5.
Książę Artur wyprostowany i spięty wyglądał przez okno zamku. Widział, magów, czarnoksiężników, a nawet rozpoznawał magiczne stworzenia i to nie ze starej religii. Camelot było dziwne i bardzo wypaczone od tego, którym kiedyś wierzył, że będzie rządził.
Merlin usiadł, dziwnie spokojny i zrelaksowany, w jednym ze starych krzeseł Gajusa. Wpatrywał się natarczywie w Artura i to spojrzenie paliło księcia.
— Mógłbyś przestać? — warknął w końcu, nie mogąc znieść milczenia.
Czarodziej westchnął ciężko, ale jego jedyną reakcją było pochylenie się do przodu i oparcie brody na dłoniach. Na jego twarzy pojawił się niewielki uśmiech, kiedy kontynuował wpatrywanie się w plecy Pendragona. W końcu przemówił:
— Przykro mi, że okłamywałem cię tak długo. Ale spójrz na swoją reakcję teraz. Jeśli twój ojciec by żył, z pewnością byłbym w celi. — Artur tylko skrzyżował ręce i nic nie powiedział. — W porządku, może nie w celi, ale wsadziłbyś mnie w dyby na długi czas. Tak czy owak stało się. Teraz musimy się skoncentrować na odesłaniu cię do domu i sprowadzeniu tutaj króla.
Artur w końcu się odwrócił. Wzrok miał nadal posępny i szczęki zaciśnięte, ale zapytał:
— Nie jesteś w stanie odesłać mnie z powrotem, chociaż uzgodniliśmy, że to zrobisz. Ale dlaczego jestem zaskoczony? Skoro byłeś kiepskim sługą, to czemu miałbyś być dobrym czarodziejem?
Merlin tylko przechylił głowę i zdawało się, że próbował zebrać myśli.
— Ten rodzaj czaru musi się sam wyczerpać. Gdy byłem młodszy, nie miałem wiele czasu na naukę magii, więc zaklęcia raczej mi nie wychodziły. I najprawdopodobniej nie wiedziałem, co to był za urok.
Artur spojrzał na niego szeroko otwartymi oczami.
— Więc tuż pod nosem mojego ojca, mieszkając w zamku, po prostu recytowałeś nonsensowne zaklęcia, których konsekwencji nawet nie znałeś?
Merlin zamrugał.
— Niezbyt często. W rzeczywistości to zależało od tego czy twoje życie było w niebezpieczeństwie, czy nie.
Artur wyrzucił ręce w górę.
— Gdzie wysłałeś Lancelota i Gwen, bo wolałem ich towarzystwo — powiedział zirytowany i pomyślał o wszystkich niebezpiecznych sytuacjach, w jakich on i Merlin się znaleźli, kiedy powierzał czarodziejowi swoje życie. Był zły głównie dlatego, że nie odgadł prawdy i ponieważ Merlin mu nie powiedział. Jednak nie był tak zły jak być powinien.
Mag wzruszył ramionami.
— Mają własne obowiązki, Arturze. A teraz daj mi ręce.
— Co?
Zanim książę zdołał mrugnąć lub nazwać go idiotą i kiepskim magiem, Merlin już stał przed nim, chwytając jego dłonie. Jak tylko dotknął Artura, ten odskoczył i instynktownie przycisnął ręce do klatki piersiowej. Czarodziej ze stoickim spokojem, ale i odrobiną smutku, powiedział:
— Weź głęboki wdech Arturze. To minie w ciągu kilku chwil.
Wszystko, co książę poczuł, było emocjami, ale niektóre nie były jego, niektóre z nich...
— Merlinie. Co to jest? — I po chwili, gdy się skoncentrował, a Merlin powiedział: "Nic nie mów", poczuł to. Jakąś więź, potężną, a zarazem słabą i kruchą. Prawie mógł zobaczyć linię łączącą go z Merlinem. Ponury smutek, nienawiść i samotność. Artur sapnął. To nie był Merlin. Merlin był czysty, niewinny, i kpił sobie z tłumu pełnego panów i pań.
Zanim mógł zrozumieć, co to naprawdę było, mag odciął go — tak jakby zatrzasnął na tej więzi drzwi, sprawiając mu fizyczny ból. Skrzywił się, a wtedy, jak gdyby nic się nie stało, Merlin sięgnął jeszcze raz po jego dłonie. Tym razem wszystko, co Artur poczuł, to ciepłe długie palce i uczucie jakby przepływającej przez jego ręce wody. Merlin zatrzymał to nagle i westchnął.
— Więc chodźmy. Nie możesz wrócić, póki nie nauczysz się dobrze tego, co powinieneś umieć.
Artur postawił na swoim, przyjmując swoją najlepszą postawę "jestem księciem i będziesz mnie słuchał" i skrzyżował ramiona.
— Merlinie, za jakiego idiotę z małym mózgiem bym cię uważał, to może zechciałbyś mi powiedzieć, co właśnie zrobiłeś, bo jeśli naprawdę mogło ci się tym razem udać zrobić coś poprawnie... — Artur zamilkł, gdy Merlin przerwał mu, wybuchając śmiechem. Wzdychając w całkowitej frustracji, machnął ręką i tylko patrzył na czarodzieja śmiejącego się tak mocno, że musiał trzymać się za brzuch i oprzeć o stół.
Merlin miał łzy w oczach, kiedy wreszcie udało mu się opanować. Wzdychając głośno, zakaszlał i z szerokim uśmiechem otarł oczy.
— Uch, od dawna się tak nie uśmiałem. Dziękuję za to, panie.
— Gdzie byłeś? — Uśmiech Merlina szybko zblakł i usiadł z powrotem.
— To nie twoja sprawa, Arturze. Poczułem zmianę w twoim jestestwie i przybyłem zobaczyć, co się stało. Zostanę i pomogę ci w tym, czego potrzebujesz. Jak zawsze.
— Nie moja sprawa? Merlinie, zostawiłeś Camelot. A Camelot to przecież twój dom...
— Arturze! — Pendragon podskoczył, wstrząśnięty widokiem złego Merlina, który wyglądał, jakby ledwo nad sobą panował, i zamarł, gdy Merlin wziął głęboki oddech. — Po prostu przestań, dobrze. Są sprawy, o których musisz się dowiedzieć, zanim opuścisz zamek. Chodź.
W milczeniu Artur pozwolił zaprowadzić się do wielkiej sali.
Wewnątrz było piętnaście osób, wliczając w to Lancelota, Gawaina i Kaya. Książę dostrzegł jeszcze dwóch innych rycerzy oraz mężczyznę o imieniu Belvidere i dawnego giermka, teraz już rycerza, Tristana. Wszystkie dzieci, z wyjątkiem jednego, przegoniono z komnaty. Chłopak z czarnymi, falowanymi włosami i opaloną skórą miał około dziewięciu lat, ale był wysoki. Artur patrząc na niego, nie mógł powstrzymać gwałtownego uczucia dumy i miłości.
Lancelot położył rękę na ramieniu chłopca.
— Arturze, to jest mój syn Alaric.
Pendragon był nieco zaskoczony, ale skinął głową.
— Miło cię poznać, chłopcze. Jesteś podobny do swojego ojca, jak przypuszczam.
Chłopak wyglądający na trochę onieśmielonego spojrzał na Merlina, następnie szybko na ojca i pokręcił głową.
— Bardziej do ojca mojej matki. — Odwrócił się wtedy do kobiety siedzącej pod ścianą sali, a potem z powrotem do Artura. — Jeżeli potrzebujesz czegoś, panie, jestem na twój rozkaz.
Lancelot zaśmiał się.
— Wiesz, co masz robić. — I rozbawiony popchnął syna do drzwi. — Będzie powstrzymywał innych giermków przed spekulowaniem zbyt głośno o tym bałaganie z Mordredem stającym się z dnia na dzień coraz silniejszym. Ale lepiej trzymać to z dala od twoich uszu... Arturze?
Artur nie zwracał zbytniej uwagi na słowa Lancelota, przyklejając wzrok do matki Alarica, Ginewry.
