Wyjaśnienia:
- Lucjusz Malfoy nie jest śmierciożercą.
- Stostunki Harry'ego z Draco są... cóż... takie same (na razie).
hm, więcej dowiecie się z czasem. Dziękuję za komentarze i zapraszam na kolejny rozdział.
XII
Nie chciał żyć w tej odmienionej teraźniejszości. Wszystko było dużo łatwiejsze, gdy jego zadanie obejmowało tylko jedną osobę, a mianowicie Voldemorta. Teraz miał nie tylko Lorda na karku, ale i Riddle'a, a oprócz tego jako jedyny wiedział, kim Riddle był. Jest. Dumbledore nie zdaje sobie z tego sprawy, to oczywiste, ale w Riddle'u nadal drzemie zło. Dyrektor myśli, a może po prostu chce wierzyć, że jego przyjaciel został kiedyś tym kim został, bo Voldemort go opętał.
Harry wiedział, że Riddle pragnie mocy i władzy.
Musiał zabić ich obu.
Ze złością kopnął kamyk, który poturlał się i wpadł do jeziora. Ciepły wiatr odgarnął mu włosy z oczu. Nadal nie miał na nosie okularów, ponieważ stwierdził, że zaklęcie poprawiające wzrok jest dużo wygodniejsze.
W spokojnej tafli wody zobaczył bladego chłopca o dużych, zielonych oczach i ciemnych włosach, każdy w inną stronę. Starał się postawić w sytuacji Riddle'a. Czy rozpoznaje w sobie Harrisona? Tak, był do niego podobny. Ale minęło pięćdziesiąt lat, nawet jeśli Tom pamiętał dawnego ucznia, czy byłby skłonny uwierzyć, że Harry Potter, który urodził się szesnaście lat temu, był Harrisonem z 1947 roku?
Jemu samemu było trudno w to uwierzyć. Jednak Riddle widział bliznę Harrisona. Czy gdy usłyszał o Harrym Potterze, który przeżył zaklęcie zabijające, a jedynym śladem po Avadzie była blizna w kształcie błyskawicy, skojarzył to z tajemniczym Harrisonem?
A może zapomniał.
Nie wiedział dlaczego, ale ścisnęło go w klatce piersiowej na samą myśl, że Riddle mógł zapomnieć o Harrisonie. O nim.
- Panie Potter – usłyszał drwiący głos za sobą.
- Snape, nie możesz choć raz dać mi spokój? Co niby teraz zrobiłem? Za głośno oddychałem? Oh nie, proszę mnie za to nie wyrzucić ze szkoły! – Harry odwrócił się i zamarł, patrząc prosto w zimne oczy Toma Riddle'a.
- Dużo o panu słyszałem, ale nie spodziewałem się, że jesteś aż tak arogancki. Typowy gryfon, prawda? – mężczyzna spojrzał z pogardą na Harry'ego.
- Dlaczego pan za mną poszedł? – spytał, ignorując oczywistą obelgę nauczyciela. – Wychodząc z Wielkiej Sali nie miałem na myśli „przyjdźcie do mnie, potrzebuję towarzystwa!".
Riddle zmrużył oczy i Harry'emu wydawało się, że dostrzegł krótki przebłysk czerwieni.
- Nie wiem, do czego jesteś przyzwyczajony, Potter, ale nie będziesz mnie znieważał i myślał, że możesz, tylko z powodu swojego nazwiska – wycedził Riddle.
- Nie sądzę, że mogę, bo mam sławne nazwisko. Ja wiem, że mogę, bo pana nie szanuję – warknął Harry, czekając na wybuch złości lub ręce na swojej szyi, ale nic takiego się nie stało.
- Przypominasz mi kogoś – wyszeptał Riddle, odgarniając różdżką włosy Harry'ego z czoła. – Ah, sławna blizna. Zastanawiam się... czy gdybym spróbował cię teraz zabić, zginąłbyś? Czy może zaklęcie odbiłoby się i trafiło we mnie?
- A może ja spróbuję pana zabić?
Riddle roześmiał się głośno i zrobił parę kroków w tył.
- Już, już, panie Potter, bo pomyślę, że mnie nie lubisz – zadrwił.
- To nie byłby pierwszy raz.
- Co powiedziałeś? – mężczyzna zamarł, ale Harry tylko wzruszył ramionami.
- Nic takiego, profesorze – odpowiedział lekko i odwrócił się z zamiarem powrotu do zamku, ale Riddle zdążył złapać go za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Chyba dobrze się bawisz, co, Potter? – wysyczał.
- Mógłby pan mnie puścić?
Przez chwilę Harry myślał, że Riddle go pocałuje, ale ten tylko uśmiechnął się zimno i pozwolił opaść jego ręce.
- Intrygujące – wyszeptał mężczyzna i odszedł.
Serce Harry'ego waliło jak szalone. Z trudem uspokoił oddech i przeklął siebie za taką reakcję. Riddle był jeszcze przystojniejszy niż gdy miał dwadzieścia lat. Jego zachowanie też się zmieniło, nie wybuchał gniewem i stał się bardziej irytujący.
A Harry właśnie odkrył, że mógł się w nim zakochać.
Czując złość do całego świata, wrócił na zamek, by wysłuchać zdenerwowanych słów Hermiony i histerycznego śmiechu Rona. Szybko wymknął się z pokoju wspólnego i poszedł spać, mówiąc, że nadal jest trochę zmęczony po „chorobie". Ostatnie słowa jakie usłyszał brzmiały:
- Oh nie, Hermiona, jutro mamy podwójną Obronę przed Czarną Magią ze ślizgonami.
Riddle nawet nie podniósł głowy, gdy usłyszał huk zamykanych drzwi i szybkie kroki zmierzające w jego stronę. Zdusił w sobie radosny uśmiech, wiedząc, że Victor nie jest w równie dobrym humorze.
- Pieprzony deszcz – warknął mężczyzna.
- Dobry wieczór – roześmiał się cicho Riddle, spoglądając zza książki na przyjaciela.
- Nienawidzę cię. Mam nadzieję, że niedługo zdechniesz. Przyjdę na twój pogrzeb tylko po to, by się śmiać nad twoim śmierdzącym, martwym ciałem, słyszysz? – wymamrotał Victor, bez zaproszenia siadając na fotelu obok.
- Słodkie.
- Sam bym cię zabił, ale brzydzę się ciebie dotknąć.
Riddle odłożył książkę i usiadł na kolanach mężczyzny, całując go namiętnie. Victor wplótł palce w długie włosy Toma, przyciągając Riddle'a bliżej siebie.
- Jesteś cały mokry.
- Co ty nie powiesz – wycedził Victor, spychając przyjaciela z kolan. – Spieprzaj, oślizgły wężu.
- Nie widziałeś mnie tylko dwa dni, a już się tak stęskniłeś? – zadrwił Tom, nalewając wina do dwóch kieliszków, jeden podając Victorowi.
- Obrzydliwe. Nie stać cię na coś lepszego, co? – narzekał mężczyzna.
Riddle w odpowiedzi tylko podniósł brew.
- Po cholerę przyjąłeś tę posadę?
- Od kiedy ten stary głupiec dowiedział się, że jestem w pełni sił, pisał do mnie listy prawie codziennie – Tom machnął lekceważąco ręką. – Pomyślałem, że to świetna okazja.
- Mam nadzieję, że dostanie ataku serca, gdy mnie zobaczy – zarechotał Victor. – Pieprzony pedofil.
- Pedofil?
- Ciekawe, co było w tych listach. Jakoś nigdy mi o nich słowem nie wspomniałeś.
Tom roześmiał się, stając za przyjacielem i przeczesując ręką jego długie, szare włosy.
- One sięgają ci już do pasa. Nie sądzisz, że czas, by je trochę ściąć?
- Jeszcze raz zrobisz komentarz na temat moich włosów to ci głowę zetnę, słyszysz?
- Hm – Riddle syknął cicho, gdy Victor złapał go za nadgarstek i wgryzł się. – Myślałem, że już się pożywiłeś.
Mężczyzna ssał przez chwilę dłoń Riddle'a, po czym odjął ją od twarzy, ale nie puścił, delikatnie całując ranę, którą zrobił. Tom jęknął i zamknął oczy, odchylając głowę do tyłu.
- Zastanawiam się, jak by smakowała krew Dumbledore'a – powiedział nagle Victor.
Riddle zrobił obrzydzoną minę i wyrwał swoją rękę z uścisku przyjaciela.
- Nie dotykaj się do mnie – warknął.
- No przecież nie powiedziałem, że bym się napił!
- Idę po kołek i czosnek – ostrzegł Tom, ale zdradził go uśmiech i ciepło, z jakim patrzył na wampira.
- Myślisz, że pozwoli mi tu zostać?
- Prawie trzy lata temu wilkołak uczył w tej szkole. Jeśli ci zabroni, wyjdzie na hipokrytę. Zresztą przecież nie będziesz biegać po korytarzach i wysysać krew z niewinnych uczniów – tu Riddle rzucił Victorowi ostrzegające spojrzenie.
- Dzieci są dobre – mruknął zawiedziony mężczyzna.
- I kto tu jest pedofilem – zauważył Tom.
- Ha ha ha – zadrwił Victor. – Możesz mi w końcu powiedzieć, co my tu robimy? Ja rozumiem, że masz świetne wspomnienia z tą szkołą, bla, bla, bla, aż mi się łezka zakręciła w oku, ale myślałem, że mamy lepsze rzeczy do roboty.
Riddle okrążył fotel i usiadł pomiędzy nogami przyjaciela, odwracając głowę w jego stronę.
- Voldemort to idiota – powiedział w końcu, obracając w długich palcach ozdobny pierścień.
- Trudno się nie zgodzić – roześmiał się Victor.
- Myślałem, że załatwi sprawę Pottera, ale chyba sam muszę się tym zająć – kontynuował, z powrotem zakładając pierścień na palec.
- A chłopak jest jakimś problemem?
- Nie jestem do końca pewien – przyznał Tom. – Wydaje mi się, że już kiedyś go widziałem. Dawno temu.
- Trudno, żeby to było tak dawno, skoro Potter ma szesnaście lat – zauważył Victor, bezwiednie wsuwając rękę pod koszulę przyjaciela, na co Tom tylko się wzdrygnął.
- Wiem, i to mnie zastanawia – mruknął Riddle. – Z drugiej strony, przepowiednia jest dość jasna. Voldemort jeszcze bardziej przez nią oszalał. Ma jakąś chorą obsesję na punkcie tego chłopaka. Nie wiem, jak potężny jest Potter, ale wolę sam go zabić, a potem pozbyć się Voldemorta.
- Nie lepiej poczekać? Niech się nawzajem powybijają – zaproponował Victor, całując szyję Riddle'a, który wygiął się w jego stronę.
- To dosyć ryzykowne. Nie chcę, żeby Potter zabił Voldemorta przed czasem. Nie mam ochoty zajmować się tym całym bałaganem, który zostanie po Lordzie.
- Masz z nim jutro lekcję?
Victor objął przyjaciela w pasie, ale ten szybko rozluźnił uścisk i odskoczył od wampira. Policzki miał zaczerwienione, a jednak mimo tego wyglądał na chorego. Przycisnął czoło do zimnej szyby.
- Przepraszam – wymamrotał cicho. – I tak, mam. Jednak nie wierzę, że chłopak jest na tyle potężny, by zabić Voldemorta. Lord to skończony szaleniec, prawda, ale nie...
Przerwał mu Victor, który delikatnie przyłożył usta do szyi Riddle'a, odsłaniając przednie kły.
- Jeśli nie przestaniesz mówić, przysięgam, że sam będę musiał cię uciszyć, a tego byś nie chciał – wampir zaczął bawić się włosami Toma, na co ten tylko się cicho roześmiał. – Możemy iść spać?
Riddle westchnął, ale pozwolił zaprowadzić się do sypialni.
- Vic?
- Hmm?
- Dobrze, że jesteś.
- Merlinie, trzydzieści lat temu obiecywałeś mi, że nigdy nie będziesz sentymentalny – zrzędził Victor ku rozbawieniu Toma.
- I nie jestem. Ja tylko stwierdzam fakt.
- Jasne – parsknął wampir.
- Udław się krwią.
Ron nie chciał słuchać Harry'ego, gdy ten powiedział, że nie jest głodny i nie schodzi na śniadanie. Dlatego teraz chłopak jadł prawie z zamkniętymi oczami, jednym uchem słuchając zirytowanej Hermiony.
- Harry, poszedłeś spać wcześniej niż my!
- Przypominam ci, że to nie ty byłaś w śpiączce – wymamrotał Harry, ale tak naprawdę nawet nie był zmęczony.
Miał nadzieję, że uda mu się ominąć zajęcia z Riddlem. Prawie całą noc nie spał, myśląc o tym, co dokładnie czuje do Toma. Wniosek, który wyciągnął ze swoich przemyśleń był bardzo niepokojący. Nie miał teraz powodów, dla których mógłby nienawidzić nauczyciela. Może Riddle nie był do końca dobry, ale w tej teraźniejszości nie zabił rodziców Harry'ego ani jego prawa ręka nie zamordowała Syriusza. I żeby nie zwariować, Harry musiał zapomnieć o tym, co było.
Podniósł wzrok, spoglądając na stół nauczycielski i zmarszczył brwi. Przy Riddle'u siedział niesamowicie blady mężczyzna z niebieskimi oczami utkwionymi dokładnie w Harrym. Nie tylko cera wyróżniała go z tłumu, ale też długie, lśniące włosy o nietypowym szarym odcieniu. Harry nie potrafił stwierdzić, czy mężczyzna był przystojny, ale na pewno przykuwał wzrok.
- Kto to? – syknął do przyjaciół, którzy podążyli za ruchem głowy Harry'ego.
- Oh – Hermiona także zmarszczyła brwi. – Victor Macadamian Trzeci.
- Trzeci? – zarechotał Ron.
- Ciszej – zganiła szeptem dziewczyna. – To bardzo potężny i wpływowy ród. Przy nim Malfoyowie są nikim. Wydaje mi się, że chodzą o nim niepokojące plotki. – Hermiona nachyliła się od przyjaciół. – Podobno jest wampirem.
- To chyba nie nowość, co? – mruknął Harry. – Trzygłowy pies, baz... wilkołak, smoki, nie powinniśmy być tacy zaskoczeni.
- Dumbledore nie wygląda na zadowolonego – zauważył Ron.
I rzeczywiście, dyrektor posyłał Riddle'owi i jego przyjacielowi zaniepokojone spojrzenia, jakby upewniał się, że Victor nie zjadł na śniadanie paru uczniów.
- Ciekawe, po co przyjechał? – wyszeptała Hermiona.
- Może nauczy nas wreszcie czegoś ciekawego – zaproponował Ron. – Moja matka zawsze straszyła Ginny, że jak będzie niegrzeczna to przyjdzie po nią wampir i wypije jej krew.
- To słodkie – mruknęła Hermiona, na co Ron tylko wzruszył ramionami.
- Chodźcie, nie mam ochoty spóźnić się na lekcję z Riddlem.
Jednak zaraz po wyjściu z Wielkiej Sali czekał na nich Draco ze swoimi osiłkami. Jak zwykle miał na twarzy swój denerwujący uśmiech.
- Z drogi, Malfoy – warknął Harry.
- Co to, Potter, spieszymy się na lekcję? Hej, Weasley, może poprosisz Macadamiana, żeby z ciebie też zrobił wampira, hę? – zadrwił blondyn, ale zanim Ron zdążył coś odpowiedzieć, Draco nagle zbladł i zrobił krok do tyłu.
- Nie przypominam sobie, żebym pozwolił ci używać mojego nazwiska... Malfoy, tak? Pieprzony arystokrata się znalazł – wycedził lodowaty głos za plecami Harry'ego, Rona i Hermiony, którzy prędko usunęli się z drogi.
- J-ja... Przepraszam, panie Macadamian, ale oni tutaj...
- Ci uczniowie właśnie spokojnie szli na lekcję, podczas gdy ty stwierdziłeś, że może trochę zabawisz się ich kosztem. Jeśli nie chcesz, żebym złamał ci kark, radziłbym zniknąć mi z oczu – na te słowa Malfoy zbladł jeszcze bardziej i odszedł, mamrocząc pod nosem przeprosiny.
Mężczyzna odwrócił się do trójki przyjaciół i zmierzył ich lodowatym spojrzeniem.
- Jesteście żałośni – powiedział w końcu. – A teraz spieprzajcie.
Harry zrobił ruch, jakby miał coś dodać, ale Ron szybko pociągnął go za sobą. Gdy oddali się na bezpieczny dystans, Hermiona wybuchła.
- Co on sobie myśli? Słyszeliście, jak on się wyraża! Nie dziwię się Dumbledore'owi, że jest zaniepokojony, ten mężczyzna powinien być wszędzie tylko nie w zamku pełnym uczniów!
- Ta – przytaknął Ron smętnie. – Mam nadzieję, że nie będzie w czasie lekcji z Riddlem. Chyba nie lubi Gryffindoru.
- On zdaje się nie lubić nikogo – parsknął Harry.
Ledwo dobiegli do ławek, gdy do sali wszedł Riddle, a za nim nie kto inny jak Macadamian. Ku widocznemu niezadowoleniu Toma, wampir usiadł na skraju biurka i zaczął mówić:
- Bylibyście idiotami, gdybyście nie znali mojego imienia, więc przejdę dalej. To jest profesor Riddle i macie się go słuchać i szanować. Jeśli nie, chętnie się wami pożywię. Nie żartuję, jestem wampirem – parę osób zachichotało, uznając jednak, że to żart, na co mężczyzna wstał i rzucił klątwę na jednego ze śmiałków.
Był to Seamus, którego ciało nagle zwiotczało i upadło z hukiem na podłogę. Zapadła cisza, którą przerwało głośne westchnięcie Riddle'a.
- Dziękujemy za ten wspaniały pokaz, a teraz rusz tyłek i zanieś chłopaka do szpitala. Nie wracaj – warknął Tom do wampira, który chyba miał zamiar się kłócić, ale spojrzenie nauczyciela skutecznie go uciszyło. – Nie róbcie paniki, nic mu się nie stało, więc jeśli któreś z was wyjdzie później z sali i będzie opowiadać, że zabijam uczniów, wasze słowa mogą stać się prawdą – dodał lekko Riddle.
Hermiona podniosła dłoń.
- Tak, panno...?
- Hermiona Granger – odparła dziewczyna bez tchu. – Chciałam się tylko spytać, czy możemy dowiedzieć się, co to było za zaklęcie.
- Jedno z moich własnych – roześmiał się cicho Riddle, gdy po sali przeszedł szmer. – I nie, nie jestem skłonny do podzielenia się nim. Choć nie wątpię, że nauczę was podstaw tworzenia zaklęć.
- To było Absum Cordis*.
Riddle podniósł brew.
- Doskonale, panie Potter. Proszę przyjść do mnie po lekcji – rzucił mężczyzna lekceważąco, ale Harry dobrze wiedział, że wytrącił nauczyciela z równowagi. – Chcę zobaczyć, co umiecie. Dobierzcie się w pary i ćwiczcie najprostsze zaklęcia, jakie znacie. Ma to być pojedynek, ale nie chcę kolejnych uczniów w Skrzydle Szpitalnym. To tyle.
Ignorując zmartwione spojrzenia Hermiony, Harry podszedł do biurka Riddle'a.
- Potter, powiedziałem po lekcji – wycedził mężczyzna.
- Słyszałem. Ale ponieważ Seamus jest w szpitalu, nie mam partnera – odpowiedział Harry ze złością.
- To rzeczywiście tragiczne – parsknął Riddle. – Wierzę, że jesteś na tyle inteligentny, by coś wymyślić.
- Nie ma czegoś takiego jak pojedynek we trójkę.
Nauczyciel w końcu spojrzał na Harry'ego, a na jego twarzy wymalowana była irytacja.
- Poczekaj aż któreś z twoich przyjaciół skończy i wtedy się zamienicie. Czy to nie proste? Potter, myślałem, że nie jesteś idiotą, ale może Severus miał rację.
- Właściwie liczyłem, że będę mógł pojedynkować się z panem – odpowiedział spokojnie Harry.
- Mówiłem, że nie chcę kolejnych uczniów w szpitalu – warknął Riddle, ale chyba z trudem ukrywał rozbawienie. – Mogę spytać, dlaczego tak ci śpieszno do skompromitowania się przed całą klasą?
- Przekonajmy się zatem.
- Harry! – syknął Ron, który już od pewnego czasu przestał się pojedynkować i, tak jak reszta uczniów, słuchał każdego słowa rozmowy.
- Potter, z chęcią podjąłbym wyzwanie, ale celem tej lekcji jest dowiedzenie się na jakim jesteście poziomie. Dlatego usiądź na swoje miejsce i czekaj aż zwolni się partner dla ciebie – Riddle wyglądał na zirytowanego. – A reszta klasy niech wraca do swoich zajęć – warknął.
- Jakoś wcześniej nasz pojedynek panu nie przeszkadzał – wymamrotał cicho Harry, tak by tylko Tom mógł go usłyszeć.
- Świetnie – wycedził Riddle i wstał z miejsca.
Uczniowie rozproszyli się na wszystkie strony, dzięki czemu Harry i Tom byli na środku klasy.
- Oh, tym razem mogę mieć różdżkę?
- Tym razem? – mruknęła Hermiona.
Mężczyzna nie odpowiedział i zamiast tego posłał cztery klątwy w stronę Harry'ego. Chłopak ominął trzy z nich, a ostatnią zablokował zaklęciem, którego nauczył go Riddle. Zanim zdążył odpowiedzieć atakiem, musiał ukryć się za krzesłem, bo kolejne trzy zaklęcia śmignęły mu tuż nad uchem. Szybkim ruchem rzucił krzesło w stronę Riddle'a, przy okazji posyłając dwie klątwy rwące. Riddle z łatwością zniszczył mebel, a zaklęcia odbił i dodał od siebie jeszcze jedno. Harry zacisnął zęby, gdy klątwa Riddle'a go trafiła. Poczuł, że rękę rozrywa mu straszny ból.
- Koniec, Potter – warknął nauczyciel, widząc, że chłopak krwawi. – Doprowadź się do porządku i-
Harry posłał w stronę Riddle'a trzy zaklęcia, na które mężczyzna nawet nie spojrzał i zablokował tarczą ochronną.
- Potter – wycedził.
Siła zderzenia zaklęć Harry'ego i tarczy Toma była tak silna, że Harry przeleciał parę metrów dalej i z jękiem upadł na podłogę.
- Wszyscy wyjść – usłyszał lodowaty głos, zastanawiając się jak bardzo Riddle jest wściekły.
Nagle poczuł palce mężczyzny na swoim odsłoniętym brzuchu, które delikatnie przejechały po bliźnie Harry'ego. Zdjął go strach. Była to blizna po jego ostatnim spotkaniu z Lordem Voldemortem i choć Harry na początku chciał, by Riddle odkrył kim jest, teraz zaczynał mieć wątpliwości.
- A więc... Harrison Dumbledore czy Harry Potter? – spytał cicho Tom.
Harry otworzył szeroko oczy i napotkał zimne spojrzenie nauczyciela. Po chwili wzruszył ramionami.
- Jak wolisz.
Riddle ukląkł przy chłopaku i podniósł jego podbródek.
- Ten kolor oczy bardziej mi się poda – przyznał, na co Harry tylko się uśmiechnął. – Jesteś winien mi mnóstwo wyjaśnień, Potter.
Zanim Harry zdążył odpowiedzieć, do sali wpadł Macadamian z żądzą mordu w oczach. Wydawał się być zszokowany tym, co zobaczył.
- Riddle – zaczął. – Dlaczego do cholery patrzysz się na Pottera jakby był twoim pieprzonym kochankiem?
Absum Cordis (łac.) - odebrana wola; odebrana chęć życia.
stworzyłam to z pomocą łacińskiego słownika, więc jest to bardzo nie dosłowne tłumaczenie.
