Jestem dwa rozdziały do przodu, więc w sumie co mi szkodzi wstawić ten trochę wcześniej. Wyjaśnienia:
- ponieważ tak, w dalekiej (lub nie...) przyszłości będzie slash hp/lv, staram się pokazać charakter Toma nie tylko od tej złej strony i naprawdę próbuję wybrnąć z sytuacji „on jest zły, ale w jakiś sposób też dobry...". mam nadzieję, że uda mi się opisać wiarygodnie jego charakter i związek z Harrym, jeśli macie jakieś zastrzeżenia, bardzo chętnie ich wysłucham.
- ja także nie przepadam za Dumbledore'm, (niestety?) w tej opowieści jego postać będzie dość ważna. jednak jest znaczna różnica pomiędzy Albusem z czasów Riddle'a a Albusem z czasów Harry'ego. ah, i oczywiście wyjaśnię skąd Dumbledore wszystko wie!
- tak, w kanonie Riddle nigdy nie został nauczycielem, co jest dla mnie niejakim powodem dla którego został tym, kim został. dlatego właśnie kontynuuję moją opowieść po piątej części, jednak parę rzeczy powtórzę, Riddle nadal zabił swojego ojca i dziadków i chcę zachować Horkruksy.
Dziękuję wszystkim za komentarze! Dużo autorów mówi „komentarze karmią wenę/wena" i ja się z tym absolutnie zgadzam. Na razie mam bardzo dużo wolnego czasu, więc jestem w stanie wstawiać rozdziały nawet codziennie. Właściwie wszystko zależy od was!
III
Serce Harry'ego biło tak szybko, że chłopak zaczął rozważać czy nie będzie miał zaraz ataku. Riddle spokojnie czekał na jego reakcję, stojąc w dyskomfortowo bliskiej odległości.
- Voldemort – powtórzył głucho Harry, nawet nie próbując ukryć przerażenia w swoim głosie.
- Perfekcyjnie panie Harrison. Hasło brzmi Voldemort, jednak dziwi mnie pana poruszenie. Prawie słyszę bicie twojego serca – Riddle uniósł brew.
Harry wypuścił głośno powietrze.
- Ah. Hasło. No tak – wymamrotał w końcu.
- A co innego? – nauczyciel wyglądał teraz na zirytowanego.
- Domyślam się – zaczął Harry – że to był niejako pański genialny pomysł. Pokonać śmierć. Czy to jest pana zamiar?
Riddle zamarł i chłopak przez chwilę się zastanawiał, czy nauczyciel nadal oddycha. Po chwili jednak poczuł na szyi kolejny ciepły powiew powietrza.
- Odniosłem wrażenie, że niesamowicie dużo o mnie wiesz, panie Harrison. Nie jestem jednak pewien, co powinienem z tym zrobić. Mój pierwszy pomysł był bardzo prosty, poznać cię tak dobrze jak ty znasz mnie, a może wtedy odpowiesz na moje pytania – mężczyzna złapał Harry'ego za brodę, odwracając chłopaka w swoją stronę. – A mam ich wiele.
- Nie jestem chętny do wysłuchania pańskich pytań – odpowiedział zimno Harry, spodziewając się wybuchu gniewu, ale Riddle tylko uśmiechnął się lodowato.
- Nie lubię tłumaczyć się przed ludźmi, panie Harrison. A szczególnie nie przed dziećmi. Jednakże... mógłbym zrobić wyjątek.
- Nie jestem chętny do wysłuchania pana opowieści.
- Rozumiem że spodziewasz się po mnie najgorszego. W tym wypadku kłamstw, nie mam racji?
Harry rozważył kolejny unik, ale tylko przytaknął głową.
- Rzadko uczniowie mnie nienawidzą. Właściwie – Riddle uśmiechnął się, ale jego oczy pozostały zimne – jesteś jedynym taki przypadkiem. Czym niezmiernie mnie fascynujesz.
Świetnie, najpierw chora obsesja na punkcie zabicia, teraz fascynacja, co będzie później?
- Jednak wiem, że ty też masz parę pytań.
- Nieszczególnie.
- Nie zabiłem tej dziewczyny – syknął Riddle, wpatrując się w Harry'ego oczami lśniącymi znów czerwonym blaskiem.
Dobra próba Tom. Może jeszcze zapłacz cicho, rzuć mi się w ramiona i opowiedz jak bardzo życie cię ukarało.
- Trudno mi w to uwierzyć.
Riddle nachylił się jeszcze bardziej, tak by ich oczy znalazły się na tym samym poziomie. Mężczyzna delikatnie pociągnął Harry'ego za niesforne włosy, wyrywając przy tym parę kosmyków. Przez chwilę przyglądał się nim z zainteresowaniem, po czym ponownie zwrócił uwagę na chłopaka. Uśmiech rozjaśnił jego lodowatą twarz, tym razem dosięgając oczu.
- Nie jestem... nie chcę być potworem za którego mnie uważasz – wyszeptał w końcu.
Harry zastygł w niemym szoku, nie mogąc, a może nie potrafiąc uwierzyć w to, co właśnie usłyszał.
- Dobranoc panie Harrison.
I zanim Harry zdążył cokolwiek powiedzieć, Riddle rozpłynął się w ciemności.
- Do cholery, musicie skończyć z tym znikaniem – wymamrotał i zdawało mu się, że usłyszał cichy śmiech.
Harry liczył, że gdy wejdzie do pokoju wspólnego wszyscy będą już w łóżkach. Niestety Malfoya otaczała spora grupka osób, która natychmiast zwróciła uwagę na pojawienie się nowego ślizgona. Harry padał z nóg, a dzień dłużył się niemiłosiernie i perspektywa rozmowy z nowymi kolegami prawie go dobiła. Tymczasem miał też na głowie ostatnią konwersację z Riddle'm i tajemnicze zachowanie mężczyzny. Chłopak chciał móc po prostu założyć, że młody Lord kłamie, jednak nie potrafił zapomnieć tonu w jakim Tom wypowiedział swoje wyznanie. Brzmiał prawie jakby był przerażony.
- Syn marnotrawny powrócił! – zawołał wesoło jeden z ślizgonów.
Harry westchnął, czując się głupio, że liczył na dyskrecję Malfoya.
- Widzę, że wy wszyscy już mnie znacie, ale ja nie mam nawet pojęcia jak macie na imię – zaczął, ale nie dane mu było dokończyć.
- Ten tutaj to Nott – Abraxas wskazał na chłopaka, który wcześniej się odezwał, a Harry'ego przeszły ciarki, mając wrażenie, że wie co będzie potem. – Dalej Lestrange i Avery.
Lestrange.
Harry'ego ogarnęła niepowstrzymana wściekłość, co ślizgoni musieli zauważyć, bo rzucili mu zdziwione spojrzenia.
Jesteś pieprzonym ojcem Bellatrix. Czy gdybym cię teraz zakatrupił, Syriusz nadal by żył?
- Coś nie tak? – spytał Malfoy niespokojnie.
Jak winny jest temu, co spotkało Syriusza? Prawdopodobnie w ogóle, może nawet nie para się czarną magią, ale cholera!
- Chcę zostać sam – warknął Harry, kierując się w stronę łóżka.
Ze wszystkich osób to akurat Lestrange chwycił jego rękę. Chyba nawet coś powiedział, mógł być nawet zaniepokojony (cholera, zaniepokojony? On?), ale wściekłość przesłoniła Harry'emu wzrok i spowodowała tymczasową głuchotę, jakby znalazł się pod wodą.
- Drętwota!– syknął Harry, posyłając zaklęcie w stronę chłopaka.
Lestrange był tak zdziwiony, że nawet nie zdążył podnieść różdżki. Harry nie obejrzał się za siebie, gdy uciekał do swojego pokoju, jednak zanim zdążył zamknąć drzwi usłyszał głośne przekleństwa.
Chwilę później w drzwi zadudniły pięści ślizgonów. Harry odetchnął cicho, zadowolony że zapamiętał zaklęcie blokujące.
- Harrison, otwieraj ty durniu – wrzasnął Malfoy.
- Musisz nauczyć nas tego zaklęcia – dodał podniecony Nott.
- Nie możesz rzucać klątwami, a potem zatrzymywać je tylko dla siebie – poparł Avery.
- Tylko dlaczego ja – jęknął Lestrenge ku zadowoleniu reszty.
Harry nie mógł uwierzyć, że ślizgoni nie byli wściekli. Szczególnie pokrzywdzony wydawał się być wyjątkowo spokojny, co wcale nie przypominało mu zachowania Bellatrix.
- Jestem zmęczony – odpowiedział w końcu.
- Cholera, chociaż otwórz te drzwi, my też musimy gdzieś spać!
Dopiero teraz Harry zauważył dodatkowe cztery łóżka. Z przegranym jękiem pozwolił ślizgonom wejść do środka, spodziewając się zaklęć miotanych w jego stronę, ale zamiast tego jego nowi znajomi spokojnie opadli na łóżka. Jedynie Lestrange mamrotał coś pod nosem. Harry chcąc nie chcąc, podszedł do chłopaka, nie wiedząc za bardzo co powiedzieć.
- Słuchaj, przepraszam za... no, za tamto – zaczął nieskładnie. – Jestem trochę zmęczony, wściekły i skołowany, to mój pierwszy dzień, tyle się dzieje i jeszcze Riddle...
Lestrange jednak wydawał się nie słuchać i dopiero, gdy Harry wymówił nazwisko nauczyciela, chłopak poderwał głowę.
- Właśnie! – odezwał się tryumfalnie Malfoy. – Jestem cholernie ciekaw co zrobił. Kazał ci sprzątać kible do końca wieczności?
Ślizgoni zachichotali z uciechy.
Harry pokręcił głową.
- Gorzej – westchnął. – W każdy wtorek wieczór mam z nim prywatną lekcję. Sam na sam.
Chyba czas zadbać o mój pogrzeb.
- Pieprzysz! – odezwał się w końcu Nott.
- Ty cholerny szczęśliwcu!
- Czy jak go obrażę to też dostanę taką – tu Malfoy zrobił w powietrzy cudzysłów – karę?
- O co wam chodzi? – Harry zakrył twarz poduszką, modląc się o chociaż dwie godziny snu.
- Każdy, dosłownie każdy, nawet ci „ja bym pokonał Grindewalda gołymi rękami" gryfoni chcieliby skorzystać z takiej szansy – tłumaczył spokojnie Abraxas. – Riddle był najbardziej utalentowanym uczniem jakiego miały Hogwarckie mury.
- Oprócz Dumbledore'a – zauważył Avery.
Harry spodziewał się protestów, ale Malfoy tylko przytaknął.
- Zrozumiesz o co nam chodzi, gdy zobaczysz jutrzejszą lekcję – dodał Lestrange.
- No nie wiem – pokręcił głową Nott. – Na początek Riddle zaczyna lekko. Będzie chciał zobaczyć jak radzimy sobie w pojedynkach po wakacjach. Uważaj Harrison, z pewnością będzie cię obserwował.
- Mm, to chyba nie nowość – wymamrotał Harry.
- Hej, nie zasypiaj nam tutaj! – parsknął Malfoy, waląc Harry'ego w głowę poduszką.
- Drętwota– jęknął chłopak, wiedząc, że jego różdżka jest gdzieś bardzo daleko.
Ślizgoni kontynuowali rozmowę, raz po raz wybuchając śmiechem lub zaczynając mówić szeptem, gdy omawiali jakieś plany przeciwko gryfonom, jakby ci mogli ich przypadkiem usłyszeć.
Jednak Harry'emu ciągle brzmiała w uszach jego rozmowa z Riddle'm. I gdzieś, w ciemnym zakątku umysłu, chłopak zaczął wierzyć w wyznanie nauczyciela.
Słońce, które zwykle witało Harry'ego w wieży Gryffindoru, nie dochodziło do lochów, więc chłopak nawet się nie zdziwił, że zaspał. Już i tak postanowił zrezygnować ze śniadania, więc ślizgoni poszli bez niego, jednak nie planował spóźnić się na pierwszą lekcję obrony przed czarną magią. Dlatego pospieszył do klasy, przy czym zgubił się w lochach dwa razy i co najmniej trzy zastanawiał się czy jest w ogóle sens przychodzenia na lekcję.
Gdy w końcu dopadł drzwi, tylko jedna osoba zwróciła na niego uwagę. Malfoy spojrzał na kolegę krytycznie, ale w końcu pomachał, przywołując Harry'ego do siebie.
- Czy ty masz na sobie to samo co wczoraj? – spytał z nieukrywanym przerażeniem.
- Możliwe – wymamrotał Harry, uchylając się przed klątwą.
Najwyraźniej, tak jak zapowiedział Nott, uczniowie ćwiczyli pojedynki. Jednak wszyscy byli skupieni i nikt nie rozmawiał, w przeciwieństwie do lekcji z Lupinem, które, gdy ćwiczyli zaklęcia, polegały na śmiechach i zabawie. Sam Riddle siedział przy biurku, nawet nie spoglądając na uczniów.
Harry rzucił nauczycielowi zaciekawione spojrzenie, ale mężczyzna nie podniósł wzroku. Czy Tom może żałować ich ostatniej rozmowy? Harry nadal nie wiedział jak się czuć po wyznaniu Riddle'a, świadom faktu, że Lord Voldemort jest mistrzem manipulacji i grania na ludzkich emocjach. Jednak nie mógł również zapomnieć słów Dumbledore'a, który wyraźnie zauważył różnicę pomiędzy Riddle'm a Voldemortem. I Harry także ją widział. Nie potrafił się oszukiwać, Tom, mimo swojego lodowatego, a czasem nawet przerażającego zachowania, nie był okrutnym, człowiekopodobnym Lordem.
Co z tego? Czy mogę zmienić to, kim zostanie?
- Harrison, śpisz na jawie? – spytał Malfoy, machając dłonią przed oczami chłopaka.
- Nie, nie, słuchałem każdego twojego słowa – zapewnił Harry.
- Kiedy ja nic nie mówiłem.
- Oh – chłopak rozejrzał się po klasie. – Jak Riddle sprawdza nasze zdolności, skoro nawet nie patrzy?
- Harrison – zaczął powoli Abraxas – miałem cię za inteligentnego człowieka. Czy naprawdę myślisz, że uczniowie, a szczególnie gryfoni dają z siebie wszystko na marne? Jeśli by tak było to... cóż... nie, to właściwie nie możliwe.
- Oh – powtórzył Harry.
Malfoy podniósł brew.
- Chodź, panie Śpiąca Królewna, pokaż mi co takiego niesamowitego jest w tobie, że Riddle chce dawać ci dodatkowe lekcje – Abraxas zamilkł na moment. – A może jesteś po prostu taki beznadziejny?
Harry uśmiechnął się, wysuwając różdżkę z rękawa.
- Dawaj – zachęcił, czując się pewnie po pojedynkach w Gwardii Dumbledore'a.
Abraxas zaatakował pierwszy, na co Harry spokojnie zrobił krok w tył, unikając zaklęcia. Blondyn podniósł brew, wyrzucając z siebie trzy kolejne klątwy i patrząc ze zdziwieniem jak Harry dwie omija, a trzecią odbija prostą tarczą obronną.
- Malfoy, nie bądź śmieszny – rzucił czarnowłosy.
Zirytowany chłopak zaczął rzucać klątwy na oślep, co trochę zmęczyło Harry'ego, ale nie tak jak Abraxasa, który musiał w końcu zaczerpnąć oddech. W tym momencie Harry zdecydował się zaatakować, posyłając proste zaklęcie rozbrajające i po chwili trzymał już w dłoni różdżkę swojego przeciwnika.
Malfoy patrzył się w osłupieniu na Harry'ego, który z uśmiechem podał mu różdżkę.
- Cóż, chciałbym powiedzieć, że dobrze ci poszło, ale... – chłopak zawiesił głos, nie mogąc się nacieszyć swoim zwycięstwem.
- Jak do cholery – jęknął w końcu Abraxas.
- Język panie Malfoy – poprawił lodowaty głos zza pleców Harry'ego. – I doprawdy panie Harrison, nie powinieneś cieszyć się za wcześnie.
Z tymi słowami Riddle wyrwał różdżkę z ręki chłopaka.
- Zapraszam – powiedział cicho, ale wystarczająco głośno, by wszyscy uczniowie zdołali usłyszeć i przerwać swoje pojedynki. – Nie chcę byś się bronił, spróbuj tylko uniknąć moich zaklęć.
- Odmawiam.
Riddle podniósł brew w wyrazie zdziwienia.
- Czy jesteś zbyt słaby, by sprostać mojemu wyzwaniu?
- Nie – odpowiedział spokojnie Harry, nie nabierając się na manipulację nauczyciela.
- Jednak ja nalegam – i bez ostrzeżenia Riddle wyrzucił przed siebie dwie klątwy, celując w nogi Harry'ego.
Chłopak podskoczył, a zaklęcia roztrzaskały szafkę za nim. Ze zdziwieniem zauważył, że nie były czarno magiczne. Tymczasem Tom uśmiechnął się z zadowoleniem i już wycelował różdżkę w punkt nad Harry'm, drugie zaklęcie posyłając znowu w stronę jego nóg.
Harry przeturlał się po podłodze, wpadając na tłum uczniów, którzy otoczyli go i nauczyciela półkolem.
- Harrison, nie bądź tchórzem! Nie zasłaniaj się niewinnymi! – parsknął Riddle, widocznie bardzo dobrze się bawiąc.
Widać uczniowie pomyśleli to samo, bo wypchnęli Harry'ego na środek, który rzucił się w stronę biurka. Sprawdzając czy jest odpowiednio zasłonięty, zaczął grzebać w szufladach, szukając czegokolwiek co byłoby wystarczająco ciężkie.
- Oh, Harrison, nie każ mi po ciebie przychodzić! Walcz ze mną!
- Jak, skoro zabrałeś mi różdżkę do cholery? – warknął Harry, nie zważając już na słowa.
Ta sytuacja była zbyt podobna do wydarzeń sprzed dwóch lat. Harry niemal oczekiwał zaklęcia tortującego i śmiechu śmierciożerców. Zamiast biurka Harry'emu przed oczami stanęła kamienna płyta.
Zabij niepotrzebnego!, krzyknął piskliwy głos, a powietrze przecięła Avada, pozbawiając życia Cedrica. Harry wrzasnął, próbując się wyrwać, ale betonowa postać nawet nie drgnęła. Po chwili ból oślepił chłopaka, promieniujący ze słynnej blizny i Harry rozpoznał Glizdogona, trzymającego w ramionach małe, czarne zawiniątko.
Jednak tym razem zamiast wężowej postaci Harry ujrzał przystojną twarz Toma Riddle'a, wykrzywioną ze zdziwienia.
Chłopak nie myślał zbyt wiele zanim rzucił książką w nauczyciela. Usłyszał dźwięk łamanych kości i cichy krzyk mężczyzny, który natychmiast się poderwał, trzymając dłoń przy nosie. Harry skorzystał z okazji i wyrwał różdżki z drugiej ręki Riddle'a. Torując sobie przejście, w końcu wybiegł z klasy, słysząc za sobą zdumione okrzyki i nawoływania.
Złamałem nos Lordowi Voldemortowi. Co za ironia, biorąc pod uwagę, że Czarny Pan w przyszłym wcieleniu nawet go nie posiada. Może to właśnie przeze mnie zdecydował się na wężowy wygląd.
Harry w milczeniu siedział w pokoju życzeń, który tym razem przybrał wygląd wielkiego balkonu z którego rozpościerał się widok na Hogwarckie jezioro i Zakazany Las. Chłopak bawił się różdżką Riddle'a, stwierdzając, że i tak nie ma już nic do stracenia. Swoją ucieczkę z lekcji pamiętał jak przez mgłę. Wiedział, że postąpił jak ostatni idiota, ale to wszystko – wspomnienia z cmentarza, drwiący głos Toma, brak możliwości obrony – przerosło Harry'ego. Wiedział, że w najlepszym przypadku zostanie wyrzucony ze szkoły. W najgorszym? Cóż...
Śmierć.
Był zbyt zmęczony, by przejąć się swoją beznadziejną sytuacją. Z początku miał w planie tryumf nad Riddle'm i przypominanie sobie jego zdziwienia przy każdej możliwej okazji, ale teraz chciał po prostu pójść spać. Choć nie potrafił odmówić sobie uśmiechu błąkającego się na ustach.
Harry nawet nie zauważył, kiedy pokój życzeń przetransformował się w sypialnię z wielkim łóżkiem. Nie miał siły, by się na nie wdrapać, ale zanim zasnął, poczuł, że silne ramiona unoszą go i delikatnie kładą na satynową pościel.
- Śpij – wyszeptał Tom Riddle.
