Tytuł: Seria Planów Severusa Snape'a

Autor: Satahe Shetani (Shet)

Beta: Bez bety szybciej.

Ostrzeżenia: Nie będę się powtarzać.

Każda z postaci tu występujących należy do J. K. Rowling. Ten FF nie przynosi mi żadnych korzyści (oprócz radości z pisania).

Jest to sequel do opowiadania Seria Przypadków Severusa Snape'a. Będzie niekanonicznie, zapewniam, i, mam nadzieję, zabawnie.


GabiB190: Kupię Ci na urodziny! A tu kolejny rozdzialik.

sakaj: No to patrz na to! Ja bym tak chciała, żeby ktoś się dla mnie poświęcił.

Ta O Zbyt Wielu Nickach: Słodki to jest ten rozdział. Aż się nie poznaję.

Sienne: Tu czeka Cię prawdziwy koszmar, naprawdę. Nie wyszedł mi.

Keti: Mam nadzieję, że wytrzymałaś, czekając tak długi okres czasu na kolejny rozdział. A jeśli chodzi o crossover... Moja postać wydaje się z początku Największą Mary Sue w Historii Uniwersum. W książce jest wyraźnie pokazane (no, może nie aż tak wyraźnie), że tak nie jest. A wstawię go, jeśli w ogóle wydam książkę. I tak, Czesi są super! Cieszę się, że się polecasz.

Mam do Was OGROMNĄ prośbę: piszcie komentarze dłuższe, konstruktywniejsze. "Ok, podobało mi się, jest naprawdę super/nie, nie umiesz pisać, nie za bardzo mi się podobało" to nie komentarz, którego oczekuję. Możecie wypunktować:

1. O, ta i ta scenka *cytat* była mega.

2. Jednak tu *cytat* już ci nie wyszło.

3. Uważam, że *postać/wydarzenie/rozdział* jest/nie jest dobry, bo...


Po dwóch tygodniach Hogwart przywykł, że Draco i Harry się przyjaźnią, a Snape nie odbiera Gryfonom nagle punktów. Nikt nie miał pojęcia, że to był układ: Severus mógł zamieniać Harry'ego w wielkiego misia, a Potter powiedział, że nie życzy sobie już więcej niesprawiedliwości na lekcji. Obaj byli zadowoleni (i Harry'emu wcale nie chodziło o to, iż Severus był bardziej niż chętny do seksu po przytulaniu misia, gdzieżby śmiał to wykorzystać!).

Potem, kiedy minął niemal miesiąc, a u nich nic nowego się nie wydarzyło — oprócz tamtego artykułu Skeeter: „Harry Potter i Dracon Malfoy — dwaj dziedzice znamienitych rodów. Przyjaźń czy coś więcej?" — a wraz z minięciem tego czasu nadeszły walentynki. Harry nie powiedziałby, że czekał na nie z utęsknieniem, bo Severus i tak ich nie obchodził (nietoperz i walentynki? Wolne żarty!).

Jednak dzień przed wybrał się z przyjaciółmi do Hogsmeade, prosząc o specjalne pozwolenie samego Dumbledore'a. I kiedy Ron z Hermioną kłócili się o coś zawzięcie, Harry radził się Draco o prezent dla partnera. Ślizgon powiedział, że najlepsza będzie bielizna — wypowiedź skwitowana rumieńcem Pottera — bo nada prezentowi intymny charakter, gdyż byli na tym etapie związku, który wprowadził intymność już dawno.

Tak więc wieczorem w walentynki, po lekcjach Gryfona…

— S-Sev? — zaczął nieśmiało Harry, zawitawszy do prywatnych komnat Snape'a.

— Harry? Jestem w kuchni, próbuję… — Potem do uszu Pottera dotarło soczyste przekleństwo, a po nim wrzask. Pobiegł szybko do rzeczonego pomieszczenia.

Severus stał przy kuchence, próbując zapewne coś ugotować. Wychodziło mu kiepsko, co potwierdzało spalone jedzenie, przypalone garnki, czarny dym i różdżka w dłoni Snape'a, który miotał zaklęciem wody jak Cruciatusem na torturowanych.

— No do jasnej cholery! — wrzasnął Severus. — Już nigdy więcej nie spróbuję gotować kilku rzeczy naraz! Nie wiem, jak kobiety to robią, ale mnie. Nie. Wychodzi! Na Merlina, jestem poważnym, odpowiedzialnym mężczyzną, a kilku rzeczy na raz nie umiem robić?

Harry uśmiechnął się, przytulił do Snape'a.

— Nie martw się. Mam coś dla ciebie. — Wyciągnął z kieszeni szaty pomniejszony prezent. Cofnął zaklęcie, po czym podał jasnopomarańczowe pudełko Severusowi, rumieniąc się. — Proszę. — I chciał czmychnąć z kuchni, jednak powstrzymał go Snape.

— Nie tak prędko, malutki. Poczekasz, aż otworzę. A potem pójdziemy do Wielkiej Sali, tam jest mój prezent.

Potter przełknął ślinę. Co mógł mieć Sev na myśli? Prezent w Wielkiej Sali? Przecież to było równoznaczne z samobójstwem.

Severus otworzył swój prezent i aż wytrzeszczył oczy. Po chwili, uśmiechając się szelmowsko jak nie on — tak wyglądał wyjątkowo seksownie — przytulił Harry'ego do siebie, całując go w ucho.

— Dziękuję.

— N-nie ma z-za co — odparł Gryfon, tuląc się do Snape'a.


W Wielkiej Sali byli już chyba wszyscy, gdy Harry wszedł do niej zaraz za profesorem. Severus uśmiechał się pod nosem, bo, jak gdyby nigdy nic, przebrał się w nowe bokserki w kuchni przed Gryfonem. Po prostu. W międzyczasie śmiał się z rumieńca Pottera, który wykwitł na jego twarzy. Żartował, że przecież już tyle rzeczy sobie robili, a on dalej jest taki pełen… niewinności.

Jadalnię przystrojono w serca, amory oraz inne kojarzące się z walentynkami przedmioty. Gdy tylko drzwi się zamknęły za nimi, Dumbledore wstał.

— Moi drodzy! — zaczął zachwyconym tonem, a wszystko, łącznie ze stołami i siedzeniami, poznikało. Zaowocowało to upadkami wszystkich uczniów. — Dziś, z okazji walentynek, potańczymy! — I porwał profesor McGonagall na parkiet. Nagle przystanął. — Zapomniałem dodać, że to pomysł profesora Snape'a!

Wyobrażacie sobie ten efekt zaklęcia Confundus? Masowy efekt.

Severus po kilku minutach, gdy niemal wszyscy już tańczyli do jakiejś piosenki Fatalnych Jędz rozlegającej się ze wszystkich stron, poprosił Harry'ego do tańca w miejscu, gdzie nikt nie mógł ich zobaczyć — wbrew wszystkiemu, mało osób wiedziało o ich związku.

— T-to dla mnie?

— Raz mogę pocierpieć — odparł na to Snape.