Ostrzeżenia: występują sceny erotyczne. oznaczenie - *************


XXIV

Kolejne dni Harry wypełnił przede wszystkim pracą i rozmową z Abraxasem. Dawny przyjaciel był bardzo zadowolony z wizyt, ale po paru dłuższych konwersacjach, stwierdził, że właściwie cieszy się, że jest martwy. Harry w odpowiedzi mógł tylko westchnąć.

To nie było nawet tak, że Riddle go unikał. Tom zwyczajnie pracował. Oczywiście większość ludzi nie pracuje nad podbiciem świata, ale każdy ma jakieś hobby, prawda? Harry słyszał od Victora, że już niedługo ta cała wielka broń Niewymownych zostanie użyta przeciwko Ministerstwu. Wampir wpadał do Malfoy Manor coraz rzadziej, widocznie i on bardzo zapracowany. Wszystko to frustrowało Harry'ego, ale nie mógł nic powiedzieć, bo wcześniej zbyt wiele razy powtarzał, że nie chce mieć nic do czynienia z tą wojną. Teraz, gdy zanudzał się na śmierć, Riddle postanowił uszanować jego prośbę. Najgorsze było to, że Tom nie robił tego nawet ze złośliwości. Chyba w końcu wziął sobie do serca słowa Harry'ego, co z jednej strony zaskoczyło chłopaka, ale z drugiej napełniło podejrzeniami.

Czytał właśnie kolejną książkę, którą pożyczył parę miesięcy temu od Kayle'a, gdy do pokoju wszedł Riddle. Harry podniósł natychmiast głowę, spotykając intensywne spojrzenie mężczyzny. Powstrzymał drżenie, ale zesztywniał, przygotowując się do kolejnej kłótni.

- Mam coś dla ciebie – oznajmił sucho Riddle.

Harry podniósł w odpowiedzi brew, mechanicznie ukrywając zaskoczenie. Obserwował jak mężczyzna z gracją siada na skraju jego łóżka, nadal milcząc.

- Ale? – westchnął w końcu.

- Nie ma żadnego 'ale' – odpowiedział spokojnie Riddle, nie spuszczając czarnych oczy z Harry'ego.

Nawet nie spytał, sięgając władczym gestem po książkę. Przewracał kartki, wyglądając na co najmniej znudzonego. Nagle zmarszczył brwi i prawie czule przesunął kościstą dłonią po stronie z zaklęciem kopiowania samego siebie.

- Zawsze było moim ulubionym... – mruknął, jego głos pozbawiony emocji.

- Użyłeś go kiedyś? – spytał prawdziwie zaciekawiony Harry.

Riddle roześmiał się krótko, jakby sama myśl była niedorzeczna. Nie spoglądając więcej na książkę, przelewitował ją nad podłogą i bezgłośnie położył na stole. Tymczasem jego oczy ponownie spoczęły na Harrym.

- Nudzisz się? – spytał niespodziewanie.

- Tak ogólnie czy w tym momencie?

- Nie dopuszczam do siebie myśli, że nudzisz się w moim towarzystwie – odpowiedział Riddle z doskonale słyszalnym zadowoleniem w głosie.

- Mmm – wymruczał Harry, kładąc się na plecach i rozkoszując się znajomym zapachem mężczyzny. – Ale tak, nudzę się – przyznał.

- Co powiesz na trochę zabawy w politykę? – zaproponował Riddle, przekrzywiając głowę w lewą stronę i przypatrując się chłopakowi spod przymrużonych powiek.

- To jest twój prezent? – zadrwił Harry.

- Nie – odpowiedział Riddle, przejeżdżając paznokciem po odkrytym brzuchu chłopaka, na co ten zadygotał z przyjemności, ale zaraz naciągnął koszulę. – Zastanawiam się tylko, czy na niego zasłużyłeś – mężczyzna z sadystyczną przyjemnością wykrzywił usta w parodii uśmiechu.

- Ach – westchnął Harry szyderczo.

- Chcę, żebyś poszedł jutro ze mną do Ministerstwa.

Harry przez chwilę się nie odzywał. Wiedział, że Riddle jest teraz kompletnie poważny, a także, że jest to jego sposób na powiedzenie 'chcę, żebyś uczestniczył w moich planach'. Nie spodziewał się, że Riddle naprawdę weźmie sobie do serca słowa o potrzebie szacunku, a jednak, siedział tu i proponował Harry'emu coś w rodzaju partnerstwa. Harry miał tylko nadzieję, że nie będzie ono podobne do współpracy pomiędzy Voldemortem a Riddlem.

- Czy zamierzasz przejąć Ministerstwo?

- Tak – potwierdził krótko mężczyzna, nagle wyglądając na niesamowicie zajętego obserwowaniem palącego się ognia w kominku.

- Hm. Co zrobisz z Mugolami? – Harry podniósł się na łokciach i dodał ostro. – Oczekuję szczerej odpowiedzi.

- Zabiję ich – głos Riddle'a był monotonny, prawie znudzony.

Harry mimowolnie poczuł, jak coś się w nim łamie. Spodziewał się tego. Cholera, on wiedział. A jednak miał nadzieję... Czy znowu zapomniał, kim naprawdę był Tom Riddle? Dlaczego tak łatwo było mu o tym zapomnieć?

Bo nie chcę pamiętać.

- Naprawdę to tak bardzo cię uderzyło? – spytał Riddle, uważnie studiując twarz Harry'ego. W jego głosie nie było sarkazmu ani szyderstwa, tylko ciekawość.

- Nie wszyscy Mugole są źli – wyszeptał Harry.

- Mugole się nas boją – wycedził Riddle. – A jednak to my musimy się ukrywać. Dlaczego?

- Chcesz marnować czas na wybijanie Mugoli?

- Nie – Riddle westchnął cicho. – Niewymowni stworzyli broń, która rozpoznaje aury. Dzięki temu możemy tak ją zaprogramować, by zabiła wszystkich ludzi bez magicznych zdolności. Użyteczne, prawda?

- Zabijesz niewinne dzieci – syknął Harry, czując jak opanowuje go złość i przerażenie. – Czym różnisz się od Voldemorta?

- Może wcale się nie różnię – Riddle lekceważąco wzruszył ramionami, całkowicie nie przejęty wściekłym tonem Harry'ego.

- Bzdury – warknął chłopak. – Nie wierzę ci. Nigdy nie chciałeś być taki, jak on. Teraz też wcale nie chcesz – Harry zamarł, obserwując, jak na twarzy mężczyzny pojawia się szyderczy uśmiech. – Sprawdzasz mnie. Sprawdzasz, czy ci ufam.

- Zdałeś test – oznajmił spokojnie Riddle, wstając i kierując się w stronę drzwi.

- Co masz zamiar zrobić z Mugolami?

- Nie obchodzą mnie – odpowiedział szczerze Riddle, ale się nie odwrócił. – Obiecałem wampirom pożywienie i tak się stanie. Ale nawet one nie zabiją wszystkich Mugoli – po chwili namysłu dodał. – Niestety.

Harry już otworzył usta, ale Riddle nie dał mu szansy, by coś powiedzieć.

- Wampiry, tak jak i wilkołaki, muszą się pożywiać. I kiedy mam wybierać pomiędzy czarodziejami a Mugolami, nie zawaham się. Chcę, by czarodzieje nie musieli się ukrywać. I naprawdę mam gdzieś, czy Mugole się o nas dowiedzą, czy nie. Dla mnie mogą nawet nie istnieć.

- A co z czarodziejami mugolskiego pochodzenia? – spytał Harry, czując, że zaschło mu w gardle.

- Nie kłamałem, gdy powiedziałem, że Niewymowni stworzyli broń, która wyczuwa i rozpoznaje aury. Za każdym razem, gdy urodzi się jakiś czarodziej w mugolskiej rodzinie, odpowiednie władze się nim zajmą, a rodzice zostaną...

- Nie zabijesz ich.

Riddle odwrócił się, spoglądając na Harry'ego z rozbawieniem.

- Chciałem powiedzieć, że ich wspomnienia o dziecku zostaną zlikwidowane.

- Co z dzieckiem?

- Z pewnością jest wiele rodzin, które będą chciały zaadoptować dziecko. Czarodzieje przeważnie nie mają więcej niż dwójkę dzieci, a czystokrwiści nie mogą mieć czasem żadnego – odpowiedział spokojnie mężczyzna.

- I myślisz, że zaadoptują mugolskie dziecko? – parsknął Harry.

- Są rytuały adopcyjne, które sprawiają, że noworodek przyjmuje cechy rodziców, wygląd, a także krew.

- Hm – Harry nie spuszczał oczy z Riddle'a. – Skąd mam wiedzieć, że tym razem mówisz prawdę?

- Chciałeś szacunku – zauważył cicho Riddle. – W takim razie ja oczekuję od ciebie zaufania.

- Nie zasłużyłeś na nie.

- Ani ty na mój szacunek. Szczególnie nie wtedy, gdy nie potrafiłeś obronić się przed Voldemortem – odpowiedział zimno Riddle.

Harry zacisnął zęby ze złością.

- Nie mówię tego, by cię zdenerwować – dodał mężczyzna pojednawczym tonem. – Postaram się nie nadużyć twojego zaufania, w zamian ty postarasz się nie zrobić czegoś, czym zszargałbyś mój szacunek do ciebie. Wiem, że jesteś mi równy. Należysz do mnie tak samo, jak ja należę do ciebie. Jesteśmy od siebie zależni i choć żaden z nas nie ma łatwego charakteru, a nasz związek nie będzie polegać na miłości – Riddle uśmiechnął się drwiąco, ostatnie słowo wypluwając z obrzydzeniem – to wierzę, że w końcu się dogadamy. Lubię spędzać czas w twoim towarzystwie – przyznał, a to wyznanie na chwilę pozbawiło Harry'ego słów.

- Tom? – wychrypiał w końcu chłopak. – To dostanę ten prezent?

Riddle roześmiał się krótko.

- Zaraz przyjdzie – obiecał i wyszedł z pokoju, zatrzymując się na chwilę przy framudze i rzucają Harry'emu ostatnie, uważne spojrzenie. – Dając ci ten prezent, pokładam w tobie moje zaufanie. Drugiej szansy nie będzie.

Harry obserwował jak Riddle zniknął w korytarzu, pochłonięty przez cienie. Westchnął ciężko, niepewien, co powinien myśleć o ich rozmowie. Już miał wrócić do przerwanej lektury, gdy poczuł znajomą aurę. Była zbyt daleko, by mógł rozpoznać, kto to, dlatego wyszedł z pokoju, kierując się umysłem. Na pewno nie był to Draco, chłopak wrócił na siódmy rok do Hogwartu. Lucjusz pracował w Ministerstwie, a Victor odwiedził Harry'ego dwa dni temu i ostrzegł go, że długo się nie zobaczą. Kayle pomagał Riddle'owi jako Niewymowny, więc pewnie też był w Ministerstwie.

Poczuł gorącą czekoladę, ale zanim zdążył się odwrócić, czyjeś silne ręce zatkały mu usta i pociągnęły do pierwszego wolnego pokoju. Harry wyrwał się i z niedowierzaniem spojrzał na swojego porywacza.

- Hexus – wydusił.

Mężczyzna wyglądał na... cóż... wściekłego. Jego żółte oczy lśniły niebezpiecznie, a rude włosy były chyba jeszcze bardziej czerwone niż zwykle.

- Jestem zaszczycony, że jeszcze pamiętasz, jak się nazywam – zadrwił zimno wampir.

- Co ty tu robisz? – wysyczał Harry szeptem. – Jeśli Riddle cię zobaczy...

- A myślisz, że kto mnie wpuścił? – parsknął Hexus.

Harry zmarszczył brwi. Dlaczego Riddle miałby...

Och.

Hexus był tym „prezentem".

Nie mógł powstrzymać głupiego uśmiechu. Oczywiście był wściekły, że Riddle nie pozwalał mu się zobaczyć z Hexusem, ale ten gest znaczył bardzo dużo. Przede wszystkim Tom okazał mu szacunek, a także zaufanie. Oprócz tego mężczyzna zwalczył w sobie zaborczość i podzielił się Harrym.

- Tęskniłeś? – roześmiał się.

Hexus w odpowiedzi wymamrotał coś o „beznadziejnych bachorach i jeszcze gorszych czarnoksiężnikach z kompleksem Boga".

Harry zaprowadził wampira do swoich komnat, po drodze wysłuchując, jak to Hexus jest na niego zły i jak bardzo mu się tu nie podoba i że w ogóle dlaczego tu jest, a tak oprócz tego to wcale nie tęsknił.

- A ja tęskniłem – odpowiedział spokojnie Harry, siadając okrakiem na mężczyźnie i z radością wplątując palce w długie włosy wampira.

- Mhm – mruknął Hexus, oddając się przyjemności i zamykając oczy.

- Co u wampirów?

- Orgia.

- Orgia? – Harry roześmiał się głośno.

- Pracy. Orgia pracy.

- Nie ma czegoś takiego.

- No to ja ci właśnie mówię, że jest. Jutro będzie ten wielki zamach na Ministerstwo, w którym niestety bierzemy udział.

Hexus delikatnie wodził palcami po żuchwie Harry'ego, chwilę później schodząc rękami w dół i chwytając chłopaka gwałtownie za jego chudą talię. Przyciągnął go bliżej siebie, z rozkoszą wciągając nosem zapach gryfona.

- Niestety?

- Walka z czarodziejami to nuda – Hexus schował twarz w szyi Harry'ego. – Tak łatwo was zabić. Tacy – wampir ugryzł chłopaka, rozcinając wrażliwą skórę o swój przedni kieł – delikatni. – Z lubością zlizał krew z szyi Harry'ego.

Przez ten cały czas Harry leżał sztywny, ale w końcu zmusił się, by poderwać głowę i spojrzał prosto w jasne oczy wampira.

- Hexus – zaprotestował cicho.

- Przecież ja muszę się posilić – odpowiedział spokojnie Hexus, choć jego oczy błyszczały szyderczo. Na ustach nadal miał krew Harry'ego.

- Jestem pewien, że Riddle wpuścił cię tu pod jednym warunkiem.

- Nie przypominam sobie – zadrwił mężczyzna.

- Wiesz, że jestem jego Animusem, prawda? – spytał łagodnie Harry.

- Wiem – warknął Hexus, nagle tracąc dobru humor. – Co nie znaczy, że to akceptuję. Co się stało z tym, o czym mi powiedziałeś podczas jego przyjęcia? Podobno Riddle nie ma uczuć.

- Hexus, nie udawaj głupiego, to do ciebie nie pasuje – syknął Harry. – Dobrze zdajesz sobie sprawę, jak silny jest związek pomiędzy bratnimi duszami.

- Skąd w ogóle jesteś taki pewny, że cię nie okłamał? – żachnął się Hexus, a złość w jego głosie była nadal bardzo wyczuwalna.

- To czuć – wyjaśnił prosto Harry. – Zresztą to nieważne. Jesteśmy przyjaciółmi, tak powiedziałeś.

- Właśnie – wycedził Hexus. – Szkoda tylko, że nie mogłem się z tobą widzieć przez ponad miesiąc, bo Riddle ma problemy z atakami zazdrości.

Harry westchnął ciężko i pozwolił, by jego głowa opadła na klatkę piersiową wampira.

- Nie mam siły na kłótnie – wymamrotał.

Zaskakująco, Hexus przerwał temat i delikatnie pogładził go po włosach.

- Powinieneś trzymać się z daleka od tej wojny – doradził. – Ona nawet ciebie nie dotyczy.

Ta wojna zawsze była moja.

Ale nie śmiał powiedzieć o tym Hexusowi.


Jeśli Riddle się wściekł, zastając Harry'ego śpiącego na wampirze, nie dał tego po sobie poznać. Hexus wyszedł około drugiej w nocy i chyba starał się zrobić to jak najciszej, ale Harry i tak się obudził. Riddle akurat niósł go w ramionach, gdy Harry z westchnieniem otworzył oczy, wyczuwając zapach swojej bratniej duszy.

- Która godzina? – wychrypiał, ukrywając twarz w szatach mężczyzny.

- Późna. Śpij.

- Gdzie jest Hexus? – spytał ostrożnie, zauważając, że Riddle zesztywniał.

- Musiał zebrać wampiry i przygotować się do ataku – wyjaśnił Tom pozornie spokojnym tonem.

Harry'ego uderzyło to, jak bardzo Riddle starał się ukryć swoją zazdrość.

- Tom?

- Śpij – powtórzył stanowczo mężczyzna.

- A ty się nie kładziesz?

Mógł prawie wyczuć, że Riddle uśmiecha się drwiąco.

- Skąd taka troska, kochany? – mruknął mężczyzna.

- Dzisiaj jest ważny dzień. Nie chcę żebyś zasnął podczas walki. To byłoby żałosne – odpowiedział złośliwe Harry.

Riddle nie odpowiedział, rzucając chłopaka na łóżko. Harry rozpoznał, że są w sypialni Toma.

- Malfoy Manor będzie miała dziś bardzo dużo gości, co znaczy, że potrzeba równie wiele wolnych pokoi. A skoro chcesz spać, nie masz innego wyjścia niż spanie w moim łóżku. Ponieważ powstrzymałem się od aktu złośliwości i postanowiłem nie kazać ci spać razem ze mną, sam zajmę się naszymi gośćmi – wyjaśnił spokojnie Riddle. Na jego ustach majaczył szyderczy uśmiech.

Mimo słabego oświetlenia, Harry doskonale widział kruczoczarne włosy opadające na przystojną twarz Riddle'a w nieładzie, a jego oczy świeciły w ciemnościach inteligencją i podnieceniem perspektywy nadchodzącej walki.

- To... miłe – mruknął niepewnie Harry. – O której dokładnie wyruszamy? I co ja niby mam robić w Ministerstwie? Nie oczekujesz chyba, że zacznę walczyć i rzucać zaklęciami zabijającymi?

Riddle roześmiał się z rozkoszą, nadal nie spuszczając intensywnego spojrzenia z Harry'ego.

- Aportujemy się stąd dość późno, około osiemnastej. Chcę, żebyś w tym czasie nie ruszał się z moich komnat. Nasi goście mogą być wygłodnieli – oczy Riddle'a świeciły z rozbawienia. – I nie, nie oczekuję od ciebie niczego takiego. Jesteś wężousty, czyż nie?

- Tak – Harry zmarszczył brwi, nie do końca pewien, do czego mężczyzna zmierza.

- Świetnie. Bo może się okazać, że wielki bazyliszek pojawi się w Ministerstwie i będzie zabijać wzrokiem każdego, kto nie jest po naszej stronie. Choć sądzę, że przeważnie będą to tylko Śmierciożercy.

- Co? – wychrypiał Harry, obserwując, jak na twarzy Riddle'a wymalowuje się niezaprzeczalne zadowolenie i satysfakcja. – Bazyliszek? Ale... jak? Przecież on jest w Hogwarcie... prawda? – zamilkł, próbując przyswoić fakty. – Śmierciożercy będą w Ministerstwie?

- Bazyliszek był w Hogwarcie, tak – przyznał Riddle, całkowicie ignorując szok Harry'ego. – Niewymowni pracowali nad aportowaniem go od razu do Ministerstwa, ale okazało się to niemożliwe. Widocznie Salazar musiał jakoś zabezpieczyć bazyliszka, by nie mógł opuścić szkoły – mężczyzna uśmiechnął się triumfalnie. – Nie przewidział jednak, że ktoś będzie mógł mieć taki upór, by wybudować ciąg rur, który prowadziłby od Hogwartu do Ministerstwa, a dokładniej do głównego holu.

Harry nie był w stanie wykrztusić słowa, a jedyne, o czym mógł myśleć to „Riddle jest pieprzonym geniuszem... dobra, teraz tylko on nie może się o tym dowiedzieć, bo jego ego jeszcze, broń Merlinie, wybuchnie".

- W tym samym czasie Voldemort atakuje Ministerstwo. Niewymowni wypuszczą bazyliszka, a ja zajmę się naszym ukochanym Lordem. Dlatego ktoś musi kontrolować bazyliszka podczas mojej nieobecności.

Na chwilę zapadła cisza. Riddle z ciekawością przyglądał się Harry'emu, który siedział na łóżku, całkowicie zszokowany i przerażony. Wiedział, że spada na niego ogromna odpowiedzialność. Kiedy wspomniał o respekcie, nie miał do końca tego na myśli.

- E... jesteś pewien, że sobie poradzę? – mruknął w końcu.

- Oh, Harrison – zadrwił Tom. – Przecież chciałeś trochę samodzielności, prawda? Pomyśl o tym, jak o kolejnym wyzwaniu. Jeśli je wygrasz, będziesz mógł spędzić cały dzień z Hexusem, a jeśli nie... spędzisz cały dzień ze mną, całkowicie mi oddany – Riddle uśmiechnął się złośliwie.

- Wiesz, że od tego zależy, czy wygramy? – spytał ostrożnie Harry, powoli zaczynając myśleć, że Tom jest kompletnie szalony.

- Sądzę, że pod takimi warunkami, na pewno świetnie poradzisz sobie z bazyliszkiem – roześmiał się cicho Riddle.

- A od kiedy ty się mną dzielisz? – Harry wyczuwał jakieś kłamstwo, ale nie potrafił do końca określić, kiedy Tom był nieszczery.

- Chciałeś, żebym zaczął traktować cię jak równego sobie, prawda? – spytał niewinnie Riddle.

Harry zmarszczył brwi, uważnie analizując ich rozmowę. Coś było nie tak, bardzo nie tak i Riddle próbował mu to wynagrodzić.

Tylko co mogło go tak bardzo rozwścieczyć, że Tom postanowił stać się taki miły?

- Co przede mną ukrywasz?

- Harrison, w zamian chcę tylko twojego zaufania – zauważył chłodno Riddle.

- Nie jesteś miły bez powodu – Harry przekręcił głowę na lewo, spoglądając na mężczyznę spod przymrużonych powiek. – Jeśli będę prowadzić bazyliszka, Ministerstwo uzna mnie za wroga.

- Źle – zaprzeczył Tom, jego głos bardziej rozbawiony niż wściekły. – Bazyliszek będzie czekał na ciebie w dolnych komnatach Rufusa. Stamtąd jest blisko do pola walki, a Scrimgeour na pewno będzie już zajadle bronił swoich ukochanych obywateli. Dam ci Eliksir Wielosokowy, dzięki któremu powstanie Harrison Shadow, jeden z najbardziej zaufanych Śmierciożerców Lorda Voldemorta.

- A skąd Scrimgeour będzie wiedział, kim jestem?

- Och – Riddle uśmiechnął się szyderczo, odsłaniając białe zęby. – Mogłem przez przypadek opisać, jak wygląda Shadow, a także całkowicie nieświadomie powiedzieć Ministrowi, że tenże młodzieniec jest bardzo aktywny... w łóżku Voldemorta.

- CO ZROBIŁEŚ?

- Nie sądzisz, że jego wężowaty wygląd jest bardzo podniecający? – spytał Tom z udawaną urazą.

Harry zamknął oczy, próbując uciec od wizji Voldemorta w łóżku, razem z nim...

- Niedobrze mi – wychrypiał w końcu. – Jesteś obrzydliwy.

W odpowiedzi Riddle uśmiechnął się jeszcze szerzej. Widocznie zmęczony staniem, usiadł na łóżku koło Harry'ego i złapał chłopaka w talii, gwałtownie go do siebie przyciągając. W prawie czułym geście, ukrył twarz w szyi Harry'ego.

- To jak będę wyglądał? – spytał pojednawczo, z ulgą wdychając znajomy zapach Riddle'a.

- Mmm, to będzie niespodzianka – mruknął Tom, robiąc nosem kółka na szyi chłopaka. – Mam zamiar wziąć włos wampira, dzięki któremu można zmieniać swój wygląd jak się chce. Myślisz, że Voldemort woli blondynów czy brunetów?

- Przestań mówić – jęknął Harry z obrzydzeniem. – Chwila. Bazyliszek słucha się tylko ciebie – zauważył.

- Skąd to wiesz? – spytał Riddle z ciekawością, podnosząc głowę i spoglądając na Harry'ego.

- Powiedziałeś mi, kiedy byłem na drugim roku, a ty próbowałeś zabić mnie za pomocą tego oto bazyliszka – wyjaśnił spokojnie Harry.

Niespodziewanie Riddle parsknął śmiechem. Z figlarnym błyskiem w oku, chwycił twarz chłopaka w obie dłonie i zakrył usta Harry'ego swoimi. Tym razem pozwolił, by to Harry przejął inicjatywę, samemu wplatając długie palce we włosy chłopaka, ciągnąc za nie brutalnie. Harry odwrócił się przodem do Riddle'a, owijając nogi wokół jego chudej talii i przysuwając bliżej, tak, że stykali się kroczami. Mocno ugryzł Riddle'a w wargę, oddając niezliczone razy, kiedy to Tom go ranił. Mężczyzna w odpowiedzi jęknął głośno. Harry uśmiechnął się z satysfakcją i zaczął ssać i nadgryzać język Riddle'a. Tom nawet nie próbował się bronić, oddając się przyjemności, ręce zaciskając mocno na włosach Harry'ego.

Ledwo dusząc, Harry przerwał pocałunek i spojrzał prosto w zamglone pożądaniem oczy Riddle'a.

- Bazyliszek nie zrobi ci krzywdy – obiecał cicho Tom, powoli zsuwając dłonie na plecy Harry'ego i schodząc coraz niżej.

- Wiem.

- Och? – mruknął Riddle.

Nagle ubrania Harry'ego zniknęły. Sam Harry nie miał nic przeciwko byciu nagim, bo nie wstydził się swojego ciała, ale czuł się wybitnie odkryty, w przeciwieństwie do Riddle'a, który był całkowicie ubrany.

Już miał coś powiedzieć, gdy napotkał wzrok mężczyzny. Kompletnie zatracony w pożądaniu, obsesyjnie wpatrzony w twarz Harry'ego. Ciemne oczy lśniły chorym blaskiem i chłopak zapomniał już, co chciał powiedzieć. Pozwolił, by otoczyła go czerń tych oczu, intensywne spojrzenie, wypalające mu dziurę w ciele.

- Tom – wychrypiał.

Riddle nie odpowiedział, chwytając Harry'ego za pośladki i mocno przysuwając do siebie. Ich erekcje ocierały się o siebie i Harry nie mógł powstrzymać głośnego jęku, przymykając oczy i odchylając szyję do tyłu. Tom chętnie skorzystał z okazji i wpił się brutalnie w delikatną skórę chłopaka, naznaczając zębami bladą szyję Harry'ego. Podniósł go na rękach, językiem robiąc kółka wokół sutków chłopaka, który wydawał z siebie coraz głośniejsze jęki, tym samym jeszcze bardziej zachęcając Riddle'a.

Zaraz potem Harry skoncentrował się na tyle, by użyć magii, dzięki której ubrania mężczyzny także zniknęły.

- Kto nauczył cię tego zaklęcia? – syknął drwiąco Riddle, jego głos zachrypnięty i urywany.

Harry w odpowiedzi gwałtownie owinął rękę wokół twardego penisa mężczyzny. Tom wypuścił powietrze z sykiem, dłonie boleśnie zaciskając na włosach Harry'ego. Zaczął coraz szybciej pieścić erekcję Riddle'a, drugą ręką wbijając paznokcie w plecy mężczyzny. Podekscytowany jękami Toma, szarpał i ciągnął erekcję tak mocno, jak tylko mógł, doskonale zdając sobie sprawę, że sprawia to mężczyźnie nie tylko przyjemność, ale i ból. Riddle zadrżał, ale gdy Harry spojrzał na niego, spodziewając się zamkniętych oczu i odchylonej głowy, spotkał rozpalony wzrok mężczyzny, intensywnie wbity w rękę Harry'ego.

Zachęcony, opadł na podłogę i wziął penis Riddle'a do ust. Był zbyt duży, by mógł włożyć go całego, ale-

Riddle roześmiał się tryumfalnie i chwycił brutalnie za włosy Harry'ego, przyciągając jego twarz bliżej swojej erekcji i pchając penisa jeszcze głębiej. Harry zadławił się, a jego jedyną formą obroną było drapanie pleców mężczyzny paznokciami, w nadziei, że sprawi draniowi ból. Jednak Riddle wydawał się być zupełnie odporny i kontynuował pchanie erekcji coraz dalej wzdłuż wąskiego gardła chłopaka.

- Wyglądasz przepysznie – wysyczał mężczyzna.

W tym samym czasie Riddle doszedł. Harry zakrztusił się nasieniem Toma, próbując je przełknąć. Mężczyzna uwolnił go i uniósł jego głowę za ciemne kosmyki, tak, by Harry mógł spojrzeć mu w oczy pełne pożądania.

- Jesteś mój – stwierdził Riddle, zlizując z ust Harry'ego swoje nasienie.

- Jesteś draniem – wychrypiał Harry, na co mężczyzna uśmiechnął się szyderczo. – I w najbliższym czasie nie licz na nic. Nic.

Ze złością spróbował wstać, ale Riddle go powstrzymał, mocno obejmując w pasie. Przyciągnął Harry'ego do siebie i zmusił, by na niego spojrzał.

- W takim razie zajmijmy się tobą, możemy?


Był w Malfoy Manor i pozornie nic się nie zmieniło, ale wiedział, że to tylko sen. W kącie leżała jakaś nieprzytomna postać, a Harry widział siebie samego, poturbowanego i rannego, drżącego na łóżku. Pochylał się nad nim jakiś mężczyzna, ale nie mógł dojrzeć jego twarzy, zakrytej kapturem.

- Crucio – wyszeptał mężczyzna i Harry usłyszał swoje własne krzyki.

Po chwili, która trwała godzinami, zaklęcie zostało zerwane i dało się słyszeć tylko ciężki oddech Harry'ego.

- Dlaczego? – spytał chłopak zachrypniętym głosem do krzyków.

- Zdradziłeś mnie – zauważył zimno mężczyzna.

- Nie – Harry pokręcił głową, a jego ciemne, pokryte krwią strąki opadły mu na twarz.

- A Tom Riddle nie przebacza zdrajcom.

Harry obudził się z krzykiem, szybko jednak przystawiając ręce do ust, nie chcąc wszystkich pobudzić. Drżał tak samo silnie, jak Harry ze snu, był zlany potem i nie mógł powstrzymać szczękania zębami z zimna i przerażenia.

Nagle czyjeś ramiona owinęły się wokół niego i przysunęły do siebie. Harry poczuł ciepło drugiego ciała i powoli zaczął się odprężać.

- Cokolwiek ci się śniło, to był tylko sen – usłyszał cichy głos Toma.

Bardzo chciał w to wierzyć.