rozdziałów będzie 28 :)

dziękuję za komentarze i zapraszam na kolejny rozdział.


XXII

Niezauważalnie przeciskał się między ludźmi, starając się zająć jak najlepsze miejsce. Niestety jego niski wzrost wszystko utrudniał. Chłopak zacisnął zęby ze złością, wydając z siebie cichy syk. Parę kobiet obejrzało się za nim, spoglądając na jego zamaskowaną twarz z obawą. Mocniej naciągając kaptur, wyszedł z tłumu i podniósł wysoko głowę, ale nadal nie mógł nic zobaczyć. Słyszał już głos Ministra, co tylko jeszcze bardziej spotęgowało jego zirytowanie. Zaraz potem zapadła cisza, przerywana krokami mężczyzny wchodzącego na podium.

- Harrison – mruknął mu Lucjusz do ucha. – Tędy – pociągnął chłopaka za ramię i wprowadził go na Malfoyowską lożę.

- Naprawdę? Macie własną cholerną loże? – zadrwił Harry.

Mężczyzna westchnął ostentacyjnie, ale nie skomentował słów Harry'ego. Zamiast tego skupił wzrok na Riddle'u, który z typową dla niego arogancją i dumą stał na podium, tuż przy Ministrze. Harry uznał tę sytuację za niesamowicie zabawną, ale postanowił się przymknąć.

Tylko na chwilę oczywiście.

Koło niego usiadł Draco, rzucając Harry'emu chłodne, powitalne spojrzenie. Harry odpowiedział równie zimnym. Dawny rywal szkolny nadzwyczajnie szybko odkrył, kim jest tajemniczy Harrison Black. Może dlatego, że Harry głupio powiedział, że jest zaginionym synem Syriusza Blacka, po czym stracił nerwy, gdy Malfoy zrobił głupi komentarz na temat jego ojca chrzestnego („Słyszałem, że wasza rodzina jest odrobinę szalona, ale podobno twój ojciec pośród nich był jak chory psychicznie wśród normalnych ludzi. Musisz się go wstydzić, cholerny zdrajca, ukochany przyjaciel szlamowatej matki Pottera i..."). Zanim Harry zdążył zabić chłopaka, Draco wytłumaczył mu, że chciał tylko sprawdzić swoją teorię. Przy okazji uważał całą sytuację za bardzo zabawną, co Harry'ego doprowadzało do szału.

Przyjemny dreszcz podniecenia przeszedł po plecach Pottera, gdy zwrócił swój wzrok na Riddle'a. Mężczyzna wyglądał jak zwykle nieludzko przystojnie, choć Harry wolał jego prawdziwą formę. Nadal uważał, że rude włosy i ciemna skóra wcale nie wzbudzają większego zaufania, ale przecież i tak nikt nie liczył się z jego zdaniem, czyż nie?

Riddle mógłby nawet zmienić się w cholernego królika, a i tak nie wzbudziłby mojego zaufania.

- Chciałbym na początku zaznaczyć, że jestem zaszczycony, mogąc stać tu przed wami – zaczął cicho Riddle. Jego głos odbijał się echem od ścian Ministerstwa, mimo że mężczyzna nie użył żadnego wzmacniającego zaklęcia.

Podstępny drań.

Na twarzy Riddle'a malowała się czysta radość i delikatne rozbawienie, a jedynym minusem kamuflażu były jego czarne oczy, psujące cały efekt dobrotliwego czarodzieja, które bezlitośnie obserwowały tłum przed nimi. Szybko jednak zlokalizowały zakapturzoną postać Harry'ego, skupiając całą swą intensywność i okrucieństwo prosto na niego. Harry miał nadzieję, że ukrył drżenie, ale osądzając po zadowoleniu, które przemknęło po twarzy Riddle'a, musiało mu się nie udać.

- Drań, drań, drań – zaśpiewał Harry melodyjnie, wiedząc, że mężczyzna odczyta powtarzane słowa z ruchu jego warg.

- Aż tak nisko spadłeś, Black? Mówisz sam do siebie? – zadrwił Malfoy.

Jak on tęsknił za Abraxasem.

- Nieee – odpowiedział powoli Harry, specjalnie przeciągając głoski. – Bo widzisz, ja, w przeciwieństwie do ciebie, mam zapewnioną stałą uwagę Riddle'a – przez chwilę myślał, po czym dodał ironicznie, nie odwracając spojrzenia od mężczyzny na podium. – Niestety.

Draco zesztywniał.

- Jesteś głupcem, Black – wysyczał blondyn. – Nadal uważasz, że to ty i twoje cholerne ego jest najważniejsze. I wiesz co? Mylisz się.

- Hej, właśnie opisałeś Riddle'a, nie mnie – roześmiał się zimno Harry, z rosnącą satysfakcją obserwując, jak twarz Malfoya przybiera szary kolor.

- Śmiesz-

- Chłopcy – przerwał Lucjusz, ale nie zaszczycił ich jednym spojrzeniem.

Harry ukrył szyderczy uśmiech pod kapturem. Malfoy senior wiedział, a może tylko miał podejrzenia, co do natury związku pomiędzy Harrym a Riddlem. Nie mniej jednak, mężczyzna doskonale to ukrywał.

Harry nie spodziewał się, że Lucjusz tak szybko zaakceptuje informację o prawdziwej tożsamości Harrisona Blacka. Mężczyzna miło go zaskoczył i Harry stwierdził, że to pewnie musiały być geny Abraxasa, których niestety Draco już brakowało. Chłopak był wyjątkowo dziecinny i przywyknięcie do obecności Harry'ego zajęło mu prawie dwa tygodnie. Sam Harry stwierdził, że postara się tolerować młodego Malfoya, a jako że tymczasowo mieszkał w Malfoy Manor, trudno było się bez tego obyć.

A przynajmniej Harry miał nadzieję, że będzie to tylko tymczasowy pobyt.

- Niemniej jednak, objęcie posady jako główny zarządca Departamentu Tajemnic jest dla mnie jeszcze większym zaszczytem – kontynuował Riddle jedwabistym głosem. – Postaram się zrobić wszystko, co w mojej mocy, by zapewnić Czarodziejskiej Społeczności pokój i dostatek. A przede wszystkim, będę walczyć do upadłego w pozbyciu się Lorda Voldemorta i jego zwolenników – tłum dosłownie zamarł, spijając obietnice Riddle'a z ust mężczyzny.

Harry zaczął się dusić, w beznadziejnej próbie powstrzymania śmiechu.

Tom Riddle – pracujący dla Ministerstwa!

Tom Riddle – obiecujący pokój!

Tom Riddle – walczący z Voldemortem! ... W sumie to ostatnie jest całkiem prawdziwe.

- Przepraszam – Harry zawołał, a wszystkie głowy natychmiast odwróciły się w jego stronę, rzucając mu zdegustowane spojrzenia.

Jak śmiałem przerwać waszemu bohaterowi?

- Tak? – spytał uprzejmie Riddle, choć jego oczy błyszczały ostrzegawczo.

Harry wiedział, że zostałby srogo ukarany, gdyby śmiał zniszczyć chwilę chwały Riddle'a, ale drażnienie mężczyzny było po prostu wyborne.

- Jak... jak dokładnie ma pan zamiar dokonać niemożliwego? – Harry silił się na przestraszony ton. – Przecież mówimy tu o... o... Sam-Wiesz-Kim. Czy nie jest on niesamowicie potężny? Kto mógłby dorównać mu siłą? Obiecuje pan tą... niezaprzeczalnie wspaniałą przyszłość, ale kto ma moc, by pokonać Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać? Chyba nie pan, panie Riddle? Bo gdyby tak było... gdyby posiadał pan jakiś specjalny talent do bitew... zostałby pan wtedy niewątpliwie Aurorem, czyż nie? A tak... nie wątpię, że jest pan wybornym politykiem, ale co właściwie robi zarządca Departamentu Tajemnic? Czy pracuje pan nad jakąś bronią? Skąd mamy wiedzieć, że to, co pan mówi, nie jest tylko pustymi obietnicami, jakie każdy polityk wygłasza, by zdobyć poparcie?

Zapadła cisza. Riddle spokojne wysłuchał tyrady Harry'ego, ale chłopak nie mógł nie zauważyć błysku prawdziwego podniecenia w oczach mężczyzny.

Jak zaciągnąć Toma Riddle'a do łóżka? Po prostu zacznij gadać bez sensu i od razu się napali.

- Bardzo interesujące pytania, panie...

Ten człowiek był prawdziwymgeniuszem.

Jakkolwiek nie pokręconym geniuszem, ale jednak geniuszem.

- Black – odpowiedział spokojnie Harry.

- Panie Black, z wielką chęcią odpowiem na pańskie pytania, ale nie sądzę, by był to teraz odpowiedni czas i miejsce na takie rozmowy – zaczął cicho mężczyzna, ponownie przywołując całą uwagę do siebie. – Nie byłoby... mądrze wyjawiać plany przeciwko Voldemortowi, kiedy może on je usłyszeć, prawda? Jednakże jeśli chodzi o Departament Tajemnic... – Riddle zrobił efektowną pauzę i Harry złapał się na wstrzymywaniu oddechu. – Tak, jest prowadzony projekt pod moim dowództwem, który jest stricte związany z obaleniem potęgi Lorda Voldemorta. Jako zarządca Departamentu, mogę śmiało powiedzieć, że jesteśmy dobrej myśli. Ah – Riddle westchnął, odsłaniając białe zęby i Harry mógł przysiąc, że usłyszał ciche piski ze strony damskiej części tłumu. – I nie, niestety nie dane mi było posiadać moc mogącą się równać z tą, którą dzierży Lord Voldemort.

Tym razem Harry nie powstrzymał parsknięcia śmiechu, ale na szczęście czarodzieje byli zbyt pochłonięci słuchaniem dalszej części wykładu Riddle'a, by go usłyszeć. Dalej Riddle zapewniał ludzi, że Ministerstwo panuje nad sytuacją i mogą być spokojni o życie swoje i swoich najbliższych.

- Nuda – mruknął Harry do Draco, ale ten nawet nie zwrócił na niego uwagi, jak zaczarowany wpatrując się w Riddle'a. – Żałosne – wymamrotał, czekając na reakcję ze strony blondyna, ale ten pozostał spokojny.

- Bla, bla, bla...

- Harrison – syknął Lucjusz.

- Polityka mnie nudzi – odpowiedział Harry na swoje usprawiedliwienie.

- To ty uparłeś się, żeby przyjść – zauważył mężczyzna.

- Zmieniłem zdanie.

Lucjusz nie odpowiedział, prawdopodobnie uznając, że rozmowa była poniżej jego godności. Gdyby Harry był na miejscu Malfoya, także tak by stwierdził.

Wstał i przeciągnął się pokaźnie, ale nikt nie zwrócił na niego uwagi. Riddle nie zaszczycił go nawet spojrzeniem, ale Harry był pewien, że mężczyzna bacznie go obserwuje.

- Bunt – mruknął leniwie Harry, schodząc z gracją z loży.

Zapanowało poruszenie i Harry już miał nadzieję, że to z jego powodu, ale srogo się zawiódł, gdy zauważył, że to tylko Minister włączył się do rozmowy. Harry nadal nie wyrobił sobie opinii o Rufusie. Na pewno był godniejszym przeciwnikiem niż Knot, w końcu pracował jako Auror! Riddle powiedział, że Voldemort też miał swojego kandydata, ale przegrał z kretesem, co znacznie poprawiło humor Harry'emu, który szczerze kibicował Rufusowi. Słyszał o jego ostrych metodach, ale postanowił przymknąć na nie oko, gdy tylko dowiedział się, że nowy Minister nie zgadza się z Dumbledorem. Z drugiej strony Harry uważał, że Rufus zbyt łatwo nabrał się na bajeczkę Riddle'a... choć...

Choć kto się nie nabrał?

Przechadzał się spokojnie po pustych korytarzach Ministerstwa. Z oddali słyszał donośny głos Rufusa, ale w końcu i on ucichł, a Harry'ego otoczyła przyjemna cisza. Nie narzekał na brak czasu, ale zawsze ktoś się wokół niego pałętał, więc postanowił czerpać przyjemność z samotności póki tylko mógł. Minęły zaledwie trzy tygodnie, odkąd aportował się do Malfoy Manor, bo zdecydował zdać się na „Los". Zaczynał wierzyć, że Losem był nikt inny jak Riddle.

Długie palce owinęły się wokół jego szyi, gwałtownie się na niej zaciskając. Poczuł ciepły oddech na karku i nie mógł powstrzymać drżenia.

- Uważam twoje popisy za mało zabawne – mruknął Riddle, jednocześnie przejeżdżając językiem po zewnętrznej części ucha Harry'ego.

- Jak mi smutno – odpowiedział sarkastycznie chłopak.

- Z pewnością będzie ci smutno – obiecał zimno Riddle.

- Cały się trzęsę – przyznał Harry.

Mężczyzna przyszpilił go brutalnie do ściany, jego usta nadal niepokojąco blisko karku Harry'ego. Jedną ręką wodził po kościach policzkowych młodszego czarodzieja, ale w tym geście nie było nic łagodnego, wręcz przeciwnie, Riddle gwałtownie odwrócił głowę Harry'ego do siebie, tak, że szyja chłopaka ostrzegawczo skrzypnęła. Harry próbował przekręcić się, by plecami opierać się o ścianę, ale mężczyzna mocno napierał na niego biodrami, nie pozwalając mu na żaden ruch.

- Przypominam ci, że jesteśmy w Ministerstwie... – zaczął, ale Riddle nie pozwolił mu skończyć, klepiąc go brutalnie po policzku.

Harry był pewien, że mężczyzna zostawił czerwony ślad na jego bladej skórze. Zacisnął zęby, obmyślając już, jak mógłby się odwdzięczyć.

- Kiedy chcę, potrafię być niezauważony.

- Oh, to możesz teraz zrobić taką sztuczkę i zniknąć mi z oczu? – zadrwił Harry, doskonale zdając sobie sprawę, że stąpa po cienkim lodzie.

- W jakże doskonałym humorze cię dziś zastałem – mruknął Riddle, co najmniej zirytowanym tonem. – I choć czasem doceniam twoje marne próby rozbawienia mnie, nie jest to odpowiedni moment.

Harry zamknął się, rozpoznając ostatnie ostrzeżenie Riddle'a. Gdyby był kimkolwiek innym, dawno zwijałby się już z bólu.

A jednak czasem warto być Harrym Potterem.

- Więc jak poszła ci ta okropnie nudna przemowa? – spytał Harry, siląc się na lekceważący ton, a jednocześnie próbując zignorować ból promieniujący z szyi, która zdecydowanie protestowała na tak nienaturalne wykrzywienie.

Riddle puścił go i pozwolił, by chłopak odwrócił się, w końcu patrząc prosto w te intensywne, ciemne oczy, które teraz były rozpalone z pożądania.

- Uważam twoje chore podniecenie za co najmniej obraźliwe – warknął Harry.

Mężczyzna roześmiał się cicho z prawdziwą rozkoszą, tym razem delikatnie wodząc palcem po policzku chłopaka, po chwili zniżając się do ust Harry'ego. Z szybkością atakującego węża, gwałtownie wbił paznokieć w dolną wargę gryfona, z figlarnym błyskiem w oku obserwując, jak krople krwi ściekają po brodzie chłopaka.

- Jeśli obliżesz teraz palec, przysięgam, że zwymiotuję – ostrzegł Harry, ale sam czując rosnące podniecenie i z chorą fascynacją pochłaniając lubieżność widniejącą na twarzy Riddle'a.

W odpowiedzi Riddle z gracją rozsmarował krew na policzku Harry'ego.

- Wyglądasz przepysznie – mruknął mężczyzna, podziwiając swoje dzieło.

- Jesteś. Chory – wychrypiał Harry.

- Tak – potwierdził lekceważąco mężczyzna. – Dlatego tylko równie chora osoba mogła zostać moim Animus – wyszeptał Riddle z nieukrywaną satysfakcją w głosie.

- Idź do diabła, Riddle – warknął Harry, odpychając od siebie mężczyznę, co oczywiście by nie poskutkowało, gdyby Riddle nie odsunął się z własnej woli.

- Harrison?

- Co?

- Tylko nie wychodź tak między ludzi – rzucił szyderczo, jego oczy powoli wracające do dawnego, zimnego spojrzenia.

- Gdybym był równie złośliwy co ty, mówiłbym ci to codziennie – syknął Harry, odchodząc parę kroków dalej.

- Nie... – Riddle przerwał, dostrzegając kogoś zza ramienia chłopaka, który natychmiast się odwrócił. – Lucjuszu? – spytał chłodno.

Blondyn nie odpowiedział, w niemym szoku wpatrując się w Harry'ego.

- Nic mu nie jest – warknął Riddle, zwracając uwagę Lucjusza ponownie na siebie. – Wierzę, że czegoś chciałeś?

- Tak... tak – wychrypiał mężczyzna, a Harry nie mógł powstrzymać cichego parsknięcia. – Czy Harrison wraca z nami do Malfoy Manor?

- Tak.

- Nie! – wycedził Harry w tym samym czasie, co Riddle.

Czarnowłosy mężczyzna podniósł brwi.

- Obiecałeś, że po twojej głupiej przemowie będę mógł odwiedzić Regulusa – przypomniał Harry ze złością, doskonale wiedząc, że Riddle wcale nie zapomniał.

- Mmm, owszem – wymruczał zimno Tom. – Ale nie powiedziałem kiedy.

- No to masz problem, bo ja chcę teraz – warknął Harry.

Riddle lekceważąco machnął ręką.

- Wszystko jedno.

Harry zacisnął zęby. Riddle od początku planował puścić go do Regulusa, a jedyne co chciał, to pokazać, że wcale nie interesuje go, gdzie Harry pójdzie. Doprowadzało to Harry'ego do frustracji. Od prawie miesiąca życie chłopaka przypominało jedną wielką grę. Riddle bawił się jego uczuciami, ale Harry nie miał zamiaru pozostać mu dłużny.

- Nie spodziewaj się mnie na kolacji – wysyczał na pożegnanie i aportował się.


Trzy tygodnie wcześniej

Harry wylądował w nieznanym mu pomieszczeniu. Pokój był mały, pusty, ale na jego ścianach wisiało z dwieście portretów. Chłopak uniósł głowę; sufit był co najmniej sześć stóp nad nim.

Już miał się aportować, stwierdzając, że wylądował w czyimś domu (co go trochę zaskoczyło, biorąc pod uwagę, że większość ma zabezpieczenia przeciwko aportacji), gdy usłyszał znajomy głos. Jakiś mężczyzna go nawoływał. Harry niepewnie rozejrzał się po pokoju, a dopiero potem po obrazach.

- Harrison? Harrison Dumbledore? – spytał Abraxas z niedowierzaniem malującym się na jego przystojnej twarzy.

Mężczyzna był dużo starszy niż gdy Harry ostatni raz go widział, ale chłopak nie miał wątpliwości, to był on.

- Malfoy, huh? – roześmiał się cicho Harry.

- Na Merlina – mruknął portret. – A więc to dlatego tak nagle zniknąłeś. Podróże w czasie, co? – mężczyzna nie wyglądał na rozgniewanego, ale w jego oczach czaił się smutek. – Czy to twój prawdziwy czas?

- Tak – odpowiedział cicho Harry, natychmiast tracąc całą swoją radość.

- Jak masz naprawdę na imię?

- Harry Potter – przyznał chłopak bez wahania, choć nie używał swojego nazwiska od paru dobrych miesięcy.

- Ten Harry Potter? – zdumiał się Malfoy. – Na Merlina – powtórzył. – A mój ojciec tak cię lubił. Ha, gdyby tylko wiedział! – Abraxas roześmiał się swoim typowym drwiącym śmiechem, którego Harry'emu tak bardzo brakowało. – Harry Potter! W Slytherinie! Teraz się tobie nie dziwię, kiedy prawie zrzuciłeś z siebie Tiarę Przydziału miałeś przekomiczną minę.

- Dzięki – wyszczerzył się Harry. – To gdzie ja jestem? W Malfoy Manor?

- Nigdzie indziej – potwierdził Abraxas. – Znowu eksperymentujesz z czasem?

- Um, nie, nie do końca. Uciekam. Jak zwykle przed Riddlem.

- Czyli nic się nie zmieniło! – ucieszył się mężczyzna, ale natychmiast sposępniał. – Nie za dobrą kryjówkę sobie wybrałeś.

- O czym ty mówi-

Nagle poczuł silne ramiona zaciskające się wokół jego talii. Natychmiast odwrócił się, spoglądając prosto w ciemne oczy Toma Riddle'a.

- Nie za daleko uciekłeś, kochany – mruknął mężczyzna.

Aportowali się do kolejnego pokoju, ale Harry był pewien, że nadal są w Malfoy Manor. Pierwsze, co zrobił, to rzucił się na drugą stronę pomieszczenia, przez przypadek uderzając o łóżko i z jękiem na nie upadając, zakrywając głowę nogami.

- Czy to ma być jakaś aluzja? Jeśli tak, muszę powiedzieć, że nie jesteś zbyt subtelny – zadrwił zimno Riddle, powoli do niego podchodząc i kładąc ręce na materacu.

- Obrzydzasz mnie – wysyczał Harry.

- Daruj sobie te marne próby aportowania się stąd, mury są już z powrotem na miejscu – dodał leniwie mężczyzna, ignorując ostatnią uwagę gryfona.

- Nie możesz mnie więzić!

- Nie? – roześmiał się chłodno Riddle, szyderczo podnosząc brew.

- Jesteś potworem...

- ...takim jak Voldemort – dokończył Tom ze znudzeniem.

Mężczyzna był stanowczo za blisko Harry'ego, który mógł poczuć ciepły oddech Riddle'a na policzku. Niezgrabnie próbował się oddalić, ale to tylko bardziej zachęciło starszego czarodzieja. Riddle brutalnie złapał chłopaka za brodę, przyciskając jego głowę do materaca, a samemu nachylając się i niedelikatnie przeczesując dłonią ciemne włosy Harry'ego. Dotyk mężczyzny był zaborczy; każdy, tylko nie łagodny.

- Regulus wszystko mi powiedział – wycedził Harry, nie będąc w stanie odwrócić wzroku od obsesyjnego spojrzenia Riddle'a.

- Będziesz wspaniale wyglądać – wyszeptał mu Riddle do ucha, jego słowa brzmiące bardziej jak syk niż ludzka mowa. – Kiedy wreszcie cię posiądę. Tak bardzo mój.

Harry zatrząsł się z obrzydzenia, ale nie znalazł odpowiedzi na stwierdzenie mężczyzny. Chciał krzyczeć i uciekać, a jedyne co mógł robić, to patrzeć się w te ciemne, lśniące chorym blaskiem oczy Riddle'a.

- Ale wracając do tego, co powiedziałeś – Riddle z nieludzką szybkością wstał i przeszedł na koniec pokoju. – Regulus kłamał.

- Twoje słowo przeciwko jego, hmmm. Trudny wybór – zadrwił Harry, powoli otrząsając się z szoku.

- Aura nie zmienia się. Nigdy. Więc nie mogła przybrać wyglądy mojej, bez względu na to, czy jesteś moim Animus, czy nie – kontynuował mężczyzna monotonnym tonem, jego długie palce wodząc po pucharze z alkoholem, który przed chwilą się przed nim pojawił. – Jednak Regulus jest świetnym czarodziejem. Wyczuł moją aurę, na jego nieszczęście nie mógł mnie powstrzymać od rzucenia na niego zaklęcia. Szkoda – Riddle wcale nie brzmiał na zasmuconego tym faktem.

- Nie wierzę ci – odpowiedział krótko Harry. – Zauważyłbym, że jego oczy stałyby się szkliste...

- Kto powiedział, że użyłem Imperio? Znam wiele dużo bardziej użytecznych zaklęć niż to. Pewnie też myślisz, że Avada Kedavra jest jedynym zaklęciem, które zabija, hmm? – Riddle uśmiechnął się szyderczo.

- I dlaczego niby miałbyś nastawiać mnie przeciwko sobie? Jeszcze bardziej niż już jestem, oczywiście.

- Oczywiście – mruknął mężczyzna sucho. – Wiedziałem, że będziesz chciał się aportować, a manipulacja twoim umysłem nie jest za dużym wyzwaniem.

- Czego ode mnie chcesz? – wycedził Harry z furią. – Znajdź sobie kogoś innego do obrażania i niszczenia życia. Ja mam dość! Wycofuję się! Chcę opuścić Wielką Brytanię i zapomnieć o tym, że kiedykolwiek istniałeś. Nie możesz mnie zostawić w spokoju, do cholery?

- Oj, oj, Harrison – zacmokał Riddle. – Tracimy nad sobą kontrolę?

Harry zerwał się z łóżka i rzucił się ku drzwiom, ale te nawet nie drgnęły. Z braku lepszego zajęcia zaczął rzucać w ich stronę wszystkie klątwy, jakie znał, ale drzwi nadal pozostały zamknięte. Palenie też nic nie dało. Czuł na sobie uważne spojrzenie Riddle'a, ale je ignorował.

Zadrżał, gdy poczuł ramiona mężczyzny owijające się wokół jego chudej klatki piersiowej. Harry oddychał szybko i płytko. Nie miał już sił na wyrywanie się, więc pozwolił, by Riddle przyszpilił go do ściany. Był odwrócony tyłem do mężczyzny i przymknął oczy z przyjemnością, czując jak znajomy zapach Riddle'a owija jego zmęczone ciało.

- Przestań zachowywać się jak dziecko, a w zamian zacznę traktować cię jak dorosłego – obiecał Riddle, jego lodowaty głos przywołujący Harry'ego do porządku.

Po chwili ramiona mężczyzny zniknęły i Harry zadygotał, uświadamiając sobie, że został sam.

Co się ze mną dzieje?


Od tamtego czasu Harry rzeczywiście dorósł, ale widocznie nadal niewystarczająco dla Riddle'a.

Nie żeby Harry dbał, oczywiście.

- Regulus? – rzucił chłopak, niepewnie wchodząc do prywatnych komnat wampira.

Harry sprawdził słowa Riddle'a już dwa tygodnie temu i Regulus (na szczęście) je potwierdził. Wampir nie był zadowolony z czynów Toma, ale niemniej jednak dodał, że jest po jego stronie. Słuchając Regulusa, Harry poczuł ulgę. Nie wiedział, co by zrobił, gdyby Riddle naprawdę miał zamiar wykorzystać i zabić wampiry. Mężczyzna nadal odmawiał podzielenia się swoimi planami z Harrym, ale chłopak uznał, że to normalne, biorąc pod uwagę jak zaborczy był Riddle.

Czasem Victor wpadał do Malfoy Manor i rozweselał trochę Harry'ego, próbując odciągnąć myśli chłopaka od Hexusa. Gryfon miał stanowczy zakaz spotykania się, rozmawiania, pisania listów czy patrzenia na wampira. Mimo zapewnień Harry'ego i Hexusa, że są tylko przyjaciółmi, Riddle pozostał nieugięty.

Jedynym powodem, dla którego Harry jeszcze nie złamał zakazu, był wyraz twarzy Riddle'a, gdy obiecywał najgorsze tortury dla Hexusa. Chłopak wiedział, że Tom nie żartował. Dlatego za każdym razem, gdy spotykał się z Regulusem, przekazywał przez niego parę wiadomości dla Hexusa. Harry był pewien, że Riddle nie przegapił tej formy rozmowy, ale widocznie postanowił przymknąć na nią oko.

Na razie.

- Regulus?

- Harry Potter.

Ból powalił go na kolana, gdy jego oczy spotkały okrutne spojrzenie Lorda Voldemorta.