XVIII
Płonął. Nie musiał widzieć, by wiedzieć, że stoi w ogniu. Czuł, jak gorące płomienie powoli liżą jego nogi, ręce, twarz. Ale to nie ból wyrwał go z objęć przyjemnej ciemności, a czyjaś potężna aura. Jeszcze nigdy nie doświadczył takiej mocy. Był pewny, że nawet Dumbledore nie wywarłby na nim takiego wrażenia.
Zanim jednak zdążył skupić się na osobie, która otaczała się tą aurą, zdjęło go przerażenie. Nie mógł otworzyć oczu.
Oślepłem. Zrobił to. Merlinie, nie.
- Spokojnie – usłyszał Harry. – Masz na oczach bandaż.
Po chwili poczuł czyjeś zimne ręce na policzkach, chłodzące jego rozpaloną twarz. Z westchnieniem Harry uspokoił oddech, oddając się chłodnemu dotyku. Nie rozpoznawał głosu mężczyzny, ale był pewien, że jest on jedyną osobą w pokoju, co musiało znaczyć, że to on dzierży potężną aurę.
- Dziękuję – wychrypiał, gdy poczuł, że mężczyzna przystawia mu szklankę do ust. – Kim... Kim pan jest?
- Nie powinieneś się jeszcze obudzić, minęły tylko dwa dni – odpowiedział zamiast tego nieznajomy. – Śpij.
Zanim Harry zdążył zaprotestować, ciemność znowu go pochłonęła.
Pierwsze, co poczuł to przyjemny chłód. Jego ciało nadal płonęło, ale tym razem zimne ręce już delikatnie gładziły jego twarz. Dłonie ostrożnie zniżyły się do klatki piersiowej, delikatnie błądząc po niej i przynosząc ulgę. Harry wyczuł, że nie był to ten sam mężczyzna, a ktoś znajomy, jednak na pewno nie wampir.
Poruszył się, zastanawiając się, jak powinien zacząć rozmowę. Ręce mężczyzny zamarły i Harry niepewnie podniósł głowę, ale nadal nic nie widział. Z niesamowitą szybkością dłonie zniknęły z klatki piersiowej chłopaka i mężczyzna wyszedł z pokoju. Harry już miał znowu się położyć, ale do pomieszczenia wpadły dwie osoby, co chłopak stwierdził po aurach, w tym jedna dobrze mu znana.
- Hexus – wymamrotał, a wampir w odpowiedzi złapał go za szyję, na co Harry wrzasnął z bólu.
- Zwariowałeś? – warknął drugi mężczyzna, w którym Harry rozpoznał Victora. – Idioto!
Ręce zniknęły z szyi Harry'ego, ale gryfon był pewny, że Hexus później z nim „pomówi".
- Ciebie też miło... ee... widzieć – mruknął Harry do Hexusa.
- Ty bezczelny, arogancki, obrzydliwy, pieprzony bachorze – wycedził wampir. – Masz czelność znikać po lekcji ze mną?
- Czyli że gdybym zniknął po lekcji z Regulusem, nie byłbyś wściekły?
- Nawet bym się nie przejął – poprawił Hexus ze złością.
- Dobrze wiedzieć, że po prawie trzech miesiącach rozstania masz mnie gdzieś – zrzędził Victor.
- Merlinie – jęknął Harry, ale z chęcią zaakceptował zimne dłonie dwójki mężczyzn. – Victor, pachniesz... hm... miodem.
- Żebym ja nie powiedział czym ty śmierdzisz – syknął wampir w odpowiedzi, ale nie ukrywał ciepła w głosie ani czułości, gdy odgarnął Harry'emu spocone włosy z głowy.
- Kim byli ci dwaj? – spytał nagle Harry.
- Jacy dwaj? – mruknął Hexus, przykładając dłoń chłopaka do ust.
- Hexus, przestań molestować Harry'ego! – warknął Victor.
- No, jeden z bardzo potężną aurą i drugi, który przed chwilą wyszedł.
- Oh – powiedział Victor, a Harry usłyszał zmieszanie w głosie mężczyzny. – O pierwszym na pewno już słyszałeś, to był Mistrz Kayle.
Harry zamarł. Regulus opowiadał mu oczywiście o mężczyźnie, który stworzył pierwszego wampira, choć sam nim nie był. Także wśród czarodziei chodziły legendy o potężnym czarnoksiężniku, który zabił pierwszego Czarnego Lorda, a potem zniknął. Kayle mógł mieć ponad tysiąc lat.
- Jak... Dlaczego... Merlinie – Harry jęknął.
- Uratował ci życie – dodał niespodziewanie Hexus.
- Znalazł mnie?
- Nie, to zasługa... – Victor chrząknął. – Kogoś innego. Mistrz stworzył dla ciebie skórę zamiast tej, którą straciłeś.
- Dlaczego – wykrztusił Harry.
- Nie nas powinieneś pytać – zauważył spokojnie Hexus. – Musisz jeszcze odpoczywać. Śpij.
- Nie... – zaprotestował słabo Harry, odpływając w ciemność.
Znowu ta sama znajoma obecność. Tym razem ręce mężczyzny spoczywały spokojnie na policzkach Harry'ego.
- Spróbuj teraz odejść, to przysięgam, że cię przeklnę jak tylko dostanę różdżkę w moje ręce – ostrzegł Harry, ze złością czując, że dłonie mężczyzny znikają, a on sam wstaje. – Tom.
Zapadła cisza, ale Riddle w końcu opuścił pokój.
- Tchórz! – wrzasnął za nim Harry.
Po chwili jednak wyczuł potężną aurę wchodzącą do pomieszczenia. Harry zadrżał, czując otaczającą go moc. Usłyszał dźwięk zamykanych drzwi i nie mógł powstrzymać dreszczu podniecenia.
- Mistrzu...
- Nie pozwoliłem ci się odzywać – przerwał ostro Kayle.
Harry miał na końcu języka ciętą odpowiedź, ale powstrzymał się. To nie był Hexus ani Victor, którym dorównywał mocą. Nie ważne, czy opowieści o Kayle'u są prawdą, Harry czuł, jak potężny jest ten mężczyzna i nie chciał mieć go za wroga.
- Mimo szkolenia u Hexusa pozostałeś arogancki – syknął Kayle. – Jestem zawiedziony i przez ciebie twój Mistrz zostanie ukarany.
- Przecież to nie jego wina – wycedził Harry.
Zacisnął zęby, gdy poczuł przeszywający ból w policzku.
- Inni może tolerują twój język, ale ja nie będę i jeśli nie dostosujesz się do moich zasad, będziesz cierpieć. Czy to jasne?
- Jak słoneczko – zadrwił zimno Harry.
Kolejne uderzenie prawie rozerwało jego wrażliwą skórę na twarzy.
- Boli mnie niszczenie mojej własnej pracy – westchnął zimno Kayle, a w jego głosie nie można było wyczuć żadnego bólu. – Usiądź.
Z ociąganiem Harry spełnił polecenie. Spodziewając się kolejnej kary, napiął wszystkie mięśnie, ale ku jego zdziwieniu mężczyzna zaczął spokojnie zdejmować mu bandaże z oczu.
- Zamknij oczy.
Harry posłusznie spełnił polecenie, po chwili czując, że ciemność stała się jaśniejsza. Uśmiechnął się lekko, dopiero teraz zdając sobie sprawę jak bardzo przerażała go myśl o oślepnięciu. Kayle musiał wyczuć spięcie Harry'ego, bo delikatnie dotknął obolałego policzka chłopaka, z którego natychmiast uszedł cały ból.
- Otwórz oczy – polecił zimno.
Niepewnie podniósł powieki, z ulgą stwierdzając, że w pomieszczeniu panuje przyjemny półmrok. Przed nim majaczyła niewyraźna twarz Kayle'a, ale zanim zdążył powiedzieć, że potrzebuje okularów bądź zaklęcia, jego wzrok się wyostrzył.
- Tak, naprawiłem ci przy okazji wzrok – mruknął mężczyzna znudzonym głosem. – Możesz mi podziękować – dodał łaskawie.
Jednak Harry nie odpowiedział, pochłaniając wzrokiem wygląd Kayle'a. Tak właśnie wyobrażał sobie Riddle'a za kilkanaście lat. Mężczyzna miał czarne, starannie zaczesane do tyłu włosy, które przechodziły powoli w siwe, by w końcu końcówki były kompletnie białe, sięgające zaledwie do szyi. Jego ciemnoniebieskie, prawie granatowe oczy błyszczały inteligencją, przeszywając Harry'ego uważnym spojrzeniem. Mężczyzna siedział na brzegu łóżka, ale nawet stąd Harry mógł stwierdzić, że jest on wysoki i bardzo, a może nawet chorobliwie chudy. Mocno zarysowane kości policzkowe nadawały mu arystokratycznego wyglądu, którego brakowało Riddle'owi.
- Teraz nie odpowiesz? – przerwał ciszę Kayle, ale głos miał bardziej rozbawiony niż zirytowany.
- Dziękuję... Mistrzu – wymamrotał niezgrabnie Harry, szybko odwracając wzrok. – Czy mógłbym...e... przejrzeć się.
Mężczyźnie zadrżały końcówki ust, ale na koniec tylko podniósł brew, jednym ruchem dłonie wyczarowując małe lustro.
Harry stłumił okrzyk zdziwienia, nie poznając w zwierciadle samego siebie. Przede wszystkim nie spodziewał się, że jego skóra będzie taka... biała. Biała i nieskazitelna, musiał przyznać. Niepewnie podniósł dłoń, dotykając bladego policzka. Wszystkie wampiry miały jasne karnacje, ale on był po prostu... biały. Oprócz tego jego lewe oko było w okręgu, którego promień miał granatowy odcień, dokładnie takiego koloru jak oczy Kayle'a. Skóra wydawała się być naciągnięta, przez co jego kości policzkowe wystawały jeszcze bardziej. Blizna pozostała w ukryciu.
- Ja... hm... wyglądam jak biały pies z łatą – powiedział, nie do końca pewien, czy lubi swój nowy wygląd.
- Dość niezwykłe porównanie – roześmiał się cicho mężczyzna, ale jego oczy zabłysły niebezpiecznie. – To pamiątka.
- Ah – mruknął Harry, wodząc palcami po okręgu. – Dziwne, że bardziej przypomina mi o panu niż o... – zamilkł, spuszczając wzrok.
Wydarzenia sprzed paru dni (a może tygodni?), tak skrzętnie przez niego zagrzebane w otchłaniach pamięci, teraz wypłynęły na powierzchnię, prawie pozbawiając go przytomności. Ból, jaki wtedy czuł napłynął ze zdwojoną mocą i poczuł, że się dusi, wzrok znów mu się rozmazał...
- Harry – łagodny głos przywołał go do teraźniejszości.
Zobaczył przed sobą nieprzeniknioną twarz Kayle'a, który delikatnie, acz stanowczo potrząsał jego bezwładnym ciałem.
- Nie warto rozpamiętywać przeszłości – poradził cicho mężczyzna, zaciskając ręce na ramionach Harry'ego.
- Czy to Dumbledore go przysłał? – spytał słabo.
- Tak – Kayle zmierzył chłopaka uważnym spojrzeniem, po czym wstał i usiadł na krześle na przeciwko ucznia. – Powiem ci teraz wszystko, co powinieneś wiedzieć, ale ostrzegam cię lojalnie, nie przerywaj mi.
Harry w odpowiedzi tylko kiwnął głową. Zadowolony mężczyzna z gracją upił łyk wina, które widocznie już na niego czekało i skupił swe spojrzenie ponownie na Harrym.
- Przede wszystkim, dowiedzieliśmy się, że Dumbledore nie chciał cię torturować, ale nieopatrznie powiedział, że jesteś Śmierciożercą. Twój oprawca musiał mieć osobiste spotkanie z poplecznikami Voldemorta, a z tego, co zdołał wybełkotać, jego rodzina została bardzo brutalnie przez nich zabita – Kayle brzmiał i wyglądał na znudzonego, tylko jego oczy lśniły niepokojąco w ciemności. – Mężczyzna już i tak był na skraju szaleństwa.
- Czyli co, Voldemort w sumie też jest szaleńcem, to znaczy, że mam im wybaczyć? Najlepiej też i Dumbledore'owi? – zadrwił ze złością Harry.
- Zamilcz. To moje ostatnie ostrzeżenie – wycedził zimno Kayle. – Kontynuując, kiedy już przestaniesz się nad sobą użalać i wyleziesz z łóżka, zobaczysz, że nikt nie wybaczył Bones'owi.
- Bones? Edgar Bones? – powtórzył cicho Harry.
Pamiętał to nazwisko, Edgar był bratem Amelii Bones, która miała córkę w jego wieku, Susan. Syriusz wspomniał, że Edgar i cała jego rodzina została wybita podczas pierwszej wojny przez Śmierciożerców. Kolejna anomalia związana z bawieniem się z przeszłością?
Niech cię szlag trafi, Dumbledore.
- Tak – potwierdził spokojnie Kayle, ignorując ostatnią uwagę chłopaka. – Ale dość już o – mężczyzna uśmiechnął się drwiąco – nieprzyjemnościach. Jestem tu z konkretnego powodu i, jak już pewnie zdążyłeś zgadnąć, nie interesuje mnie twoje życie prywatne ani życie w ogóle.
- Dlaczego więc uratowałeś... uratował mi pan życie?
- Gdybyś choć na moment zamilkł, to może byś się dowiedział – wycedził Kayle. – Chcę wziąć cię na szkolenie.
- Nie, dziękuję – odpowiedział Harry automatycznie.
- Kiedy mówię „chcę" mam na myśli „ty chcesz". Zawdzięczasz mi życie, jesteś zmuszony do spłacenia długu – odpowiedział Kayle, a Harry mógł przysiąc, że mężczyzna czerpie satysfakcje z aktualnej sytuacji. – Dla czarodziejów i Dumbledore'a jesteś martwy. Nikt nie będzie szukać Harry'ego Pottera.
- I niby Dumbledore nie zauważy zniknięcia Bones'a? – mruknął sceptycznie.
- Bones był już na skraju załamania nerwowego przed swoją... misją. Napisaliśmy list, w którym Edgar wyjaśnia, że musi opuścić Anglię i dodaliśmy parę sentymentalnych bzdur.
- My?
- Tom i ja.
- Skąd pan go zna?
- Wierzę, że odpowiedziałem już na parę twoich pytań, mimo tego że wcale nie miałem zamiaru – zauważył Kayle, wstając i z gracją podchodząc do drzwi. – Zobaczymy się niedługo.
- Uważaj, bo się stęsknię – wymamrotał Harry i przez chwilę wydawało mu się, że kąciki ust mężczyzny zadrżały, ale nie zdążył się upewnić, bo Kayle już wymknął się bezszelestnie z pokoju.
Harry z westchnieniem usiadł na skraju łóżka, z uwagą przyglądając się swojemu ciału. Nadal nie potrafił się przyzwyczaić do nowej, nieskazitelnie białej skóry. Miał wrażenie, że naprawdę jest kimś innym. Nie wyglądał już jak Harry Potter, jego oczy przybrały trochę ciemniejszy odcień zieleni, a twarz nabrała bardziej drapieżnego kształtu, choć nadal było mu daleko do Toma czy Hexusa. Nie uważał się za przystojnego, był niewysoki i chudy, a jedyne co przykuwało wzrok w jego wyglądzie to blada skóra i zielone oczy, a pierwsze nawet nie stanowiły do końca zalety. Miał ciemne, odstające w każdą stronę włosy, sięgające mu zaledwie do połowy szyi i nie były one wspaniale cienkie i błyszczące jak Riddle'a, tylko puszyste i zwichrzone, co zaczęło go szczególnie irytować.
Niepewnie stanął, chwiejąc się. Czuł, jakby jego nowa skóra dopiero się rozciągała, powoli dopasowując się do chudych nóg Harry'ego. Zrobił krok do przodu, ale nie usłyszał żadnego chrupnięcia, więc założył, że wszystko w porządku. Dźwięk otwieranych drzwi sprawił, że stracił koncentrację, przez co upadł boleśnie na zimną posadzkę. Gdy podniósł wzrok, spodziewając się Victora lub Hexusa, nie potrafił ukryć zdziwienia, patrząc prosto w ciemne oczy Riddle'a. Mężczyzna bez słowa podał mu rękę, którą Harry niechętnie przyjął. Ze złością zauważył, że stojąc tak blisko musi zadzierać głowę, by spojrzeć na Toma, więc zrobił parę kroków w tył, opierając się o ścianę.
- Przyszedłeś po coś? – syknął w końcu, zmęczony mierzeniem się wzrokiem z Riddlem, który patrzył się na niego beznamiętnie.
- Nie jestem pewien – przyznał cicho Tom, a w jego głosie nie zabrzmiała ani jedna emocja, co jeszcze bardziej rozwścieczyło Harry'ego.
- Ah. To wszystko wyjaśnia – mruknął drwiąco chłopak.
- Wiem, że chcesz mnie zabić – oznajmił niespodziewanie Riddle, uważnie obserwując reakcję Harry'ego.
- Dobrze dla ciebie – odpowiedział spokojnie Harry, choć w duszy przeżywał mały zawał serca.
Dzięki Merlinowi za nauki wampirów.
- Dlaczego więc jeszcze tego nie zrobiłeś? – parsknął Tom, wyglądając na co najmniej rozbawionego.
- Nie będę się z tobą pojedynkować w tym stanie.
- Boisz się, że przegrasz? – zadrwił Riddle, wyraźnie dobrze się bawiąc.
Biorąc dwa duże wdechy, Harry uspokoił oddech i zdusił w sobie chęć rzucenia się na dawnego nauczyciela. Nie odpowiadając, pokuśtykał w stronę łóżka. Spodziewał się, że Riddle go zatrzyma, ale ten tylko spokojnie patrzył, jak Harry ukrywa swoje blade ciało pod kołdrą. Ignorując Toma, Harry zamknął oczy i odwrócił się tyłem do mężczyzny. Musiał przyznać przed samym sobą, że nie chciał, by Riddle wyszedł. Jego obecność działa uspokajająco. Po chwili Tom usiadł na krańcu łóżka, cały czas nie spuszczając wzroku z chłopaka.
- Nie powinieneś robić sobie tylu wrogów – zaczął łagodnie.
- O czym ty mówisz? – warknął Harry.
- Od dawna wiedziałem, że masz zamiar mnie zabić – Tom wzruszył ramionami, jakby rozmawiali o pogodzie. – Ale nie powiedziałeś nic Victorowi, co? Ani Hexusowi? – spytał, w tym czasie spokojnie spinając włosy w kucyk.
Harry nie odpowiedział, zaciskając zęby ze złością.
- Wampiry są od dawna po mojej stronie. Jeśli mnie zabijesz, stracisz ich poparcie – kontynuował cicho Riddle.
- Mówisz, jakbyś wierzył, że jestem zagrożeniem – zauważył Harry, na co Tom wybuchnął perlistym śmiechem.
- Rzeczywiście, źle to ująłem. Jeśli spróbujesz mnie zabić – poprawił, uśmiechając się czarująco.
- Arogancja doprowadzi do upadku Voldemorta, uważaj, bo możesz być następny, Riddle – wycedził Harry, obserwując z satysfakcją niknący uśmiech mężczyzny.
- Hexus i Victor są na ciebie wściekli – syknął Tom, zrzucając maskę łagodnego rozbawienia, a jego oczy pociemniały. – Powinienem cię teraz zabić i mieć jeden nieistotny, aczkolwiek irytujący problem z głowy.
- Nie zrobisz tego – odpowiedział lekko Harry.
Riddle podniósł brew i wyjął różdżkę, ale Harry się nie poruszył. Po chwili ciszy zielony promień wystrzelił w stronę chłopaka, który schylił się w ostatnim momencie.
- CZY TY MASZ JAKIŚ PROBLEM? – wrzasnął Harry, mając wrażenie, że serce zaraz mu wyskoczy z klatki piersiowej.
- Nie – odpowiedział spokojnie Tom, ale nie schował różdżki. – Chciałem ci tylko udowodnić, że nie rzucam słów na wiatr.
- MOGŁEŚ MNIE ZABIĆ.
- I chyba o to chodziło, nieprawdaż? – zadrwił Riddle, turlając różdżkę pomiędzy długimi palcami. – Widzisz, Harry, masz niestety złudne pojęcie, na temat tego, kim jestem i do czego jestem zdolny. Myślałem, że nie zapomnisz tak łatwo o dawnej przeszłości, ale przeciwnie, ty robisz wszystko, by o niej nie pamiętać. To smutne, żyłeś w niej przecież szesnaście lat – Tom bardzo oczywiście drwił sobie z Harry'ego, który nie był w stanie wykrztusić słowa, gotując się ze złości i niedowierzania. – Możesz próbować wmówić sobie, że jesteś „zły", ale bycie złym nie leży w twojej naturze. Tak samo jak bycie dobrym nie leży w mojej, czego Dumbledore nigdy nie zaakceptował, naiwny starzec. Dlatego mam dla ciebie radę. Zaszyj się gdzieś, weź z sobą tę rudą dziewczynę i przeczekaj wojnę. Ze względy na naszą przeszłość oszczędzę cię i twoich bliskich. Sądzę, że to dość sprawiedliwa oferta. W zamian oczekuję, że już nigdy nie wejdziesz mi w drogę – tu Riddle powtórzył ostatnie słowa Harry'ego, uśmiechając się złośliwie.
- Chyba sobie żartujesz – zdołał wymamrotać Harry.
Riddle wstał i w wyrazie drwin, skłonił się lekko przed chłopakiem.
- Masz trzy dni na wyniesienie się z zamku – oznajmił lodowato, a jego ciemne oczy spojrzały zimno na Harry'ego.
- Jeśli jeszcze nie słyszałeś, Kayle chce mnie nauczać – warknął za nim Harry, na co Riddle się zatrzymał i wydał z siebie syk.
- Mistrz Kayle, ty idioto – wycedził Tom i Harry z niedowierzaniem zauważył, że w głosie Riddle'a po raz pierwszy dało się dosłyszeć szacunek. – I tak, wiem, oczywiście. Nadal trudno mi w to uwierzyć, a biorąc pod uwagę, jak niesamowicie arogancki jesteś...
- Kto to mówi – wymamrotał Harry.
- ...Mistrz długo z tobą nie wytrzyma. Na szczęście – dziwny ton pojawił się w głosie Toma i Harry nie był pewien, co on dokładnie oznaczał.
- Zazdrosny?
Riddle zachichotał, ale jego oczy pozostały zimne.
- Byłem pierwszym i jedynym uczniem Mistrza – odpowiedział cicho. – Mistrz myśli, że możesz mi dorównać i oh, jak bardzo się zawiedzie.
- Zobaczymy – obiecał Harry ze złością.
- Mam nadzieję, że już więcej się nigdy nie spotkamy, a jeśli tak, obiecuję ci, że będzie to twój koniec, Harry Potterze – pożegnał się nonszalancko Riddle i aportował się z cichym 'pyk'.
Nadal nie mogąc uwierzyć, że Tom właśnie wypowiedział mu... cóż... wojnę, Harry podniósł się z łóżka i wyszedł z pokoju. Na korytarzu panował półmrok, ale on kierował się umysłem, a nie wzrokiem, szukając znajomych aur. Skręcił w lewo, poznając Victora po zapachu. Miał nadzieję, że wampir nie jest na niego wściekły, ale gdy tylko mężczyzna zauważył Harry'ego, obnażył kły.
- Wypytywałeś się o Toma tylko po to, by później wykorzystać zebrane informacje przeciwko niemu? Jak nisko musiałeś upaść? – wycedził Victor, przygwożdżając chłopaka do ściany, który ledwo oddychał.
Towarzysze Victora spojrzeli po sobie i zniknęli w cieniach, zostawiając Harry'ego na pastwę wściekłego wampira.
- Ja... – Harry zamarł, nie wiedząc co powiedzieć. – Przepraszam.
- Myślisz, że obchodzą mnie twoje pieprzone, nic nie warte przeprosiny? – sarknął wampir. – Powinienem cię teraz rozszarpać, a jedynym powodem, dla którego jeszcze tego nie zrobiłem jest Tom.
- Przez niego straciłem przyjaciół! – warknął Harry.
- OH, CZY TY NAPRAWDĘ MYŚLISZ, ŻE JESTEM ZŁY, BO CHCESZ GO ZABIĆ? MNÓSTWO LUDZI JUŻ PRÓBOWAŁO, A ON POTRAFI O SIEBIE ZADBAĆ, ALE JESZCZE NIKT NIE UDAWAŁ PRZEDE MNĄ PRZYJAŹNI TYLKO PO TO...
- Nie udawałem! – przekrzyczał Harry Victora, co wreszcie zamknęło na chwilę wampira.
- Nie? – mężczyzna przyjrzał się krytycznie Harry'emu, ale w końcu odsunął się na bezpieczną odległość. – Aaaha. No dobra – stwierdził, a na jego twarzy ponownie zagościł szalony uśmiech.
- To... to znaczy, że już nie jesteś wściekły? – spytał niepewnie Harry.
- A dlaczego miałbym? Żadne z ciebie zagrożenie, więc nie muszę martwić się o Toma – Victor wzruszył ramionami.
- Dlaczego wszyscy twierdzą, że nie jestem w stanie go zabić – wymamrotał Harry ze złością.
Wampir w odpowiedzi wybuchł śmiechem i otoczył chłopaka ramieniem.
- Chodź, teraz musisz jeszcze tylko przebłagać Hexusa.
- Przecież nic mu nie zrobiłem! – jęknął żałośnie Harry.
- Eee... – Victor zmieszał się, niezręcznie kładąc rękę na szyi. – Tom mógł wspomnieć... oczywiście przez przypadek... o... eee... waszym związku.
- CO? – Harry poczuł, że na jego blade policzki wypływa rumieniec.
- Był zazdrosny – wampir wzruszył ramionami.
- ZAZDROSNY? – warknął Harry. – DZISIAJ POWIADOMIŁ MNIE, ŻE JEŚLI KIEDYKOLWIEK JESZCZE SIĘ SPOTKAMY, NIE ZAWACHA SIĘ RZUCIĆ AVADY, A TY MÓWISZ MI, ŻE ON BYŁ ZAZDROSNY?
- Naprawdę? – zarechotał Victor. – Widzisz, Tom jest bardzo zaborczy. Prawdopodobnie musi ochłonąć, bo na pewno nie spodziewał się, że jeden z jego najlepszych przyjaciół... jedynych przyjaciół... będzie w związku z... no... tobą.
- Hexus przyjaźni się z Riddlem? – spytał sceptycznie Harry. – Chwila, że co? Niech on sobie nie myśli, że ma jakiekolwiek prawa do mnie!
- Powiedz mu to – zaproponował drwiąco mężczyzna.
- Czyli, że Riddle myśli, że mogę być tylko z nim i nikim innym, a potem – w formie jakiegoś chorego ataku zazdrości – rzuca we mnie Avadą i każe mi się wynosić?
- W dużym skrócie – potwierdził spokojnie Victor.
- Riddle powiedział, że mam mu nie wchodzić w drogę – zauważył Harry, gotując się z wściekłości. – Więc i niech tak będzie.
