Rozdział XIII
(BERNIE)
Czy wspominałam kiedyś że nie jestem mentalnie normalną nastolatką? No wiecie, że nie interesuję się chłopakami i tymi wszystkimi kobiecymi sprawami. Bardzo się pomyliłam. Okazało się, że wystarczy jeden super przystojny facet, aby mój mózg i serce zaczęły płatać mi figle. Nie miało najmniejszego znaczenia to, że widziałam go przez kilkanaście sekund. Cholera, muszę coś z tym zrobić! W końcu nie ma takiej możliwości, aby coś się z tego urodziło, tym bardziej że jest on dobrym znajomym Cullenów.
Przez cały mój pobyt w kuchni zastanawiałam się co zrobić, aby niezauważenie przemknąć się do mojej sypialni. Nie wyglądałam zbyt korzystnie, gdybym była wiedziała kogo spotkam na dole, nie wyszła bym ubrana w powyciągany podkoszulek i za szerokie spodnie.
Jezu, o czym ja myślę.! Zaczynam wariować!
- Zjadłaś już? – usłyszałam za swoimi plecami głos Esme. Ponownie nie zauważyłam kiedy weszła do kuchni, więc podskoczyłam na dźwięk jej głosu.
- Tak. – odparłam.- Czy mogę wrócić do siebie?
Postawiłam postawić wszystko na jedna kartę, jak będę miała szczęście to nie będę musiała kombinować żadnego sekretnego skradania się.
- Nie posiedzisz z nami w salonie? Chciałabym abyś poznała wszystkich.
Kurcze, chyba jednak ten plan nie wypali.
- Zgódź się! – Esme chyba wiedziała jak mnie podejść. Kiedy przybierała tą charakterystyczną minę nie potrafiłam jej odmówić. I tym razem nie miałam żadnych szans. Uległam. Oczywiście nawet nie protestowałam, chyba powinnam sama przed sobą przyznać, że chce popatrzeć jeszcze trochę na Nahuela.
- No dobrze, ale naprawdę nie widzę potrzeby…
- Dość! Jesteś częścią rodziny, powinniśmy spędzać więcej czasu razem. – Esme próbowała przybrać surowy wyraz twarzy, ale zupełnie jej to nie wyszło. Zrozumiałam jednak przesłanie. Mają dość moich prób izolacji.
Jeżeli zastanowić się nad tym głębiej, mają rację. Mimo że tego nie chcę, trzymam wszystkich na dystans. Powinnam cieszyć się, że ktoś mnie adoptował mimo wszystkich przeciwności jakie stawały na drodze. Cullenowie są mili, mam wszystko to o czym zawsze marzyłam, nie muszę martwić się o pieniądze i moją przyszłość finansową. Przyszedł czas abym w końcu zaakceptowała sytuację w jakiej się znalazłam
Kiedy weszłam do salonu wszyscy pogrążeni byli w rozmowie. Nikt w jakiś szczególny sposób nie zwrócił na mnie uwagi, co przyjęłam z wyraźna ulgą. Usiadłam na brzegu kanapy i zaczęłam przypatrywałam się naszym gościom. No dobrze tak naprawdę przyglądałam się tylko Nahuelowi. Oczywiście nie robiłam tego w sposób ostentacyjny, a przynajmniej mam taką nadzieje. Umarłabym ze wstydu gdyby ktoś z zebranych zorientował się jakie myśli chodzą mi po głowie. Siedział naprzeciwko mnie, na dużym fotelu. Jego brązowa skóra idealnie komponowała się z barwą obicia. Obok niego znajdowała się Renesmee. Byli tak pogrążeni w rozmowie, że nie zwracali na nic uwagi. Poczułam lekkie ukłucie zazdrości. Nessie jest piękna, mądra i w ogóle idealna, nawet nie mam co się do niej porównywać. To oczywiste, że gdyby ten chłopak miał wybierać, bez wątpienia wybrał by brązowowłosą Nessie.
- Można się przysiąść? – Cichy i dźwięczny głos wyrwał mnie z ponurych myśli. Nie zauważyłam że podeszła do mnie jedna z tych dwóch piękności, jak dobrze pamiętam miała na imię Tanya.
- Pewnie.
A co miałam powiedzieć, spadaj?
- Dużo o tobie słyszałam. Fajnie zobaczyć cię w końcu na żywo.
Standardowy tekst, już go słyszałam.
- A jak jest prawda? – wyrwało mi się. Tanya spojrzała na mnie znacząco a po sekundzie uśmiechnęła się.
- Masz charakterek. Raczej nie po matce.- westchnęła, jej oczy śmiały się.
Zaraz, czy ona wspomniała coś o matce. Kogo ma na myśli? Esme? Lepiej to przemilczeć.
- Szczerze, to byliśmy ciebie ciekawi. Kiedy Carlisle poinformował mnie że zaadoptował z
Esme siedemnastolatkę była szczerze zdumiona. Zastanawiałam się co w sobie masz, że ujęłaś ta dwójkę. W każdym razie nie rozczarowałaś mnie, spodziewałam się kogoś takiego jak ty.
- To znaczy ? – Byłam ciekawa jak sobie mnie wyobrażała. Podobało mi się, że Tanya jest ze mną szczera, wolę usłyszeć brutalną prawdę niż przesłodzone kłamstwa
- Nie jesteś taka jak reszta młodszych Cullenów. Oni wręcz przesyceni są swoja idealnością. Nie żeby to było jakiś zarzut, ale czasami jest to strasznie deprymujące
Czy ona sobie żartuje? Chyba w ogóle nie spogląda w lustro, ona też jest okropnie idealna.
- A ty może jesteś lepsza? Wydajesz się taka sama jak oni.
Zaśmiała się.
- Może fizycznie. Jednak ja jestem wredna, uwierz mi.
Ta kobieta coraz bardziej mnie intryguje.
- No cóż, ja jestem wredna i brzydka. To również idealnie połączenie. – Nie byłam w stanie powstrzymać się od drobnej ironii. Zabrzmiało to jednak jak mały żart, chyba właśnie w ten sposób zrozumiała to Tanya.
- Jesteś całkiem fajna Bernadett Cullen.
- Ty również jesteś w porządku.
Cóż innego mogłam powiedzieć, naprawdę tak myślałam.
Na tym skończyła się nasza rozmowa, blondynka wróciła na swoje miejsce obok Iriny i Esme. Carlisle spojrzał na mnie z aprobatą, jakby moja rozmowa z Tanyą sprawiła mu przyjemność. Cała ta sytuacja zaczynała mnie powoli wkurzać, wszyscy obserwowali moje reakcję, zachowania, gesty i słowa. Nie wiem czego się po mnie spodziewają, niby nic ode mnie nie chcą ale mam wrażenie że gdzieś jest jakiś haczyk. Nie ma aż tak idealnych rodzin, nie mówiąc już o jej członkach. Nagle wszystko zaczęło być jakieś podejrzane i naciągane. Nie wiem czy popadam w jakąś paranoje albo czy jest w tym jakieś ziarenko prawdy. Zapewne wszystko się okaże w najbliższej przeszłości.
Nahuel był bardzo ciekawy tej Bernadett. Wieści jakie usłyszał od sióstr Denali poraziły go. W pierwszym momencie całkowicie im nie uwierzył, dopiero po jakimś czasie uświadomił sobie że nie jest to ani temat do żartów ani do kłamstw. Minęło kilka lat, odkąd ostatni raz widział Cullenów. Od samego początku ich znajomości wydawali mu się inni, jakby nierealni. Mimo że byli wampirami, zachowywali się jak zwykła rodzina. Patrząc na jego wspomnienia rodzinne był to dla niego coś niesamowitego, nigdy wcześniej nie widział aby między jego pobratymcami panowała aż taka harmonia. Dlatego też bardzo lubił ich odwiedzać, chłonął zawsze atmosferę ich domu, wyobrażając sobie że może i on kiedyś zazna takiego szczęścia.
Kiedy pierwszy szok minął skontaktował się z Carlislem. Wtedy dopiero usłyszał całą tą niewiarygodną historię. Nie mógł sobie odmówić poznania nowej panny Cullen osobiście, więc kiedy Irina poinformowała go planowanej wizycie, bardzo chętnie się do niej przyłączył.
Do Seattle przybyli nad ranem. Oczywiście wszyscy Cullenowie już na nich czekali, dar Alice nie pozwalał na niespodziewane wizyty. Nahuel cieszył się jak dziecko, naprawdę lubił przebywać z tą wampirze rodziną. Przywitał się gorąco ze wszystkimi, szczególną sympatią darzył Nessie, którą traktował jak młodszą siostrę. W końcu pamiętał jeszcze jak była niemowlęciem i nie był w stanie myśleć o niej w innych kategoriach. Po za tym był w końcu Jake.
- Cieszę się że was wszystkich widzę.
- To my się cieszymy, dawno już nas nie odwiedzałeś. – odparł z lekkim wyrzutem Edward.
- Rzeczywiście, ostatnimi czasy jakoś było mi nie po drodze.- zaśmiał się chłopak – Ale w końcu dotarłem.
- Czas i pora. – odezwała się Esme. – Rozgośćcie się. Bernadett powinna się niedługo obudzić.
- Skąd pomysł, że przyjechaliśmy ją poznać? – zapytała Irina z uśmiechem na ustach.
- Nie trzeba mieć daru Edwarda aby się tego domyślić. – Tym razem wtrącił się Jasper. – Po za tym i tak chcemy abyście ją poznali. Jest w końcu częścią rodziny.
- Wie o wszystkim? – zapytał Nahuel.
- Nie. – westchnęła Bella. – Jeszcze nie mamy odwagi jej powiedzieć. Nasze stosunki nie należą jeszcze do łatwych. Można powiedzieć, że jesteśmy nadal na okresie próbnym.
- Jak się z tym wszystkim czujecie. To nie jest łatwe dla obu stron. – Tym razem głos zabrała Tanya.
- Bywa trudno, ale fakt że ona jest tu z nami wynagradza cały trud. – oznajmił Edward i uśmiechnął się – Ona potrzebuje więcej czasu i więcej miłości z naszej strony.
Nahuel za każdym razem był zafascynowany miłością jaka biła z każdego członka tej rodziny. Wierzył szczerze w to co powiedział Edward, skoro cała rodzina kocha tą dziewczynę to zrobią dla niej dosłownie wszystko, łącznie z daniem jej czasu na przyswojenie się do tej sytuacji.
Gdy zegar wybił godzinę dziewiątą rano, mężczyzna usłyszał powolne i lekkie kroki na schodach. Odwrócił głowę w kierunku skąd rozchodził się dźwięk. Na schodach stała wydawało by się niepozorna dziewczyna. Jej głowa okrążona była bujnymi kręconymi włosami a oczy były niesamowicie zielone. Nie przypominała żadnego wampira ani pół-wampira jakiego znał. Przypominała raczej ludzką istotę, był krągła a jej twarz miała bardzo mocno zarysowane rysy. Nie była pięknością ale nie była też brzydka, jak przypuszczała Irina. Była po prostu jedyna w swoim rodzaju.
- Bernadett, pozwól, że ci przedstawię naszych przyjaciół – pierwszy odezwał się Carlisle – To jest Tanya i Irina. A to jest Nahuel.
Kiedy wzrok dziewczyny padł na niego, dziwne uczucie zawirowało mu w głowie. Nie wiedział co to było, ale czuł się z tym strasznie niekomfortowo.
- Cześć. – odezwała się krótko. Dźwięk jej głosu tylko pogorszył sprawę, Nahuel zaczął się zastanawiać czy przypadkiem nie zwariował. Esme uratowała trochę niezręczną sytuacje, kierując Bernadett do kuchni. Kiedy tylko dziewczyna znalazła się w pomieszczeniu obok, cały salon aż wrzał rozmów. Irina i Tanya zaczęły wypytywać Carlisle o Bernie, chcą dowiedzieć się jak najwięcej szczegółów. Nahuel oczyścił swój umysł ze wszystkich myśli związanych z panną Cullen, ostatnią rzeczą której chciał to aby Edward wyczytał z jego umysłu jakieś dziwne myśli.
-Co tam u ciebie słychać? Dawno się nie odzywałeś…- Na szczęście dosiadła się do niego Nessie. Skupił się na rozmowie z nią i próbował nie myśleć o jej siostrze bliźniaczce.
(BERNIE)
Z powodu gości goszczących w naszym domu, nie musieliśmy przez najbliższy tydzień chodzić do szkoły. To był chyba jedyny plus tych odwiedzin. Moje hormony buzowały, jakby przez kilkanaście godzin próbowały nadrobić stracone lata. W nocy śniły mi się koszmary a w dzień przezywałam horror na jawie, próbując zachowywać się lepiej niż poprawnie w obecności olśniewającej trójki. Cullenowie nadal zachowywali się względem mnie z dystansem, co choć trudno mi to przyznać, smuciło mnie. Chyba lepiej być samotnym od zawsze, niż czuć się takim dopiero po odrzuceniu. Byłam względem wszystkich miła. Naprawdę. Choć trudno mi było przypisać entuzjazm. Czułam się niewyspana, przysypiałam na może dwie lub trzy godziny na dobę, mimo wszystko koszmar powracał. Zaczęłam się nawet modlić do Boga w którego nie wierzyłam, aby chociaż pozwolił mi budzić się w najgorszym momencie snu i nie zbudzić nikogo z domowników i gości swoim krzykiem. Byłam coraz bardziej przerażona i chyba już nie potrafiłam zachować tego uczucia tylko dla siebie. Miałam wrażenie, że wszyscy wiedzą o moich marach nocnych. Szczególnie Jasper zdawał się mnie pod tym kontem obserwować. Na szczęście obecność Tanyi, Iriny i Nahuela w pewien sposób odciągała ich ode mnie, co choć trochę mnie odprężało.
Nie miałam wątpliwości że Nahuel bardzo lubi Renesmee. Praktycznie wszędzie chodzili razem, przez ostatnie trzy dni nie widziała żadnego z nich osobno. Pierwszy raz czułam coś na kształt zazdrości. Nie chodziło mi o Nahuela, bo doskonale wiedziałam że nawet jeżeli nie interesowałby się Nessie, to nie miałabym u niego żadnych szans. Ja zazdrościłam Renesmee. Czego? Trudno mi dokładnie sformułować co sprawiało że chciała być taka jak ona. Na pewno pragnęłam urody, jej pięknych brązowych włosów, delikatnej białej skóry i nienagannej sylwetki. Chciałam być tak mądra i bystra jak ona. Po prostu chciałam być nią. Czułam się okropnie z tymi myślami. Przecież nie ma najmniejszych szans abym choć trochę ją przypominała.
- Kochanie, co chciałabyś zjeść dzisiaj na obiad? – Z ponurych rozmyślań wyrwała mnie Esme.
- Wszystko co gotujesz jest bardzo dobre. Zostawiam więc inwencje tobie. – Próbowałam się uśmiechać. Chyba udało się, bo cała twarz pani Cullen się rozświetliła.
- Dziękuje! Cieszę się że ci smakuje. W takim razie dzisiaj będzie zupa cebulowa. Co ty na to?
- Świetnie, lubię zupy.
Esme w ciągu sekundy zmienił się wyraz twarzy. Wyglądała jakby miała się rozpłakać.
- Powiedziałam coś nie tak? – wpadłam w lekką panikę. Chyba jej nie uraziłam.
- Ależ nie! Po prostu tak rzadko mówisz o sobie, cieszę nawet z tego krótkiego stwierdzenia, że lubisz zupę.
Poczułam się strasznie głupio. Tak bardzo jej zależało…
- Przepraszam. – wyszeptałam przez zaciśnięte gardło. Esme nic nie odpowiedziała, przytuliła mnie mocno i ucałowała w czoło.
- Nie masz za co. Co powiesz na to, abyś po obiedzie odpoczęła. Widzę że jesteś na skraju wytrzymałości. Musisz spać skarbię.
Skrzywiłam się na samą myśl o spaniu. Od razu w moim umyśle pojawił się obraz koszmaru.
- Powiesz mi co się dzieje? – Esme nie naciskała, a ja chyba chciałam to w końcu wyrzucić z siebie. Tylko jej ufałam na tyle, aby zdradzić się z moimi obawami.
- Obiecujesz że nie powiesz nikomu?- zapytałam cicho, nadal tonęłam w jej ramionach.
- Oczywiście. To pozostanie między nami. – Jej oczy mówiły jasno, martwiła się o mnie.
- Chodźmy do mojego pokoju.
Miałam nadzieje, że nikt nie zatrzyma tego dziwacznego korowodu, jaki utworzyłyśmy. Kiedy drzwi do mojej sypialni zamknęły się, poczułam lekką ulgę. Tu czułam się bezpieczniej. Usiadłam na łóżku, Esme znalazła się koło mnie. Objęła mnie swoim ramieniem i uspokajająco gładziła po barku.
- Co się dzieje skarbie?
Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam mówić. O snach które mnie dręczą każdej nocy, o tym że chociaż bardzo się staram w szkole nic mi nie wychodzi, o dzieciakach ze szkoły które się ze mnie śmieją. Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęłam płakać. Esme nie odzywała się, pozwoliła mi wyżalić się wypłakać, siedziała tylko obok mnie i tuliła mnie do siebie. Nigdy w życiu nie czułam się tak bezpiecznie. Nigdy w życiu nie czułam się tak chciana. Oczywiście nie powiedziałam jej wszystkiego, nie wspomniałam o łaknieniu krwi i o tym że zaczynam słyszeć i widzieć dziwne rzeczy. Nie wspomniałam jej o Renesmee i Nahuelu ani o tym że czuje się gorsza od wszystkich. Niestety te problemy musiałam zostawić tylko dla siebie.
Zapadła noc. W salonie na dole znajdowali się Esme, Carlisle i Edward. Reszta spędzała wolny czas na polowaniu. Esme wahała się, nie chciała zdradzić wnuczki, nie chciała stracić jej zaufania o które tak ciężko walczyła. Musiała jednak podzielić się kilkoma niepokojącymi faktami. Specjalnie zaczekała aż reszta rodziny wraz z gości wybiorą się na polowanie.
- Rozmawiałam dzisiaj z Bernadett. Tak szczerze.
Carlisle spojrzał znacząco na żonę.
- Otworzyła się przed tobą?
- Jest coraz gorzej. Chyba nie wytrzymuje już nerwowo.
- Co masz na myśli mamo? – wtrącił się Edward. Tak bardzo martwił się o córkę. Jeżeli Esme dowiedziała co dokładnie dręczy Bernie, mogło to im znacząco pomóc.
- Źle się czuję mówiąc wam o tym. Obiecałam że nikomu nie zdradzę, tego co mi powiedziała. Myślę jednak, że muszę to zrobić – westchnęła Esme.- Dręczą ją koszmary. Co noc powtarza się ten sam sen. Ciemny las, ona cała we krwi nie może się ruszyć. Płacze, nikt jej nie słyszy. W końcu słyszy głosy i kroki. Boi się ale nie może się ruszyć. Budzi się gdy blask latarki oślepia jej oczy. To musi być dla niej straszne, tak żałośnie płakała gdy o ty mówiła. Twierdzi, że gdy tylko zamknie oczy, pojawia się ten sen. Ona już nie daje rady Carlisle. Wszyscy widzimy że brakuje jej snu, jest coraz słabsza. W prawdzie nie powiedziała tego, ale mam wrażenie że znów dręczy ją Głód
- Mój boże, jak mamy jej pomóc! – jęknął Edward. – Moja córka cierpi a ja nie potrafię jej pomóc.
- Na razie nie ma powodów aby panikować. Postaramy się jej pomóc. Myślę że można spróbować z lekami nasennymi, większość z nich wyłącza ośrodek śnienia. Interesuje mnie jednak sam temat śnienia. Skoro jest tak intensywny, musi być zakodowany w jej podświadomości. Możliwe że to jakieś dalekie wspomnienie. – Carlisle też się martwił, ale przemawiał przez niego umysł lekarza. – Czy mówiła coś jeszcze?
- Tak. Płakała, że tak bardzo się stara ale nie jest w stanie uczyć się wystarczająco efektywnie. Że nie rozumie dlaczego jest taka tępa, skoro tyle czasu poświęca nauce.
- Z tym można coś zrobić. Ja się tym zajmę. – Edward nie miał zamiaru czekać. Chciał wszystko zmienić, pomóc Bernie.
- Edward, obiecałam że nic nikomu nie powiem. Musisz działać ostrożnie.
- Będę ostrożny Esme. Nie pozwolę jednak aby moja córka uważała się za dziwadło. Tym bardziej, że nim nie jest.
