2.

Leżąc na plecach na kamiennej podłodze, powoli pokręcił głową. Jęcząc, pomyślał, że to był ostatni raz, kiedy pił z Gawainem. Ten człowiek mógł upić króla Cedrica w trupa. Powoli otworzył oczy i nagle stał się świadom otaczających go ludzi. O Bogowie, bardzo proszę, nie pozwólcie mu zemdleć na bankiecie. Miałby na głowie nadopiekuńczą Gwen, a Gawain nie przestałby się śmiać do czasu aż znów by go pokonał na placu treningowym.
Potarł dłonią twarz i powoli usiadł, żeby w następnej chwili podskoczyć na dźwięk głosu z przeszłości.
— Arturze, wszystko w porządku? — To był sen. On śnił. Albo, co bardziej prawdopodobne, Merlin znów go torturował. Wolno podniósł wzrok, by spotkać się oko w oko ze swoim ojcem. Artur był gotowy położyć się z powrotem, ale Uther go podniósł. Zakręciło mu się w głowie i poczuł ucisk w potylicy. — Arturze, jesteś blady. Powinienem wezwać Gajusa?
— Gajusa?
Uther zmarszczył brwi.
— Lepiej usiądź, synu?
Artur potrząsnął głową, rozglądając się po pomieszczeniu. Wielka Sala — przynajmniej był w znanym miejscu. Okrążyło go kilku rycerzy i lordów, ale gdzie byli jego zaufani przyjaciele? Powrócił spojrzeniem do Uthera, jego wzrok stwardniał i spokojnie — chociaż cały dygotał w środku — powiedział:
— Czuję się dobrze. Sam do niego pójdę. — I wyszedł z sali. Jak tylko uciekł spod ostrzału spojrzeń, pobiegł do komnat starego medyka. Uther żyje, a jego rycerzy nie ma w Camelocie — nie musiał być wyrocznią, by móc powiedzieć, iż magia nie była legalna i że to było sprawką Merlina. Będąc blisko komnat czarodzieja, zaczął wołać jego imię. — Merlinie! — krzyknął w końcu głośno, ignorując zaskoczonych służących, i otworzył szeroko drzwi. To co zobaczył sprawiło, że oniemiał.
— Panie! Co się dzieje? — Merlin — młody, z szeroko otwartymi oczami, krótką czupryną włosów i w ubraniu służącego — podbiegł do niego zaskoczony, ale już mając się na baczności. Minął Artura, spojrzał w obie strony korytarza, a następnie obejrzał się na niego zdezorientowany. — Arturze, co się stało?
Książę nie mógł nic powiedzieć, ponieważ serce stanęło mu w gardle. To było złudzenie, to nie był alternatywny świat. Merlin nie zrobiłby tego, prawda? Powoli, oszołomiony, podszedł do stołu i usiadł na krześle. Młody czarodziej zamknął drzwi i, rzucając Gajusowi zadziwione spojrzenie, wracił do księcia.
— Arturze, powiesz mi, co się stało? Czyżby Morgana znów pobiła cię w szachach? — Próbował zażartować i przywdział swój sławetny uśmiech, szturchając przyjaciela.
Artur wstał, przyglądając się mu surowo — chociaż nie aż tak surowo jakby chciał. Minął kawał czasu, odkąd widział czarodzieja wyglądającego tak młodo.
— Z jakiego zaklęcia skorzystałeś?
Merlin zbladł, a Gajus upuścił fiolkę czegoś, co po zetknięciu z podłogą wybuchło z małym "pop".
— Um… Nie wiem, o co ci cho... — Artur chwycił Merlina za jego chustkę, potem nagle puścił, zerkając na swój bark. Odsunął się od chłopaka i zatoczył ramieniem koło. Merlin zmarszczył brwi. — Arturze? — wyglądał jak przestraszona łania.
Książę westchnął.
— Uspokój się, Merlinie. Wiem wszystko o twojej magii, nawet więcej niż ty teraz. — Odwrócił się do medyka, który wyglądał na równie wstrząśniętego co Merlin. — Przynieś, Gajusie, księgę zaklęć. Chcę to odwrócić jak najszybciej.
— Arturze, o czym ty mówisz? Skąd wiesz o mojej magii?
Zapytany westchnął, tłumiąc gniew — ten zdezorientowany chłopak był tak różny od jego Merlina.
— Merlinie, nie jestem Księciem Arturem z Camelotu. — Medyk, który właśnie wrócił do komnaty, zatrzymał się nagle. Artur przesunął wzrokiem po obu i dokończył: — Jestem Królem Arturem z Albionu.
Gajus upuścił księgę.

o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o

Artur jęknął. Leżał twarzą na kamiennej podłodze i spodziewał się, że zaraz może nadejść ból głowy. To takie zawstydzające upaść przed tymi wszystkimi ludźmi. Jednak — zmarszczył brwi — w pomieszczeniu panowała cisza. Gdy podniósł głowę, zobaczył, że nie znajduje się w Wielkiej Sali, ale przybocznej komnacie. Przypomniał sobie, że był w niej zaledwie dwa tygodnie temu, kiedy kazał Merlinowi szukać zabytkowej bransoletki dla Morgany, tylko po to, by móc przyglądać się chłopakowi jak się irytuje, nie mogąc jej znaleźć. Artur zmarszczył brwi, dostrzegając nowo utkane gobeliny z herbem Camelotu i innymi godłami, których nie znał. W komnacie dominował kamienny kominek i okrągły stół z wyrytymi symbolami, jakich nigdy nie spotkał.

— Jakie to dziwne. — Bezwiednie przesunął dłonią wzdłuż blatu. Był bardzo piękny, nigdy wcześniej nie widział okrągłego stołu.

Za oknem właśnie świtało. Zmarszczył brwi, gdy upadł było prawie południe. Rzucając się do drzwi, wiedział, że musi znaleźć swojego ojca, albo przynajmniej Merlina, by móc na niego nawrzeszczeć, bo jeśli był w tej sytuacji, to była to z pewnością wina jego służącego.
Zatrzymał się nagle przy schodach z powodu ucisku w klatce piersiowej, uczucia, którego nie mógł zrozumieć. Tak, to był ból — przyszedł natychmiast i rozszedł się po całym ciele. Zmartwiony tym, zaczął brać głębokie wdechy. Czy to magia go wywołała?
Potem zatrząsł się. Poczuł coś osobliwego, jakby coś go poszukiwało. Tak, czuł emocje, ale to nie były jego emocje. Były jednak znajome, ciepłe, i instynktownie sięgnął po nie. Zszokowany napotkał ścianę gniewu, głęboki smutek, tęsknotę i uraz.
W następnej chwili pojawiła się przed nim ubrana w jedwabie Gwen.
— Arturze, wszystko w porządku?
Książę nie był w stanie nic odpowiedzieć. Ginewra była sporo starsza od tej, która dzisiejszego ranka z niepokojem próbowała go zapytać czemu jest taki blady.
Nagle obce emocje i ciepłe uczucia odeszły, a w Artura uderzyły jego własne — trwał w smutku, bólu i poczuciu winy, choć dlaczego to czuł, nie miał pojęcia. Wiedział natomiast, że nie może zapytać o ojca. Jeśli w grę wchodziła magia, sam to musiał rozwiązać.
— Gwen, gdzie jest Merlin? I co ty masz na sobie?
Dziewczyna zmarszczyła brwi równie zdezorientowana.
— Panie, Merlin opuścił Camelot lata temu.
— Nie! — krzyknął bez namysłu. — Merlin! — I zaczął biec.