ten rozdział powinien spodobać się osobom, które czytają opowiadanie dla slashu ;)

enjoy!


XIV

Nudził się. Na lekcjach przerabiali wszystko, co on już dawno umiał, a przerwy spędzał często sam w bibliotece. Brakowało mu towarzystwa Abraxasa i reszty ślizgonów. Brał nawet pod uwagę zaprzyjaźnienie się z Draco, ale ten widocznie był bardzo nieprzychylny do tego pomysłu. Harry zastanawiał się, co byłoby gdyby pięćdziesiąt lat wcześniej trafił do Gryffindoru. Czy Abraxas też traktowałby go tak jak Draco?

Minęło parę tygodni, a w tym czasie Harry oddalił się od przyjaciół, nauczył się reszty materiału zaplanowanego dla szóstego roku i nie zamienił słowa z Riddlem, co wprawiało go w beznadziejny humor. Próbował zapomnieć o nauczycielu poprzez książki i treningi Quidditchu, ale nieważne, co robił, wszystko przypominało mu o Riddle'u. Wiedział, że słowa, które powiedział były niesprawiedliwe i musiały bardzo urazić mężczyznę, ale nie zamierzał nic z tym zrobić. Ponieważ Riddle był podobny do Voldemorta. Lord nienawidził mugoli i czarodziei, którzy urodzili się w mugolskiej rodzienie, a Riddle po prostu o nich nie dbał. Harry był pewny, że gdyby Tom mógł uratować mugola, nie zrobiłby tego.

Co sprowadzało go do pytania – jak bardzo Riddle różnił się od Voldemorta?

Oczywiście, nie zabija. Ale jego poglądy niewiele różnią się od poglądów Czarnego Pana. Co robił przez te pięćdziesiąt lat? Dlaczego nie pokonał jeszcze Voldemorta? Harry wiedział, że w 1947 roku Riddle był prawie tak potężny jak Dumbledore. Minęło pięćdziesiąt lat, Tom na pewno zdobył jeszcze więcej wiedzy i mocy. Czy to możliwe, by Riddle skrycie popierał Voldemorta?

Zanim Harry zdążył przemyśleć to pytanie, przed nim pojawiła się Ginny. Niespodziewanie od tygodnia byli parą. Ron na początku chciał dosłownie zabić Harry'ego, ale w końcu powstrzymał się na ostrzeżeniu. Sam Harry czuł do Ginny tylko miłość, jaką ma się do siostry, ale nie miał siły ani chęci, by porozmawiać z dziewczyną na ten temat.

Siedział na śniadaniu w Wielkiej Sali, gdy Ginny nachyliła się i pocałowała go namiętnie w usta. Harry bardzo starał się nie krzywić.

- Cześć – wyjąkał, na co dziewczyna się roześmiała.

- Mam nadzieję, że umiliłam ci dzień – rzuciła na pożegnanie i odeszła.

- Stary, proszę cię, możesz nie całować się z moją siostrą na moich oczach – jęknął Ron.

Harry tylko przewrócił oczami.

Już miał zabrać się do śniadania, gdy poczuł czyjś wzrok na plecach. Delikatnie uniósł głowę, spoglądając na stół nauczycielski. Riddle wydawał się być zajęty rozmową z McGonagall, ale wampir siedzący obok patrzył się na Harry'ego z niedowierzaniem. Harry szybko spuścił wzrok, czując irracjonalne wyrzuty sumienia.

Czy był z Ginny tylko po to, by dokuczyć Riddle'owi?

- Harry, nie mów mi, że nie jesteś głodny – warknęła Hermiona. – Mecz jest za dwie godziny, nie możesz nic nie zjeść.

Pierwszy raz w życiu Harry nie miał ochoty na Quidditch.


Tom zesztywniał, widząc rudą dziewczynę całującą Pottera. Bardzo chciał po prostu odwrócić wzrok i udać, że nic się nie stało, ale patrzenie na nich sprawiało mu ból, którego nie czuł od dawna. Ostatni raz był tak wściekły i zraniony, gdy zobaczył Victora z innym mężczyzną. Nic nie powiedział, bo nie miał prawa ograniczać przyjaciela. Sam nie był w stanie dać mu tego, co normalny partner powinien. Przez te lata udało mu się przywyknąć do dotyku ust Victora i jego dłoni na ramionach, ale uciekał przed czymkolwiek więcej. Gdy spali w jednym łóżku, Victor nie mógł go nawet objąć. Tom wiedział, że sprawia ból przyjacielowi, ale nie panował nad tym.

A Potter był pieprzonym wyjątkiem.

Nie wiedział, dlaczego słowa chłopka tak mocno go zraniły. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że nie są one prawdziwe, a jednak sama myśl, że Potter mógł pomyśleć o czymś takim...

Tak, Tom Riddle dbał o Harry'ego. Tęsknił za Harrisonem przez te wszystkie lata i teraz, gdy w końcu odnowił swą moc i zaczynał powoli wprowadzać w życie swoje plany, znalazł go.

Chłopak się nie zmienił. Ale Tom Riddle tak. Nie był już tak ufny, ale zrozumiał też, że czarna magia jest równie niebezpieczna co fascynująca. Nie był dwudziestoletnim chłopcem z marzeniami o byciu szczęśliwym. Szczęście nigdy nie było mu pisane. Teraz wiedział, co Dumbledore miał na myśli, mówiąc, że powinien porzucić myśl o Śmierciożercach. Voldemort, ten idiota, nie rozumiał, że jego podwładni zdradzą go przy pierwszej lepszej okazji.

I gdy Tom Riddle zawładnie Wielką Brytanią, podzieli się nią tylko z tymi, o których dba.


Mecz skończył się całkiem szybko. Harry bez trudu złapał znicza szybciej niż szukający krukonów. Miał już zlecieć na dół, gdy zobaczył Riddle'a, idącego szybko w stronę Zakazanego Lasu. Harry uniósł brew i poszybował za mężczyzną. Zagłębiając się coraz bardziej w las, chłopak zastanawiał się, czy to aby nie pułapka. Z westchnieniem zawrócił miotłę, ale gwałtownie się zatrzymał, czując przeszywający ból głowy. Przełykając ślinę ze zdenerwowania, obniżył loty i przysiadł na jednym z wielkich drzew. Rzucił zaklęcie, którego nauczył się w 1947 roku, bardzo pomocne przy podsłuchiwaniu. Nie mógł jednak dojrzeć, z kim rozmawia Riddle.

- Czy to wszystko? – wycedził Tom.

- Tak – odpowiedział lodowaty głos, który Harry znał aż za dobrze.

Ze strachu i zaskoczenia prawie spadł z drzewa, ale w ostatniej chwili się przytrzymał. Zamarł, nasłuchując, ale mężczyźni chyba niczego nie usłyszeli lub zignorowali go, myśląc, że to jakiś ptak.

- Crucio – syknął Riddle.

Harry nie spodziewał się krzyków, więc z rosnącym przerażeniem usłyszał jęk bólu.

- Tak, panie – warknął w końcu drugi mężczyzna.

- Nie jestem zadowolony, ale możesz odejść, Lordzie Voldemorcie.

Pyknęło i ból zniknął. Harry nie był w stanie się poruszyć, dopóki Riddle nie powiedział:

- Potter, złaź do cholery z tego drzewa.

Zanim zdążył pomyśleć o wskoczeniu na miotłę, mężczyzna dodał:

- Nie próbuj uciec, jestem już wystarczająco zirytowany, nie chcę mieć jeszcze latającego idioty do odszukania.

Nie do końca świadom swoich czynów, Harry zleciał na dół, stając w odpowiednio dużym dystansie. Riddle rzeczywiście wyglądał na zmęczonego, jego twarz była poszarzała, a długie włosy opadały w nieładzie na plecy mężczyzny.

- Wiem, ile usłyszałeś i pewnie wywnioskowałeś z tego, że w jakiś sposób pomagam Voldemortowi – zaczął Riddle.

- Szczerze mówiąc, nie jestem w stanie na razie myśleć – przerwał Harry, ze złością stwierdzając, że jego głos drży.

Tom podniósł brew, ale psując efekt delikatnym uśmiechem. Mężczyzna zebrał włosy z pleców, bawiąc się nimi przez chwilę.

- Nie jestem ci nic winien – powiedział w końcu. – Ale możliwe, że nie powinienem drwić z ciebie wtedy. W końcu – Riddle przewrócił oczami – to ja jestem dorosły.

Harry wiedział, że to są jedyne przeprosiny, jakie mógłby dostać, więc tylko skinął głową.

- Co nie znaczy – warknął mężczyzna ze złością, nagle pojawiając się u boku Harry'ego i przyciskając go do drzewa – że możesz chodzić po Hogwarcie i przed moimi oczami zabawiać się z dziewczynami.

- Riddle. Czy ty jesteś zazdrosny? – roześmiał się Harry.

W odpowiedzi Tom przycisnął go jeszcze mocniej, na co chłopak bezwolnie jęknął. Riddle uśmiechnął się z satysfakcją.

- Potter. Czy ty jesteś napalony? – wyszeptał mu do ucha.

- Puść mnie – wymamrotał słabo Harry. – Najpierw chcę odpowiedzi.

- Bardzo dobrze – Riddle zrobił parę kroków do tyłu, nie spuszczając wzroku z gryfona. – Ah, do twarzy ci z rumieńcami.

Harry rzucił mężczyźnie rozeźlone spojrzenie, ale ze zdziwieniem zauważył, że Tom patrzy na niego z ciepłem w oczach.

- Kiedyś powiedziałeś, że jestem dla ciebie tylko zabawką.

Riddle zamarł, ale na jego twarzy wymalował się ból, zaraz ukryty pod maską obojętności.

- Byłem młody – odpowiedział w końcu. – Nie potrzebowałem szesnastoletniego chłopca. Nie ważne, czy o ciebie dbałem, czy nie, to nie było ważne.

- A teraz potrzebujesz? – parsknął Harry.

Tom zbliżył się do niego, delikatnie łapiąc podbródek gryfona. Pogładził palcami policzek chłopaka, na co Harry zamknął oczy, oddając się przyjemności.

- Pięćdziesiąt lat – wyszeptał Riddle. – Pięćdziesiąt lat spędziłem, zastanawiając się, dlaczego odszedłeś.

- Nie wątpię, że miałeś też inne zajęcia.

Niespodziewane Riddle wybuchnął śmiechem.

- Oh tak, miałem – potwierdził, spoglądając na chłopaka spod przymrużonych powiek. – Ale nic przyjemnego – przyznał w końcu, a jego wzrok pociemniał.

Harry zanurzył palce we włosach Toma.

- Co się stało? – spytał cicho, bojąc się odpowiedzi.

- Dumbledore jest bardzo... mądrym człowiekiem. Jednak żaden z niego przyjaciel – zaczął powoli Riddle, patrząc prosto w oczy Harry'ego. – Sądzę, że sam się przekonałeś, po tym, co zrobił. Widzisz, Albus nie wiedział, że zaklęcie nie zabije Voldemorta. Jednak bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z faktu, że pozbycie się Lorda, uczyni mnie... charłakiem.

- S-słucham? – wymamrotał Harry, z przerażeniem obserwując, jak w oczach Toma pojawia się szczery ból i strach.

Wiedział, ile znaczy dla Riddle'a magia. Sam Harry, urodzony wśród mugoli, nie potrafił wyobrazić sobie życia bez niej.

- Voldemort przeniósł się do ciała Notta i chciał zająć szkołę, ale Dumbledore'owi udało się go wypędzić – kontynuował Tom monotonnym głosem. – Tymczasem ja zdałem sobie sprawę, co zrobił mój przyjaciel. Dumbledore był ranny, dzięki czemu pokonałem jego umysłową barierę i zobaczyłem, co planował. Z wiedzą, że Albus był świadomy utraty mojej magii, odszedłem. Pominę sentymentalne części tej opowieści, jednak musisz wiedzieć, że byłem na skraju szaleństwa.

Harry nie dał Riddle'owi dokończyć. Z pasją złapał mężczyznę za szatę i pocałował. Zaskoczony Tom szybko odpowiedział pocałunkiem, wpuszczając język Harry'ego do środka. Chłopak mocno pociągnął Riddle'a za włosy, na co Tom jęknął i naparł ciałem na Harry'ego. Jego dłonie szybko wsunęły się pod szatę gryfona, błądząc po rozpalonej klatce piersiowej chłopaka. Harry z ociąganiem przerwał pocałunek, łapczywie chwytając powietrze. W tym czasie Tom zaczął całować szyję chłopaka, doprowadzając Harry'ego do głośnych jęków.

- Tom...

Riddle w odpowiedzi delikatnie ugryzł ucho chłopaka.

- Ah – jęknął Harry, chwytając mężczyznę w talii.

- Harry? – spytał w końcu Tom, bawiąc się sutkiem gryfona.

- Co?

- Jesteś już twardy? – wyszeptał Riddle drwiącym głosem, ocierając się kroczem o erekcję Harry'ego.

Harry jęknął, wtulając twarz w szyję mężczyzny.

Riddle niespiesznie wsunął rękę pod spodnie Harry'ego, dotykając go przez bokserki.

- Oh, Merlinie.

- Wystarczy tylko Tom – zaśmiał się cicho mężczyzna, pocierając ręką coraz szybciej.

- Tom – wyjęczał Harry. – Ja...

- Ty co, Harry?

Jednak nie dał chłopakowi odpowiedzieć, przygryzając delikatnie jego sutek. Harry'emu pociemniało przed oczami i, nieświadom tego, jak głośno krzyczy, doszedł. Bezwiednie opadł w ramionach Toma, ciężko oddychając. Riddle wysunął rękę ze spodni chłopaka, całując go szybko w usta.

- Możesz już mnie puścić – powiedział łagodnie.

Harry dopiero teraz zdał sobie sprawę, że przez ten cały czas zaciskał dłonie na plecach Riddle'a. Pod paznokciami miał krew, na co Tom tylko się roześmiał.

Uspokajając oddech, Harry poczuł, że się czerwieni.

Co ja... my... co do cholery...

Spodziewając się drwin, Tom miło go zaskoczył, gdy zdjął pelerynę i usiadł na niej, biorąc Harry'ego w ramiona. Riddle wtulił twarz w szyję chłopaka, rozkoszując się znanym zapachem.

- Um... A czy ty... znaczy... – Harry zaczerwienił się jeszcze bardziej. – Nie chcesz, żebym... y...

- Nie miewam erekcji – odpowiedział spokojnie Tom, rozbawiony zażenowaniem chłopaka.

- To niemożliwe – parsknął Harry zanim zdążył pomyśleć.

Riddle roześmiał się i podniósł głowę.

- Nigdy nikogo nie pragnąłem. I choć oczywiście dostrzegam i doceniam piękno ludzkiego ciała, nie podniecam się pod wpływem dotyku lub pocałunku – wytłumaczył cierpliwie.

- To dlaczego to... e... zrobiłeś?

- Jesteś jedyną osobą, której nie brzydzę się dotknąć ani nie wzdrygam się, gdy ty dotykasz mnie – wyjaśnił, ale w jego głosie brzmiał smutek. – Dlatego nie jestem z Victorem.

- Oh. Przykro mi – wymamrotał Harry.

- A odpowiadając na twoje pytanie, chciałem sprawić ci przyjemność, myślałem, że to dość oczywiste – zadrwił Tom.

Harry znowu pokrył się rumieńcem i schował twarz w szatach Riddle'a.

- Nie powiem dziękuję – ostrzegł szybko.

Mężczyzna roześmiał się krótko, gładząc ciemne włosy Harry'ego.

- Ale... podoba ci się, gdy się całujemy?

- Gdyby odpowiedź była inna niż twierdząca, nie robiłbym tego – zauważył Tom, całując Harry'ego w czoło.

Po chwili ciszy, Riddle westchnął głośno.

- Harry, skoro masz pytanie, dlaczego po prostu go nie zadasz?

- Dlaczego czytasz w moich myślach? – spytał chłopak ze złością.

- Nie czytam – Tom wzruszył ramionami. – Bardzo głośno myślisz i ponieważ nie masz żadnej bariery, czasem skrawki twoich wspomnień lub właśnie pytań pojawiają się w moim umyśle.

- Yhym – mruknął Harry. – To o co chodzi z Voldemortem? I jak odzyskałeś swoją magię?

- Drugie pytanie będzie musiało poczekać – ostrzegł Tom. – A jeśli chodzi o Lorda... Mam coś – i nie, nie powiem ci na razie co – czego Voldemort bardzo pragnie. Dzięki temu mogę go szantażować i wykorzystywać do własnych planów. Tymczasem pozwalam mu myśleć, że jesteśmy... wspólnikami.

Harry'emu bardzo nie spodobało się to, co właśnie usłyszał.

- Jakich planów? – spytał ostrożnie.

- Hm – mruknął Riddle, spoglądając na chłopaka. – Jeśli będzie chciał zabić Dumbledore'a, nie powstrzymam go.

- Niech i tak będzie – Harry westchnął. – Ale dlaczego sam nie pozbędziesz się Dumbledore'a, a potem zabijesz Voldemorta? Bo chyba go nie popierasz?

- Voldemort to szaleniec – przyznał Tom. – Jednak... Wielka Brytania stała się słaba. Dlatego trzeba pozwolić, by Lord zniszczył ją, a potem zacząć wszystko od nowa.

- Wykorzystujesz Voldemorta – wyszeptał przerażony Harry. – Poczekasz aż przejmie Ministerstwo i potem go zabijesz.

Riddle podniósł podbródek Harry'ego, nie pozwalając, by chłopak uniknął jego spojrzenia.

- Tak – odpowiedział w końcu.

Harry przełknął ciężko ślinę.

- Wiesz, ilu niewinnych ludzi ginie...

- Dlaczego więc Dumbledore jeszcze go nie zabił? – przerwał łagodnie Tom.

- Bo przepowiednia... jest przepowiednia – Riddle zmarszczył brwi – która mówi, że to ja mam zabić Voldemorta. Żaden nie może żyć, gdy drugi przeżyje.

- Hm. Nie wiedziałem, że starzec ci o niej powiedział. Nieważne. Przepowiednie są tylko po to, by mącić w głowie. Myślisz, że gdybym ktoś cię teraz zabił, świat by się skończył, bo nie byłby to Voldemort?

- Skąd...? – Harry porzucił pytanie, widząc wzrok mężczyzny. – Nie zastanawiałem się nad tym – gryfon westchnął. – Gdy już zabijesz Voldemorta, będziesz chciał zostać Ministrem Magii?

- Nie – Riddle roześmiał się lekko. – To zbyt nudne zajęcie.

- Więc czego chcesz? Zabijesz mugoli? Nie pozwolisz, by czarodzieje z mugolskich rodzin uczyli się w Hogwarcie?

Tu Riddle zmarszczył brwi, wyglądając na urażonego.

- Jeśli mógłbyś przestać mylić mnie z Voldemortem, byłbym wdzięczny – warknął lodowato.

- Przepraszam – Harry przysunął się bliżej mężczyzny i pocałował go w policzek, na co Tom skrzywił się i wymamrotał coś o „sentymentalnych bachorach". – Wiem, że nim nie jesteś. Jednak w przeszłości, w której żyłem piętnaście lat, byłeś Lordem Voldemortem. Ja... po prostu się boję, że nagle staniesz się zły i będę musiał walczyć przeciwko tobie.

Riddle zamarł, słysząc słowa Harry'ego. Po chwili objął chłopaka ramieniem i wtulił twarz we włosy gryfona.

- Nigdy nie będę do końca dobry – przyznał. – A odpowiadając na twoje pytania, zostawię mugoli w spokoju. Tak samo jak i sz... czarodziei urodzonych w nie-magicznych rodzinach. Chcę po prostu zmienić system. Nie pozwolić, by czarodzieje dorastali w sierocińcach jak ja. Dać im wybór.

Harry przez chwilę zastanawiał się nad słowami Toma, w końcu kiwając głową na zgodę.

- Oh, i wiem, że twój przyjaciel jest wilkołakiem – rzucił Riddle. – Chcę, by byli oni traktowani na równi z każdym innym człowiekiem.

- I robisz to dla mnie? – parsknął Harry z niedowierzaniem.

- Masz rację – Tom roześmiał się cicho. – To samo chcę zagwarantować wampirom.

- Ten twój Victor chyba mnie nie lubi.

- On nikogo nie lubi – przyznał Riddle. – O wilku mowa...

Rozległ się trzask i z zarośli wyszedł zdyszany wampir. Z niedowierzaniem spojrzał na przyjaciela, po czym przeniósł wzrok na Harry'ego.

- Dlaczego wyczuwam spermę w powietrzu? – warknął.

Harry spłonął rumieńcem i schował się w ramionach Riddle'a, który tylko roześmiał się głośno.

- Ponad trzydzieści lat! Trzydzieści lat i nic! Czy ty wiesz, jak mnie to boli?

- Oh, nie wątpię, że cierpisz – zadrwił Tom. – Jeśli przyjaźnisz się ze mną, bo liczysz, że ci ulżę, musisz jeszcze poczekać ze dwa wieki.

Harry wydał z siebie nieartykułowany dźwięk.

- Jakim cudem on doszedł, skoro wszystkiego się wstydzi? Przysięgam, Tom, ze mną miałbyś o wiele więcej zabawy.

- To może ja zostawię was samych? – wymamrotał Harry i wstał.

- Dobry plan – rzucił Victor.

Riddle spojrzał na przyjaciela ze złością, także podnosząc się z ziemi. Jednym ruchem różdżki strząsnął z peleryny trawę.

- Przestań być zazdrosny, idioto – syknął.

- Jestem głodny! – odpowiedział wampir na swoją obronę.

- Przecież jesteś w lesie, zapoluj – mruknął Harry.

Victor zawarczał, na co chłopak cofnął się parę kroków w tył.

- Nie jestem jakimś pieprzonym zwierzakiem, ty cholerny mały...

Riddle z westchnieniem podszedł do przyjaciela i przerwał mu, całując mężczyznę namiętnie. Victor zamarł, ale szybko odzyskał przytomność, wplatając palce w ciemne włosy Toma.

Jednak gdy oderwali się od siebie i Riddle już miał coś powiedzieć do Harry'ego, chłopaka nie było.

- Chyba twój kochaś zniknął – zarechotał wampir, widocznie bardzo z siebie dumny.

- Jeszcze jedno słowo – ostrzegł Tom, ze złością ciskając pelerynę w przyjaciela.