6.

Jak tylko Merlin wszedł do komnaty króla, został powitany przez królową.
— Merlinie, czy to prawda? Czy Artur naprawdę przeniósł się w przeszłość? Galahad mi powiedział.
Czarodziej skinął głową.
— To musi pozostać tajemnicą, wiedzą o tym tylko jego najbardziej zaufani rycerze. Musisz nam pomóc zachować pozory.
Królowa Katrina przytaknęła.
— Tak się stanie, niezależnie od potrzeb mojego męża.
Przy tych słowach Merlin spiął się, domyślając się, co insynuowała. Odwrócił się i wyszedł, a potem zatrzymał i westchnął. Wiedząc, gdzie znajdzie Artura, skierował kroki do jego dawnych komnat. Do miejsca, gdzie obiecał sobie nigdy więcej nie wejść. Otworzywszy drzwi, znalazł go siedzącego na swoim starym łóżku.
— Arturze, chciałbym móc cofnąć cię w czasie. Naprawdę. Jednak na tę chwilę jesteś królem.
Pendragon nie zrobił nic tylko skinął głową, po czym spojrzał szybko na swojego dawnego sługę i uderzyło w niego kolejne ostre uczucie.
— Merlinie, jak to — skinął ręką od siebie do niego — się stało?
Czarodziej właśnie usiadł, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. To była Ginewra.
— Panie? Wszystko w porządku?
Artur wyprostował się
— Tak, Gwen, mam się dobrze.
Kobieta tylko pokręciła głową.
— Znam cie zbyt dobrze, Arturze. Merlinie, mógłbyś?
Mag podniósł ręce w geście kapitulacji i zniknął.
Władca wstał nieco skrępowany. Zaczynało się już robić niezręcznie, kiedy Gwen powiedziała:
— Arturze, wiem, co musisz teraz czuć.
Mężczyzna prychnął.
— Nie, naprawdę nie wiesz.
Kobieta zaczęła się przechadzać po komnacie z zatroskaną miną na twarzy.
— Cóż, musisz być wstrząśnięty, że się tu znalazłeś; zraniony tym, że to przez Merlina oraz faktem, że nigdy nic ci nie powiedział; zdezorientowany, bo wszystko się zmieniło i sfrustrowany tym, że nie możesz wrócić. Oczywiście do tego doszło zmartwienie, bo Merlin jest tak odległy, to znaczy po tym, czym byliście dla siebie. A na pewno targa tobą gniew na to wszystko. — Zatrzymała się nagle przed teraz struchlałym księciem.
— Po pierwsze, tak. Po drugie, "po tym, czym byliśmy dla siebie"?
Gwen cofnęła się w myślach, analizując to, co przed chwilą powiedziała.
— Mam na myśli waszą historię, myślałam o twoim przyjściu tutaj, to jest do tego pokoju, to znaczy, jesteś zakochany... nie, nie jesteś. Och, mniejsza z tym, zapomnij, co powiedziałam, to po prostu nonsens. — I jak to miała w zwyczaju dawno temu, kiedy się denerwowała, zaczęła porządkować poduszki i małe bibeloty.
Zakochany? pomyślał. W kim? W Merlinie?
— Gwen... tam skąd przybyłem... to znaczy, my...
Gwen przestała wyglądać na zszokowaną.
— Och, cóż, tak. Mam namyśli to, że kochałam cię Arturze i nadal kocham. Tylko... — Gwen wykręcała sobie palce, czując się niezręcznie przed tym Arturem. — Mam na myśli, że istnieją różne rodzaje miłości. Zawsze będę wdzięczna za wszystko, co zrobiłeś dla mojej rodziny i dla mnie. Ale z Lancelotem to jest inne, tak jak ty i M... um, och... królowa Katrina. Kochasz swoją żonę, Arturze. Inaczej niż... mnie. — Znów wyglądając na zdenerwowaną, ukłoniła mu się szybko. — Powinnam już iść.
Artur wiedział, że to jest przyszłość jakiej Gwen pragnęła. Jakoś wiedział z absolutną pewnością, że to było jej przeznaczenie.
— Gwen, jesteś szczęśliwa? — To było naprawdę jedyne pytaniem, na które chciał poznać jej odpowiedź, bez względu na to, co mogło lub powinno się wydarzyć. Wszystko, czego Artur dla niej pragnął, to żeby była szczęśliwa.
— Bardziej niż mogłam kiedykolwiek marzyć — odpowiedziała.
Najpierw uderzył w niego ból, potem zacięta akceptacja. Nigdy nie zhańbiłby jej, ani siebie w taki sposób. Ale w głębi duszy wiedział, że coś jest nie tak — w ogóle nie poczuł utraty Gwen. Może sprawiły to uczucia Merlina w nim.
Bardziej zdezorientowany niż kiedykolwiek, chwilę po tym jak Gwen wyszła, książę krzyknął.
— Merlinie!
— Nie musisz krzyczeć, Arturze — mówiąc to, czarodziej pocierał swoje uszy. — Słyszę cię.
— Czym byliśmy dla siebie? Ta cała sprawa, mam na myśli z uczuciami i tobą będącym innym. Gwen jest z Lancelotem i mają dziecko. Dlaczego nie czuję z tego powodu czegoś więcej? Chcę prawdy. Muszę wiedzieć wszystko.
Merlin miał złe przeczucie, ale nigdy nie odmawiał królowi nawet wtedy, gdy absolutnie powinien, więc powiedział mu prawdę.
— Byliśmy kochankami.
Książę Artur stał na środku swoich dawnych komnat, w samym środku Camelotu — tak naprawdę nie jego Camelotu — i gapił się na swojego najlepszego przyjaciela. Następnie, ku wielkiemu zdziwieniu czarownika, zaczął się śmiać.