dziękuję za komentarze, choć muszę przyznać, że niektóre mnie bardzo zdziwiły. w gwoli wyjaśnienia:

- to jest opowiadanie o związku pomiędzy Harrym a Riddlem i szczerze mówiąc myślałam, że jest to dość jasne. ja sama, czytając opowiadania o hp/lv, nie przywiązywałam nigdy zbyt dużej uwagi do wieku. sądzę, że dla czarodzei też nie jest to ważna kwestia, biorąc pod uwagę jak długo żyją i np. kiedy Riddle będzie miał 270 lat a Harry około 200, to nie sądzę, by była to tak wielka różnica. wracając do tematu, jestem trochę skołowana, bo nie spodziewałam się, że komukolwiek by to przeszkadzało. mogę jednak zapewnić, że sceny seksu nie będą dokładnie opisywane, a na pewno nie będzie ich wiele. jeśli macie jeszcze jakieś pytania, chętnie na nie odpowiem.

- ponieważ dusza Riddle'a nigdy nie została podzielona na części, Tom nadal ma uczucia. gdzieśtam głęboko, ku jego niezadowoleniu, ale ma. więc tak, czasem nawet i Riddle będzie miał swoje "uczuciowe chwile", ale już niedługo mu przejdzie ;) ah, zauważcie też, że Tom na początku nie wiedział, że Potter to Harrison, więc oczywiście, że był dla niego draniem, w końcu Potter to gryfon i w dodatku wkurzający.

- niektórzy z Was mówili, że Riddle trochę za wcześnie się dowiedział o Harrisonie. mmm, uważacie Toma za idiotę?

- opowiadanie będzie miało ponad 20 rozdziałów, więc do końca jeszcze daleko... na szczęście?

tymczasem zapraszam na kolejną część :)


XIII

- Powtórz to, a przysięgam, że wyrwę ci przednie kły i będziesz musiał pić krew przez słomkę – wycedził Riddle, rzucając przyjacielowi nienawistne spojrzenie.

Harry zastanawiał się, czy mężczyźni nadal pamiętali o jego obecności, więc odchrząknął i powiedział:

- Mówiąc o krwi, rozerwałeś mi ramię.

- To ty jesteś idiotą, który stwierdził, że chce się ze mną pojedynkować – syknął nauczyciel, ale wymamrotał zaklęcie, które zaczęło powoli zszywać ranę.

- Wystarczyła jedna pieprzona chwila – warknął Victor – by mój Tom się zakochał, więc może mi ktoś wyjaśnić, co się tu do cholery dzieje?

- Crucio – rzucił lekko Riddle, ale wampir łatwo uniknął klątwy. – Normalni ludzie się zakochują. W pieskach. W innych normalnych ludziach. Może nawet w wampirach. Ale ja. Nie zakochuję się. W ogóle. A tym bardziej. Nie. W. Potterze.

- Tommy, przestań, bo pomyślę, że jestem nikim – roześmiał się mężczyzna, nie zważając na mordercze spojrzenia Riddle'a. – Poza tym mówiłeś kiedyś o tym... Haroldzie? Henrym... H... H...

- Harrison? – podpowiedział Harry, nie potrafiąc ukryć śmiechu.

- Tak! – wykrzyknął uradowany Victor. – Chwila... – wampir zmarszczył brwi.

- Vic, wynoś się stąd – wycedził Riddle, teraz kompletnie biały na twarzy i chyba Macadamian to zauważył, bo wyszedł, na pożegnanie rzucając parę przekleństw.

- Więc co mówiłeś o Harrisonie? – kontynuował Harry z głupim uśmiechem, nie potrafiąc się nie cieszyć.

Jednak nie spodziewał się, że Riddle nagle złapie go za przód szaty i rzuci o ścianę. Pociemniało mu przed oczami. Ledwo utrzymując się na nogach i sycząc z bólu, wstał i ciężko oparł się o najbliższą ławkę

- Czy ty masz jakiś problem? – warknął Harry do Riddle'a, który stał na drugim końcu klasy, w ręku ściskając różdżkę.

- Czy ja mam problem? Zniknąłeś na cholerne pięćdziesiąt lat, ty idioto! I nagle stwierdziłeś „oh, no dobra, to może się zabawimy i uświadomimy Riddle'a, kim jestem. Ale najpierw wyzwę go na pojedynek, robiąc pieprzone podteksty i czekając aż się zorientuje, że Harrison Dumbledore to Harry Potter!".

Harry podrapał się po głowie.

- No dobra, to brzmi trochę wrednie... – przyznał i chciał powiedzieć coś więcej, ale Riddle stał nagle bardzo blisko, tak, że prawie stykali się nosami.

- Dlaczego... dlaczego wtedy zniknąłeś? – wyszeptał mężczyzna, zniknęło zimno z jego głosu i Harry przez chwilę się zastanawiał, czy przez twarz Riddle'a nie przemknął ból.

- To długa opowieść – przyznał w końcu.

- Mam czas – odpowiedział beznamiętnie nauczyciel.

- Ale ja nie – zauważył Harry. – Jestem już spóźniony na eliksiry. Snape mnie zabije. Odejmie tysiąc punktów. Zamorduje swoim sławnym spojrzeniem. I tak dalej.

Riddle chyba dopiero teraz zdał sobie sprawę, że są w szkole.

- Przyjdź po lekcjach. Chodź, napiszę ci usprawiedliwienie. Jak twoja ręka? – głos mężczyzny był pozbawiony emocji.

- Tom... – zaczął Harry.

- Nie wyobrażaj sobie niczego – przerwał bezlitośnie. – Jestem tylko ciekaw, dlaczego żyłeś przez parę dobrych miesięcy w 1947 roku. Potem wszystko wraca do normy, zrozumiałeś, Potter?

Harry zacisnął zęby.

- Nie, ty dupku, nie zrozumiałem. Gdyby nie ja, zginąłbyś tamtej pieprzonej nocy! Narażałem dla ciebie życie i teraz mam udawać, że nic nie było?

Riddle zamarł i odwrócił się do chłopaka.

- Nie wiem, co sobie ubzdurałeś, ale nigdy nie byłem ani nie będę w tobie zakochany. Lubiłem cię, tak, może nawet zależało mi na tobie, ale uciekłeś i zostawiłeś mnie...

- Nieprawda! – warknął Harry.

- Idź do klasy, Potter, nie mam teraz na to czasu – odpowiedział mężczyzna zmęczonym głosem.

Wściekły Harry wypadł z klasy, nie zwracając nawet uwagi na wampira stojącego w cieniu korytarza.


To był koszmar. Przez tyle lat próbował zapomnieć o Harrisonie, a teraz ten pojawia się przed nim i nawet gdyby chciał okłamywać samego siebie, nie potrafił. Nie ważne jak bardzo Potter był podobny z wyglądu do Harrisona, to jego zachowanie było niezaprzeczalnym dowodem na to, że jakimś cudem chłopak, który miał szesnaście lat, pojawił się w jego przeszłości pięćdziesiąt lat temu.

Poczuł dłonie Victora na swoich ramionach i zadrżał mimo woli. Znali się od tak dawna, a jednak nadal nie potrafił przyzwyczaić się do dotyku przyjaciela.

Jedyny wyjątek stanowił Potter.

- Wszystko w porządku? – spytał cicho wampir.

- Nie zachowuj się jak idiota, dlaczego miałoby nie być w porządku? To tylko...

- Mówiłeś, że gdy Harrison cię dotykał, nie odrzucało cię – zauważył mężczyzna. – Mówiłeś, że naprawdę lubiłeś wasz pocałunek. I choć łamie mi to serce, chcę przede wszystkim, żebyś był wreszcie szczęśliwy.

- Nie bądź głupi – wymamrotał Tom i odwrócił się do przyjaciela, wplatając dłonie w jego włosy i zamykając oczy. – To dzieciak. Ma szesnaście lat, niewyparzony język i na nazwisko Potter.

- Z drugiej strony jest jedyną osobą, której dajesz się dotknąć.

- To nieważne – syknął Riddle. – Kontakt fizyczny nigdy nie był moim priorytetem.

- Były dni, kiedy siadałeś na parapecie i nic nie mówiłeś przez parę godzin. Czasem podchodziłem do ciebie i pytałem się, czy wszystko w porządku, ale ty nigdy nie odpowiadałeś, jakby nie słyszałeś, co mówię. Wiedziałem, że myślisz o nim. Miałeś na twarzy ten dziwny uśmiech, który zawsze sprawiał, że chciało mi się płakać. Z czasem robiłeś to coraz rzadziej, ale nigdy o nim nie zapomniałeś.

Tom milczał przez dłuższy czas, po czym otworzył oczy i spojrzał na swojego przyjaciela. Wampir miał nieprzenikniony wyraz twarzy, ale Riddle dobrze wiedział, że mężczyzna cierpi. I gdyby tylko znał sposób, jak ma temu zaradzić!

- Chciałbym... chciałbym móc...

- Ssssz – wyszeptał Victor i przyłożył palec do ust Toma. – Nigdy cię nie winiłem.

- Wiem. Co nie zmienia faktu, że...

- Kiedy ktoś przystawia ci palec do gęby, przeważnie znaczy to, że masz przestać pieprzyć – zauważył wampir.

Tom uśmiechnął się ciepło. Były chwile, w których zapominał, kim jest, kim był, czego musi dokonać, jakie ma plany i ile jeszcze przed nim. A wszystko dzięki Victorowi.

- Do cholery, Riddle, nie dość, że sam stałeś się sentymentalny to próbujesz i mnie wrobić! Niech cię piekło pochłonie!

Odpowiedział mu śmiech.


Harry bardzo nie chciał przyznać, jak mocno tęsknił za Riddlem. Przez całą lekcję jego kociołek zdążył wybuchnąć trzy razy, tym samym prawdopodobnie pobił rekord ustanowiony wcześniej przez Neville'a. Snape dostawał szału, zrobił się zielony na twarzy aż w końcu wyrzucił go z klasy. Malfoy pękał ze śmiechu.

Nie wiedział już, czego chciał. Jeszcze niedawno był w 1947 roku, rozmawiając z Abraxasem i Nottem, a teraz pierwszy z nich od dawna nie żył, a drugi został opętany i w końcu sam Harry zniszczył jego ciało. Riddle też zachowywał się inaczej, był jeszcze bardziej zamknięty w sobie i poważniejszy, ale z drugiej strony ten jego przyjaciel-wampir wydawał się być z nim blisko. Harry nie wiedział, co o tym myśleć i nie dopuszczał do siebie złośliwego głosu, który powtarzał, że jest zazdrosny. Przede wszystkim, nie miał być o kogo zazdrosny. Dla Riddle'a prawdopodobnie był nikim. Pięćdziesiąt lat temu się pocałowali, w tym czasie Tom mógł zdążyć sterroryzować świat i umrzeć, a następnie odrodzić się z kotła na cmentarzy swojego ojca. Co nie zmieniało faktu, że Harry czuł irracjonalną potrzebę przytulenia się do mężczyzny. Teraz, gdy Riddle nie został Voldemortem i nigdy nie zabił rodziców Harry'ego, chłopak nie miał żadnego powodu, by nadal go nienawidzić.

Co więcej, nie miał żadnego powodu, by go nie kochać.

Jestem pieprzonym idiotą. Riddle może nie być Voldemortem, ale to nie znaczy, że nie jest Tomem Riddlem, mężczyzną, który nie ma na twarzy za grosz emocji.

Więc kim był Tom Riddle?

Przez te lata musiał się zmienić. Harry poznał go, gdy mężczyzna miał dwadzieścia lat, ledwo co ukończył szkołę. Od tego czasu minęło pięćdziesiąt lat, a Riddle mógł wreszcie żyć bez strachu przed Voldemortem.

Harry nie był pewny, czy była to zmiana na lepsze.

Przestępując z nogi na nogę, zapukał, ale nikt nie odpowiedział. Już miał się odwrócić i uciec, gdy w drzwiach pojawiła się rozczochrana głowa Riddle'a. Nauczyciel podniósł brew, ale wpuścił go do środka.

Gabinet się nie zmienił, ale ku złości Harry'ego na fotelu siedział Macadamian.

Ciekawe, w czym im przeszkodziłem.

Zdusił w sobie zazdrość i odwrócił się ze złością w stronę Riddle'a.

- Myślałem, że będziemy sami – wycedził, starając się nie brzmieć jak dziecko, ale raczej mu się nie udało, bo wampir parsknął śmiechem.

- Patrz, jaki jest zazdrosny – zadrwił.

Riddle posłał przyjacielowi skrzywione spojrzenie.

- Jeśli nie przestaniesz robić podtekstów, wyrzucę cię – ostrzegł mężczyzna.

- Oh, chyba nie zostawiłbyś mnie sam na korytarzu? Wiesz, że w nocy robię się... głodny – Victor mówiąc to, patrzył prosto na Harry'ego, który teraz gotował się ze złości.

- Siadaj – warknął Riddle do Harry'ego, sam usadawiając się pomiędzy nogami wampira, na co chłopak zbladł, po czym poczerwieniał.

- Już ci lepiej z dotykaniem ludzi, co? – wymamrotał Harry, nie mogąc się powstrzymać.

Macadamian prawie rzucił się na niego, ale Riddle stanowczo przytrzymał przyjaciela.

- Uważaj, bo następnym razem po prostu pozwolę mu rozerwać ci gardło – odparł zimno mężczyzna. – Minęło pięćdziesiąt lat, nie myśl sobie, że mnie znasz. Bo widzisz – Riddle nachylił się – nie wiesz o mnie nic. Już nie.

- Skoro nie życzysz sobie mojego towarzystwa, po co tu jestem? – wywarczał Harry przez zaciśnięte zęby.

- Kto powiedział, że nie? – roześmiał się lekko Tom, a w jego oczach błysnęła sympatia. – Może daj mi czas, hmm? Jeszcze rok temu byłeś dla mnie chłopakiem, o którym słyszałem z gazet, a ludzie gadali, że jesteś bardziej gryfoński niż sam Dumbledore. Podczas gdy Harrison trafił do Slytherinu.

- Za pierwszym razem miałem wybór – Harry wzruszył ramionami.

Wampir odchrząknął i zmarszczył brwi.

- A kiedy był ten pierwszy raz? – spytał w końcu, gdy upewnił się, że wszystkie oczy są zwrócone na niego.

- Za pierwszym razem trafiłem do Gryffindoru – odpowiedział Harry, kręcąc się niespokojnie w fotelu.

- I kiedy do Slytherinu?

- W te wakacje.

Zapadła cisza. Riddle miał nieprzeniknioną minę jak zwykle, ale Macadamian nie ukrywał szoku.

- Ty pieprzony-

- Kim byłem wcześniej? – spytał cicho Riddle.

Harry przełknął ślinę i spuścił oczy.

- Sądzę, że wiesz.

- Dobra, było ciekawe, ale musisz już iść – Victor zerwał się z fotela i złapał Harry'ego za szaty, podnosząc go, jakby nic nie ważył i wynosząc z pokoju.

- Puść mnie – jęknął chłopak, próbując się wyrwać, ale wampir tylko zacisnął uścisk.

- Victor, on jeszcze nie wychodzi – odezwał się Riddle, z wzrokiem utkwionym w ogniu.

Wampir z ociąganiem opuścił Harry'ego, który rzucił mu rozeźlone spojrzenie, na co Victor tylko się roześmiał i oparł ręce na ramionach przyjaciela. Harry zauważył, że Tom zadrżał.

- Cóż, teraz już wiem, dlaczego mnie tak nienawidziłeś – rzucił lekko Riddle, spoglądając na gryfona. – Więc cofnąłeś się do przeszłości, żeby mnie zabić, tak?

Na te słowa wampir zawarczał groźnie, ale Riddle tylko parsknął cichym śmiechem.

- Nie – odpowiedział powoli Harry. – Dopiero po miesiącu dowiedziałem się od Dumbledore'a, że przyszły Dumbledore wysłał mnie do 1947 roku.

- Chwila – Victor zmarszczył brwi. – Ten pieprzony starzec za tym stoi?

- Jak zwykle – zauważył Riddle. – Po co to zrobił?

- Żebym naprawił jego błąd – wycedził Harry ze złością.

- Jaki błąd? – spytał zdezorientowany Macadamian, ale Tom nie zwrócił na niego uwagi.

- Przysłał szesnastolatka, którego rodzice zostali zamordowani przez Voldemorta, by naprawił jego błąd poprzez zmierzenie się z Lordem? – spytał Riddle prawie rozbawionym tonem. – Chyba nie doceniałem starca.

- Pękam ze śmiechu – zauważył Harry.

- Oh – Victor nagle załapał. – Chwila.

- Nie waż się wypowiedzieć tego na głos – ostrzegł szybko Tom.

- Ale to jest zabawne – odpowiedział jego przyjaciel, teraz już rycząc ze śmiechu.

- Nie chcę wiedzieć? – spytał zażenowany Harry.

- Nie chcesz – wymamrotał Riddle, obdarzając wampira morderczym spojrzeniem.

- Kiedy ja tylko-

- Crucio – warknął Tom i tym razem klątwa trafiła zaskoczonego mężczyznę, który w końcu otrząsnął się z szoku i przewrócił oczami.

- O nie, zwijam się z bólu – parsknął, gdy Riddle przerwał zaklęcie.

- Wampiry są odporne na Crucio? – spytał Harry ze zdziwieniem.

- Nie – roześmiał się Victor. – Ale, żeby kogoś torturować, trzeba tego chcieć, a jedyne czego Tom chce to-

- Ostrzegam cię – wycedził Riddle.

Wampir tylko westchnął, widocznie bardzo zawiedziony.

- Rozumiem, że przez te pięćdziesiąt lat przestałeś ufać Dumbledore'owi?

Riddle jakby zbladł na twarzy, ale Harry rozpoznał, że to przez złość, a nie strach czy zdziwienie. Victor zawarczał po raz kolejny.

- O tym porozmawiamy kiedy indziej.

- To niesprawiedliwe – zaprotestował Harry.

- Potter, nie przeginaj – warknął Riddle.

- Teraz Potter, co? – odciął się chłopak.

- Vic, zostawisz nas samych? – bardziej nakazał niż poprosił ku niezadowoleniu wampira.

Macadamian wyszedł z ociąganiem, ale drzwi zostawił otwarte, na co Riddle westchnął ciężko i zamknął je z hukiem za pomocą różdżki. Po chwili nauczyciel zwrócił swój wzrok na Harry'ego. Mężczyzna wstał i położył dłonie na oparciach fotela, stojąc teraz bardzo blisko, prawie stykając się nosami z Harrym.

- Dumbledore powiedział, że uciekłeś, bo nie chciałeś mieć ze mną nic wspólnego – zaczął Riddle, zaskakująco łagodnym tonem.

- Zasnąłem z tobą – przerwał mu Harry. – A obudziłem się w Skrzydle Szpitalnym. Wczoraj.

Tom nie odpowiedział, tylko nachylił się i delikatnie pocałował Harry'ego. Mężczyzna chwycił go za krawat, przyciągając do siebie, drugą rękę zanurzając we włosach gryfona, przez co stracił równowagę i opadł na Harry'ego. Chłopak nie opierał się i namiętnie oddał pocałunek, który Riddle szybko przerwał. Spojrzał na Harry'ego, a jego oczy błyszczały jak nigdy dotąd.

- Tęskniłem – powiedział Harry drżącym głosem, na co Tom niespodziewanie się roześmiał, przysuwając głowę chłopaka bliżej siebie.

- Jesteś idiotą.

- Dzięki – parsknął gryfon.

- Dużo się zmieniło? Po tym jak odwiedziłeś przeszłość?

Harry potrząsnął głową.

- Nie. Tylko... w drugiej klasie siostra mojego przyjaciela znalazła twój dziennik. Podobno był... H... Ho... Hy...

- Horkruksem? – roześmiał się Tom, nieświadomie pocierając dłonią o swój pierścień na palcu. – Dumbledore ci powiedział? Hm.

- Co hm?

- To niebezpieczna i bardzo czarna magia. Dziwię się, że starzec ci o tym wspomniał – Riddle przez chwilę siedział zamyślony. – Więc opętał ją?

- Tak. I otworzył komnatę tajemnic.

- Ah – mężczyzna uśmiechnął się z satysfakcją. – Nie wątpię, że chętnie pochwalił się przed tobą swoim morderstwem.

Harry skrzywił się.

- Zabiłem bazyliszka.

- Co? – warknął Riddle.

- Znaczy, wtedy.

- Jak mogłeś? Idiota – syknął mężczyzna, a jego oczy pociemniały. – Zabijać bazyliszka, królową wężów!

- Królową? To była... samica?

- Była?

- Tak, tak, nadal żyje! – odpowiedział Harry ze złością. – A co, już się przestraszyłeś, że nie będziesz mógł wybić niepełno krwistych uczniów?

- Niepełno krwistych? – Riddle nawet nie ukrywał śmiechu. – Jesteś zbyt dobry, by powiedzieć 'szlamy'?

Harry poderwał się z fotela i rzucił się ku wyjściu, ale Tom złapał go w pasie w ostatniej chwili i powalił na ziemię.

- Zostaw mnie – wycedził Harry. – Jesteś taki sam jak Voldemort!

Riddle zamarł i puścił chłopaka, który nawet się nie obejrzał przed wyjściem. Od razu do sali wpadł Victor, chwytając przyjaciela za ramiona i podnosząc z podłogi. Tom wydawał się być nadal w szoku.

- Dlaczego to tak bardzo bolało? – spytał szeptem.