IV

Pierwsze co Harry poczuł, gdy się obudził było ciepło i przyjemny spokój. Jego organizm nadal wołał o sen, więc chłopak tylko przekręcił się na bok w celu kontynuowania swojej drzemki. Jednak napotkał jakąś przeszkodę i zderzył się z nią nosem. Harry otworzył oczy, myśląc że to tylko ściana, ale zamiast białej powierzchni zobaczył czerń.

Chłopak zamrugał, zastanawiając się czy oślepł. Odsunął się parę metrów dalej i podniósł głowę, a jego oczom ukazał się śpiący Riddle. Harry prawie wrzasnął i ze strachu spadł na podłogę z wielkim hukiem.

Czy jestem w piekle? Voldemort mnie znalazł i zabił we śnie? To właśnie będzie moja kara na wieczność? Dzielenie wspólnego łóżka z Lordem? Jeśli tak, muszę przyznać, że to o wiele gorsze niż szlaban.

Harry niepewnie podniósł się na łokciach, spoglądając zza łóżka na spokojnie śpiącego Riddle'a. Przez chwilę miał złudne wrażenie, że mężczyzna nie żyje, bo nawet nie drgnął gdy Harry spadł, ale jego klatka piersiowa nadal się unosiła.

Zawsze można marzyć...

Jednak Harry zaraz pożałował, że o tym pomyślał, czując się winny. Chłopak nigdy nie miał problemów z życzeniem Voldemortowi bolesnej i długiej śmierci, ale mężczyzna przed nim nie był Czarnym Panem. I nie ważne jak bardzo Harry chciał o tym zapomnieć, nie potrafił.

Harry usiadł na skraju łóżka, przyglądając się Riddle'owi z niemałym zaciekawieniem. Trudno mu było wyobrazić sobie śpiącego Voldemorta. Właściwie Harry nigdy o tym nie myślał, ale czy nie najłatwiej byłoby zabić Lorda podczas snu?

Ostatnie dwa dni trwały dla Harry'ego wieczność. Czy naprawdę jeszcze tydzień temu był z Ronem w Norze? Cała jego przeszłość – przeszłość? Nie powinien powiedzieć przyszłość?, uciekała mu, jakby wspomnienia które miał, przeżył ktoś inny. Harry nie chciał żyć w tym czasie. Przed nim malowało się widmo pierwszej wojny, początki Lorda Voldemorta i przerażająca możliwość wyglądania starzej niż jego rodzice. Ale właściwie nie to go najbardziej martwiło, a prawdopodobieństwo zbliżenia się w jakiś sposób do Riddle'a. Dumbledore poradził, by Harry poznał swojego wroga, ale z drugiej strony przyznał, że zabijanie nie jest wyjściem z żadnej sytuacji. Jak bardzo nauczyciel zmienił się przez te lata! Dumbledore, którego znał Harry manipulował i chciał dbać o dobro wszystkich, jednak poświęcając przy tym zbyt wielu ludzi. Starzec zatajał przed nim dosłownie wszystko, co mogłoby być uznane za ważne i Harry wiedział, że Dumbledore podał mu minimum informacji tego dnia w gabinecie po śmierci Syriusza. I choć dyrektor naprawdę troszczył się o Harry'ego, tu chłopak nie miał żadnych wątpliwości, co stało się, że zapragnął mieć kontrolę nad każdym człowiekiem? Z drugiej strony, młody Dumbledore chętnie dzielił się z Harry'm wiedzą i przemyśleniami. Chciał by chłopak podejmował własne decyzje i nawet krytykował samego siebie. Jednak nadal pozostawało pytanie, skąd właściwie Dumbledore wiedział o pewnych rzeczach, których nie powinien być świadom? Jak na przykład jego przyszła posada dyrektora i dzieciństwo Harry'ego?

Dlaczego nikt nigdy nic mi nie mówi?

Harry siedział sfrustrowany na podłodze. Będzie musiał wkrótce złożyć wizytę nauczycielowi, co przypomniało mu o zajęciach. Jak długo spał? I skąd wziął się tu Riddle? Dlaczego Harry nadal żyje?

Choć ostatnie pytanie nie było do końca najważniejsze, Harry z pewnością chciał wiedzieć, dlaczego młody Voldemort nie jest niego wściekły. Bo gdyby był, nie czekałby spokojnie aż Harry wstanie.

Chyba. W sumie nie mam już pojęcia, o co z nim chodzi. Co jest bardziej przerażające, to że Riddle spał ze mną czy złamanie mu nosa?

Łatwo było nienawidzić Toma, gdy ten drwił z Harry'ego lub rzucał w niego zaklęciami, ale teraz wyglądał prawie... niewinnie. Jak to słowo nie pasowało do Riddle'a!

Może powinienem powiedzieć „mniej groźnie niż zwykle"? Mniej morderczo?

Riddle był jeszcze większą zagadką (hahaha, zabawne, zauważył Harry ironicznie)* niż Dumbledore. Mężczyzna był sprzecznością samą w sobie, nawet bez pomocy wspomnień o Voldemorcie. Jakby sam Tom nie miał pewności, czy chce być chłodny i złośliwy czy może bardziej podobny do Albusa. I choć Harry wiedział, że Riddle zostanie tym pierwszym tylko jeszcze bardziej okrutnym i pozbawionym litości, sama świadomość, że młody Voldemort próbował być lepszym człowiekiem zbijała go z pantałyku. Czy to dlatego trafił do przeszłości? Nie tylko by poznać swojego wroga, ale zauważyć w nim dobre strony? Po co?

Jeśli to jest jakiś okrutny żart, muszę przyznać, że nie śmieszny. Dużo łatwiej myślało mi się o zabiciu Voldemorta, gdy nie znałem go od tej człowieczej strony. Teraz – a raczej gdy tylko wrócę do przyszłości – będzie mi stawać przed oczami śpiący Riddle. Niezwykle pomagające w obliczu naszego przyszłego pojedynku na śmierć i życie.

Harry na chwilę porzucił myślenie, czując że mózg zaczyna mu się gotować. Rozejrzał się po pokoju, zauważając dużo regałów z książkami i wielki bałagan na końcu sali. Z braku lepszego zajęcia podszedł do rozrzuconych tomów, zastanawiając się czego Riddle szukał. Z nieukrywanym zdziwieniem zauważył, że książki nie były czarno magiczne a historyczne. I nagle przerażająca myśl przeszyła mózg Harry'ego.

Czy Voldemort będzie pamiętał Harrisona Dumbledore'a? Czy gdy spojrzy na Chłopca Który Przeżył, dostrzeże w nim ucznia, który kiedyś złamał mu nos? Połączy fakty, przypomni sobie o tym jak wiele Harrison o nim wiedział?

Jeśli tak, Harry był pewien, że rozwścieczy go to jeszcze bardziej.

Chłopak westchnął, naprawdę chcąc wiedzieć, jakim cudem tu trafił i dlaczego. Może po prostu ktoś chciał jeszcze bardziej uprzykrzyć mu życie?

Nie znajdując nic ciekawego wśród porozrzucanych książek, Harry usiadł na skraju łóżka, niepewien co powinien teraz z sobą zrobić. Za oknem panowała ciemność, więc Harry założył, że noc nadal trwa. Co możliwe tłumaczyłoby dlaczego jest nadal taki śpiący. Z początku chciał po prostu udać się do Slytherinu, ale nie znalazł drzwi i choćby nie wiem jak się starał i wyobrażał sobie siebie wychodzącego z pokoju, drzwi się nie pojawiły. Z chęcią położyłby się na łóżku i znowu zasnął, ale Riddle skutecznie go odstraszał i spędzał sen z powiek. Oczywiście mógłby po prostu obudzić mężczyznę, ale Harry chciał ograniczyć ich kontakt fizyczny do nieistniejącego tak jak powinno być. I tylko jedno pytanie wciąż kołatało mu się w głowie.

Dlaczego spali w jednym łóżku?


Miesiąc wcześniej.

Dumbledore siedział w swoim zrujnowanym gabinecie, odprowadzając wzrokiem wychodzącego Harry'ego. Czuł, że chłopiec nadal był wściekły. I jeszcze bardziej przerażony myślą, że to on będzie musiał stawić czoło Tomowi.

Tylko raz pozwolił by uczeń na niego nawrzeszczał, bo pomimo tego, że jego osoba wzbudzała szacunek, byli tacy, którzy próbowali. Tym uczniem był Tom Riddle i Dumbledore nadal twierdził, że w pełni zasłużył.

Smutny uśmiech pojawił się na twarzy Albusa. Riddle przekonał się do swojego nauczyciela transmutacji dopiero na ostatnim roku, choć zaufanie Tomowi zajęło Dumbledore'owi również sporo czasu. Żałował, że już na początku postanowił mieć oko na niego oko, jednak nie próbował zrozumieć skrytego chłopca.

Tom Riddle był... bardzo skomplikowanym uczniem. Nie miał przyjaciół i zdecydował się na kompletną izolację, wybierając towarzystwo książek zamiast ludzi. Wszyscy nauczyciele chwalili jego osiągnięcia, szczególnie podekscytowany był Horacy, który naiwnie wierzył, że jako jedyny dotarł do Toma. W rzeczywistości Riddle pozwolił tylko Dumbledore'owi na poznanie jego prawdziwej natury. I może dlatego tak bardzo nienawidził teraz swojego dawnego mentora.

Albus wiedział, że zawiódł Toma. Wiedział również, że to przez jego błędy skryty chłopiec, zmagający się ze swoją wewnętrzną ciemną stroną, a jednak dobry człowiek stał się Lordem Voldemortem. I gdy czas przyjdzie, Dumbledore był gotów zapłacić za swoje pomyłki.

Nawet teraz w nocach nawiedzały go wizje krzyczącego w agonii Toma, proszącego swojego profesora o pomoc. A potem on sam, opuszczający Hogwart na parę dni i przystojna twarz Riddle'a, wykrzywiona w przerażeniu.

- Wszystko będzie dobrze mój chłopcze – zapewnił, patrząc na młodego nauczyciela obrony.

- Nie poradzę sobie bez ciebie – wyszeptał Tom.

Dumbledore otworzył oczy, powracając do teraźniejszości. Teraz miał okazję naprawić swój błąd.

Jego myśli znów powędrowały do Harry'ego, zdając sobie sprawę jakie zadanie stawia przed swoim młodym uczniem. Zastanawiał się, czy chłopiec kiedykolwiek mu wybaczy.

Albus odkrył z przerażeniem, że nie wiedział, czy myśli o Harry'm czy o Tomie.


Riddle zaczął się poruszać, na co Harry wstrzymał oddech. Nadal miał w kieszeni obie różdżki, ale zdając sobie sprawę, że to wcale nie polepsza jego sytuacji. Nawet jeśli nauczyciel nie zabił go wcześniej, nie znaczy że nie ma takiego zamiaru. Może po prostu chciał, by Harry był świadomy swojej śmierci, a nie na wpół śpiący.

Harry siedział na brzegu łóżka i przeglądał książkę, którą wcześniej czytał Riddle, a przynajmniej tak chłopak wywnioskował po zagiętym rogu i faktu, że leżała blisko mężczyzny. Zastanawiał się, czy nie powinien szybko odłożyć ją na miejsce, ale nie zdążył, bo Tom już podniósł głowę, mrugając nieprzytomnie. Harry bardzo starał się nie chichotać, ale nie mógł powstrzymać uśmiechu.

Włosy Riddle'a, zwykle porządnie zaczesane, odstawały każdy w inną stronę, a blade policzki pokryte były jasnym rumieńcem. W dodatku poduszka odbiła się na lewym policzku nauczyciela, co sprawiało że wyglądał jeszcze zabawniej (każdy uznałby to za słodki wygląd, ale słodkość i Voldemort nie idą w parze, pomyślał Harry).

- Harrison dlaczego się na mnie gapisz z jakimś obleśnym uśmiechem przyklejonym do twarzy? – spytał Riddle, w końcu zauważając obecność ucznia.

Harry szybko odwrócił wzrok, czując że robi się czerwony.

- Wygląda pan... niecodziennie.

- Wiesz co wygląda niecodziennie? – warknął Tom. – Mój nos.

Harry dopiero teraz zauważył, że lewa strona nosa Riddle'a jest cała czarna, a gdy skóra przechodziła w szary kolor można było zobaczyć popękane naczynka.

- Oh – mruknął chłopak, nie wiedząc co powiedzieć. – Myślałem, że zaklęciem można szybko naprawić złamanie.

Riddle syknął z irytacji.

- Jeśli są one powierzchowne i mało skomplikowane. Niestety masz bardzo dobrego cela, panie Harrison – mężczyzna spojrzał na swoją książkę w dłoni Harry'ego. – Czy wziąłeś ją na wszelki wypadek, gdyby mój nos nie był całkowicie złamany?

Harry przez chwilę zastanawiał się, o co chodzi Riddle'owi, w końcu wydając dźwięk zrozumienia. Tom obserwował chłopaka z nieukrywaną dezaprobatą.

- Nie – zaprzeczył w końcu Harry. – Byłem tylko ciekaw, co pan czytał.

- Pewnie spodziewałeś się czegoś innego – zauważył Riddle. – „Jak zabić uczniów w trzy dni?", „Podbój czarodziejskiego świata dla początkujących?", „Biografia Harrisona Dumbledore'a?".

Harry roześmiał się, słysząc słowa mężczyzny, które były zresztą całkiem prawdziwie.

- Bardziej coś jak „Co zrobić, gdy złamiesz nos nauczycielowi, który w najbliższej przyszłości-

Ty durniu!

Chłopak ugryzł się w język w samą porę.

- W najbliższej przyszłości? – Riddle podniósł brwi.

- W najbliższej przyszłości... będzie na ciebie wściekły – skłamał szybko Harry, wiedząc jednak że Tom mu nie uwierzy.

- Yhym.

- Dlaczego obudziłem się praktycznie przytulony do pana boku? – zmienił temat Harry, wiedząc że każdy jest lepszy, nawet ten zawstydzający niż wcześniejsza rozmowa.

- Naprawdę? Kładłem się daleko od ciebie – odpowiedział lekko Riddle.

Harry zamrugał, nie wierząc własnym uszom.

- W takim razie dlaczego pan się kładł w tym samym łóżku co ja? – spytał ze złością.

Nieoczekiwanie Riddle roześmiał się głośno, odchylając głowę do tyłu i robiąc to z gracją, jaką nie mają nawet kobiety.

- Harrison, proszę powiedz mi, że nie pobiegniesz zaraz do gabinetu dyrektora i nie oskarżysz mnie o molestowanie seksualne – powiedział w końcu Tom, patrząc się z rozbawieniem na Harry'ego, który poczuł że zaczęły piec go policzki i szybko spuścił głowę.

- Nie miałem tego na myśli – wymamrotał.

- Zaraz po skończeniu lekcji – zaczął Riddle – poszedłem cię szukać-

- Dlaczego poszedł mnie pan szukać? – warknął Harry, podnosząc głowę ze złością. – Czy ma pan jakąś chorą obsesję? Nie może mnie pan po prostu zostawić w spokoju?

Mężczyzna wydawał się być prawdziwie zaskoczony, a może nawet urażony słowami Harry'ego.

- Masz moją różdżkę, to chyba nie dziwne, że chciałem cię znaleźć – wysyczał w końcu.

- Oh – wykrztusił Harry, zastanawiając się dlaczego jeszcze żyje.

- Jak już mówiłem – kontynuował Riddle, mierząc chłopaka lodowatym spojrzeniem – poszedłem cię szukać i nie w wyrazie obsesji lub podtekstów seksualnych, bo nie wszyscy marzą by cię przelecieć. Wiem, bolesna prawda.

Harry zazgrzytał zębami, ale nie śmiał się odezwać.

- Oczywiście znalazłem, choć muszę przyznać, nie wiedziałem, że ktoś jeszcze jest świadom o istnieniu tego pokoju. Pozwoliłem ci zasnąć, choć teraz zaczynam żałować tej decyzji. Nawet chciałem wziąć swoją różdżkę i po prostu wyjść, ale dzięki Merlinowi, że tego nie zrobiłem. Musiałbym wtedy dotknąć twoich – tu Riddle przerwał, uśmiechając się złośliwie i czekając aż Harry podniesie wzrok – kieszeni.

- Zrozumiałem. Przepraszam – warknął w końcu chłopak ze złością.

- Przyjęte – odpowiedział litościwie nauczyciel. – Tak więc czekałem. Ale nawet ja potrzebuję snu.

Harry nie wiedział co powiedzieć. Czuł się głupio. Tak bliska obecność Riddle'a przestraszyła go, ale nie powinien przez to pozwolić by temperament wziął w górę.

- Która jest godzina? – spytał w końcu.

- Po drugiej – odpowiedział spokojnie Riddle, ale nawet nie spojrzał na zegarek. - Jeśli wyczerpałeś już wszystkie swoje pytania, oddaj mi moją różdżkę i wyjdź. Powinienem odprowadzić cię do pokoju wspólnego, ale gdy mam wybór pomiędzy snem a spacerowaniem po korytarzach, nie masz za bardzo szans.

Po tych słowach Tom odwrócił się tyłem do Harry'ego i przyłożył drugą poduszkę do głowy.


Kolejne dni upłynęły spokojnie. Mimo tego, że Harry nadal czasem się wzdrygał, gdy rozmawiał z Lestrange, chłopak powoli zaczął się przyzwyczajać do nowej sytuacji. I nie ważne jak bardzo starał się porozmawiać z Dumbledore'm sam na sam, ten zawsze miał coś ważniejszego do roboty. To przypominało Harry'emu o zachowaniu dyrektora w przyszłości, co jeszcze bardziej utwierdziło go w przekonaniu, że Dumbledore wie coś ważnego.

Riddle wydawał się prawie unikać Harry'ego. Na lekcjach nie traktował go inaczej niż innych uczniów, a po zajęciach chłopak nie widział nauczyciela ani razu. Dlatego z pewnym podekscytowaniem wyczekiwał na wtorek.

Niesamowite jak szybko uzależniasz się od jego uwagi. Tak pewnie musi czuć się każdy śmierciożerca, gdy Czarny Pan przestaje go faworyzować. Może dlatego Bellatrix oszalała?

Harry'emu bardzo nie podobała się ta myśl, więc by zając czymś swój umysł, czas spędzał wśród książek lub w towarzystwie ślizgonów, których zaczął nie tylko tolerować, ale i w pewnym sensie lubić. Slughorn nie opuszczał Harry'ego na krok, co niezmiernie go irytowało, szczególnie że odkrył swój talent do eliksirów. Chłopak nie był specjalnie zdziwiony, gdy w końcu zaczął odnosić sukcesy w tej dziedzinie. Od dawna podejrzewał, że wcale nie byłby taki beznadziejny, gdyby nie fakt, że w przyszłości Snape z umiłowaniem krążył pomiędzy ławkami, wytykając Harry'emu każdy ruch. A także Draco, który sabotował każdy eliksir gryfona.

Jednak teraz Harry naprawdę zaczął się zastanawiać, czy sam nie powinien psuć swojej pracy, bo głośne pochwały profesora były nie tylko irytujące, ale i żenujące. Dziś spokojnie szedł korytarzem, przysłuchując się rozmowie Notta i Malfoya, gdy dogonił ich zdyszany Horacy, melodyjnym głosem wygłaszając poem o zdolnościach Harry'ego. Uczniowie zatrzymywali się, by wysłuchać do końca, a gdy nauczyciel w końcu skończył, wyraźnie bardzo dumny z siebie, klaskali i prosili o bis. Ku przerażeniu Harry'ego w tłumie był także Riddle, stojąc z jak zwykle nieprzeniknioną miną. Mężczyzna chyba dostrzegł zażenowanie chłopaka, bo posłał mu prawie pocieszający uśmiech zanim wszedł do klasy.

Teraz imię Harry'ego, już wystarczająco znane (Dumbledore w Slytherinie! Prawie jak Voldemort w Gryffindorze.), było powtarzane z ust do ust, a uczniowie czasem nawet przystawali, by pogapić się na ulubieńca Slughorna.

- Hej, kochaś Horacego, coś ty taki cichy dzisiaj? – zaczepił Malfoy, wyraźnie zadowolony ze swojego żartu.

Harry i początkujący Śmieciożercy, jak zaczął ich nazywać, siedzieli z tyłu pokoju wspólnego, skąd mieli dobry widok na przychodzących uczniów, a sami ukryci byli w cieniu kanap. Taki układ mebli mogli mieć tylko ślizgoni.

- Czy powinienem w ogóle odpowiadać na to pytanie? – mruknął Harry, ukrywając twarz w dłoniach. – Dlaczego zawsze ja.

- Hm, właściwie nie jest tak źle jak myślisz – zauważył Nott, którego Harry darzył największą sympatią. – Riddle miał dużo. Dużo. Gorzej.

Ślizgoni zarechotali z uciechy.

- Co masz na myśli? – spytał zaciekawiony Harry.

- To było dwa lata temu, Riddle był w siódmej klasie i-

- Mam lepszy pomysł – przerwał niespodziewanie Malfoy. – Zamiast ci opowiedzieć, po prostu to zademonstrujemy. Jutro.

Harry podniósł brwi, gdy ślizgoni nachylili się do Abraxasa, który wyszeptał im swój plan. Po chwili usłyszał okrzyki zdziwienia i nerwowy śmiech.

- On nas zabije – wymamrotał w końcu Avery.

- Żyje się tylko raz – przypomniał Nott.

- Wymiękacie? – zarechotał Lestrange, widocznie bardzo podekscytowany pomysłem Malfoya. – Ciekawe kto będzie bardziej wściekły, Riddle czy Slughorn.

Z niejasnym poczuciem, że jutrzejszy dzień będzie katastrofą, Harry opadł na kanapę i zamknął oczy.

- Harrison, poświęcamy dla ciebie życie, powinieneś być nam wdzięczny – zauważył Malfoy.

- Przyjdę na wasz pogrzeb – obiecał.


Po raz kolejny spóźniony, Harry podszedł do stołu Slytherinu i spojrzał niechętnie na swój talerz. Miał plan w ogóle nie przychodzić, ale ślizgoni wybrali akurat śniadanie na czas swojej samobójczej misji.

- Wszyscy już są? – spytał Malfoy, nawet nie kryjąc podekscytowania w głosie.

- Poczekaj, nie zdążyłem jeszcze dokończyć listu do rodziców, wyjaśniającego dlaczego nie żyję – zadrwił Lestrange.

Malfoy wstał, uderzając widelcem o kieliszek. Wszyscy uczniowie spojrzeli na chłopaka z zaciekawieniem, przy czym gryfoni nie wyglądali na zadowolonych.

- Dyrektorze, mam coś do ogłoszenia, czy mógłbym? – spytał potulnie Abraxas.

- Oh, no cóż... Sądzę, że tak – Dippet uśmiechnął się niepewnie, spoglądając na Malfoya z dozą nieufności. – Tylko żadnych sztuczek chłopcze.

- Oczywiście – chłopak posłał dyrektorowi uspokajający uśmiech, po czym wszedł na podest, stając na środku stali i prawie władczym wzrokiem spoglądając na salę, przez co Harry był bliski płaczu. – Chciałbym skorzystać z okazji by podziękować naszemu ulubionemu nauczycielowi. My, znaczy ślizgoni, napisaliśmy do pana list, którym zdecydowaliśmy się podzielić z całą szkołą, gdyż jesteśmy z siebie bardzo dumni. Może pan to potraktować za prezent urodzinowy, choć niestety nie znamy daty pana narodzin.

Wszyscy uczniowie patrzyli na Malfoya z wyczekiwaniem, a ciszę przerywały tylko niepowstrzymane chichoty ślizgonów. Harry zaczynał mieć problemy z oddychaniem, próbując się nie śmiać.

- Drogi profesorze Riddle – zaczął w końcu Malfoy, a nauczyciel poszarzał na twarzy – piszemy do pana w nadziei, że dobrze się pan czuje. Ponieważ musimy wytłumaczyć panu bardzo ważną sprawę i nie chcemy, by pan nas źle zrozumiał. Bardzo wysoko cenimy pańską przyjaźń z nami, ślizgonami i to jest powód dla którego piszemy ten list. Widzi pan, jest pan bardzo przystojnym mężczyzną.

W sali rozległy się ciche okrzyki, a gryfoni zawyli z uciechy. Harry nie mógł uwierzyć, że Slughorn naprawdę napisał coś takiego.

Horacy chyba zrozumiał żart ślizgonów i rozpoznał w przekręconych słowach swoje własne i szybko wymknął się z sali, czego nikt oprócz paru uczniów nie dostrzegł, bo wszyscy skupili wzrok na Riddle'u. Tom miał nieprzeniknioną minę, ale Harry zauważył rękę Dumbledore'a na ramieniu młodego mężczyzny. Za to profesor transmutacji wyglądał na rozbawionego.

- Jest wśród nas, ślizgonów, osoba, która nie mogła oprzeć się pana wdziękom – kontynuował Malfoy z kamienną miną. – Jednak jest on zbyt nieśmiały by z panem o tym porozmawiać.

Harry pokręcił głową, zastanawiając się kogo wrobili i jak bolesną śmiercią umrze ta osoba.

- Boi się, że różnica wieku przeszkodzi waszej wspólnej przyszłości, a także niezaprzeczalny fakt, że pan jest profesorem a on tylko uczniem – Abraxas pokręcił głową, jakby chciał przedstawić swój żal. – Co prawda Harrison Dumbledore jest u nas od niedawna, ale już od paru dni opowiada tylko o panu.

Wszystkie głowy odwróciły się w stronę Harry'ego, który marzył by zapaść się pod ziemię. Ślizgoni już nie powstrzymywali śmiechu, rechocząc i klepiąc Harry'ego po plecach. Ktoś z innego domu zawołał „Gratulacje!", a reszta uczniów poparła słowa aplauzem. Harry zaczął rozważać możliwość wejścia pod stół, czując że jeszcze nigdy wcześniej policzki nie piekły go tak jak teraz.

Malfoy odchrząknął i w sali ponownie zapadła cisza, choć uczniowie nie spuszczali wzroku z Harry'ego, który usilnie gapił się w podłogę.

- Chciałbym zacytować parę wypowiedzi Harrisona, które ukażą jak wielkie jest jego-

- Dziękujemy panie Malfoy – przerwał szybko czerwony na twarzy Dippet.

- Oh – wymamrotał Abraxas, udając skruszonego. – Kończąc moją wypowiedź-

- Ona ma się skończyć w tym momencie! – rozkazał dyrektor.

- ...kończąc moją wypowiedzieć, chcę tylko powiedzieć, że my ślizgoni, w pełni aprobujemy związek pomiędzy nauczycielem i uczniem...

- Niech ktoś go usunie! – Herbert Beery zaczął iść w stronę Malfoya.

- ...i zapewniamy pana, że przyjdziemy na wasz ślub. Z całym szacunkiem, Horacy Slugh- oh, znaczy, Slytherin.

Z tymi słowami Malfoy zszedł z platformy, przytrzymywany za łokieć przez Herberta, który mamrotał coś do siebie, również pokryty rumieńcem. Za to Abraxas wyglądał na dumnego i gdy w końcu usiadł przy stole, rozległ się aplauz i śmiech, dochodzący nawet od strony gryfonów.

- Jak ci się podobało? – spytał chłopak z uśmiechem.

- Zanim Riddle mnie zamorduje, osobiście dopilnuję byś zginął wcześniej niż ja – wycedził Harry, cały czas czerwony na twarzy.

- Ale masz rumieńce – zadrwił Lestrange.

- Jesteś drugi na mojej liście do zabicia.

Nagle w rozbawionej sali zaległa cisza. Harry nie odważył się podnieść głowy, ale Nott wyszeptał mu do ucha:

- To Riddle.

- Jak wygląda?

- Jak zwykle – odparł cicho chłopak. – Niewzruszony.

Harry nie mógł się oprzeć i spojrzał na stół nauczycielski. Riddle stał w tym samym miejscu co wcześniej Abraxas. Na twarzy miał drwiący uśmiech i Harry poczuł, że dla mężczyzny zemsta będzie słodka.

- Jestem wzruszony – zaczął w końcu Riddle, a jego oczy spoczęły na Harrym, który szybko spuścił wzrok – że tak dbacie o mnie i dobro waszego kolegi. Chciałbym jednak poprosić by Harrison dołączył do mojego boku.

Szmer przeszedł przez salę. Uczniowie patrzyli się to na Harry'ego, to na Riddle'a, czekając na reakcję chłopaka, który nie miał zamiaru ruszyć się z miejsca. Niestety ślizgoni mieli inne plany, łapiąc go za ręce i popychając w stronę nauczycieli. Połowa Slytherinu bezczelnie rechotała, a Malfoy powiedział głośno „Powodzenia!", wywołując kolejną salwę śmiechu.

Harry znalazł się na środku korytarza, niezdolny do wykonania ruchu. W końcu zrobił jeden krok, a potem kolejny i kolejny... Nie patrzył na nikogo, usilnie wbijając wzrok w podłogę. Jego marsz trwał wieczność, czuł na sobie uważne spojrzenia wszystkich uczniów i nauczycieli, a także drwiący wzrok Riddle'a. Gdy stanął koło mężczyzny, zachował odpowiedni dystans i mierzył wściekłym wzrokiem Malfoya, nie wiedząc co więcej może zrobić.

- Ah, dlaczego tak daleko, mój drogi? – zawołał Riddle, otaczając Harry'ego ramieniem i przysuwając chłopaka do siebie. – Muszę powiedzieć, że było mi bardzo trudno, gdy widziałem jak Harrison zmaga się z samym sobą.

Czując bliskość Riddle, Harry z trudem opanował odruch przed wyrwaniem się i wyjściem z Wielkiej Sali. Jego dotyk, mimo że zupełnie niepodobny do lodowatego zimna bijącego od Voldemorta, odrażał Harry'ego, który w głowie nadal miał wizję z cmentarza i bladej ręki dotykającej jego policzka.

- Jestem pewien, że wsparcie Slytherinu dużo znaczy nie tylko dla mnie, ale i dla Harrisona, bo... cóż – nauczyciel uśmiechnął się łagodnie - ...ja też uległem jego wdziękom.

I nagle Riddle ujął twarz Harry'ego w dłonie i zanim chłopak zdążył cokolwiek zrobić, Tom pocałował go delikatnie.

* riddle – zagadka


Dziękuję Wszystkim za komentarze, mam nadzieje, że spodobał się Wam ten rozdział.:)