Dziękuję wszystkim za komentarze, sprawiły mi niesamowitą przyjemność. A w gwoli wyjaśnienia:

- ja również czytałam "To kill you with a kiss", ale przerwałam po jakimś dwudziestym rozdziale, bo nawet dla mnie zrobiło się za dziwnie

- imiona wzięłam z kanonu, a nie z opowiadania, bo – jak ostatnio sprawdzałam – postać Abraxas Malfoy i Herbert Berry należą do J.K.

- mój Tom Riddle w żadnym razie nie będzie miły; kochany bądź łagodny, a Harry nie zakocha się w nim jakby zapomniał o tym, kim Riddle w najbliższej przyszłości zostanie.

Już niedługo zaczyna się szkoła, więc nie wiem jak będzie z rozdziałami, ale jak na razie zapraszam na drugą część i z niecierpliwością czekam na wasze przemyślenia ;)


II

Harry siedział w gabinecie Riddle'a, czekając aż mężczyzna łaskawie się pojawi. W międzyczasie chłopak zauważył brak jakichkolwiek czarno magicznych i niebezpiecznych przedmiotów, co oczywiście o niczym nie świadczyło. Nikt inteligentny, a na pewno nie Riddle, nie postawiłby sobie głowy mugola na biurku. Jednak Harry był skłony uwierzyć, że młody Voldemort schował owe części ciał pod swoim łóżkiem, a przed snem głaskał je czule.

Uważaj, by to twojej głowy nie dodał do swojej kolekcji.

- Panie Harrison – zaczął Tom, wchodząc do gabinetu – zastanawiam się, czy odebranie twojemu domowi stu punktów przysporzy ci wielu przyjaciół. Jako ślizgon mogę powiedzieć, że ja bym się z panem nie zaprzyjaźnił.

- Jako Harrison Dumbledore mogę powiedzieć, że pan z nikim by się nie zaprzyjaźnił – zauważył Harry.

Riddle usiadł za biurkiem, ignorując ostatnią uwagę ucznia.

- Choć z drugiej strony jestem niezmiernie ciekaw dlaczego mnie tak nienawidzisz.

No nie wiem, pomyślmy...

- Dlatego mam dla pana propozycję. Nie ukażę ciebie ani twojego domu, ale chcę wiedzieć dlaczego. I nie próbuj ze mną kłamstw – głos nauczyciela był zimny, jakby właśnie omawiał z Harry'm wybicie kolejnego miasteczka mugoli.

- To musi być dziwne, prawda profesorze? Nie wiedzieć dlaczego ktoś cię nienawidzi.

Albo dlaczego chce cię zabić, jeśli nie liczyć tej cholernej przepowiedni.

- Więc przyznajesz? – spytał cicho Riddle, nie spuszczając Harry'ego z oczu.

- Co przyznaję? Że gdy z panem rozmawiam ciarki mnie przechodzą? Oczywiście. Że pana wzrok rozprasza mnie, a jednocześnie wzbudza niejasny strach? Tak. Że wiem o – Harry ugryzł się w porę w język.

- O czym wiesz? – Riddle zmrużył ciemne oczy, choć na jego twarzy zagościł sadystyczny uśmiech.

Jak bardzo dumny jest z siebie!

Harry nie mógł dać mu tej satysfakcji.

- Wiem, że to pan otworzył komnatę tajemnic, a pana bazyliszek zabił tę dziewczynę.


Dumbledore obserwował jak Tom wyprowadza Harry'ego z sali i uśmiechnął się łagodnie.

- Ten twój chłopak już coś przeskrobał, co Dumbledore? – zagadnął Herbert. – Współczuję mu, Riddle może być trochę... oziębły.

- Tak, Harrison ma wyjątkowy talent do pakowania się w kłopoty – przyznał Albus, szukając czegoś w kieszeni.

- I mówisz, że nigdy wcześniej go nie widziałeś?

- Ah, tu jest – mruknął Dumbledore, wyjmując paczkę cytrynowych dropsów. – Mój stary przyjacielu, dobrze wiesz, że czasem o pewne rzeczy nie wypada pytać. Obawiam się, że sprawa Harrisona jest takim właśnie przypadkiem.

Herbert posłał Albusowi skrzywiony uśmiech.

- Powiedz mi chociaż co o nim myślisz. Skoro jest z twojej rodziny, jakim cudem trafił do Slytherinu? Riddle wydaje się być nim zainteresowany. Chyba po raz pierwszy raz jakiś uczeń go zaciekawił. Sądzę, że to z powodu jego nazwiska – mężczyzna upił łyk wina i skrzywił się teatralnie. – Okropne.

- Z powodu mojego nazwiska? – Dumbledore zachichotał. – Nie, tu na pewno nie chodzi o to. Ale muszę przyznać, że Harrison jest niezwykły.

- A skąd ty to możesz wiedzieć? Podobno poznałeś chłopaka dopiero dzisiaj!

- Naprawdę? Mam wrażenie, że znam go od urodzenia – Albus wzruszył ramionami, a jego oczy zabłysły wesoło.


Riddle opierał się o ścianę, oczy miał zamknięte, prawie jakby medytował. Harry obserwował jego unoszącą się klatkę piersiową, zastanawiając się ile godzin życia mu pozostało.

- Skąd wiesz? – spytał w końcu mężczyzna i choć ton jego głosu pozornie się nie zmienił, Harry wyczuł strach w młodym Lordzie.

- Jestem z natury ciekawski – odpowiedział zadziornie Harry.

Skoro i tak mam zaraz umrzeć to chociaż niech mnie dobrze zapamięta.

W przeciągu paru sekund Riddle z końca gabinetu doskoczył do Harry'ego, przyciskając różdżkę do gardła chłopaka.

- Nie kpij ze mnie – wysyczał mężczyzna.

W ciemnych oczach nauczyciela zabłysła krwawa czerwień.

- Trudno będzie wyjaśnić śmierć ucznia o nazwisku Dumbledore, nie sądzi pan?

Riddle wyprostował się.

- Drogi chłopcze – zaczął łagodnie mężczyzna, co przeraziło Harry'ego bardziej niż jego lodowaty ton – nie wiem dlaczego zdecydowałeś się na trwanie w swoim przekonaniu, że jestem seryjnym zabójcą, ale z pewnością zmienisz zdanie po naszych dodatkowych lekcjach.

- Dodatkowych?

- Tak – Riddle uśmiechnął się, ale jego oczy pozostały zimne. – Bardzo chętnie spędzę z tobą więcej czasu. Każdy wtorkowy wieczór, o szóstej. Nie spóźnij się. Zaczynamy od jutra.

Harry był przerażony. Nie wiedział jak wyszedł z gabinetu Riddle'a, ale zaraz potem puścił się biegiem jak najdalej od mężczyzny. Musiał znaleźć Dumbledore'a.

Chłopak wpadł do sali transmutacji, mając wrażenie, że mimo sporego dystansu między nim a Riddle'm, nauczyciel nadal obserwuje każdy jego ruch. Harry niemal czuł lodowate spojrzenie młodego Voldemorta.

- Harrison?

Harry z ulgą usłyszał znajomy głos Dumbledore'a.

- Profesorze, powinniśmy porozmawiać. Tom Riddle jest niebezpieczny. Obawiam się, że... Profesorze, ja... ja muszę go zabić.

- Oh, nie, Harrison, ty będziesz musiał go zabić – poprawił Dumbledore z uśmiechem. – W tym zdaniu czas przyszły jest bardzo ważny.

- Skąd... skąd pan wie?

- Mam pewne podejrzenia, ale najpierw pozwól, że zaproponuję ci herbatę. Cały się trzęsiesz!

Harry posłusznie usiadł na krześle, czując, że wstrząsają nim silne drgawki, ale nie mając siły, by cokolwiek z tym zrobić. W głowie miał mętlik i przeklinał siebie za swoją głupotę.

Jasne, powiedz Lordowi o tym, że wiesz o jego pierwszej ofierze, może nie będziesz długo cierpieć przed śmiercią! Przecież Riddle może udać wypadek, oh nie, Harrison wypadł z okna, jaka szkoda! Harrison zginął od Avady? Wymknęła mi się! Spotkałem Harrisona w zakazanym lesie, niestety był już martwy, pewnie pająki go zaatakowały!

- Harrison, dobrze się czujesz?

Harry pokręcił głową.

- Profesorze, on mnie zabije.

- Nie, nie sądzę, by Tom Riddle był do tego zdolny – Dumbledore uśmiechnął się pocieszająco.

- Nie był do tego zdolny? Tom Riddle zostanie mordercą, szaleńcem, który zamordował moich rodziców i będzie próbował zabić i mnie!

- Harrison, ciszej – poprosił starzec, spokojnie mieszając herbatę. – Rozumiem, że czujesz złość, ale Tom Riddle to jeszcze nie Voldemort.

- Skąd pan wie o Voldemorcie?

- Nie ważne jest skąd, a co z tą wiedzą zrobię. Chcę ci pomóc. Harrison, musisz zrozumieć, że jesteś w tych czasach nie bez powodu. Tu nie chodzi o to, że przeniosłeś się w przeszłość. Kluczem do zagadki jest rok, w którym wylądowałeś.

- 1947. Nic o nim nie słyszałem, gdy byłem w przyszłości.

Dumbledore uśmiechnął się.

- Może usłyszysz, gdy do niej wrócisz.

- Co mam zrobić? Przepowiednia mówiła, że jeden z nas musi zginąć. Riddle nie jest jeszcze Voldemortem. Czy to znaczy, że powinienem teraz go zabić? Moi rodzice by żyli... I Syriusz.

- A może jesteś tu, by poznać swojego wroga? Harry – Dumbledore po raz pierwszy użył prawdziwego imienia chłopaka – Harry, posłuchaj mnie. Nie wolno ci zabić Toma. Gdybyś to zrobił, przyszłość nie byłaby już twoją przyszłością. Utknąłbyś pomiędzy tym rokiem a twoim własnym, bo Harry, który wychowałby się w miłości i szczęściu nie byłby tobą. To bardzo ważne.

- Ale oni by żyli! Ocaliłbym życie milionom! Nie jestem w stanie zabić Voldemorta, nie jestem potężny, nie mam mocy, której on nie posiada. Gdy wrócę do przyszłości, zginę, ale gdybym zabił go teraz... Mógłbym się poświęcić, profesorze, i zrobiłbym to, bo wiem, że i tak nie przeżyję tej bitwy.

Dumbledore spojrzał z powagą na Harry'ego.

- Morderstwo nigdy nie jest właściwe. Żałuję, że kiedyś w przyszłości będę namawiać cię do zabicia Voldemorta. Może to jest właśnie szansa na poprawienie błędów starego człowieka? – Dumbledore westchnął. – Jako potężny i szanowany czarodziej niosę ciężkie brzemię, ale nie chcę dzielić się nim z tobą. Jesteś zbyt młody, by zrozumieć co użycie zabójczego zaklęcia robi z człowiekiem. Tom Riddle już zabił, widzę to w jego oczach. Ale jeszcze nie jest za późno.

- Profesorze, pan chyba nie prosi mnie, bym... zaprzyjaźnił się z nim? – parsknął Harry, krzywiąc się na samą myśl.

- Przyjaźń to potężne słowo. Chcę tylko byś dał mu szansę. Przyjął, że jeszcze nigdy wcześniej go nie widziałeś – odpowiedział łagodnie Dumbledore. – Wiem, że to będzie trudne-

- To niemożliwe – przerwał Harry. – Powiedziałem dziś, że wiem o jego morderstwie i komnacie tajemnic.

- Oh? – Albus uśmiechnął się. – Więc to był on? Niesamowite, musisz przyznać, prawda?

- Niesamowite, że zabił dziewczynę? – Harry nie mógł uwierzyć w to co słyszy. – Z całym szacunkiem profesorze, ale nie jest pan może pod działaniem klątwy Imperio?

- Mówię o otwarciu komnaty, mój drogi chłopcze – Dumbledore zachichotał z zadowoleniem. – Oczywiście, że to co zrobił Tom jest karygodne i niewybaczalne, ale zauważ, że nie było dalszych morderstw.

- Tylko dlatego, że przestraszył się konsekwencji! Bał się, że zamkną Hogwart, a on będzie musiał wrócić do sierocińca.

- Harry, dlaczego nie nienawidzisz mugoli? Wychowywali cię samolubni, odrażający ludzie. Zamykali cię w komórce pod schodami, i to tylko dlatego, że byłeś synem czarodziejki.

- Skąd pan to wie? – spytał cicho Harry.

- Tom Riddle wychowywał się w sierocińcu z wiedzą, że jego ojciec go porzucił, a matka umarła przy porodzie – kontynuował Dumbledore, ignorując pytanie chłopaka. – Wiesz co dzieci wtedy myślą? Obwiniają siebie. Zabiłem swoją matkę, tak myślą. To nic dziwnego, że Tom wyrósł na zamkniętego w sobie, lecz potężnego czarodzieja. Wierzę, że przeżył szok, gdy dowiedział się, że to jego matka była magiczna. Widzisz, Tom Riddle nie chce mieć nic wspólnego z mugolami, a śmierć wydaje mu się mugolską słabością, której jego matka nie potrafiła pokonać, pozwalając by został sam. Czy myślisz, że Tom byłby tym kim jest teraz, jeśli wychowałby się w miłości?

- To bardzo dobre wymówki, ale profesorze, ja także nie miałem zbyt szczęśliwego dzieciństwa i jakoś nie widzę siebie zabijającego mugoli.

Dumbledore uśmiechnął się smutno.

- Sądzę, że stan w jakim była matka Toma wpłynął na jego osobowość. A także pewne sytuacje, które pojawiły się jeszcze przed narodzinami młodego Riddle'a. Chcę ci o tym opowiedzieć, ale nie teraz Harry, nie teraz. Jest już dość późno, a przypominam ci, że jutro jest wtorek.

- Wtorek? Co się dzieje we- Oh. – Harry zmarszczył brwi w wyrazie niezadowolenia. – Czy nie mógłby pan... er, odwołać tych zajęć?

- Harrison pamiętaj, że nie jestem jeszcze dyrektorem – Dumbledore mrugnął wesoło do chłopaka.

Jeszcze? Przecież...

- Profesorze, nie mówiłem panu, że-

- Do zobaczenia jutro!

Harry został dosłownie wypchnięty przez Dumbledore'a, który zaraz potem wyszedł za nim i zniknął z zasięgu wzroku.

- Do zobaczenia – mruknął Harry, kierując się w stronę lochów.

Co przypomniało mu, że nie zna hasła.

Czy to jest jakieś fatum? Pewnie nie ma nawet sensu schodzić na dół i czekać na jakiegoś ślizgona, bo albo mi nie uwierzy albo żaden nie będzie akurat przechodzić. Dzięki Merliniowi, że chociaż Riddle nie jest naszym opiekunem.

Harry chcąc nie chcąc zapukał do gabinetu Horacego. Ślizgoni nie mówili o nim za dobrze, ale ślizgoni z zasady nie mówią o nikim zbyt dobrze.

Może oprócz Riddle'a, ale jak ktoś grozi ci zaklęciem zabijającym to łamiesz zasady dla własnego dobra. Wszyscy, tylko nie ja. Nie, ja, Harry Potter, muszę powiedzieć, że jest mordercą i że znam jego sekret, na pewno dzięki temu pożyję dłużej.

- Czego chcesz o tak późnej porze? – warknął głos zza drzwi, które chwilę później się otworzyły i Horacy ukazał się Harry'emu w całej swej pulchnej postaci.

- Dobry wieczór profesorze, chciałem tylko...

- Dobry wieczór mój chłopcze! Tyle o tobie słyszałem, same dobre rzeczy, Dumbledore powiedział, że wybitny z ciebie czarodziej! Wejdź do środka, zapraszam, zapraszam.

Harry już miał zaprotestować, ale tylko westchnął i posłusznie powlókł się za nauczycielem. Nie wiedział, która jest godzina, jednak towarzyszyło mu przeświadczenie, że jest już wtorek.

- Tom, spójrz kto do nas przyszedł – zawołał radośnie Horacy.

Harry poczuł ciarki na plecach, gdy ujrzał Riddle'a wygodnie rozłożonego na kanapie. Mężczyzna usiadł i uśmiechnął się zimno.

Przestań się na niego gapić. Jasne, całkiem dobrze wygląda w tej rozpiętej do połowy koszuli, jakiej żaden nauczyciel nie powinien nosić, ale to nie znaczy, że masz się w niego wpatrywać jak jakaś napalona nastolatka.

- Harrison, dobry wieczór ponownie - Riddle uniósł brew, jakby zgadzał się z przemyśleniami Harry'ego.

Czy potrafi czytać w myślach? A właściwie to dlaczego by nie potrafił? Podobno jest mistrzem legilimencji. Choć z drugiej strony wtedy wiedziałby o Voldemorcie. Może to jest powód tych lekcji? Może chce mnie wypytać o siebie?

- Ja właściwie chciałem tylko spytać o hasło wejściowe do Slytherinu.

Harry zauważył uśmiech na twarzy Riddle'a zanim mężczyzna schylił głowę. Prawdziwy uśmiech. Nie ten ironiczny lub zlodowaciały, który wywoływał ciarki.

- A gdzie ty byłeś, mój chłopcze, że nie dosłyszałeś jak prefekci powtarzali je kilka razy? Już włóczymy się po zamku? – spytał Horacy i chyba naprawdę próbował brzmieć surowo, ale Harry ledwo powstrzymał się przed śmiechem.

Riddle musiał uznać tak samo, bo zakrztusił się swoim napojem, zwracając na siebie uwagę Horacego.

- Tom, coś się stało?

Mężczyzna podniósł dłoń i przytaknął głową, nadal nie mogąc wykrztusić słowa. Harry uśmiechnął się, widząc jak Riddle próbuje zamaskować swoje rozbawienie.

- Nie spodziewałem się po tobie takiej ostrej reakcji Horacy, to wszystko – przyznał w końcu młody nauczyciel, posyłając Slughornowi czarujący uśmiech. – Gdybym wiedział, że Harrisonowi dostanie się taka... przygana, wspomniałbym że to ja go porwałem.

Tym razem to Harry musiał zwiesić głowę, by ukryć uśmiech. Riddle rzucił mu rozbawione spojrzenie.

- Oczywiście że go porwałeś, zawsze interesowałeś się wyjątkowo uzdolnionymi uczniami – Horacy uśmiechnął się szeroko. – Takimi jak ty, co Tom?

Riddle odchrząknął.

- Mhm, tak – mruknął pod nosem.

- Tom nie lubi być chwalony – wyszeptał teatralnie Horacy, patrząc na Harry'ego z zadowoleniem.

- Chwalony? Właśnie zrównałeś moje umiejętności do umiejętności przeciętnego ucznia. To upokarzające – parsknął Riddle.

Tym razem Harry'emu nie udało się powstrzymać śmiechu, czym zwrócił na siebie uwagę zimnych oczu nauczyciela.

- Chociaż pan Harrison ma nieprzeciętną umiejętność do bycia nietaktownym.

- Jeśli bycie szczerym nazywa pan nietaktownością – Harry wzruszył ramionami.

- Czasem niektóre prawdy powinno się zachować dla siebie. Dla własnego dobra – Riddle przekręcił głowę w lewo, obserwując chłopaka.

- Panie profesorze – Harry zwrócił się do Horacego, ignorując aluzję młodego Voldemorta – chciałbym już udać się do mojego pokoju.

- Oh tak, oczywiście, jestem pewien, że był to niezmiernie ciężki dzień dla ciebie, mój chłopcze – Slughorn zrobił wyrozumiałą minę, otwierając Harry'emu drzwi. - Niestety nie masz jutro eliksirów, ale zawsze możesz do mnie wpaść wieczorem.

- Obawiam się, że to nie będzie możliwe – Riddle pojawił się u boku Harry'ego, zaciskając ręce na ramionach chłopaka, który powstrzymał się od wzdrygnięcia. – Harrison ma dodatkowe lekcje we wtorki. Ze mną.

- No nie, Tom, musisz być taki surowy? To dopiero pierwszy dzień, nie trzeba od razu-

- Surowy? Myślałem, że lekcje ze mną to sama przyjemność – Riddle podniósł brew.

- W takim razie ktoś musiał pana okłamać – wymamrotał Harry i syknął z bólu, gdy nauczyciel zacisnął mocniej ręce na jego ramionach.

- Odprowadzę pana Harrisona do pokoju wspólnego, trzeba przypilnować by znów nigdzie nie zbłądził. Do zobaczenia Horacy – mężczyzna skłonił głowę i zamknął drzwi, nie czekając na odpowiedź Slughorna.

Harry spróbował wyrwać się Riddle'owi, ale ten tylko zacisnął uścisk, popychając go w stronę lochów.

- Potrafię sam chodzić – warknął Harry.

- Doprawdy? – wyszeptał drwiąco Tom, nachylając się do ucha chłopaka. – W takim razie doceń, że jesteś jeszcze w stanie chodzić.

Harry poczuł oddech Riddle'a na karku, zaskakująco ciepły jak na taki lodowaty głos. Jedna ręka mężczyzny zsunęła się na plecy, delikatnie wbijając środkowy palec w zestresowane ciało chłopaka. Harry wygiął się, próbując być jak najdalej od dotyku Riddle'a.

- Voldemort – syknął cicho mężczyzna.