3.
Dobra, więc Merlin nie zwariował. Nie gapił się na Artura, jakby ten był szalony. Gajus groził mu czasami, że wyda go Utherowi tylko dlatego, by nie mieć do czynienia z wielkim błaznem, którym Merlinowi po prostu zdarzało się być. Artur był niewiarygodny — ignorując ich, spoglądał w lustro. Uśmiechał się i bez przerwy ruszał ramionami i barkiem. Pierwszymi słowami, które powiedział mag były:
— Więc jesteś z przyszłości? — Pomyślał, że zaraz otrzyma spojrzenie, które zawsze oznaczało, że książę ma go za idiotę, ale, co dziwne, Artur tylko westchnął i usiadł obok nich.
— Nie mogę ci opowiedzieć o przyszłości, Merlinie. Ograniczają mnie przepisy ustawowe, które sam stworzyłeś.
Merlin przechylił głowę i jedynie wydusił:
— Uch?
Artur uśmiechnął się raczej łagodnie i potrząsnął głową.
— Jeśli ci coś powiem, to może to zmienić przyszłość. Fakt faktem, że sam mój pobyt tutaj najprawdopodobniej spowodował chaos. Ciągle prawiłeś mi kazania wielkiego czarodzieja. — Zachichotał i oparł się na krześle. — Więc rób swoje i wyślij mnie z powrotem. — To było takie dziwne mieć tego Artura przed sobą, ponieważ z pewnością nie był jego Arturem. Król Artur wyglądał na pewnego zarówno siebie jak i umiejętności Merlina. Był także spokojniejszy i słuchał. — Tak bardzo jak tęsknię za moim młodym wyglądem, jestem gotowy do powrotu. — Ponaglił czarodzieja gestem dłoni, na co Merlin skinął głową, chwycił księgę i zaczął ją czytać.
Piętnaście minut później Król Artur nie wyglądał już na takiego spokojnego.
— Co to oznacza? — Zamiast zadać pytanie Gajusowi, zwrócił się do chłopaka, ale Merlin nie miał pojęcia. Gajus zaczął mówić, jednym okiem zerkając na Artura, a drugim w tekst inskrypcji o podróży w czasie:
— Wygląda na to, że do uruchomienia tych czarów potrzeba magii natury.
— Co? — zapytali obaj, Artur i Merlin.
— Niektóre zaklęcia, chociaż jest ich niewiele, potrzebują czasu. Szczególny czar, którego użył Merlin wydaje się być jednym z tych. Przestanie działać, jeśli zostanie zrealizowany jakiś cel.
— Jaki cel? — zapytał czarodziej, kompletnie zaskoczony.
Gajus westchnął.
— Jakikolwiek cel twoja dusza tchnęła w twoją magię podczas wypowiadania tego uroku. — W następnej chwili medyk zatrzasnął księgę i krzyknął: — Dlaczego nigdy nie słuchasz, kiedy mówię, że nie jesteś jeszcze gotowy na tak silne zaklęcia?
Artur wyprostował się i skrzyżował ramiona na piersi.
— Więc, co się stało ze mną księciem?
Merlin i Gajus spojrzeli z przerażeniem w pociemniałe oczy króla.
o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o
Otworzywszy drzwi do komnat Gajusa, Artur zdał sobie sprawę, że był w poważnych tarapatach — pasma pajęczyn pokrywały cały sufit, a zawsze zastawione regały ziały pustkami. Pokój był obecnie po prostu przechowalnią.
— Co...
Zdyszana Ginewra wpadła na plecy Artura i oboje podskoczyli.
— Och, Panie... proszę, przepraszam. Ja... nie myślałam.
— Gwen, o co cho... — Za kobietą pojawiły się dwie osoby, których sądził, że już nigdy więcej nie ujrzy w Camelocie. Byli to Lancelot i Gawain, obaj ze śladami siwizny we włosach.
— Wasza Wysokość, co tutaj robisz? — Lancelot postąpił krok do przodu. — Panie, czy coś się stało?
Artur obrócił się. W rogu komnaty, pokryte kurzem i pajęczyną stało stare lustro Merlina, ale nie poznawał osoby w jego odbiciu. Dopiero po chwili zaczął oddychać. Zdołał jedynie powiedzieć:
— Jestem stary.
Lancelot zamrugał, następnie szybko wyciągnął miecz. W ciągu kolejnej sekundy Gawain dobył dwa sztylety. Lancelot zmrużył oczy i powiedział:
— Gwen, zostaw nas. To nie jest Artur. Kim jesteś i gdzie jest nasz król?
Gwen, osłaniana przez Lancelota, nie poruszyła się, a Artur uskoczył w szoku.
— Jestem Arturem, idioto! — Gawain pokręcił głową, a książę, do którego doszło, co powiedział Lancelot, wyszeptał: — Król?
— Poczekaj, Lancelocie. Jak się poznaliśmy, Arturze? — wtrącił się Gawain.
Zapytany zmarszczył brwi.
— To było około rok temu. Była potyczka w tawernie, walczyłeś umiejętnie, ale doznałeś kontuzji.
Wszyscy zamarli.
— Rok?
Artur fuknął.
— Tak, może miesiąc mniej lub więcej, a teraz mówcie, co się dzieje?
Lancelot zapytał szybko jakby wystraszony odpowiedzią:
— Artur, książę Artur?
Pendragon wyrzucił ręce do góry.
— Kto jeszcze mógłby być? — Odwrócił się do lustra, co wywołało ostry ból w prawym ramieniu. Syknął i potarł go, a potem podszedł do zwierciadła i popatrzył w nie przerażony. To na pewno robota czarnoksiężnika. — Który mamy teraz rok?
Chowając do pochwy broń, Lancelot spojrzał na Gwen błagalnie i kobieta zrobiła krok w przód.
— Arturze, mamy 1014 rok.
Dwadzieścia lat w przyszłość. Artur nie był w stanie nic zrobić, tylko wpatrywać się w swoje odbicie. Blond włosy dłuższe niż zwykle — nie mógł zobaczyć siwych, ale wiedział, że trochę ich będzie na skroniach — szczecina, ale nie prawdziwa broda i miał drobne zmarszczki, jeszcze niezbyt głębokie. Jego ciało było takie samo, jeśli nawet nie bardziej umięśnione — mógł to poczuć pod swoim czerwonym odzieniem. Czuł się jednak cięższy, jak gdyby przybrał nieznacznie na wadze.
Najprawdopodobniej przeniósł się do przyszłości za pomocą magii. Był teraz królem, ojciec nie żył, a Merlin, jego najlepszy przyjaciel, z jakiegoś powodu odszedł. Artur odwrócił się i wydał Lancelotowi pierwszy rozkaz jako król:
— Znajdź Merlina. Nie obchodzi mnie, gdzie on jest. Muszę z nim porozmawiać. — Wiedział, że musi go odnaleźć. Merlin znałby odpowiedzi — nawet jeśli był idiotą — a jeżeli by ich nie znał, w takim razie byłby chociaż pocieszeniem.
Zanim Lancelot mógł odpowiedzieć, nie wiadomo skąd pojawił się podmuch wiatru. Nagle na środku pokoju stanął człowiek z długimi, ciemnymi włosami, mniej więcej w tym samym wieku co Artur. Mężczyzna stanął prosto. Był szczupły, odziany w spodnie ze skóry, wysokie za kolano buty i niebieską, luźną koszulę. Jego intensywnie niebieskie oczy wydawały się przepalać każdego, na którego spojrzał. Promieniowała od niego taka moc, że Artur wiedział, iż z pewnością budziłby grozę w Królach. Przy pasku miał przytwierdzony delikatnie dekorowany sztylet, a w jednej z dłoni niósł białą laskę. To nie był przeciętny czarnoksiężnik.
Tuż przed tym jak miał zażądać, by przybyły się przedstawił, Artur odwrócił się do niego, aby dokładnie mu się przyjrzeć i poznał tę twarz — gładką, jedynie z cieniem na podbródku i z bardziej przenikliwym i intensywniejszym wzrokiem niż kiedykolwiek. Była wciąż koścista, lecz — co zabawne — urosła do tych uszu, a nawet wyglądała przystojnie.
Tę myśl przysłonił szok. Artur rozdziawił usta — jego najlepszy przyjaciel, zdrajca? Czarownik?
— Merlin?
