XXIII
Tym razem Harry nie zamierzał stać bezczynnie. Ignorując ból, powoli podniósł się z kolan, nie spuszczając wzroku z Voldemorta. Czarnoksiężnik wyglądał na niesamowicie z siebie zadowolonego. Mężczyzna zrobił krok do przodu, a Harry w tym czasie dwa kroki do tyłu.
- Będziesz uciekać? – wysyczał Voldemort, uśmiechając się szyderczo, co tylko jeszcze bardziej wykrzywiło jego groteskową twarz.
- Skąd wiedziałeś, że żyję?
- Harry – Voldemort zachichotał zimno. – Naszego połączenia nie da się tak łatwo oszukać, jak to zrobiłeś z tym starym głupcem.
- Ah – mruknął. – Czy teraz dochodzimy do tej części, w której powinienem zacząć się bać?
Voldemort wyciągnął białą rękę i złapał Harry'ego brutalnie za brodę. Mimo szarpaniny i protestów chłopaka, przyszpilił go do ściany, obserwując z satysfakcją jak oczy Harry'ego zachodzą łzami.
- Czy ten ból... jest naprawdę taki straszny? Gorszy niż Crucio? – spytał cicho.
- Chcesz się zamienić? – wycedził Harry.
Wrzasnął, gdy długi palec Voldemorta dotknął miejsca, w którym powinna widnieć blizna. Zaczął się trząść i nie wiedział już, czy czarnoksiężnik nadal go trzyma, ale kiedy ból złagodniał, znalazł siebie na podłodze.
- Dlaczego nie walczysz, Harry? – zadrwił Voldemort. – Przecież spędziłeś prawie rok pod opieką wampirów. A może po prostu jesteś zbyt wielkim tchórzem? Co by powiedział twój ojciec, który tak dzielnie bronił twojej szlamowatej matki?
Harry doskonale wiedział, do czego Voldemort chciał doprowadzić. Czarnoksiężnik tylko czekał, by chłopak stracił nad sobą kontrolę.
I Harry go nie zawiódł.
Zerwał się na równe nogi i z szybkością dorównującą wampirom, rzucił dwa zaklęcia w stronę Voldemorta, przy okazji nakładając na siebie tarczę i spychając ból w dolną część podświadomości. Mężczyzna z łatwością odparł atak, wchłaniając w siebie klątwy, a zaraz potem wyrzucając je z podwojoną siłą. Harry wiedział, że nie ma szans w czystym pojedynku, dlatego przeturlał się na bok i złapał Voldemorta za nogi. Obaj upadli, ale czarnoksiężnik uderzył Harry'ego nogą w nos. Przez chwilę ból oślepił chłopaka, ale lecące w jego stronę zaklęcia szybko go ocuciły. Wykorzystując całą swoją siłę, natarł umysłem na magię Voldemorta, próbując odciąć ją, tak jak to ćwiczył z Hexusem. Niestety nawet magia wampira nie mogła mierzyć się z potęgą Lorda i Harry wrzasnął z bólu, gdy czarnoksiężnik wypchnął go ze swojego umysłu. Cudem uniknął śmiercionośnych zaklęć czarnoksiężnika i schował się pod biurkiem, próbując z niepowodzeniem uspokoić oddech.
- Dobra sztuczka, chłopcze – roześmiał się lodowato Voldemort.
Przegrywał. Nie miał już sił nawet na poruszenie się, a co dopiero na aportowanie, choć domyślał się, że Voldemort tak czy tak założył mury przeciwko aportacji. W dodatku nie mógł przestać martwić się o Regulusa.
Voldemort był już blisko. Harry schował się głębiej za stołem, ale wiedział, że to nic nie da.
Na ile procent jesteś szczęśliwy?
Nagle wstał i musiał zaskoczyć tym także Voldemorta, bo czarnoksiężnik nawet nie podniósł różdżki.
- Dlaczego chcesz mnie zabić?
- Możesz powtórzyć pytanie? – zadrwił Voldemort.
- Nie chcę brać udziały w tej bitwie ani żadnej innej. Harry Potter nie żyje. Nie stanowię dla ciebie żadnego zagrożenia...
- Nigdy nie stanowiłeś żadnego zagrożenia – wycedził mężczyzna.
- Wierz w co chcesz – Harry wzruszył ramionami. – Jest was trzech. Dumbledore, Riddle i ty. Nie interesuje mnie, który wygra i co zrobi. Mam dość, Voldemort. Puść mnie wolno, a nigdy więcej nie usłyszysz o Harrym Potterze ani Harrisonie Black.
- Jesteś Animusem Riddle'a, Potter – syknął Voldemort i Harry nawet nie spytał, skąd czarnoksiężnik o tym wie. – Nie możesz być neutralny w tej wojnie.
- Nie mógłbym dbać o niego mniej niż teraz – skłamał Harry. – Nie chcę z nim być, ani go popierać. Nie będę też walczyć dla Dumbledore'a, no i z pewnością nie przyłączę się do ciebie. Opuszczę Wielką Brytanię.
- Riddle ci na to nie pozwoli – stwierdził sucho Voldemort.
- W takim razie go zabij.
I Harry naprawdę nie miał nic przeciwko. Ta ich... więź zmuszała go do dbania o Riddle'a, ale przede wszystkim Harry chciał być wolny. A Tom więził go w Malfoy Manor, próbując wmówić mu, że kiedyś zaakceptuje to, co jest między nimi. Harry był jednak przekonany, że wcale nie potrzebuje Riddle'a do życia. A szczególnie już nie potrzebuje bitew ani walk ani Wielkiej Brytanii.
- Mam lepszy pomysł. Zabiję ciebie i Riddle'a.
- To też jest wyjście – mruknął Harry.
- Ostatnie słowa? – zadrwił Voldemort.
- E... Nienawidzę cię?
- Nawzajem, Harry Potterze.
- Zabijasz mnie tylko z powodu tej przepowiedni, prawda? – spytał nagle Harry i Voldemort syknął z irytacją.
- Nie. Zabijam cię, bo to moje hobby.
- Oh. No w sumie.
Zaraz później zobaczył zielony promień zmierzający prosto na niego i usłyszał zimny, triumfalny śmiech Voldemorta, a potem...
...wrzask wściekłości i ucisk w żołądku, ból upadania na podłogę, ciemność...
...światło?
- Świetnie udajesz martwego, ale możesz już wstać.
- Chcesz się zamienić rolami? Tylko ty nie udawaj – odpowiedział Harry, z wściekłością spoglądając w ciemne oczy Riddle'a.
Był znowu w Malfoy Manor i przez chwilę rozważał, czy nie chciałby wrócić do zamku wampirów i zmierzyć się z śmiercią. Jego życie było koszmarem. Z jednej strony Voldemort, z drugiej strony Riddle, a z trzeciej Dumbledore i Harry uznał, że Los musi mieć niesamowicie pokręcone poczucie humoru, skoro to właśnie Riddle nie próbował go zabić.
Powoli się podniósł i tylko po to, by zostać popchniętym na łóżko.
- Jak się aportowałeś?
- Myślisz, że jakieś anty-aportacyjne mury powstrzymają mnie przed uratowaniem mojego Animus? – spytał Riddle z tym samym zadowoleniem, jakie widniało na twarzy Voldemorta, co zdecydowanie nie uspokoiło Harry'ego.
- Szkoda – mruknął chłopak.
- Wspomniałem już, że masz skłonności samobójcze?
- Co się stało z Regulusem? – Harry'ego oblała zimna fala przerażenia.
Riddle zmierzył gryfona uważnym spojrzeniem.
- Nie żyje. Voldemort go spalił – odpowiedział w końcu, a jego głos był pozbawiony jakikolwiek emocji.
W tym momencie Harry chciał, by trafiło go Crucio, bo ból jaki poczuł, jeszcze długo zapamiętał i porównywał go do cierpienia, w jakim trwał po śmierci Rona i Hermiony.
Znowu z mojej winy.
Wszystko jest moją winą.
Zawsze przeze mnie.
Powinienem umrzeć te szesnaście lat temu.
- Harrison – lodowaty głos przedarł się przez obłąkańcze myśli Harry'ego, ale ten nadal nie potrafił obudzić się z transu.
Wampiry są nieśmiertelne.
Przeze mnie zginął wampir.
Pieprzony wampir.
Ile pecha trzeba przynieść, żeby zabić wampira?
- Harrison – poczuł ból w policzku i oczy zaszły mu łzami.
Ciekawe, kiedy przyjdzie czas na Hexusa?
Merlinie, a co jeśli on właśnie teraz wije się pod Crucio Voldemorta?
- Gdzie jest Hexus? – wychrypiał.
- Po co ci on? – wysyczał zimno Riddle, a jego oczy zabłysły niebezpiecznie.
- Czy żyje?
- Tak – odpowiedział niechętnie mężczyzna.
- Muszę się z nim zobaczyć – oznajmił Harry.
Wstał, nie zważając na wściekłe syknięcie Riddle'a i zatoczył się, gdy mężczyzna przyszpilił go do ściany. Harry westchnął ciężko.
- Muszę się z nim zobaczyć – powtórzył twardo, nie odwracając wzroku od rozżarzonych oczu starszego czarodzieja.
- Jest bezpieczny. To ci wystarczy – warknął Riddle przez zaciśnięte zęby.
- Nie. Chcę porozmawiać z Hexusem. Na pewno jest w szoku, długo był Mistrzem Regulusa... – głos Harry'ego się załamał.
- Powiedziałem już, że nie.
Gdyby nie był niesamowicie zmęczony i obolały, chłopaka już dawno opanowałaby furia. Jednak teraz po prostu patrzył i czekał, choć wiedział, że ta taktyka nigdy nie zadziała na Riddle'a. Mężczyzna potrafił stać tak przez parę godzin.
- Proszę – wykrztusił w końcu Harry.
Coś na chwilę przemknęło po twarzy Riddle'a i Harry miał wrażenie, że była to prawdziwa emocja, ale zaraz została ukryta pod doskonałą maską obojętności.
- Nie – odpowiedział mężczyzna lodowato.
- Dlaczego? – wrzasnął Harry przez łzy.
Cały się trząsł i nie miało już znaczenia, że Riddle widzi jego beznadziejny stan, nie miało też znaczenia, że mężczyzna prawdopodobnie śmieje się teraz z niego i wykorzysta kiedyś całą tę sytuację na niekorzyść Harry'ego, nie miało znaczenia, że Riddle robi to wszystko tylko z powodu zwykłej złośliwości, bo tak naprawdę, w tej chwili, dla Harry'ego nic już nie miało znaczenia.
Opadł na podłogę, nie potrafiąc powstrzymać szlochu. Wszystko – śmierć Rona i Hermiony, zdrada Dumbledore'a, ból i cierpienie, zmasakrowane ciało Dominiki, zabicie jej mordercy, śmierć Regulusa, strach, niewola w domu dawnego największego rywala, bezczynność – teraz do niego dotarło.
Chciał umrzeć.
Czuł, że umiera.
I nagle czyjaś aura wyrwała Harry'ego z ponurych myśli. Ukoiła cierpienie, zamknęła oczy, ale gdy otoczyła go ciemność, nie pozwoliła, by zaczął się bać. Ciepło rozpłynęło się po ciele chłopaka. Od zabicia tamtego mugola nie czuł takiego spokoju. Czuły dotyk błądził po jego bladej skórze, a delikatne dłonie odgarnęły mu spocone włosy z czoła.
- Hexus? – spytał cicho Harry.
Nikt inny nie troszczył się o niego tak jak ten wampir.
Nawet Victor.
I przede wszystkim nie Riddle.
- Powinienem dać ci tu umrzeć – usłyszał zimny głos.
Spróbował otworzyć oczy, ale czyjaś lodowata ręka natychmiast je zakryła. Zadrżał, czując chłód bijący od mężczyzny przy nim.
- Twoja aura się ochłodziła – wymruczał Harry półprzytomnie.
Chyba mam gorączkę.
Uśmiechnął się głupio, co tylko potwierdziło jego wcześniejsze przypuszczenia.
- Bo mnie denerwujesz – odpowiedział zirytowany głos.
- Wiesz, kto najbardziej mnie nienawidzi? – spytał Harry rozmarzonym tonem. – Ale tak naaaaaaaprawdę?
- Śpij, dzieciaku – rozkazał sucho mężczyzna.
- Riddle! – Harry roześmiał się radośnie.
Mężczyzna przy nim zesztywniał, ale chłopak był zbyt podekscytowany, by zauważyć. Ciągle chichotał, a potem miotał się po łóżku i tylko mocny uścisk mężczyzny powstrzymał go od spadnięcia na podłogę.
- Dlaczego tak sądzisz? – spytał cicho głos.
- Ale co? – Harry ponownie zachichotał.
- Nic – usłyszał westchnienie. – Śpij. Masz gorączkę.
- Nie znasz mnie, prawda? I pewnie już więcej się nie spotkamy, co? – spytał nagle Harry poważnym głosem. – Chciałbym wiedzieć, dlaczego Riddle tak bardzo mnie nienawidzi. Myślisz, że to dlatego, że jestem jego Animus? Pewnie jest wściekły, bo musi o mnie dbać. Nawet sam sobą nie mogę się zająć, to trochę żałosne, co nie? – Harry parsknął. – Był taki czas, że chyba byliśmy blisko. Ale to było dawno. Dla niego jeszcze dawniej. On teraz nie ma emocji. Jest jak pusta skała. Kiedyś byłem w nim zakochany, wiesz? – Harry roześmiał się histerycznie, a palce na jego oczach wzmocniły ucisk, paznokciami zadrapując bladą skórę chłopaka. – A potem moi przyjaciele... Oni nie żyją. Ja już go nawet o to nie obwiniam. Nie chcę robić wyborów napędzonych pragnieniem zemsty. Ale on mnie nienawidzi.
- Mówisz bez sensu – odpowiedział w końcu głos.
Harry uśmiechnął się.
- Tak. Pewnie tak. Nie nienawidzę Riddle'a, wiesz?
- Myślałem, że chcesz, by Voldemort go zabił – zauważył głos, całkowicie pozbawiony emocji.
- Nie wiem. Może? – Harry zastanawiał się przez chwilę. – Nie, nie sądzę. Kiedy nie jest taki zimny, Riddle potrafi być nawet zabawny. Uwielbiam, kiedy mówi, nawet gdy jest na mnie wściekły – chłopak zamilkł, rozważając kolejne zdania. – Nie wierzę, że jestem jego Animus. Bratnie dusze muszą być do siebie podobne. A ja jestem słaby. Tak, to odpowiednie słowo na określenie Harry'ego Pottera. Słaby – Harry smakował słowo na języku, jakby usłyszał je po raz pierwszy. – Uczył mnie sam Kayle, a i tak nie potrafiłem pokonać Voldemorta. Jakie to żałosne.
- Nie jestem najlepszy w pocieszaniu – mruknął mężczyzna.
- Aha – Harry ponownie się uśmiechnął. – Dlaczego trzymasz rękę na moich oczach? Czy to dlatego, że jesteś bardzo brzydki?
W odpowiedzi usłyszał przeciągły syk i wymamrotane cicho przekleństwa.
- Śpij, dziecko.
Obudził go ból głowy. Gdy otworzył oczy, zobaczył swoją sypialnię w Malfoy Manor, ale nic bardziej szczegółowego, bo za oknem panował mrok. Musiała być już noc. Jego magia była dziwnie przygaszona i Harry domyślił się, że to pewnie od gorączki. Nie wyczuł żadnej aury, więc spokojnie usiadł na łóżku i zapalił lampę. Zaraz potem podskoczył ze strachu, ręką zatykając usta, by nie krzyknąć. Na drugim końcu pokoju siedział Riddle w fotelu. Mężczyzna spokojnie patrzył się na Harry'ego, jakby nie zauważając reakcji chłopaka.
- Co mi zrobiłeś? – wysyczał natychmiast Harry.
- Oprócz uratowania ci życia oczywiście? – zadrwił zimno Riddle, chudą ręką przejeżdżając po twarzy i mrużąc czarne oczy.
- W takim razie spłaciłeś dług – zauważył chłopak równie chłodno.
- Przypominam ci, że to nie był mój pierwszy raz – odpowiedział szybko Riddle, ale jego głos nie zdradzał żadnych emocji.
Harry nie odpowiedział.
- Majaczyłeś – wymruczał pojednawczo mężczyzna.
- Oh. Powiedziałem coś... ciekawego? – spytał Harry, czując, że się czerwieni.
Znał wiele rzeczy, o których Riddle nigdy nie powinien się dowiedzieć.
- Nie – Riddle rzucił mu dziwne spojrzenie i zanim Harry zdążył je zanalizować, starszy czarodziej zamknął oczy. – Chcę porozmawiać z tobą na dość wrażliwy temat, ale muszę być pewny, że jesteś wystarczająco przytomny.
Od razu poznał ten ton głosu Riddle'a. Mężczyzna był spięty i nie żartował, a Harry zamierzał to uszanować. Bezwiednie kiwnął głową na znak zgody.
- Jedynymi osobami, które całkowicie znają moje... nazwijmy to plany, są Victor i Kayle, dlatego będę wiedzieć, że to ty mnie zdradziłeś – ostrzegł zimno Riddle.
- Dlaczego zakładasz, że cię zdradzę? – warknął Harry ze złością.
- Bo ci nie ufam – odparł sucho mężczyzna. – Tak samo jak ty nie ufasz mi.
- I ty chcesz zbudować na tym odpowiedni związek?
Riddle wykrzywił wargi na kształt podobny do uśmiechu, a jego oczy błyszczały szyderczo. Harry nie lubił tego przyznawać, ale cały czas uważał podziwianie Riddle'a za niesamowicie fascynujące zajęcie.
- Zaufanie Victorowi zajęło mi ponad dziesięć lat – odpowiedział spokojnie Riddle, choć jego wargi ledwo się poruszały.
- Ale on nie jest twoim Animus – wycedził Harry.
- Drogie dziecko, czy ja wyczuwam zazdrość? – zadrwił Riddle, a jego oczy zabłysły złośliwie.
- Chciałbyś.
W odpowiedzi mężczyzna podniósł szyderczo brew. Harry westchnął z irytacją. Ich rozmowy przeważnie polegały na kłótniach i drwinach. Cóż, a przynajmniej na drwinach w przypadku Riddle'a, Harry starał się ograniczyć poziom złośliwości do minimum.
Ale zaczynał myśleć, że to i tak nie ma sensu.
- Wracając do tematu... – zaproponował Harry.
- Twoją bezczelność będę tolerować tylko dzisiaj – obiecał Riddle groźnie.
- A jutro rzucisz na mnie Crucio? – parsknął chłopak, doskonale wiedząc, że mimo swoich gróźb, Riddle nigdy by go nie skrzywdził.
Za mocno.
- Mmm, nie, ale zamknę cię w jednym pokoju z Draco.
- O Merlinie – mruknął Harry, udając przerażenie, ale nie potrafiąc powstrzymać głupiego uśmiechu. – A już myślałem, że powiesz „w jednym pokoju ze mną". To by dopiero była kara!
- Powoli zaczynam rozumieć, dlaczego Dumbledore postanowił cię zabić – stwierdził lekko Riddle.
Harry natychmiast spochmurniał. Nadal ciężko było mu się pogodzić z myślą, że jego dawny mentor naprawdę wysłał za nim zabójcę.
- A skoro już mówimy o tym starcu – kontynuował Riddle, jego głos zdradzający jedynie znudzenie. – W najbliższym czasie wybieram się na małe spotkanie. Pomyślałem, że mógłbyś pójść ze mną.
- Zabijesz go? – Harry natychmiast podniósł głowę, podejrzliwie obserwując mężczyznę przed nim.
- Tak – odpowiedział sucho Riddle.
- Był twoim przyjacielem przez dłuższy czas.
- A potem zabrał mi magię – dokończył spokojnie Tom. – A od szesnastu lat był twoim mentorem, aż w końcu zwątpił w ciebie i stwierdził, że lepiej martwy Złoty Chłopiec niż zły – Riddle zamilkł nagle, analizując kolejne zdania. – Czy wiedziałeś, że Dumbledore był po stronie Grindelwalda? Choć może powinienem powiedzieć, byli powiązani seksualną relacją?
- NIE POTRZEBOWAŁEM TEGO WIEDZIEĆ – jęknął Harry z obrzydzeniem.
- Taak – mruknął Riddle do siebie. – Mieli takie motto. „Dla większego dobra". Jestem pewien, że decyzję zabicia ciebie podjął pod wpływem tej sentencji. Ciekawa, prawda? Wybijesz Mugoli? Dla większego dobra. Pozabijasz przy tym mnóstwo dobrych czarodziei? Dla większego dobra. Dumbledore wraca do tego motta. Nawet Minister już nie wierzy starcowi. Nie zgodził się na spotkanie z nim, mimo usilnych starań Dumbledore'a. Oh – Riddle westchnął melodramatycznie. – Jakie to tragiczne, prawda?
Nagle Riddle przerwał, spoglądając na Harry'ego, który siedział z ustami szeroko otwartymi i patrzył się na mężczyznę z niedowierzaniem pomieszanym z rozbawieniem.
- Mogę spytać, co cię tak śmieszy?
- Lubisz melodramatyzować, co? – roześmiał się Harry. - Mógłbyś zostać aktorem. Nie żartuję. Widzę przed tobą świetlaną przyszłość. Mugole by cię pokochali.
- Bardzo zabawne – zrzędził Riddle, rzucając chłopakowi rozzłoszczone spojrzenia. – Jeśli już skończyłeś robić z siebie idiotę, chcę dostać odpowiedź na moją propozycję.
- Oh. Zabicie Dumbledore'a? – Harry wzruszył ramionami. – A będziesz mnie błagać? – zadrwił.
- Co najwyżej będę cię torturować – obiecał Riddle, jego oczy błyszczące czystą furią.
Widząc to, Harry postanowił czegoś spróbować. Sturlał się z gracją z łóżka i podszedł do starszego mężczyzny, który ani na chwilę nie spuścił z niego wzroku. Riddle obserwował Harry'ego z chorą fascynacją, błądząc oczami po ciele chłopaka, zatrzymując się czasami na jabłku Adama. Harry w końcu stanął prosto przed Riddlem, a ponieważ mężczyzna siedział, chłopak mógł wreszcie spojrzeć mu prosto w oczy. Powstrzymał drżenie, gdy jego wzrok napotkał płonące pożądaniem spojrzenie Riddle'a. Ciemne oczy mężczyzny zdawały się pochłaniać go i Harry nie potrafił im się przeciwstawić. Miał wielką nadzieję, że to wina ich duchowego połączenia, a nie tego, że był po prostu zbyt słaby.
Zanim Harry zdążył zrobić ruch, Riddle brutalnie złapał go za brodę i przyciągnął do siebie, dzięki czemu stykali się czołami. Mężczyzna miał zamknięte oczy i oddychał przez nos.
- Może i dorosłeś – wyszeptał. – Ale nie próbuj ze mną grać.
- Bo co? – odpowiedział butnie Harry.
I wtedy Riddle musiał stracić kontrolę, bo popchnął Harry'ego gwałtownie na stół, całując go brutalnie. Nie czekając na odpowiedź, ugryzł dolną wargę chłopaka i siłą wdarł się do ust Harry'ego, sięgając językiem coraz dalej. Mimo bólu, Harry nie mógł powstrzymać jęku, jednocześnie próbując zyskać jakąkolwiek kontrolę nad pocałunkiem. Niestety Riddle nie był w nastroju na dzielenie się, całkowicie dominując nad Harrym. Mężczyzna całował szybko i brutalnie, ale także z namiętnością, o jaką Harry nigdy by go nie podejrzewał. Zaczęło mu się kręcić w głowie, ale Riddle chyba nawet przez chwilę nie pomyślał o tlenie. W końcu Harry'emu udało się odepchnąć od siebie mężczyznę, a kiedy łapczywie chwytał powietrze, zauważył, że Riddle przypatruje mu się z chorą fascynacją i pożądaniem. Starszy czarodziej mocno napierał na niego biodrami, tak, że Harry wpijał się plecami w biurko, co poczuł dopiero teraz, wcześniej zbyt zajęty pocałunkiem.
Ciepły oddech na twarzy skutecznie go obudził. Niepewnie podniósł głowę, a intensywność spojrzenia Riddle'a wywołała w nim chęć ukrycia się pod biurkiem.
Spychając strach na kraniec umysłu, Harry zanurzył palce w długich włosach mężczyzny i odchylił jego głowę do tyłu. Riddle wydał z siebie długi, podniecając syk, gdy Harry zaczął gwałtownie całować jego szyję. Błądził ustami po całej twarzy mężczyzny, zatrzymując się w końcu przy uchu, brutalnie je nadgryzając i z satysfakcją słysząc cichy jęk. Wessał się we wrażliwy płatek małżowiny, jednocześnie ręce wsuwając pod koszulę Riddle'a. Nagle mężczyzna popchnął biodrami do przodu, mocno przyciskając do siebie ich widoczne erekcje. Harry zawył i przymknął oczy, oddając się przyjemności. W tym samym momencie Riddle odzyskał przewagę, brutalnie naznaczając jego szyję zębami.
Czuł... ból, tak, ale przede wszystkim przyjemność. Był cały wymazany w ślinie i krwi, a jednak nie czuł obrzydzenia (a powinienem, prawda?). Gorące usta Riddle'a gwałtownie domagały się większego dostępu do szyi Harry'ego, nie zważając na jęki bólu chłopaka, który nie mógł już odchylić głowy jeszcze bardziej. Zimne dłonie mężczyzny okrutnie bawiły się sutkami Harry'ego, a jego erekcja była boleśnie miażdżona przez biodra Riddle'a, napierające coraz szybciej i brutalniej.
- Jesteś mój – wyszeptał mężczyzna zaborczo.
W odpowiedzi Harry mocno przeciągnął paznokciami po plecach Riddle'a, mając nadzieję także zostawić jakiś znak. Było mu gorąco i jednocześnie lodowato, kręciło mu się w głowie, a ból i przyjemność zmieszane razem pozbawiały zdolności logicznego myślenia.
- Powiedz to – nakazał Riddle. – Powiedz, że jesteś mój. Tylko mój.
Coś w umyśle Harry'ego zamajaczyło, ostrzegając go przed odpowiedzią na żądanie starszego czarodzieja. Jakaś racjonalna myśl w końcu zdołała się przebić przez opary pożądania i przyjemności, sprowadzając go brutalnie na ziemię.
- Nie – wychrypiał stanowczo.
Riddle zacisnął dłonie na biodrach Harry'ego, które na pewno później zostawią czerwony ślad na jego białej skórze. Harry mocno pociągnął za miękkie włosy mężczyzny, odpychając go od siebie. Riddle nie spuszczał ciemnych oczu z chłopaka. Jego wzrok był pełen pożądania, całkowicie zatracony w chorych pragnieniach, co sprawiło, że nawet ten jego inteligentny błysk stracił swój blask.
- Dlaczego? – warknął w końcu.
- Najpierw muszę wiedzieć, że mnie szanujesz. Nie chcę i nie będę twoją kolejną zabawką. Pionkiem w grze – odpowiedział sucho Harry, a zabrzmiało to ostrzej niż zamierzał.
- Jesteś moim Animus – wysyczał Riddle, usta zbliżając niebezpiecznie blisko ucha Harry'ego. – Nigdy nie będziesz tylko zabawką. Jesteś mój.
- Świetnie – odpowiedział zimno Harry, czując jak wzbiera w nim wściekłość.
Nienawidził, gdy Riddle tak o nim mówił. W sposób jakby był tylko rzeczą, stworzoną do służeniu swemu panu.
- W takim razie ty jesteś tak samo mój jak i ja twój – wycedził z furią.
Niespodziewanie Riddle wybuchnął perlistym śmiechem. Z gracją odsunął się nieznacznie od Harry'ego, ale nie na tyle, by chłopak mógł wykonać jakikolwiek ruch, a jego erekcja nadal była boleśnie ściśnięta.
- Ja, w przeciwieństwie do ciebie, Harrison, nie mam za tym najmniejszego problemu – wyjaśnił łagodnie Riddle, uśmiechając się przy tym czarująco, choć jego oczy lśniły ostrzegająco, nie pozwalając, by Harry zapomniał, z kim rozmawia.
- Ale wiesz z czym masz problem? – syknął Harry, nie dając za wygraną. – Z traktowaniem mnie z szacunkiem. I ja doskonale rozumiem relacje pomiędzy uczniem i nauczycielem, dlatego mogę cię zapewnić, że powoływanie się na taką nie pozwala ci obrażania mnie i kierowania moim życiem bez wcześniejszego zapytania. Może i jestem młody, ale na pewno nie daje ci to prawa do pomiatania mną. Jestem twoim Animus. Jestem twoją bratnią duszą. Jestem ci równy.
W czasie tyrady Harry'ego, uśmiech Riddle'a zaczął powoli znikać z jego przystojnej twarzy, aż w końcu został on zastąpiony przez maskę obojętności. Harry nie dał się zwieść pozornemu spokoju mężczyzny, oczy Riddle'a świeciły coraz mocniej, z coraz większą intensywnością przebijając Harry'ego na wylot.
Harry wiedział, że Riddle miał wielki problem z zaakceptowaniem jego słów. Oczywiście Tom zdawał sobie z nich sprawę już wiele tygodni wcześniej. Prawdopodobnie były one jedynym powodem, dla którego Riddle tak późno powiedział Harry'emu o ich połączeniu. Mężczyzna miał dwie opcje. Pierwsza, zbyt piękna by mogła być prawdziwa, czyli zignorowanie faktu bratnich dusz, ale tego Tom pewnie nawet nie brał pod uwagę, bo był zbyt zaborczy, by pozostawić Harry'ego komuś innemu. I druga, uświadomienie chłopaka i wejście wraz z nim w związek. Związek, który musiał być oparty na zaufaniu i zaakceptowaniu słabości drugiego partnera. A Riddle z pewnością nie pozwoliłby nikomu na poznanie swoich słabych stron. Wyjątkiem był może tylko Victor, ale Harry czuł, że tych dwóch mężczyzn łączyła nie tylko przyjaźń, a coś więcej, jednak nigdy nie był na tyle zuchwały, by zapytać.
Dlatego to właśnie Harry'emu zostało pozostawione niewdzięczne zadanie, które polegało na przypomnieniu Riddle'owi o tym, że mężczyzna świadomie wybrał opcję numer dwa i musiał liczyć się z jej konsekwencjami.
Jeśli Riddle chciał od niego prawdziwej relacji, a może nawet; kiedyś; w dalekiej przyszłości, związku, Harry stawiał warunek.
A był nim szacunek i akceptacja.
Pogrążony w myślach nawet nie zauważył zniknięcia Riddle'a.
