Poniższa część dla tych, których nie zrażają usterki, powtórzenia i "kalki" - NIEBETOWANE

Moja kochana beta jest nieosiągalna, więc to potrwa zanim tekst zostanie poprawiony, a ja na razie nie potrafię być na tyle obiektywna, by samej go skorygować.


8.

Król Artur zapomniał, że Merlin, dawny Merlin, nie potrafił się zamknąć. Przez całą podróż do domu ciągle pytał o pocałunek, tylko po to, aby zostać uciszonym przez Artura. Było to naprawdę niewygodne i stresujące dla młodego czarodzieja. Wiedział, że zarówno Artur jak i on nigdy nie myśleli o sobie w ten sposób. Obaj byli mężczyznami i to nie miało sensu, i przecież przez większość czasu nienawidził księcia. A poza tym Artur miał Gwen. Wszystkie te myśli sprawiły, że poczuł się zakłopotany i jeszcze bardziej zmęczony. Czy chciał by to się powtórzyło, czy podobało mu się?

Kiedy dotarli do zamku, Artur zrobił to, co mu wcześniej obiecał. Dał mu niespodziankę, jakiej nigdy by się nie spodziewał. Zaprowadził go do wielkiej biblioteki, a potem — zdumiewające — namówił starego bibliotekarza, by zostawił swoje cenne książki. Wracając do Merlina, klasnął w dłonie i uśmiechnął się.
— Więc, Merlinie, zacznij czytać.
Czarodziej rozejrzał się zaskoczony po ogromnym księgozbiorze.
— Arturze, naprawdę nie sądzę, by to był dobry pomysł.
— Merlinie, w przyszłości nie potrzebujesz żadnej księgi zaklęć, ponieważ — popukał chłopaka w czoło — to wszystko jest tutaj. — Następnie zostawił go zagubionego i z szeroko otwartymi oczami pośrodku morza książek.
Merlin nie miał pewności, czy był mu wdzięczny czy nie.

Po wyjściu z biblioteki Artur udał się do komnat Morgany. Gwen skończyła właśnie układać bukiet, gdy przyszedł.
— Och, Arturze, nie wiedziałam, że wróciliście tak wcześnie. Szukasz panienki Morgany?
Mężczyzna kiwnął głową szorstko.
— Tak, widziałaś ją?
Gwen uśmiechnęła się szeroko.
— Właśnie poszła zobaczyć się z twoim ojcem. Powinna niedługo wrócić.
Artur skinął głową.
— Poczekam. — Gwen przytaknęła i odwróciła się do sukien swojej pani. — Zauważyłaś może ostatnio czy coś dziwnego dzieje się z Morganą? — Gwen zamarła na chwilę, po czym powoli spojrzała na niego.
— Nie wiem, co masz na myśli, panie — odpowiedziała, odwracając wzrok.
— Nieważne, to nic takiego.
Gwen wyprostowała się wolno, przygryzając nerwowo wargę i powiedziała cicho:
— Cóż, teraz, jak o tym wspomniałeś... odkąd wróciła, wydaje się być trochę dziwna. Ona... ona nie jest taka jak wcześniej.
Artur kiwnął głową.
— Tak, nie jest — zgodził się. Minęło kilka minut ciszy, zanim powiedział, nie mogąc się powstrzymać. — Gwen, chciałem, żebyś wiedziała...
— Arturze?
— Chcę tylko, byś wiedziała, że choćby nie wiem co się zdarzyło w przyszłości, to pragnę twojego szczęścia.
Gwen wyglądała na zdezorientowaną, ale uśmiechnęła się.
— Oczywiście ja też tego chcę dla ciebie.
Artur wiedział, że powinien na tym zakończyć, ale dodał jeszcze:
— Kiedy będę królem, sprowadzę do Camelotu Lancelota. Zostanie wspaniałym rycerzem.
Gwen zaskoczona wpatrzyła się w niego z szokiem i poczuciem winy w oczach.
— Arturze?
Mężczyzna potrząsnął głową.
— Nie martw się, Gwen, tylko zapamiętaj, co powiedziałem.
Wtedy pojawiła się Morgana i Ginewra wyszła.
— Arturze, nie wiedziałam, że wróciłeś.
Uśmiechnął się z wyższością.
— Dlaczego brzmisz na niezadowoloną z tego powodu?
Uśmiech Morgany zgasł od razu.
— Nie wiem, co masz na myśli, Arturze. Wszystko w porządku?
— Czuję się dobrze. Podejdź tutaj. — Artur wziął dłonie Morgany w swoje. — Chcę tylko, żebyś wiedziała o czymś, co nie może wyjść poza tę komnatę. Dobrze. Ostatniej nocy zostałem zaatakowany przez Druidów. — Morgana spojrzała na niego zszokowana, ale po kilku chwilach udało się jej przybrać neutralny wyraz twarzy. — Chcę, żebyś wiedziała, że dobrze o tobie myślę. Jesteśmy praktycznie bratem i siostrą. Chcę, abyś wiedziała, że również cię kocham — powiedział szybko, jakby to sprawiło ból wielkiemu królowi Albionu. — Chcę też, żebyś wiedziała, że kiedy będę królem, przywrócę magię w Camelocie.
Ręce Morgany wyślizgnęły się z jego.
— Dlaczego mówisz o takich rzeczach, Arturze? — Jej oczy były szeroko otwarte, ale szczęka zaciśnięta. Jej umysł był przepełniony Morgause.
— Powierzam ci te informacje, ponieważ ci ufam. Ufam ci w sprawie przyszłości Camelotu. — Pocałował ją szybko w policzek, uśmiechnął się i wyszedł.
Jak tylko skręcił za załom korytarza, uśmiech znikł, a oczy wyrażały jedynie wstręt i chłodną nienawiść.

o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o

Książę Artur przebywał właśnie na placu treningowym. W ostatnim tygodniu był rozdarty pomiędzy odpowiedzialnością, strachem i zmęczeniem. Obwiniał o to wszystko Merlina, jedyną osobę, na którą nie spojrzał od tygodnia. Gdy w końcu zdał sobie sprawę, że Merlin nie żartował z ich relacji oraz z faktu, że każdy wydawał się wiedzieć, iż łączyło ich coś więcej niż przyjaźń, przeszedł od niedowierzania do zawstydzenia i z powrotem do niedowierzania. Dlaczego Merlin? Z wszystkich ludzi, których mógł mieć, dlaczego wybrał jego?

A fakt, że ciągle o nim śnił nie poprawiał mu samopoczucia. Jedyny sen, jaki Artur miał kiedykolwiek o Merlinie, obejmował malutkiego smoka, zbrojownię i wiadro z mopem. I rzecz jasna nie było to w żaden sposób... erotyczne. Nie wspominając o tym, że kiedy Merlin wrócił, ludzie nie mogli uwierzyć, że to prawda. Dzieci go oblegały, rycerze i panowie pozdrawiali. Każdy czarownik mieszkający w Camelocie przybył do zamku, aby uzyskać jego porady lub pomocy w czymś. To było naprawdę zdumiewające, jak ważny Merlin stał się dla jego ludzi.

Otrząsnął się z tych myśli i uniósł tarczę w samą porę, by zablokować zamach Galahada. Jęknął. Artur kiedyś mistrz swoich rycerzy teraz codzienne dostawał od nich razy. Fakt, że był praworęczny i nie mógł używać prawego ramienia w pełni sił z powodu rany, irytował go bardzo. Nie pomagało, że Galahad był młodszy i szybszy w zadawaniu ciosów, a Merlin zarekwirował jego wspaniały miecz Excalibur. Galahad zadał ostateczny cios właśnie w chwili, kiedy Artur się odsłonił. Jednak podniósł szybko tarczę, by w samą porę zablokować Galahada i wytrącić go z równowagi.
Ciężko dysząc zapytał:
— Poddajesz się?
Spocony i obolały Galahad powiedział bez wahania:
— Tak jest, poddaję się, a teraz pomóż mi się podnieść.
Artur zaśmiał się bez tchu i pomógł rycerzowi. Zawsze chętny by igrać z ogniem Gawain skoczył na ogrodzenie i podszedł do Lancelota i Tristana.
— Płacicie, chłopaki, mówiłem, że będzie szybszy.
Galahad roześmiał się i wyprostował.
— Stawiałeś na króla?
Gawain tylko się uśmiechnął, wkładając do kieszeni niewielką sakiewkę monet.
— Nie, właśnie pokazywałem chłopcu, że powinien powinien pokładać w swoim królu więcej zaufania. — Puścił oko do Artura. Ten zaśmiał się i nagle obrócił, gdy poczuł ucisk w klatce piersiowej.
— Dobra, wystarczy na dzisiaj. Zanim Alaric zostanie rycerzem, z pewnością mnie pokonacie.
Wszyscy pokiwali głowami, a Gawain przerzucił rękę przez jego ramiona.
— A nie mówiłem, że podołasz. Przecież nas trenowałeś.
Lancelot zgodził się, idąc obok nich.
— To prawda, a także fakt, że nienawidzisz przegrywać.

Lancelot i Gawain zostali nagle odciągnięci od księcia przez dzieci, które miały właśnie nieco wolnego czasu. Artur pokręcił głową w milczeniu. Alaric mógł być najmłodszy, ale biedny Gawain miał trzy potwory, z których z jakiegoś powodu był bardzo dumny. Żaden z jego synów nie odziedziczył niczego po jego spokojnej, rudowłosej żonie. Zdarli skórę z Gawaina, który mawiał, że został ukarany za tak długie kawalerskie życie. Alaric dla odmiany był czystą cierpliwością i chociaż najmłodszy, to miał posłuch u innych chłopców.
— Powodzenia — zawołał Artur ze śmiechem.

Wtedy stanęła przed nim jego żona. Katrina przywitała się. Wyglądała niezwykle po królewsku. Nigdy się nie gniewała, była delikatna i miła. Artur natychmiast ją polubił, ale ponieważ jej nie znał i w głębi umysłu myślał o swojej dziwnej więzi z Merlinem, zajął osobne komnaty, a ona uszanowała te zmiany i nie prosiła, by wrócił.

— Obserwowałam wasz trening. Jest wyczerpujący zarówno dla ciebie jak i dla nich. — Sięgnęła do jego ramienia w próbie pocieszenia. Zrobił wszystko, by ukryć grymas, ale jej małe palce sprawiły mu jedynie więcej bólu.
— Muszę nauczyć się dzierżyć miecz w lewej ręce tak dobrze jak umiem władać nim prawą. Jestem dobry, ale nie mogę spocząć na laurach. Dlatego za każdym razem musimy trenować dłużej.
Pokiwała głową w zrozumieniu.
— Oczywiście. — Pogłaskała go po policzku i dodała: — Jeśli będziesz mnie potrzebował, znajdziesz mnie z Gwen.
Przytaknął głową, a gdy się oddaliła, ucisk w jego klatce zelżał.

Obok niego w mgnieniu oka pojawił się Merlin. Nie patrząc na niego Artur ruszył w kierunku zamku.
— Będziesz mnie ignorował przez cały czas pobytu tutaj?
Artur pokręcił głową wchodząc do sieni.
— Nie mamy o czym rozmawiać.
— Mamy wiele rzeczy do omówienia.
Książę zatrzymał się, gdy Merlin sięgnął do jego ramienia. Ciepło rozprzestrzeniło się od dłoni czarodzieja i Artur westchnął, czując jak mija napięcie w mięśniu. Kiedy Merlin zaczął go delikatnie masować, pochylił się do jego dotyku, po czym zdając sobie sprawę z tego co robi, wyprostował się i ręka Merlina opadła. Szybko przybrał stoicki wyraz twarzy.
Merlin przeniósł ich jakoś do komnat księcia.
— Musimy porozmawiać, Arturze. O twoich wrogach. Rychło ma być wypowiedziana wojna Camelotowi i musisz wiedzieć przez kogo, jeśli twój pobyt ma potrwać dłużej i jeśli masz być gotowy. — Artur odwrócił się do Merlina z pełnym wyczekiwania wyrazem na twarzy. Słyszał wszystko o zdradzie Morgany i o człowieku, na którego wyrósł Mordred. — Będzie źle, Arturze. Mordred sprawia, że druidzi wybierają między mną a nim. Niektórzy postanowili przyjść tutaj, ale inni z powodu mojej nieobecności przez ostatnie siedem lat sądzą, że ich porzuciłem. On podąża do Mercji, by połączyć się z Morganą, a potem ruszyć na Camelot. Zamierzam wezwać Kilgharraha i zobaczyć, czego mogę się od niego nauczyć.
— Skąd tyle wiesz o Mordredzie? — Artur zawsze sądził, że Merlin trwał przy nim, bez względu na sytuacje, ale teraz coraz częściej myślał o nim osamotnionym. Odpowiedź czarodzieja zmroziła go.
— Ponieważ przyłączyłem się do niego dwa lata temu.
Merlin zawsze potrafił sprawić, że nie wiedział co odpowiedzieć. Chciałby móc zrobić z nim to samo.


-koniec rozdziału ósmego-