szybciej mówiącą profesorką. Chłopak ziewnął dyskretnie. Jego entuzjazm dla lekcji nieubłaganie słabł. Starał się jak mógł, lecz jakoś temat obiegu wody w przyrodzie nie był dla niego dostatecznie zajmujący.
- … i pobierają ją rośliny, z których wyparowuje w następstwie transpiracji…
To go łączyło z jego najlepszym kumplem, Oddem – niewielki zapał do nauki. Lecz w przeciwieństwie do niego, Ulrich nie miał wyrozumiałego i wspierającego go niezależnie od wyników w jego nauce ojca.
Wprawdzie od ich ostatniej rozmowy minęło na tyle dużo czasu, by przestał się nią zbyt mocno przejmować, lecz nadal podświadomie czuł na sobie presję. Ulrich miał ambicję napisać najbliższy sprawdzian z geografii na co najmniej czwórkę. Chociaż nawet to pewnie by nie zadowoliło wygórowanych ambicji jego ojca, to przynajmniej pokazałoby, że jest w stanie mieć tę czwórkę, a to już dla Ulricha byłoby cennym punktem w nierównej walce, którą toczył od początku swojego pobytu w Kadic.
Jego wysiłki spełzały jednak na niczym w zderzeniu z rzeczywistością. zawsze była jakaś przeszkoda, czy to w nim samym, czy też za sprawą walki z XANĄ.
- Jak widzicie, woda z dzisiejszej ulewy przebyła długą drogę, zanim spadła na nasze miasto. Widać także, co się może z nią stać, gdy już spadła. Może spłynąć do rzeki i do oceanu albo wsiąknąć w ziemię i zasilić wody gruntowe głęboko pod nami…
Ulrich otrząsnął się z myśli o swoim ojcu; zapisał ostatnie słowa pani Hertz, które dotarły do jego świadomości i rozejrzał wokół siebie.
Przed nim w ławce siedzieli Aelita i Jeremie. Ulrich spostrzegł, że nawet mina Jeremiego była nietęga i notował powoli, bez zwykłego zapału. Wywnioskował, że jego myśli też były gdzie indziej, pewnie w fabryce przed superkomputerem. Nic dziwnego, skoro w ciągu ostatnich dni Jeremie był coraz bardziej sfrustrowany i zmęczony niepowodzeniami w poszukiwaniach nowych śladów aktywności XANY.
– Jak dobrze wszyscy wiemy, woda jest niezbędna dla wszelkiego życia na Ziemi. Dzisiaj jednak porozmawiajmy o tym, jaką rolę pełni w gospodarce człowieka…
Ulricha też to martwiło, choć nie aż tak, jak Einsteina. On starał się rozkoszować kolejnymi chwilami spokoju, gdyż nigdy nie było wiadomo, jak długo miały potrwać. Do tej pory z reguły bywały one bardzo krótkie.
-… Ktoś potrafi podać choć jeden przykład?
Ulrich się nagle wyprostował, słysząc pytający ton pani Hertz. Puls mu wyraźnie przyspieszył. Mógł mieć kłopoty, gdyby profesorka wskazała do odpowiedzi właśnie jego. Nie słuchał jej zbyt uważnie, a nie umiał grać i wdzięczyć się do nauczycieli tak dobrze jak Odd.
-…Sissi. Może ty nam powiesz?
Sissi Delmas poderwała się ze swojego miejsca, oczywiście zaskoczona faktem wywołania jej do odpowiedzi. Ołówek, którym kreśliła coś na swojej kartce jeszcze chwilę wcześniej, spadł na podłogę. Ulrich odetchnął z ulgą.
- Hmm… do mycia się? – odpowiedziała po chwili konsternacji. Klasa zachichotała.
- Nie ma wątpliwości, że potrzebujemy jej do zachowania higieny osobistej…- Część chichrających się uczniów ucichła, widząc, że pani Hertz potraktowała odpowiedź Sissi poważnie. – Ktoś potrafi podać jakiś inny przykład?
Ze strony klasy można było usłyszeć kilka nieśmiałych sugestii. Herve wystrzelił dłoń ku górze, w chwilę po nim Jeremie powoli podniósł swoją. Na tej lekcji pani Hertz najwyraźniej postanowiła dać szansę wypowiedzieć się innym uczniom, gdyż całkiem zignorowała dwóch dyżurnych wszystkowiedzących.
- Masz rację, Theo – pochwaliła go pani Hertz, choć Theo mówił tak cicho, że Ulrich niedosłyszał, co powiedział. - Woda jest niezbędna w wielu gałęziach przemysłu, na przykład spożywczym i papierniczym. Jest również bardzo potrzebna w rolnictwie. Dzięki nawadnianiu pól jest możliwe uprawianie ziemi tam, gdzie naturalnie byłoby jej za mało dla roślin…
Ulrich musiał w duchu pochwalić panią Hertz, która postanowiła wreszcie zmodyfikować swój dość monotonny sposób prowadzenia lekcji, pozwalając wypowiedzieć się uczniom. Zaciekawiło go, jak na tę odmianę odpowiedzą jego koledzy z klasy.
Jeremie znów uniósł dłoń przy kolejnej rundzie pytań. Wreszcie, pani Hertz przyznała mu głos.
– W… energetyce? Na przykład… do napędzania turbin w elektrowniach wodnych?
- Doskonały przykład, Jeremie – pochwaliła go nauczycielka. - Woda, płynąc z góry na dół, posiada energię, którą można wykorzystać. Elektrownie wodne wykorzystują siłę jej spadku do wytwarzania elektryczności. Energia wody jest odnawialna, w przeciwieństwie do ropy naftowej, węgla czy też uranu, który napędza elektrownie atomowe, dlatego nigdy się nie wyczerpie. Elektrownie wodne także nie generują szkodliwych spalin, odpadów ani gazów cieplarnianych.
- Ale mimo to są… eee… kontrowersyjne – włączył się nieśmiało do dyskusji Herve.
- Masz rację, Herve. Przy ich budowie stawia się tamy. Powstają sztuczne jeziora, które nieodwracalnie zmieniają krajobraz i mikroklimat. Niszczone są lasy i siedliska zwierząt. Nierzadko trzeba zatopić miejscowości i przesiedlić ludzi w inne miejsce, co powoduje protesty.
Kilkoro uczniów westchnęło z przerażeniem. Niejeden musiał sobie wyobrazić, co by czuł, gdyby jego dom miał się nagle znaleźć pod wodą.
- We Francji nie ma wielu takich elektrowni –dodała pani Hertz. - Jednak woda jest u nas ważna w energetyce z innego powodu. Jej duże ilości są potrzebne do chłodzenia reaktorów jądrowych...
W tym momencie wtrącił się największy wróg nauczycieli gadatliwych jak pani Hertz – mianowicie, zadzwonił dzwonek. Ten był nie byle jaki, bo oznajmiał wyczekiwaną od rana przerwę obiadową.
- No dobrze, rozwiniemy ten temat innym razem, na lekcji o odnawialnych źródłach energii. Do widzenia! – powiedziała szybko, lecz niewielu uczniów ją usłyszało. Jej słowa zginęły w hałasie pospiesznie odsuwanych krzeseł i radosnych rozmów, gdy klasa poderwała się z miejsc i ruszyła do wyjścia.
- Uff, w końcu. Myślałem, że ta lekcja się nigdy nie skończy – westchnął nerwowo Jeremie, gdy wraz z Ulrichem i Aelitą wyszli z sali.
- Mnie się podobało, nie byłem pytany… odparł z zadowoleniem Ulrich. – Widzieliście minę Sissi, kiedy Hertz ją wyrwała do odpowiedzi? Niezły… ubaw… był – rozbawiony ton Ulricha zmienił się w neutralny, gdy spostrzegł, że nikt go nie słuchał. Rozejrzał się wokół. Korytarz był prawie pusty, a Jeremie i Aelita nagle zniknęli.
„Gdzie oni są? Mieliśmy zajrzeć do Odda przed obiadem," zdziwił się Ulrich, którego nagle ogarnęło zdenerwowanie. „Chyba nie zapomnieli o tym?"
- Och, Ulrich! Dobrze, że jeszcze tu jesteś.
Ulrich obrócił się na pięcie i przed sobą ujrzał zbliżającą się do niego Sissi, o dziwo, bez zazwyczaj idącej za nią krok w krok obstawy Herve'a i Nicholasa.
- Czego chcesz? – burknął Ulrich, odruchowo przyjmując postawę obronną. Wyprostował się i skrzyżował ramiona. Cokolwiek miała mu do powiedzenia, nie zamierzał jej ustępować.
- Oj, wyluzuj. Chciałam tylko spytać, czy przemyślałeś moją propozycję z wczoraj.
Ulrich zmierzył Sissi pełnym niechęci wzrokiem.
- Sissi, ile razy ci mam mówić, że nie pojadę na ten obóz narciarski? Daj mi wreszcie spokój! – warknął.
- Mam ci przypomnieć, co na ciebie czeka? – odparła Sissi, obchodząc Ulricha dookoła. – Pomyśl. Cały tydzień zabawy, najlepsze stoki, ośrodek też jest świetny, sama widziałam! – opowiadała z podekscytowaniem, nie zwracając uwagi na to, że Ulrich coraz bardziej czerwieniał ze złości. – Wiesz, że to ulubione miejsce Subdigitalsów? Może udałoby się nam ich spotkać…
- Po co mi to po raz kolejny powtarzasz? Dlaczego mnie męczysz? Już ci mówiłem, że mam inne plany na ferie!
- Och – odparła Sissi, wyraźnie niewzruszona reakcją Ulricha. - Jedź, będzie naprawdę fajnie. Masz czas do poniedziałku, żeby się zdecydować. Chyba nie zamierzasz spędzić ferii w domu? Albo na korkach z matmy, jak ostatnio? – Sissi spojrzała na niego z politowaniem.
- CO CI DO TEGO, JAK SPĘDZAM FERIE! TO MOJA SPRAWA! POSZUKAJ SOBIE INNEGO FRAJERA! MOŻE HERVE ALBO NICHOLAS SIĘ ZGODZĄ! – wybuchł, a jego krzyk poniósł się echem po pustych korytarzach.
- ULRICH! – Nagle usłyszał najpierw karcący głos Aelity, która potem zakaszlała. Wraz z Jeremiem wychynęła zza rogu korytarza i podeszła do niego.
Aelita szarpnęła Ulricha za rękaw. Ten opamiętał się i zamilkł. Nadal jednak skłaniał się wrogo ku Sissi, niczym kogut gotowy rzucić się ostrogami na przeciwnika. Przyjaciele odciągnęli na bok Ulricha, który sprawiał wrażenie, jakby chciał dalej wyżywać się na córce dyrektora. Sissi teraz patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami i z na wpół otwartymi ustami. Wyglądała na nieźle zszokowaną.
- Chodźmy, mieliśmy zajrzeć do Odda – chrząknęła Aelita, znów szarpiąc go za ramię, tym razem w kierunku pobliskich schodów.
- No chodź – dodał wyraźnie zażenowany Jeremie, gdy Ulrich znów odwrócił się w kierunku Sissi. Ta przez chwilę stała jak zamurowana na środku korytarza, lecz potem pobiegła przezeń na drugi koniec budynku.
Aelita, Ulrich i Jeremie zeszli dwa piętra w dół i wyszli z budynku nauk ścisłych. Szybko przebiegli mokrą ścieżką pod arkady i wśliznęli się do głównego gmachu.
- Co w ciebie wstąpiło, Ulrich? – zagadała do niego Aelita, gdy zmierzali kolejnymi korytarzami ku skrzydłu administracyjnemu.
- We mnie? To ona zaczęła. Nie może zrozumieć prostego NIE – wysapał nadal wzburzony Ulrich.
- Ale nie musisz od razu tak na nią wrzeszczeć – oburzyła się Aelita. – T-tak – ekhem! - nie można! Nie, Jeremie? – Aelita spojrzała na Jeremiego wymownie, a ten nieśmiało przytaknął.
- Z nią nie można inaczej… Och, dajcie mi już spokój! – mruknął, po czym zamknął się w sobie. Mimo, że Aelita nadal żądała wyjaśnień, milczał przez całą pozostałą drogę do gabinetu Yolandy.
Gdy trójka przyjaciół przyszła do stołówki, była już nieco pustawa, a kolejka do Rosy niewielka. Szybko nabrali jedzenie na swoje tace i ruszyli ku stolikowi, gdzie zazwyczaj siedziała ich paczka. Na miejscu była już Yumi, przed którą piętrzyły się puste naczynia. Popijała jedynie sok.
- Jesteście nareszcie. Co wam zabrało tyle czasu? – powiedziała, kiedy podeszli i zasiedli na swoich miejscach – Ulrich obok Yumi, a Aelita po jednej stronie z Jeremiem.
- Byliśmy u Yolandy dowiedzieć się, jak się miewa Odd – odpowiedziała Aelita. – Powiedziała nam, że gorączka spadła, ale z Oddem nie pogadasz. Śpi.
- To dobre wieści. Wyśpi się za wszystkie czasy – odparła Yumi. – Co się stało, Ulrich? – zapytała, gdy zauważyła, że siedział ze splecionymi ramionami i kwaśnym wyrazem twarzy.
- Miał… małą scysję z Sissi po geografii – wyjaśnił delikatnie Jeremie
- Czego ona znowu od ciebie chce? – zagadała Yumi do Ulricha.
Ulrich przez chwilę trwał na swym miejscu jak posąg. W końcu zaczął mówić.
- Chodzi o… obóz narciarski w ferie – wyjaśnił. - Od wczoraj Sissi łazi za mną i namawia mnie, żebym pojechał. Ale ja nie pojadę. Rodzice mnie nie puszczą. Już jej mówiłem, ale do niej nie dociera… A przede wszystkim, nigdzie nie pojadę z NIĄ! – wybuchł i uderzył pięścią w stół.
- Dobra, rozumiemy – wcięła się Aelita – ale to nie powód, żeby krzyczeć na nią na cały korytarz…
- Krzyczeć? – zdziwiła się Yumi. Odwróciła się do Ulricha. – To prawda?
- Co miałem zrobić? Cały dzień na mnie polowała, i w końcu jej się udało – odburknął Ulrich.
- Głupi jesteś? Zapomniałeś, że może z tym iść do swojego ojca? – skrytykowała go Yumi.
- Bo co, zawiesi mnie? Za co? Bo nie chcę z nią jechać na obóz? – odparł Ulrich.
- Nie – ucięła Yumi. – Bo na ludzi się nie krzyczy.
- Ty w kółko drzesz się na swojego brata – odbił piłeczkę Ulrich.
- Gdybyś musiał za nim biec, żeby z nim porozmawiać, też byś krzyczał – odparła Yumi.
Jeremie i Aelita mimowolnie wybuchli śmiechem. Aelita po chwili znów zaczęła kasłać. Wydawać by się mogło, że nastroje przy stole się poprawiły…
- A wy, gdzie zniknęliście po geografii, tak bez słowa? – zapytał Ulrich, wyraźnie mając ich zniknięcie im za złe.
- Musiałem sprawdzić Superskan, czy nie wykrył czasem nowej Repliki... – wytłumaczył Jeremie.
- Człowieku, to nie jest czasem już jakaś obsesja? Otwierałeś laptopa na każdej przerwie! – obruszył się Ulrich.
Jeremie wyraźnie poczuł się dotknięty jego słowami.
- Posłuchaj. Każda informacja przybliżająca nas choć trochę do tego, co planuje XANA, jest cenna. Zapomniałeś, jakie to ważne wiedzieć, co on zamierza?
Dziewczyny wymieniły się spojrzeniami. Obie przeczuwały, że oprócz kolejnej kłótni nic dobrego nie mogło z tego wyniknąć.
- No i co z tego? Nawet gdybyś znalazł Replikę, to co, polecielibyśmy od razu ją skasować? Sami, bez Odda? – odgryzł się Ulrich.
- Nie. Ale nie czuję się winny tego, że Sissi cię zaczepiła. Ani tego, że nie umiesz czasem zapanować nad sobą – próbował się bronić Jeremie.
- Nie umiem zapanować nad sobą? Jestem przecież całkowicie spokojny – zaprzeczył Ulrich.
- Ulrich, przestań – wtrąciła Yumi, która chciała uniknąć kolejnej kłótni.
- Właśnie widać, jaki jesteś spokojny – odparła chłodno Aelita, wskazując na zaciśniętą pięść Ulricha.
„Szkoda, że nie ma tu Odda, on by to jakoś rozładował", pomyślała. W normalnych warunkach Odd by rzucił jeden lub dwa swoje żarciki, pozostali by się roześmiali, nawet gdyby były wyświechtane i nieśmieszne, i tym sposobem znów byliby najbardziej zgraną paczką w szkole.
Tymczasem pewne niezbyt przyjemne słowa zostały już wypowiedziane. Ulrich i Jeremie spoglądali na siebie z niechęcią. Do końca obiadu już się do siebie nie odezwali. Zdystansowali się do siebie także w ciągu następnych przerw aż do końca dnia. Ulrich chował się gdzieś po kątach; Aelita przypuszczała, że mógł spędzać ten czas z Yumi. Jeremie chodził jak struty. Większość czasu spędzał, wpatrując się w ekranik swojego netbooka, co chwila sprawdzając odczyty Superskanu.
Na jednej z przerw do tej pory znudzony Jeremie nagle się ożywił. Zaczął uderzać w klawiaturę ze swoją niezwykłą szybkością. Aelita natychmiast usiadła obok niego, by zobaczyć, co tak go zainteresowało. Gdy tylko jednak to zrobiła, Jeremie machnął ręką.
- Fałszywy alarm – powiedział, zrezygnowany. Aelita odsunęła się od ekranu, równie zawiedziona.
- Może Ulrich ma rację? Może to naprawdę obsesja? – zaczął się zastanawiać Jeremie.
- Przestań się tym tak przejmować. Przecież wie, że wykonujesz swoją pracę.
- To czemu gada, jakby mnie nie znał? Jakby myślał, że mogę sobie tak po prostu wyłączyć komputer i pograć w piłkę, jak on?
- Przecież nie lubisz grać w piłkę! – ironizowała Aelita.
Jeremie parsknął śmiechem, ale jakby mimo woli. Zamknął laptopa i opuścił głowę. Przetarł obudowę tu i ówdzie, jakby chciał wyczyścić jakieś niedostrzegalne plamy.
- Chodzi o to, że… gdyby choć raz usiadł przed superkompem… gdyby musiał nocami przesiadywać nad poprawkami do Skida i martwić się o bezpieczeństwo misji…
- Posłuchaj – ucięła jego narzekania Aelita. - Wszyscy po kursie komputerowym już zdają sobie sprawę, jak ważna jest twoja praca – powiedziała, uśmiechając się szeroko.
- Dzięki – mruknął Jeremie, nieco się rumieniąc na twarzy. Na jego szczęście, w półmroku korytarza nie było to jednak dostrzegalne.
- Ale nadal nie rozumiem, dlaczego się tak na nas rzucił – zastanawiała się Aelita.
– Ulrich… zwyczajnie zaczyna pękać. Sissi go znowu napastuje, bo nie ma przy nim Odda, za którym by się schował. XANA siedzi cicho i nie wiemy, co knuje. A Ulrich… daje się sprowokować byle czym i wyżywa się, na kim popadnie - stwierdził Jeremie.
- On kiepsko radzi sobie ze stresem… - zauważyła Aelita.
- Jak tylko pamiętam, Ulrich zawsze miał największe problemy z daniem rady walce w Lyoko. Kiedyś miał taki kryzys, że przez pewien czas chodził z Emily. Nie chciał mieć z nami nic wspólnego.
- Z Emily Leduc? No co ty! – zdziwiła się Aelita. – Kiedy to było?
- Dawno temu, przed twoją pierwszą materializacją – wspomniał Jeremie. – Jaka Yumi była wtedy zazdrosna!
- Wyobrażam sobie – odparła Aelita, jednocześnie próbując sobie wyobrazić Ulricha i Emily idących razem, trzymając się za ręce. – Ale… wiesz… jego ojciec też mu nie ułatwia życia. Jej ostatnie słowa zagłuszył dzwonek na lekcję. Jeremie i Aelita wstali z podłogi i przygotowali się na nadejście nauczyciela. Po chwili zza węgła wychynął Ulrich.
- Ciekawa jestem, czy Sissi o tym wie… o jego ojcu – dokończyła swą wypowiedź Aelita, obserwując, jak Ulrich stał na końcu kolumny oczekujących na nauczyciela uczniów i rozmawiał z kolegami z drużyny piłkarskiej.
- Wątpię - westchnął Jeremie. - Nawet z nami przez długi czas nie chciał o nim rozmawiać. Co dopiero z Sissi.
Złowrogi pomruk poniósł się po Cyfrowym Morzu, gdy XANA zakończył ostatnie obliczenia dotyczące jego nowego planu pokonania swych odwiecznych wrogów. Miał już naprawdę dość znienawidzonych dzieciaków, pomocników przeklętego Franza Hoppera. Tylko oni stali mu na drodze do ostatecznego przejęcia władzy nad światem, zarówno wirtualnym, jak i rzeczywistym.
Sprytny program przyjął do wiadomości zakończenie przygotowań koniecznych do jego realizacji.
WILLIAMIE. Przywołał swego wiernego sługę.
TAK PANIE. William zgłosił swą gotowość do działania.
XANA przesłał do jego wirtualnego umysłu wszystkie rozkazy.
WYKONAĆ NATYCHMIAST. XANA zaordynował po ukończeniu transferu danych.
TAK PANIE. Odpowiedział mu sługa i w tej samej milisekundzie przystąpił do dzieła.
Znów w cyfrowym morzu zabrzmiał pomruk, niczym triumfalny śmiech. Tym razem szalona sztuczna inteligencja była pewna zwycięstwa.
William zmienił się w impuls, który przeniknął do sieci elektrycznej i w końcu dotarł do Kadic. Krążył od kontaktu do kontaktu, od żarówki do żarówki, wypatrując przydatnych informacji.
Przeniknąwszy przez wszystkie klasy, stołówki i internat podążył ku skrzydłu administracyjnemu. Gdy dotarł do części, gdzie rezydowała pielęgniarka, wystrzelił z gniazdka za szafą i jako cienka strużka dymu schronił się pod sufitem. Był pewien, że tam nie zostanie zauważony.
Ogarnął niewielkie pomieszczenie. Nikogo w nim nie było. Wtedy zwrócił uwagę na łóżko, na którym leżał śpiący człowiek. Szybko sprawdził, co to za twarz i do kogo należały blond włosy z fioletową plamą z przodu.
Przez kratkę wentylacyjną przeniknął z izolatki do gabinetu pielęgniarki. Wyczuł ruch i ciepło 2 ludzkich ciał. Szybko i niepostrzeżenie schował się pod lampą u sufitu i nasłuchiwał.
- Jim, kończę dyżur na dzisiaj. Jako wychowawca będziesz musiał przejąć opiekę nad chorym Della Robbią – powiedziała kobieta odziana w gruby płaszcz i szalik.
- O-okej – odparł jej wysoki, gruby mężczyzna w dresie i z bandaną na głowie, który nazywał się Jim.
- Pamiętaj, musisz do niego regularnie zaglądać. Gorączka znacznie spadła, ale wciąż jest mocno osłabiony. Musi dostawać leki i coś do picia. Rozumiesz?
- J-jasne – odparł Jim niepewnym głosem.
- Poinformowałam też dyrektora. Będziecie go pilnować razem – dodała Yolanda.
- Tak jest. Zajmiemy się nim. Możesz nam zaufać – odpowiedział Jim.
Yolanda wyłączyła światło i oboje wyszli z gabinetu. Rozległ się szczęk zamykanego zamka.
Widmo oderwało się od sufitu i wniknęło do kontaktu obok drzwi. Poprzez sieć energetyczną powróciło do kwatery głównej XANY.
Odzyskawszy swą normalną postać, Mroczny William uśmiechnął się pod nosem. Nowe informacje mogły być bardzo przydatne. Dzięki temu wywiadowi realizacja planu jego pana miała się okazać o wiele prostsza, niż XANA zakładał.
