VII
Minęły ponad trzy miesiące od dnia, którego Harry obudził się w Skrzydle Szpitalnym, nie wiedząc co tam robi i dlaczego. Nic go nie bolało, ale czuł się słaby i niepewny. Nogi się pod nim uginały, gdy próbował chodzić, więc opuścił kolejny dzień zajęć.
Od tego czasu trafił do załamanej pielęgniarki już pięć razy, za każdym razem z powodu treningów Quidditcha. Drużyna Slytherinu miała szukającego, ale pozwolili Harry'emu na dołączenie, ponieważ chłopak praktycznie zabłagał ich na śmierć. Malfoy grał jako napastnik i Harry musiał przyznać, chłopak był dużo lepszy niż jego przyszły wnuk. Zanotował to sobie w myślach, by później móc jakoś drażnić się z Draco. Ślizgoni byli prawdziwie zachwyceni umiejętnościami Harry'ego, przez co szukający, Anthony Lehnrat, próbował przekląć go dwa razy i zamiast szukać znicza, posyłał tłuczki w stronę gryfona (Harry nadał nie potrafił myśleć o sobie jak o ślizgonie).
Oprócz treningów, chłopak nie miał na nic więcej czasu. Nauczyciele zadawali masę prac domowych i jedynie Slughorn nie dał Harry'emu jeszcze dodatkowego eseju, ale ślizgoni naśmiewali się, że oni wiedzą bardzo dobrze dlaczego. Widocznie Horacy nadal nie potrafił zapomnieć o wydarzeniu z początku roku.
Co prowadziło do Riddle'a, z którym Harry w końcu zaczął się dogadywać. Na początku mężczyzna wyglądał, jakby prawie bał się ich rozmów. Unikał wzrokowego kontaktu i puszczał bezczelne odzywki Harry'ego mimo uszu. W końcu jednak chłopaka zaczęło to irytować, więc zaatakował Riddle od tyłu podczas jednej z pojedynkowych lekcji. Wszyscy uczniowie zamarli, a młody Voldemort po prostu się śmiał. Gdy kazał zostać Harry'emu po lekcji, chłopak był pewny, że dostanie kolejną karę lub esej, ale ku jego zdziwieniu Riddle tylko oznajmił, że wtorkowe lekcje wracają (które zaraz po wyjściu Harry'ego ze szpitala odwołał).
Początkowo Harry myślał, że dodatkowe zajęcia z Riddle'm będą polegały na uczeniu się mrocznych klątw i Harrym uciekającym przed zaklęciami nauczyciela. Choć to drugie było całkiem prawdziwe, Riddle stwierdził, że nie powierzy tak potężnej wiedzy „jakiemuś szesnastoletniemu imbecylowi". Tu Harry zaczął się zastanawiać, czy Snape nie jest dawno zaginionym synem Riddle'a.
Wtorkowe lekcje stały się naprawdę interesujące i mimo tego, że gdy Harry wracał do pokoju wspólnego, było już po północy, a sam chłopak padał z nóg, był zadowolony.
Wyciągnął także dużo odpowiedzi na swoje pytania. Dumbledore w końcu zgodził się porozmawiać z Harrym i chłopak miał przez chwilę wrażenie, że starzec robił to tylko z powodu poczucia winy. Ciągle pytał się, czy wszystko w porządku, co sądzi o swojej sytuacji, czy tęskni za przyjaciółmi. I chociaż Harry nie uważał, że wielkie szczęście spadło na niego z powodu tej przejażdżki w czasie, nauczył się akceptować zaistniałą sytuację. Dowiedział się, że wszystko zaplanował Albus z przyszłości, który napisał list do Dumbledore'a z czasów Riddle'a i dlatego nauczyciel tyle wiedział. Harry miał ochotę wrzeszczeć, ale nic nie powiedział, bo to w końcu nie była wina tego Dumbledore'a, który zresztą powiedział mu prawdę (w przeciwieństwie do jego przyszłego ja). Jednak nie dowiedział się, co tu robi, ponieważ nauczyciel twierdził, że on także nic o tym nie wie. Oprócz tego Dumbledore opowiedział Harry'emu trochę o Riddle'u, dzięki czemu chłopak mógł pozwolić sobie na próbę polubienia młodego mężczyzny.
Tom wychowywał się w sierocińcu z przeświadczeniem, że zabił swoją matkę podczas narodzin. Inne dzieci się go bały lub dręczyły za to, że był inny. Sam Riddle czuł, że nie należy do tego świata, przez co stał się zamknięty w sobie i nieufny. Gdy Dumbledore przyszedł, by powiadomić Toma o Hogwarcie i czarach, chłopiec nie akceptował faktu przez parę tygodni i nie skontaktował się z nauczycielem dopóki nie podpalił przez przypadek włosów jednej z dziewczynek.
Po paru latach w szkole, Tom zdobył sympatię wszystkich uczniów i nauczycieli za wyjątkiem Dumbledore'a, który pozostał nieufny. Albus także nie uwierzył w bajkę Toma o bestii Hagrida, która domniemanie zamordowała Jęczącą Martę. Dopiero na siódmym roku Dumbledore zaczął dostrzegać jasną stronę Riddle'a. Przez ten rok mężczyzna zbliżył się do chłopaka jak nikt inny i po raz pierwszy Tom miał prawdziwego przyjaciela, a nie sługę. Był to właśnie powód, dla którego Dumbledore nie zakwestionował prośby Riddle'a o pracę.
Jednak gdy Harry pytał się, co z Voldemortem i zabitą niewinną dziewczyną, starzec wzdychał ciężko i odpowiadał:
- Tego, jako przyjacielowi, nie można mi powiedzieć. Proponuję, byś porozmawiał bezpośrednio z Tomem.
Na tym nauczyciel zakończył ich rozmowę i Harry wyszedł z gabinetu całkiem zadowolony.
A teraz, wreszcie, doczekał się zimowej przerwy. Zamek był opustoszały i choć Harry przyzwyczaił się, że Hogwart jest raczej spokojny podczas Gwiazdki, w tych czasach dosłownie wszyscy uczniowie wracali do domu. Nawet niektórzy nauczyciele, wliczając w to Dumbledore'a, który obiecał wrócić za nie dłużej niż dwa tygodnie. Starca chyba gryzły wyrzuty sumienia, bo zostawił Harry'ego samego, ale chłopak szybko zapewnił, że będzie miał co do roboty.
To nie była do końca prawda, dopóki Harry nie odkrył, że Riddle także zostaje w zamku i postanowił kontynuować dodatkowe zajęcia, tylko że trzy razy w tygodniu. Oczywiście chłopak miał w planach bunt, ale mężczyzna ponownie go zaskoczył. Ich wspólne lekcje polegały na uczeniu się najdziwniejszych i najśmieszniejszych klątw, jakie mogli znaleźć. Harry szybko przećwiczył parę z nich na samym Riddle'u, a ten odwdzięczył się, zmieniając różdżkę chłopaka w galaretowaty kikut. Po dwóch dniach Harry w końcu przyszedł do nauczyciela i ku sadystycznej radości mężczyzny poprosił go, by przywrócił jego różdżkę do pierwotnego kształtu.
Aktualnie Harry ukrywał się przed Riddle'm w bibliotece, wykorzystując parę wolnych chwil na odetchnięcie.
Nie powinien być zdziwiony, gdy usłyszał za sobą drwiący głos nauczyciela:
- Obijamy się?
- Właśnie wychodziłem – odpowiedział Harry, ze złością podnosząc się z krzesła.
- I gdzie się wybierasz? – spytał sceptycznie mężczyzna, zaglądając Harry'emu przez ramię. – Marnowałeś czas na czytanie podręcznika o Quidditchu?
- Tak – wycedził chłopak, spoglądając Riddle'owi w oczy. – Czy nie ma pan lepszego zajęcia niż śledzenia mnie? Bo tak się właśnie składa, że zamierzam marnować swój czas na trening.
- Ah – odpowiedział Riddle ze złośliwym uśmiechem. – I rozumiem, że masz pozwolenie nauczyciela?
Wleję ci dziś Veritaserum do wina i wypytam o wszystkie możliwe sekrety. Jak... Na przykład... NO MUSIAŁEŚ MIEĆ JAKIEŚ ŻENUJĄCE SYTUACJE W SWOIM ŻYCIU.
- Czy mam uznać milczenie za zaprzeczenie?
Harry zacisnął zęby.
- Jeśli nikt mnie nie wyda, nie muszę mieć pozwolenia nauczyciela – zauważył.
Riddle zachichotał, patrząc na Harry'ego prawie ciepło.
Prawie. Co znaczy, że akurat nie myśli o tym jak mnie zabić.
- Możesz iść – pozwolił w końcu mężczyzna, ale zanim Harry zdążył otrząsnąć się z szoku, dodał. – Nie kłopocz się miotłami, ja je przyniosę.
- Słucham? – wychrypiał Harry. – Ale... ale...
- Chyba nie myślałeś, że nie umiem latać? – spytał rozbawiony Riddle.
Nie, tylko założyłem, że miałeś ważniejsze sprawy do roboty, gdy byłeś w moim wieku. Na przykład... otwieranie komnaty tajemnic i zabijanie szlam.
- Świetnie – wymamrotał Harry ku sadystycznej radości mężczyzny.
Uwielbiał zimę. Niebo było lazurowe, słońce świeciło mu na twarz, a śnieg skrzypiał pod nogami. Harry przycisnął brodę do ciała, bo mimo słońca, na dworze nadal było lodowato.
Nie wiedział, czy powinien być wściekły na Riddle'a czy wdzięczny. Harry dopiero teraz przypomniał sobie, że nie ma własnej miotły, a wątpił, by Slughorn pozwolił mu wyjść na dwór. Profesor sprawiał wrażenie nadal wściekłego za wydarzenie z początku roku.
Z drugiej strony, latanie na miotle z Riddle'm na pewno nie należy do zajęć szczególnie odprężających.
Dlatego Harry zaplanował małą zemstę na nauczycielu. Ukrył się za drzewem, a przed sobą ułożył stos śnieżek. Zauważył, że niektóre z nich są oblodzone i zastanawiał się, czy nadal może ich użyć. W końcu zadecydował, że nie wcale nie chce skrzywdzić Riddle.
To brzmi, jakbym stwierdził, że nie chcę zabić jadowitego węża, bo ten akurat nie jest w nastroju na gryzienie.
Gdy już zaczął myśleć, że Riddle wystawił go do wiatru, usłyszał powolne kroki. Harry wyjrzał zza drzewa, by zobaczyć Toma, ubranego zaledwie w lekką pelerynę, z wypiekami na twarzy i iskrzącymi oczami. Za nim lewitowały dwie całkiem dobrze wyglądające miotły. Mężczyzna zdawał się być zrelaksowany, prawie szczęśliwy.
- Harrison? – rzucił Riddle, mrużąc oczy w słońcu.
W tym momencie Harry wyskoczył z kryjówki i posłał śnieżną kulkę w stronę nie spodziewającego się niczego nauczyciela. Śnieżka trafiła Riddle'a prosto w twarz, rozbryzgując się na oczach mężczyzny, z czego Harry chętnie skorzystał. Zanim Riddle zdążył cokolwiek zrobić lub powiedzieć, chłopak posłał w jego stronę z tuzin śniegowych kulek. Nauczyciel próbował dotrzeć do Harry'ego, ale musiał porzucić swój atak i odwrócić się tyłem, bo śnieg zalewał go z każdych stron.
Po chwili, co trwało dla Riddle'a godzinami, Harry'emu skończyła się amunicja. Mężczyzna otrząsnął się gwałtownie, wyrzucając śnieg z ubrań i włosów. Czuł, że lodowata woda spływa mu po plecach i nogach. Odwrócił się w stronę Harry'ego, który cofnął się o kilka kroków.
- Co wybierasz, długotrwałe tortury czy krótkie tortury, a potem śmierć?
- E... – Harry przełknął ciężko ślinę, po czym doskoczył do miotły i wystrzelił, byle jak najdalej od wściekłego Riddle'a.
Jednak mężczyzna nie zostawał daleko w tyle i już pędził w jego stronę. Zatrzymał się parę stóp niżej od Harry'ego i spojrzał na chłopaka z nienawiścią, nadal strząsając z siebie śnieg.
Harry czekał aż Riddle coś powie, ale nagle jego oczom ukazała się kula śnieżna wielkości małego smoka, która z dużą prędkością zbliżała się w jego stronę.
- Rozejm? – jęknął Harry, na co ten tylko się roześmiał, obserwując jak chłopak robi uniki przed wielką kulą.
Nie wiedząc co zrobić, by uniknąć śniegu, Harry wzbił się jeszcze wyżej. Wiatr wył mu w uszach, a jego szata powiewała jak szalona. Czuł, że zaczyna zamarzać i miał trudności z oddychaniem. Zwolnił, niepewnie odwracając się do tyłu i z satysfakcją zobaczył, że śnieżna kula zamarzła i opada w dół, krusząc się na milion części.
Z ulgą wrócił do Riddle'a, który wyglądał na zadowolonego.
- Ha – wymamrotał Harry bez tchu.
- Jestem pod wrażeniem – przyznał mężczyzna, na co Harry podniósł głowę, doszukując się drwiny w głosie Riddle'a. – I dlaczego nie należysz do drużyny?
- Pozycja szukającego jest zajęta – odpowiedział ostrożnie chłopak.
Przeważnie Riddle nie wykazywał żadnej inicjatywy ani chęci w poznaniu Harry'ego. Czasami rozmawiali o prywatnych sprawach, ale nauczyciel nawet nie ukrywał znudzenia, więc Harry szybko zmieniał temat na związany z zaklęciami bądź historią.
- A kto jest nim teraz?
- Anthony Lehnrat – odpowiedział Harry, teraz kompletnie zbity z tropu.
Riddle kiwnął głową i spojrzał z wyczekiwaniem na chłopaka.
- No – ponaglił mężczyzna.
- Słucham?
- Przyszedłeś tu tylko po to, by obrzucić mnie śnieżkami? – westchnął zirytowany Riddle.
Harry dziwnie się czuł, gdy robił kółka nad stadionem, jednocześnie wiedząc, że obserwuje go młody Voldemort. Jednak po chwili zapomniał, że to nie jego czas, że Tom Riddle przypatruje mu się uważnie i całkowicie oddał się lataniu. Robił coraz niebezpieczniejsze manewry, zbliżał się szybko do ziemi i w ostatniej chwili podrywał miotłę do góry. Tylko jeden raz prawie zarył stopami w śnieg, ale szybko przejął panowanie nad sytuacją.
Usłyszał śmiech Riddle'a i spojrzał w dół. Mężczyzna leniwie unosił się w powietrzu, cały czas nie spuszczając oczu z Harry'ego. Chłopak zleciał niżej i rzucił Riddle'owi pytające spojrzenie.
- To zabawne, że latasz z taką gracją, podczas gdy na ziemi poruszasz się jak słoń w składzie porcelany – odpowiedział lekko nauczyciel.
- Słyszałem, że pan też przyszedł latać, a nie gapić się na mnie – wycedził Harry, próbując ukryć rumieniec.
- Oh, Harrison – roześmiał się Riddle. – Wybacz, ale daruję sobie te twoje sprytne manewry.
- Mogę pana nauczyć.
- Nie lubię być nauczany – przyznał mężczyzna.
- Jeśli nie zaczniesz się ruszać, zaraz zamarzniesz – zauważył zirytowany Harry, patrząc na trzęsącego się Riddle'a.
Riddle podniósł brwi, rozważając ofertę.
- Dobrze – odpowiedział powoli. – Chcę dowiedzieć się, jak robisz ten zwis.
Harry wzleciał wyżej i przekręcił miotłę, wisząc do góry nogami.
- Ten? – spytał z uśmiechem.
- Ha ha ha – wymamrotał zirytowany Riddle.
Cały czas się śmiejąc, Harry wrócił do normalnej pozycji i nakazał mężczyźnie podlecieć do niego. Harry musiał przyznać, że Riddle trzymał się na miotle całkiem dobrze i pewnie. Minę miał nieprzeniknioną.
- Na początek, musisz delikatnie przechylić rączkę do siebie i wycelować pionowo w górę – Harry zademonstrował. – Teraz tylko obrócić się i trzymać miotłę prosto, bo inaczej zaczniesz lecieć w stronę ziemi. Rozumiesz?
Gdy Harry spojrzał na Riddle'a, ten miał wyjątkowo głupią minę.
- Jesteś beznadziejnym nauczycielem – parsknął w końcu.
- Dobra wymówka jak coś ci nie wyjdzie – wytknął Harry. – Próbuj.
Riddle spojrzał na chłopaka ze złością i bardzo, bardzo powoli przyciągnął rączkę do siebie.
- Wolniej – wymamrotał Harry.
- Ja cię nigdy nie popędzam! – warknął Riddle i dopiero wtedy zdając sobie sprawę, jakie głupstwo palnął.
- Szybciej.
Harry spojrzał ze złością na nauczyciela. Próbował właśnie rzucić potężną tarczę obronną, którą Riddle wyszperał z książki, prawie rozpadającej się w rękach.
- Staram się.
- To się staraj mocniej.
- Zapomniałem tego ruchu dłonią.
- Idiota!
- Dobrze, może czasami – dodał szybko Riddle.
Wiatr się nasilił i Harry musiał jedną ręką przytrzymywać włosy, a drugą mocno przyciskać szatę do ciała, próbując nie drżeć z zimna.
- Zaraz tu zamarzniemy, więc bądź tak miły i przestań zgrywać tchórza – wrzasnął Harry, przekrzykując się z wichurą.
Riddle westchnął ciężko i zamknął oczy. Policzył do trzech, wziął długi oddech i przekręcił miotłę. Poczuł, że włosy stanęły mu dęba i że pędzi z niesamowitą szybkością. Usłyszał krzyki Harrisona, ale gdy tylko otworzył oczy, te zaszły mu łzami i znowu je zamknął. Próbował poderwać miotłę i wyprostować ją, tak jak radził chłopak, ale nie miał dość siły. Zanim zdążył spróbować czegoś innego, poczuł, że uderza o ziemię i ból, a potem odpłynął w ciemność.
W pokoju wspólnym było ciepło i przyjemnie duszno. Pomieszczenie oświetlał kominek, w którym żywo paliło się drewno. Harry zmienił mokre ubranie i właśnie wrócił z dormitorium, gdy Riddle otworzył oczy.
- Nieźle walnąłeś – przyznał Harry na powitanie.
Riddle miał rumieńce na policzkach i nie ułożone włosy. Kiedy podniósł głowę, wydał z siebie cichy jęk i opadł z powrotem na poduszkę.
- Przynosisz same nieszczęścia – wymamrotał mężczyzna. – Dlaczego jest tak cholernie zimno?
- Twoje ubrania są całe mokre, a stwierdziłem, że wolisz marznąć niż gdybym miał cię rozebrać – przyznał Harry z uśmiechem.
- W takim razie źle stwierdziłeś – warknął Riddle i Harry nie był taki pewien, czy mężczyzna na pewno żartuje.
Riddle wstał, niepewnie przytrzymując się ściany.
- Nienawidzę ciebie, nienawidzę Quidditcha, nienawidzę być mokrym, nienawidzę zimna...
- Zrozumiałem!
Nauczyciel posłał mu lodowate spojrzenie i ruszył w stronę łazienki. Przy schodach zatrzymał się i z niesamowitą szybkością odwrócił się do Harry'ego.
- Gdzie moja różdżka? – wycedził.
- Y... Ty jej nie masz w kieszeniach?
- Idioto! Musiała wypaść podczas mojego felernego lotu!
- I to moja wina?
- Świetnie. Ja idę pod prysznic, a ty jej poszukaj – polecił Riddle.
- Jasne – Harry roześmiał się szczerze ku irytacji mężczyzny. – Jeśli mnie ładnie poprosisz, to mogę ci później pomóc, ale ty też idziesz.
- Nienawidzę bachora – wymamrotał Riddle.
Harry dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że Riddle nie ma żadnych innych ubrań. Chłopak pokręcił się po pokoju, nie wiedząc co zrobić i zanim zdążył znaleźć wyjście z sytuacji, Riddle zszedł na dół w samym ręczniku na biodrach. Gdy mężczyzna zobaczył minę chłopaka, zaniósł się śmiechem i nie przestał dopóki Harry nie rzucił w niego książką.
- Musiałem to zrobić – wyjaśnił Riddle z uciechą.
Kiedy wrócił, miał na sobie to samo ubranie, w którym był na dworze. Widząc zdziwione spojrzenie Harry'ego, Riddle westchnął z irytacją.
- Zaklęcie wysuszające – wytłumaczył.
- Ale nie masz różdżki.
- Harrison, nie kpij ze mnie – mężczyzna rzucił mu zmęczone spojrzenie.
- Oh.
Różdżkę Riddle'a znaleźli już dawno. Teraz Harry stwierdził, że powinien mieć czas na prawdziwy odpoczynek. Dlatego mimo złorzeczeń nauczyciela, chłopak rzucił się na śnieg i zaczął robić aniołki.
- Zwariowałeś? Mogę oddać cię do świętego Munga i mieć wreszcie spokój? – mamrotał Riddle, obserwując jak chłopak bawi się w śniegu.
- Sam byś chciał, ale musisz udawać poważnego nauczyciela – wytknął mu Harry.
Riddle podniósł brew.
- Kiedy ostatnio bawiłem się w śniegu, miałem siedem lat i moi starsi „koledzy" wpychali mi go do ust – odpowiedział lekko.
Harry zamarł, spoglądając ze zdziwieniem na mężczyznę.
- Jeśli liczysz na to, że cię przytulę to się gorzko rozczarujesz – wyznał w końcu.
- Jestem bardzo zadowolony z twojej reakcji – roześmiał się Riddle. – Nie mam żadnych sentymentalnych potrzeb, biorąc pod uwagę, że następnego ranka obudzili się w śniegu, a jeden z nich był w szpitalu przez tydzień, bo odmroził sobie nos.
- Nie potrzebowałem tego wiedzieć – parsknął Harry, ale nie mógł powstrzymać uśmiechu. – Jeśli teraz złapię cię za szatę i pociągnę na śnieg, spotkają mnie jakieś mroźne konsekwencje?
- Tak.
Harry spełnił swoją obietnicę, a Riddle nawet się nie opierał i posłusznie opadł na stertę śniegu. Mężczyzna rozłożył się i zamknął oczy. Wyglądał na zadowolonego. Jego blada twarz była trudna do rozróżnienia, gdy zewsząd otaczał go śnieg.
- Czeka cię bolesna śmierć – obiecał.
- Trzęsę się ze strachu – przyznał ironicznie Harry.
Leżeli tak w milczeniu, Harry zerkając z ciekawością na Riddle'a, który nie otwierał oczu, ale na pewno był świadomy faktu, że jest obserwowany. I ze zdziwieniem stwierdził, że wcale mu to nie przeszkadza.
Riddle napotkał w końcu spojrzenie Harry'ego. Żaden z nich nie zerwał wzrokowego kontaktu i mężczyzna podniósł rękę, delikatnie odgarniając włosy z czoła chłopaka. Nauczyciel zmarszczył brwi.
- Co to za blizna? – spytał cicho.
Harry zamarł i Riddle musiał to zauważyć, bo podniósł się na łokciu i czekał z zaciekawieniem na odpowiedź.
- Pamiątka po pewnym czarnoksiężniku – przyznał szczerze Harry.
- Kim?
- Nie chcę o tym rozmawiać.
Zapadła cisza. Riddle nie spuszczał wzroku z Harry'ego, dopóki chłopak nie odwrócił głowy, szybko poprawiając włosy i zakrywając bliznę.
W takich chwilach nie chcę uwierzyć, że naprawdę zostaniesz kiedyś Voldemortem i zabijesz tysiące niewinnych ludzi.
- Przykro mi – powiedział w końcu Riddle, ale głos miał tak lodowaty, że Harry wątpił w szczerość jego słów.
- Nie oczekuję współczucia, tak jak ty nie oczekiwałeś, gdy opowiedziałeś mi o tamtych... dzieciach – przypomniał mu Harry.
- To dobrze. Od tego jest Dumbledore.
Harry uśmiechnął się, gdy usłyszał ciepłe nuty w tonie Riddle'a. Już miał odpowiedzieć, że mężczyzna wcale nie jest taki zły i niedobry jak próbuje być, ale usłyszał kroki i podniósł głowę.
Ku nim szedł mężczyzna z ciemnymi włosami do ramion. W ręku trzymał złotą laskę, co skojarzyło się Harry'emu z Lucjuszem. Riddle zerwał się na równe nogi, a kiedy nieznajomy podszedł bliżej, mężczyźni przytulili się.
- Dobrze cię widzieć, stary przyjacielu – zaczął nieznajomy. – A kim jest ten młodzieniec?
Harry zmierzył mężczyznę niezadowolonym spojrzeniem. Było coś niepokojącego w jego postaci.
Jakby w postaci Riddle'a nie było.
- Harrison, Robert Darkheld. Robert, Harrison Dumbledore.
- Dumbledore, co? – zarechotał mężczyzna. – Starzec doczekał się potomka? Kim jest ta szalona kobieta?
- Mówiąc o potomkach... – uciął Riddle, patrząc wymownie na Roberta. – Kto za tobą biegnie?
Rzeczywiście, jakaś postać zbliżała się do nich w podskokach. Gdy w końcu się zatrzymała, Harry zauważył, że to dziewczyna. Bardzo ładna dziewczyna. Mogła być mniej więcej w jego wieku. Czarne, proste włosy opadały jej kaskadą na plecy, kontrastując się z bladą cerą i niebieskimi oczami. Miała zadziorny wyraz twarzy, ale wyglądała poważnie, nawet teraz, gdy ciężko oddychała ze zmęczenia.
- To moja dawno zagubiona, całkiem niedawno odnaleziona kuzynka – Robert otoczył dziewczynę ramieniem, spoglądając na Harry'ego lodowato, jakby właśnie zaproponował seks grupowy.
- Meryl – dziewczyna uśmiechnęła się promiennie, wyciągając rękę do Harry'ego.
Ściskając dłoń Meryl, Harry zauważył, że jej spojrzenie przypomina mu wzrok Cho podczas zajęć GD.
A to nie zapowiadało nic dobrego.
