Tytuł: Seria Planów Severusa Snape'a

Autor: Satahe Shetani (Shet)

Beta: Bez bety szybciej.

Ostrzeżenia: Nie będę się powtarzać.

Każda z postaci tu występujących należy do J. K. Rowling. Ten FF nie przynosi mi żadnych korzyści (oprócz radości z pisania).

Jest to sequel do opowiadania Seria Przypadków Severusa Snape'a. Będzie niekanonicznie, zapewniam, i, mam nadzieję, zabawnie.


Wybaczcie, ale najpierw przemówię do pewnej osoby...

czytelnik: No i może masz rację, albo po prostu jestem istotą aspołeczną i nie znam się na kontaktach międzyludzkich. Lub jeszcze lepiej: odpierdoliło mi, więc powinnam trafić do psychiatryka. Czy obraża mnie to? Nie, niespecjalnie. Teraz sobie twierdź, że to czcze słówka, że tak naprawdę nie mam dystansu do siebie, ale męczy mnie bzdurne gadanie do ciebie — zupełnie jak rzucanie grochem o ścianę. Zdecydowanie wolę komuś nawtykać patrząc mu w oczy, niż za pomocą słów, które się jedynie czyta. Wszystko staje się bardzo szybko nudne. Dlatego daruj sobie (tak, wyobrażam sobie twoje: „I kto to mówi". JA to mówię). Możesz sobie twierdzić, że jestem prostakiem, chamem, świnią, tetrykiem, a nawet samym pieprzonym Panem Bogiem — nie przejmuję się opinią ludzi, bo, jak powiedziałam, jestem osobnikiem aspołecznym. Mogłabym nawet wyznawać Szatana a tobie, za przeproszeniem, chuj do tego.

No to teraz wracam do moich ukochanych Motywatorów:

sakaj: No to patrz tutaj, jeśli chcesz jego minę!

Ta O Zbyt Wielu Nickach: Cieszę się, że ci się w ogóle to podoba. Naprawdę. A dlaczego Potter jest kuzynem... Było powiedziane. Przygotuj się na kolejną część.

NECROMICONA: Trzeba jakoś zaciekawić czytelników ;].

Sienne: Ach, Siennuś, Siennuś... Co ja mogę? Mogę warczeć na szkołę i pisać dla Was. Oraz, oczywiście, krzywdzić Harry'ego. Nie chciałam z niego robić faceta, bo już nim jest (wbrew pozorom, uwielbiam jego postać, Harry jest naprawdę ciekawy mimo swojej głupoty), a kobietą stawał się w niezliczonych fickach. Jednak trzeba jakoś zainteresować Draco... (I nie ma tu do rzeczy to, że uwielbiam drarry!).

Keti: Cieszę się. Tylko mi się nie uduś ;].


7.2

Harry wpatrywał się w Malfoya, marząc o ucieczce. Jednak jego szkolny wróg zadbał o to, aby drzwi były zamknięte, natomiast Potter zostawił różdżkę w sypialni narzeczonego. Kiepsko, kiepsko, niesamowicie kiepsko.

Miał, jak to się mówi, prze-ki-cha-ne!

Draco położył dłonie po obu stronach jego ramion, zbliżył twarz do jego twarzy. Promieniał ze szczęścia, co były nietypowe dla Ślizgona.

— Moi rodzice i twój kuzyn wiedzą, co będziemy robić… — szeptał, a na policzki Harry'ego wystąpił rumieniec. — Inaczej by nam nie pozwolili iść na górę…

— M-Malfoy! — wydusił z siebie Gryfon. — Nie chcesz mnie, nie chcesz! — zajęczał w desperacji.

Szare oczy drugiego młodzieńca błysnęły przewrotnie.

— A chcesz się przekonać czego, albo raczej kogo chcę, Venus? — wymówił jej imię pieszczotliwie. Była taka rozkoszna, taka niewinna, że Draconowi aż ślinka do ust leciała. Zielone oczy i czarne włosy nieprzyjemnie kojarzyły mu się z pewnym idiotą, ale przed nim leżała Venus, więc jakoś wszelkie myśli o Potterze ulatywały w mig.

Harry zacisnął usta, błagając w myślach Severusa, żeby wreszcie przyszedł i go uratował.

Draco wreszcie wziął usta kuzynki wujka w swoje posiadanie. Całował ją namiętnie, pobudzał jej język do walki, aż wreszcie Venus się poddała i została zmuszona do oddania pocałunku. Jej ręce jednak nadal tkwiły luźno wzdłuż ciała. Malfoy, wiedząc to, przeniósł swoje dłonie na brzuch młodej kobiety, na włosy — wszędzie.

Całował Venus do chwili, w której wpadli jego rodzice z Severusem.

— Severusie! — pisnęła Venus, zrywając się, a potem podbiegła do czarnowłosego mężczyzny i schowała się za nim. Kiedy wyjrzała zza jego pleców, rzuciła Draco dziwne spojrzenie.

Nie wiedział, czemu rodzice tak na niego patrzą, czemu Snape się śmiał, czemu Venus dygotała, wycierając usta dyskretnie. Spojrzał z niemym pytaniem na matkę.

Narcyza i Lucjusz — wytrzeszczył oczy! — trzęśli się ze śmiechu!

Finite Incantatem! — rzucił Snape, celując różdżką w kuzynkę.

Zmieniła się w… POTTERA!


— POCAŁOWAŁEM POTTERA! POCAŁOWAŁEM POTTERA! POCAŁOWAŁEM POTTERA! — wył Draco od dobrej godziny. Na przemian darł się i pluł do zlewu, o który się opierał. Reszta sprawiała wrażenie, że bawi ich ta sytuacja, nawet Harry'ego.

— Sam chciałeś, Draco, pamiętasz? — kpił, nie chcąc mówić po nazwisku do syna Lucjusza Malfoya, którego zdążył polubić. Jego żonę również. — Mówiłem ci, że tego nie chcesz.

— CHCIAŁEM POCAŁOWAĆ VENUS, TY MATOLE! — warczał na to Ślizgon. — CZY JA CI WYGLĄDAM NA GEJA-DESPERATA?

— Tak — rozległy się cztery głosy, a potem śmiech wypełnił kuchnię.

— Tylko nie wiem, czy bardziej na geja, czy na desperata… — dodał po namyśle Gryfon.

— Draco, sześć plus dziewięć? — zapytał go niespodziewanie ojciec.

— 69* — odparł bez namysłu, po czym zarumienił się wściekle, wiedząc, że popełnił gafę. Nie, nie gafę. Ojciec zawsze oczekiwał takiej odpowiedzi, gdy chodziło o panienki lub panów, ale nie teraz… — Na Merlina! Czy wy sobie ze mnie kpicie?

— Raczej tak, Dracusiu — odparł złośliwie Harry, czym sobie zasłużył na klepnięcie w cztery litery od Severusa. — Co? — syknął.

— Nie. Mów. Do. Niego. DRACUSIU! — wycedził Snape, patrząc na niego zmrużonymi oczami.

— Zazdrosny? — zapytała Narcyza.

— Jak cholera — potwierdził, wciąż wwiercając się wzrokiem w Pottera.

*Nie chciałam psuć obrazu słowami ;].