Tytuł: Seria Planów Severusa Snape'a

Autor: Satahe Shetani (Shet)

Beta: Bez bety szybciej.

Ostrzeżenia: Nie będę się powtarzać.

Każda z postaci tu występujących należy do J. K. Rowling. Ten FF nie przynosi mi żadnych korzyści (oprócz radości z pisania).

Jest to sequel do opowiadania Seria Przypadków Severusa Snape'a. Będzie niekanonicznie, zapewniam, i, mam nadzieję, zabawnie.


GabiB190: Miło mi, że chciałabyś to zobaczyć. A czy być obiektem jego psot... Witam w klubie ;].

sakaj: Czyżby "ciekawszą rzeczą" było czytanie SPSS2?

Lilu . f: Wszystkie cztery? Zdajesz sobie sprawę, że najpierw należało przeczytać SPSS, a dopiero później zabrać się za SPSS2? Ja bym się bała sobie prawić taki wykład. Spójrz na swój komentarz. Ty mówisz, że mogę budować zdania proste. Tak jak ty, ale ja tymi zdaniami jestem przerażona u ciebie. I interpunkcją. Pozwolę sobie zacytować: "Pierwsza osoba która zwróci uwagę na błąd w tekście nie stylistyczny. Jest właśnie tą osobą". Powiedz mi, jak można napisać to z taką interpunkcją? Poprawna konstrukcja tego zdania brzmi: "Pierwsza osoba, która zwróci uwagę na błąd w tekście - nie stylistyczny - jest właśnie tą osobą". Różnica? Dla mnie jest.

A co Wy sądzicie o komentarzu i odpowiedzi Lilu . f? I o samym rozdziale ;].


— Cały czas nie wiem, jak udało ci się namówić Tonks — burknął Harry, patrząc za okno. Padał letni deszcz, kiedy siedzieli w jakiejś z klas.

— Mój urok osobisty — odparł sarkastycznie. Pogłaskał go po głowie, lecz młodzieniec odsunął się. — Pożartowałbyś trochę, to nie szkodzi. — Cofnął się kilka kroków.

— I kto to mówi — zakpił, nie mając zamiaru się odobrazić. Severus przekroczył pewną granicę, którą sobie wyznaczyli bez słów. Wtedy Harry próbował go zdobyć, a na wojnie i w miłości wszystkie chwyty dozwolone, ale to zakrawało na bezczelną niemal-zdradę.

Wreszcie Snape westchnął.

— Kiedy to zorganizowałem, nie chodziło mi o to, abyś się obraził, tylko żebyś próbował o mnie walczyć. Cóż, jak widać gryfońska chęć walki o swoje jest przereklamowana — użył najlepszej broni na Gryfonów: kpiny z ich cech.

— Walczyłbym! — zaperzył się. Zeskoczył z parapetu, podszedł błyskawicznie do niego i złapał do za fałdy materiału. Musiał trochę pociągnąć, żeby ich oczy znalazły się na tym samym poziomie. — Walczyłbym, do cholery, Snape! — wysyczał, po czym wpił się gniewnie w wąskie wargi.

Takiego czegoś Severus w życiu nie przeżył. Wszystko, co czuł, sprowadzało się do impulsu elektrycznego zaczynającego się na ustach, a potem biegnącego przez całe ciało, roztapiając go, wstrząsając nim. Gdyby wiedział, że tak wyzwolić u Gryfona atak złości, po którym ujawnia się jego talent.. Zrobiłby to wcześniej!

Ale teraz musiał się odpłacić.

Po krótkim machnięciu różdżką Potter został zamieniony w miotłę.

— Wiesz, nie dość, że jesteś miotłą, to uwielbiasz grać w quidditcha. — Przejechał delikatnie palcem po lśniącej rączce. — Muszę ci powiedzieć, że twój ojciec był moim wrogiem nie tylko dlatego, że po prostu mnie irytował i był głupim Gryfonem. — Zaśmiał się cicho. — Ja byłem szukającym Slytherinu, on ścigającym Gryffindoru. Nienawidził mnie, bo kiedyś pokonałem ich szukającego. Rzucił we mnie kaflem, z całej siły. Spadłem z miotły z dwudziestu stóp. Co prawda Dumbledore rzucił zaklęcie, ale i tak nieźle się obiłem. Nigdy więcej nie zagrałem. — Usiadł okrakiem na miotle, otworzył okno i wyleciał przez nie prosto na błonia.

Harry nigdy nie przeżył równie ekscytującego dnia, kiedy Snape go dosiadał.