XVI

Dwa tygodnie po śmierci Rona i Hermiony, Harry opuścił Hogwart. Najpierw oczywiście złożył wizytę dyrektorowi, ale nie po to, by poprosić o pozwolenie. On po prostu stwierdził fakt. Przerobił już dawno cały materiał przeznaczony na szósty rok, więc pobyt w szkole był stratą czasu. Obiecał, że wróci pod koniec maja. Może.

Przez te dwa tygodnie, nie pojawił się na ani jednej lekcji obrony. Spodziewał się, że Riddle będzie go ścigać, ale ten całkowicie stracił zainteresowanie jego osobą. Zamiast tego, Harry dojrzał w oczach mężczyzny niepokojący mrok, którego jeszcze miesiąc temu Riddle nie miał.

Nie żeby Harry dbał, oczywiście.

Zbliżała się przerwa świąteczna. Gryfon po raz ostatni spojrzał krótko na Hogwart; Hogwart, miejsce, które nazywał domem. Więc teraz stracił i dom. Co jeszcze mu pozostało?

Oh nie, Harry stracił nawyk użalania się nad sobą i nie miał zamiaru do niego wracać. Od śmierci jego przyjaciół zmienił się, tak, nie ukrywał tego przed sobą, ani w Hogwarcie. Dumbledore wydawał się być zaniepokojony, gdy Harry uśmiechnął się prosto w oczy starca, jednocześnie życząc mu długiej i bolesnej śmierci, najlepiej z jego własnej ręki.

Nie wiedział, czy już stał się zły. Pewnie zawsze był. Ron i Hermiona, jego ostoja, ostatnie osoby, o które dbał, na których mu zależało. Teraz nie żyli.

Dlaczego więc Harry Potter miałby żyć?

Z drugiej strony, został jeszcze Harrison Dumbledore. Oczywiście zmienił nazwisko, myślał o czymś bardziej... ah... dostojnym. Victor proponował mu swoje nazwisko, ale Harry stwierdził, że za dużo byłoby szumu. Chciał zniknąć w cieniu. Stać się cieniem.

Harrison Shadow.

Nawet nie wiedział, kiedy zbliżył się tak z wampirem. Przez ostatnie dwa tygodnie rozmawiał tylko z Victorem, i choć mężczyzna czasem był irytujący, Harry przywykł do jego obecności.

Wiedział, gdzie chciał się dostać. Potrzebował pomyśleć, zastanowić się, po której jest stronie. Z chęcią zabiłby Dumbledore'a, ale nie było rzeczy, której bardziej by chciał niż śmierci Voldemorta. I nie dlatego, że tyle złego zrobił, nie. Musiał pomścić Rona i Hermionę. Jego rodziców. Syriusza. Wiedział, że nie pochwaliliby tego, kim się stał, ale oni nie mieli już na nic wpływu. Byli martwi.

Może po prostu będzie po swojej stronie. Miał poparcie Victora. Ślizgoni wcale nie kochali Voldemorta, oni się go bali. Voldemort był szaleńcem, tylko Śmierciożercy tego nie dostrzegali. Dlatego, gdy na horyzoncie pojawi się on, Harrison Shadow, będą lgnęli do niego jak muchy. Będzie potężniejszy niż Voldemort; inteligentniejszy niż Riddle; spokojniejszy niż Dumbledore. Zabije całą ich trójkę i w końcu dostanie swą zemstę. A potem... a potem dlaczego miałby nie władać światem?

Na tę myśl roześmiał się cicho. Nawet śmiech miał inny. Brakowało w nim radości. Tak samo jak jego oczy, zimne i ponure, prawie znudzonym spojrzeniem omiatały świat wokół niego.

Nie był typem lidera. Dumbledore chciał, by był Złotym Chłopcem; wspaniałym gryfonem idącym do boju. Niestety, starzec się przeliczył. A Harry nie miał ambicji, by panować nad światem. Niech jego miejsce zajmie ktoś inny, może być nawet Malfoy, on nadawałby się na Ministra Magii. Najchętniej widziałby na tym miejscu Victora, ale wampir był... cóż... wampirem.

Nie zostało mu dużo czasu, a jeszcze wiele musiał się nauczyć. Miał trzech najpotężniejszych czarodziejów do zabicia. Ah, jak dobrze, że żaden z nich nie wiedział, co ich czeka.

Leciał już prawie pięć godzin, gdy w końcu dotarł na miejsce. Wiał zimny, nieprzyjemny wiatr. Harry syknął ze złości. Nie mógł na razie używać magii, był poza Hogwartem, sam. Ale już niedługo znajdzie się w miejscu, przepełnionym magią bardziej niż Hogwart.

Zadrżał z podniecenia, wciągając nosem zapach mokrej ziemi. Lekkim krokiem ruszył w stronę marmurowego budynku, a był on prawie tak wielki jak Ministerstwo. Szedł dróżką wyłożoną kamieniem, niewątpliwie bardzo drogim. Z obu stron otaczała go trawa, mimo nadchodzącej zimy nadal zielona. Dojście do budynku zajęło mu więcej niż pół godziny. W końcu, zirytowany i zziębnięty, stanął przed wielkimi, metalowymi drzwiami. Nie zdążył zapukać, bo te otworzyły się, tworząc cienką szparę, ale wystarczająco dużą, by mógł się przecisnąć.

Jednak zaraz po wejściu Harry zaczął się zastanawiać, czy nie powinien zostać na dworze, gdyż w budynku było jeszcze zimniej. Podniósł wzrok, napotykając dwie postacie, stojące przed nim spokojnie. Mężczyźni mieli na twarzach kaptury, spod których widać było tylko ich długie włosy.

- Harrison Shadow? – spytał cicho blondyn.

Coś w jego głosie sprawiło, że Harry miał ochotę zrobić parę kroków dalej, ale pozostał niewzruszony. Mógł przysiąc, że czarnowłosy mężczyzna zadrżał, ukrywając śmiech.

- Tak – odpowiedział Harry równie cicho, co wywołało kolejne drżenie ze strony ciemnowłosego mężczyzny. – Przepraszam, ale co cię tak bawi?

Blondyn odwrócił się w stronę swojego towarzysza, jakby próbował go uspokoić, ale drugi mężczyzna nie zwrócił na niego uwagi.

- Ty – wymruczał czarnowłosy, zbliżając się niebezpiecznie blisko. – A już zaczynało się tu robić nudno.

Harry zacisnął zęby ze złości, czując napływającą wściekłość.

- Ahh – szepnął mężczyzna, stojąc teraz nos w nos z chłopakiem. – Masz problemy z temperamentem, czyż nie?

- Gdybym je miał, już byś był dawno martwy – wycedził Harry.

Czarnowłosy wybuchnął perlistym śmiechem, odchylając głowę do tyłu i zrzucając kaptur. Blondyn syknął z dezaprobatą, odsuwając się od swojego towarzysza.

Z zapartym tchem Harry obserwował ciemnowłosego mężczyznę, który podniósł wzrok i uśmiechnął się drwiąco, i choć uśmiech nie pasował do Syriusza, mężczyzna nadal wyglądał łudząco podobnie. Był przystojniejszy, nieskalany pobytem w Azkabanie, a jego rysy twarzy były bardziej drapieżne i arystokrackie, ale tak, Harry'emu zabiło mocniej serce, prawie wierząc, że jego ojciec chrzestny nadal żyje. Mężczyzna nie spuszczał ciemnych oczu z Harry'ego, zatrzymując wzrok na miejscu, w którym powinna być blizna.

- Regulus Black, czy mam przyjemność z chrześniakiem mojego brata? – mężczyzna uśmiechnął się do blondyna tryumfalnie, jakby właśnie wygrał jakiś niesamowicie ważny zakład.

Jego towarzysz syknął ponownie, odwrócił się i zniknął w ciemności.

- Ty... – Harry przerwał szybko.

Tak, w tamtej przeszłości brat Syriusza został zabity w służbie u Voldemorta, ale jak widać Harrison odmienił losy więcej niż tylko paru osób.*

- Skąd wiedziałeś? – spytał w końcu.

- Doprawdy, myślałeś, że możesz oszukać nas, wampiry, jakimiś głupimi magicznymi sztuczkami? – zadrwił Regulus.

- Hm, myślałem, że waszą moc zawdzięczacie tej głupiej magii – zauważył zimno Harry.

- Nie powiedziałem, że magia jest głupia. Ja tylko stwierdziłem, że twoje magiczne sztuczki są głupie.

Harry zmierzył mężczyznę zirytowanym spojrzeniem. Był prawdziwym Blackiem. Syriusz się nie mylił.

- Chodź, zaprowadzę cię do Mistrza – przerwał ciszę Regulus, spoglądając na Harry'ego z ciekawością, niezrażony spojrzeniami chłopaka. – Coś czuję, że już mnie lubisz – roześmiał się.

Nie odpowiadając, Harry podążył za mężczyzną. Budynek miał imponujące rozmiary, ale gryfon nie mógł dojrzeć nic więcej, gdyż pokoje i korytarze pogrążone były w półmroku. Zadrżał, już żałując, że nie wziął z sobą niczego cieplejszego.

- Myślałem, że to tylko bajki. – Harry podniósł brwi, wytężając wzrok. – Z tym całym „wampiry nie mogą wychodzić na słońce" i tak dalej.

- Oh, tak, to tylko bajki – potwierdził Regulus. – Co nie zmienia faktu, że nie potrzebujemy światła, by lepiej widzieć, a słońce szybko męczy nasze wrażliwe oczy. Od wieków nie było tu człowieka... A zresztą, w końcu się przyzwyczaisz.

- Nie spytałeś mnie jeszcze jak poznałem Victora – zauważył Harry, na co mężczyzna uśmiechnął się przelotnie.

- Nie musiałem. Nie znasz Oklumencji, prawda?

Harry zacisnął ze złością zęby i syknął w odpowiedzi.

Pieprzony Snape, muszę go dodać do mojej listy „do zabicia".

- To niedobrze, każdy wampir jest doskonałym Legilimentą i Oklumentą – mruknął Regulus, bardziej do siebie niż do chłopaka, po chwili jednak wzruszając ramionami. – Tak czy tak, masz tyle do nauczenia, że co to za różnica dwie rzeczy więcej.

- Dobra, rozumiem – wycedził Harry. – Wampiry są świetne, a ja beznadziejny, nie musisz mi tego wypominać.

- Nie dość, że beznadziejny to jeszcze arogancki – syknął z obrzydzeniem głos za nimi.

Regulus odwrócił się powoli, w przeciwieństwie do Harry'ego, który błyskawicznie sięgnął po różdżkę, by odkryć chwilę później, że tajemniczy mężczyzna trzyma ją w dłoni. Harry nie mógł dostrzec, jak wygląda, bo wampira spowijał mrok, tylko jego żółte oczy błyszczały w ciemności.

- Hexus – mruknął Regulus, coś w jego zachowaniu świadczące o tym, że ich nowy towarzysz był dość wysoko postawiony.

- I Victor naprawdę powiedział, że jest wart naszych nauk? – zadrwił wampir.

- Z całym szacunkiem... – zaczął Harry, z trudem kontrolując gniew.

- Nie masz w sobie szacunku do nikogo – wycedził Hexus, występując z ciemności, a blade światło księżyca oświeciło jego twarz, zapierając Harry'emu dech w piersiach.

Harry uważał, że Riddle jest przystojny. Ale Hexus... wampir miał w sobie coś dzikiego, nieposkromionego; był jak tsunami, jednocześnie piekielnie niebezpieczny, ale i piękny. Tak, Hexus zdecydowanie był nie tylko przystojny. Jego czerwone, długie włosy opadały mu na twarz, zakrywając połowicznie prawe oko i świetnie kontrastując się z żółtym, lodowatym spojrzeniem. Wampiry przeważnie miały bladą cerę, ale Hexus był szary; szary jak sprana czerń; szary jak pobrudzona biel. Harry nieświadomie zrobił kilka kroków w tył, nadal niezdolny do oderwania wzroku od mężczyzny.

- Skoro nie jestem ich wart – warknął Harry, ze złością odkrywając, że jego głos się trzęsie – dlaczego tu jesteś? Z pewnością wiedziałeś o tym już wcześniej, więc po co marnujesz czas na spędzanie go z kimś tak niegodnym twojej obecności jak ja?

Dopiero po wypowiedzeniu tych słów Harry zrozumiał, że popełnił wielki błąd w ogóle się odzywając. Oczy wampira niebezpiecznie pojaśniały, a jego usta wykrzywiły się w coś na kształt uśmiechu – choć nadal wyglądał nieskazitelnie pięknie – i zaatakował Harry'ego. Chłopak nawet nie zauważył, że Hexus się porusza, po prostu poczuł ból i metaliczny posmak krwi w ustach. Na szczęście Regulus go złapał, zanim zdążył upaść na ziemię. Black wydał z siebie ostrzegawczy syk, patrząc na krążącego wokół nich wampira.

- Nie bądź głupi, mój chłopcze – powiedział Hexus zaskakująco łagodnie i Harry szybko zrozumiał, że były to słowa skierowane w stronę Regulusa. – Trzeba uciszyć bachora i nauczyć go szacunku. I, jak dobrze pamiętam, ta jakże doskonała metoda podziała nawet na ciebie.

- Jest naszym gościem i nie pozwolę...

- Nie jest naszym gościem – roześmiał się krótko Hexus, ale jego zimny śmiech jeszcze długo odbijał się echem po korytarzu. – Przecież mam go uczyć, czyż nie? Po przekroczeniu tych murów, Harrison Shadow lub Harry Potter, kto jak woli, stał się moim uczniem, a tym samym jest pod moją opieką.

Zapadła cisza, przerywana ciężkimi oddechami Harry'ego. W końcu, niechętnie, Regulus puścił chłopaka, który rzucił się ku ścianie, szukając w niej oparcia. Czuł, że miejsce, w którym powinna widnieć jego sławna blizna, krwawi.

- Do zobaczenia, chrześniaku mojego brata – pożegnał się cicho Regulus, zostawiając Harry'ego sam na sam z Hexusem.

Wampir powoli podszedł do gryfona. Wszystkie emocje, wściekłość, obrzydzenie, rozbawienie, zostały teraz ukryte pod maską obojętności, ale oczy mężczyzny nadal świeciły niebezpiecznym blaskiem. Jednak on sam wyglądał na zainteresowanego.

- Możesz mówić tylko jeśli ci pozwolę – zaczął szeptem, prawie niedosłyszalnym dla Harry'ego, który wstrzymał oddech, nie chcąc zgubić ani jednego słowa. – I jeśli tak się stanie, masz zwracać się do mnie „Mistrzu". Z czasem pozwolę ci na mówienie bez pytania. Może. Victor ostrzegł, że jesteś arogancki i pewny siebie. Bądź pewny, że pod koniec miesiąca będziesz chodzić z podkulonym ogonem. Sprawię, że zaczniesz bać się własnego cienia. Módl się, żebym przez przypadek cię nie zabił – wampir nie spuszczał wzroku z Harry'ego, na co chłopak odpowiedział wyzywającym spojrzeniem. – Ale widzę, że...

Mężczyzna nachylił się tak, że jego usta znajdowały się parę milimetrów od ucha Harry'ego.

- ...że i tak nie cenisz swojego życia – skończył Hexus.

Harry bez słowa czekał aż wampir odsunie się i da mu pozwolenie na mówienie, ale ten tylko uśmiechnął się drwiąco i już chwilę później znajdował się na końcu korytarza.

- Za mną.

Mimo narastającego zirytowania, Harry podbiegł do nauczyciela, który ponownie zniknął i pojawił się jeszcze dalej niż wcześniej. Mężczyzna niewątpliwie uznawał sytuację za bardzo zabawną. Harry nie śmiał nawet westchnąć, więc zacisnął zęby i grał w grę Hexusa, który prawdopodobnie tylko testował cierpliwość chłopaka. Jednak czego wampir nie wiedział, to tego, że Harry już wcześniej spotykał nauczycieli, którzy go nienawidzili (czyt. Snape) lub mieli obsesję na punkcie nauki (czyt. Riddle), więc gryfon był przygotowany na wszelkie niespodzianki.

I oh, jak bardzo się mylił!


Kolejne uderzenie.

Harry wiedział, że Hexus zaatakuje z lewej, ale był nadal zbyt powolny, by uniknąć ciosu. Użył resztki magii, żeby szybko uleczyć złamanie i wyciszyć ból, ale to z kolei sprawiło, że spuścił uwagę z nauczyciela.

Tym razem mężczyzna użył przednich kłów, przecinając szyję Harry'ego, dosłownie parę milimetrów od tętnicy.

Z sykiem bólu i zawodu Harry upadł na podłogę.


Szybciej.

Ponieważ Harry nie był wampirem, nie miał ich siły, ale mógł użyć magii, by spowolnić przeciwnika i zwiększyć swoje szansę na przeżycie.

Przeżycie, nie wygraną.


Widząc wszystko w spowolnionym tempie, Harry schylił głowę, unikając kłów Hexusa, w tym samym czasie atakując mężczyznę w lewy bok. Za pomocą magii, uniósł wampira w powietrze i rzucił o ścianę, ale zanim zdążył nacieszyć się swoim zwycięstwem, Hexus był już przy nim.

I Harry odpłynął w ciemność.


Ze złością zaatakował Hexusa, mając dość ciągłych porażek i triumfalnych uśmiechów nauczyciela. Wiedział, że podczas walki powinien odłożyć wszystkie uczucia na bok, tak samo i wściekłość, ale postanowił zignorować nauki wampira. Zaskoczenie dało mu przewagę, bo Hexus nie spodziewał się ataku od tyłu, jednak mężczyzna szybko zorientował się, co jego uczeń robi i powalił go na ziemię jednym szybkim ruchem.

- Nisko upadłeś, mój drogi – zadrwił wampir, odsłaniając przednie kły w wyrazie sadystycznej radości.

Harry zmierzył Hexusa długimi spojrzeniem, po czym odepchnął się nogami od podłogi, tym samym sprawiając, że mężczyzna stracił równowagę. Idąc za ciosem, Harry popchnął nauczyciela do tyłu i upadł wraz z nim, ale dzięki szybkiemu refleksu szukającego, utrzymał równowagę i usiadł na Hexusie. Wampir prychnął ze złością i próbował zrzucić z siebie ucznia, ale Harry użył magii, która wgniatała Hexusa w ziemię, uniemożliwiając mu wstanie.

- Może jednak nie jestem taki beznadziejny, co? – roześmiał się cicho Harry, ciesząc się swoimi pierwszym zwycięstwem.

- Ale nadal arogancki – wycedził Hexus, ale nie potrafił i nie chciał ukryć dumy, patrząc ciepło na Harry'ego. – Złaź ze mnie.

- Jest mi dość wygodnie – stwierdził nonszalancko chłopak, z widoczną radością wplatając dłonie w długie, ogniste włosy Hexusa.

- Natychmiast zejdź ze mnie albo urwę ci ten obrzydliwy łeb, gdy tylko będę mógł znów stanąć.

Harry podniósł brew i nachylił się do nauczyciela, stykając się z mężczyzną nosami. Czuł ciepły oddech na twarzy, odprężając się po raz pierwszy od bardzo długiego czasu. Przekroczył mury tego budynku prawie półtora miesiąca temu, zmieniając się nie do poznania. Sam miał czasem problemy ze spojrzeniem w lustro i powiedzeniem „tak, to ja". Podobno stracił też trochę swojej arogancji (choć według Hexusa był jeszcze gorszy) i wydoroślał. Ale słysząc słowo „dorosły" w ustach Regulusa to jak Voldemort wypowiadający „miłość" z radosnym uśmiechem na twarzy.

Oprócz tego zbliżył się bardzo z Hexusem. Jasne, że wampir nigdy nie przyznałby, że darzy swojego ucznia sympatią, ale jego czyny mówiły same za siebie. Regulus często drwił z tego powodu z mężczyzny i czasem Harry zastanawiał się, dlaczego Black jeszcze żyje.

- Harrison, do cholery, co ty robisz? – wyrwał go z zamyślenia głos nauczyciela, który spoglądał na niego z nieukrywanym obrzydzeniem.

- Oh, od kiedy to przeklinasz? – zadrwił Harry.

- Od momentu, w którym to ślinisz mi się na twarz – warknął Hexus.

Harry zdusił śmiech i zbliżył się jeszcze bardziej. Teraz jego usta prawie dotykały policzka mężczyzny, który odwrócił głowę, ale nadal w jakiś sposób nie spuszczając zdegustowanego wzroku z chłopaka.

- Czekam aż się zarumienisz – przyznał cicho Harry.

- Podrywany przez własnego ucznia – syknął Hexus ze złością. – I co się stało z tym pięknym, czystym związkiem uczeń-nauczyciel?

- Jesteś stanowczo zbyt staromodny – drażnił się gryfon.

Niespodziewanie Hexus poderwał głowę i pocałował Harry'ego. Skołowany chłopak poddał się pocałunkowi, czując ciepłe wargi na ustach i przyjemny zawrót głowy. Wampir wplótł palce w czarne włosy Harry'ego, przyciągając go jeszcze bliżej siebie. Harry odpowiedział gwałtownym pocałunkiem, raniąc przy tym wargę, która otarła się o jeden z kłów mężczyzny, co podnieciło Harry'ego jeszcze bardziej. Z jękiem chłopak wpuścił język wampira do środka, tracąc kontrolę nad własnym ciałem. W tym momencie Hexus zepchnął z siebie gryfona, przerywając pocałunek.

- Nigdy – mężczyzna zrobił przerwę na złapanie oddechu – nigdy nie trać kontroli.

Harry uniósł brew i podszedł niezrażony do zarumienionego wampira.

- Ciekawe – wymruczał, przejeżdżając językiem po zewnętrznej części ucha Hexusa, delikatnie gryząc płatek i wywołując tym lubieżny jęk mężczyzny. – Ciekawe – powtórzył i szybko odszedł parę kroków do tyłu.

Hexus wyglądał jeszcze piękniej niż zwykle, jego szkarłatne włosy rozczochrane i opadające w nieładzie na zaczerwienione policzki, a żółte oczy rozpalone z pożądania.

- Oh, Harrison – wyszeptał w końcu wampir, podchodząc bliżej. – Igrasz z ogniem – mówiąc to, złapał Harry'ego gwałtownie za krocze.

Chłopak jęknął z bólu i przyjemności, opierając głowę na ramieniu Hexusa, ale mężczyzna zaraz zniknął, ukrywając się w cieniu sali. Harry wiedział, że na dzisiaj koniec.

- Mamy jeszcze wiele dni – obiecał na pożegnanie, a wychodząc, usłyszał jeszcze cichy śmiech Hexusa.

* w siódmej... a może szóstej... części, Harry dowiedział się, że Regulus został zabity przy niszczeniu Horkruksa. Ponieważ Riddle i Dumbledore zniszczyli medalion, Regulus nadal żyje.