XIX
Harry opuścił wampiry kilka tygodni później. Parę razy przed wyjazdem wyczuł obecność Riddle'a, ale ani razu się nie spotkali. Harry chciał wierzyć, że to z jego decyzji, ale dobrze wiedział, że Riddle nie chce go widzieć tak samo mocno jak on sam. Doprowadzało to Victora do szaleństwa, bo musiał wybierać pomiędzy Tomem a Harrym (i przeważnie jednak spędzał czas z chłopakiem, ale Harry domyślał się, że był to pomysł Riddle'a). Za to Hexus był podejrzanie szczęśliwy. Jak na przyjaciela, Hexus trzymał się dość daleko od Toma. Raz Harry spróbował się o to zapytać, ale wampir w odpowiedzi zasugerował, by nie wtykał nosa w nie swoje sprawy, po czym zagroził, że może mu go odgryźć, jeśli nie zastosuje się do sugestii.
Tymczasem Harry powrócił do dawnej formy, a ponieważ Hexus już dawno temu wyrzekł się magii („prawie sześć lat spędziłeś na machaniu patykiem i uczeniu się, jak dobrze nim potrząsnąć, doprawdy żałosne"), Victor udzielił Harry'emu paru lekcji. I choć chłopak dawał z siebie wszystko, a jego poziom znacznie się podniósł od opuszczenia Hogwartu, wampir tylko z niego drwił. Harry zaczął tęsknić za lekcjami z Regulusem, który opuścił zamek jeszcze dawno przed zaginięciem Harry'ego.
Nie chcąc wyjeżdżać, Harry prawie zapomniał o Kayle'u, mając cichą nadzieję, że czarodziej jednak z niego zrezygnował. Niestety, dokładnie trzy tygodnie od ich ostatniego spotkania, Kayle pojawił się na zamku (czego trudno było nie dostrzec, biorąc pod uwagę, jak silną aurę dzierżył mężczyzna) i zabrał Harry'ego, nie pozwalając mu nawet na pożegnanie się z Hexusem i Victorem.
Harry spodziewał się, że się aportują, ale ku jego najgłębszemu zdziwieniu, przed zamkiem stały dwa kare konie.
- Nie potrafię jeździć – ostrzegł szybko, przypominając sobie swoje wyczyny na testralach i hipogryfie.
- A to mi niespodzianka – zadrwił zimno Kayle. – Właź.
Harry niepewnie wspiął się na konia, szamocząc się z siodłem i próbując jakoś przerzucić nogę przez olbrzymi grzbiet wierzchowca. Prawie zdążył się odprężyć, siadając w końcu i wyprostowując się dumnie, gdy zwierzę zarżało, podniosło się i stanęło dęba. Harry z rozdzierającym wrzaskiem złapał się kurczowo szyi konia, czując, że zsuwa się z siodła ku odległej i boleśnie twardo wyglądającej ziemi. Po wyrwaniu kłębku włosów z grzywy, koń uspokoił się, a Harry prawie poleciał do przodu, uderzając głową o szyję zwierzęcia.
- Dlaczego to zrobił? – wydyszał, patrząc ze złością to na konia, to na Kayle'a, który obserwował wszystko z nieprzeniknionym wyrazem twarzy, ale jego oczy błyszczały rozbawieniem, co Harry'emu nieprzyjemnie skojarzyło się z Dumbledorem.
- Wyczuł w tobie strach – odparł mężczyzna spokojnie, sam z wdziękiem siadając w siodle. – Nie rób gwałtownych ruchów i nie spadaj, a może uda mi się dowieźć cię w jednym kawałku.
- Jakby panu na tym zależało – wymamrotał Harry, na co Kayle uniósł drwiąco wargi w karykaturze uśmiechu.
Godzinę po wyruszeniu Harry zauważył, że jego Mistrz nie jest zbyt gadatliwy, a jedyny powód, dla którego się odzywał to po to, by zwrócić gryfonowi uwagę. A Harry myślał, że to Riddle jest skryty.
- E... Mistrzu... jak daleko jeszcze? – spytał w końcu, czując, że jego pośladki są już boleśnie poobijane.
W odpowiedzi Kayle tylko podniósł szyderczo brew.
- A gdzie jedziemy? – westchnął zirytowany Harry.
- Twoja arogancja jest zatrważająca – mruknął Kayle, nie spuszczając wzroku z drogi.
- Jak możesz... może pan tak mówić, kiedy Riddle był pańskim uczniem? – wycedził Harry.
- Skąd w tobie przekonanie, że Tom był arogancki? – mężczyzna brzmiał na prawdziwie zaciekawionego.
- Bo go znałem i...
- Wiem, że cofnąłeś się w czasie – przerwał mu znudzonym głosem Kayle. – Trudno nie wyczuć takich zmian.
- Oh? – Harry zamilkł na chwilę, przyswajając odpowiedź Mistrza. – Wie pan, co pan robił w dawnej przeszłości? Bo nie poznał pan Riddle'a, prawda?
- To zabawne, iż naprawdę myślisz, że ci powiem.
- Jak śmiałem spytać? – zadrwił Harry, przewracając oczami.
Oczekiwał kary za swoją impertynencję, ale Kayle nie skomentował jego słów i zamiast tego spytał:
- Więc dlaczego sądzisz, że Tom był arogancki?
- Teraz jest – zauważył Harry, wzruszając przy tym ramionami. – A wiem też, że był taki pięćdziesiąt lat temu.
- Nie znałeś go po wydarzeniu – stwierdził cicho Kayle.
- Wydarzeniu?
- Nie mam w nawyku rozmawiania o prywatnych sprawach innych osób – uciął szybko mężczyzna.
- Ale...
- I nie sądzę, by Tom sobie tego życzył – wycedził lodowato Kayle, przeszywając Harry'ego wzrokiem.
- Mogę się chociaż dowiedzieć, jak pan go poznał?
- Dlaczego Tom tak bardzo cię interesuje? – odpowiedział pytaniem Kayle, w końcu porzucając obserwowanie Harry'ego i ponownie spoglądając na drogę.
- Poznaj wroga swego – Harry starał się brzmieć lekceważąco, ale doskonale wiedział, że Kayle mu nie uwierzy.
- Oczywiście – mruknął do siebie mężczyzna. – Mój syn się z nim zaprzyjaźnił.
- Syn? – wychrypiał Harry, powoli otrząsając się z szoku.
- Victor – wyjaśnił zirytowany Kayle. – Myślałem, że jesteś chociaż inteligentny.
Gdyby nie szybka reakcja mężczyzny, Harry spadłby z konia.
- Że... że... nie.
Kayle tylko westchnął ciężko i zakończył rozmowę, pospieszając swojego rumaka i oddalając się od Harry'ego, pozostawiając go w stanie głębokiego przerażenia i szoku.
Teraz o tym myśląc, Harry stwierdził, że Victor był podobny do Kayle'a, ale nigdy nie przyszłoby mu do głowy, że wampir ma aż tak potężnego rodzica. A skoro tak jest, dlaczego nie odziedziczył tej potęgi? Victor z pewnością był bardzo trudnym przeciwnikiem, ale nie z powodu ukrytej mocy, a lat doświadczenia i faktu, że był wampirem.
Pogrążony w myślach, Harry nawet nie zauważył, że dotarli na miejsce. Zdezorientowany, podniósł głowę i wydał z siebie cichy okrzyk zdziwienia, gdy jego oczom ukazała się mała, mugolska wioska. Zatrzymali się przy lichej, drewnianej chatce i Harry nawet stąd mógł stwierdzić, że będzie tam mnóstwo pająków i brak ogrzewania.
Zsiadł z konia, a raczej spadł z niego, przy okazji jedną nogą zahaczając o siodło i zwisając przez chwilę do góry nogami dopóki Kayle nie rzucił my rozzłoszczonego spojrzenia. Szybko podniósł się z ziemi i podążył za mężczyzną, który już wszedł do środka.
Tak jak Harry się spodziewał, chatka była pokryta pajęczynami, kurzem i w ogólnym pojęciu dość zaniedbana, jak gdyby nikt nie mieszkał w niej od paru dobrych lat. Ich nowe lokum miało dwa pokoje – sypialnię i kuchnię, a w kącie czaiły się niepozornie wyglądające drzwi, zapewne do łazienki.
- Jest tylko jedno łóżko – zauważył głupio Harry, rozglądając się za fotelem bądź kanapą, ale żadnego z nich nie znalazł.
- Tak – odpowiedział krótko Kayle, zamykając drzwi frontowe machnięciem ręki i opadając z wdziękiem na łóżko.
- Mam spać na podłodze?
- Skoro proponujesz – mruknął szyderczo mężczyzna.
- A mam inny wybór? – spytał Harry, gotując się ze złości.
- Zawsze masz.
Harry westchnął i postanowił zaskoczyć swojego Mistrza, opadając na łóżko tuż obok niego. Mężczyzna poderwał się i syknął z dezaprobatą.
- Nie będę z tobą spać – wycedził.
- Pana wybór – zadrwił Harry.
W odpowiedzi Kayle podniósł brwi, ale nic więcej nie powiedział, wchodząc do łazienki. Chwilę później Harry usłyszał szum wody. Nie wiedząc, co zrobić, chłopak postanowił się przejść.
- Wychodzę na dwór – powiadomił głośno.
- Nie wracaj! – odkrzyknął zimno mężczyzna, ale Harry nie potrafił powstrzymać uśmiechu.
Nie żeby zaczynał lubić Kayle'a.
We wsi panował przyjemny zgiełk. Mimo nadchodzącej nocy, wiał ciepły wiatr, zapowiadający wiosnę. Harry czuł się wyrwany ze świata, lawirując pomiędzy sklepami i ludźmi, czasem przystając, by obejrzeć wystawę. Jakie to wszystko było nierealne. Czy naprawdę jeszcze pół roku wcześniej spał spokojnie w Norze? Śmiał się z Roną i Hermioną, próbując zapomnieć o przepowiedni, wiszącej nad jego życiem? Wierząc Dumbledore'owi w każde słowo?
Chodząc tak, zastanawiał się, jak wyglądałoby jego szósty rok, gdyby nie zmiany w przeszłości.
Hermiona i Ron nadal by żyli.
Westchnął ciężko. Obiecał sobie, że nie będzie o tym myśleć, o nich. Co by powiedzieli, gdyby dowiedzieli się, jak nisko Harry upadł? Co pomyśleliby o ukochanym dyrektorze? Czy trzymaliby stronę Harry'ego, nawet jeśli chłopak planował zabicie trzech osób? Regulus nauczył go wiele czarnomagicznych zaklęć, a sam Harry czuł, że jego magia, wcześniej nieskalana i czysta, teraz wirowała wokół niego niespokojnie, potężniejsza, ale pokryta mrokiem, jak trawa szronem.
Nie chciał zostać kolejnym Voldemortem, a wierzył, że miał moc, by stać się Czarnym Panem. Dumbledore też to wiedział. Dlatego tak czujnie obserwował go na piątym roku, ale nie z dobroci serca. Dyrektor po prostu martwił się, że Harry może stać się zły.
A najważniejsze, co Kayle od niego chciał? Jeśli Riddle mówił prawdę, a prawdopodobnie tak, Tom był jedynym uczniem mężczyzny, więc co przyciągnęło go do Harry'ego? To było oczywiste, że Harry nie dorównywał mocą Riddle'owi, jak już zdążył mu wytknąć każdy napotkany czarodziej i wampir, włącznie z samym Riddlem. Harry był sfrustrowany, bo nie chciał porzucić swojego planu zabicia mężczyzny, tylko dlatego, że inni nie wierzyli, że mógłby dorównać mu siłą. Może nawet mieli rację, ale kto powiedział, że Harry będzie grać czysto? Riddle był arogancki, jeśli zlekceważy szesnastoletniego chłopaka, Harry będzie miał szansę, by uderzyć.
Poderwał głowę, w myślach układając plan idealny.
To musiało się udać.
Gdyby tylko-
- Hej, hej ładny chłopcze – przerwał mu czyjś podekscytowany głos.
Z irytacją odwrócił się, by zobaczyć przed sobą właścicielkę owego głosu. Była ona powyżej czterdziestki, jej sympatycznie wyglądająca twarz pokryta zmarszczkami i bruzdami. Niebieskie oczy lśniły inteligencją, a krótko ścięte blond włosy opadały na nie w nieładzie. Kobieta była niewysoka i chuda, ubrana w czarne, szerokie spodnie i jeszcze szerszą koszulę, co sprawiało wrażenie, że wyglądała na jeszcze drobniejszą niż w rzeczywistości. Harry nie powiedziałby, że jest ładna.
- Dzień dobry – wymamrotał zimno, ale kobieta widocznie zlekceważyła lodowaty ton, bo uśmiechnęła się przyjaźnie i położyła rękę na jego ramieniu.
Zacisnął zęby, próbując nie przekląć nieznajomej i niechętnie zaakceptował dotyk.
- Nie ma potrzeby, żebyś się tak stresował, śliczny chłopcze.
- Czy mogłaby pani-
- Widzę, że ci w czymś przerwałam, ale powinieneś wiedzieć, że szkoda życia na rozpamiętywanie przeszłości. Lepiej zadaj sobie pytanie, jak bardzo jesteś szczęśliwy? No, dawaj, ile procent?
- Czy to jest jakaś ankieta, widzi pani, spieszę się-
- Nie bądź taki skryty! A co daje ci szczęście? Ohoho, niezłe spojrzenie, ładny chłopcze, czy to znaczy, że mam do czynienia z cynikiem? Ciekawe, co by o tobie Sokrates powiedział... Widzisz, jest pięć sposobów na bycie szczęśliwym: cynizm, stoicyzm, epikureizm, sceptyzm i hedonizm – paplała kobieta.
- Proszę pani-
- Cynicy sądzą, że jedyną wartościową i najważniejszą cechą człowieka jest cnota, a wszystko inne może iść, mówiąc kolokwialnie, w diabły. Dlatego cnota jest dla nich jedyną rzeczą, która jest potrzebna do osiągnięcia szczęścia i tylko ona może dać im...
- O czym pani-
- ...radość z życia. Natomiast stoicy podzielili wszystko na trzy grupy: teorię poznania, teorię bytu i teorię moralności i życia. Oni także bardzo cenili cnotę i uważali, że jest ona równoważna dobru i szczęściu.
- Muszę iść-
- Epikureizm jest jednym z dwóch najważniejszych antycznych filozofii życia... wspomniałam już, że jestem filozofką?
- Ee... nie. Miło było panią poznać-
- Wracając do naszej przyjemnej rozmowy... Chwila, chwila, śliczny chłopcze, a gdzie ty się wybierasz? – kobieta zmarszczyła brwi, spoglądając na Harry'ego, który próbował wymknąć się ze sklepu tylnym wyjściem.
- Niech mi pani wybaczy, ale ja naprawdę jestem zajęty i eee... nie popieram żadnego kościoła ani... eee... grupy czy sekty religijnej i...
Niespodziewanie kobieta wybuchła śmiechem. Harry już zapomniał, jak brzmi prawdziwy, radosny śmiech, ponieważ spędził tak wiele tygodni z wampirami lub osobami pokroju Riddle'a, że przyzwyczaił się do zimnego chichotu. Możliwe, że właśnie to powstrzymało Harry'ego od odejścia i przystanął, spoglądając na nieznajomą.
- Masz niezłe poczucie humoru, śliczny chłopcze – pochwaliła kobieta. – Jestem Dominika.
- Harryy... yyy... Harry – wymamrotał, przeklinając się w myślach.
Od dawna nie używał tego imienia, a jednak nie potrafił skłamać Dominice.
- Harryyyy? – zadrwiła kobieta.
- Dominika – wypowiedział, smakując obcokrajowe słowo na języku. – Jesteś z Anglii?
- Tak – kobieta miała ciężki, brytyjski akcent, ale Harry założył, że mogła się go nauczyć. – Mój ojciec był z Rosji, a matka z Czech. Szkoda, że oboje nie żyją. Widzisz, z mojego ojca był niezły mafioza, a matka głupio za niego wyszła. Wychowywała mnie niańka, bo skoro z ojca był niezły mafioza, to i kasę też niezłą zostawił. Szkoda tylko, że nie mogłam zostać w Rosji. Mafia i te sprawy.
- Oh – Harry nie spodziewał się takiej wylewności, ale mógł zauważyć, że Dominika będzie dość gadatliwą osobą
Na początku pomyślał, że też jest czarownicą, ale nie wyczuwał w niej żadnej magii. Tylko ekscytację i pobudzenie.
- Ale, dość o mnie! – roześmiała się lekko i z energią godną podziwu, wyprowadziła Harry'ego ze sklepu. – Zadałam ci pytanie. Na ile procent czujesz się szczęśliwy?
- E... nie myślę o tym... za bardzo – przyznał zakłopotany chłopak, bezwiednie podążając za Dominiką.
- Naprawdę? – zachichotała kobieta. – To teraz spróbuj – zachęciła.
Zaczynając zastanawiać się nad pytaniem, odkrył, że nie wiedział już, jak to jest, czuć się naprawdę szczęśliwym. Od czasu, gdy zginęli jego przyjaciele, pogrążył się w wir pracy, a trudno tryskać radością w towarzystwie wampirów. Pamiętał, że lubił siedzieć przy kominku w pokoju wspólnym razem z Ronem i Hermioną, rozmawiając i pisząc beznadziejnie długie eseje dla Snape'a. A teraz... wszystko było rozmazane, a świat zimny i odległy. Jedyny cel, jaki miał w życiu to zemsta, ale co później? Czy ma jeszcze szansę, by być naprawdę szczęśliwym? Myślał, że mógłby odnaleźć spokój z Regulusem i Hexusem, ale teraz nie był już taki pewny. Czy tego właśnie chciał, zaledwie egzystować, przenikając pomiędzy cieniami? Harry Potter nie żyje, mógłby rozpocząć zupełnie nowe życie, może nawet poza Wielką Brytanią, a czy właśnie nie o tym marzył?
- To było bardzo nietaktowne z mojej strony, przepraszam – powiedziała cicho Dominika, obserwując twarz Harry'ego, przez którą przelatywały różnorodne emocje, od złości do smutku.
- Nie szkodzi – wymamrotał Harry, ze złością stwierdzając, że jego głos drży. – Twoje pytanie będzie musiało poczekać – zmusił usta do krzywego uśmiechu. – Ale jestem pewien, że jutro przyjdę z odpowiedzią.
Twarz kobiety natychmiast się rozjaśniła.
- Wspaniale! – zawołała. – Do zobaczenia jutro.
- A... e... gdzie mieszkasz? – spytał szybko Harry.
- Tutaj – roześmiała się Dominika i zniknęła za drzwiami do niepozornie wyglądającego domu o numerze trzynaście.
Jednak następnego dnia Harry nie mógł wymknąć się choć na pół godziny, a gdy w końcu skończył trening, musiał przeczytać trzy grube tomy o historii czarodziejów. Kayle oczywiście spał na łóżku, więc Harry'emu pozostało leżenie na brudnej i zakurzonej podłodze. W takich chwilach żałował, że nie przykładał się bardziej do Transmutacji.
- Skup się – warknął Kayle.
Harry zadrżał. Miał całkowicie odsłoniętą szyję, a mężczyzna pochylał się bardzo nisko, tak, że Harry czuł jego oddech na wrażliwej skórze. Od dwóch godzin jedyne, co robił to medytował i próbował oczyścić umysł, najwidoczniej bez skutku.
- Próbuję – wycedził.
- To staraj się mocniej – zadrwił Kayle.
- Myślałem, że miałem się czegoś uczyć.
- Bez odpowiedniej samokontroli nawet najlepiej wyuczone zaklęcia nie pomogą – odparł zimno mężczyzna.
- Już wiem, dlaczego Riddle jest taki lodowaty – mruknął Harry.
- Opanowany – poprawił Kayle jedwabistym tonem.
- Możemy zrobić sobie przerwę? – jęknął Harry.
- Nie? – spytał szyderczo Kayle.
Wokół niego wirowały różnokolorowe materie. Harry z fascynacją obserwował jak magia wypływała z różdżki Kayle'a, przybierając kształt wielkich meduz o niebiesko-różowo-zielonym kolorze.
- Czy... czy mogę dotknąć? – spytał cicho.
Kayle uśmiechnął się prawie ciepło i kiwnął lekko głową. Harry zauważył, że mężczyzna usiadł ciężko na trawie, z gracją opierając czoło na kolanach.
Jedna z meduz przyfrunęła do niego, tak, że była na wysokości wzroku chłopaka. Harry niepewnie podniósł rękę i dotknął meduzy. Lodowate mrówki przeszły przez jego dłoń, ale nie było to nieprzyjemne jak po przejściu przez ducha. Poczuł niespodziewany zastrzyk energii i aż sapnął ze zdziwienia.
- Co to było? – spytał roztrzęsionym głosem.
- Moja magia i energia – odpowiedział spokojnie Kayle. – Dlatego nie stworzyłem więcej niż pięciu, bo i tak wystarczająco się osłabiłem.
Harry spojrzał krytycznie na swojego Mistrza. Wcale nie wyglądał na zmęczonego, tylko jak zwykle, na znudzonego.
- Piękne – mruknął, patrząc, jak meduza powoli znika.
Tak mijały mu kolejne dni, które przerodziły się w tygodnie, a tygodnie w miesiące. Harry myślał, że zbliży się do Kayle'a, ale mężczyzna raczej nie podzielał jego zdania i trzymał się z dala od chłopaka. Czasem Harry mógł obserwować jak Kayle używa magii i za każdym razem zastanawiał się, jakim cudem ktoś może być tak potężny. Gdy się o to spytał, spodziewał się, że mężczyzna nie odpowie, ale jego Mistrz spokojnie wyjaśnił mu, że tu nie chodzi o magię, ale o doświadczenie. Harry nie zgadzał się ze słowami Kayle'a, na co ten dodał, że zna wiele osób, które z czasem przewyższą go potęgą.
- Kto? – spytał szybko Harry.
- Naprawdę myślisz, że ci powiem? – zadrwił mężczyzna.
- Riddle?
Kayle zmierzył Harry'ego ostrzegawczym spojrzeniem i wyszedł.
Harry zauważył, że mężczyzna unika tematu Riddle'a jak ognia i tu problemem nie była sama wrodzona skrytość Kayle'a, bo dość chętnie opowiadał o Victorze. Kilka dni później Harry zdobył się na odwagę i spytał:
- Dlaczego nie lubi pan rozmawiać o Riddle'u?
- Nie po to cię uczę, byś pewnego dnia zabił Toma – odpowiedział Kayle, uważnie dobierając słowa. – Był moim pierwszym uczniem i jestem mu lojalny. Nie będę pomagać ci w doszukaniu się jego słabych stron.
- Skąd pan wie, że nadal chcę go zabić?
- Widzę to w twoich oczach. Nie używasz jego imienia, bo boisz się, że zapomnisz o tym, co ci zrobił, kim jest. I choć uważam, że jesteś głupi, ponieważ im żyjesz dłużej tym więcej wiesz, a kiedyś zrozumiesz, że nie warto rozpamiętywać przeszłości, masz prawo do zemsty i nie mam zamiaru się wtrącać.
- Czyli... wierzy pan, że mógłbym go zabić?
- Nie – roześmiał się zimno Kayle. – Jesteś zbyt młody.
- I tylko dlatego?
Kayle zamilkł na chwilę, po czym złapał Harry'ego gwałtownie za brodę i przytrzymał tak, by chłopak spojrzał mu prosto w oczy.
- Bycie młodym wiąże się z wieloma rzeczami. Nie jesteś wystarczająco potężny ani doświadczony. Zbyt lekkomyślny. Arogancki – tu Kayle uśmiechnął się szyderczo. – Choć, jak widzisz, niektórzy z pewnych cech nie wyrastają.
Na tym zakończyli rozmowę o Riddle'u i Harry już więcej nie wspomniał o mężczyźnie. Sam nie był pewny, czy naprawdę chce poświęcić wszystko tylko po to, by dostać swoją zemstę – jeśli mu się uda, Victor nigdy się do niego nie odezwie i zapewne straci też przychylność wampirów. Kto wie, co zrobi Hexus, a Harry kompletnie nie rozumiał, na czym polega jego przyjaźń z Riddlem, więc nawet nie próbował przewidzieć reakcji wampira. Jednak z drugiej strony, Harry nie mógł znieść myśli, że w niedalekiej przyszłości to Riddle będzie władać Wielką Brytanią. Miał przeczucie, że mężczyzna nie wyjawił mu wszystkich swoich planów, a Harry nie chciał żyć w kraju prowadzonym przez osobę pokroju Voldemorta. I mimo tego, że Riddle nie był szaleńcem jak Lord, był równie arogancki i może jeszcze potężniejszy. Harry nie wiedział jeszcze tylko, czy Riddle postanowi pójść w ślady Voldemorta i rządzić za pomocą anarchii i strachu, czy może porzuci swoją okrutną naturę. Co też skłoniło go do myślenia o sobie. Jak zły się stał? Harry był pewny, że gdyby miał okazję, odpłaciłby się Bones'owi za tortury i z przyjemnością oglądałby czołgającego się przed nim mężczyznę, ale to pragnienie także było oparte na zemście. Kiedy jego życie stało się jednym wielkim szukaniem zemsty? Kiedy Harry będzie miał szansę, by w końcu być sobą? I co znaczyło bycie sobą? Kim? Harrym Potterem, Chłopcem-Który-Przeżył? Harrisonem Shadow? Harrisonem Dumbledore?
Był na spacerze i dopiero teraz zdał sobie sprawę, gdzie doszedł. A stał przed domem Dominiki. Zaczyniało się ściemniać i w oknach nie paliło się światło, ale i tak zapukał. Chciał przede wszystkim przeprosić kobietę, że nie pojawił się wcześniej, ale prawdą było, że w ogóle nie miał czasu.
Ku jego zdziwieniu drzwi zaskrzypiały i otworzyły się pod wpływem siły jego pukania. Niepewnie wsunął się do środka, pozwalając, by pochłonęła go ciemność. Jeszcze parę miesięcy temu byłby przerażony, ponieważ od czasu tortur, obsesyjnie bał się mroku, ale dzięki Kayle'owi, zaczął ponownie przywykać do ciemności. Czasem jeszcze budził się w nocy, nękany przez koszmary, ale Kayle zawsze był przy nim. Na początku czuł się zażenowany, szczególnie, że jego Mistrz na codzień zachowywał odpowiedni dystans, ale Kayle uspokoił go, mówiąc, że sam wie trochę o byciu torturowanym. Z tego powodu Harry przestał podskakiwać na dotyk zimnej ręki mężczyzny na jego rozpalonym czole i nauczył się przyjmować troskę z ulgą i wdzięcznością.
- Dominika? – zawołał cicho, ale odpowiedziała mu cisza.
Harry już miał wyjść, zakładając, że może kobieta po prostu nie zamyka drzwi, w końcu nie była ona typową osobą, a może po prostu śpi, ale zatrzymał go niepokojący zapach, kojarzący się mu z rozgrzanym metalem.
Zapalił światło w korytarzu i przeszedł do salonu, ale w nim też nikogo nie było. Dalej zapach ciągnął się w stronę zamkniętych drzwi, które Harry uznał za prowadzące do sypialni. Niepewnie złapał za klamkę i nacisnął, a ona z łatwością ustąpiła i drzwi otworzyły się z cichym skrzekiem.
Nie musiał widzieć, by wiedzieć, że stąpa po jeszcze nie zaschniętej krwi. Przyklejała się do butów i kleiła się, skrzypiała pod ciężarem Harry'ego. Chłopak zatoczył się, kiedy jego czułe nozdrza zaatakował ostry zapach rozkładającego się ciała. Blokując napływające wspomnienia tortur, podążył w głąb sypialni. Nie był pewien, czy chce zobaczyć to, co pozostało z Dominiki, ale bezwiednie zapalił światło. Przez chwilę stał sztywno nad łóżkiem, nie przyjmując do wiadomości widoku, który się przed nim roztaczał.
Ciało kobiety było przecięte na pół. Zaschnięta krew zalała całe łóżko i na szczęście zakryła większość pokrytych muchami organów, ale Harry nie mógł powstrzymać mdłości. Zwymiotował na podłogę i ciężko oparł się o ścianę, jednak szybko od niej odskoczył, zauważając, że i ona jest pokryta ciemną krwią. Spoglądając na szkliste oczy kobiety i na jej wykrzywioną przerażeniem twarz, ogarnęła go wściekłość, którą szybko zastąpiły wyrzuty sumienia. Był pewien, że nie przez przypadek Dominika została brutalnie zamordowana kilka miesięcy po jej rozmowie z Harrym. Kobieta wspomniała w czasie ich przechadzki o mafii i błędach jej ojca. Czy to możliwe, że ktoś to usłyszał? Doniósł na nią? A wszystko przez głupią rozmowę?
Szybko opuścił dom, z ulgą wdychając świeże, rześkie powietrze nocy. Usłyszał huk i zanim zdążył się odwrócić, jego ramię zaatakował oślepiający ból. Nie wyczuł magii, co musiało znaczyć jedno – zaatakował go morderca Dominiki. Blokując ból za pomocą prostego łacińskiego zaklęcia, schował się w krzakach, czekając na pojawienie się zabójcy. Tymczasem zdążył zniszczyć kulę, która trafiła go w ramię, ale nie mając już czasu na zaleczenie rany do końca. Usłyszał kolejny huk i zaczął się zastanawiać, co za idiota strzela do kogoś w środku nocy, zaraz po popełnieniu morderstwa.
Chyba, że zostały zlecone dwa morderstwa.
Poczuł adrenalinę, która szybko krążyła w jego żyłach, ale opanował się. Nie może wystraszyć zabójcy. Musi pozwolić, by uwierzył, że Harry jest ranny i przede wszystkim bezbronny.
Nakładając na siebie potężną tarczę ochronną, która z łatwością odepchnie kule z pistoletu i osłoni go przed resztą mugolskich broni, wyszedł z krzaków, szukając wzrokiem mugola. Niestety ciemność robiła swoje i świetnie maskowała zabójcę. Harry zmienił metodę i zaczął wyszukiwać umysłem żyjących stworzeń. Było to podobne do poznawania czarodziejów po aurach, ale ponieważ mugole nie mieli nic do czynienia z magią, świecili szaro-brunatno-zielonym blaskiem, co kojarzyło się Harry'emu z kolorem wymiocin. Chwilę później usłyszał czyjeś kroki i stanął twarzą twarz z zamaskowanym mężczyzną. Zabójca przystawił mu lufę do skroni i Harry pozwolił swojemu ciału na wzdrygnięcie, doskonale udając przerażenie. Pistolet był lodowato zimny i Harry musiał powstrzymać się od wymamrotania ocieplającego zaklęcia.
- Kim jesteś? – spytał, szczękając zębami, po raz pierwszy z zadowoleniem stwierdzając, że jego głos drży, choć mężczyzna przed nim nie wiedział, że Harry'emu po prostu jest zimno.
- Twoją śmiercią – odpowiedział mściwie zabójca z silnym rosyjskim akcentem.
- Ta kwestia jest żałosna – mruknął Harry.
- Co? – wycedził mężczyzna, potrząsając pistoletem.
- Mówię, że za dużo filmów się naoglądałeś, durniu – warknął Harry, pozwalając, by opanowała go wściekłość.
Jednym ruchem ręki wytrącił pistolet z dłoni mężczyzny i za pomocą magii posłał go na ziemię. Zabójca był potężnie zbudowany, a on sam drobny i niski, co spotęgowało zadowolenie Harry'ego. Oczy mężczyzny otworzyły się szeroko z zaskoczenia pomieszanego z przerażeniem, gdy odkrył, że nie może wstać.
- Czy zabiłeś Dominikę? – spytał cicho Harry, a w jego głosie zabrzmiał niebezpieczny ton.
- Tak – odpowiedział dumnie mężczyzna i Harry wyczuł, że nie kłamie.
- Dlaczego?
- To nie twoja sprawa, dzieciaku – wycedził zabójca. – Nie wiem, co mi zrobiłeś, ale żadnymi torturami tego ze mnie nie wyciągniesz.
Harry roześmiał się lodowato i sięgnął umysłem do myśli mężczyzny. Mugol wrzasnął z bólu, rzucając się po ziemi w konwulsjach. W czasie pobytu z wampirami Harry perfekcyjnie opanował podstawowe zasady Oklumencji i Legilimencji i był pewien, że nawet Dumbledore nie byłby w stanie przezwyciężyć jego murów. Jedynym wyjątkiem był oczywiście Kayle i wampiry. A jeśli chodzi o Riddle'a, Harry miał wrażenie, że mężczyzna nie potrzebuje Legilimecji, by wiedzieć kiedy ktoś kłamie.
Przed oczami mignęło mu parę scen – on sam rozmawiający z Dominiką, młody mężczyzna słyszący ich konwersacje, jego podróż do Rosji, wielki, przepełniony złotem i futrami pałac, gruby, obrzydliwy mężczyzna wydający rozkaz zabicia Dominiki i Harry'ego, mężczyzna, który teraz klęczał przed nim, mordujący kobietę piłą mechaniczną...
- Avada Kedavra.
